wlodekzpoznania
21.05.09, 12:31
Dla wielu Polaków 4 czerwca i Okrągły Stół to dzień hańby. Wychowani w duchu
przelewania krwi za wolność niekoniecznie odzyskaną często nie rozumiemy, że
postęp na świecie dawały zazwyczaj zrywy nieudane, a nie udane rewolucje i
zrywy. Dopiero osłabienie przeciwnika pozwalało skutecznie osiągnąć cel. Co
więcej Solidarność poszła drogą po raz pierwszy zdefiniowaną przez Ghandiego i
pokojowymi środkami doprowadziła do potężnych zmian społecznych, które później
doprowadziły w 1989 do potężnych zmian politycznych w skali świata.
Niestety nie cieszymy się masowo tym świętem. Wielu z nas także tu na forum
będzie zdumionych tym co piszę. Ale 4 czerwca 20 lat temu pierwszy raz szedłem
na wybory w ambasadzie PRL w Hadze i miałem poczucie, że obalam komunę,
wtykając jej nogi w dotychczas zamknięte drzwi. Nie zapomnę specyficznych
wyrazów twarzy ówczesnych oficjeli, kilka osób było przyjanych, resztę określę
jako specyficzne. Niestety wieczorem doszły wiadomości z Chin. Cztery lata
później dokładnie tego dnia porwałem z domu moją obecną żonę, więc ta data
wpisała się dla nas szczególnie.
4 czerwca wieczorem wybiorę się na Rynek wypić zadumaną lampkę wina na cześć
wolności.