zabers
22.09.08, 22:12
Problem zaczyna się w domu. Mam syna , lat 18. Od samego początku tłumaczyłam, pokazywałam,że chipsy to nie wszystko, proponowałam inne rzeczy. Z maluchem to była forma zabawy w "jak to fajnie znaleźć i zjeść coś fajniejszego, niż chipsy, czy żelki". Oprócz tego okazjonalnie nigdy nie zabraniałam mu zjeść chipsów. Razem kupowaliśmynigdy nie dawałam pieniędzy, żeby sam sobie poszedł i kupił)! Jasne, to wymaga zaangażowania. Nie można iść "na łatwiznę", nie można się złamać, trzeba pozwolić upaprać się małemu owocami, jogurtem, serkiem itp. Ale rezultat jest! Do dziś nie obżera się fast foodami. Czasami przyniesie do domu coś tam (chipsy, colę), ale nie jest to normą. Podsumowując - na ile pozwolimy, tyle mamy.