dotera
12.07.26, 20:39
wczoraj oglądałem kawałek w telewizji.
Scenę jak wchodzili do miasta jako niewolnicy.
Dla mnie to ciekawa scena, gdyż nigdy nie widziałem w filmie tak wyraziście przedstawionej obcości cywilizacji. Jak kręcą filmy o starożytnym Rzymie, Egipcie to tak samo jak zawsze tylko inne dekoracje. Tu czuło się inny świat.Jednocześnie zaś czuło się cos uniwersalnego w cywilizowanym miejskim życiu. WYpranie z energii w narcysycznym świecie wyzysku i życie narzuconymi społecznie paranojami.
W życiu są problemy . Są próby ich rozwiązania. Nieskończona ilość problemów z nieskończoną ilość dziedzin życia. Tylko dochodzę na końcu do wniosku ze są to urojenia i podobnej natury są próby ich rozwiązania. Gonienie za urojeniami, nie mającymi żadnego znaczenia. Zresztą film ten kończy się symbolicznie sceną na plaży to symbolizującą.
Istotowo można na dwa sposoby rozwiązać problemy. ZNaleźć synchronię z światem natury. Co jest przedstawione przez życie plemienia w dżungli. Później zaś uśiąść i medytować. NIc więcej istotnego w życiu nie ma do zrobienia. Reszta jest może zabawą. MOżna się w nią zaangażować ale nie brać zbyt serio