misiamisia
30.09.02, 18:03
Wiem, ze Wy wiecie i w ogole wszyscy wiedza, ale musze sie wypisac. :c)
Wlasnie dzisiaj mialam inauguracje roku akademickiego. Na te ogolna - w Auli
UAM w ogole sie nie dostalam (chociaz podobno nie mam, czego zalowac). Na
WueNeSie jednak udalo Misie usiasc (drewniane krzeslo w sali A, ale zawsze
cos). A w Instytucie Filozofii zaskoczono nas testem jezykowym, coby nas
przydzielic do okreslonych zaawansowan we wladaniu angielszczyzna. Mnie to
ani ziebilo, ani grzalo - angielski lubie, a tescik byl przyjemny, o czym
raczej nie swiadczyly miny moich wspoltowarzyszy. Ale to byl tzw. pikus. O
16:30 czekala nas przyjemnosc wybrania dyscypliny sportowej, ktora
chcielibysmy uprawiac. Pisze przyjemosc, bo sport lubie, a na Morasku otwarta
zostanie niedlugo (jak to powiedzial jeden z profesorow) "plywalnia XXI
wieku". Ale dobrze, ze to powiedzial, bo sadzac po organizacji wszystkich
dzisiejszych spotkan U(ł)AeM tkwi w wieku XV, albo i dalej (ludzie zbigajacy
z balkonu na dol, zeby sie gdziekolwiek zapisac wygladali jak stado
homoerektusow w pogoni za mamutem). Lista, na ktorej widnieje moje nazwisko
dotarla chyba jednak szczesliwie w jednym kawalku tam, gdzie dotrzec miala i
bede mogla poplynac w owy nie chlorowany, ale azotowany (!) XXI wiek.
Chcialabym jeszcze dodac, ze nikt (a juz w szczegolnosci zaden kanar) nie
uwierzy mi, ze jestem studentka, dopoki nie zobaczy mojej legitymacji
studenckiej lub indexu, ktore to dopiero otrzymam po uiszczeniu oplaty 23
PLN, koniecznie na poczcie, i z kwitkiem udam sie do Kogos Tam, by odebrac,
co moje. Kupilam sobie sieciowke, a i tak jutro, jako studentka, pojade "na
normalnym".
No, NA RAZIE to tyle.