junior.senior
13.03.06, 22:18
Pytam z ciekawosci, jako ze przez 2 lata bylem powiazany z ruchem New Age. Po
przeczytaniu paru ksiazek na temat tej filozofii (autorstwa księzy
katolickich) troche mnie od niej odrzucilo i w miare mozliwosci probowalem
przyblizyc sie do katolicyzmu. Trwa to od roku i moge uznac ze w moim zyciu
wszystko sie w tym momencie popsulo. Poznalem nowych ludzi powiazanych z
katolicyzmem majac nadzieje ze sa wartosciowi, ale do dzis mam tylko jedna
przyjaciolke-katoliczke (bardzo liberalną). Reszta to ateisci lub wyznawcy
innych religii. Nie chce nikogo oceniac, ale ci ludzie w wiekszosci nie maja
pojecia o przyjazni - powiesz im zle slowo o katolicyzmie i KONIEC. To
fanatyzm. Mieszkam obecnie w dosc duzym miescie gdzie mentalnosc jest
zupelnie inna niz w Rzeszowie - i tu jest lepiej. Ludzie sa weselsi, sa
wolni, jest mniej chamstwa, podlosci, zawisci. A do kosciola chodzi tu 10-15%
mieszkancow.
Po roku pewnego przyblizenia do katolicyzmu ze smutkiem dochodze do wniosku
ze to religia potwornie pusta, płytka, chaotyczna, nie dająca nic
człowiekowi. 1 medytacja daje więcej niż 1000 modlitw. Przestaje sie dziwic
wynikom badan wg ktorych najszczesliwszymi ludzmi sa wyznawcy buddyzmu, a
najmniej szczesliwymi - katolicy. To religia zakazów, nakazów, umartwiania,
nielogicznych teorii. Dlatego tez ciekaw jestem czy sa ludzie ktorzy
odnajduja cos wartosciowego w kosciele, w biblii, w calej tej filozofii? Czy
tez wszyscy ktorzy sie w to bawia, robia to bo tak trzeba (zeby nie isc do
piekla:)) albo dla tradycji, z przyzwyczajenia. Reasumujac - moim zdaniem
katolicyzm nie prowadzi przez zycie, nie daje sensu zycia, tworzy tylko
zakazy i nakazy (brak seksu przed slubem, dawanie na tace itd.) i rozumiem
ludzi którzy od niego odchodza. Pozdrawiam.