Gość: repre$
IP: *.19.165.34.osk.enformatic.pl
24.11.12, 12:23
Rudolf nie tylko nie potrafił rozwiązać konfliktu, ale wręcz go "eskalował", opowiadając się po jednej stronie.
Rozumiem, że, według związku zawodowego, umiejętność rozwiązywania konfliktów na linii przełożony-podwładny przez wyższego przełożonego polega opowiedzeniu się po obu stronach.
Nawet wtedy, gdy to przełożony ma rację?
Jeśli mobbing (wolałbym słowo "szykana", ale jest jak jest) ma polegać na nazywaniu gniota "gniotem", to rzeczywiście dziennikarze mogą się czuć mobbingowani.
Sytuacja jest zabawna: jeden związek twierdzi, że jest mobbing, a drugie, że go nie ma. Tylko z tego faktu wyciągnąłbym wniosek, że idzie tu raczej (o ile to prawda) o dyskryminację na tle przynależności związkowej niż o mobbing.
Mobbing oznacza prześladowanie podwładnego lub współpracownika w miejscu pracy. Zazwyczaj ma na celu lub skutkuje: poniżeniem, ośmieszeniem, zaniżeniem samooceny lub wyeliminowaniem albo odizolowaniem pracownika od współpracowników.
Trudno pod mobbing podciągnąć działania skierowane przeciwko połowie dziennikarzy.