pokopacz
06.11.08, 09:55
Skandal w muzeum
Tomasz Nieśpiał 06-11-2008
- Gnidy, pindy, wywłoki – tak o pracownikach mówią władze Muzeum
Instrumentów Ludowych w Szydłowcu, placówki podległej mazowieckiemu
marszałkowi
Byłyśmy wielokrotnie poniżane i wyśmiewane – mówią pracowniczki
Muzeum Instrumentów Ludowych w Szydłowcu
+zobacz więcej– Zrobili z muzeum własny folwark. Przyjmowali do
pracy członków rodziny, a niewygodnych dla siebie pracowników
izolowali – mówi o kierownictwie muzeum Dorota Karpeta, przewodnik z
14-letnim stażem pracy.
Dyrektorem placówki sześć lat temu został działacz PSL Stefan
Rosiński. Potem stanowisko kadrowej objęła Jadwiga Podsiadły, która
dziś pełni obowiązki dyrektora. Wówczas rozpoczął się konflikt
między grupą przewodników a administracją muzeum.
Karpeta opowiada, jak w muzeum zatrudniono córkę Podsiadły – Annę
Buczek (księgowa), i jej kuzyna (kierowca).
– Byłyśmy wielokrotnie poniżane i ośmieszane. Nowo zatrudniane osoby
i stażyści byli instruowani, jak należy nas lekceważyć i ignorować –
dodaje Katarzyna Wełpa, kustosz muzeum.
Karpeta twierdzi też, że Rosiński próbował ją molestować seksualnie.
Kiedy mu o tym przypomniała podczas spotkania w gronie pracowników,
Rosiński uciął rozmowę. Na nagraniu, do którego dotarła „Rz”,
słychać, jak skomentował sprawę, gdy Karpeta wyszła: „Powiedziałem,
że ona jest elegancka, seksowna, to ona powie, że ja ją mobbinguję.
Jak ja bym ją namawiał, to wie pani, to ona by z chęcią poszła do
łóżka.(...) Ona jest prosta baba uparta. Ona by do łóżka poszła z
każdym facetem”. Na nagraniach pojawiają się też obelgi pod adresem
pracownic: pindy, gnidy, wywłoki.
Część zarzutów potwierdziła Państwowa Inspekcja Pracy, która
nałożyła na muzeum mandat. – Potem ataki się nasiliły – mówi
Karpeta.
Rosiński na spotkaniu z pracownikami twierdził, że wie, kto
zawiadomił PIP, i zagroził zwolnieniem. Zapewniał, że ma na to zgodę
marszałka Adama Struzika. „Jeszcze jedna skarga i będziemy dla
spokoju społecznego w muzeum musieli się pożegnać, mam do tego
prawo. Marszałek mi powiedział: »Dyrektorze trzeba przeciąć i
uspokoić atmosferę, i musi pan to zrobić«” – mówi pracownikom na
nagraniu.
Muzealnicy spotkali się z marszałkiem Struzikiem (PSL). –
Stwierdził, że sytuacja jest mu dobrze znana. I to wszystko – mówi
Karpeta.
„S” złożyła do prokuratury zawiadomienie w sprawie naruszenia praw
pracowniczych, łamania praw związkowych i stosowania mobbingu. Kilka
tygodni temu zostało umorzone z powodu braku znamion przestępstwa.
Związkowcy zapowiadają pozew do sądu pracy.
– Nigdzie nie mamy takich problemów jak tam – mówi „Rz” Teresa Tracz
z międzyzakładowej komisji NSZZ „S”.
– To są wyssane z palca pomówienia – komentuje zarzuty Rosiński,
który w ubiegłym roku przeszedł na emeryturę i obecnie pracuje w
Mazowieckim Centrum Sztuki Współczesnej Elektrownia w Radomiu.
Jadwiga Podsiadły nie chciała rozmawiać z „Rz”.
– Nie jesteśmy w stanie rozwiązać tego konfliktu. Jeśli w muzeum
faktycznie dochodzi do mobbingu, osoby poszkodowane mają prawo
dochodzić sprawiedliwości na drodze sądowej. Urząd nie ma
kompetencji do rozstrzygania tego typu spraw – mówi Halina
Maliszewska z biura prasowego urzędu marszałkowskiego w Warszawie.
Specjalizująca się w prawie pracy prof. Teresa Liszcz z Trybunału
Konstytucyjnego uważa, że marszałek może zarządzić kontrolę, by
wyjaśnić sprawę: – Ma też prawo odwołać dyrektora w przypadku
ewidentnego potwierdzenia zarzutów.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: t.niespial@rp.pl
Źróło: Rzeczpospolita,
www.rp.pl/artykul/17,215396_Skandal_w_muzeum_.html