gwiazda_podkarpacia
12.01.06, 11:45
kilka tygodni temu istniał na tym forum wątek, w który toczyła się dyskusja
na temat tego czy zamykać hipermarkety w niedzielę czy nie. sprowokował mnie
on do zastanowienia się nad tym problemem. po burzliwych rozważaniach doszłam
do dwóch wniosków:
1. w sumie jest mi wszystko jedno czy będa otwarte czy nie, bo i tak nie jest
mi po drodze w niedzielę do tego typu placówek, a poza tym, ani ja, ani nikt
z moich znajomych tam nie pracuje i nie "cierpi" z tego powodu;
2. w w/w wątku pojawiło się kilka postów, w których ludzie stwierdzali,
że "odgórny nakaz" zamykania w niedzielę ich ulubionych sklepów jest powrotem
do PRL-u, ograniczaniem swobód obywatelskich itp itd.
Moje pytanie brzmi: skąd wzięło się to porównanie?? Moze jestem za młoda, by
to zrozumieć - tak, to chyba to, ale motyw przeze mnie opisany nie jest
jedynym, z jakim mam do czynienia. Często słyszę od szefów różnych firm, że
nie mogą zamknąć swojego biura czy sklepu nawet na jeden dzień, czy choćby na
chwilę, bo klienci, którzy w danym momencie zechcąc skorzystać z ich usług, a
zostanie im ta możliwość odebrana, od razu skojarzą to z haniebną
przeszłością. W ich firmach nie może być kolejek, ludzie nie mogą czekać,
muszą być kulturalnie, profesjonalnie i szybko obsługiwani, bo...i tu zawsze
pada ten sam argument: "bo pomyślą, że nie mamy do nich szacunku, tak jak w
dawnych czasach to było". Pracownicy mają obowiązek utożsamiania się z własną
firmą i jej sukcesem, bo jeżeli nie będą dysponować tego rodzaju myśleniem,
posądzeni zostaną o "komunistyczne podejście do pracy".
dlaczego w ludziach, w dalszm ciagu, tkwi ta świadomość, strach, że komuna
wróci, albo co gorsza, dalej się gdzieś czai i tylko czeka, by wyjść z
ukrycia? czy profesjonalnego podejścia do biznesu nie można wytłumaczyć po
prostu marketingiem, ekonomią i pomysłem na osiagnięcie sukcesu w obecnym
otoczeniu??