l.george.l
25.07.08, 12:21
Najkrótsza droga do Strzeszynka dla rowerzystów i piechurów z północnych
rewirów Poznania oraz z Suchego Lasu wiedzie ulicą Borówkową przechodzącą w
Wałecką. Problem w tym, że na końcu Borówkowej na drodze zawadza kościół.
Oczywiście wszyscy go omijają wydeptaną ścieżką, ale za kościołem są tory
kolejowe, przez które w tym miejscu nie ma przejścia. Byłem świadkiem, gdy
kobieta z gromadą małych dzieciątek z rowerami pokonywała dwutorową trakcję.
Nie potrzeba wielkiej wyobraźni, by sobie uświadomić, co może się stać, gdy
małe dziecko, z trudem dźwigające rower, skręci nogę na kolejowych podkładach
i się przewróci.
Przejrzałem kilka map (przyznaję nie najnowszych), ale ze wszystkich wynika,
że przejazd ulicami Borówkową i Wałecką istnieje. Zgodę na budowę kościoła
wydały jeszcze komuchy w latach 80. Ale dlaczego zgodziły się na tak durną
lokalizację kościoła? Dlaczego nie wyznaczono tam przejazdu? Wcześniej czy
później dojdzie do tragedii. Decydentom pragnę zwrócić uwagę, że najnowsze
badania dowodzą, że religia i kościół są ważne jedynie dla 4% (słownie:
czterech procent) młodzieży. Nie warto więc stawiać kościoła na środku drogi.