ascanio
16.07.07, 12:09
Miasto zleciło wykonanie analizy, która miała pokazać, czy opłaci się powrót
tramwajów do Olsztyna. Szacunki wskazują, że taka inwestycja kosztowałaby
blisko pół miliarda złotych, a większość mieszkańców deklaruje, że wsiądzie do
tramwaju.
W opracowaniu wynajęta firma porównała trzy środki transportu: tramwaj,
trolejbus i autobus. Według wstępnych informacji budowa torowiska i zakup ok.
15 tramwajów będą kosztować 409 mln zł. Trolejbusy kosztowałyby 321 mln, a
autobusy 233 mln zł. - Jednak po 25 latach i wydatkach na eksploatację wydatki
będą już bardzo zbliżone - mówi wiceprezydent Piotr Grzymowicz.
Przeprowadzona na potrzeby opracowania ankieta mówi o tym, że 60 proc.
olsztyniaków jest gotowych zrezygnować z autobusów i samochodów na rzecz
tramwajów. - Wygląda to bardzo optymistycznie, inna sprawa, czy te deklaracje
sprawdziłyby się, gdyby naprawdę przyszło decydować, czym dojechać do pracy
lub szkoły - mówi Grzymowicz.
Na razie opracowanie krakowskiej firmy IMS pokazuje kilka alternatywnych
możliwości przebiegu torowisk. Na początku liczyłyby ok. 10 km. Jeździłoby po
nich 15 tramwajów. Firma proponuje połączenie Jarot i Nagórek z centrum miasta
i dworcem kolejowym. Tramwaj miałby jechać głównie poza ruchem ulicznym. Tym
samym przejazd z Jarot trwałby ok. 10 min. Autorzy analizy przewidują, że w
niedalekiej przyszłości autobusy mogą tam jechać nawet 40 min.
Nowa trasa ma przebiegać m.in. terenem dzisiejszych ogródków działkowych
między ul. Tuwima i ul. Obrońców Tobruku, nad rzeką Łyną, ul. Pieniężnego i 1
Maja. Potem ul. Partyzantów tramwaje mają docierać do dworca PKP.
Założenia przyjęte przez IMS podobają się Marcinowi Szwarcowi z Klubu
Miłośników Komunikacji Miejskiej w Olsztynie. - Przyjęte rozwiązanie w dużej
części pokrywa się z naszymi przemyśleniami. Jeśli tramwaj ma mieć sens, to
musi wjeżdżać do centrum - uważa.
Szwarc ma nadzieję, że miasto i mieszkańcy dadzą się przekonać do tramwajów. -
To niepowtarzalna szansa, by mieć w Olsztynie perspektywiczny środek
transportu. Nie wolno jej zaprzepaścić - uważa Szwarc.
Dokładnej analizy ekonomicznej ciągle jednak brakuje i dopiero studium
wykonalności, które poprzedzi inwestycję, odpowie, czy projekt jest wykonalny
i racjonalny finansowo.
(źródło: Gazeta Wyborcza, Olsztyn 16 lipca 2007)