Dodaj do ulubionych

Uczmy się od... Leżajska

IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.03, 10:55
www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll/article?Site=NW&Date=20030121&Category=RZESZOW&ArtNo=301200032&Ref=AR


To naprawdę żadna ujma.
Obserwuj wątek
    • Gość: Mpiotrek Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.03, 16:08
      W Leżajsku w końcu ktoś się wziął za robotę, a nie tylko obietnice... myśałem,
      zę kolejne wyborcze mięso :) Ciekawe na jak długo starczy im zapału do pracy???
    • Gość: Element Kontrrewol Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.03, 13:35
      Gość portalu: jawo2@gazeta.pl napisał(a):

      > <a href="www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.dll/article?
      > Site=NW&Date=20030121&Cat
      egory=RZESZOW&ArtNo=301200032&Ref=AR"target="_blank">www.gcnowiny.pl/apps/pbcs.
      dll/article?Site=NW&Date=20030121&Category=RZESZOW&ArtNo=301200032&Ref=AR</a>
      >
      >
      > To naprawdę żadna ujma.

      Swego czasu czytywali i pisywali na tym forum dwam młodzi rzeszowscy radni:
      Pan Konrad i bodaj Pan Piotr, obaj z ugrupowania obecnego prezydenta Rzeszowa.
      Czy jeszcze goszczą na forum?

      A swoją drogą lektura wpisów jawo na tym forum jest naprawdę godna uwagi.
      Piszę to absolutnie bez złośliwości i mam nadzieję, ze nie będzie to pocałunek
      niedżwiedzia dla jawo.
      • Gość: san Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.shbiuro.com.pl / 172.21.4.* 25.01.03, 22:43
        Przeczytałem tekst pod wskazanym adresem przez jawo2 i nie bardzo wiem, czego
        mielibyśmy się uczyć od Leżajska. Z samego pomysłu, by utworzyć w tym mieście
        podstrefę specjalnej strefy ekonomicznej funkcjonującej dotychczas w Mielcu,
        wcale nie musi wynikać, że taka podstrefa w Leżajsku w ogóle powstanie. Z
        tekstu red. St. Siwaka można się zorientować, że jak na razie pomysł bliższy
        koncepcji, niż - realizacji. Życząc więc Leżajskowi jak najlepiej przypomnę, iż
        od pomysłu do udanego przedsięwzięcia droga długa i niepewna, o czym
        przekonało się wiele miast i miasteczek. I zanim zaczniemy kogokolwiek
        naśladować, dobrze byłoby się zorientować czy jest kogo i co. Na razie w
        Leżajsku są chęci, a to jeszcze nie powód do nasladowania.
        • Gość: Element Kontrrewol Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.03, 16:57
          Gość portalu: san napisał(a):

          > Przeczytałem tekst pod wskazanym adresem przez jawo2 i nie bardzo wiem, czego
          > mielibyśmy się uczyć od Leżajska. Z samego pomysłu, by utworzyć w tym mieście
          > podstrefę specjalnej strefy ekonomicznej funkcjonującej dotychczas w Mielcu,
          > wcale nie musi wynikać, że taka podstrefa w Leżajsku w ogóle powstanie. Z
          > tekstu red. St. Siwaka można się zorientować, że jak na razie pomysł bliższy
          > koncepcji, niż - realizacji. Życząc więc Leżajskowi jak najlepiej przypomnę,
          > iż od pomysłu do udanego przedsięwzięcia droga długa i niepewna, o czym
          > przekonało się wiele miast i miasteczek. I zanim zaczniemy kogokolwiek
          > naśladować, dobrze byłoby się zorientować czy jest kogo i co. Na razie w
          > Leżajsku są chęci, a to jeszcze nie powód do nasladowania.


          Jak są chęci, przyjacielu, to masz 50% szans na powodzenie pomysłu.
          Jak ich nie masz, to masz 100% szans. Na gnicie w marazmie.
          To chyba dość oczywiste dla przeciętnie inteligentnego człowieka?
          • Gość: san Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.shbiuro.com.pl / 172.21.4.* 26.01.03, 19:36
            Element Kontrrew uważa, że od Leżajska powinniśmy się uczyć chęci, bo jak nie
            ma chęci, to pozostaje gnicie w marazmie. No jeśli doszliśmy do tego, że nawet
            chęci w tym kraju są w cenie i trzeba zachęcać do propagowania chęci, żeby
            komukolwiek się coś chciało, to rzeczywiście do ogarnięcia tego wszystkiego
            potrzeba przynajmniej przeciętnie inteligentnego obywatela. I niech się ten
            obywatel raduje i głosi pochwałę tych, którzy wprawdzie jeszcze niczego nie
            osiągnęli, ale przecież chcieli.
            Obywatel z inteligencją poniżej przeciętnej, który nie zna się na teoriach
            procentowego udziału chęci w ostatecznym powodzeniu pomysłu, przypomina
            skromnie i uniżenie przysłowie o dobrych chęciach i wybrukowanych nimi piekle.
            Wyznaje on też zasadę uczenia się od tych, którym rzeczywiście coś już się
            udało. Bez względu na to, czy pomysł zrealizowali chętnie, czy - nie.
            • Gość: Element Kontrrewol Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.03, 23:06
              Gość portalu: san napisał(a):

              > Element Kontrrew uważa, że od Leżajska powinniśmy się uczyć chęci, bo jak nie
              > ma chęci, to pozostaje gnicie w marazmie. No jeśli doszliśmy do tego, że
              > nawet chęci w tym kraju są w cenie i trzeba zachęcać do propagowania chęci,
              > żeby
              > komukolwiek się coś chciało, to rzeczywiście do ogarnięcia tego wszystkiego
              > potrzeba przynajmniej przeciętnie inteligentnego obywatela.

              Niestety przyjacielu, tak właśnie jest. Poprzednia rzeszowska ekipa miała chęci
              dotyczące głownie samej siebie, a nie tego co wokół niej i wokół nas. Dlatego
              właśnie nam jako miastu i regionowi tak jest teraz dobrze.

              > I niech się ten
              > obywatel raduje i głosi pochwałę tych, którzy wprawdzie jeszcze niczego nie
              > osiągnęli, ale przecież chcieli.

              Ja wolę głosic pochwałę tych którzy hołdują zasadzie "żeby nam sie chciało
              chcieć" niż tym, którym nie chce się absolutnie i zupełnie nic, poza
              napychaniem sobie prywatnej kieszeni podatniczym groszem.

              > Obywatel z inteligencją poniżej przeciętnej, który nie zna się na teoriach
              > procentowego udziału chęci w ostatecznym powodzeniu pomysłu, przypomina
              > skromnie i uniżenie przysłowie o dobrych chęciach i wybrukowanych nimi
              > piekle.

              Zdaje się że za bardzo się tym przysłowiem przejąłeś. Najwyraźniej za bardzo
              boisz się iść do piekła i dlatego. Spokojnie. Dobry Bóg jest miłosierny.

              > Wyznaje on też zasadę uczenia się od tych, którym rzeczywiście coś już się
              > udało. Bez względu na to, czy pomysł zrealizowali chętnie, czy - nie.

              Mój drogi Adwersarzu. Nie wiem dlaczego bierzesz wszystko do siebie. Ty pewnie
              wiesz. Co prawda np. do szkoły można chodzić chętnie lub nie, ale już np.
              olimpijczykiem zostaje tylko ten kto sam CHCE coś więcej w życiu osiągnąć.
              A tam też jest współzawodnictwo i tylko niektórzy ze startujących wygrywają,
              ale - wierz mi - wszystkim się zdobyta wiedza i umiejętności przydają.
              Podobnie na zawodach sportowych trenuje, ćwiczy, stara się, startuje, ma
              nadzieję i CHCE wygrać kilkunastu/kilkudziesięciu/kilkuset, a wygrywa na
              jakichś zawodach i w jakiejś dziedzinie w jakimś dniu, sprawie - tylko jeden.
              Oczywiście pukający się pozostałym w głowę z trybuny ma prawo do wyrażenia
              swoich opinii, ale niech się nie dziwi podsumowaniom jego gestów.
              Przegrani, i wygrany, i tak zaczną się ścigać na kolejnym turnieju. Wtedy może
              wygrać całkiem ktoś inny.
              Tak się bowiem skada, że to chęć osiągnięcia czegoś w życiu jest motywacją do
              uczenia się, doskonalenia. Brak jakiejkolwiek aktywności lub robienie
              wszystkiego na siłę to recepta na - w naprawdę najlepszym razie - przeciętność.

              Gdy zaś taki stan przeciętności już się osiągnie, nie ma co marzyć o nauce od
              najlepszych, ani z chęci, ani tej wymuszonej, np. nędzą i przepaścią dzielacą
              nas od innych. Wtedy na "naukę od najlepszych" jest już z reguły za późno.
              Trenować trzeba zacząć od dziecka, a nie np. sprzed telewizora chcieć doganiać
              mistrzó sportu.

              Przenosząc to na niwę miejsko-regionalną, lepiej jest nauczyć się zdobywać
              fundusze pomocowe z UE i starać się to robić, nawet jeśłi miało się na
              świadectwie czwórkę zamiast szóstki, niż zachwycać się kolegą celerem i czekać
              czy aby nie powinie mu się noga i dopiero wtedy gdy to nie nastąpi zastanawiać
              się nad naśladowaniem go.
              Lepiej jest, korzytsając z powyższego, złożyć wniosek o pieniądze np. na budowę
              oczyszczalni ścieków czy ciepłowni dla miasta za unijne pieniądze, niż mówić,
              że dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło.
              Lepiej jest utworzyć jeden czy kilka obszarów przyjaznych inwestorom w gminie i
              zacząć aktywną jej promocję, nawet jeśli nie uda się utworzyć podstrefy SSE,
              niż machnąć ręką że z tego i tak nic nie wyjdzie, i szukać nie wiadomo gdzie
              wydumanych wzorów do naśladowania.
              Lepiej jest wchłonąć w organizm miejski osiedla z ludźmi, którzy płacą do kasy
              miasta podatki, niż machnąć ręką i bojąc się że sprawa się nie uda (a jak się
              nic robić nie będzie to się nie uda na pewno) zostawić podatek sąsiedniej
              gminie i siedzieć jak ruski (a może galicyjski?) chłop na piecu i lamentować,
              że jest się biednym i czekać na posłańca z dutkami.

              Nie wiem czy wystarczająco jasno wytłumaczyłem. Przepraszam pozostałych za
              konieczność czytania tej zapewne mało odkrywczej korespondencji.

              Pozdrawiam serdecznie, życząc na przyszłość lepszego opanowania trudnej sztuki
              koniugacji w języku polskim.
              • Gość: san Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.shbiuro.com.pl / 172.21.4.* 27.01.03, 18:46
                W zasadzie nie chce mi się polemizować z Elementem Kontrrew., bo w niczym się z
                nim nie zgadzam, poza rzecz jasna "piekłem z wybrukowanymi chęciami" - co mi
                się zdarzyło, a zdarzyć nie powinno, i co mi wypomniał mój adwersarz. Spór
                natomiast idzie o to, czy wykazywanie chęci do czegokolwiek, to wystarczający
                powód do piania z zachwytu nad osobą lub instytucją, która je wykazuje, czy -
                za mały?
                Moim zdaniem powód to żaden, Element zaś powiada, że - aż nadto wystarczający i
                wpadłwszy w polemiczny trans zilustrował to przykładami o chęciach,
                motywacjach, olimpijczykach, władzy samorządowej Rzeszowa i juz sam nie wiem,
                czy żem wszystkie spamiętał. Za co przepraszam. Osobiście wolę wójta albo
                innego olimpijczyka, który potrafi wykazać się sukcesem, ale poczytywanie mu za
                sukces samych jego chęci? Nie uchodzi.
              • Gość: sa Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.shbiuro.com.pl / 172.21.4.* 27.01.03, 18:49
                W zasadzie nie chce mi się polemizować z Elementem Kontrrew., bo w niczym się z
                nim nie zgadzam, poza rzecz jasna "piekłem z wybrukowanymi chęciami" - co mi
                się zdarzyło, a zdarzyć nie powinno, i co mi wypomniał mój adwersarz. Spór
                natomiast idzie o to, czy wykazywanie chęci do czegokolwiek, to wystarczający
                powód do piania z zachwytu nad osobą lub instytucją, która je wykazuje, czy -
                za mały?
                Moim zdaniem powód to żaden, Element zaś powiada, że - aż nadto wystarczający i
                wpadłwszy w polemiczny trans zilustrował to przykładami o chęciach,
                motywacjach, olimpijczykach, władzy samorządowej Rzeszowa i już sam nie wiem,
                czy żem wszystkie je spamiętał. Za co przepraszam. Osobiście wolę wójta albo
                innego olimpijczyka, który potrafi wykazać się sukcesem, ale poczytywanie mu za
                osiągnięcie samych chęci - nie uchodzi.
                • Gość: Element Kontrrewol Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.03, 21:33
                  Gość portalu: sa napisał(a):

                  > W zasadzie nie chce mi się polemizować z Elementem Kontrrew.

                  proszę więc tego nie robić. Pana stanowisko jest jasne. Lepsze jest nic
                  nierobienie od planu na czegokolwiek robienie.
                  Proszę zauważyć że jest to filozofia typowa dla "bezrobotnego z wyboru".
                  Demokracja polega na tym, że różni ludzie mogą mówić różne rzeczy, nie zawsze
                  warte dyskutowania.

                  Ja też jak Pan, chciałbym widzieć wójta, burmistrza, prezydenta, który miał
                  jakiś plan i tenże plan z pozytywnym skutkiem zrealizował.
                  W przeciwneiństiwe do Pana jednak uważam, że samo wykazanie inicjatywy i woli
                  zrobienia czegoś - miast brania pieniędzy za bierne trwanie na dobrze opłacanym
                  stanowisku, które w Rzeszowie przerabialiśmy przez 12 ostatnich lat - jest
                  godne pochwały i naśladownictwa.

                  Pan, który jak widzę dalej rozmawia - jak sądzę z użytych form gramatycznych -
                  o mnie z innymi, a nie ze mną, uważa, że trzeba się przyglądać i czekać.

                  Zatem, życzę Panu miłego czekania na efekt starań innych, we wszystkich
                  dziedzinach Pańskiego życia. Czekanie może Pan sobie urozmaicić ćwiczeniami
                  odmiany przez czasy i osoby.
                  Tylko proszę o jedno: proszę nie próbować stawać w szranki w wyścigach do
                  władzy, utrzymywanej z naszych, podatniczych pieniędzy.

                  Pozdrawiajac myślę, że pora zakończyć już tę nudną korespondencję między nami.
                  • Gość: san Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.shbiuro.com.pl / 172.21.4.* 29.01.03, 23:50
                    Pomimo apelu Pana Elementa Kontrrew o zakończenie tej nudnej - jego zdaniem
                    (piszę w trzeciej osobie, boć to dyskusja publiczna, a nie list do Pana
                    Elementa) - dyskusji wracam do niej, ponieważ mój adwersarz zapuścił się w
                    gąszcz interpretacji moich myśli, których nie było, warto natomiast, by
                    zechciał czytać to, co zostało napisane. Element imputuje mi, że moje
                    stanowisko sprowadza się do sentencji: "Lepsze jest nic nierobienie, od planu
                    na czegokolwiek robienie". Dalibóg, gdzież on taką moją myśl wyczytał. Powiadam
                    zatem raz jeszcze, bo spór dotyczył strefy ekonomicznej w Leżajsku, że gotów
                    jestem wyrazić uznanie za dzieło zakończone, za mglistą perspektywę jego
                    rozpoczęcia - nie. Olimpijczykom grają fanfary za zdobyte medale, a nie za
                    pomysły na ich zdobywanie. Jeśli władza samorządowa (poprzednia) nic nie robiła
                    i nie miała nawet planów (ale taką sobie przecież wybraliśmy), a obecna
                    wprawdzie jeszcze nic nie zrobiła, ale za to ma plany, to niewątpliwie jest
                    tutaj zauważalny postęp. Tyle że jeśli przełożymy to na język praktyczny, to
                    sens tego jest taki: w gminie trzeba zbudować kanalizację, porzednia władza
                    tego nie zrobiła, ani nie miała nawet planu jak to zrobić. Obecna ma plan
                    (wszyscy z tego powodu się cieszą i klaszczą), ale nic z tego nie wychodzi.
                    Kanalizacji jak nie było za porzedniej władzy, tak nie ma za obecnej. Wniosek -
                    oklaski przedwczesne. I taka jest kwintesencja mojego poglądu w tej sprawie.
                    Uwagi Pana Elementa o moim zapóźnieniu w składnym posługiwaniu się językiem
                    ojczystym, przyjmuję z najwyższym uznaniem, acz pragnę przypomnieć o porzekadle
                    (sprafrazowanym): cudze ganicie, swego nie znacie. Poza tym dyskusją nie jestem
                    znudzony, czego i mojemu adwersarzowi życzę.
                    • Gość: Element Kontrrewol Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 03.02.03, 22:52
                      Gość portalu: san napisał(a):

                      > Pomimo apelu Pana Elementa Kontrrew o zakończenie tej nudnej - jego zdaniem
                      > (piszę w trzeciej osobie, boć to dyskusja publiczna, a nie list do Pana
                      > Elementa) - dyskusji wracam do niej, ponieważ mój adwersarz zapuścił się w
                      > gąszcz interpretacji moich myśli, których nie było, warto natomiast, by
                      > zechciał czytać to, co zostało napisane. Element imputuje mi, że moje
                      > stanowisko sprowadza się do sentencji: "Lepsze jest nic nierobienie, od planu
                      > na czegokolwiek robienie". Dalibóg, gdzież on taką moją myśl wyczytał.
                      > Powiadam
                      > zatem raz jeszcze, bo spór dotyczył strefy ekonomicznej w Leżajsku, że gotów
                      > jestem wyrazić uznanie za dzieło zakończone, za mglistą perspektywę jego
                      > rozpoczęcia - nie. Olimpijczykom grają fanfary za zdobyte medale, a nie za
                      > pomysły na ich zdobywanie. Jeśli władza samorządowa (poprzednia) nic nie
                      > robiła
                      > i nie miała nawet planów (ale taką sobie przecież wybraliśmy), a obecna
                      > wprawdzie jeszcze nic nie zrobiła, ale za to ma plany, to niewątpliwie jest
                      > tutaj zauważalny postęp. Tyle że jeśli przełożymy to na język praktyczny, to
                      > sens tego jest taki: w gminie trzeba zbudować kanalizację, porzednia władza
                      > tego nie zrobiła, ani nie miała nawet planu jak to zrobić. Obecna ma plan
                      > (wszyscy z tego powodu się cieszą i klaszczą), ale nic z tego nie wychodzi.
                      > Kanalizacji jak nie było za porzedniej władzy, tak nie ma za obecnej.
                      > Wniosek -
                      > oklaski przedwczesne. I taka jest kwintesencja mojego poglądu w tej sprawie.
                      > Uwagi Pana Elementa o moim zapóźnieniu w składnym posługiwaniu się językiem
                      > ojczystym, przyjmuję z najwyższym uznaniem, acz pragnę przypomnieć o
                      > porzekadle
                      > (sprafrazowanym): cudze ganicie, swego nie znacie. Poza tym dyskusją nie
                      > jestem
                      > znudzony, czego i mojemu adwersarzowi życzę.


                      Drogi Panie sanie.
                      Proszę sobie wyobrazić redaktor Czajkowską (to ta od "Linii specjalnej"), która
                      gości kogoś w studiu i pytania stawia w taki sposób, że po uzyskaniu odpowiedzi
                      na pytanie zwraca się do telewidzów i mówi: "słyszeli Państwo, ON powiedział,
                      że to i tamto, a ciekawe jak sobie w takim razie ON wyobraża taki np. problem".
                      I gość w studiu jej odpowiada. Boć przecież z także z dyskusją publiczną mamy
                      do czynienia. Jeśli to jest Pańskie dobre wychowanie, to ubolewam nad Pana
                      dobrymi manierami. Jeśli jeszcze jeden oryginalny pogląd na rzeczywistość, to
                      chyba jednak lepiej będzie zostawić Pana sam na sam ze swoimi przemyśleniami i
                      oryginalnością, jeśli nadal chce we mnie Pan widzieć kandydata na adwersarza
                      tej dyskusji.

                      Co do nieszczęsnego olimpijczyka jakiego Pan tu wywołuje, to raczy Pan
                      zauważyć, że nie byłoby fanfar, gdyby nie było do nich więcej chętnych niż
                      tylko zwyciężca. Mówiąc prościej ścigać się powinno wielu choć wygrywa jeden. A
                      szanse na wygraną mają ci co się ścigają, a nie chcący zaczynać treningi
                      dopiero po obejrzeniu w telewizorze dekoracji zwyciężcy na podium.
                      A ponieważ lubi Pan jak widzę język praktyczny, proszę sobie wyobrazić, dla
                      Pana wygody, przywołaną przez Pana sytuację: ja mówię: dobrze, że w gminie
                      gdzie nie było kanalizacji władza zleciła projekt i zaczyna zabezpieczać środki
                      na realizację w/w inwestycji. Zróbmy to samo, bo u nas też - przykładowo - nie
                      ma kanalizacji. Pan mi na to: oklaski przedwczesne, nie cieszmy się, bo może im
                      nic z tego nie wyjdzie. Nie róbmy też nic, nie zlecajmy projektu, nie
                      przeznaczajmy w budżecie na nią pieniędzy, bo może tamtym się zrobienie
                      kanalizacji nie uda i nam też nie. Pomimo, że np. mamy teraz szansę na
                      pieniądze z unii na realizację 80% inwestycji. Zaczniemy więc szukać
                      projektanta dopiero gdy tamci zaproszą orkiestrę, poświęcą i puszą wodę. Wtedy
                      może się niestety okazać, ze pulę środków na dofinasnowanie budowy kanalizacji
                      wyczerpali już wcześniej inni.
                      Po raz kolejny więc Pana proszę: może Pan mieć swoje zdanie na temat, może Pan
                      sobie pisać o nim, ale zyczę sobie i wszystkim, by Pan nie miał wpływu na
                      gminne/miejskie decyzje mnie i nas dotyczące.
                      Przykro mi bardzo, ale niestety nie mam czasu, a i ochoty też mi nie zbywa, na
                      dłuższą korespondecję z Panem w tym wątku.
                      • Gość: san Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.shbiuro.com.pl / 172.21.4.* 05.02.03, 23:44

                        1.Pan Element zarzuca mi, że polemizując z nim piszę o nim w trzeciej osobie, a
                        powinienem zwracać się wprost do niego. W jego przekonaniu naruszyłem w ten
                        sposób (i naruszam) dobre maniery, o wychowaniu moim nie wspominając. Co by to
                        było - pyta Pan Element - gdyby red. Czajkowska (ta od telewizyjnego
                        programu "Linia Specjalna") rozmawiała ze swoimi gośćmi nie kierując pytań
                        wprost do adresatów? Odpowiadam: byłoby śmiesznie, bo śmiesznie jest
                        przeprowadzać wywiad nie pytając interlokutora. Przykład z red. Czajkowską jest
                        o tyle nietrafny, że ani ja z Panem Elementem, ani on ze mną nie uprawiamy
                        żadnego talk-show, prowadzimy natomiast polemikę na publicznym (ogólnie
                        dostępnym) forum, nie zgadzając się z głoszonymi wzajemnie poglądami. I zanim
                        poczujemy się dotknięci, zarzucając innym złe maniery lub oryginalność
                        poglądów, dobrze jest cokolwiek na ten temat przeczytać.

                        2. Wywód o olimpijczyku jest mętny, bo "(...) nie byłoby fanfar, gdyby nie było
                        do nich więcej chętnych niż tylko zwycięzca" jest takim samym truizmem jak -
                        nie ma zwycięzcy, bez zwyciężonych, lub "(...)szanse na wygraną mają ci co się
                        ścigają, a nie chcący zaczynać treningi dopiero po obejrzeniu w telewizorze
                        dekoracji zwyciężcy na podium". Powtórzę zatem, że sukcesem jest medal, nie zaś
                        chęć do trenowania i to jest elementarzem tego świata.

                        3. Pan Element powiada tak: "(...) ja mówię: dobrze, że w gminie gdzie nie było
                        kanalizacji władza zleciła projekt i zaczyna zabezpieczać środki na realizację
                        w/w inwestycji. Zróbmy to samo, bo u nas też - przykładowo - nie ma
                        kanalizacji. Pan mi na to: oklaski przedwczesne, nie cieszmy się, bo może im
                        nic z tego nie wyjdzie". Pan Element ma szczególny dar do wykoślawiania cudzych
                        myśli, porzestanę więc na stwierdzeniu, że "dziadek o niebie, babka chlebie".

                        4. Za życzenia bym "(...) nie miał wpływu na gminne/miejskie decyzje mnie (Pana
                        Elementa - przyp. san) i nas (nie wiem kogo? - przyp. san) dotyczące" szczerze
                        dziękuję. Panu Elementowi życzę z kolei stanowisk najwyższych, boć przecież
                        niższych nie wypada.

                        5. Zdarzyło się w czasie naszej polemiki, że połajał mnie mój adwersarz za
                        mierność mego języka, więc pozwolę sobie zacytować próbkę jego: "Przykro mi
                        bardzo, ale niestety nie mam czasu, a i ochoty też mi nie zbywa, na dłuższą
                        korespondecję z Panem w tym wątku."
                        • Gość: Element Kontrrewol Re: Uczmy się od... Leżajska IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.03, 16:39
                          Gość portalu: san napisał(a):

                          >
                          > 1.Pan Element zarzuca mi, że polemizując z nim piszę o nim w trzeciej osobie,
                          a
                          >
                          > powinienem zwracać się wprost do niego. W jego przekonaniu naruszyłem w ten
                          > sposób (i naruszam) dobre maniery, o wychowaniu moim nie wspominając. Co by
                          to
                          > było - pyta Pan Element - gdyby red. Czajkowska (ta od telewizyjnego
                          > programu "Linia Specjalna") rozmawiała ze swoimi gośćmi nie kierując pytań
                          > wprost do adresatów? Odpowiadam: byłoby śmiesznie, bo śmiesznie jest
                          > przeprowadzać wywiad nie pytając interlokutora. Przykład z red. Czajkowską
                          jest
                          >
                          > o tyle nietrafny, że ani ja z Panem Elementem, ani on ze mną nie uprawiamy
                          > żadnego talk-show, prowadzimy natomiast polemikę na publicznym (ogólnie
                          > dostępnym) forum, nie zgadzając się z głoszonymi wzajemnie poglądami. I zanim
                          > poczujemy się dotknięci, zarzucając innym złe maniery lub oryginalność
                          > poglądów, dobrze jest cokolwiek na ten temat przeczytać.
                          >
                          > 2. Wywód o olimpijczyku jest mętny, bo "(...) nie byłoby fanfar, gdyby nie
                          było
                          >
                          > do nich więcej chętnych niż tylko zwycięzca" jest takim samym truizmem jak -
                          > nie ma zwycięzcy, bez zwyciężonych, lub "(...)szanse na wygraną mają ci co
                          się
                          > ścigają, a nie chcący zaczynać treningi dopiero po obejrzeniu w telewizorze
                          > dekoracji zwyciężcy na podium". Powtórzę zatem, że sukcesem jest medal, nie
                          zaś
                          >
                          > chęć do trenowania i to jest elementarzem tego świata.
                          >
                          > 3. Pan Element powiada tak: "(...) ja mówię: dobrze, że w gminie gdzie nie
                          było
                          >
                          > kanalizacji władza zleciła projekt i zaczyna zabezpieczać środki na
                          realizację
                          > w/w inwestycji. Zróbmy to samo, bo u nas też - przykładowo - nie ma
                          > kanalizacji. Pan mi na to: oklaski przedwczesne, nie cieszmy się, bo może im
                          > nic z tego nie wyjdzie". Pan Element ma szczególny dar do wykoślawiania
                          cudzych
                          >
                          > myśli, porzestanę więc na stwierdzeniu, że "dziadek o niebie, babka chlebie".
                          >
                          > 4. Za życzenia bym "(...) nie miał wpływu na gminne/miejskie decyzje mnie
                          (Pana
                          >
                          > Elementa - przyp. san) i nas (nie wiem kogo? - przyp. san) dotyczące"
                          szczerze
                          > dziękuję. Panu Elementowi życzę z kolei stanowisk najwyższych, boć przecież
                          > niższych nie wypada.
                          >
                          > 5. Zdarzyło się w czasie naszej polemiki, że połajał mnie mój adwersarz za
                          > mierność mego języka, więc pozwolę sobie zacytować próbkę jego: "Przykro mi
                          > bardzo, ale niestety nie mam czasu, a i ochoty też mi nie zbywa, na dłuższą
                          > korespondecję z Panem w tym wątku."

                          Wydawało mi się, że osoba, która do perfekcji opanowała sztukę potoczystego
                          bulgotania właściwie o niczym i szukania problemów gdzie ich nie ma, usiłując
                          przy tym robić wrażenie kogość ścisłego i o nienagannych manierach, ma na tyle
                          opanowany warsztat językowy, że nie myli języka kiepskiego z tym - celowo -
                          napisanym trochę archaicznie, "ze staropolska". To do punktu 5.
                          I to tyle, bo reszta nie nadaje się (i nie jest warta) dalszej dyskusji. Może
                          tylko tyle jednak dopiszę: proszę się zastanowić co Pan chce i dopiero potem
                          pisać, a nie zarzucać innym, że wykoślawiają Pana myśli.
                          Chyba musi Pan jeszcze nad swoim językiem popracować. Mniej baroku, a więcej
                          treści.
                          Pozdrowienia.
    • podkarpacie Re: Uczmy się od... Leżajska 05.02.03, 17:30
      taka inicjatywa z podstrefą ekonomiczną też by się i przydała w Rzeszowie i to
      chyba bardzo !!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka