renepoznan
18.03.08, 14:14
Jak to w Poznaniu ksenofobia zwyciężyła.
W dniu 12 kwietnia 1535r Leipholdt - w imieniu kupców norymberskich Pawła I
Wolfganga Durr'ów pozwał przed poznańską Radę Miejską poznaniaka Jakuba
Grodzickiego. Chodziło o spłatę długu.
Pełnomocnikiem Grodzickiego był (prawnik - jak sie domyślam) Walenty.
Oświadczył on, że nie podejmie sporu i pozwu nie przyjmie dopóki nie zostanie
on wniesiony w języku polskim.
Pamiętajmy, że wcześniej mieszczaństwo poznańskie było silnie powiązane z
Niemcami - wręcz duża część z Niemiec pochodziła.
Uzasadnia swoje stanowisko Walenty: "Albowiem skoro do Polski przybywa i z
rodowitym Polakiem się procesuje, słuszne jest, aby używał polskiego języka."
Dodatkowo wyjaśnia, że język niemiecki do prowadzenia prawnego sporu się nie
nadaje bo przecież sami Niemcy wzajemnie się nie rozumieją. Mieszkaniec
górnych Niemiec nie zrozumie mieszkańca dolnych, Westfalczyk nie zrozumie
Meklemburczyka. Zdaniem Walentego skoro są takie kłopoty z komunikacją słowna
po niemiecku a dodatkowo większość Rady to Polacy więc słuszne jest by spór
rozstrzygano po polski. Walenty dopuszcza możliwość kontynuowania sporu po
łacinie - który to język Leipholdt znał.
By nie było wątpliwości: i Walenty i Grodzicki język niemiecki znali.
Decyzja naszej Rady była cokolwiek tchórzliwa. Nie chcąc sie narazić możnym
kupcom norymberskim nakazali Walentemu przyjęcie pozwu w języku niemieckim -
jednocześnie przyjmując jego apelację od tej decyzji do starosty
wielkopolskiego Łukasza Górki.
Radzie Miejskiej znane było wcześniejsze z 1526r rozstrzygnięcie Górki, który
podobny spór w Kościanie rozstrzygnął na korzyść języka polskiego. Stwierdził
Górka wówczas: "tak powód jak i pozwany przed kosciańskim sądem miejskim maja
posługiwać się językiem polskim bez względu na to, że miasto jest na prawie
niemieckim, chociaż bowiem osadzone jest na prawie niemieckim, niemniej przeto
podlega językowi polskiemu, podobnie jak inne miasta Królestwa Polskiego
podlegają mu i podlegać powinny".
Nie znamy rozstrzygnięcia Górki w tej poznańskiej sprawie. Ale prawie pewne
jest, że i w niej wydał rozstzygnięcie przychylne językowi polskiemu.
Niemożliwe by zmienił zdanie i swoją politykę polonizacji miast i władz
miejskich. Tym bardziej, że znajdował poparcie w coraz liczniejszych we
władzach miejskich Polakach czy spolonizowanych - coraz mniej znających język
niemiecki potomkach przybyszów znad Renu.
I tak to w Poznaniu ksenofobia zwyciężyła. ;)
W następstwie także tej sprawy łacina wyparła z ksiąg miejskich niemiecki by z
kolei dość szybko ustąpić jezykowi polskiemu.
Szerzej opisuje tę sprawę M. Wojciechowska.