Gość: wa_sa
IP: *.tkdami.net / *.tkdami.net
15.11.05, 21:45
Anna Walentynowicz vs. Lech Walesa
LIST OTWARTY
DO PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO
Dziękujemy Parlamentowi Europejskiemu za hojną dotację na obchody 25
rocznicy "Solidarności" w sierpniu i wrześniu 2005 roku. Jesteśmy przekonani,
że dotację w najlepszej wierze parlamentarzyści przyznali
pierwszej "Solidarności", nie orientując się, że organizacji tej już dawno
nie ma,
a obchody zorganizuje druga "Solidarność", utrwalając fundamentalne kłamstwo
dotyczące transformacji ustroju
w Polsce.
Historia "Solidarności" nie została do tej pory gruntownie zbadana i nawet
w Polsce nie jest znana szerszej opinii publicznej. Nie poznano i nie
wyjaśniono sposobów zwalczania demokracji w Związku, szykanowania,
korumpowania i przymuszania do emigracji ludzi, którzy "Solidarności"
bronili. Świadomie lub nieświadomie w grę służb specjalnych dały się wciągnąć
również instytucje zachodnich demokracji. "Solidarność", oddolna
samoorganizacja niemal całego społeczeństwa, była równie niebezpieczna dla
systemu komunistycznego, jak i dla tej opcji politycznej zachodnich
demokracji, która interesy świata finansów i wąsko rozumianej ekonomii stawia
ponad potrzebami ludzi. "Solidarność" kontynuowała najlepsze europejskie
tradycje
i wartości. Była ruchem masowym, odpornym na skrajności
i doktrynalne ideologie. Nie rezygnując z zasad znalazła własne metody
skutecznej realizacji praktycznych celów. Historia "Solidarności" jest ważnym
elementem historii Europy.
Instytut Pamięci Narodowej (IPN), wobec ogromu białych plam w historii II
wojny światowej i PRL, nie znajduje dość sił i środków na zbadanie
historii "Solidarności", stanu wojennego i przełomu politycznego w roku 1989.
Czas ucieka, pamięć się zaciera, świadkowie umierają. Proponujemy dotację
przeznaczyć na rzetelne badania naukowe i prezentację ich wyników.
Spektakularne obchody rocznicowe odłóżmy do czasu, kiedy będzie wiadomo czym
była pierwsza "Solidarność", jak
i dlaczego została zniszczona.
Historii nie da się zmienić, krzywd nie można wyrównać, ale prawda
historyczna należy się wszystkim. Polacy 50 lat czekali na prawdę o układzie
Ribbentrop - Mołotow, zbrodni katyńskiej i Powstaniu Warszawskim. Przeszkodą
była umowa
w Jałcie i strach zachodnich społeczeństw przed ZSRR, ale przeszkody te już
nie istnieją. Jakie układy, jakie lęki bronią kłamstw okresu pierestrojki?
Czy na prawdę historyczną o "Solidarności" będziemy znowu musieli czekać 50
lat?
Bronimy honoru i dobrego imienia ludzi, którzy pozostali wierni
pierwszej "Solidarności". Nie ponosimy odpowiedzialności za błędy
organizacji, która pod tą samą nazwą działała od 1989 roku i nie przypisujemy
sobie jej zasług. Jeśli Parlament Europejski chce uhonorować
drugą "Solidarność", to w 2005 roku przypada 16 rocznica jej powstania i tak
powinien być skorygowany wniosek
o dofinansowanie obchodów.
UZASADNIENIE
Niezależny Samorządny Związek Zawodowy (NSZZ) powstał
w wyniku realizacji pierwszego punktu porozumienia Międzyzakładowego Komitetu
Strajkowego (MKS) z Komisją Rządową w Gdańsku, 31 sierpnia 1980 roku. MKS
przekształcił się w Międzyzakładowy Komitet Założycielski (MKZ).
17 września delegaci regionów z całej Polski powołali ogólnopolski związek
zawodowy o nazwie NSZZ Solidarność. Władzą Związku ustanowiono Krajową
Komisję Porozumiewawczą (KKP). Wybrano organ wykonawczy uchwał KKP -
Prezydium, Przewodniczącego i dwóch Wiceprzewodniczących (Lech Wałęsa,
Andrzej Gwiazda i Ryszard Kalinowski). Do ważności dokumentu niezbędne były
podpisy co najmniej dwóch spośród trzech wymienionych wyżej osób. Ta
struktura władz związku,
w intencji delegatów, miała zapewnić demokratyczny sposób
kierowania "Solidarnością". KKP przygotowała statut "Solidarności" do
rejestracji. W opracowaniu i uzgodnieniu statutu uczestniczył cały Związek.
10 listopada pod groźbą strajku generalnego statut "Solidarności" został
zarejestrowany. Dla członków była to pierwsza demokratyczna
konstytucja. "Solidarność" liczyła 9 190 000 członków.
I Zjazd "Solidarności" odbył się w dwóch turach, między
5 września a 7 października 1981 r. Po Zjeździe rolę KKP przejęła Komisja
Krajowa (KK). 13 grudnia 1981 r. generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny,
ponieważ zniszczenie demokracji w "Solidarności" okazało się niemożliwe.
Po stanie wojennym, kiedy powstała możliwość jawnego
działania "Solidarności", 26 członków KK wystąpiło do przewodniczącego KK z
formalnym wnioskiem zwołania zebrania. Przewodniczący KK, Lech Wałęsa
(w "Solidarności" nie było nigdy stanowiska przewodniczącego Związku) odmówił
wykonania statutowego obowiązku, a sygnatariuszom wniosku wydał absurdalny
zakaz działalności. "Solidarność" nie przygotowała stanowiska do rozmów z
władzami. Przy okrągłym stole po tzw. "solidarnościowej stronie" zasiedli
ludzie wyznaczeni przez Wałęsę, w większości wywodzący się z elit PRL głęboko
uwikłanych w system. Na stu członków KK przy okrągłym stole znalazło się
tylko czterech. Po obu "stronach" było wielu tajnych współpracowników Służby
Bezpieczeństwa, co do tej pory jest główną przyczyną polskich kłopotów z
lustracją i korupcją.
Już w styczniu 1989 roku Wałęsa zapowiedział powołanie "nowej
Solidarności". Pierwszemu publicznemu oświadczeniu nadano doskonałą pod
względem socjotechnicznym formę. Zorganizowano telewizyjną "debatę" między
Wałęsą
a Miodowiczem, przewodniczącym związków zawodowych powołanych w stanie
wojennym. Pozwoliło to Wałęsie złożyć publiczne deklaracje -
nowa "Solidarność" będzie zupełnie inna niż ta z 80 roku, wejdą do niej
zupełnie nowi ludzie, "będziemy pracować za miskę zupy". Telewidzowie skupili
uwagę na tym, kto "lepiej wypadnie" i ważne polityczne deklaracje przyjęli
bez refleksji nad ich sensem
i konsekwencjami. 17 kwietnia w wyniku umowy okrągłego stołu sąd
zarejestrował nową "Solidarność".
Pierwszą i drugą "Solidarność" łączyła tylko nazwa:
Zarejestrowano zmieniony statut (zmiany dotyczyły paragrafów - 5, 11, 19,
23, 24, 33 i 34). Zmiany statutu zostały zatajone przed członkami. Do dzisiaj
nie wiadomo, kto tych zmian dokonał. Wałęsa ogłosił, że w czasie stanu
wojennego wygasły mandaty członków KK, jak i wszystkich innych władz Związku,
z wyjątkiem mandatu przewodniczącego KK. Administracja przyznawała status
legalności (np. lokal na działalność) tylko strukturom organizowanym przez
ludzi wyznaczonych przez Wałęsę. Kto nie godził się z brakiem demokracji,
miał tylko jedno wyjście - mógł się do Związku nie zapisać. Według różnych
szacunków do drugiej "Solidarności" zapisało się od jednej czwartej do jednej
trzeciej członków pierwszej. Na Zjazd nie zaproszono członków Komisji
Krajowej i Komisji Rewizyjnej (paragraf
18 statutu - "Do kompetencji Zjazdu należy rozpatrywanie sprawozdań Komisji
Krajowej i Komisji Rewizyjnej").
Nie podjęto żadnej próby legalizacji samowolnych działań Wałęsy dla
zachowania choćby formalnej ciągłości z pierwszą "Solidarnością". Mimo to I
Zjazd nowej organizacji nazwano II Zjazdem "Solidarności". Popularność
Wałęsy, poparcie jakiego udzieliły mu władze PRL, Kościół i demokratyczny
Zachód pozwoliły mu złamać statut i podeptać demokrację. "Solidarność"
przestała istnieć, nawet nie została zgodnie ze statutem rozwiązana.
Początkowo wielu członków "Solidarności" nie zorientowało się w tej
manipulacji. Jednak bardzo szybko okazało się, że nowa "Solidarność" nie jest
kontynuacją pierwszej nie tylko pod względem formalnym. Najważniejszy punkt
statutu, paragraf 4 - "Związek jest niezależny od administracji państwowej i
organizacji politycznych" - zgodny z pierwszym postulatem strajkujących załóg
w sierpniu 1980 roku, został jawnie pogwałcony tak co do litery, jak
i ducha tej zasady. Ludzie pracy w Polsce w trudnym okresie transformacji
ustroju zostali p