Gość: Stefan, Chicago
IP: *.CHCGILGM.covad.net
01.04.03, 18:47
Podczas nalotu na kolumnę saddamowych wojsk zginęli amerykańscy pacyfiści
którzy pojechali w charakterze żywych tarcz w obronie Husseina.
Z zawodem "żywa tarcza" łączy sie ryzyko nieodwracalnej zmiany pierwszego
wyrazu na "martwa". Mam nadzieje, ze nikt nie bedzie protestował (zakladajac,
ze to info jest prawdziwe), bo jechali wiedząc co sie moze stać.
Jak ktos jedzie, by świadomie zasłaniac soba bandyte,musi sie liczyć z tym,
że zginie wcześniej niż bandyta. Ale coz,na głupotę nie ma rady i może dobrze
zrobili ci co pojechali, bo będzie przynajmniej mniej głupków na świecie -
nie będą już więcej rozsiewać swoich materiałów genetycznych skażonych
pacyfizmen. Nazywa się to dobór naturalny - na tej zasadzie wyginęły dronty
dodo na Madagaskarze - były nieprzystosowane. No może rozsiali - w kawałkach
po pustyni.
Przed powzięciem decyzji bycia żywą tarczą trzeba się było poważnie nad tym
krokiem zastanowić.
Miedzy nami mówiąc ktoś kto bierze na siebie rolę żywej tarczy i wychodzi z
tego bez szwanku ma uczucie niespełnienia - jak odciety ze sznura samobójca.
A więc nie litujmy sie bo oni nie oczekuja litosci - raczej uznania.
"Żywe tarcze" przypominają mi amerykańskich idiotów którzy przyjeżdżali do
ZSRR żeby pomagać budować komunizm - i trafiali do gulagów...Za głupotę się
płaci.
Pozdrowienia
Stefan, Chicago