rotearmee
02.03.08, 11:29
Ceny będą szybowały w górę
(Gazeta Finansowa/29.02.2008, godz. 11:51)
Rośnie spirala obaw inflacyjnych. Coraz wyraźniej widać, że podwyżki
stóp procentowych niewiele tu pomogą. Nie jest to spowodowane
jedynie czynnikami wewnętrznymi, ale ma też swoje uwarunkowania
zewnętrzne.
R E K L A M A czytaj dalej
Ostatnie dni przyniosły rekordowe notowania cen ropy – 101,102 USD
za baryłkę. Te podwyżki rzutują również na wysokość inflacji w
Polsce. U nas przede wszystkim lawinowo drożeje energia, gaz i te
podwyżki na pewno odczujemy, bo sięgną one 20–30 proc. I pociągną za
sobą kolejną falę podwyżek od nawozów sztucznych, aż po środki
transportu, a co za tym idzie zdrożeje także chleb i inne produkty
żywnościowe.
Benzyna, gaz, nawozy i żywność
Wraz z podwyżkami gazu ceny nawozów sztucznych, istotne dla
produkcji rolnej, wzrosną najprawdopodobniej o 10 proc. Bardzo
szybko poczują to konsumenci w podwyżkach produktów spożywczych, a
ceny te już i tak rosną z powodów klimatycznych i nieurodzajów. Cena
benzyny osiągnie na koniec roku zapewne poziom 5 zł. To spowoduje
skokowy wzrost środków transportu, które już pod koniec 2007 r.
zdrożały o ok. 10 proc. My konsumenci będziemy musieli borykać się z
takimi podwyżkami, jak wzrost cen kursów na prawo jazdy, herbaty,
która ma być najdroższa od lat, wzrost cen detalicznych
zapowiedziany jest na 10-15 proc. Mamy też już wzrost podwyżki
minimalnej ceny na papierosy. W górę szybują ceny gazu, a należy
pamiętać, że w stosunku do płac w Polsce jego cena jest jedną z
wyższych w Europie, a po podwyżkach 30-proc. byłaby wyższa niż w
Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii.
Inflacja – zjawisko globalne
Pocieszające jest jedynie to, że inflacja jest dziś problemem
ogólnoświatowym nie tylko naszym, polskim. W Niemczech to 2,7 proc.,
Stany Zjednoczone 4,3 proc., Brazylia 4,6 proc., Rosja – drastyczny
poziom – 12,6 proc., Chiny 7,1 proc., nawet Japonia, gdzie mieliśmy
do czynienia z deflacją z poziomu minus 0,2 proc., wzrosła w 2008 r.
do poziomu 0,7 proc., to jak na Japonię bardzo wysoki wzrost.
Drogie surowce
Drożeją też ceny surowców na świecie. Szacuje się ten wzrost na
poziomie ok. 10 proc. Rosną ceny złota, platyny, ceny stali. Rosną
ceny pszenicy, cukru, kawy. Ta hossa trwa już od 2001 r. i wygląda
na to, że szybko się nie skończy. W więszej mierze powodem tych
wzrostów są czynniki spekulacyjne, niż fundamentalne. Wystarczy
spojrzeć na naszą gospodarkę: czynniki fundamentalne są całkiem
obiecujące. W Polsce do sporego zamieszania przyczyniła się też
paniczna ucieczka inwestorów z giełdy. Mówi się, że wycofano w tym
czasie od 20–40 mld zł środków.
Złe szacunki
Inflacja w Polsce w stosunku do ubiegłego roku, kiedy to wynosiła
1,6 proc. wzrosła dziś do poziomu 4,3 proc. Można założyć, że
inflacja osiągnie poziom 5, a nawet 6 proc. Wtedy okaże się, że RPP
znowu nie trafiła w cel inflacyjny, przestrzeliła swoje oczekiwania
o 100 czy 200 proc. Natomiast szacunki wiceministra Stanisława
Gomułki to inflacja na poziomie 3,5 proc.
Kolejne wydatki – emerytury
W tym roku czeka nas też waloryzacja rent i emerytur o 6,5 proc., to
nowy wydatek. Tymczasem związki zawodowe domagają się 9 proc.
waloryzacji. Każdy punkt procentowy w waloryzacji to miliard
złotych, które będzie musiało wyłożyć państwo. Rośnie też presja
płacowa, której trzeba będzie sprostać. Być może byłoby nam łatwiej,
gdybyśmy mieli większą możliwość wykorzystania unijnych środków
pomocowych. Te jednak się opóźniają, na sytuację narzekają
przedsiębiorcy, że dostępność tych środków do połowy roku będzie
praktycznie żadna.
Inflacja zje pensje
Nowy rząd stoi zatem przed bardzo poważnymi wyzwaniami. Interwencji
i podjęcia decyzji wymaga dziś już nie tylko służba zdrowia, oświata
czy wypłaty emerytur z II filara, ale również kwestie związane z
polityką pieniężną, kursową i płacową czy wreszcie z rosnącymi
kosztami utrzymania. Tych problemów nie rozwiążą zapowiedzi
wprowadzenia podatku liniowego, to raczej pogłębi tylko kłopoty
budżetowe. Będzie też niewątpliwie niekorzystny dla najbiedniejszych
obywateli, którzy dziś realnie płacą ok. 14-proc. stopę podatkową, a
mowa jest o 19 proc. podatku. Dla nich będzie to podwyżka, a nie
obniżka. W kolejnych 100 dniach rządzenia oczekiwać należy
odpowiedzi od rządu, w jakim kierunku Polska powinna się rozwijać.
Jak zmierza się on z tym poważnym wyzwaniem, kiedy Polacy jesienią
policzą sobie jak bardzo wzrosły koszty utrzymania.
Janusz Szewczak