przyjacieladamca
28.04.11, 06:45
LIST w/s NADANIA HONOROWEGO OBYWATELSTWA RADOMIA JÓZEFOWI GRZECZNAROWSKIEMU
Szanowny Panie Bohdanie,
Chciałbym na początku, pozdrowić Pana i wyrazić nadzieję, że WIELKANOC A.D. 2011, niesie dla Pana i całej Rodziny głęboką radość i umacnia w poszukiwaniu sensu życia i PRAWDY, którą dał nam zmartwychwstały Chrystus.
Żałuję, że mimo wspólnego zasiadania w Radzie Miejskiej Radomia i Komisji Kultury, nie mamy zbyt wiele okazji do bezpośredniej rozmowy. Myślę, że taki kontakt pozwoliłby zarówno Panu, jak i mnie na lepsze rozumienie racji obu stron, w sprawach ważnych dla naszego miasta.
Żałuję zatem, uznając pełne prawo do takiego pojmowanie rzeczywistości, że w Pana wypowiedziach na blogu, pojawia się tak wiele niedopowiedzeń i niejasności, wprowadzających w błąd mieszkańców Radomia. Rozumiem jednak, że przyjął Pan metodę komentowania wydarzeń publicznych, która ma przynieść Panu pewne korzyści „polityczne” i pozytywną ocenę tzw. „bezstronności dziennikarskiej”, „nie szkodzącej nikomu”. Doskonale zdaje sobie Pan również sprawę, że jest to jedynie zabieg socjotechniczny, z którego każdy czytający Pana wypowiedzi, wyprowadza dowolne wnioski i oceny.
Uważam, że jest Pan człowiekiem bardzo inteligentnym, wykorzystującym swoje bardzo sprawne dziennikarskie pióro, do wkładania tzw. „kija w mrowisko”, nieustannie przypominając nam, że w przeciwieństwie do wielu osób z prawej strony sceny politycznej, wznosi się Pan ponad podziały, publikując niektóre wypowiedzi adwersarzy Pana i Pańskiej formacji „społeczno-politycznej”.
Nawiasem mówiąc, dość często słyszę opinie o narzekaniach Pana, że zbyt mało dziennikarze radomskich mediów przywołują Pana wypowiedzi (vide w/s „tablicy smoleńskiej”). Dziwi mnie, że poczytność Pańskiego blogu (do którego czytania, podobnie jak Gazety Wyborczej, potrafię się przyznać), nie zaspokaja jednak Pana dziennikarskiej i politycznej „próżności”. Proszę wybaczyć, ale nie potrafię w tej chwili znaleźć innego określenia, które nie traktuję w tym przypadku pejoratywnie.
Posłużę się jednym tylko przykładem i bardzo znamiennym, dyskusji o nadaniu Honorowego Obywatelstwa Radomia dla Józefa Grzecznarowskiego.
Początek sprawie postanowiliście Państwo nadać (Klub Radnych SLD w Radzie Miejskiej w Radomiu, którego jest Pan swego rodzaju mentorem) kilka tygodni przed pierwszą rocznicą katastrofy smoleńskiej. Już wtedy wiedzieliście Państwo, że z inicjatywą nadania Honorowego Obywatelstwa Radomia dla śp. Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, zwróci się do Rady Miejskiej w Radomiu Klub Radnych Prawa i Sprawiedliwości. Moment Państwa inicjatywy, „oczywiście” był zupełnie przypadkowy (sic!). No i oczywiście późniejsze zachowanie, podczas sesji 9 kwietnia, na której Rada rozpatrywała wniosek o nadanie Honorowego Obywatelstwa Radomia dla Lecha Kaczyńskiego, jakim było ostentacyjne wyjście z sali obrad, też było „spontaniczne i nie uzgodnione z PO (sic!)”.
Zrozumiałbym głosowanie przeciwko takiemu wnioskowi (przecież staracie się zatrzeć pamięć o Lechu Kaczyńskim), ale rzeczą zupełnie nie mieszczącą się w kanonie demokratycznych i kulturowych zachowań, było opuszczenie wraz z radnymi PO, sali na której obecny był również inny Honorowy Obywatel Radomia, J.E. Ks. Bp Edward Materski.
Muszę w tej sytuacji postawić Panu dwa, aczkolwiek retoryczne pytania; dlaczego z taką zaciekłością chcieliście Państwo zniweczyć tą społeczną inicjatywę? Podkreślam społeczną, ponieważ Klub Radnych PIS, podjął decyzję o skierowaniu wniosku, w związku z prośbami wielu środowisk i organizacji społecznych oraz mieszkańców Radomia, które zwracały się do Rady o takie uhonorowanie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Czemu również, twierdzicie Państwo, że poza jedną wizytą w Radomiu, Prezydent Lech Kaczyński, nie miał nic wspólnego z Radomiem?
Mam nadzieję, że uważnie przeczytał Pan i Pana koledzy, uzasadnienie do wniosku o nadanie Honorowego Obywatelstwa Radomia dla Lecha Kaczyńskiego, którego częścią był również oficjalny życiorys Prezydenta. Przypomnę jedynie ten fragment: „Od 1976 roku, odpowiadając na apel KOR-u, podjął akcję zbierania pieniędzy dla represjonowanych robotników, które za pośrednictwem mamy Jadwigi przekazywał Janowi Józefowi Lipskiemu. W 1977 roku podjął współpracę z Biurem Interwencji Komitetu Obrony Robotników. Rok później związał się z Wolnymi Związkami Zawodowymi. Prowadził szkolenia i wykłady dla robotników z zakresu prawa pracy i historii”.
Rozumiem, że Pan i Pana formacja polityczna ma wciąż „wyrzuty sumienia”, na wspomnienie 1976r. w Radomiu.
Tymczasem, to właśnie radomski czerwiec, był początkiem drogi politycznej dla Lecha Kaczyńskiego, który rezygnując z kariery naukowej i spokojnego życia, poświęcił się służbie wolnej Polski i każdemu obywatelowi w naszym kraju, również tym dla których w tym czasie tak wiele czynił w Radomiu, narażając własne życie i przyszłość. Mówił o tym w czasie sesji 9 kwietnia Min. Pan Jacek Sasin. No cóż, ale Państwo postanowiliście zagłuszyć własne sumienia, wychodząc z sesji!
Przyznaję jednak, że powinniśmy w uzasadnieniu wniosku napisać wprost o tym, jak bardzo ważny dla Lecha Kaczyńskiego od 1976r. był Radom. Sądziłem, jednak, że Pan i Pana formacja potraficie wznieść się przynajmniej na milczenie, a nie ostentacyjne zacieranie historii i zasług Lecha Kaczyńskiego dla Radomia. Przypomnę też, że w czasie sesji 9 kwietnia, cała Rada potrafiła uczcić w sposób bardzo uroczysty i doniosły wszystkie ofiary tragedii narodowej pod Smoleńskiem. Państwo, nie potrafiliście uczcić w sposób godny „Pierwszego Obywatela RP – Głowy Państwa”, który zginął pod Smoleńskiem, reprezentując wszystkich Polaków w drodze na obchody 70. Rocznicy Zbrodni Katyńskiej.
Dziś m.in. przy pomocy Pana sprawnego dziennikarskiego pióra stara się Pan podnosić zasługi J. Grzecznarowskiego dla Radomia, ubolewając nad odesłaniem wniosku o nadanie Honorowego Obywatelstwa Radomia do Komisji Kultury. Mam nadzieję, że będziemy w trakcie jej obrad mogli również przedyskutować, skrzętnie skrywane przez Państwa wątki z życiorysu J. Grzecznaowskiego, któremu w żaden sposób nie ujmuje to pewnych zasług dla przedwojennego Radomia. Chcę wierzyć, że zwolennicy J.Grzecznarowskiego, nie wstydzą się tej części jego życiorysu.
Nie wstydzą się zapewne, że był orędownikiem i uczestnikiem rewolucji bolszewickiej (brał udział w walkach w Moskwie) 1917r., za co w 1967r. został przez Radę Najwyższą Związku Sowieckiego odznaczony Orderem Czerwonego Sztandaru (pierwszy order Związku Sowieckiego, drugi co do rangi po orderze „Rewolucji Październikowej”, nadawany do 1980r.). Order ten, jak zapewne Panu wiadomo, nadawano osobom wojskowym i innym obywatelom za „wyjątkowe poświęcenie, męstwo i odwagę na polu walki”, m.in. za udział w rewolucji bolszewickiej, utrwalanie „systemu komunistycznego” i udział w II wojnie światowej. Wśród osób odznaczonych nim znaleźli się m.in.: Siemion Budionny – odznaczony nim sześciokrotnie (krwawo mordujący Orlęta Lwowskie; jego armia konna słynęła z ogromnego okrucieństwa, mordując ludność cywilną i urządzając pogromy Żydów na wschodnich kresach Polski), Konstanty Rokossowski (minister obrony narodowej PRL 1949–1956, wiceminister obrony narodowej ZSRR 1958–1962, deputowany do Rady Najwyższej ZSRR), Michał Tuchaczewski (dowodził w „Bitwie Warszawskiej”, także podczas drugiej walnej bitwy wojny polsko-bolszewickiej – bitwy nad Niemnem; po zawarciu pokoju z Polską w marcu 1921 roku dowodził wojskami pacyfikującymi powstanie w Kronsztadzie, a następnie w okresie kwiecień – maj 1921 roku wojskami tłumiącymi z użyciem gazów bojowych antybolszewickie powstania chłopskie Antonowa na Powołżu). Wśród Polaków order „Czerwonego Sztandaru”; otrzymali m.in. Kazimierz Moczar, Karol Świerczewsk