adenozyna
22.09.07, 12:45
Poznaniankom szczerze polecam szpital św. Rodziny.
Wszystko zaczęło się 12 września. Od rana czułam, że mam zbyt mokro jak na
zwykłą wydzielinę. Podejrzewałam, ze tak jak przy pierwszym dziecku pękł mi
górny biegun pęcherza i się wody sączą. Skonsultowałam się z położną i
wieczorem pojechałam do szpitala na badania. Skurczy nie było, miejsca w
szpitalu też, ale ktg OK, więc wróciłam do domu. Zjadłam lekką kolację i po 21
poczułam skurcze - jak wiecie TYCH nie da się pomylić. Najpierw co 8 minut,
potem częściej. O północy zadzwoniłam do położnej (p. Beaty N.), bo skurcze
były silne i co 2,5 minuty - nie mogła być ze mną, więc przekazała mnie
koleżance. O 0.30 byłam na izbie przyjęć, między skurczami wypełniałam
biurokratyczną powinność. Miałam szczęście mimo 13września (a ja nie jestem
przesądna) - byłam ostatnią przyjętą pacjentką. Zamknęli porodówkę z powodu
przepełnienia. Polna też odsyłała. Przebrałam się i zrobiono mi lewatywę.
Wcale nie jest to nieprzyjemne, a ułatwia poród i daje komfort.Mogłam też
wziąć ciepły prysznic. Około 1 w nocy poszłam do sali porodów rodzinnych
(300zł ale warto, są przyrządy i własna łazienka). Położna (p. Lucynka O.)
była rewelacyjna. Z jej pomocą po godzinie urodziłam synka, bez traumy na
ciele i umyśle. Jej cierpliwość i opanowanie oraz dobroć były nieocenione.
Słuchałam jej poleceń i naprawdę nieźle poszło. Mały urodził się zdrowy, bez
opuchlizn i zniekształceń, pielęgniarki się zachwycały. Były chętne na synowe ; )
Przy okazji dr Stoiński zrobił mi plastykę pochwy i naprawił to, co popsuli
9lat temu na Polnej. Zrobił to tak fachowo,że bez problemu po porodzie mogłam
siedzieć i sprawnie chodzić oraz załatwiać potrzeby fizjologiczne ku
zdziwieniu współpacjentek. Życzliwość całego personelu począwszy od lekarzy,
przez położne i pielęgniarki a na
salowych skończywszy - wielka. Nie trzeba było prosić o pomoc. Sami pytali się
czy nie trzeba pomóc z karmieniem, czy coś doradzić, uczyli rozmasowywać
zastoje pokarmu i pielęgnować dziecko. Zaletą było to, że noworodka można było
oddać na oddział pod opiekę i trochę odpocząć, do karmienia maluchy
przynoszono co 2-3h, aby im ustalić rytm dobowy.
Warunki trochę jak w akademiku - czasem poczekało się troszkę pod łazienką,
ale czyściutko. Jeżeli ktoś bardziej ceni ludzkie podejście niż osobny pokój z
łazienką - polecam.
Pracującym tam ludziom zawdzięczam to, że koszmar z Polnej, który kiedyś
opisałam tu na forum, przestał mnie dręczyć i stał się przeszłością.
Za luksus można zapłacić np. kartą visa - dobroć i fachowa opieka dla mnie są
bezcenne.