Gość: Mat
IP: 80.53.33.*
09.11.05, 15:20
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3007234.html
Gazeta.pl > Wiadomości > Wiadomości dnia
Środa, 9 listopada 2005
Nie dzwoniła, będzie płacić do końca życia
Jarosław Sidorowicz 09-11-2005, ostatnia aktualizacja 09-11-2005 10:08
Schorowana starsza pani do końca życia będzie spłacać gigantyczny dług
Telekomunikacji Polskiej. Rozmowy wydzwonił z jej mieszkania nieuczciwy
robotnik. Oszust został wczoraj skazany przez sąd, ale nie zapłaci ani złotówki.
Komornik ściąga 68-letniej Stanisławie J. co miesiąc po 200 zł z
kilkusetzłotowej renty. Dług z odsetkami wynosi już 121 tys. zł! - Do końca
życia tego nie spłacę - mówi przez łzy Stanisława J. z Krakowa. Nawet gdyby
nie rosło oprocentowanie, potrzeba jej do spłacenia 605 miesięcy, czyli ponad
50 lat! Jeśli pani Stanisława J. długu nie spłaci, spadnie on na jej dzieci.
Złota rączka do sekslinii
Wszystko zaczęło się w 1998 r., gdy Stanisława J. postanowiła wyremontować
swoją niewielką kawalerkę. Wybrała firmę z ogłoszenia, firma przysłała
fachowca - Czesława G. Właścicielka powierzyła mu klucze od mieszkania, a sama
zamieszkała u syna.
Zamiast flizami w łazience i malowaniem ścian "fachowiec" zajął się
dzwonieniem na sekslinie i konkursy teleaudio. Przez trzy miesiące wydzwonił
44 tys. zł. Przezornie niszczył przychodzące rachunki, dlatego staruszka przez
długi czas nie zdawała sobie sprawy z rosnącego długu. Dowiedziała się przez
przypadek, gdy jej syn, chcąc sprawdzić postęp prac, odebrał w jej mieszkaniu
telefon. - Pani z Telekomunikacji zapytała, czy jest tu jakaś firma, bo
gwałtownie wzrosły rachunki, których nikt nie płaci. Oblał mnie zimny pot -
opowiada syn rencistki.
Dlaczego Telekomunikacja nie zablokowała wyjścia, widząc, że przez kolejne
miesiące rośnie dług? - Nie mieliśmy wtedy takich możliwości. Dopiero od dwóch
lat mamy tzw. system wczesnego ostrzegania - odpowiada Izabella
Szum-Gwoździewicz, rzeczniczka krakowskiego oddziału TP SA.
Rencistka - pewny płatnik
Stanisława J. od razu zawiadomiła policję. Mężczyzna przez pewien czas się
ukrywał, rozesłano za nim list gończy. W końcu udało się go zatrzymać.
Krakowska prokuratura oskarżyła go o doprowadzenie rencistki do niekorzystnego
rozporządzenia mieniem. Wczoraj sąd skazał go na dwa lata więzienia w
zawieszeniu na pięć.
Nieuczciwy wykonawca wcześniej w obecności świadków złożył pisemne
oświadczenie, w którym przyznał się do korzystania z telefonu i zobowiązał do
pokrycia rachunków na rzecz TP SA. Nie na wiele się to zdało. Telekomunikacja
zapłaty należności zażądała bowiem od Stanisławy J. Na drodze sądowej uzyskała
korzystny wyrok i do akcji wkroczył komornik.
- Moja matka ma stałą rentę, to łatwiej po prostu ściągnąć od niej pieniądze -
uważa syn rencistki. Czesław G. nie ma żadnego majątku. Przez pewien czas nie
był nawet nigdzie zameldowany. - To nie ma żadnego znaczenia - zapewnia
Izabella Szum-Gwoździewicz. - Nawet gdybyśmy chcieli, nie mogliśmy podjąć
żadnych kroków wobec tego pana, bo nie był on stroną w tej sprawie. Zgodnie z
regulaminem usług telekomunikacyjnych odpowiedzialność za połączenia
wychodzące z aparatu ponosi abonent, bo z nim mamy podpisaną umowę -
przekonuje rzecznika krakowskiej TP SA.
- Napisałam do rzecznika praw obywatelskich, prosząc o interwencję. Z jego
biura odpowiedziano mi, że współczują, ale sprawa nie leży w ich kompetencjach
- mówi załamała kobieta.
Niech sama ściga oszusta
Stanisława J. cierpi na postępującą osteoporozę. Reszta renty, która jej
zostaje, nie starcza na lekarstwa i opłaty. - Chciałam w MOPS-ie uzyskać
dopłatę do czynszu. Ale okazuje się, że minimalny dochód liczony jest brutto i
nie uwzględniają tego, że komornik zabiera mi 200 zł - żali się kobieta. Na
jej prośbę pani adwokat napisała błagalny list do firmy telekomunikacyjnej, z
prośbą o umorzenie horrendalnego długu. Zaznaczyła, że gdyby nie pomoc innych
osób, nie miałaby z czego się utrzymać. TP SA odmówiła.
- O umorzeniu nie ma już mowy, bo dług został przekazany firmie windykacyjnej
i nie my już o tym decydujemy - mówi rzecznika krakowskiej TP SA. Radzi, by
rencistka po wyroku skazującym oszusta sama pozwała Czesława G. o zwrot pieniędzy.
Czesława G. nie ma już w areszcie. Rencistka musiałaby go najpierw znaleźć.