best_seler
28.08.03, 19:01
Zupełnie niedawno, wydaje się, że wczoraj, cieszyliśmy się z początku
wakacji. Myśleliśmy, jak będzie fajnie bez szkoły (pracy) przez dwa miesiące
(bez pracy krócej). Żyliśmy, trudno to nazwać marzeniami, żyliśmy myśląc o
wypoczynku poza miastem. Dziś żyjemy tym samym, ale już w czasie przeszłym.
Możemy poswpominać wakacyjne chwile, koniec roku szkolnego, zabawy, wyjazdy,
laba, luz. Teraz wszędzie, pośrednio lub bez przypomina nam o końcu wakacji.
Powoli zwiększające się kolejki w księgarniach, powrót zwykłych rozkładów
jazdy, wypadki w czasie największego ruchu - powrotów z wakacji, pogoda,
koncert z okazji pożegnanaia lata, sotatnie wydanie wakacyjnej listy
przebojów na Rekordzie. No i najważeniejsze- nastrój, już nie tak wesoły,
radosny, lecz taki, może jeszce nie przygnębiajaćy, ale już nie ten sam, co
chiciażby jeszcze miesiąc temu. W Radomiu niezbyt wyczuwalny, bo Radom to
bardzo smutne miasto. Można dojśc do wniosku, że radomianie nie potrafią/nie
chcą się bawić. Doskonale widoczne to było podczas Dni Radomia, kiedy to na
koncerty Makowieckiego, Myslovitza, czy De Mono przyszło mniej ludzi, niż
przcyhodzi na koncerty płaten w innych miastach. Może już przyzyczaliliśmy
się do nicniedziania się w Radomiu i imprezy nie są nam potrzebne? A może
nie chcemy, żeby były potrzebne? Radom umiera, nie tylko przemysłowo,
gospodarczo, ale i kulturalnie, bo radomian nie obchodzi nawet darmowa
rozrywka.