radomianin79
15.08.12, 11:11
Czytaj tutaj: wiadomosci.onet.pl/kiosk/kraj/siedlisko,1,5203385,kiosk-wiadomosc.html
Mieszkancy harują na swoje kredyty. Niestety, z tego zapracowania wielu mieszkańców apartamentowca o istnieniu jego knajpki dowiedziało się dopiero po jakimś roku. – Zbyt późno przyjeżdżali i zbyt wcześnie wyjeżdżali do pracy, żeby mogli zauważyć moją obecność – tłumaczy Kwiecień. Gdy otwierał lokal, do głowy mu nie przyszło, że będzie aż tak źle. – Właściwie utrzymuję się z podnajmowania restauracji na potrzeby filmu, jednak w przyszłym tygodniu zwijam się na urlop, bo prąd kosztuje mnie więcej, niż zarabiam – twierdzi.
Jeśli jednak jakieś oznaki kryzysu w Miasteczku Wilanów widać, to dość specyficzne. Niektórzy stali klienci mówią Kwietniowi wprost: "Sorry, to nic osobistego, ale jesteśmy tutaj ostatni raz, bo frank znów skoczył". – Średnio muszą płacić trzy tysiące kredytu za mieszkanie miesięcznie – oblicza restaurator. – Więc wcale im się nie dziwię, że są sfrustrowani. Najgorsi są ci, którzy od progu pytają, jaki rabat mogą dostać na klopsiki z indyka.
----
Zmiana obyczajów: ,,dzieci w Wilanowie rodzą się głównie w związkach partnerskich. Jak wynika z Narodowego Spisu Powszechnego, małżeństw z dziećmi w 20-tysięcznym Wilanowie w ubiegłym roku było zaledwie dwa tysiące"
Zmianę obyczajów widać również wewnątrz bodaj najsłynniejszej wilanowskiej budowli: wielkiej, betonowej, wciąż niewykończonej Świątyni Opatrzności Bożej, nazywanej przez mieszkańców gigantyczną wyciskarką do cytryn. W zeszłym roku ślub wzięły w niej tylko dwie pary. – Ślubów wiernych z naszej parafii było w sumie 70, ale najczęściej odbywały się w innych parafiach – oblicza wikary, ksiądz Mariusz Żołądkowicz. Parafianie żartują, że wierni wolą brać ślub w baroku niż w baraku.
Również ceremonie pogrzebowe zdarzają się niezwykle rzadko. W zeszłym roku było zaledwie pięć. W niedzielę zjawia się w kościele około ośmiuset mieszkańców. W dzień powszedni na mszę o godz. 18 schodzą się babcie. Czasem kilka, czasem kilkanaście. Przychodzą z wnuczkami, bo rodzice zjeżdżają po pracy dopiero wieczorem.
-----
Siła lemingów - Swą siłę polityczną wilanowskie lemingi pokazały w 2007 r., w czasie wyborów parlamentarnych. W ostatnich wyborach, jesienią 2011 r., Miasteczko Wilanów też gremialnie poparło PO. W jednej z tamtejszych komisji padł nawet warszawski rekord: na partię Donalda Tuska oddało głosy aż 69,9 proc. mieszkańców. I drugi rekord: w głosowaniu wzięło udział 60 procent mieszkańców, tymczasem na Targówku zaledwie 40..
--------
Arogancja i snobizm - Do Matysa niedawno dotarło, że mieszkańcy Wilanowa mają własne kompleksy, o których nie mają pojęcia ci, którzy im zazdroszczą. Pewnego dnia zwrócił sprzedawczyni uwagę, że 20 zł za kilogram czereśni, kiedy na mieście kosztują 12 zł, to duża przesada. Zrozumiał, że popełnił straszliwe faux pas, gdy zobaczył reakcję klientki szukającej czegoś na półce. – Odwróciła się w moją stronę i dała mi do zrozumienia, że jestem parweniuszem, który trafił tu przypadkiem. "Nieco dalej, w Konstancinie, są po 25 złotych. Poproszę kilogram" – powiedziała. W głosie czuć było nadzieję, że już niedługo wyprowadzi się stąd w jeszcze lepsze miejsce i będzie kupować te droższe czereśnie.