pikalex
27.07.07, 11:01
Czy rzeczywiście medykom jest tak źle, jak sugerują związki? Czy jest szansa
na zakończenie strajku? "Super Express" rozmawia z prof. Marianem Zembalą (57
l.), światowej sławy kardiochirurgiem i transplantologiem.
- Czy lekarz ma prawo do strajku?
- Tak, ale nie może przestać przyjmować Bogu ducha winnych pacjentów.
Tymczasem ten strajk przypomina machanie siekierą na oślep. Chory może
niechcący oberwać.
- A co z przyjmowaniem tylko pacjentów, których życie jest zagrożone?
- Bardzo trudno określić, czy za kilka godzin ten sam chory nie będzie
umierał. Tak naprawdę, to wielu protestujących nie ma pomysłu na poprawę
służby zdrowia. Taki pusty lament uwłacza temu zawodowi. Niepubliczne szpitale
prawie nie protestują, strajkują tylko państwowe. O co więc chodzi? O biznes.
Skoro strajkujący mówią, że pacjent jest dla nich najważniejszy, to proszę nie
bierzcie od niego pieniędzy w prywatnym gabinecie. A tu nagle okazuje się, że
w czasie strajku niektóre prywatne gabinety są otwarte od rana. Część lekarzy
będzie się pewnie tłumaczyć, że za mało zarabiają w szpitalu. Gdyby lekarz był
na indywidualnym kontrakcie, to jego pensja by wzrosła. Niestety wielu medyków
jest na zwykłym etacie. A ten nie gwarantuje odpowiedniego wynagrodzenia i
stąd pęd do dorabiania np. w prywatnych gabinetach.
- Tymczasem lekarze chcą zaostrzać strajk...
- Myślę, że zanim ktoś do reszty się zacietrzewi, powinien wysłuchać
autorytetów. Kościół mówi, że taki strajk jest niemoralny, ekonomiści
przekonują, że protest się nie opłaca, a najwięksi medycy, jak prof. Andrzej
Szczeklik, Franciszek Kokot i Zbigniew Religa apelują: strajk jest nieetyczny.
- Protestujący mówią: przysięga Hipokratesa nie wspomina o pracy za darmo...
- Ale lekarz też czasem powinien pracować za darmo! Taka była misja w Kosowie
lub pomoc powodzianom. Nie rozumiem dr. Bukiela (szef strajkujących lekarzy -
przyp. red.), który chce, by każdy, kto zrobi specjalizację zarabiał 7,5 tys.
zł brutto. A z jakiej racji, pytam? Nie podoba mi się taka urawniłowka. W moim
szpitalu 115 osób jest na kontraktach i nikt na pensje nie narzeka. Lekarze
zarabiają nawet po 8 tys. zł. Ale jest jedno kryterium: muszą być dobrzy.
- Co ze szpitalami, które strajk doprowadził do bankructwa?
- Nie wyobrażam sobie, by padło np. Centrum Zdrowia Dziecka w Łodzi. Tam jest
jedna z najlepszych w Polsce kardiologii i kardiochirurgii dziecięcej.
Natomiast trzeba ten szpital gruntownie przekształcić. Lekarze powinni przejść
na kontrakty, ale nie każdy strajkujący musi być z powrotem zatrudniony.
- Lekarze wyklną pana za te słowa.
- Moje sumienie jest w porządku! Dostaję pisma, w których jestem proszony o
wyciągnięcie konsekwencji wobec łamistrajków. To jakiś obłęd. Dr. Bukielowi
przeszkadza nawet działanie Naczelnej Izby Lekarskiej. Ten człowiek ma własne
teorie na wszystko. Ma wrażenie, że jest nieomylny. Efekt jest taki, że
lekarze, którzy dobrze zarabiają, wolą się nie wychylać. Niektórzy boją się
źle wypaść przed związkiem zawodowym lekarzy.
- Ma pan pomysł na zakończenie strajku?
- Szpital, który przez dwa miesiące nie zarabia i przynosi same straty przez
strajk, powinien zostać gruntownie przekształcony. Nowa instytucja nie powinna
już zatrudniać ludzi, którzy chcą strajkować. A lekarze, którzy chcą jechać do
pracy za granicę? Droga wolna! Wielu z nich dostanie tam solidnie w kość. Może
wtedy w Polsce skończy się sytuacja, w której niektóre państwowe szpitale od
13.00 świecą pustkami, bo lekarze poszli dorabiać do prywatnych gabinetów.
Uczeń i przyjaciel prof. Religi
Prof. Marian Zembala jest jest jednym z najlepszych kardiochirurgów i
transplantologów na świecie. Najpierw był uczniem, a potem współpracownikiem
prof. Zbigniewa Religi. Od 1999 r. szefuje Śląskiemu Centrum Chorób Serca w
Zabrzu. W 2001 r. dokonał pierwszego udanego przeszczepu płuc i serca, a w
2005 r. - pierwszego przeszczepu obu płuc.