Dodaj do ulubionych

Miscellanea poznańskie.

18.03.08, 14:14
Jak to w Poznaniu ksenofobia zwyciężyła.

W dniu 12 kwietnia 1535r Leipholdt - w imieniu kupców norymberskich Pawła I
Wolfganga Durr'ów pozwał przed poznańską Radę Miejską poznaniaka Jakuba
Grodzickiego. Chodziło o spłatę długu.
Pełnomocnikiem Grodzickiego był (prawnik - jak sie domyślam) Walenty.
Oświadczył on, że nie podejmie sporu i pozwu nie przyjmie dopóki nie zostanie
on wniesiony w języku polskim.
Pamiętajmy, że wcześniej mieszczaństwo poznańskie było silnie powiązane z
Niemcami - wręcz duża część z Niemiec pochodziła.
Uzasadnia swoje stanowisko Walenty: "Albowiem skoro do Polski przybywa i z
rodowitym Polakiem się procesuje, słuszne jest, aby używał polskiego języka."
Dodatkowo wyjaśnia, że język niemiecki do prowadzenia prawnego sporu się nie
nadaje bo przecież sami Niemcy wzajemnie się nie rozumieją. Mieszkaniec
górnych Niemiec nie zrozumie mieszkańca dolnych, Westfalczyk nie zrozumie
Meklemburczyka. Zdaniem Walentego skoro są takie kłopoty z komunikacją słowna
po niemiecku a dodatkowo większość Rady to Polacy więc słuszne jest by spór
rozstrzygano po polski. Walenty dopuszcza możliwość kontynuowania sporu po
łacinie - który to język Leipholdt znał.
By nie było wątpliwości: i Walenty i Grodzicki język niemiecki znali.
Decyzja naszej Rady była cokolwiek tchórzliwa. Nie chcąc sie narazić możnym
kupcom norymberskim nakazali Walentemu przyjęcie pozwu w języku niemieckim -
jednocześnie przyjmując jego apelację od tej decyzji do starosty
wielkopolskiego Łukasza Górki.
Radzie Miejskiej znane było wcześniejsze z 1526r rozstrzygnięcie Górki, który
podobny spór w Kościanie rozstrzygnął na korzyść języka polskiego. Stwierdził
Górka wówczas: "tak powód jak i pozwany przed kosciańskim sądem miejskim maja
posługiwać się językiem polskim bez względu na to, że miasto jest na prawie
niemieckim, chociaż bowiem osadzone jest na prawie niemieckim, niemniej przeto
podlega językowi polskiemu, podobnie jak inne miasta Królestwa Polskiego
podlegają mu i podlegać powinny".
Nie znamy rozstrzygnięcia Górki w tej poznańskiej sprawie. Ale prawie pewne
jest, że i w niej wydał rozstzygnięcie przychylne językowi polskiemu.
Niemożliwe by zmienił zdanie i swoją politykę polonizacji miast i władz
miejskich. Tym bardziej, że znajdował poparcie w coraz liczniejszych we
władzach miejskich Polakach czy spolonizowanych - coraz mniej znających język
niemiecki potomkach przybyszów znad Renu.

I tak to w Poznaniu ksenofobia zwyciężyła. ;)

W następstwie także tej sprawy łacina wyparła z ksiąg miejskich niemiecki by z
kolei dość szybko ustąpić jezykowi polskiemu.

Szerzej opisuje tę sprawę M. Wojciechowska.
Obserwuj wątek
    • Gość: bzik Nieco nowszej historii IP: *.icpnet.pl 18.03.08, 16:47
      iskry.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=929&Itemid=3
      • Gość: W105N4 Re: Nieco nowszej historii IP: *.devs.futuro.pl 18.03.08, 17:01
        Przepraszam bziku, ale nie rozumiem Twojego wtretu do watku
        miscellanea poznanskie.
        Moze niedokladnie przeczytalem tresc artykulu:/

        www.apple.com/trailers/paramount_vantage/defiance/trailer/
      • grendelek Re: Nieco nowszej historii 07.04.08, 16:43
        Widzisz historia nie jest czarno - biala. W podobnym tonie mozna by napisac o
        niejakim Jozefie Kurasiu...
    • dobrusia_to_ja Re: Miscellanea poznańskie. 18.03.08, 17:08
      Brawo, Rene!! To bardzo ciekawe. Wrzucisz coś jeszcze??:)
    • kiks4 Re: Miscellanea poznańskie. 18.03.08, 20:44
      renepoznan napisał:

      > Jak to w Poznaniu ksenofobia zwyciężyła.
      ---
      Dzięki Rene za ciekawy kawałek naszej historii. Taka historia jest o niebo
      ciekawsza od nauczanej w szkołach historii powszechnej.
      Ale nie byłbyś sobą, gdybyś nie postawił jakiejś prowokacyjnej tezy; tu:
      "zwyciężyła ksenofobia".
      Oczywiście nic bardziej błędnego- o ksenofobii, czyli niechęci, wrogości wobec
      obcych mówilibyśmy wtedy, gdyby w miastach polskich zabraniano osiedlania się
      np. kupcom niemieckim. Jak wynika jednak z Twojej opowieści- było dokładnie
      odwrotnie. Z czysto pragmatycznych względów. Z takich samych względów Rada
      Miejska Poznania sprowadziła (oczywiście parę wieków później) rolników bawarskich.
      Więc gdzie tu jest ksenofobia???
    • renepoznan Zbrodnia to niesłychana ... 20.03.08, 16:52
      Tylko, że sąd nie podzielił takiej opinii jak w tytule. A sprawa była bulwersująca a w chwili obecnej – chyba niezbyt chętnie przypominana.
      W dniu 6 stycznia 1923r w restauracji „Carlton” został przez dwóch oficerów XV Pułku Ułanów zastrzelony Zdzisław Bilażewski (lotnik, Powstaniec Wielkopolski, odznaczony Krzyżem Powstania Wielkopolskiego, Krzyżem Virtuti Militari, trzykrotnie krzyżem Walecznych). Niewątpliwie sprowokował zajście Zdzisław Bilażewski. On to do siedzących przy sąsiednim stoliku kilku oficerów XV Pułku Ułanów rzucił obraźliwe „koniokrady”. Przechodził koło nich idąc do toalety. Obrażeni oficerowie początkowo chcieli wezwać policję ale dwaj z nich Leon Pruszanowski i Janusz Kapuściński stwierdzili, że to trzeba załatwić inaczej. Pruszanowski poszedł do szatni i wziął z płaszcza rewolwer. Gdy Bilażewski z swoim towarzystwem wychodził z restauracji, jeszcze zwrócił się do nich, że jeżeli chcą satysfakcji to on im jej udzieli za wyjątkiem Kapuścińskiego bo to jego zdaniem człowiek niehonorowy. To zaogniło sytuację. W trakcie kłótni Pruszanowski wyciągnął rewolwer. Próby jego powstrzymania nic nie dały. Kapusciński krzyknął w tym momencie; „Strzelaj, strzelaj”. Bilażewski był bezbronny. Pruszanowski zaczął strzelać. Odrażające w tej sytuacji jest to, że Pruszanowski strzelał także do lezącego już na ziemi Bilazewskiego. W sumie oddał do niego cztery strzały. Zgon nastąpił natychmiast.
      Wprawdzie obu oficerów aresztowano ale Sąd wojskowy ich uniewinnił uznając, że w obronie honoru munduru mieli prawo użyć broni – nawet wobec bezbronnego.
      Ciekawe są pierwotne przyczyny tego zdarzenia. Związane są one z okresem wojny z bolszewikami. W tym czasie pułk pod dowództwem pułkownika Władysława Andersa (tak – późniejszego generała Andresa) przebywał na froncie na Białorusi. Wówczas na swojej kwaterze zginął Tadeusz Bilażewski ( brat zamordowanego w Carltonie). Wojsko orzekło, że to samobójstwo spowodowane choroba weneryczna. Mocno to wątpliwe bo późniejsze przebadanie ciała przez lekarzy wykluczyło chorobę weneryczną a drobiny prochu mające świadczyć o bliskości strzału wyglądały na rozsypane na ciele a nie wstrzelone, ponadto był to proch czarny, którego w nabojach w rewolwerze Bilażewskiego nie było). Zresztą ciało Bilazewskiego nosiło ślady trzech strzałów – twardy to musiał być człowiek, który trzykrotnie strzela do siebie.
      Rodzina i nie tylko, oskarżały kolegów Tadeusza Bilażewskiego o spowodowanie jego śmierci by zamknąć mu usta w sprawie związanej z malwersacjami finansowymi i lewymi sprzedażami koni wojskowych. Sprawa ta (o te malwersacje) w której oskarżono m/innymi Andersa zakończyła się uniewinnieniem oskarżonych. Jednak rodzina Bilażewskich pozostała w przekonaniu, że śmierć ich syna i brata związana była z tamtym oskarżeniem i chęcią zamknięcia ust świadkowi. Stąd to obraźliwe słowo „Koniokrady” rzucone w stosunku do Kapuscińskiego – mającego podobno związek z tamta aferą.
      Pogrzeb zamordowanego w Carltonie Zdzisława był niezwykle tłumny. Nie było wówczas oznak sympatii dla Ułanów. Wręcz przeciwnie – był bojkot towarzyski kadry oficerskiej ułanów. Jak przypomina Janisław Osięgłowski gdy kiedyś w Resursie Obywatelskiej Anders spytał grające w karty towarzystwo (może chcąc się przyłączyć do gry) o jaka stawkę toczy się gra, usłyszał odpowiedź: O tysiąc złotych i ostatniego już z Bilażewskich”.
      Może to to jego potraktowanie spowodowało, że dowództwo garnizonu poznańskiego wydało oficerom zakaz odwiedzania lokali publicznych?
      Zresztą krwawe zdarzenia w XV pułku zdarzały się częściej. To też zabójstwo por Płodowskiego przez kolegę pułkowego Książka. To zamordowanie przez Leona Schmidta (jednego z oskarżonych w aferze końskiej) J. Starczewskiego. To zabójstwo na balu pułkowym majora Engla.
      Ułani aniołkami nie byli.
      Szerzej ta sprawa opisana jest przez wspomnianego już Janisława Osięgłowskiego. Warto zaczerpnąć u źródeł.
      • renepoznan Re: Zbrodnia to niesłychana ... 30.03.08, 17:01
        Krwią ofiary zbrodni splamiony został też nie istniejący już most na Warcie. Most pomiędzy Bramą Wielką a Chwaliszewem. Dawne to wprawdzie dzieje. Stało się to bowiem w roku 1548. Nie istnieje już most. Nie istnieje już w tym miejscu rzeka - zasypana po wojnie. Ale miejsce zbrodni zostało zapisane w księgach miejskich.
        A zbrodnie była bulwersująca. Ponieważ jej sprawcą był - kat miejski!!!
        Jak do tego doszło? W Poznaniu (ale i w innych miastach) kat był też najczęściej właścicielem domu publicznego z paniami świadczącymi wiadome usługi. W tym konkretnym przypadku prowadzeniem domu zajmowała się żona kata. Panie pracujące w tym przybytku były różne. Czy robiły to w pełni z własnej woli to można mieć wątpliwości. Ale dobrej sławy nie miały, o czym świadczy szereg adnotacji w księgach miejskich o okradaniu klientów, o bójkach pomiędzy nimi, o oszustwach (np jakiś przyjezdny Włoch miał kłopoty bo z wściekłości poranił szablą jedną z "panienek" gdy zapłatę wzięła ale usługi wykonać nie chciała).
        W 1548r chłop z wsi pod poznańskiej wtargnął do domu kata w którym była jego siostra. Wyciągnął ją z tego przybytku i zaczęli uciekać do domu - przez Bramę Wielka i most Chwaliszewski. Zaobserwował to pomocnik kata - Jakub. Zawołał swego patrona - kata Wacława, który w tym czasie pił z sąsiadem. Obaj zaczęli gonić zbiegów. Dopadli ich na moście Chwaliszewskim. Skończyło się to tragicznie. Kat i katowczyk zabili tego uwalniającego siostrę chłopa.
        Tego, ówczesna sprawiedliwość ścierpieć nie mogła. Obaj funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości - konkretniej wykonawcy tej sprawiedliwości, zostali skazani na karę śmierci i wyrok został wykonany!!!!!!
        A było to strasznym upokorzeniem dla dumnej z posiadania prawa miecza poznańskiej Rady Miejskiej. Do wykonania wyroku musiano poprosić kata z jednego z sąsiadujących miasteczek!!! Co za kompromitacja.
        Dawne czasy. Dawno zapomniane. Ale jakże ludzkie uczucia i namiętności ta historia obrazuje. Ten walczący o godność swoją lub swojej siostry chłop. Ten pijany zadufany w sobie "funkcjonariusz miejski". Wstrząsające.
        • Gość: jp Re: Zbrodnia to niesłychana ... IP: *.icpnet.pl 07.04.08, 21:16
          Wielu polityków mogłoby traktować tegoż kata jako swego protoplastę. Wszak bezkarność i traktowanie siebie ponad prawem to dziś codzienność. ;)
      • Gość: mm Re: Zbrodnia to niesłychana ... IP: *.icpnet.pl 20.03.09, 21:36
        Rene, czytałeś Tadeusza H. Nowaka "Wspominki i kpinki" (wyd.
        Kwartet, Poznań 2008)? pisze on (s. 32 -33), że w Carltonie strzelał
        fotoreporter Kuriera Poznańskiego (kumpel z pracy) Mieczysław
        Bilażewski i trafił rotmistrza 15. Pułku, który "szczęśliwie nie dał
        się kostusze", a "Bilażewski alias Foto-Bil nigdy nie stanął przed
        sądem". dalej (s. 34 - 35) kolejne sensacje (które zresztą
        zacytowano na okładce): "Ty o tym nie napiszesz. (...) Macki
        kontrwywiadów i ich przyjaciół są ośmornicowate. Daj sobie spokój z
        Carltonem".
        wspomnienia były pisane w roku 1983. czy Autor coś pomylił, czy nie
        wiedział o zastrzeleniu Zdzisława? przecież sprawa była w swoim
        czasie głośna. czy pisze o kolejnym wątku, którego nikt już dziś nie
        pamięta?
        Mieczysława Bil-Bilażewskiego google znajduje jako człowieka filmu -
        prawdopodobnie to ta sama osoba.
        • renepoznan Re: Zbrodnia to niesłychana ... 16.04.09, 21:41
          Gość portalu: mm napisał(a):

          > Rene, czytałeś Tadeusza H. Nowaka "Wspominki i kpinki" (wyd.
          > Kwartet, Poznań 2008)?

          Nie złapałem tej książki. Wiesz gdzie jest ewentualnie do znalezienia?
          Ale to co zacytowałeś brzmi odrobinę sensacyjnie. Z "tej"rodziny był syn
          Mieczysław, który faktycznie miał związek z światem artystycznym - konkretnie z
          filmem. Jego dziełem były w wielu filmach nagrania ptaków czy innych zwierząt.
          Genialnie potrafił je naśladować.
          Ale o tym by on do kogokolwiek strzelał to nie słyszałem. Niczego wykluczyć nie
          można ale żaden z znanych mi pamiętnikarzy czy wspominkarzy o tym nie wspomina.
          • renepoznan Re: Zbrodnia to niesłychana ... 16.04.09, 21:45
            A jeszcze zapomniałem. Bilażewski grał w kilku filmach ale raczej drugi plan.
            Bardziej znany był jego talent naśladowania głosów natury.
            • Gość: Miszol Re: Zbrodnia to niesłychana ... IP: 80.50.135.* 09.05.11, 12:04
              Więcej o Mieczysławie Bilażewskim można przeczytać tu: www.nitrofilm.pl/strona/filmy/osoby_info/125/bil-bila-ewski,mieczys-aw.html
          • Gość: mm Re: Zbrodnia to niesłychana ... IP: *.icpnet.pl 16.04.09, 22:51
            książkę kupić można tu:
            www.xexe.pl/sklep/3/421529/0&a=szukaj&sz_keyword=kpinki&sz_gr_
            id=3 - najlepiej zadzwonić, zamówić i odebrać kolejnego dnia

            a wypożyczyć tu:
            150.254.35.111/webpac-1.2-brPL/wgbroker.exe?
            20090416215515090613856+1+scan+select+1+224 - na pewno jest na półce
            na os.Oświecenia :)

            cytaty brzmią bardzo sensacyjnie. czy Autor coś pomylił, czy celowo
            przeinaczył fakty (po co? po tylu latach - sześćdziesięciu?) czy
            wspomniany Bilażewski próbował zemścić się za śmierć braci /
            kuzynów? jeśli historia jest prawdziwa, dlaczego nie ma o niej w
            innych źródłach? dlaczego Autor poświęcając tyle miejsca Bilowi nie
            wspomina o śmierci Tadeusza i zabójstwie Zdzisława - przecież nie
            mógł o tym nie wiedzieć, nawet jeśli w tym okresie nie było go w
            Poznaniu - sprawa była głośna?
    • renepoznan Poetycki Poznań. 21.03.08, 19:17

      Chyba już to kiedyś dawałem ale to utwór tak cudowny w swojej naiwności,
      nieporadności ale i pełen uroku. Utwór oczywiście poświęcony Poznaniowi:
      „Ozdobo Lecha wielowładnego,
      Uciecho Państwa skłopotanego.
      Śliczny imieniem, rzeczą śliczniejszy,
      Rzadkić miałrównia wiek i dawniejszy
      Poznaniu drogi; ciebie szanuje
      Przyjazne niebo, ciebie bryzuje
      Tak śliczna Flora, iż gdyby chciała
      Siebie malować, z ciebie (wzór) miała.

      Urocze prawda?

      Albo inna perełka poświecona małżeństwu. To może mniej chwyta za serce ale.... ?
      To poezja okolicznościowa – na wesele:
      „Na nieznośny ból zębów wiele utyskuje,
      Lecz jeśli gdzie – w małżeństwie ból taki panuje,
      Gdy więc zagrają albo wezmą się za gęby
      Od wielkiego tam bolu jak grad lecą zęby,
      Y dlatego wargami natura ich broni;
      Cny Ungrze, dufaj, twoich Słonecznik ochroni.”

      Zastanawiam się w jakiej to przygodzie autorowi wybili żeby, że aż tak to przeżywa.
    • renepoznan Klimat w poznaniu 24.03.08, 11:15
      Pod datą 1253r (data lokacji lewobrzeżnego miasta) zapisano w kronice Wielkopolskiej:

      "Tegoż roku w miesiącu lipcu rzeka Warta z brzegów wystąpiła niezmiernie na skutek ulew, które od Wielkiej Nocy aż do sw. Jakuba dzień i noc lały. Po polach i drogach ludzie czółnami pływali , a gdy żniwa nadeszły - musiano upatrywać pagórków, na których by zboże składać można było. Gdy woda opadła, znajdowano na polach ryby. Po czym ciepło było aż do Bożego Narodzenia a w sam dzień wszystkich Świętych słyszano w Poznaniu nocne grzmoty."

      A podobno efekt cieplarniany to dopiero teraz my mamy???
      Ten zapis w Kronice skłania do większego sceptycyzmu co do alarmistycznych relacji dziennikarskich. Wyobrażacie sobie co by było gdyby w tamtym roku ukazywała się na przykład Gazeta Wyborcza?
      ;)
    • Gość: kibic Re: Miscellanea poznańskie. IP: *.poz.zigzag.pl 26.03.08, 13:06
      Z forumowego kumoterstwa ci podrzucę.
      To o XV pułku przednie. Nie znałem tego. Gdzie ten autor to opisał?
      • renepoznan Re: Miscellanea poznańskie. 26.03.08, 21:50
        Gość portalu: kibic napisał(a):

        > To o XV pułku przednie. Nie znałem tego. Gdzie ten autor to opisał

        W 1997r wydał zbiorek sensacji kryminalnych z Poznania. "Potwór z Piątkowa" to
        się nazywało. Niezłe.
        • Gość: kibic Re: Miscellanea poznańskie. IP: *.poz.zigzag.pl 31.03.08, 12:35
          renepoznan napisał:
          > W 1997r wydał zbiorek sensacji kryminalnych z Poznania. "Potwór z
          Piątkowa" to
          > się nazywało. Niezłe.

          Dzięki.
    • renepoznan Miejsca, które lepiej omijać z daleka :). 28.03.08, 16:28
      Każdy porządny Poznańczyk wie, że narożnik Półwiejskiej i Strzeleckiej to lepiej omijać z daleka. Wiadomo. Tam jest Urząd Skarbowy i Urząd Kontroli Skarbowej. Zapowietrzone miejsce. To zdaje się o nich śpiewano;
      "Ty u nas będziesz jak trędowata ..."
      :):)
      Ale są poważniejsze przesłanki by unikać pracujących tam ludzi. Może faktycznie coś z tym trądem jest? :):)
      Na początku XV wieku w tamtym rejonie powstał miejski szpital pod wezwaniem św. Krzyża. Był to szpital dla trędowatych. Zlokalizowany był odrobinę dalej niż sam narożnik. Natomiast bliżej narożnika w 1420 roku (data przywileju - 8 czerwca 1420r.)Gertruda Peszlowa - wdowa po kupcu Mikołaju Peszlu, ufundowała kościółek pod wezwaniem św. Krzyza przeznaczając na jego utrzymanie osiem grzywien rocznego czynsz. Wokół kościołka zlokalizowany był cmentarz - na którym chowano zmarłych pacjentów tego szpitalika dla trędowatych.
      Zlokalizowany był ten cmentarzyk i kościół na narożniku Półwiejskiej i Strzeleckiej - choć trochę oddalony od samej Strzeleckiej. Bardziej podwórze Urzędu Kontroli Skarbowej niż sam budynek. Ale parkujący na tym podwórzu urzędnicy skarbówki - może lepiej ich omijać - jak trędowatych? :):)
      Szpitalik zniknął podczas wojen szwedzkich. Kościołek przetrwał do końca Rzeczypospolitej - zniszczyli go Prusacy.
      Natomiast później, na samym narożniku od Strzeleckiej znajdowała się gospoda "Pod Złotą Gęsią". Podobno mająca dobra sławę niezłej kuchni.
      Czy "Elite" kontynuuje tamtą dobrą tradycję?
      • renepoznan Re: Miejsca, które lepiej omijać z daleka :). 16.04.08, 22:00
        Omijać z daleka lepiej było pomieszczenie w ratuszu określane jako"locus
        torturae", "locus tormentorum" lub po polsku jako "męczennica" czy "sklepik,
        gdzie więźniów egzamina bywają". czyli po prostu lepiej było omijać ratuszową
        izbę tortur. Mieliśmy taką w Poznaniu.
        Badaniom niezapomnianego Prof Witolda Maisla zawdzięczamy wiedzę gdzie w Ratuszu
        się ona znajdowała.
        Ustalił on, że to pomieszczenie znajdowało się w piwnicach ratuszowych w
        narożniku najbliżej ul. Wielkiej - tam gdzie przed wojną była restauracja a
        potem wystawa drogocennych rzeczy znalezionych podczas wykopalisk. Tam tez
        eksponowane były ocalałe resztki grobowca Chrobrego - fundacji Kazimierza
        Wielkiego. Ze skrucha przyznaję - nie wiem czy coś się nie zmieniło obecnie.
        Pomieszczenie to było pozbawione jakiegokolwiek dziennego światła na co wskazują
        odnotowane w księgach miejskich duże wydatki na oświetlenie.
        Jeśli uświadamiacie sobie wygląd tego pomieszczenia, to tam po prawej stronie od
        wejścia do tego pomieszczenia jest jakby pozostałość po oknie. To było
        połączenie z lożą sądową z której sędziowie obserwowali badanie delikwenta.
        Obecnie zamurowane. Wejście do loży sądowej było bezpośrednio z klatki schodowej.

        I teraz uświadomcie sobie grozę tego pomieszczenia. Brak jasnego światła,
        pełgające płomyki świec lub pochodni. Rozłożone narzędzia tortur a może też
        palenisko na którym żarzyły się węgle. I wprowadzają tam złodziejaszka czy
        innego opryszka. Większość ze strachu przyznawała się od razu. Bardziej
        zatwardziali czy odporni przyznawali się dopiero po zastosowaniu tortur. Ale
        zdecydowana większość się przyznawała. To nie byli niewinni ludzie. Meczenie
        niewinnych czarownic należało - wbrew utrwalonej opinii - do rzadkości, choć
        oczywiście było. W większości torturowano faktycznych złoczyńców. Ale czy to
        umniejsza ich strach, grozę i niesamowitą atmosferę tego pomieszczenia?
        Niewentylowane pomieszczenie, smród potu, ludzkich wydzielin i krwi. Wrzaski
        torturowanego więźnia. Ponure to musiało robić wrażenie. Nic dziwnego zatem, że
        obserwujący z loży sądowej świadkowie często znieczulali się alkoholem.
        Podobno w nocy, gdy na Starym Rynku i w Ratuszu zapadnie już cisza czasem
        wrażliwi mogą usłyszeć wrzask więźnia przebijający sie przez otchłań wieków.
        Cyniczni twierdzą, że to nie więźniowie ale słychać krzyki pijanych
        biesiadników, bo po 1913r w tym pomieszczeniu - i sąsiednich, urządzono
        restaurację. :)
        Żeby zachować proporcje. Poznański wymiar sprawiedliwości nie był szczególnie
        okrutny. Wiemy, że najokropniejsze orzekane kary typu zakopanie żywcem były
        łagodzone przez szybkie ścięcie tuż przed zakopaniem. Zakopanie żywcem było też
        łagodzone przebiciem palem czy uduszeniem (pytanie co to łagodność?). No cóż
        takie czasy. Nie gorsze niż nasze. Tylko inne.

        Gdy delikwent przyznał się już do winy a Sąd wydał sprawiedliwy wyrok delikwenta
        wyprowadzano z ratusza. szedł albo do pręgierza, miejskich więzień, na wieczne
        wygnanie z miasta. Szczególnie zasłużeni szli do miejskiej szubienicy. Ale to
        już inny temat.


        Sorry. O izbie tortur poznańskiego ratusza juz pisałem. Ale chyba warto
        przypomnieć ten fragment naszych dziejów.
        • renepoznan Re: Miejsca, które lepiej omijać z daleka :). 28.04.08, 15:47
          Miejsca straceń w Poznaniu
          Jeśli po torturach władze uznały, że delikwent jest winien to kierowany był przed Sąd.
          Struktura Sądów Poznańskich w I Rzeczpospolitej była bardzo skomplikowana i chyba nie mam sensu jej tu omawiać. Dodatkowo na terenie miasta było odrębne sądownictwo Żydowskie a także tzw. jurydyki – czyli tereny wyłączone spod władzy miasta i podlegające sadownictwu właściciela. Kwestia Jurydyk na terenie Poznania jest swoja drogą bardzo ciekawa – ale chyba nie dla forum.
          Załóżmy, że Sąd Miasta Poznania skazał takiego delikwenta na karę śmierci. Ale rodzajów kar śmierci było dużo a od nich zależało miejsce jej wykonania.
          Przedstawmy najważniejsze miejsca wykonywania kary śmierci w Poznaniu. Mówimy to oczywiście o lokacyjnym lewobrzeżnym Poznaniu bo o tym fragmencie dziejów książęcego grodu na Ostrowiu Tumskim niewiele wiemy.
          Pierwsze regularne miejsce straceń w Poznaniu z wybudowaną szubienicą mieliśmy za murami miasta, pomiędzy fosą a Wartą na wysokości kościoła i klasztoru Dominikanów – obecnie Jezuitów. Czyli było to w tym rejonie miasta - obecnie z grubsza opasanym ulicami Garbary, Estkowskiego i Szyperską. Pamiętajcie, że był to teren znacznie niżej położony niż obecnie i często zalewany powodziami. Nic o tym miejscy bliżej nie wiemy. Czy była to murowana szubienica czy tylko drewniana. Wiemy tylko, że był z nia klopot bo często zalewana nie pozwalała na wykonywanie wyroków w odpowiednim czasie. Dlatego też zdecydowano się przenieść tę jakże potrzebną acz osławioną budowlę w miejsce dogodniejsze i bezpieczniejsze tj przy obecnej ul. Dolna Wilda – za Krzyżem znajdującym się przy ul. Krzyżowej - w kierunku Chłapowskiego. Zgodnie z niektórymi ustaleniami szubienica znajdowała się w miejscu tego ceglanego budynku – dawnej elektrowni dla tej części miasta. Wzmianki w księgach miejskich z 1418r. wskazują, że ta nowa szubienica już w tym roku funkcjonowała. O tej to szubienicy szeroko już się rozpisywaliśmy wcześniej, więc chyba sobie to daruję.
          Ale przecież nie tylko pod szubienicą wykonywano wyroki. Ale o tym później.
          • renepoznan Re: Miejsca, które lepiej omijać z daleka :). 02.05.08, 21:56
            Miejsca straceń w Poznaniu - 2
            Drugim znanym miejscem wykonywania kary śmierci był Rynek. Na rynku wykonywano
            kary śmierci ścięcia mieczem czy toporem. Na rynku ćwiartowano i na czterch
            rogach rynku szarpano rozpalonymi szczypcami. Znamy też jeden wypadek wykonania
            kary powieszenia ale to chodziło o szczególna sytuację zelżenia przez pijanego
            chłopa Jakuba Ostroroga. Chodziło o maksymalne nagłośnienie sprawy i zgnębienie
            człowieka który „ośmielił się nagadać” magnatowi.
            Jeśli orzeczono karę śmierci przez utopienia to wykonywano ją na nieistniejącym
            już moście Chwaliszewskim kiedyś zwanym Wielkim. Z tego to mostu zrzucano
            skazanego (zresztą chyba to były w większości "skazane" bo karę tę orzekano
            głównie za dzieciobójstwo, nierząd i inne przestępstwa kobiet). Nie na
            szubienicy ale w jej pobliżu wykonywano kary zakopania żywcem, przebicia palem i
            inne tego typu „przyjemności”.
            W czasach późniejszych pod wpływem bardziej humanitarnych prądów w karaniu
            (także efekt reform napoleońskich) wykonywanie kary śmierci następowało
            inaczej. Kilka z takich miejsc i sposobów przedstawię – chyba, że uznacie, że
            macie dość tej makabry??????
            • renepoznan Re: Miejsca, które lepiej omijać z daleka :). 22.05.08, 18:04
              renepoznan napisał:

              >Miejsca straceń w Poznaniu - 3

              Czas kończyć te makabreski. Zresztą jak widać w ogóle czas kończyć.
              Więc na zakończenie tylko pobieżnie wymienię inne miejsca wykonywania kary śmierci w Poznaniu.
              A te miejsca to, miedzy innymi :
              Plac Działowy – egzekucja Babińskiego - emisariusza,
              Fort VI na Golęcinie – egzekucja Sobczaka – mordercy z Piątkowa oraz Dettermanna,
              Fort VIII – egzekucja Klamke’go,
              I oczywiście więzienie na Młyńskiej. Może niewielu wie, że ostatnim powieszonym w więzieniu na Młyńskiej (w 1987r) był Krzysztof Kałużny gwałciciel, pedofil i morderca. Swoje seksualne „dokonania” uwieńczył zgwałceniem i bestialskim zamordowaniem 8-letniej dziewczynki w okolicach Kórnika.
              Teraz pewno by został potraktowany łagodniej a jego pedofilia została by potraktowana wręcz jako okoliczność łagodząca. Juz widzę te marsze w obronie prawa do manifestowania swojej seksualności :(:(. A na czele – znane nam z tych działań panie – wiemy chyba kto.
              Cześć.
              • Gość: kibic Re: Miejsca, które lepiej omijać z daleka :). IP: *.poz.zigzag.pl 26.05.08, 13:47
                Podrzucam po koleżeńsku.
                Ale na współpracę jak widać mozesz nie liczyć.
    • Gość: kibic Re: Miscellanea poznańskie. IP: *.poz.zigzag.pl 07.04.08, 13:20
      Podrzucę ci. Ktoś pytał. Chyba, że się już ci znudziło - w takim
      razie przepraszam.
      • renepoznan Re: Miscellanea poznańskie. 07.04.08, 21:08
        Gość portalu: kibic napisał(a):

        > Podrzucę ci. Ktoś pytał. Chyba, że się już ci znudziło

        Szczerze mówiąc - znudziło się. Może jeszcze coś wpiszę ale - ma to sens?
        • Gość: jp Re: Miscellanea poznańskie. IP: *.icpnet.pl 07.04.08, 21:19
          Ależ jak najbardziej. Mnie się podoba i to bardzo. Najlepszy wątek na forum. Zdecydowanie! :)
          • renepoznan Re: Miscellanea poznańskie. 07.04.08, 21:20
            Gość portalu: jp napisał(a):

            > Ależ jak najbardziej. Mnie się podoba i to bardzo. Najlepszy wątek na forum. Zd
            > ecydowanie! :)

            W wątku "żydowskim" wkleiłem Tobie link. Może znajdę jeszcze.
    • renepoznan Grecy w Poznaniu 12.04.08, 19:09
      Byli mniejszością dość widoczną choć niezbyt liczebną. Ale o jednym jej
      przedstawicielu wszyscy słyszeliśmy. Żupański – i wszystko jasne. Ale to potem.
      O Grekach w Poznaniu pierwsze ślady mamy – jakże by inaczej – z dokumentów
      podatkowych. Zgodnie z tabelą podatku pogłównego z 1590r przy ulicy Wronieckiej
      zamieszkiwało dwóch Greków – zajmujący się handlem winem – „małmazyją” jak
      odnotowano. Zresztą handel winem to była specjalność zamieszkałych w Poznaniu
      Greków. W końcówce rządów Sasów sprowadziło się do Poznania szereg rodzin
      greckich – pochodzących głównie z Macedonii.
      W 1787r zanotowano obecność w Poznaniu rodziny: Żupańskich, Kałuba, Szabelskich,
      Tuszyński, Tauszański i inni. Rodziny te dość zamożne - wiadomo kiedyś Polacy w
      winie się kochali a gorzałkę to hołota pijała ( teraz się to zmieniło). Więc na
      handlu winami można było się dorobić.
      W tym czasie Komisja Dobrego Porządku stwierdziła , że jedynie dwie z tych
      rodzin są właścicielami posesji w miecie. Komisja ta nakazała by ci co chcą w
      mieście pozostać i dalej winem handlować muszą zakupić w mieście domu i stać się
      już stałymi Poznania obywatelami. Odpowiedni dokument stanowił, że muszą „prawo
      miejskie i bractwo” przyjąć.
      Za Stanisława Augusta było w Poznaniu około 100 Greków. Byli oni
      grekokatolikami i swoje nabożeństwa odprawiali w kamienicy Garczyńskich na
      Starym Rynku. Swój cmentarz mieli przed bramą Wrocławską.
      Świetny znawca Poznania jakim był Józef Łukaszewicz bardzo pochlebnie wypowiada
      się na temat ich przebojowości i talentów handlowych. Żałuje, że ograniczyli się
      do handlu winami i nie opanowali innych dziedzin stwarzając zaporę przez
      przejmowaniem tych gałęzi handlu przez element wyłączony spod prawa miejskiego.
      CDN
      • Gość: jp Re: Grecy w Poznaniu IP: *.icpnet.pl 12.04.08, 22:57
        "Komisja Dobrego Porządku". A ja myśałem, że teraz powstają takie cudaczne twory. :)
        • renepoznan Re: Grecy w Poznaniu 13.04.08, 20:39
          Gość portalu: jp napisał(a):

          > "Komisja Dobrego Porządku". A ja myśałem, że teraz powstają takie cudaczne twor
          > y. :)

          Ta akurat Komisja trochę dobrego w Poznaniu zrobiła. Miedzy innymi spowodowała restaurację Ratusza - w latach 1782-85. Dzięki temu przetrwał następne lata w dobrej kondycji. To tej restauracji zawdzięczamy Orła Białego - do tej pory na wieży wiszącego. Ciężkie przezywał chwile - zwłaszcza gdy Prusacy oszpecili go swoja koroną ale przetrwał. Nawet czerwoni nie ośmielili go przerabiać na swoją "bezkoroną" modłę.

          Swoja drogą z jego zawieszeniem wiąże się ciekawe wydarzenie - wszystko wskazuje na to, ze prawdziwe. Mianowicie mistrz murarski Jakób Brang zawieszający orła na wieży na tejże wieży spełnił 12 toastów winem rzucając następnie szklanice na ziemię. Szklanice z których pił na zdrowie Rzeczypospolitej, Magistratu Poznania i kupiectwa poznańskiego nie zbiły się. Czy to był dobry omen czy zły, pozostawiam Waszej ocenie
          A swoją drogą jeśli po 12 szklanicach mógł jeszcze zejść o własnych siłach z wieży - miał łeb. :):):)

          Ale wracając do Komisji Dobrego Porządku i Greków. Zmuszając ich do stałego osiedlenia się w Poznaniu kierowała się miedzy innymi przekonaniem, że Grecy zarabiając u nas na handlu winem wszelkie zyski wywożą za granicę.
          Widać pierwociny takiego socjalistycznego myślenia mają odległą datę powstania. :):)
          :):)
      • Gość: Stańczyk- Poznań Re: Grecy w Poznaniu IP: *.icpnet.pl 12.04.08, 22:59
        Czytam i czytam i niewiele rozumiem. Może to jest piękny wykład o
        historii Poznania,ale chyba do wąskiego grona. Drogi Rene, mam
        prośbę może coś bardziej strawnego o obecnych czasach. Co sądzisz o
        tym co robi nasza RADA i Pan PREZYDENT. Zabudowa bulwarów, panoram
        widokowych na Katedrę/ w końcu 1000 letnia historia/. Czy nie jest
        to najazd szwedów lub hunów. Co o nas napiszą następne pokolenia?
        Po nas choćby i beton?!!Rene trochę bieżących odczuć- prosimy.
        • renepoznan Re: Grecy w Poznaniu 14.04.08, 16:09
          Gość portalu: Stańczyk- Poznań napisał(a):

          > Drogi Rene, mam
          > prośbę może coś bardziej strawnego o obecnych czasach. Co sądzisz o
          > tym co robi nasza RADA i Pan PREZYDENT. Zabudowa bulwarów, panoram
          > widokowych na Katedrę/ w końcu 1000 letnia historia/.

          Nie wiem czy zauważyłeś, że na forum wątków jest dużo i w różnych tematach. Ja
          się wypowiadam w wielu (może zbyt wielu) a sam lubię moje watki historyczne -
          choć tak mało popularne.
          Do tego rozczaruję Cię. Nie jestem tak totalnie krytyczny w stosunku do tego co
          zrobiono za Grobelnego. Architektura bydynków w dawnym porcie może nie jest moim
          marzeniem ale jest niezła i nie straszy. Zabudowa Sródki jak na razie mi się
          podoba. Kwestia mostu - zwalczałem tę kupę złomu - popierając sama ideę mostu,
          itd, itd.
          Po prostu uważam, że nie możemy konserwować stanu ruiny wojennej i powojennego
          braku odbudowy części miasta. Wiesz jak wyglądało Chwaliszewo i brzeg Warty przy
          Wielkiej? To dość znane fotografie. Miało miasto swój urok a przecież odcinało
          dostęp do rzeki w tym miejscu.
          Niestety nie powrócimy do XIII wieku gdy nad nieuregulowaną Wartą dominowały
          wieże katedry. Wolę to co się obecnie tworzy, od efektu działań hitlerowców i
          powojennych mankamentów odbudowy.
          Dzięki za głos. Jako klasyczny grafoman lubię wiedzieć, że choć jedna osoba
          przeczytała to co piszę .
          Dzięki.
          • Gość: W105N4 Wielka IP: *.devs.futuro.pl 14.04.08, 17:06
            > Dzięki za głos. Jako klasyczny grafoman lubię wiedzieć, że choć
            jedna osoba
            > przeczytała to co piszę .
            > Dzięki.

            Tez czytam (drugi? - nie wydaje mi sie)
            Doskonale jest to zdjecie Wielkiej ze stalowym mostem w kierunku
            ratusza.

            pozdrawiam
            • Gość: Stańczyk Re: Wielka IP: *.icpnet.pl 14.04.08, 19:05
              Dzięki Rene za skromną odpowiedż . Daj się namówić na rozjaśnienie
              historii Poznania młodym Poznańczykom. Napewno było by to przy
              Twojej wiedzy interesujące i Prezydent wysupłal by parę groszy na
              takie spotkania w U.M. Był bym stałym słuchaczem. Pisałem o widoku z
              Garbar na Katedrę,którego niestety już nie ma i bulwary
              opłotowane/tylko dla swoich/. Tego Grobelnemu nie wybaczymy!!.
              Powiedz nam jeszcze co myślisz o działaniach Pani Strzałko? no i
              oczywiście komisji gospodarki przestrzennej i rewitalizacji U.M?
          • m-dyskretna Re: Grecy w Poznaniu 14.04.08, 19:17
            > Nie wiem czy zauważyłeś, że na forum wątków jest dużo i w różnych
            > tematach. Ja się wypowiadam w wielu (może zbyt wielu) a sam lubię
            > moje watki historyczne - choć tak mało popularne.

            To jeszcze ja napiszę usprawiedliwienie koledze. Rene tych Greków mi obiecał.
            • renepoznan Re: Grecy w Poznaniu 14.04.08, 20:31
              m-dyskretna napisała:

              > To jeszcze ja napiszę usprawiedliwienie koledze. Rene tych Greków mi obiecał.

              No to w nagrodę: najprawdopodobniej pierwszym odnotowanym z nazwiska przyjętym do prawa miejskiego Grekiem był: "Jacobus Barketinn Graecus de insula Cephalonia". Nastąpiło to w 1590r.

              Ot. Mało istotna informacja. A ile frajdy jej zdobycie sprawia. Nasi nawet z Kefalonii przybywali.
              :)
              • renepoznan Re: Grecy w Poznaniu 23.04.08, 13:43
                Żeby zrozumiałe było to co dalej napiszę, kilka słów wyjaśnienia.
                Końcówka XVIII wieku to dla poznańskiego handlu (zresztą jak i w całej Rzeczpospolitej) kompletny zastój. Upadające państwo nie potrafiło już wykrzesać z siebie prężności gospodarczej. Do tego handel w ręku polskim sparaliżowany był nieżyciowymi regułami wywodzącymi się w znacznej części z średniowiecznego systemu cechowego. Nie ma co się oszukiwać. Rdzennie polskie kupiectwo było w tej sytuacji po prostu nieudolne i niezdolne do jakiejkolwiek konkurencji. Używając porównań, może trochę przesadnych – to tak jak wyglądała konkurencja odziedziczonych po komunie państwowych molochów handlowych z prywatnymi kupcami. Wiecie co się stało.
                Czynnikiem dodatkowym mającym w omawianej sprawie znaczenie była religijna ortodoksja greków i zachowanie ich odrębnych obrzędów i ceremonii. Byli to Greko-dysunici (Greko-katolicy??? może ktoś lepiej może to określić? – nie znam się na tym) uznający zwierzchność patriarchy Konstantynopola.
                Te wszystkie czynniki powodowały, że poznańskie mieszczaństwo traktowało Greków jako wrogów i konkurentów. Z dokumentów można wnioskować, że w niechęci zrównani byli z Żydami. Akta kupieckie z końca XVIII w. zapełnione są skargami na Żydów, Greków i inne nacje z którymi poznańskie i polskie kupiectwo przegrywało walkę o klienta.
                Jednak okres zaborów zmienia sytuację. Polskie kupiectwo będąc dość słabym zaczęło odbudowywać stopniowo swoją pozycję. To znane dzieje – praca u podstaw, pozytywizm - znacie to.
                Żydzi obrali kurs na germanizację i dzięki temu, na rozwój swoich interesów przy potężnym wsparciu państwa pruskiego – potem Cesarstwa Niemieckiego. Okres zaborów to odpływ ludności żydowskiej z terenu Wielkopolski do zachodnich Niemiec lub emigracja do Ameryki. Pozostali stanowili dość bogatą ale relatywnie nieliczną mniejszość. Po odzyskaniu Niepodległości także oni w większości – choć nie wszyscy – wyjechali do Niemiec. Dopiero napływ spolonizowanych Żydów z centralnej Polski i wschodu spowodował niewielkie zbliżenie ludności żydowskiej i polskiej. Ale to inna historia – może ktoś inny spróbuje ja przestawić.
                Grecy zachowując swoja prężność handlową, walkę konkurencyjną oraz przywiązanie do swojej odrębności religijnej, w większości się spolonizowali. A to spowodowało zanik niechęci – taki jaki się utrzymał w stosunku do Żydów. Najbardziej znany z Greków Jan Konstanty Żupański zrobił dla polskości tych ziem więcej niż niejeden czystej krwi Polak. Swoją drogą – analiza zamiany stosunku ludności rodzimej do elementu napływowego jakimi byli Żydzi, Grecy, Szkoci czy Holendrzy naprawdę daje do myślenia i do odrzucenia prostego powiedziałbym prymitywnego myślenia o polskim „antysemityzmie” – jakie to myślenie można zaobserwować – także niestety u naszego gospodarza.
                By zamknąć watek religijny. Grecka gmina religijna powstała około 1750r i od początku była pod patronatem wpływowej rodziny Żupańskich. Początkowi ich kaplica mieściła się w kamienicy Garczyńskich na Starym Rynku. Nie wiem dokładnie kiedy ale już podczas zaborów Żupańscy kupili dom na ul. Nowej (obecnie Paderewskiego) i tam ulokowali kaplicę. Była podobno bardzo strojna i bogato zdobiona. Nie wiem czy istnieją jakieś ślady w postaci zdjęć czy rysunków. Religijna gmina grecka i ta kaplica istniała do 1909r kiedy to ostatni z Żupańskich przeszli na katolicyzm.
                Gmina Grecka dysponowała też swoim odrębnym Cmentarzem. Początkowo mieścił się on gdzieś przed Bramą Wrocławską. Jednak Prusacy zabrali ten teren na budowane wokół Poznania fortyfikacje. W zamian dali Grekom teren przy ulicy - obecnej – Towarowej. Potem obok powstał Stary Cmentarz Świętomarciński. Cmentarze te z czasem się połączyły. W zawartej umowie kupna tego terenu Parafia Świetomarcińska zobowiązała się na wieczne czasy honorować miejsce pochówku Greków, zachować cmentarny charakter tego miejsca i nienaruszalność grobów greko-katolickich. Parafia zobowiązanie to dotrzymywała do czasów II Wojny światowej, kiedy to Niemcy a potem władze komunistyczne przymusowo odebrały jej własność tego terenu a cmentarz zlikwidowały.
                Wyobrażacie sobie!!!!!!!!!!! Poznański cmentarz, na którym prawie w każdym grobie spoczywał świadek historii naszego miasta o znanym nazwisku został zlikwidowany!!!!!!!!!!!!!! Że zaczęli to Niemcy to rozumiem – ich barbarzyństwo i nienawiść do Polaków wszystko tłumaczą. Ale że dokończyły to władze – mieniące się polskimi!!!! Zamiast chronić tę ocalałą po wojnie resztkę jak świętość, to zlikwidowały?????? Najlepszy dowód kto nami wówczas rządził. Chcieli tez zlikwidować Cmentarz na Wzgórzu w. Wojciecha – na szczęście to im się nie udało.
                Na szczęście większość – choć nie wszystkie groby udało się przenieść . Część na Cmentarz Zasłużonych, część na Górczyn – chyba też na Dębiec – jak twierdzi jedna z naszych forumowych koleżanek, powiązana z rodziną Żupańskich. 
                Grób Jana K. Żupańskiego, wielkiego polskiego wydawcy i księgarza przeniesiony został na Cmentarz Zasłużonych. Gdy tam będziecie zatrzymajcie się przy nim. To była wielka postać – czasem niestety zapomniana. Nie obrazi się On – przywiązany do swojej greko-katolickiej religii – gdy za nim pomodli się też katolik, protestant czy innych chrześcijanin.
                • Gość: jp Re: Grecy w Poznaniu IP: *.icpnet.pl 23.04.08, 23:38
                  Ależ to wcale nie dziwota, bo powojenne rządy ciężko nazwać polskimi. A jeśli pociągnąć wątek do dni dzisiejszych, to czy aby na pewno obecne rządy III RP są polskimi? I nie chodzi mi o pochodzenie czy narodowość, ale interes ojczyzny i jej suwerenność.
                  • renepoznan Na marginesie - Cmentarz Świetomarciński 25.04.08, 20:44
                    Już to kiedyś pisałem ale sprawa jest dla mnie na tyle zagadkowa, że powtórzę tamten wpis. Może ktoś coś wie?????? Sam nie wiem czy jest jakiś problem czy nie ma.

                    Wielu z nas pewno wie, że grób Hipolita Cegielskiego znaleźć można na Cmentarzu Zasłużonych na Wzgórzu św. Wojciecha. Został on tam postawiony w 1984r gdy po przeszukaniu terenu przy ul. Towarowej, czyli w miejscu pierwotnego grobu Cegielskiego na Cwentzrzu Świetomarcińskim nie znaleziono nic co można by z szczątkami Cegielskiego utożsamiać. Teren tego cmentarza w czasie wojny został przez Niemców całkowicie zbezczeszczony a w miejscu grobu Cegielskich wybudowano schron przeciwlotniczy (tzw. szczelinę). Znaleziono jedynie fragmenty żeliwnego ogrodzenia i fragment płyty, który mógł – choć nie musiał - pochodzić z grobowca Cegielskich. Szczegółowe sprawozdania z badań są zachowane i publikowane przez Jerzego Fogla – kierującego tymi badaniami. Z tych sprawozdań wynika, że tak naprawdę nikt nie wiedział wówczas co działo się z grobowcem Cegielskich pomiędzy 1039r a 1943r w którym to roku Niemcy rozpoczęli budowę schronu przeciwlotniczego (dość potężnego bo mającego długość 75m w linii prostej). Wówczas tj w 1984r stwierdzono, że z ciała Cegielskiego nie zachowało się nic. Pobrano garść ziemi i złożono na Cmentarzu Zasłużonych pod zrekonstruowanym na podstawie zachowanych zdjęć grobowcem
                    I wszystko byłoby jasne gdyby nie pewne informacje zamieszczone w książce Heleny Szafran – botanika i działaczki ochrony przyrody poświęconej Poznaniowi i okolicom. Świetne to kompendium wiedzy na temat przyrody naszego miasta pt. „Poznań i okolice” zawiera m/innymi opisy cmentarzy Poznania i okolic. I tam zamieszczona jest informacja o tym, że podczas okupacji szczątki Cegielskiego przeniesiono do wspólnej mogiły na Cmentarzu Górczyńskim. Następnie na wiosnę 1959r szczątki Hipolita Cegielskiego zostały przeniesione na Cmentarz Zasłużonych!!!!!!!!! P. H. Szafran była raczej poważna osobą i o konfabulacje jej nie można podejrzewać. Skądś te informacje zaczerpnąć musiała. Czy też może sama została wprowadzona w błąd?
                    Czyżbyśmy mieli na tym cmentarzu dwa groby Cegielskiego???? Jeden prawdziwy powstały w 1959r – w niewiadomym miejscu. I drugi wybudowany w 1984r.
                    Nie jest to wykluczone. W 1984r dla ułagodzenia wkurzonego stanem wojennym i biedą społeczeństwa ówczesne władze mogły robić wszelkie dziwactwa. Mogły też urządzić szopkę z poszukiwaniem szczątków Cegielskiego. Może też wynikło to z niewiedzy.
                    Wiecie może coś na ten temat. A zwłaszcza o przeniesieniu szczątków z Górczyna w 1959r.? Monografia Cmentarza Zasłużonych potwierdza przenoszenie szczątków zasłużonych Poznaniaków – także z Górczyna w 1959r. Nie pisze jednak o Cegielskim. Inne nazwiska potwierdzają natomiast relację H. Szafran. Jaka jest zatem prawda?
                    • Gość: Bartosz Szczątki Cegielskiego spoczywają IP: *.icpnet.pl 02.11.08, 13:23
                      na zdewastowanym cmentarzu przy ul. Samotnej na Dębcu - tam za okupacji Niemcy
                      przy pomocy Żydów wykopali i przenieśli wszystkie szczątki najwybitniejszych
                      Polaków.

                      Zajmuje się tym nowy ruch społeczny "Kluby Patriotyczne Orle Gniazdo" - od nich
                      się dowiedziałem
                • Gość: ota Re: Grecy w Poznaniu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.06.08, 19:35
                  Grecy dyzunici to nie grekokatolicy, w właśnie Grecy pozostający
                  poza unią, ortodoksyjni, czyli prawosławni. Pojęcie "gekokatolik"
                  pojawiło się w cesarstwie austriackim na określenie ludzi religii
                  greckiej (tak wtedy określano prawosławnych), którzy przystępując do
                  unii stali sie katolikami, ale nie rzymskimi, tylko zachowujacymi
                  własny obrządek katolikami greckimi, czyli grekokatolikami. W
                  obrębie obrządków wschodnich mamy zatem - jako przeciwstawienie -
                  unitów i dyzunitów oraz prawosławnych i grekokatolików.
                  • renepoznan Re: Grecy w Poznaniu 04.06.08, 19:25
                    Gość portalu: ota napisał(a):

                    > Grecy dyzunici to nie grekokatolicy,
                    Dzięki za wyjaśnienia. Niezbyt na tym się znam i wydaje mi się, że coś tu
                    namotałem. Ale teraz mamy jasność.
        • renepoznan Re: Grecy w Poznaniu 18.11.10, 18:50
          Uaktualnienie problemu - czyli nowe wybory!
    • renepoznan Zabytki ruchome w Poznaniu 26.06.08, 20:08
      Trafiło w moje ręce pozycja Wydawnictwa Miejskiego pt. "Konserwacja zabytków ruchomych w Poznaniu w latach 1990-2007r autorstwa Iwony Błaszczyk.
      Wszystkim marudom i "narzekaczom" serdecznie tę pozycję polecam. Można sobie samopoczucie poprawić.
      Nieźle wydane, bogato ilustrowane. Naprawdę można się zachwycić tym co w Poznaniu mamy. I jak pięknie można te obiekty odnowić.
      Duża praca, duża fachowość.
      I oby na więcej takich prac starczyło pieniędzy. Mamy jeszcze duuuużo do zrobienia
      Jakże fascynujący jest spacer po mieście śladem opisanych w tej książce zabytków.
      Naprawdę warto.
    • renepoznan Miejsca kapieli w Poznaniu 20.07.08, 18:30
      Kiedyś Poznaniacy to mogli sie wykąpać prawie w centrum miasta. Na Placu
      Sapieżyńskim - obecnie Wielkopolskim, znajdował się staw zasilany wodami
      Bogdanki. Staw o uregulowanych brzegach wyposażony został w pomosty, przystań
      dla łodzi i szatnię. Można było się wykapać w upalne lato.
      Niestety w 1876r staw zasypano.
      O łazienkach rzecznych nad Wartą to juz nie wspomnę. Czy kiedyś wrócimy do
      kąpieli w Warcie?
      • Gość: jp Re: Miejsca kapieli w Poznaniu IP: *.173.29.28.tesatnet.pl 20.07.08, 19:30
        A dlaczego zasypano staw?
        • Gość: kibic Re: Miejsca kapieli w Poznaniu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.08.08, 13:17
          Gość portalu: jp napisał(a):

          > A dlaczego zasypano staw?

          renepoznan milczy to może jak odpowiem.
          Gdzieś (niestety źródła nie pamiętam) czytałem, że wiazało się to z
          skanalizowaniem Bogdanki i przesunieciem jej koryta w obecne
          miejsce. Staw przestał być zasilany świeżą wodą i zaczął zarastać a
          woda była stechła. By zlikwidować ten nieciekawy i chyba cuchnący
          staw, po prostu go zasypano.
          Teraz mamy Plac Wielkopolski dawniej zwany Sapiezyńskim.
    • renepoznan Bruki poznańskie 22.08.08, 15:24
      W jednym z wątków poruszono temat bruków na Starym Runku i uliczkach sąsiednich.
      Znalazłem fajną ciekawostkę na ten temat. Opisuje ją w swoich wspomnieniach architekt miejski w okresie międzywojennym Władysław Czarnecki.
      Mianowicie w 1930r zdecydowano się na remont ulicy Nowej - czyli Paderewskiego. Konieczna była wymiana torowiska i ułożenie na nowo bruków. Była to ulica niesłychanie obciążona ruchem i jej zamkniecie na dłuzszy czas nie wchodziło w grę.
      Prace tak zorganizowano, że o godzinie 18.00 zamknieto ulicę i przystąpiono do zdejmowania kostki brukowej i szyn. Potem ułożenie nowego torowiska i kostki brukowej. Prace trwały całą noc, następny dzień i drugą noc. Prace zakończono o 5 nad ranem. O godzinie 8.00 rano Prezydent Ratajski uroczyście ułożył ostatnia kostkę bruku - koło bazaru.
      Wymiana torowiska i bruku na Nowej trwała łącznie 38 godzin.

      Wyobrażacie sobie taka sprawność prac obecnie? Całe lato a może i jeszcze dłuzej mielibyśmy jak w banku.
    • renepoznan Niemcy w Poznaniu - dedykując Lili Marlen 24.08.08, 18:56
      W jednym z sąsiednich wątków wspomniano Sławomira Leitgebera. Z jego to wspominków (pt. "Dyskretny urok salonów") zaczerpnąłem informację, że w 1933r. Cyryl Ratajski przyjął uroczystą kolacją Georga Wilmsa - nadburmistrza Poznania z czasów pruskich. Przyjechał on do Poznania odwiedzić grób pochowanego tu syna. Ratajski przyjął swego poprzednika i jego małżonkę w Bazarze. Ponownie spotkali się tuz przed wyjazdem Dr. Wilmsa, tym razem w Adrii - przed wojna mieszczącej się przy Placu Wolności. Mimo zaborczej polityki, mimo Powstania Wielkopolskiego i zbrojnej walki potrafili się spotkać.
      Po II wojnie byłoby juz to niemozliwe. Co się stało? Odpowiedź jest prosta. Niemiecki nazizm i II wojna swiatowa - Zmieniły wszystko. Po pierwszej wojnie była wrogość ale i szacunek do - przynajmniej częsci Niemców (choć kwestia Kalisza nakazywałaby się nad tym szacunkiem zastanowić). Po drugiej wojnie w stosunku do Niemców nie pozostało z tych odczuć nic. Ani szacunku, ani litości, ani nawet zdawkowej grzeczności. I nie strony polskiej to wina a mówię o społeczeństwie- bo w przypadku władz dochodziły inne czynniki.

      Teraz po 60 latach wypracowujemy sobie nowe "stosunki", oby lepsze i podbudowane rzeczywistym a nie propagandowym przekonaniem o wspólnym rozwoju i interesie.
      • Gość: kibic Re: Niemcy w Poznaniu - dedykując Lili Marlen IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.08.08, 13:13
        Aleś się do Lili przyczepił. Co ona jest winna, że jest jaka jest?
        Nieszczęscie i tyle.
        Uważasz, że do 7 pokolenia odpowiadają? :)
      • kiks4 Re: Niemcy w Poznaniu - dedykując Lili Marlen 03.09.08, 19:26
        renepoznan napisał:
        > Po II wojnie byłoby juz to niemozliwe. Co się stało?
        ---
        Chyba zdziczeliśmy! Dziś zupełnie niezrozumiały jest gest naszego asa lotnictwa
        myśliwskiego Stanisława Skalskiego, który po zestrzeleniu we wrześniu Henschla
        Hs 126 wylądował obok zniszczonej maszyny wroga, opatrzył rany Niemców i zadbał
        o umieszczenie ich w szpitalu.
    • renepoznan Raczyńscy 28.08.08, 22:36
      To tylko podrzucenie wątku. Ale tak ciekawej kwestii jak znaczenie tej rodziny
      dla naszego miasta pominąć nie można. :)
      • Gość: kibic Re: Raczyńscy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.09.08, 14:15
        Wyluzuj Stary. Kogo to obchodzi. JP, Rezlera, mnie? I pewno nikogo
        wiecej.
        Miałem niedawno dane o czytelnictwie - a własciwie sprzedaży
        wydawnictw dotyczących historii. Przygnebiajace.
        Pewno dane dotyczące historii lokelnej są podobne lub moze nawet
        gorsze.
        • m-dyskretna Re: Raczyńscy 01.09.08, 15:07
          > Wyluzuj Stary. Kogo to obchodzi. JP, Rezlera, mnie? I pewno nikogo
          > wiecej.

          Pudło! :)

          > Miałem niedawno dane o czytelnictwie - a własciwie sprzedaży
          > wydawnictw dotyczących historii. Przygnebiajace.

          Podejrzewam, że dane dotyczące sprzedaży książek są w ogólności dość
          przygnębiające. Może wyjątkiem są podręczniki i poradniki.
          • pyrlander Re: Raczyńscy 03.09.08, 00:28
            Rene, nie luzuj!!! czytamy i to z przyjemnością! Twoje opowieści i
            książki o historii wszelakiej.
            Tak więc czekam na więcej.
            Pozdrawiam.
          • kiks4 Re: Raczyńscy 03.09.08, 19:57
            m-dyskretna napisała:
            > Podejrzewam, że dane dotyczące sprzedaży książek są w ogólności dość
            > przygnębiające. Może wyjątkiem są podręczniki i poradniki.
            ---
            Harlequiny chyba mają się dobrze
      • renepoznan Re: Raczyńscy 07.09.08, 22:01
        Edwardowi Raczyńskiemu zawdzięczamy świetne (jak na tamte czasy) dzieło jakim
        były jego słynne "Wspomnienia Wielkopolski". Świetne dzieło poświęcone opisowi
        historycznych miejsc i miejscowości naszego regionu.
        Oryginał jest raczej trudny do dostania ale w 1982r wydano reprint tego działa.
        Co prawda w 800 egzemplarzach ale czasem jeszcze pojawia się we wtórnym obiegu.
        Nieocenione dzieło, które Poznaniakom i Wielkopolanom przypomniało ich rodzinne
        dzieje - umacniając uczucia narodowe. Trudno przedstawiać to dzieło ale warto
        wspomnieć o jednym. Do książki wydano zbiór rycin przedstawiających najciekawsze
        miejsca Wielkopolski. Kapitalne i nieocenionej wartości ilustracje. A pomiędzy
        nimi rycina przedstawiająca "Zwaliska na wyspie pod Lenną Górą". Chodzi o słynne
        palatium na wyspie na jeziorze Lednickim. Przedstawia ruiny przed ich dewastacją
        przez Prusaków i potem w czasie II wojny światowej. Na rycinie przedstawiony
        jest: "łuk z polnych kamieni w sześcian obrabianych stawiany" - jak zapisał
        Raczyński. I wzbudził tym zapisem i tą ryciną dyskusję trwająca po dzień
        dzisiejszy. W którym miejscu ta arkada była? Oto pytanie na które szukamy
        odpowiedzi. Obecnie arkada już nie istnieje. Nawet nie jesteśmy w stanie ustalić
        którym fragmentem Palatium była. Zwaliska murów już nie istniejące bo wywiezione
        przez Niemców do budowy dróg. Historycy i archeologowie duszę by dali temu,
        który by im powiedział jaki fragment budowli przedstawia. Jedyną wskazówką jest
        narysowany widoczny w oddali w prześwicie arkady dwór. Tylko,że obecnie w
        okolicach jeziora takiego dworu już nie ma - i nikt nie wie gdzie mógł być. I
        mamy wieczną nierozwiązywalna zagadkę jaką zostawił nam Raczyński.
        Swoja drogą - w tym samym zbiorze rycin jest rysunek Mysiej Wieży w Kruszwicy.
        Kapitalny i - choć to pewno element fantazyjny - przedstawiający wieżę z ogniem
        na szczycie jakby służyła za latarnię dla żeglarzy.

        Z północnej Wielkopolski ciekawy jest widok zamku w Drahimiu. Ci co go znają -
        zdziwili by się gdyby ten wizerunek zobaczyli. Jeszcze wysokie potężne mury -
        jakich już nie ma.
        Warte zobaczenia i książka i ryciny.
        • Gość: kibic Ale masoni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.09.08, 14:04
          Tam była też rycina tego pałacu masońskiego w Dobrzycy (?).
          Podejrzane.
          Rene - czy Ty nie propagujesz masonerii?
          • renepoznan Re: Ale masoni 08.09.08, 17:43
            Gość portalu: kibic napisał(a):

            > Tam była też rycina tego pałacu masońskiego w Dobrzycy (?).
            > Podejrzane.
            > Rene - czy Ty nie propagujesz masonerii?

            Jak już mnie tak wkopujesz to uzupełnię, że obok ryciny Pałacu Gorzeńskiego
            wybudowanego zdaniem niektórych na planie węgielnicy zbiór tych rycin zawiera
            też rycinę Kaplicy w Dobrzycy. Była ona wzniesiona na wzór Panteonu do którego
            potem dostawiono 4 kolumnowy portyk. Kaplica była przeznaczona za zebrania loży
            masońskiej.

            No to mi wątek ortodoksi zniszczą :(:(:(:(:(
            Ale ciekawy temat mi podsunąłeś - loże masońskie w Poznaniu.
            • Gość: kibic Re: Ale masoni IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.09.08, 12:11
              renepoznan napisał:
              > No to mi wątek ortodoksi zniszczą :(:(:(:(:(
              > Ale ciekawy temat mi podsunąłeś - loże masońskie w Poznaniu.

              I to kto chce masonerię reklamować? Ty Renepoznan? Anathema pewna.
              Ty się lepiej zastanów. Z kk cię wypiszą.

              • renepoznan Re: Ale masoni 11.09.08, 22:44
                Gość portalu: kibic napisał(a):

                > I to kto chce masonerię reklamować? Ty Renepoznan? Anathema pewna.

                No to zacznę od tego, że w Poznaniu były dwie żydowskie loże masońskie. Zresztą
                podobnie jak inne posługujące się w swych rytuałach językiem niemieckim. Jedna z
                tych lóż była na Alejach Marcinkowskiego
                Zlikwidowane w 1938r na podstawie dekretu Prezydenta Rzeczpospolitej. Większej
                roli nie odegrały i niewiele o nich wiadomo. Ich dokumentacją dość ostro
                interesowały się władze niemieckie po zajęciu Poznania w 1939r. Dlaczego? Nie
                bardzo wiadomo.

                No to co kibicu? Usprawiedliwiany jestem?

                Co prawda tych informacji niewiele ale "żydy i masony" w Poznaniu były.
                Ciekawsze były losy innych lóż - ale to może innym razem a może ktoś inny?
    • renepoznan Paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy... 04.09.08, 15:56
      Ostatnio z niesamowitym rozbawieniem przeczytałem w Kronice poznańskiej gminy
      ewangelickiej notatkę, która jest dowodem na prawdziwość tego Boy-owskiej
      diagnozy i dowodem, że nawet poznańskie głowy głupotą grzeszyły. Rzecz dotyczy
      roku 1769r.
      Ale zacytuję:
      "Hańbą nie do wymazania jest dla chrześcijan okrutna i niesłychana obietnica,
      którą oprócz innych korzyści konfederaci barscy przyrzekli swoim sojusznikom, a
      mianowicie po zakończeniu sprawy mieli oni wydać Turkom w wieczną niewolę
      wszystkich dysydentów, prawosławnych i Żydów wraz z ich żonami i dziećmi. I
      dotrzymaliby wiernie i chętnie tej obietnicy, gdyby wyższa Ręka nie chroniła
      przed tym nieszczęściem i nie odwróciła go miłosiernie. Po ściągnięciu
      stacjonujących w Polsce wojsk Rosja wysłała do Mołdawii dośc pokaźną armię,
      która przeszkodziła w dotrzymaniu tych okropnych obietnic.
      ... po tym jak Rosjanie w nocy z 20 na 21 opuścili nasze miasto (chodzi o
      wycofanie się Rosjan z Poznania w czasie Konfederacji Barskiej)... my biedni
      dysydenci żyliśmy w trwodze i zamęcie i pełni obaw oczekiwaliśmy wydarzeń, które
      miały nastąpić."

      Nie muszę chyba dodawać, że zanotowana przez Kronikarza pogłoska była kompletną
      bzdurą nie mającą żadnego pokrycia w faktach. Co lepsze. Konfederaci zająwszy
      Poznań niczym specjalnym nie ciemiężyli Gminy Ewangelickiej. Jak i wszyscy
      pozostali mieszkańcy Poznania została ona obciążona kontrybucją i musiała jak i
      inni mieszkańcy znosić niedogodności pobytu wojsk w mieście. Sam zresztą
      kronikarz pisze w dalszym fragmencie, że dowódca konfederatów Ksawery
      Jaraczewski oraz później przybyły Antoni Morawski utrzymywali swoje oddziały w
      karności i do zbytnich ekscesów nie dopuszczali.

      Jak widać nawet poznańska racjonalność nie uchroniła autora kroniki przed wiarą
      w nieprawdopodobne głupoty. Do tego stopnia, że zdecydował się je zapisać w
      kronice kościelnej - uwierzywszy w nią.

      Do zastanowienia pozostawiam stosunek tego reprezentanta Gminy Ewangelickiej do
      okupacyjnych wojsk rosyjskich (zresztą tak samo pozytywny jak i do pruskich). Z
      obecnego punktu widzenia niczym się oni nie różnili od zdrajców tak wieszanych
      potem na ulicach Warszawy.

      Kiksie - dasz jakiś tłumaczący wszystko komentarz? :):):):):):)
      • kiks4 Re: Paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy. 04.09.08, 20:18
        renepoznan napisał:
        > Kiksie - dasz jakiś tłumaczący wszystko komentarz? :):):):):):)
        ---
        Cóż ja- prosty człowiek mogę w tej materii dodać? Chyba tylko to, że ciężki jest
        los dysydenta, żyjącego w morzu ludzi innej wiary. I że jego wiara musi być
        szczera i głęboka, jeśli mimo tych okropności, jakie mu zagrażają- on przy niej
        pozostaje. My takich prób ogniowych nie przechodzimy i nie wiemy, na ile silna
        jest nasza wiara i jak wypadłaby w obliczu próby. Chylę czoła przed ewangelikami
        • renepoznan Re: Paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy. 04.09.08, 21:21
          Zawsze kiksie mozna na Ciebie liczyć.
          Ale dla zachowania równowagi religijnej inna anegdotka z kronik - tym razem
          Benedyktynek Poznańskich (klasztor miały w tzw Pałacu Górków). Pod datę 1607 lub
          1608r. zanotowała kronikarka:
          "Jeden mieszczanin możny, przezwiskiem Red (naprawdę - Krzysztof Ridt -
          rzeczywiscie zmarły w tym 1607r), będąc jako głowa heretyków inszych, wielką
          nienawiscią zapalony przeciwko nam, gdzie móg[ł], nie tylko przed heretykami,
          ale też i przed katolikami bardzo zelżywemi słowy złorzeczoł. A mając kamienicę
          bardzo przyległą naszemu klasztorowi, która ta była, co jest na rogu rynku,
          przeciwko drzwiom naszego kościoła, starał się ja zmienić na inną, dla tej
          przyczyny, aby nie słyszał śpiewania w naszem kosciele.
          I mawiał często: bodajem pirwy zdech niż usłyszę te wilczyce wyjąc" - tak panny
          zakonne nazywał. Prędko potem, wracając z jarmarku z Torunia, bo był kupcem,
          przed samym Poznaniem w lesie nagle zmarł. ...
          W rok potem jachała czeladź jego, także z Torunia z jarmarku. Alić w tem
          miejscu, kędy umarł, uźreli srogiego wilka, który ich poczon gonić. Porwali się
          do broni i do rusznic nań. Aż on zawołał za niemi:" Stójcie, jam jest
          nieszczęsny pan wasz, Red, którym na tem miejscu tak rok nagle zdech, jakom
          sobie życzeł pierwy, niźli bym usłyszał zakonnice śpiewając, które żem zwał
          wilczycami. Za to w tej postaci, aż do dnia sądnego chodzić będę, gdyżem jest
          wiecznie potępiony".

          Słownictwo oryginalne.

          I to na poważnie zapisano w kroniczce Benedyktynek. Wprawdzie rok 1607 lub może
          1608 ale chyba nawet jak na te czasy opowiadanko przesadnie naiwne.

          I cóż kiksie. Co powiesz na to?
          :):):)
          • kiks4 Re: Paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy. 04.09.08, 21:42
            renepoznan napisał:
            > I cóż kiksie. Co powiesz na to?
            ---
            Nic dodać- nic ująć. Satysfakcja z cudzej śmierci jak widać nic to nowego. A
            myślałem, że toruńscy radiowcy z transparentem, dziękującym Bogu za śmierć
            Gieremka byli prekursorami a oni nawiązali tylko do tradycji sprzed setek lat.
            Dla pełni obrazu brakuje mi tylko opisu mąk jakich w piekle doznaje dusza Ridta
            • renepoznan Re: Paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy. 04.09.08, 21:50
              kiks4 napisał:

              > Nic dodać- nic ująć. Satysfakcja z cudzej śmierci jak widać nic to nowego.

              Oto współczesna tolerancja - wybiorcza. Pełne zrozumienie i wyrozumiałość dla zdrajców czy innych - byle by nie katolików oraz wyłącznie słowa potępienia dla katolików. Kiksie - nie zawiodłaś mnie. Podejrzewałem, że tak napiszesz. Jedynie z tym "Ojcem Zawsze Dyrektorem" mnie zaskoczyłeś.


              PS. Nie przejmuj się Kiksie. Wiem, że sobie ze mnie jaja robisz i podpuszczasz. :):):):):):)
              • kiks4 Re: Paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy. 05.09.08, 08:04
                renepoznan napisał:
                > PS. Nie przejmuj się Kiksie. Wiem, że sobie ze mnie jaja robisz i
                podpuszczasz. :):):):):):)
                ---
                Masz rację! Podpuszczam. Ale widać z Twoich cytatów, że są w nas- katolikach
                pewne cechy, które pozostają niezmienne mimo upływu wieków. Chcemy, żeby wszyscy
                byli tacy sami jak my. Żeby wyznawali te same wartości, lubili te same dźwięki
                (np. anielski śpiew zakonnic ale nie np. śpiew muezina). Ale dobry Bóg stworzył
                nas indywidualistami, każdy z nas jest nieco inny. Jeden lubi czekoladę a
                drugiemu na przykład nogi się pocą. Nawet bracia- bliźniacy nieco się różnią.
                Mao Dze Dong (Mao Tse Tung- bo tak się kiedyś podpisywał_) chciał stworzyć
                zunifikowane społeczeństwo jednakowo myślących i jednakowo wyglądających ludzi.
                I prawie mu się udało, Tak jak prawie udało się dorożkarzowi odzwyczaić konia od
                jedzenia.
                A jedynym sposobem na życie jest szanowanie cudzych poglądów. Takie jest moje
                zdanie ale ja tu tylko podpuszczam :-)))

                A co do przywołanych przez Ciebie "zdrajców": coś mi się wydaje że różni
                odmieńcy prześladowani na każdym kroku nie mogą się wspierać i popierać sił,
                które ich gnębią. Nie mając innego wyjścia muszą szukać sprzymierzeńców po za
                granicami. Są zdrajcami na nasze własne życzenie. Znów podpuszczam :-))))

                ---
                Carpe diem!
                • renepoznan Re: Paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy. 05.09.08, 14:07
                  kiks4 napisał:

                  > Masz rację! Podpuszczam. Ale widać z Twoich cytatów, że są w nas- katolikach
                  > pewne cechy, które pozostają niezmienne mimo upływu wieków. Chcemy, żeby wszysc
                  > y
                  > byli tacy sami jak my.

                  Widzę kiksie, że podpuszczasz. Przecież wiem, żeś inteligentnym i analitycznym
                  czytelnikiem i dyskutantem. Żeś świetnie wychwycił, że to ten autor cytowanego
                  fragmentu z kroniki gminy ewangelickiej przedstawia się mimo woli jako głupiec i
                  - pozwolę sobie to powiedzieć - jako zaślepiony niechęcią do polaków/katolików
                  fanatyk. Bo przecież tylko głupiec i fanatyk mógł uwierzyć w pogłoskę o rzekomym
                  gremialnym sprzedaniu Turkom w niewolę współmieszkańców - nawet jeżeli innego
                  wyznania. Nawet uwzględniając element katolickiego fanatyzmu to nikt normalny
                  mieszkający całe życie w tym kraju - nie mógł w tę plotkę uwierzyć. Chyba, że
                  chciał. Ale przedstawia się przez to jako głupi i zaślepiony fanatyk religijny.
                  Nie lepszy niż inni tacy fanatycy.
                  Wiem,żeś to zrozumiał i tylko podpuszczając mnie udajesz, że jest inaczej.

                  Trudniej jest z drugą cytowaną anegdotką - trochę z mojej winy - co za chwilę
                  wyjaśnię. Bajeczka zapisana przez Siostrę prowadząca kronikę jest skrajnie
                  złośliwa i pewno niesprawiedliwa i dowodzi złej woli siostry i chęci
                  przedstawienia jej bohatera w złym świetle lub też dowodzi nieprawdopodobnej
                  głupoty i naiwności autorki. Tylko, że jeśli przeczyta się całą tę kroniczkę - a
                  właściwie zapisy tej konkretnej siostry to o głupocie mówić nie można. To była
                  bystra i inteligentna osoba. Zatem zła wola. Niewątpliwie - Tylko dlaczego?
                  Czyżby względy religijne? Może. Ale zaprzecza temu inny jej wpis. Pisze o synu
                  Krzysztofa Ridta Fryderyku- także dysydencie - heretyku - zmarłym w swej
                  heretyckiej wierze. I pisze o nim z sympatią i uznaniem. Przytacza miedzy innymi
                  anegdotkę w której ktoś przed Ridtem oczerniał siostry, że na jutrznię tylko
                  dzwonią ale na niej nie bywają bo im się nie chce wstawać tak rano. Fryderyk
                  Ridt ujął się za siostrami (był po ojcu ich sąsiadem): "świadkiem jezdem
                  [!]tego, że choć w największe mrozy, zawsze je słyszę śpiewając". Podobnie w
                  innym czasie gdy jego słudzy - jak się można domyślać "sfanatyzowani dysydenci"
                  obrzucili kamieniami kaplicę sióstr tłukąc witraże i raniąc kilka z nich, sam
                  powstrzymał swoich ludzi i przykładnie ukarał.
                  Nie byłaby autorka zakonnicą gdyby nie żałowała, że Fryderyk Ridt umarł -w jej
                  mniemaniu - potępiony jako heretyk ale poza tym pisze o nim bardzo sympatycznie.
                  Więc duzo wskazuje na to, ze nie wiara była jedyną przyczyną powstania tak
                  wrednego obrazu Krzysztofa Ridta. Wskazówką mogłoby być sama treść anegdotki -
                  czyli niesympatyczne odzywki Ridta o siostrach - nazywał je przecież wilczycami
                  i nie chciał słuchać ich śpiewów. Ale to już tylko domysły.

                  Podsumowując - kiksie - wiem,żeś to wszystko zrozumiał i tak pochlebne pisanie o
                  dysydentach marzących o pruskiej i rosyjskiej interwencji w Polsce jest
                  prowokacją w stosunku do mnie.

                  Przecież tak inteligentny i wyćwiczony w krytycznej analizie tekstów człowiek
                  jak Ty nie mógłby pisać z góry założonej tezy - nijak się mającej do
                  zacytowanych przeze mnie tekstów.

                  Dlatego wiem, że prowokujesz - ale pozwól - nie poddam się prowokacji bo tego
                  mego zbioru ciekawostek i drobiazgów poznańskich nie chciałbym zamienić w debatę
                  o politycznej poprawności.

                  :):):)
                  • kiks4 Re: Paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy. 05.09.08, 20:58
                    renepoznan napisał:
                    ---
                    Sam jestem winny, bo z koniem nie należy się kopać- jak nauczał jeden z byłych
                    Prezydentów III RP.
                    Tyle razy obiecywałem sobie nie wdawać się w polemiki bo z prawnikiem i z
                    koleją nikt jeszcze nie wygrał. Ale poniosło mnie i mam za swoje.
                    Pełen uznania dla talentu zamiany białego na czarne chylę kapelusza.
                    PS
                    No i czarnego na białe :-))
                    • renepoznan Re: Paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy. 06.09.08, 20:05
                      kiks4 napisał:

                      > Sam jestem winny, bo z koniem nie należy się kopać-

                      :(:(
                      "Argumentum ad personam (łac. argument skierowany do osoby) – pozamerytoryczny
                      sposób argumentowania, w którym dyskutant porzuca właściwy spór i zaczyna
                      opisywać faktyczne lub rzekome cechy swego przeciwnika. W ten sposób unika
                      stwierdzenia, że jego racjonalne argumenty zostały wyczerpane, a jednocześnie
                      sugeruje audytorium, że nasze poglądy są fałszywe.
                      Artur Schopenhauer w swoim dziele Erystyka wskazuje, że jest to ostatni sposób
                      nieuczciwej argumentacji, który stosuje się, gdy wszystkie inne sposoby zawodzą
                      i nie ma szans na wygranie sporu."

                      ;););););)

                      Hm. A miałem nie odpowiadać by nie zadrażniać. I znowu mnie poniosło i znowu
                      będę żałował.
                      :):):):):):)
                      • kiks4 Re: Paraliż postępowy najzacniejsze trafia głowy. 06.09.08, 22:10
                        > kiks4 napisał:
                        >
                        > > Sam jestem winny, bo z koniem nie należy się kopać-
                        ---
                        Tak a propos tego zwrotu- kiedyś nieopatrznie wdałem się w dyskusję w aptece z
                        panią aptekarką. Mimo, że byłem przekonany, że to ja mam rację w sporze
                        (chodziło o zakres pojęcia antybiotyki) to chcąc przerwać dalszą dyskusję i
                        załagodzić nastroje zacytowałem Wałęse mówiącego o kopaniu się z koniem.
                        No i dopiero się zaczęło: Czy ja wyglądam na konia, jak pan może mnie obrażać,
                        ja na to nie pozwolę itd, itd...
                        Uciekałem z podkulonym ogonem
    • renepoznan Poznańczycy? 11.01.09, 00:32
      Rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 17 grudnia 1924t do miasta Poznania
      zostały z dniem 1 stycznia 1925r włączone obszary: Gmin: Główna, Komandoria,
      Starołęka, Rataje, Winiary, Dębiec oraz obszar dworski Naramowice.
      W dniu 10 stycznia 1925r Wojewoda Poznański - Bniński opublikował w Dzienniku
      Urzędowym Województwa Poznańskiego (poz 50) swoją decyzję wykonawczą do tego
      Rozporządzenia w myśl której od 1 stycznia 1925r przyłączył te tereny do obwodu
      stanu cywilnego Miasta Poznania. Zatem mieszkańcy tych terenów dopiero od tej
      daty mogą mówić o sobie, że są Poznańczykami - także wg metryk urodzenia.
      Jak to ma się zatem do sąsiedniej dyskusji o 4-pokoleniowych Poznaniakach?
      :):)
      • Gość: kibic Re: Poznańczycy? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.01.09, 13:20
        Z sym[patii podrzycę Tobie ten wskrzeszony wątek.

        I dodam pytanie - czy ta reemigracja z Niemiec w latach 1919-21
        (chyba prawie 100 000 osób to Poznańiacy czy nie?
    • renepoznan Re: Miscellanea poznańskie. 17.01.09, 17:27
      Zabawną rzecz wyczytałem w opublikowanej niedawno "Kryminalnej historii
      Poznania". Chodzi o stosunki seksualne w XIV i XV wieku z "obcymi" a konkretnie
      chodzi o żydów i innych obcoplemieńców.
      Po prawie "niemieckim" Poznań odziedziczył unormowania, że stosunki z żydami i
      innymi "plugawcami" karane były śmiercią. W praktyce w Poznaniu kary śmierci za
      cudzołóstwo nie wymierzano o kary ograniczały się do batów lub innych tego typu
      "skarceń". Nieliczne przypadki gdy przy takim oskarżeniu zapadał wyrok śmierci
      dowodzą, że chodziło tam raczej o inne występki (np kradzieże) niż o cudzołóstwo
      - szerzej o tym mozna poczytać u Prof. Maisla.

      Natomiast ciekawiej wyglądała kwestia kar jakie stosowała Gmina żydowska w
      stosunku do takich "przestępców". Przypomnieć należy, że zgodnie z przywilejami
      królewskimi żydzi nie podlegali jurysdykcji władz miasta lecz swojej gminy. Po
      prostu miasto nie mogło ich karać.
      I tak zgodnie z prawem "żydowskim" kobietom żydowskim za cudzołóstwo groziła
      kara śmierci - i to bez znaczenia czy z żydem czy gojem. Żyd za cudzołóstwo z
      żydówką też dostawał karę śmierci.
      Natomiast za współżycie z zoną "goja" nie groziła kara za cudzołóstwo. Zgodnie z
      żydowskim prawem zakazane były kontakty seksualne z "żoną bliźniego" a przecie
      wiadomo, że goj to nie bliźni.
      Ale nie ma lekko. Taki stosunek w prawie żydowskim był stosunkiem z zwierzęciem
      ale karze podlegało zwierzę czyli "gojka" a to, że z jej powodu żyd popadł w
      grzech. Karą była śmierć.
      Natomiast Żyd kończył z reguły na batach.

      Ja jak tu dziwić się "miłości" ludzi do swoich "starszych braci w wierze".
      :):):):):):)

      A swoją drogą wspomniana na początku pozycja warta kupienia i przeczytania. Dla
      porządku dodam,że autorami są: Adam Pleskaczyński i Tomasz Specyał.
      • Gość: kibic Żydzi w Poznaniu czy seks w Poznaniu? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.01.09, 13:43
        renepoznan napisał:

        > Zabawną rzecz wyczytałem w opublikowanej niedawno "Kryminalnej
        historii
        > Poznania". Chodzi o stosunki seksualne w XIV i XV wieku z "obcymi"
        a konkretnie
        > chodzi o żydów i innych obcoplemieńców.

        Czyżbyś zaczynał temat "Żydzi w Poznaniu"?
        Popieram a może nawet coś dopiszę - jeśli się ośmielę.


        Pamietaj tylko, że nalezy pisać tylko pochlebnie bo inaczej Cię
        wyrzucą. I nie przesadnie pochlebnie bo zyskasz czytelników i
        oponentów na jakich moze ci nie zalezeć.

        A może to początek tematu: "Seks w Poznaniu w ujęciu
        historycznym?" ;)
    • renepoznan Krzyż na Moście Chwaliszewskim. 08.02.09, 18:10

      Idąc od Starego Rynku ulicą Wielką, mijamy Garbary i wchodzimy w niezabudowany pas gruntu zajęty obecnie przez parking i zieleń. Poznańczycy wiedzą, że to dawne koryto Warty zasypane w czasach komuny. Kiedyś był tu most. Zresztą, mosty w tym miejscu mają najstarszą w Poznaniu metrykę. Wprawdzie domyślamy się, że starsze mogły być mosty na Cybinie ale ich materialnego potwierdzenia jednak nie mamy.
      Po prawej stronie ulicy – tuż przed zabudowaniami Chwaliszewa Krzyż z figurą ukrzyżowanego Chrystusa.

      Dla Poznańczyków Krzyż ten stał tam od zawsze. Ale to nie taka prosta sprawa.
      Nie wiemy od kiedy miejsce to było uhonorowane Krzyżem. Zgodnie z legendą krzyż ten przypłynął do Poznania wraz z straszliwą powodzią. Gdy zatrzymał się przy moście Chwaliszewskim powódź gwałtownie opadła ratując tym samym miasto przed zalaniem. Wdzięczni Poznańczycy postawili ten krzyż na moście.
      Tak. Pierwotnie ten krzyż zdobił most i znajdował się na jego środku – na północnej poręczy – tj od strony obecnej ul. Estkowskiego. Ten drewniany most z krzyżem wielokrotnie naprawiany i przebudowywany przetrwał do lat 70-tych XIX wieku gdy Prusacy zdecydowali się go rozebrać i wybudować w jego miejscu nowy – żelazny.
      Na żądanie władz pruskich zdemontowano stary krzyż i przeniesiono go na Jeżyce (Dąbrowskiego) gdzie do tej pory stoi (właściwie stoi jego „następca”).
      Natomiast prośba o pozwolenie na postawienia nowego krzyża w tradycyjnym miejscu spotkało się z stanowczą odmową Prezydenta Policji Pruskiej. O dziwo – prośbę polskich katolików poparły niemieckie władze miasta – może dlatego, że w tym czasie burmistrzem był katolik – Herse.
      Niestety długoletnie starania – łącznie z odwołaniami się do Berlina zostały bezskuteczne. To był okres bezwzględnego niszczenia polskości a symbole religijne katolików były oznaką polskości. To wówczas w pełni uzasadnione było powiedzenie, że Polak to katolik.
      Ostatecznie wywalczono postawienie krzyża poza mostem – od strony Chwaliszewa – Tuż przy schodach, którymi schodziło się na brzeg Warty. Pozostałością po tych schodach jest ten zagadkowy prostokąt murów za krzyżem. To obramowanie tych schodów. Na starych zdjęciach brzegu Warty widać jeszcze to zejście. Służyło ono miedzy innymi rybakom poznańskim.
      Imponujący krzyż odlany z żelaza w fabryce Cegielskiego i przyozdobiony dużej klasy rzeźbą – odlewem postawiono w dniu 15 kwietnia 1880r a poświecono 18 kwietnia 1880r. Krzyż został ufundowany ze składek społeczeństwa – przy czym znowu popisały się pruskie władze – karząc za tę zbiórkę proboszcza parafii św. Małgorzaty i redaktorów polskich gazet, które apelowały o składki.
      Krzyż przetrwał do początku niemieckiej okupacji w czasie II wojny światowej. Na jej początku Niemcy zniszczyli krzyż. Figurę Chrystusa rozbili a sam krzyż wrzucili do rzeki.
      Zachowało się zdjęcie tego krzyża. Wpadł do wody nie płasko a bokiem i na zdjęciu widać jego szczyt i jedno z ramion wynurzające się z rzeki. Jakby podpierając się jednym ramieniem drugim błogosławimy miastu i jego mieszkańcom pogrążającym się w mroku niemieckiej okupacji.
      Swoją drogą – ciekaw jestem czy został kiedykolwiek wyciągnięty? Czy może nadal tam spoczywa pod mułem i warstwą nasypanej ziemi?
      Następne znane zdjęcie tego krzyża to znane zdjęcie Zielonackiego z serii Zniszczony Poznań. Nad robotnikami dźwigającymi drewniane bale do odbudowy mostu wznosi się ponownie stojący krzyż. Już nie żelazny ale drewniany. Stoi tam do tej pory. Przedwojenne plany, które też zakładały likwidację tego koryta rzeki zakładały w jego miejscu utworzenie szerokiej parkowej promenady. Proponowano by Chwaliszewski krzyż powrócił na środek – już nie rzeki ale - tej promenady – parku.
      Teraz ten teren to szpecący okolicę zaniedbany teren z prymitywnymi parkingami.
      Może zakładane wykorzystanie zabudowań Gazowni coś zmieni. Może warto zrealizować marzenie naszych dziadków i przywrócić krzyż do centrum tego terenu?
      • renepoznan Re: Krzyż na Moście Chwaliszewskim. 15.02.09, 18:50
        Kapliczki Poznańskie

        Na marginesie poprzedzającego wpisu o losach Krzyża Chwaliszewskiego warto
        przypomnieć losy licznie rozsianych po naszym mieście (i Wielkopolsce)
        kapliczkach, Mękach Pańskich, Pasyjkach.
        Świetne opracowanie tych przejawów religijności polskiej zawiera opracowanie
        Jerzego Sobczaka „Przydrożne Kapliczki Poznania” wydane przez Księgarnię Św.
        Wojciecha czy – Zamieszczone w III Zeszycie Studiów Lednickich opracowanie
        Marty Romanow-Kujawa „Kultowa Plastyka Przydrożna w Lednickim Parku Krajobrazowym”.
        W tych pozycjach można znaleźć ciekawe opracowania tematu – łącznie z opisem
        genezy tego zwyczaju.
        Ciekawe są kapliczki Poznania. Najbardziej znane – te bamberskie – z Winiar czy
        Winograd, mniej znane i często niedostrzegalne w innych rejonach miasta. Nie
        będę tu ich opisywał – bo musiałbym przepisywać wskazane pozycje. Jedynie
        uzupełniająco wspomnę o Kapliczce – Studzience przy Długiej z figurą Matki
        Boskiej. Było to zakończenie w tamtym rejonie wodociągów Raczyńskiego –
        Kapliczka fundacji Raczyńskiego.
        Jednak czytając dzieje tych przejawów polskiej religijności zwróćmy uwagę na
        jeden fakt. Zdecydowana ich większość została świadomie i z premedytację
        zniszczona przez Niemców w czasach II wojny swiatowej. Albo zniszczona w całości
        albo choćby zniszczone zostały figurki jakie w tych kapliczkach były postawione.
        Motłoch niemiecki nie miał żadnego poszanowania dla uczuć religijnych swoich
        sąsiadów - Polaków czy dla artystycznej wartości tych dzieł - a niektóre miały
        znaczną wartość.
        W nielicznych przypadkach Polakom udało się uratować figurki kryjąc je przed
        Niemcami.
        Co najbardziej ponure. To była zorganizowana akcja ale wykonywali ją w
        większości rodzimi poznańscy Niemcy!!!! To nie żadni przyjezdni. To sąsiedzi
        niszczyli polskie znaki kultu religijnego. Gdy sobie to uświadomimy to może w
        większym zrozumieniem spojrzymy na stosunek ludności polskiej do sąsiadów –
        Niemców, po II wojnie światowej.
        Taki stosunek Niemców do naszych kapliczek nie był niczym nowym. Przykładem może
        być stosunek do Krzyża Chwaliszewskiego – ale tu pamiętajmy o postawie
        niemieckich władz Poznania – które poparły polskie starania a protestowały
        niemieckie władze policyjne i Berlin. A przykładem losu Polskich kapliczek może
        być choćby Figura Chrystusa w Wielkopolskim Rejowcu – zniszczona jeszcze za
        pruskich czasów przez sąsiadów Niemców – protestantów.
        Nie wszystkie ale znaczna część poznańskich kapliczek została przez Polaków po
        wojnie obudowana albo uzupełniona o ocalałe stare lub nowe figurki.
        Pocieszeniem może być też ,że projektowane jest odtworzenie tej kapliczki
        Raczyńskiego przy Długiej. Oby się udało.
        Losy tych kapliczek i krzyży to też kawał losów Poznania.
        Czasem ich losy wyjaśniają się niespodziewanie. Jak choćby znalezienie w latach
        – chyba 80-tych, przy pracach przy sieci gazowej – figury Chrystusa z
        zniszczonego przez Niemców Krzyża Skazańców przy Krzyżowej.
        • kiks4 Remis na zniszczenia 16.02.09, 09:47
          renepoznan napisał:
          A przykładem losu Polskich kapliczek może
          > być choćby Figura Chrystusa w Wielkopolskim Rejowcu – zniszczona jeszcze za
          pruskich czasów przez sąsiadów Niemców – protestantów.
          ---
          Tu akurat w tej walce jest remis- my w odwecie dokładnie zniszczyliśmy im
          cmentarz protestancki w Rejowcu- o czym wiesz, bo już ten temat wałkowaliśmy. A
          nawet nasze górą bo figura - zresztą po raz drugi zniszczona w latach wojny-
          odbudowana stoi we wsi. A na cmentarzu nawet kamień nie pozostał na kamieniu.
          Wychodzi na to, że my pracujemy dokładniej w porównaniu z Niemcami.
          Tak jakoś przypomniała mi się scena tłuczenia garnków i obcinania rękawów w
          suszących się koszulach - sami swoi to robili.
          • renepoznan Remis na zniszczenia????? Sędzia kalosz! 16.02.09, 17:04
            Jeślim chcesz być tak skrupulatny Kiksie to bardzo proszę., Ale nie pisz o remisie.
            Pomińmy już cmentarze żydowskie bo to dość znany fakt.
            Ale po kolei: Cmentarze wzdłuż murów miejskich od Warty do dzisiejszej Podgórnej – w tym cmentarz grecki o jakim kiedyś juz pisaliśmy, cmentarz za Bramką, Stary cmentarz świętomarciński, cmentarz farny, nowy swietomarciński, cmentarz parafii Marii Magdaleny, zniszczenie zabytkowego cmentarza ewangelickiego przy Ogrodowej (choć to w trakcie bezsensownych walk), cmentarz parafii św. Jana, ………
            Z innych miejsc ważnych: Kolegiata św. Mikołaja, Kościół św. Barbary, Kościół św, Wawrzyńca, Kościół św,. Sebastiana, Kolegiata św. Marii Magdaleny – najwspanialszy kościół mieszczaństwa poznańskiego, Kościół ss Katarzynek (na szczęście budynek przetrwał), Kościół i klasztor Benedyktynek, Kolegiata WW. Świętych, Kościół św. Krzyża, Kościół św Łazarza, Kościół św. Anny, …………….
            Wymieniam trochę bez składu i ładu.
            W Rejowcu - zwracam ci uwagę – stary kościół protestancki istnieje – choć użytkowany jest przez polską ludność katolicką bo niemiecka uciekła w 1945r.

            Nie zaprzeczając też wiadomej dewastacji cmentarzy poniemieckich, proszę cię Kiksie – wskaż mi polskie i katolickie cmentarze wiejskie, które posiadają groby sprzed 1939r.
            Bo pamiętaj, że większość wiejskich cmentarzy poniemieckich zniknęła nie z powodu jakieś świadomej dewastacji (choć i to było – np. w Lednogórze na polecenie jakiegoś kacyka lokalnego wywieziono nagrobki) lecz raczej z braku jakiejkolwiek opieki – zabrakło ludzi, którzy mieli o nie zadbać. Bo chyba od pokolenia dotkniętego okupacją niemiecką nie wymagasz by się tymi opuszczonymi grobami swoich wrogów opiekowali.
            Nie zapominaj też, ze to w zdecydowanej większości były groby ziemne. Bez opieki znikające po kilku latach.
            Nasza ziemia jest nafaszerowana takimi opuszczonymi cmentarzami – archeolodzy wiedzą o tym najlepiej. Chodząc po mieście chodzisz po grobach i nawet sobie z tego sprawy nie zdajesz. A nikt świadomie tych grobów nie niszczył. Po prostu czas zatarł o nich pamięć. Po nas zostanie jeszcze mniej bo nas to przekopią.
            Kiepsko liczysz Panie Sędzio. To raczej nie jest remis. Ilość bramek jest znaczna – i jednak chyba jesteśmy stroną poszkodowaną – choć na dzień dzisiejszy, a mam nadzieję że na stałe, mecz wygraliśmy.
    • renepoznan Słonie w Poznaniu 23.02.09, 22:20
      W związku z głośną ostatnio kwestią słoniarni i zwierząt do niej warto może przypomnieć słonie jakie były już w Poznaniu.
      Kto z nas nie zna nieodżałowanej pamięci Kingi. Wychowywaliśmy się przy niej. Każda wizyta w „Zoologu” obowiązkowo musiała być połączona z wizytą u Kingi. Przeurocze zwierzę – choć lubiło zjadać wszystko co się da – także wyrwane nieostrożnym gościom dziwne przedmioty. Podobno nawet zjadła komuś parasol.
      Kinga była Indyjką z rodu czyli słoniem indyjskim. Przyjechała jako młoda panienka – chyba 2-3-letnia w roku 1955. Odeszła w swoje słoniowe niebiosy 8 października 2003 roku w sędziwym już wieku 51 lat.
      Nie wiem jak dla Was ale dla mnie Stare ZOO straciło ten urok dziecięcych wycieczek m/innymi do Kingi.
      Ale warto może przypomnieć jej poprzedników.
      Jej poprzednikiem był słynny Kohn. Jego losy opisuje Lekarz Weterynarii opiekujący się w okresie XX lecia zwierzętami – Generał Brygady dr Józef Starkowski.
      Wówczas Poznań miał dwa słonie ale bardziej znany był samiec Kohn – też słoń indyjski. W pewnym sensie sam sobie wybrał poznańskie ZOO jako miejsce zamieszkania.
      Początkowo był słoniem cyrkowym. Pierwotnie w cyrku Buscha w Berlinie. Był dośc niesforny więc został sprzedany do wędrownego cyrku Sarasaniego. To w tym cyrku został poskromiony okrutną metodą. Przywiązany łańcuchami za wszystkie nogi do słupów został okrutnie wychłostany specjalnymi biczami. Dr Starkowski pisze, że 16 ludzi na zmianę biło go przez prawie trzy godziny. Po tej egzekucji Kohn spokorniał – ale jak się potem okazało nie do końca. Jednak przez kilka lat był spokój. Dopiero podczas występów w Poznaniu coś zrobił niewłaściwego i dozorca chciał go ukarać. Widząc zbliżającego się z kijem czy biczem dozorcę i przygotowanie do przywiązania go do słupów Kohn chyba przypomniał sobie poprzednia egzekucję i wyrwał się z uwięzi i ruszył w miasto. Cyrk rozbił swój namiot w miejscu dzisiejszego dworca PKS czyli ówczesnym Placu Livoniusza. Kohn zwiewał swoim ciemiężcom biegnąc w kierunku dworca PKP. Właściciel cyrku goniąc go, strzelał do niego z rewolweru. Zranił go w okolicach ucha – przebijając tętnicę. Chyba upływ krwi spowodował, że Kohn zawrócił i dał się doprowadzić do swoich słoniowych towarzyszy niedoli. Dr Starkowski opisuje, że z zdziwieniem obserwował jak Kohn sam sobie tamuje upływ krwi trąbą okładając ranę wilgotną ziemią. W cyrku, by nie dopuścić do zakażenia, dano mu do okładania rany sparzone otręby pszenne- które ostatecznie zatamowały upływ krwi.
      Sarasani bał się zabierać zbuntowanego słonia w dalszą drogę i chciał go zastrzelić lub otruć. Ostatecznie stanęło na tym, ż tymczasowo Kohn zostanie w poznańskim Zoologu. O dziwo przeszedł spokojnie ulicami do ZOO. Nawet gdy okazało się, że drzwi do Słoniarni są dla niego za małe, przeczołgał się na ugiętych nogach do pomieszczenia. Tam się nim zaopiekowano – i należy się domyślać – dość dobrze go traktowano. Do tego miał towarzyszkę – słonice indyjską. Jak wspomina Starkowski szybko Kohn ja sobie podporządkował i zaczął rządzić w słoniarni.
      W 1913 roku Sarasani przyjechał do Poznania wraz z dozorcą słoni ze swojego cyrku. Jednak nie zdecydowali się na jego zabranie. Kohn zdecydowanie nie pozwolił dozorcy zbliżać się do siebie. W tej sytuacji Zarząd Ogrodu za dość korzystną cenę 3000 marek kupił Kohna. Od tego czasu był ozdoba Zoologu.
      Nie znalazłem danych jak długo żył w Poznaniu. Miejmy nadzieję, że długo i szczęśliwie.
      Może ktoś ma informację o jego dalszych losach?
      Istnieje sympatyczne zdjęcie Kohna i jego towarzyszki gdy poprzez to ogrodzenie z stalowych szyn – istniejące do tej pory – wyciągają trąby po jakiś smakołyk.
      Ciekawe czy nowo przybyłe słonie też będą tak sympatyczne jak Kinga?
      A może tak groźne jak Kohn?
      • przerach Re: Słonie w Poznaniu 11.03.09, 13:41
        Słoń, o któym piszesz, pieszczotliwie nazywany był również Małym Cohnem, chociaż podobno był jednym z największych osobników swojego gatunku. W słoniarni jego towarzyszką była stara słonica Dora, z którą uwieczniono go na fotografii zrobionej ok. 1913 roku i zapewne właśnie ją masz na myśli.

        Mały Cohn zakończył życie 22 sierpnia 1924 roku.

        • renepoznan Re: Słonie w Poznaniu 12.03.09, 09:11
          przerach napisał:

          > Mały Cohn zakończył życie 22 sierpnia 1924 roku.

          Dzięki. Miałem wcześniejszy opis losów tego słonia a nie mogłem znaleźć co się z
          nim dalej działo.
      • przerach Re: Słonie w Poznaniu 11.03.09, 14:09
        Były w Poznaniu jeszcze chyba dwa inne słonie (a może tylko jeden, ale o tym dalej). O jednym z nich wspomina 'Kurjer Poznański', który między 5 listopada 1926 roku, a 1 stycznia 1927 roku pisał:

        "Przy pracach ziemnych w poznańskim Ogrodzie Zoologicznym napotkano wypadkiem na części szkieletu słonia".

        Nie napotkałem na wzmianki o losach Dory - towarzyszki Małego Cohna - która już przed I wojną światową uważana była za zwierzę stare, ale to raczej nie o nią chodzi, bowiem wzmianka o niej jest w 'Kurjerze' z dnia 20 kwietnia 1928. Świadczyłoby to o tym, że przed I wojną światową był w Poznaniu jeszcze jeden 'elefant' - to nie jest wykluczone, ale mogło to być zwierzę z jakiegoś cyrku lub obwoźnej wystawy, które niekiedy odbywały się w parkowej części Ogrodu.

        O innym słoniu ('międzywojennym') można jedynie wnioskować z książki poświęconej Ogrodowi, wydanej w 1975 roku. Prof. Jarosław Urbański opisując wojenne (II wojna światowa) dzieje ZOO pisze o likwidacji zwierząt, gdy wojsko na przełomie 1944 i 1945 roku przejęło miasto i ogłosiło je twierdzą. Autor wspomina słonia jednym zdaniem - "U nas przy tej sposobności zastrzelono także wiele innych zwierząt, m.in. bawoły i słonia". Czy mogło chodzić o Dorę, która wszak już w 1912 roku (gdy dołączył do niej Mały Cohn) uważana była za "starą słonicę"?

        • przerach Re: Słonie w Poznaniu 27.09.09, 00:01
          przerach napisał:

          > Były w Poznaniu jeszcze chyba dwa inne słonie (a może tylko jeden, ale o tym da
          > lej). O jednym z nich wspomina 'Kurjer Poznański', który między 5 listopada 192
          > 6 roku, a 1 stycznia 1927 roku pisał:
          >
          > "Przy pracach ziemnych w poznańskim Ogrodzie Zoologicznym napotkano wypadkiem n
          > a części szkieletu słonia".

          Dzisiaj napotkałem w Internecie na kolejne informacje na temat słoni w naszym ZOO. Okazuje się, że Dora i Mały Cohn (który osiągnął wiek 71 lat!!!) nie były pierwszymi słoniami na Zwierzynieckiej. Na przełomie XIX i XX wieku w ZOO był jeszcze jeden słoń, a właściwie słonica. Nazywała się ... Nelly (bez skojarzeń, proszę) i przebywała w Poznaniu od 1895 roku, a zakończyła życie w roku 1907 i prawdopodobnie została na terenie ZOO pogrzebana. To właśnie chyba o częściach jej szkieletu pisał przywołany przeze mnie 'Kurjer Poznański'. Nie musimy w tym przypadku wierzyć tylko na słowo, bowiem pobyt Nelly w Poznaniu jest udokumentowany. Widnieje ona na będącej w obiegu w 1901 roku pocztówce www.asianelephant.net/poznan/Posen02.jpg
          Data jest potwierdzona, gdyż na Allegro.pl znalazłem drugą, identyczną pocztówkę, z ręcznie naniesioną datą 10 grudnia 1901 roku. Poza tym Nelly uwieczniona została na innej kartce pocztowej, z której wynika, że słonica ta poddawana była tresurze i prezentowała publicznie swoje umiejętności - www.asianelephant.net/poznan/Posen03.jpg

          Dora, o której przypuszczałem, że została zastrzelona przez Niemców pod koniec 1944 roku, wg pewnych (i chyba wiarygodnych) danych zakończyła życie 3 marca 1941 roku - ta słonica przybyła do Poznania 25 maja 1910 roku z Koeln. Jeśli nie ona więc została zastrzelona przed oblężeniem Poznania, to jaki inny słoń?

          Otóż okazuje się, że podczas wojny były w poznańskim ZOO jeszcze przynajmniej dwa inne słonie indyjskie. Na pewno była nim Lakshmi, którą Niemcy przywieźli 15 czerwca 1943 roku z Wupertalu i wywieźli 16 września 1944 roku do Drezna. To zwierzę zostało uwiecznione na nie datowanej fotografii wykonanej podczas wojny - www.asianelephant.net/poznan/Posen07.jpg

          Najbardziej tajemnicza jest jednak historia drugiego z tych słoni. Była nim słonica Nekli, która jakoby miała zostać przywieziona do Poznania 22 maja 1937 roku z Hamburga (od Hagenbecka). Źródła podają, że zwierzę to zostało wywiezione w nieznane miejsce 7 kwietnia 1944 roku. I tu jest właśnie pewna zagadka, bowiem jeżeli tak rzeczywiście było, znaczyłoby to, że pod koniec hitlerowskiego panowania w Poznaniu był jeszcze jeden słoń i to o nim w podanej przeze mnie książce wspominają Taborski i Urbański. Ale skąd on się wziął i dlaczego miałby w takim razie być przywieziony w drugiej połowie 1944 roku? Wydaje się, że tym zastrzelonym (przed oblężeniem Poznania) słoniem mogła być właśnie Nekli, a Niemcy w rejestrach po prostu nie chcieli wpisywać jako powódu straty zastrzelenia zwierzęcia z powodów militarnych. W tym wszystkim jednak najbardziej zadziwiające jest i to, że w wydanej na 100-lecie Ogrodu książce Taborski i Urbański nie wspominają o Lakshmi, która przecież miała zostać przywieziona do Poznania w 1937 roku(!) - o tym fakcie nie piszą również ówczesne gazety, a przynajmniej materiałów na ten temat autorzy w książce nie zamieścili. To dziwne, bowiem takie nowe zwierzę w ZOO na pewno w Poznaniu musiało wzbudzić zainteresowanie, jeśli nawet nie wywołało sensacji. To tym bardziej dziwne, że ni stąd, ni zowąd Taborski z Urbańskim piszą nagle o słoniu zastrzelonym pod koniec 1944 roku.

          To tyle na razie. Mam nadzieję, że ta nowa szczypta informacji zadowoli renepoznan, którego tak zainteresowały przedwojenne losy słoni w poznańskim ZOO.

          -
      • przerach Re: Słonie w Poznaniu 27.09.09, 01:40
        renepoznan napisał:

        > Istnieje sympatyczne zdjęcie Kohna i jego towarzyszki gdy poprzez
        > to ogrodzenie z stalowych szyn – istniejące do tej pory –
        > wyciągają trąby po jakiś smakołyk.

        Istnieje również znacznie wcześniejsza, kolorowana pocztówka przedstawiająca oba słonie - www.asianelephant.net/poznan/Posen04.jpg
        Wiedząc, że Mały Cohn znalazł się w ZOO w 1913 roku, można przyjąć, iż ten wizerunek pochodzi z lat 1913-1918 - wykluczając ciężki stan wojenny w grę wchodzą lata 1913-1915(16), co najlepiej potwierdza napis "Posen, Zoologischer Garten (Elephantengehege)"


        -
    • renepoznan Most na Cybinie. 21.04.09, 22:27
      Nie wiem czy pamiętacie jak omawialiśmy tu na forum kwestię tego mostu na Cybinie i badań archeologicznych związanych z przenoszeniem tam konstrukcji starego Rocha.
      Juz od dłuższego czasu można kupić (ja dopiero teraz nabyłem) VI tom "Poznania ze wczesnym średniowieczu" gdzie są opublikowane rezultaty tych badań. Warto przeczytać - zresztą tam jest więcej materiałów na temat badań na Ostrowie Tumskim. Polecam zainteresowanym.
      To wydawnictwo Instytutu Prehistorii UAM.
      • libl Re: Most na Cybinie. 22.04.09, 10:22
        renepoznan napisał:

        > Juz od dłuższego czasu można kupić (ja dopiero teraz nabyłem) VI tom "Poznania
        > ze wczesnym średniowieczu" gdzie są opublikowane rezultaty tych badań. Warto pr
        > zeczytać - zresztą tam jest więcej materiałów na temat badań na Ostrowie Tumski
        > m. Polecam zainteresowanym.
        > To wydawnictwo Instytutu Prehistorii UAM.

        By być dokładnym, książka powstała w Instytucie Prahistorii UAM, a wydało ją Wydawnictwo Poznańskie.
    • renepoznan Nowe ksiązki 25.04.09, 09:30
      Jeśli ktoś jest zainteresowany starym Poznanie to myślę, że warto by przeczytał pozycję wydawnictwa miejskiego "Poznań oczami Prusaka wzorowego" Jest to zawarta w tym tomie praca Arthura Kronthala "Przyczynki do historii zabytków oraz życia artystycznego i umysłowego Poznania".

      Specjalnie odkrywcze to to nie jest, ale daje dobry obraz sposobu myślenia poznańskiego Niemca - mieszczanina z przełomu wieków. Warte przejrzenia.

      Co może zabawne. Tym Prusakiem wzorcowym jest poznański zniemczony zyd. Co potwierdza zresztą moją głoszoną na tym forum tezę, ż ew Poznaniu nie mieliśmy Żydów. To byli Niemcy wyznania mojżeszowego, niezwykle lojalni wobec swojej niemieckiej czy pruskiej ojczyzny..
      Nawiasem mówiąc po odzyskaniu niepodległości przez Polskę autor lojalnie wyjechał do swojej ukochanej Rzeszy, która w 1941r zmieliła go w swych trybach.
      • Gość: kibic Re: Nowe ksiązki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.04.09, 14:19
        To ja poinformuję, że ukazała się biografia Arcybiskupa Baraniaka -
        jednej z najpiekniejszych postaci kościoła. Jeszcze jej nie mam ale
        juz widziałem w zapowiedziach.
    • Gość: zGorczyna Re: Miscellanea poznańskie. IP: *.adsl.inetia.pl 29.04.09, 17:59
      "ieocenione dzieło, które Poznaniakom i
      Wielkopolanom przypomniało ich rodzinne
      dzieje - umacniając uczucia narodowe. Trudno
      przedstawiać to dzieło ale warto
      wspomnieć o jednym. Do książki wydano zbiór rycin
      przedstawiających najciekawsze
      miejsca Wielkopolski. Kapitalne i nieocenionej
      wartości ilustracje. A pomiędzy
      nimi rycina przedstawiająca "Zwaliska na wyspie
      pod Lenną Górą". Chodzi o słynne
      palatium na wyspie na jeziorze Lednickim.
      Przedstawia ruiny przed ich dewastacją
      przez Prusaków i potem w czasie II wojny
      światowej. Na rycinie przedstawiony
      jest: "łuk z polnych kamieni w sześcian
      obrabianych stawiany" - jak zapisał
      Raczyński. I wzbudził tym zapisem i tą ryciną
      dyskusję trwająca po dzień
      dzisiejszy. W którym miejscu ta arkada była? Oto
      pytanie na które szukamy
      odpowiedzi."

      Caly ten watek byl calkiem sprawnie i dobrze
      rozpracowany w "Kolebce Siemiowita" autorstwa
      Janusza Roszko. Ksiazka napisana na pocz. lat 70 o
      ile sie nie myle, ale nie ma w niej nic z
      komunistycznego nalotu, swietna, troche w stylu
      old fashion. Polecam.
    • renepoznan Pomniki "przechodnie". 03.05.09, 09:19
      Mieliśmy niedawno tu na forum szereg propozycji jak przerobić "Waltera" by
      ocalić sam pomnik kosztem ewentualnie niewielkich zmian.
      Przypomnę, że koledzy "oszczędni" lub marzący o możliwości powrotu Waltera nie
      są pierwsi i nie są oryginalni.

      Mieliśmy już tu w Poznaniu taki przypadek. Na obecnej ul. Szylinga (niedaleko
      kasyna)stał pomnik żołnierzy 6 Regimentu Piechoty (Pruskiej - by nie było
      wątpliwości) poświęcony poległym w wojnie 1866r.
      W okresie międzywojennym pomnik przerobiono na pomnik Józefa Piłsudskiego. W
      czasie okupacji przywrócono pierwotna dedykację a po 1945r zrobiono z niego
      pomnik Świerczewskiego - Waltera.
      Ostatecznie rozebrano go w latach 70-tych.
      Była to kolumna - obelisk na wzór egipskich ale po niemiecku solidna i
      przysadzista. Jednak wygodna do przeróbek 0 wystarczało zmienić napisy i symbole
      bo reszta była uniwersalna.
      :)

      Niezbyt udane doświadczenia.
      • Gość: kibic Re: Pomniki "przechodnie". IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.05.09, 13:39
        A z Bismarcka po przetopieniu zriobiono Chrystusa Króla. Bardzo
        dobre wykorzystanie materiału.
        Ale ukochany lewicy Walter jest zdaje się z nic niewartego betonu?
        Jedynie na drogi nię nadaje. Po pokruszeniu.
        • renepoznan Re: Pomniki "przechodnie". 04.05.09, 21:15
          A niektóre oczekują swojej kolejki. Np. Miejsce po "Żołnierzu Brandenburskim".
          Kto wie gdzie to?
          :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka