fredol79 14.09.08, 22:30 jak ser smażony z wielkopolski, to tylko z kminkiem! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
aniamaciej2 Nasz frykas: ser zgliwiony i smażony 15.09.08, 09:33 mniam... uwielbiam ser topiony. Mama robi najlepszy Odpowiedz Link Zgłoś
aniamaciej2 Nasz frykas: ser zgliwiony i smażony 15.09.08, 09:35 mniam... Jako nowotomyślanka uwielbiam ser smażony od zawsze. Babcia i mama robią najlepsze. A ten zgliwiony, śmierdzący też jest smaczny. Naprawdę :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: smakosz frykas: ser zgliwiony i niesmażony IP: *.adsl.inetia.pl 15.09.08, 09:46 a ja znam człowieka, który kupuje kostkę twarogu i czeka kiedy zgliwieje jego zewnętrzna część. Potem skrawa zgliwiałe płaty i je z chlebem a okrojona kostka dalej gliwieje. I tak dalej aż do końca twarogu. Jedyny mankament to straszny smród towarzyszący śniadaniu Odpowiedz Link Zgłoś
pan.nikt Re: frykas: ser zgliwiony i niesmażony 15.09.08, 13:02 świetny jest i ten zgniły i ten zesmarzony z kminkiem Moja babcia robiła, moja mama robiła, i ja czasmi robię. Zgniły ser, jajeczko, trochę tłuszczu i KMINEK Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: frykas: ser zgliwiony i niesmażony IP: *.icpnet.pl 16.09.08, 18:21 z jakiego białego sera (tłustość, producent) ten serek wyjdzie? bo eksperymenty moje i koleżanek nie powiodły się - serki nie gliwiały, tylko psuły sę w jakiś inny sposób. Odpowiedz Link Zgłoś
kiks4 Re: frykas: ser zgliwiony i niesmażony 16.09.08, 23:17 Gość portalu: mm napisał(a): > eksperymenty moje i koleżanek nie powiodły się - serki nie gliwiały, > tylko psuły sę w jakiś inny sposób. --- I dotknęły Koleżanki sedna problemu. Dla zwiększenia trwałości mleko jest obecnie poddawane obróbce termicznej (UHT) która zabija wszystkie znane mikroorganizmy. Takie mleko nie skwaśnieje- o czym wiemy. Ongi dla wyprodukowania sera trzeba było mleko ukwasic ( czyli wyhodować szczep bakterii powodujący utworzenie skrzepu, ten zaś ogrzany dawał znany nam twaróg. Bakterie w twarogu pozostawały i dzięki temu ser pozostawiony sam sobie gliwiał. Dzisiejszy jałowy mikrobiologicznie ser jest trwały ale pozostawiony- nie gliwieje. Najwyżej rozwija się jakaś przypadkowa kultura bakterii lub grzybów powodująca np. odrażającą woń. Tez to ćwiczyłem i z takim samym jak Koleżanki skutkiem. Chyba trzeba zaczynać od zakwaszenia mleka od krowy- ale komu się chce i skąd w mieście wziąć takie mleko. Odpowiedz Link Zgłoś
lili_marleen Re: frykas: ser zgliwiony i niesmażony 17.09.08, 08:28 kiks4 napisał: " Dla zwiększenia trwałości mleko jest obecnie poddawane obróbce termicznej (UHT)..." Na szczęście nie każde mleko. W sklepach jest dostępne także takie poddane tradycyjnej pasteryzacji oraz świeże filtrowane. Oba produkty mają mniejszą trwałość ale to tylko lepiej dla nas - konsumentów. Co prawda nigdy nie usiłowałam robić z tych "nieUHTowskich produktów" mleka zsiadłego a tym bardziej sera, ale są szanse że może się to udać, co jak słusznie prawisz jest kompletnie niemożliwe w przypadku "okaleczonego, wykastrowanego" mleka UHT. Tak na marginesie, jako fachman w tej dziedzinie, szczerze odradzam spożywania pruduktów mających napis UHT oraz zawierających mleko w proszku (jogurty, niektóre kefiry)które bywa na etykietach w składzie eufemistycznie nieraz oznaczane jako "białka mleka". Proces zwany UHT oraz "proszkowanie mleka" nie tylko zabija także pozyteczne dla nas mikroorganizmy ale niszczy również bezpowrotnie witaminy i strukture białek co czyni poddane tym procesom produkty małowartościowymi by nie powiedzieć szkodliwymi. A wracając do sera. "Ugliwić" daje się spokojnie ser kupiony na straganach na rynkach poznańskich - Łazarskim, Sapieżyńskim, Wildeckim i wszędzie tam gdzie docierają rolnicy z "landów" z własnymi wyrobami jak śmietana, mleko czy właśnie twaróg formowany tradycyjnie w gomółki. Polecam!!! Zapewne produkty te mają w swym składzie poziom bakterii i innych mikrobów przekraczajacy wszelkie normy narzucone przez EU ale zapewniam - to tylko lepiej dla nas i dla naszego zdrowia! Odpowiedz Link Zgłoś
kiks4 a co z gotowaniem mleka? 17.09.08, 09:15 lili_marleen napisała: > Tak na marginesie, jako fachman w tej dziedzinie, szczerze odradzam > spożywania pruduktów mających napis UHT oraz zawierających mleko w > proszku --- Ogromnie się cieszę, że mogę specjalistę zapytać w dręczącej mnie sprawie. O tym że mleko UHT po poddaniu obróbce termicznej jest już innym mlekiem, niż mleko surowe- wiedziałem. Nie sądziłem jednak, że może być niezdrowe. Ale powiedz mi- co z gotowaniem mleka- przecież od maleńkości pijemy mleko gotowane- nie surowe. A tradycyjne gotowanie musi zmieniać strukturę białek znacznie bardziej niż proces UHT bo mleko znacznie dłużej jest poddane działaniu temperatury. Z dzieciństwa zapamiętałem smak surowego mleka prosto od krowy. Mieszkaliśmy na wsi a że nie mieliśmy gospodarstwa a tym bardziej krowy- mleko kupowaliśmy u sąsiada. I najczęściej to ja- kilkuletni dzieciak chodziłem z "kanką" po mleko. W drodze powrotnej nigdy nie mogłem oprzeć się pokusie napicia się surowego, ciepłego bo świeżo udojonego mleka. Smakowało znakomicie, choć dziś zapewne nie zdobyłbym sie na przełknięcie nawet odrobiny. Odpowiedz Link Zgłoś
lili_marleen Re: a co z gotowaniem mleka? 17.09.08, 11:00 Proces produkcji mleka UHT polega na ogrzaniu naturalnego mleka do temp. nawet 150 st. C często przez przepuszczenie przez nie rozgrzanej do ekstremalnie wysokiej temperatury pary wodnej. Uzyskany w ten sposób produkt jest sterylny jak Farinelli - co widać choćby w sklepach gdzie przechowuje się go z dala od lodówek czy chłodni - w przeciwieństwie do produktów "żywych" czyli mleka pasteryzowanego lub kefiru albo jugurtu. Zwykły domowy proces pasteryzacji (gotowania) nie zabija wszystkiego co żywe w mleku. Zostają formy przetrwalnikowe, część witamin, a i wiele białek nie ulega denaturacji. Z tego też powodu do gotowania mleka używało się specjanych garnków z podwójnym dnem - czyli gotowało się je na klasycznej łaźni wodnej gdzie temperatura nigdy nie przekraczała 100 st C. Oczywiście by mleko mogło dłużej "leżeć" można było je ostudzić i przegotować jeszcze raz ale teraz już poważnym kosztem jego walorów "mikrobiologicznych". Jednak jak wszyscy wiedzą nawet takie przegotowane mleko nie daje się "ukwasić" w ogólnie znany smakowity sposób. Po prostu nawet przez prostą obróbkę termiczną ograniczamy poważnie liczebność bakterii smakowicie zakwaszających mleko, których miejsce po jego schłodzeniu zajmują natychmiast mikroby wraże, które miast mleko pozytywnie "ukwasić" tylko je "psują" - natura bowiem nie znosi próżni. Co do mleka "prosto od krowy" - jak sam piszesz - piłeś je kiedyś i nic się nie działo. Dziś Twój wyjałowiony przez konserwanty i inne produkty typu UHT organizm zareagowałby na taki napój conajmniej rozstrojem przewodu pokarmowego. Niemniej gdybyś ten początkowy rozstrój zniósł dzielnie i kontynuował delektowanie się tym mlekiem dalej - z czasem zasiedliły by Twoje wnętrze pożądane mikroorganizmy z mleka, "obudziłyby się" dawno nieużywane enzymy trawienne i piłbyś to mleko jak dawniej na pożytek swemu zdrowiu i na pohybel przemysłowi spożywczemu, który zatruwa nas na nasze własne życzenie i dzięki któremu w końcu trafiamy pod nóż chirurga na Garbarach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kibic Re: a co z gotowaniem mleka? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.08, 13:19 ja kupuję zwykłe mleko - w takich plastykowych butelkach (Świeże Mleko czy coś podobnie się nazywa)- nie UHT i mi kwasnieje. Poza tym z niego także mozna zrobić twaróg który gliwieje. Potem tylko przesmazyć. - i palce lizać - bo mnie w przeciwieństwie do kupnego ser się "leje". Nie wiem dlaczego? Za krótko przysmażam czy co? Odpowiedz Link Zgłoś
lili_marleen Re: a co z gotowaniem mleka? 18.09.08, 07:10 Gość portalu: kibic napisał(a): "ja kupuję zwykłe mleko - w takich plastykowych butelkach (Świeże Mleko czy coś podobnie się nazywa)- nie UHT i mi kwasnieje..." Pewnie jest filtrowane przez mikrofiltry (homogenizowane). Dobra wiadomosć, że daje się ukwasić :) Zła, że pakują je w plastik :( "...mnie w przeciwieństwie do kupnego ser się "leje". Nie wiem dlaczego? Za krótko przysmażam czy co?" Właśnie. Ten "kupny" się nie "leje" i... jakoś inaczej (gorzej) smakuje niż ten zrobiony samemu. Nie jest to bynajmniej odczucie subiektywne. Mój ser też jest bardziej płynny niż ten "ze składu" i jest znacznie smaczniejszy od tego sklepowego. Wina leży prawdopodobnie po stronie topników używanych przy masowej produkcji w mleczarstwie, których ja nie używam. Nie uzywam także - z przyczyn skrajnej niecheci do chemii w żywności - wspomnianego przez Pana Nikt "natronu" czyli wodoroweglanu sodu (soda oczyszczana). PS A dodajesz jajko? Jajko zwykle "utwardza" ser Odpowiedz Link Zgłoś
kiks4 Re: a co z gotowaniem mleka? 18.09.08, 09:11 lili_marleen napisała: > Pewnie jest filtrowane przez mikrofiltry (homogenizowane). --- "Amicus Plato sed magis amica veritas" więc wybacz mi Lili to drobne sprostowanie w imię miłości do prawdy. Ultrafiltacja i homogenizacja to chyba dwa różne procesy. Homogenizacja- jak sama nazwa wskazuje- ma rozdrobnić i nadać kuleczkom tłuszczu zawieszonym w mleku jednakowe rozmiary co zapobiega tworzeniu się kożucha śmietany na powierzchni mleka zwiększając tym samym jego trwałość. Dokonuje się tego mechanicznie albo przez przepuszczanie produktu przez wirujące przeciwbieżnie zębate wirniki albo przeciskając pod dużym ciśnieniem przez wąskie szczeliny homogenizatora statycznego. Znane są także metody wykorzystujące ultradźwięki do homogenizowania produktu. Ultrafiltracja to przetłaczanie produktu przez "sita" o oczkach mniejszych niż rozmiary bakterii co powoduje oddzielenie ich od produktu bez zmiany jego cech fizycznych czy chemicznych. Role "sita" odgrywa w znanym mi przypadku błona z tworzywa sztucznego wytrawiona w ten sposób, że tworzą się odpowiednie otworki mniejsze niż 1/1000 milimetra. Wybacz mi jednak i ewentualnie sprostuj, jeśli coś walnąłem głupiego w tym tekście, bo na mleczarstwie zupełnie się nie znam i być może mleczarze łącza oba te procesy bo w obu potrzebne jest wysokie ciśnienie. Odpowiedz Link Zgłoś
lili_marleen Re: a co z gotowaniem mleka? 19.09.08, 01:15 kiks4 napisał: "...Ultrafiltacja i homogenizacja to chyba dwa różne procesy..." Masz rację. Zastosowałam - jak mawiają politycy - skrót myślowy. Obu bowiem (różnym) procesom towarzyszy mówiąc kolokwialnie - sito, a nie chciało mi się wgłębiać w szczegóły by nie zanudzać publiki. Niemniej dzięki za czujność albowiem Daemoni etiam vera dicenti non est credendum ;) BTW - nie mam związków zawodowych z mleczarstwem. Jestem technologiem żywnosci z zawodu, chociaż dyplom zaraz po studiach schowałam głęboko do szuflady i jak dotąd nie był mi potrzebny. Bawi mnie jednak studiowanie etykiet umieszczanych zgodnie z ustawami obowiązkowo na produktach spożywczych, gdzie sprytni producenci pod płaszczem niewinnych eufemizmów kryją istną zawartość puszki Pandory jaką dodają do swych wyrobów by poprawić ich kolor, smak, konsystencję i wydłużyć w nieskończoność ich "świeżość". Niestety spożywając taką "wiecznie młodą" wędzoną szynkę (która nie widziała dymu) czy zapijając "świeżym jogurtem" ( z półrocznym terminem ważności) nasiąkamy tymi wszystkimi "adjuwantami" by starość "trąciła" nas problemami ze zdrowiem - nieraz b. poważnymi. A na koniec jeszcze jedna historyjka z życia. Miałam kiedyś sposobność obserwowania hodowli pieczarek. Grzyby te mają swoich wrogów naturalnych w postaci pleśni i takich muszek których larwy je toczą - z czasem niszczac całą plantację. Można przeciw tym szkodnikom stosować specjalne pestycydy, które nie kumulują się w pieczarkach - przynajmniej tak piszą ich producenci. Niestety środki te są wysoko wyspecjalizowane i oczyszczone a więc drogie. Sprytni hodowcy omijają ten problem finansowy stosując przeciw tym muszkom zwykły muchozol - działa tak samo a kosztuje grosze. Po tych obserwacjach przestałam się dziwić dlaczego mój znajomy pieczarkarz nigdy nie spożywał z rodziną innych grzybów poza tymi które uzbierali w lesie. Sama zresztą poszłam w jego ślady i po dziś dzień nie tykam się żadnego grzyba z wyjątkiem tych z lasu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alp Re: a co z gotowaniem mleka? IP: *.ols.vectranet.pl 16.10.08, 23:31 Skąd się biorą tacy fachmani :) Wiedza na temat mleczarstwa bardzo powiedziałbym ... bajkowa :) Uzasadnij dlaczego: źle, że pakują w plastik, jakie sita:)) są w mikrofiltracji ( napewno nie mikrofiltry ), co z tematem mają wspólnego topniki :)))) Pozdrawiam robiących sery, ale proszę nie mitologizować. Pare stwierdzeń w tej dyskusji jest prawdziwych ale błędnie uargumentowanych. lili_marleen, zaczynasz temat w miarę dobrze a potem okropnie się kompromitujesz brakiem wiedzy w dziedzinie Odpowiedz Link Zgłoś
kiks4 Re: a co z gotowaniem mleka? 17.10.08, 00:20 Gość portalu: alp napisał(a): > Skąd się biorą tacy fachmani :) --- My jesteśmy prości konsumenci produktów mleczarskich i możemy się tylko domyślać, co robią mleczarze! Ty zaś- jak się domyślam jesteś mleczarzem- więc zechciej nas oświecić, żebyśmy nie musieli się wyobrażać sobie, co to znaczy UHT, mikrofiltracja i temu podobne dziwnie brzmiące terminy :-)) I po co dosypujecie melaminy do mleka? Odpowiedz Link Zgłoś
lili_marleen Nasz frykas: ser zgliwiony i smażony 16.09.08, 07:32 Pewien mój dużo straszy znajomy z Krakowa opowiadał mi przy okazji swoich odwiedzin w Poznaniu taką oto historię. Pod koniec wojny, Niemcy w obliczu podchodzących pod Kraków Ruskich zapędzili jego - nastolatka i innych cywilów do kopania fos przeciwczołgowych. Zawsze po pracy dostawali chleb i coś do chleba z czym się nigdy przedtem nie zetnął. Miało to to dosc nieprzyjemny zapach , było pikantne ale bardzo pozywne i smaczne.Sami Niemcy nazywali to - wg jego relacji - "kejzą" Otóz w trakcie swych odwiedzin u nas, przy kolacji zetnął się po raz drugi w życiu - po 60 latach - z ową "kejzą", która jak zapewniał smakowała i wyglądała identycznie jak tamta wtedy zimą 1945 pod Krakowem. Ta "kejza" to nic innego jak fonetyczny zapis niemieckiego słowa "der Käse" czyli ser a sam produkt to ser smażony o którym mowa w tym temacie. Czyzby ci niemieccy kucharze serwujacy przymusowym robotnikom pod Krakowem ową "kejzę" pochodzili z Wielkopolski? Odpowiedz Link Zgłoś
kiks4 serek herceński 16.09.08, 08:46 Ja zaś jako że pamiętam co nieco z czasów słusznie minionych przypominam sobie że w sklepach były takie okrągłe, półprzeźroczyste "serki"- nazywało się to serek herceński i wydzielało dość mocną woń (delikatnie się wyrażając z uwagi na obecne tu damy). Nigdy nie odważyłem się tego kupić ani tym bardziej - zjeść ale zawsze byłem ciekaw- co to takiego i jak smakuje. Czy ktoś na forum ma osobiste doświadczenia z tym produktem? A odnośnie naszej dyskusji - to prawdziwa i gorąca dyskusja na temat serków toczy się tu: www.wirtualna.warszawa.pl/forum/showthread.html?t=45467 Odpowiedz Link Zgłoś
renepoznan Re: serek herceński 16.09.08, 12:45 kiks4 napisał: > w sklepach były takie okrągłe, półprzeźroczyste "serki"- nazywało się to ser > ek herceński i wydzielało dość mocną woń (delikatnie się wyrażając z uwagi na o > becne tu damy). Nigdy nie odważyłem się tego kupić ani tym bardziej - zjeść ale > zawsze byłem ciekaw- co to takiego i jak smakuje. Czy ktoś na forum ma osobis > te doświadczenia z tym produktem? Jak tamte smakowały to nie wiem. Ale obecne - niebo w gębie a zapaszek!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Cudo. Jeśli kto lubi. A ja lubię. Choć ponoć skarpety to po 3 tygodniach dopiero taki aromat osiągają. Ale jaki ten serek dobry!!!!!!!!! :):):) Ale do naszego zgliwiałego to trochę mu daleko. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: serek herceński IP: *.icpnet.pl 16.09.08, 18:17 ser taki jest dość łatwy do kupienia, choć nie należy do najtańszych. po otwarciu w lodówce należy przechowywać w szczelnym pudełeczku. występuje również jako Oloumoucki (chyba, po prostu z Ołomuńca), również w wersji grubych paluszków. po dotknięciu rękami należy je dokładnie wyszorować ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: my z posen serek z Ołomuńca IP: *.icpnet.pl 12.03.09, 18:42 ten to prawdziwy ser należy przewozić w trzech szczelnych torebkach foliowych oraz ściśle zamknięty w słoiku.... inaczej nasz środek transportu dla nieposeniaków "cuchnie straszliwie" hyhy Odpowiedz Link Zgłoś
grendelek Re: Nasz frykas: ser zgliwiony i smażony 16.09.08, 11:39 lili_marleen napisała: > Czyzby ci niemieccy kucharze serwujacy przymusowym robotnikom pod > Krakowem ową "kejzę" pochodzili z Wielkopolski? Odkąd pamiętam w mym domu zarówno bacia i matka - poznanianki jak i ojciec - Ślązak robili domowy ser smażony, który nazywało się "kejzą". W okresie "monogamii seryjnej" prowadzałem się czas jakiś ze Ślązaczką, której chciałem kiedyś zaimponować tradycyjną wielkopolską przegryską - glonem chleba z kejzą. Gdyzobaczyła mój wynalazek rzekła "o! Hauskejza!". Czyli potwierdzają się tu naleciałości zaboru pruskiego. Z kolei o "serze zgliwiałym" dowiedziałem sięod krakusów, z którymi ongiś mieszkałem w Warszawie. Po powrocie z wyjazdu w domowe pielesze a przed "wjazdem na kwadrat" w stolycy zadzwonili do mnie, że mamy na kolację specyjał z CK Krakowa - właśnie ów ser. Nie wiedziałem co to jest do momentu przekroczenia drzwi w domu, gdy przywitał mnie charakterystyczny, acz jakże miły, smrodek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: z Ser lat dziecinnych IP: 78.152.31.* 16.09.08, 11:53 Dziś dla nas, w świecie nieproszonych gości, W całej przeszłości i w całej przyszłości Jedna już tylko jest kraina taka, W której jest trochę szczęścia dla Poznaniaka: Ser lat dziecinnych! On zawsze zostanie Święty i czysty jak pierwsze kochanie, Nie zaburzony błędów przypomnieniem, Nie podkopany nadziei złudzeniem Ani zmieniony wypadków strumieniem. Przy nim rzadkom płakał, a nigdy nie zgrzytał, Te serki rad bym myślami powitał: Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marek Nasz frykas: ser zgliwiony i smażony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.08, 12:37 Taki ser można zrobić tylko z prawdziwego mleka. I tu mamy po górkę. Odpowiedz Link Zgłoś
pan.nikt Re: Nasz frykas: ser zgliwiony i smażony 16.09.08, 13:40 Biały tłusty ser, trochę "natronu", czyli sody oczyszczonej, trochę soli, kminku, tłuszczu i bez problemu. A i mleko "od krowy" jest na wsiach do kupienia. I tylko z wiejskim masełkiem kłopot, Za szybko "jałczeje", czyli kwaśnieje. I znów trzeba na wieś po liście od chrzanu........ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marek Re: Nasz frykas: ser zgliwiony i smażony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.08, 13:49 Takie masełko... Tylko wędlinki ze wsi,ech... Trzeba mieć zaprzyjaźnionego rolnika, który podtuczy świnkę (żołedzie nadaja mięsu wspaniały aromat)i ma zaufanego masarza. Wtedy-klękajcie narody :-))) Byłem parę tygodni temu na Starym Rynku, dni smaku się to nazywało. Kupiłem szyneczkę w plasterkach, zamroziłem i odmrażam porcyjcki. Nic z nich nie kapie, pachnie wspaniale. Szkoda,że w Poznaniu jest tylko jeden sklep, który na codzień ma takie rzeczy. Ale na szczęście mieszkam blisko :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mm Re: Nasz frykas: ser zgliwiony i smażony IP: *.icpnet.pl 16.09.08, 18:19 a gdzie ten sklep? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: marek Re: Nasz frykas: ser zgliwiony i smażony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.08, 08:40 Na Woźnej Odpowiedz Link Zgłoś
horatio_valor Nasz frykas: ser zgliwiony i smażony 19.09.08, 12:24 Uwielbiam ser smażony!!! Niestety, losy rzuciły mnie, poznaniaka, na daleki wschód... Tu, w dzikiej Warszawie, dostać ser smażony to cud - bywają, ale rzadko i zazwyczaj takie paskudne, a jeśli już się trafi porządny, to jest to wersja bez kminku :( Pamiętam, jak jeszcze w Poznaniu moja babcia robiła ser smażony - najpierw ser gliwiał (potwierdzam! 1. jest przepyszny 2. śmierdzi koszmarnie :), potem robiła taki ser, jakiego nigdy potem nie jadłem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ajax no to wracaj Poznaniaku, nie cierp... IP: *.aster.pl 17.10.08, 10:47 Daleki wschód, dzika Warszawa...Oto wdzięczność Poznaniaka w stosunku do miasta, dzięki któremu ma robotę lepszą niż w supermarkecie albo na jumie w reichu i jakies szanse na przyszłość... Wracaj Poznaniaku do siebie, nie męcz sie u nas, nie cierp, nie warto nawet dla najlepszej roboty. Przecież tak cierpisz w tej Stolicy....Odpuść, wracaj....prosimy... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: margo Re: Nasz frykas: ser zgliwiony i smażony IP: *.xdsl.centertel.pl 12.03.09, 16:58 Nie jestem z Wielkopolski ale spróbowałam sama ten ser zrobić PYCHA! ! ! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: my z posen etam zapach IP: *.icpnet.pl 12.03.09, 18:50 Zwykle taki biały, prawdziwy ser (swoją drogą w innych krainach na "biały ser" mówią twaróg, hehe) rozkruszałem palcyma na kawałki wielkości kostki mniej więcej 1x1cm, wsypywałem do miseczki i stawiełem gdzieś wysoko w kuchni (w naczyniu przykrytym tależykiem), bo im cieplej, tym szybciej gliwieje. Problem w tym , że najbardziej lubię taki zgliwiały jeszcze przed smażeniem, i bywało, ze zżerałem co najmniej połowę zawartości naczyńka (z solą i pieprzem), jeszcze przed smażeniem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: my z posen Re: etam zapach IP: *.icpnet.pl 12.03.09, 18:56 Sorry, nie czytałem wcześniej artykułu, a jak widzę pani Sylwia S. biały ser twarogiem nazywa.... boszszsz (i zgrzytzgrzyt ząbkami) P.S. Teraz to tylko potwierdzenie, że poseńską gw zajmują się jakieś osoby z obcych krain... Odpowiedz Link Zgłoś