Dodaj do ulubionych

KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o.

    • Gość: Ed Klerykalne wartości na start !!! Ksiądz z Piasku.. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.08.04, 15:25
      Ksiądz z Piasku oskarżony o molestowanie nieletnich

      Prokuratura Rejonowa w Pszczynie oskarżyła proboszcza z Piasku o molestowanie
      nastolatek. W czwartek sprawa trafiła do sądu. Duchownemu grozi do 10 lat
      więzienia.

      Magda pochodzi z bardzo religijnego domu. Tuż po Wielkanocy napisała do mamy
      krótki list, że ksiądz Michał M. dotykał jej ciała. Rodzice Magdy zawiadomili
      policję. Do prokuratury zgłosiły się też dwie kolejne nastolatki, które
      powiedziały, że dwa lata temu proboszcz je molestował. Dziewczyny
      przesłuchano w obecności biegłego psychologa.

      - Opinia biegłego nie pozostawiała wątpliwości. Stwierdził, że zeznania
      nastolatek nie mają cech konfabulacji. Ksiądz został oskarżony o
      doprowadzenie trzech nieletnich poniżej 15 lat do poddania się czynności
      seksualnej - powiedziała nam wczoraj Dorota Gazda-Żuk, zastępczyni
      prokuratora rejonowego w Pszczynie.

      W rozmowie z dziennikarzem "Gazety" ksiądz Michał M. wszystkiemu zaprzeczył,
      a w śledztwie odmówił złożenia wyjaśnień. Jego adwokat złożył wnioski o
      przesłuchanie dodatkowych świadków, ale ich zeznania nie zmieniły
      wcześniejszych ustaleń. Michał M. pojechał też do rodziców Magdy, przeprosił
      ich i zaproponował, żeby wycofali doniesienie.

      - Nie mogliśmy tego zrobić. Teraz czujemy wielką ulgę, że nasza córka nie
      jest sama. Jeszcze przeżywa to, co się stało, ale dochodzi do siebie - mówi
      mama Magdy, która wczoraj dowiedziała się o akcie oskarżenia.

      Mieszkańcy Piasku są podzieleni. Jedni są oburzeni zachowaniem księdza, inni
      go chwalą, bo wybudował kościół i dom parafialny. Obrońcy Michała M. napisali
      nawet list z poparciem do kurii. Jednak arcybiskup katowicki Damian Zimoń
      zdecydował, że do czasu wyjaśnienia sprawy Michał M. będzie zawieszony w
      pełnieniu funkcji proboszcza. - Arcybiskup wciąż interesuje się sprawą, ale
      nie można uprzedzać wyroku sądu - twierdzi ks. Józef Pawliczek, kanclerz
      kurii archidiecezjalnej w Katowicach. Dodaje, że do czasu rozstrzygnięcia
      sprawy przez sąd w sprawie proboszcza nie zapadną żadne konkretne decyzje.

      Duchowny przeniósł się do innej parafii, w której ma znajomego. Wpłacił
      kaucję i pozostaje na wolności. Grozi mu do 10 lat więzienia.
      (Angelika Swoboda)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2206799.html
      • Gość: jan Re: Klerykalne wartości na start !!! Ksiądz z Pia IP: *.devs.futuro.pl 03.08.04, 18:36
        www.wprost.pl/ar/?O=64285
        • Gość: Ed Re: Kierowcy kardynałów odznaczeni IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 31.03.05, 00:41
          Marian i Aleksander Salowie, kierowcy krakowskiej Kurii Metropolitalnej,
          zostali przez papieża odznaczeni medalem Pro Ecclesia et Pontifice. Przyznano
          im te wyróżnienie za ponad 30-letnią służbę Kościołowi krakowskiemu. Marian
          Sala jeździ już 37 lat. Był kierowcą bp Jana Pietraszki, teraz wozi kard.
          Franciszka Macharskiego. W służbie archidiecezji krakowskiej przejechał ponad
          2,5 mln km. "Zdarłem ponad dwadzieścia samochodów" - wspomina kierowca. W
          rozmowie z KAI Marian Sala wyznał, że kard. Macharski bardzo lubi szybką jazdę.
          Licznik samochodu ks. Kardynała pokazał kiedyś nawet 220 km/godz.! Jak zwierza
          się odznaczony, policja patrzy z wyrozumiałością na wyczyny kardynalskich
          szoferów. Brat pana Mariana, Aleksander, jest kierowcą bp. Stanisława
          Smoleńskiego. Przejechał z nim ponad 1,5 mln km. Chwali się, że polskimi
          fiatami osiąga prędkość nawet 170 km/godz oraz, że miał zdecydowanie mniej
          spotkań z policją niż jego brat.

          (na podst.: Angory)
    • Gość: wezyr Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 22:13
      jedno i to samo !
    • Gość: cytat Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.spektrum.sih.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 03.08.04, 22:14
      INSTRUCTIO
      DE MODO PROCEDENDI IN CAUSIS SOLLICITATIONIS
      (…) ; omnes et singuli ad tribunal quomodocumque pertinentes vel propter eorum
      officium notitiam admissi arctissimum secretum,quod secretumSancti Officii
      communiter audit, in omnibus et cum omnibus, sub poena excommunicationis latae
      sententiae, (…)


      JAN XXII
      Angelo Giuseppe Roncali
      16 MARTII 1962


      (…) wszyscy i każdy z osobna przed trybunałem w jakimkolwiek charakterze
      stojący lub gdyby kto z racji swego urzędu o sprawie tej uzyskał wiedzę
      zobowiązany jest do zachowania najściślejszej tajemnicy, która jest traktowana
      jako tajemnica Świętego Urzędu, wszędzie i wobec każdego, pod groźbą
      ekskomuniki latae sententiae (...)


      Jan XXIII
      16 –03-1962

      PS
      Rzecz się tyczy ukrywania przestępstw miedzy innymi i pedofilii, w Kościele
      Katolickim.
      Instrukcja ta nie została odwołana przez następnych papieży do dzisiaj.
      Podobne, lecz nie pisane kodeksy honorowe posiadają liczne organizacje o złej
      reputacji.
      Niech każdy sam osądzi tą instrukcję a szczególnie jej walory etyczne.
      Amen.
      Pozdrawiam.
      • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. i jego instrukcje IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 00:40
        Instrukcja w sprawie ukrywania pedofili kościelnych powtórzona została z
        uszczegółowieniami przez JP2 w piśmie do episkopatu USA.
    • Gość: jau Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.08.04, 22:29
      STOP
      • ouimet Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. 09.08.04, 18:39
        emilko-edku...
        jeszcze nie "odszczekales" maybacha, a juz z ...grubej rury/bez skojarzen/o
        P.T. Pralacie?...
        oj,smiesznoto...
        • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. i myybachy :)) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.08.04, 23:10
          Z jednej strony szczekanie na zdobycze cywilizacji a z drugiej strony
          bezpardonowa walka o ich osiągnięcie jest znaną zaletą chrześcijaństwa a
          szczególnie w wydaniu Krk.

          Wykażałeś się chłopcze iście katolickim kundlizmem, bo chociaż mam wiele do
          zarzucenia pokracznie zniekształconemu kościolowi przez jego hierarchię, to nie
          przypominam sobie, bym pisał o jakimś maybachu. Jesto pryszcz nie godny uwagi
          wobec wielu innych wydarzeń codziennych w życiu kościoła. Prawdę mówiąc, to
          tylko z samego Funduszu Mrtwej Reki Kościół otrzymuje za "frico" fundusze na
          około 100 takich maybachów.
    • Gość: ian papież każe chronić pedofilów sutannowo-habitowych IP: *.devs.futuro.pl 04.08.04, 19:28
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=14636902&a=14636902
      • Gość: Ed Re: pokraczne efekty tych zabiegów są widoczne IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.08.04, 00:55
        we wszystkich aspektach nie tylko tzw WC ;((
    • Gość: misterxy Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.08.04, 23:26
      A co emiku, zazdrościsz?
    • Gość: Ed Re: Więcej światła na finanse kościelne IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 12.08.04, 10:03
      Kościół Katolicki w Polsce obraca ponad miliardem złotych rocznie. Część z tych
      pieniędzy inwestuje w hotele, biurowce, media, sklepy i szpitale.

      Skoro już uczestniczy w grze rynkowej, to czy - dla dobra własnego, wiernych i
      gospodarki - nie powinien wycofać się z nieprzejrzystego, ale wygodnego układu
      podatkowego i upublicznić niedającej się zweryfikować struktury finansowej?

      Dzisiaj nikt nie wie, jakimi dokładnie pieniędzmi obraca Kościół Katolicki w
      Polsce. Z szacunków Konferencji Episkopatu Polski wynika, że jest to ok. 1,2
      mld złotych rocznie. Jednak skomplikowana struktura organizacyjno-prawna
      Kościoła nie pozwala dokładnie określić tej kwoty.

      Rzeczki i strumyki

      Na razie finanse Kościoła to setki strumieni pieniężnych, które w jednych
      miejscach się łączą, a w innych rozgałęziają, tworząc skomplikowaną sieć
      transferów. Na dodatek, w przepływie tym uczestniczą niejednokrotnie firmy
      komercyjne (w tym spółki skarbu państwa). Tak było np. w przypadku TV Puls i
      ojców Franciszkanów (właścicieli koncesji), gdzie w stworzenie nowego kanału
      zaangażowały się takie firmy jak PZU, KGHM Polska Miedź, Polskie Sieci
      Energetyczne czy PKN Orlen. Strategicznym inwestorem w Radiu Plus (koncesja
      Archidiecezji Warszawskiej) jest z kolei Prokom Investment i Dresdner Kleinwort
      Capital (DrKC), a w budowę biurowca w centrum Warszawy zaangażował się
      amerykański fundusz ABC Holdings, który dzieli się po połowie udziałami ze
      stołeczną Archidiecezją. Episkopat ma także udziały w OFE Pocztylion.

      Problemem, być może najważniejszym, jest jednak to, że prowadząc działalność
      gospodarczą, Kościół nie podlega takim samym rygorom fiskalnym, jakie dotyczą
      podmiotów świeckich. Dzisiaj kościelne osoby prawne są zwolnione z podatku CIT,
      gdy ich dochody są przeznaczane m.in. "na cele kultu religijnego, oświatowo-
      wychowawcze, kulturalne, charytatywno-opiekuńcze oraz na konserwację zabytków
      (...) inwestycje sakralne (...)" itd. Ten przywilej w kontekście
      nieprzejrzystości i braku możliwości zweryfikowania finansów Kościoła
      Katolickiego stwarza pole do nadużyć. Gdyby kościelne osoby prawne nie były
      zwolnione z obowiązku prowadzenia dokumentacji wymaganej przez przepisy
      Ordynacji Podatkowej, wówczas o rzetelności finansowej Kościoła mógłby
      przynajmniej zaświadczyć fiskus. Rodzi się tutaj jeszcze inne, równie ważne
      pytanie: czy utrzymywanie ulg podatkowych dla Kościoła, który - bądź co bądź -
      uczestniczy w grze rynkowej, jest fair w stosunku do świeckich podmiotów
      gospodarczych, które takich możliwości nie mają?

      Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy najpierw przyjrzeć się skali przychodów
      i kosztów Kościoła.

      Na tacy i w skarbonce

      Każda parafia rozlicza się ze swoich przychodów i kosztów na swój własny
      sposób. Nie ma ujednoliconego standardu sprawozdawczości finansowej w
      poszczególnych diecezjach. Nawet ekonom Konferencji Episkopatu Polski, ks. Jan
      Drob, twierdzi, że nie ma dokładnych danych na temat dochodów całego Kościoła,
      ale z grubsza szacuje je na ok. 1,2 mld zł rocznie. Podstawę tych dochodów
      stanowią datki wiernych.

      - Przeciętna składka na tacę wynosi około 50 groszy. Jeśli przyjmiemy, że
      średniej wielkości parafia liczy około 3 tys. wiernych, a połowa z nich chodzi
      do kościoła raz w tygodniu, to kwota zebrana na tzw. ofiarę kolektową wyniesie
      750 zł tygodniowo, a miesięcznie 3 tys. zł. Do tego należy dodać kwoty z
      obsługi kilkudziesięciu wydarzeń okazjonalnych rocznie, takich jak: śluby,
      pogrzeby oraz chrzty - tłumaczy ks. Jan Drob.

      Jeśli ostrożnie przyjmiemy, że opłaty za posługi religijne stanowią podobne
      wpływy do tych z ofiar kolektowych, to można obliczyć, że miesięczny dochód
      jednej parafii to ok. 6 tys. zł. W Polsce jest 10 tys. parafii, co -
      teoretycznie - mogłoby oznaczać, że ich łączne przychody sięgają 60 mln zł
      miesięcznie, a rocznie - 720 mln zł.

      Tyle taca i skarbonka. W takim razie skąd Kościół bierze pozostałe 480 mln zł
      rocznie? Otóż prowadzi wydawnictwa, sklepy z dewocjonaliami, domy pielgrzyma,
      szkoły, a także - co bardzo ważne - dzierżawi grunty, które odzyskał w ramach
      rewindykacji majątku znacjonalizowanego po wojnie. W wyniku działania
      specjalnej komisji rewindykacyjnej (tzw. Komisji Majątkowej), w skład której
      wchodzą przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz
      Episkopatu, otrzymał już ponad 56 tys. hektarów ziemi, na których stoją także
      szkoły, szpitale czy przedszkola. Dzierżawa tych nieruchomości przynosi spory
      dochód. Co więcej, jeśli skarb państwa nie może z różnych powodów zwrócić
      odebranych ziem, decyduje się na inną formę rekompensaty, chociażby w
      postaci... pakietów akcji spółek giełdowych. Tak się stało w 2001 r., kiedy
      Ministerstwo Skarbu przekazało Archidiecezji Poznańskiej 7488 akcji Okocim SA
      (po 20,90 zł każda) i 60 tys. akcji Cersanit SA (po 19,20 zł). Kolejnym źródłem
      finansowania jest Fundusz Kościelny, dotowany z budżetu państwa. Fundusz
      powstał na mocy ustawy z 1950 roku, która miała rekompensować Kościołom różnych
      wyznań straty, związane z utratą nieruchomości. Tylko w 2003 i 2004 r. na konto
      Funduszu wpłynęła kwota niemal 160 mln złotych.

      Koszty, koszty

      Druga strona równania to wydatki, jakie ma Kościół. Po pierwsze,
      musi "wykarmić" naprawdę sporą rzeszę ludzi. Z danych Instytutu Statystyki
      Kościoła Katolickiego SAC wynika, że w Polsce jest około 60 tysięcy osób
      duchownych (księży, braci i sióstr zakonnych oraz alumnów). A przecież do tego
      należy dodać jeszcze kościelnych, organistów i innych pracowników świeckich.
      Ponadto Kościół musi utrzymać kilkanaście tysięcy obiektów sakralnych, z
      których niejeden wymaga generalnego remontu. Do tego dochodzą koszty budowy i
      utrzymania szkół, sierocińców czy domów opieki paliatywnej.

      Skala wydatków jest więc olbrzymia. Nie zmienia tego nawet fakt, że część z
      nich finansowana jest również z innych źródeł. Konserwacja zabytków np.
      częściowo jest opłacana przez resort kultury, pensje katechetom płaci
      Ministerstwo Edukacji, w konkretnych projektach (na przykład przy renowacji
      obiektów sakralnych Archidiecezji Śląskiej, która w ciągu najbliższych trzech
      lat kosztować będzie 10 mln zł) część kosztów pokryją dotacje unijne. Konkordat
      oraz odpowiednie ustawy zagwarantowały Kościołowi, że nie ponosi on wydatków
      związanych z utrzymaniem szkół wyższych, lecz jedynie koszty ich ewentualnej
      rozbudowy oraz remontów. Dotyczy to Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i
      Papieskiej Akademii Teologicznej z Krakowa.

      W przypadku jednak tych dziedzin, o które Kościół musi dbać sam, orientację w
      jego wydatkach utrudnia fakt, że nie ma jednej kasy, z której pieniądze te
      byłyby wydawane.

      Z "górki" czy pod "górkę"

      Kościelne podmioty gospodarcze mają prawo do składania wniosków do naczelników
      urzędów skarbowych w sprawie zwolnienia ich z obowiązku comiesięcznego
      składania deklaracji CIT. Muszą jedynie zadeklarować, że dochód z działalności
      przeznaczą np. na "cele kultu religijnego". Ministerstwo Finansów nie ma danych
      na temat wielkości tych zwolnień. Ma jedynie zagregowane dane o łącznej kwocie
      zwolnień z podatku dochodowego od osób prawnych dla wszystkich instytucji
      zawartych w art. 17 ustawy o CIT (czyli Kościół, Straż Pożarna, NFZ, Bank
      Gospodarstwa Krajowego). W 2002 r. było to 7,484 mld zł.

      Z rozmów, które przeprowadziliśmy z ekonomami poszczególnych archidiecezji,
      wnioskujemy, że Kościół generalnie korzysta z możliwości niepłacenia CIT-u.
      Jednocześnie do działalności biznesowych, w których najczęściej wykorzystuje
      ulgę, należą takie jak: prowadzenie drukarni, wydawnictw, rozgłośni radiowych,
      sklepów, hoteli i szpitali. W takim razie pytanie brzmi: czy uprzywilejowana
      pozycja kościelnych firm w obrocie gospodarczym w jakikolwiek sposób zakłóca
      równowagę rynkową? Przyjrzyjmy się kilku przykładom:

      Archidiecezja Katowicka jest właścicielem 6 tak
      • Gość: Ed Re: Więcej światła na finanse kościelne -c.d. cz.2 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 12.08.04, 10:05
        Archidiecezja Katowicka jest właścicielem 6 takich spółek. Są to: Księgarnia
        Św. Jacka, spółka produkcyjna Ars Catholica, radio diecezjalne, agencja
        reklamowa, wydawnictwo wydające tygodnik "Gość Niedzielny" i miesięcznik "Mały
        Gość Niedzielny" oraz drukarnia. Dwie pierwsze, najbardziej zyskowne - obracają
        kilkoma milionami złotych rocznie. Są to przedsięwzięcia realizujące w jakimś
        zakresie misję statutową Kościoła, więc trudno byłoby się doszukiwać
        bezpośredniej konkurencji u świeckich odpowiedników.

        Jednocześnie zwolnienie tych podmiotów z podatku CIT pomaga Archidiecezji
        (wprawdzie w małym zakresie, ale zawsze) w rozbudowie gmachu Wydziału
        Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego za 50 mln złotych i budowie bursy
        studenckiej za 40 mln zł. Kolejne kilkanaście milionów pochłonie budowa
        centrali Caritasu, zaplecza mieszkalnego dla profesorów Wydziału Teologicznego
        oraz 20 kościołów.
        Archidiecezja Krakowska. Tutaj Kościół postawił raczej na hotelarstwo.
        Krakowska parafia Bazyliki Mariackiej jest właścicielem trzygwiazdkowego,
        staromiejskiego hotelu "Wit Stwosz". Hotel nie rozlicza się z fiskusem,
        ponieważ cały dochód automatycznie przeznacza na remont Bazyliki Mariackiej.
        Proboszcz parafii Bazyliki Mariackiej, ks. Bronisław Fidelus, twierdzi, że
        przedsięwzięcie jest zyskowne, ale z powodu kryzysu w branży hotelarskiej
        rocznie na czysto przynosi jedynie 300 tys. zł. Krakowska Archidiecezja chce
        otworzyć kolejne dwa hotele. - Będą usytuowane w centrum Krakowa. Są to w 100%
        nasze inwestycje. Otrzymaliśmy już pozwolenie na budowę i rozpoczęliśmy
        poszukiwania pieniędzy - mówi ks. Marek Głownia, ekonom Archidiecezji
        Krakowskiej. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Krakowie jest około 100
        hoteli, to chyba działalność trzech kościelnych nie wpłynie szczególnie na
        zmianę tamtejszego krajobrazu rynkowego. Ponadto pieniądze z komercyjnych
        przedsięwzięć księży-biznesmenów pomagają Archidiecezji w budowie 20 kościołów,
        domu pielgrzyma oraz biblioteki Papieskiej Akademii Teologicznej. Na tle innych
        Archidiecezja Krakowska może nieco swobodniej dysponować wydatkami, bo na
        remonty obiektów sakralnych łoży Narodowy Fundusz Odnowy Zabytków Krakowa, na
        którego konto rokrocznie wpływa z budżetu państwa około 30 mln złotych.

        W śmiałości przedsięwzięć biznesowych przoduje Archidiecezja Warszawska.
        Dlatego też stołeczne inwestycje budzą najwięcej kontrowersji.

        Archidiecezja weszła w spółkę z amerykańskim inwestorem ABC Holdings, by w 2000
        r. kosztem 25 mln dolarów postawić w centrum Warszawy biurowiec - Roma Office
        Center (ROC). Kościół nie musiał wykładać gotówki, ponieważ jego udział w
        spółce ograniczył się do wniesienia aportem ziemi. Grunt okazał się na tyle
        cenny, że Archidiecezja uzyskała 50% udziałów w spółce.

        Kolejnym przedsięwzięciem było tegoroczne wybudowanie drugiego biurowca -
        Centrum Jasna. Budynek jest usytuowany w jeszcze lepszym punkcie Warszawy. Tym
        razem Archidiecezja nie wchodziła w żaden alians z inwestorem świeckim, lecz
        sama założyła spółkę deweloperską Centrum Jasna Sp. z o.o., której jest jedynym
        właścicielem. Z podatkowego punktu widzenia był to krok uzasadniony. Art. 17
        ust. 1 pkt 4b ustawy o CIT mówi, że wolne od podatku są "dochody spółek,
        których jedynymi udziałowcami (akcjonariuszami) są kościelne osoby prawne".
        Oczywiście, wcześniej Archidiecezja musi wykazać fiskusowi, że dochód jest
        przeznaczany na "cele kultu religijnego". A dochód jest spory, bo wg firmy
        Cushman & Wakefield Healey & Baker, zajmującej się wynajmem przestrzeni
        biurowej w obu budynkach - ROC, którego powierzchnia biurowa wynosi 11 700 m2,
        jest praktycznie w 100% wynajęty, a budynek Centrum Jasna jeszcze przed
        czerwcowym oddaniem, miał zamówienia na 1,5 tys. m2 (z 7 tys. powierzchni
        użytkowej). Według C&W H&B, można założyć, że średnia cena wyjściowa (przed
        negocjacjami) miesięcznego wynajmu 1 m2 w ROC wynosi 21 dolarów plus 6 dolarów
        obligatoryjnych kosztów eksploatacyjnych. W Centrum Jasna, cena wyjściowa 1 m2
        wynosi 23 dolary (plus 5 dolarów kosztów eksploatacyjnych). Zdaniem
        specjalistów z C&W H&B, cenę wyjściową czynszu można w trakcie negocjacji zbić
        o góra 20-30% (w zależności od tego, ile chce się wynająć).

        Kościół do momentu tych inwestycji nie miał wcześniej doświadczeń biznesowych
        na taką skalę. Jednak wykazał się nie lada przedsiębiorczością, bo w przypadku
        ROC nie wyłożył ani złotówki, a w przypadku Centrum Jasna w uzyskaniu kredytu
        na inwestycję (którą szacuje się na 15 mln dolarów) pomógł C&W H&B. Firma
        wystarała się o kredyt w BZ WBK.

        Szansa czy zagrożenie dla biznesu?

        Można dyskutować, czy przesunięcie kwot, które w przypadku normalnej firmy
        stanowiłyby podatek - na cele charytatywne (np. prowadzenie Caritasu -
        największej jak dotąd instytucji charytatywnej w Polsce), czy też na renowację
        dziesiątków kościołów (z których niejeden ma wartość zabytkową) jest
        posunięciem rozsądnym z punktu widzenia gospodarki i konkurencyjności
        przedsiębiorstw. Sprawa dyskusyjna, tym bardziej że przesunięcia nie podlegają
        żadnym procedurom kontrolno-skarbowym. W innych krajach europejskich w celu
        uniknięcia takiej dyskusji zdecydowano się na wprowadzenie podatku kościelnego.
        W Niemczech np. podatnicy składają pisemne deklaracje o swoim wyznaniu i na tej
        podstawie państwo przeznacza kwotę w wysokości od 8-9% należnego podatku
        właśnie na rzecz poszczególnych Kościołów. Te z kolei, w zamian za kwoty
        przekazywane z podatków, same muszą się już martwić, w jaki sposób utrzymywać
        swoje struktury i rozliczają się ze swoich kosztów i przychodów na takich
        samych zasadach jak podmioty świeckie. Jasne i przejrzyste. W Polsce natomiast
        nie dość, że w samym systemie podatkowym panuje potworny bałagan, to mamy
        jeszcze ulgi dla Kościoła i liczne fundusze celowe, które mu w różnym zakresie
        pomagają (np. płacą na remonty obiektów sakralnych lub - tak jak w przypadku
        Fundusz Kościelnego - pieniądze trafiają w 90% do ZUS-u na opłacenie składek z
        tytułu ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych dla osób duchownych). Kościół
        jednak broni się przed zniesieniem ulg i wprowadzeniem podatku na wzór
        zachodni. Argumentuje to masowym "wypisywaniem" się z Kościołów wiernych z
        krajów zachodnich, którzy kojarzą te instytucje jako organy "parafiskalne"'.

        Z drugiej jednak strony uprzywilejowana pozycja Kościoła w Polsce sprawia, że
        skorzystać na tym mogą także podmioty świeckie, chcące wejść z nim w relacje
        biznesowe. I tak np. Archidiecezji Katowickiej współpracę zaproponował
        deweloper budujący osiedla mieszkaniowe. - Dostaliśmy taką ofertę. Mielibyśmy
        wnieść aportem do spółki komandytowej nieruchomości gruntowe, a resztę
        sfinansowałby świecki partner. Nie mówimy nie, ale musimy się nad tym jeszcze
        zastanowić - mówi ks. Mirosław Pesiur, ekonom Archidiecezji Katowickiej.

        W stronę jawności?

        Nieśmiałą próbę ujednolicenia systemu gospodarowania pieniędzmi Kościoła podjął
        w tym roku ks. Jan Drob. Stworzył spółkę handlową o nazwie Port, która może w
        imieniu wszystkich diecezji negocjować ceny usług i towarów, dostarczanych do
        poszczególnych zakonów, probostw i kurii. Za wynegocjowany rabat otrzyma
        odpowiednią prowizję.

        - Kościół w Polsce to ogromny rynek zbytu. Jeśli będziemy negocjowali w imieniu
        wszystkich podmiotów, to uzyskamy zdecydowanie niższe ceny np. za węgiel, drób,
        samochody, usługi bankowe, ubezpieczeniowe, informatyczne, niż byłoby to
        możliwe przy pojedynczych zakupach - tłumaczy ks. Jan Drob. Spółka prowadziła
        już rozmowy z GM Poland, a z PZU podpisała nawet umowę (na razie tylko na
        ubezpieczenie jednej diecezji). Ks. Drob twierdzi, że korzystając z efektu
        skali, Port jest w stanie wynegocjować ceny o co najmniej 20% niższe niż
        zawarte w cennikach.

        - Dzisiaj firmy poszukują nowych kanałów dystrybucji. Dlatego ta spółka jest
        taka cenna. Tuż po jej zarejestrowaniu otrzymałem
        • Gość: Ed Re: Więcej światła na finanse kościelne - c.d. cz. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 12.08.04, 10:06
          - Dzisiaj firmy poszukują nowych kanałów dystrybucji. Dlatego ta spółka jest
          taka cenna. Tuż po jej zarejestrowaniu otrzymałem kilka ofert od inwestorów
          świeckich z propozycją odkupienia licencji na tę dystrybucję. Padła nawet kwota
          2 mln złotych - mówi ks. Drob.

          Spółka ta cenna jest dla Kościoła jeszcze z innego względu. Otóż, jeśli
          wynegocjowałaby dla wszystkich parafii dostarczenie takich samych narzędzi
          informatycznych do księgowania operacji finansowych, być może można byłoby
          ujednolicić standard sprawozdawczości finansowej w całym Kościele. Wiadomo
          byłoby wówczas, ile pieniędzy łącznie Kościół zarobił i wydał na żywność,
          budowę nowych obiektów kultu, prąd czy węgiel. To pozwoliłoby na wprowadzenie
          większej przejrzystości w finansach Kościoła, na czym pewnie zależy również
          uczciwym inwestorom świeckim, chcącym robić z nim interesy.

          To jednak przyszłość. Póki co Kościół nie ujawnia swoich finansów. Informacji
          na ten temat nie ma też fiskus, bo Kościół broni się przed podatkami. Używa
          tutaj argumentów odwołujących się do zdrowego rozsądku. Twierdzi, nie bez
          racji, że poddanie np. drobnych datków rygorom wynikającym z obrotu
          gospodarczego graniczyłoby z absurdem, bo wręczanie pokwitowania wszystkim
          ludziom dającym na tacę w trakcie mszy jest po prostu niemożliwe.

          Z drugiej jednak strony, to właśnie brak skarbowej kontroli nad finansami
          Kościoła w połączeniu z różnymi przywilejami podatkowymi rodzi pokusy. Te
          prowadzą do afer, które odbijają się na wizerunku instytucji, a w gospodarce
          tworzą precedensy mogące skutkować nierównością szans na rynku. I dlatego może
          warto, żeby z tej szansy, jaką daje Kościołowi stworzenie spółki Port,
          skorzystać i do finansów kościelnych wprowadzić więcej światła.

          (Michał Pietrzak)

          Artykuł można przeczytać w czerwcowym numerze Businessman Magazine.
          www.serwisprasowy.pl/pp_index.php?id=39&pp=g
    • Gość: Ed Pornoskandal w Austrii: Zamknięto seminarium IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 12.08.04, 17:38
      Austriackie seminarium duchowne w Sankt Poelten zostało zamknięte w następstwie
      skandalu z dziecięcą pornografią, ujawnionego tego lata - ogłosił przed prasą
      wizytator apostolski, biskup Klaus Kueng.

      Jan Paweł II skierował do seminarium swego wysłannika, aby przeprowadził
      śledztwo w związku ze skandalem, który wstrząsnął austriackim społeczeństwem.

      W transmitowanym przez telewizję wystąpieniu apostolski wizytator z ubolewaniem
      mówił, że seminarium odeszło od swej misji, którą jest kształcenie młodych
      mężczyzn, by służyli Kościołowi rzymskokatolickiemu. "Potrzebny jest nowy
      początek" - podkreślił biskup i oświadczył: "Zamykam to seminarium ze skutkiem
      natychmiastowym". Dodał, że jego śledztwo wykazało, iż zwierzchnicy "poświęcali
      za mało uwagi procedurom selekcji" kandydatów.

      Władze austriackie ujawniły i zarekwirowały około 40 tys. zdjęć i filmów wideo
      z pornografią dziecięcą odkrytych na komputerach w seminarium diecezji St.
      Poelten, około 80 km na zachód od Wiednia. Znaleziono także zdjęcia kandydatów
      do stanu duchownego całujących i pieszczących się między sobą oraz z
      przełożonymi. Niektóre fotografie zostały opublikowane w austriackich mediach,
      wywołując publiczne wzburzenie i wpływając na decyzję papieża Jana Pawła II o
      skierowaniu do seminarium biskupa Kuenga.

      Wizytator przyznał, że kilku seminarzystów w Sankt Poelten ściągało z internetu
      zdjęcia pornograficzne "niemal nałogowo". Mówił też o swym wielkim bólu, kiedy
      ustalił, że w seminarium powstały "aktywne związki homoseksualne".

      Austriacka prokuratura oskarżyła 27-letniego byłego seminarzystę z Polski o
      posiadanie i rozpowszechnianie materiałów pornograficznych, za co grozi mu kara
      do dwóch lat więzienia.

      Miejscowy biskup Kurt Krenn, którego bliskie kontakty z Watykanem zaowocowały
      papieską wizytą w skromnej austriackiej diecezji w 1998 roku, mimo wywieranych
      silnych presji odmówił złożenia rezygnacji. Biskup Krenn wzburzył wielu
      Austriaków, kwitując skandal z pornografią w seminarium jako "sztubackie
      wybryki".

      Watykan mianuje wizytatora apostolskiego w przypadkach "poważnych
      nieprawidłowości" w instytucji kościelnej czy diecezji.

      Klaus Kueng jest biskupem austriackiej diecezji Feldkirch.
      info.onet.pl/963650,12,item.html#czytaj
      • Gość: Ed Re: Pornoskandal w Austrii - link IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 12.08.04, 18:35
        www.bild.t-online.de/BTO/news/2004/07/14/bischof/kloster__der__suende.html
        • Gość: Ed Re: Pornoskandal w Austrii - link IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 15.08.04, 02:18
          serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1715307,49622.html?skan=http%3A%2F%2Fbi.gazeta.pl%2Fim%2F2227%2Fm2227422.jpg
    • Gość: jan Księża są fałszywi ! IP: *.multicon.pl 14.08.04, 22:49
      Tu dowód :
      info.onet.pl/954440,11,item.html
    • Gość: czytelnik Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.04, 23:44
      Stary, Ty masz świętą rację, tylko te oszołomy z solidarności tego nie widzą.
    • Gość: jan rozpierducha u Brygidy IP: *.multicon.pl 15.08.04, 22:11
      info.onet.pl/965023,11,item.html
      • Gość: * Re: taka rozpierducha jest w wielu parafiach IP: *.internetdsl.tpnet.pl 16.08.04, 19:35
        Pamiętam taką rozpierduchę szeroko opisywaną w prasie zainicjował w latach 80-
        tych niejaki ks. Misiak zesłany za swe wybitne umiejętności bodajże do Uniszewa
        pod Olsztynem. Na dzień dzisiejszy podobne "imprezki" zaczyna szykować na innej
        parafi przy cichej akceptacji tuzów diecezjalnych. Interwencje naczelnika gminy
        u biskupamają się - jak zwykle - bardzo dobrze :). Obawiam się, że niedługo o
        nim znowu usłyszymy przy następnym skonfliktowaniu ludności tej bardziej
        parafialnej z ludnością pozostałą i władzami gminy. Prasa w sposób delikatny
        zaczyna sygnalizować możliwość takiego rozwoju wypadków.
        • Gość: jan a jakie typki w tej Brygidzie :( IP: *.multicon.pl 16.08.04, 22:57
          www.faktyimity.pl/wywiad.html
          • ouimet Re: a jakie typki w tej Brygidzie :( 16.08.04, 23:26
            jasiu...zacznij myslec samodzielnie,a nie "sciagaj" z /hi,hi!/opiniotworczych
            szmat......
            Aczkolwiek oceniajac poprzednie twoje epistoly,to moze i lepiej ze masz mozg
            uspiony...i nie uzywasz go do myslenia...
            Trzymajcie sie -towarzyszu...i faktycznie,nie myslcie.
            • Gość: Ed Re: religijna forma ciemnoty intelektualnej IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 17.08.04, 00:33
              ouimet napisał:

              > jasiu...zacznij myslec samodzielnie,a nie "sciagaj" z /hi,hi!/opiniotworczych
              > szmat......
              > Aczkolwiek oceniajac poprzednie twoje epistoly,to moze i lepiej ze masz mozg
              > uspiony...i nie uzywasz go do myslenia...
              > Trzymajcie sie -towarzyszu...i faktycznie,nie myslcie.
            • Gość: # Re: a jakie typki w tej Brygidzie :( IP: *.multicon.pl 05.11.04, 20:11
              www.przekroj.pl/
              • Gość: Ed Re: a jakie typki w tej Brygidzie :( IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.12.04, 08:06
                Studentów portret własny przekonuje :(
                Parę prac magisrerskich z tej uczelni, z którymi miałem do czynienia uzupełnia
                ten radosny obraz :))
                • Gość: Ed Re: P.S. :( IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.12.04, 08:10
                  Ta uczelnia powinna przybrać imię znamienitego Lecha Wałęsy :))
                  Adekwatność patronatu chyba nie powinna budzić żadnej wątpliwości :;))
    • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. posiadacz ziemski IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 17.08.04, 14:49
      Watykan najwiekszym posiadaczem ziemskim w RP
      Gość: Marek IP: *.47.30.61.isp.tfn.net.tw napisał:

      Kościół katolicki jest bowiem
      największym posiadaczem ziemskim w RP - ma ok. 160 tys. ha ziemi, więcej niż
      przed II wojną światową. Po wejściu do UE Kościół dostanie, tak samo jak inni
      właściciele gospodarstw rolnych, 118 euro rocznie do hektara. Wychodzi, że
      Kościół ma szansę otrzymać z unijnego budżetu w formie dopłat 18 mln 880 tys.
      euro rocznie, czyli ok. 91 mln zł!

      Kościół zawdzięcza swoje latyfundia głównie hojnej ręce państwa polskiego. Na
      początku poprzedniej dekady otrzymał prawo ubiegania się o zwrot przejętego
      przez państwo w okresie PRL mienia. Zwrotu mienia dokonuje specjalna Komisja
      Majątkowa składająca się z przedstawicieli Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i
      Administracji oraz episkopatu. Przy okazji zwracania majątku dochodziło
      częstokroć do nadużyć, gdy z dnia na dzień przedstawiciele Kościoła wyrzucali
      z przejmowanych budynków szpitale, przedszkola, szkoły, bądź narzucali im
      horrendalne czynsze. Od niesprawiedliwych decyzji państwowo-kościelnej
      Komisji Majątkowej nie ma się zresztą gdzie odwoływać, gdyż

      Ustawa nie przewidziala prawa kwestionowania jej decyzji przed sądami. W
      wyniku działalności Komisji Majątkowej Kościół otrzymał prawie 50 tys. ha
      ziemi

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=12464810
    • Gość: Palnick Zastanawiająca zbieżność metod i celów KOŚCIOŁÓW! IP: *.stenaline.com 18.08.04, 14:57

      Kościół, którym rządzą gangsterzy

      IAR za "Życiem Warszawy" 18-08-2004, ostatnia aktualizacja 18-08-2004 11:26

      PRZEGLĄD PRASY: Kilka milionów złotych fikcyjnych darowizn przyjęli
      założyciele Chrześcijańskiego Kościoła Głosicieli Dobrej Nowiny. "Życie
      Warszawy" informuje, że w tym kościele zagnieździli się gangsterzy. Zarabiali
      na tym głosiciele i ci, którzy ich rzekomo obdarowywali. Prokuratura sprawdza
      teraz, jaką rolę w Kościele odgrywali bossowie półświatka: Mariusz
      D. "Przeszczep", Andrzej W. "Baryła" i Jacek K. "Kowal" - czytamy w artykule
      pod tytułem "Biskupi z półświatka i fikcyjne darowizny".

      Warszawscy gangsterzy piastowali wysokie stanowiska w Chrześcijańskim
      Kościele Głosicieli Dobrej Nowiny. W ciągu siedmiu lat działalności
      głosiciele sprzedali setki fikcyjnych umów darowizny na kilka milionów zł.
      Prawdopodobnie gangsterzy wyczuli duże zyski i przejęli kontrolę nad
      Kościołem.

      Najważniejszą postacią półświatka "wyświęconą" na biskupa był Mariusz D. ps.
      Przeszczep. Stał na czele jednego z najgroźniejszych gangów działających w
      stolicy, północnej Polsce i Niemczech. Prokuratura postawiła bandziorowi
      ponad 20 zarzutów, w tym porwań, napadów i handlu narkotykami. Z informacji
      Życia Warszawy wynika, że Przeszczep sam korzystał z darowizn, choć przede
      wszystkim załatwiał je innym, głównie biznesmenom z tzw. szarej strefy.
      Kolejny gangster biskup Andrzej W. ps. Baryła, poprzez duchowe posłanie,
      legalizował zyski z haraczy. Więcej o aferze w artykule pod tytułem "Biskupi
      z półświatka i fikcyjne darowizny" w Życiu Warszawy.

      -----------------
      Nie rozumiem tylko dlaczego cwaniacy, którzy wpadli na ten sam pomysł parę
      stuleci wcześniej nie są tak zdecydowanie ścigani przez prokuraturę?
      Kiedy abp "Przeszczep" Gocłowski znajdzie się pod celą?
      Trochę to wygląda na nierówne traktowanie obrządków :))))))))))))

    • Gość: Ed Oskarżony ksiądz prowadził pielgrzymkę do Częstoch IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 18.08.04, 23:17
      Czy jeszcze jest coś w tym polskim kościele katolickim nie możliwego???

      Niektórzy z olsztyńskich pątników wracają z Jasnej Góry oburzeni: grupę
      Warmia-Katedra poprowadził do Częstochowy ksiądz oskarżony m.in. o udział w
      szantażowaniu innego duchownego i nielegalne posiadanie broni. Kuria nie
      komentuje sprawy, księża nieoficjalnie przyznają: to wpadka.

      Warmińska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę wyruszyła z Olsztyna 30 lipca.
      Składała się z 15 grup pątników, na czele każdej stał ksiądz. Grupę Warmia-
      Katedra, w której szło około 70 pątników, głównie z olsztyńskich parafii św.
      Jakuba i św. Józefa, wyprowadził z Olsztyna wikariusz katedry ks. Wojciech
      Kotowicz. - Ze względu na obowiązki w parafii, nie mogłem poprowadzić
      pielgrzymki dalej niż do Gietrzwałdu - mówi ks. Wojciech. - Próbowałem
      znaleźć innego księdza, który poprowadziłby naszą grupę, ale nie udało mi
      się. Zgłosiłem problem księdzu dyrektorowi Janowi Szymko - opowiada.

      Ksiądz Szymko od lat zajmuje się organizacją warmińskiej. Obiecał, że gdy nie
      znajdzie "Katedrze" innego przewodnika, sam ją poprowadzi. Ale znalazł -
      księdza Józefa L., od niedawna proboszcza jednej z parafii w Kętrzynie.

      - Przedstawiłem grupie nowego księdza-przewodnika, powiedziałem, że jest z
      Kętrzyna. Poinformowałem ich jeszcze, że niewykluczone, iż ten przewodnik po
      drodze także zostanie zmieniony - mówi ks. Kotowicz. Tak się nie stało.
      Ksiądz Józef L. doprowadził "Katedrę" do samej Częstochowy. Po drodze część
      pątników zorientowała się, kto jest ich kierownikiem.

      W czerwcu biskupiecka prokuratura oskarżyła ks. Józefa L. o nielegalne
      posiadanie broni gazowej i "zmuszanie do określonych zachowań". Przed rokiem
      ks. L. miał opowiedzieć grupie gangsterów o słabości do kobiet proboszcza
      sąsiedniej parafii. Ci zwabili księdza R. do pensjonatu pod Łodzią i tam
      utrwalili niedwuznaczne sceny z jego udziałem. Kaseta posłużyła potem do
      szantażu, sprawę zakończyła policja i detektyw Rutkowski.

      Mówi jeden z pątników: - Osoba oskarżona o takie czyny powinna iść jako
      anonimowy pątnik, nie nasz przewodnik. W jego ustach słowa o pokucie,
      wybaczaniu i miłości bliźnich nie brzmiały wiarygodnie...

      Chcieliśmy zapytać, czy do wyjaśnienia sprawy w sądzie ksiądz L. powinien
      prowadzić pielgrzymki? Jednak ksiądz Jan Szymko wyjechał na wakacje, w nowej
      parafii ks. L. odłożono słuchawkę, gdy usłyszeli, że dzwonimy z "Gazety", a
      ksiądz Andrzej Lesiński, proboszcz olsztyńskiej katedry, nie chciał
      komentować sprawy, bo "nie zna szczegółów". Podobnie przebywający na urlopie
      rzecznik prasowy kurii ks. Artur Oględzki. - Jest księdzem, to poszedł na
      pielgrzymkę, co się go czepiacie - skwitował jedynie ks. Bronisław
      Siekierski, proboszcz parafii św. Józefa.

      Jak się jednak nieoficjalnie dowiedzieliśmy, wielu księży jest oburzonych, że
      duchowym przewodnikiem pątników był oskarżony w takiej sprawie. - Jak ludzie
      mają nam ufać, skoro przytrafiają się nam takie wpadki? - pytał jeden z
      księży.

      Obowiązki księdza, który prowadzi grupę
      1. odprawianie codziennych porannych mszy
      2. spowiadanie pielgrzymów
      3. prowadzenie konferencji, tj. swego rodzaju kazań, nauk dla pątników
      4. dbanie "by pielgrzymka nie zamieniła się w wycieczkę krajoznawczą"
      (Joanna Wojciechowska 17-08-2004)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2234764.html
    • Gość: jan. księża przesiądą sie do lichszych autek ? IP: *.multicon.pl 20.08.04, 18:51
      Nie bardzo oni chca sie przesiąść do troszeczkę lichszych autek ale chyba beda
      musieli. Taka wola Narodu.
      info.onet.pl/967831,11,item.html
    • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - ks. "dziwak"... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 14:06
      Chciałam podzielić się z Wami tym co mnie męczy i drażni, dlatego pisze tego
      arta.

      Jestem uczennica trzeciej klasy gimnazjum, więc w tym roku będę przystępowała
      do sakramentu bierzmowania (strata czasu, ale cóż... muszę ). Oczywiście
      religii uczy nas ksiądz (no jak by inaczej ), który pyta nas i kosi z lekcji na
      lekcję, ale nie o to mi dokładnie chodzi.

      Ksiądz jako katolik powinien dawać nam przykład, jaki musi być prawdziwy
      chrześcijanin, ale ten chyba sądzi inaczej. Cała klasa jest przez niego
      wyśmiewana i wyzywana od debili, down’ów, kretynów itd. a gdyby jeszcze i tego
      było mało to ocenia nas według własnego upodobania (mnie chyba lubi bo mam
      dobre oceny ;) ).
      Ostatnio pisaliśmy sprawdzian i to osoby, które miały maksymalna ilość punktów
      dostawały najwyżej 3, a gdy jeszcze moja koleżanka poszła się zapytać
      (grzecznie i spokojnie) dlaczego ma niezaliczone jedno pytanie skoro napisała
      tak samo jak jest w książce, to powiedział "bo mi się nie chce". To był dla
      wszystkich szok!
      Oczywiście koleżanka zaczęła walczyć o swoje. „Kochany” ksiądz zagroził jej, że
      jak nie usiądzie na d.... to nie dopuści jej do bierzmowania i zaczął ją
      wyzywać od najgorszych.
      Wiele razy wyrzuca nas z klasy za to, że nasze zdanie różni się od jego. W
      innych klasach, gdy komuś nie „pójdzie” sprawdzian z religii to przynosi do
      szkoły czekoladę i ksiądz od razu zmienia ocenę w dzienniku na 4 lub 5 w
      zależności od wielkości czekolady.

      To się nazywa chrześcijaństwo i sprawiedliwość?!
      Dorzucę jeszcze to, że moja klasa walczyła o swoje ale nic to nie
      poskutkowało , czasami nawet myślę, że jest jeszcze gorzej. Proszę, abyście
      postawili się w mojej sytuacji i skomentowali ten artykuł.

      Autor: kapusta
      Mail: kapusta_16@op.pl
      www.nastolatek.pl/pokaz.php?a=art&ida=1197
    • Gość: Ed KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - Samotność kapłona IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 14:11
      Proboszcz z miejscowości Banie wylądował w szpitalu. Trzeba mu było
      chirurgicznie usunąć wibrator z odbytu.

      Ksiądz Zdzisław T. od trzech lat pełni posługę w Baniach. Nie zyskał sobie
      specjalnej sympatii. Ludzie mieli pretensje, że wyniosły i pazerny. Teraz jest
      pośmiewiskiem całej gminy.

      Piękny zabytkowy kościół w Baniach zastaliśmy zamknięty na cztery spusty.
      Plebania leży po drugiej stronie ulicy. Przy drzwiach cztery dzwonki, bez
      opisu. Naciskamy wszystkie po kolei. Po dłuższym czasie otwiera 70-letnia
      gospodyni:

      – Ja tam nic nie wiem, jestem tu na zastępstwie od dwóch dni.

      – A ksiądz proboszcz?

      – Na urlopie.

      – Nieszczęście mu się przydarzyło?

      – Coś tam słyszałam, ale nic nie powiem.

      Na przykościelnym murku dwóch gości konsumuje drugie śniadanie.

      – Tak było. Maluchem go ktoś zawiózł o drugiej w nocy do Gryfina. A najebany
      był jak bela.

      – To ksiądz proboszcz z tych, co wolą chłopców?

      – A uchowaj Boże! Porządny z niego jebaka. Mówią, że z jedną nauczycielką to go
      straż leśna złapała. I mandat chcieli wlepić. Zwierzynę gorszył?

      Mieszkańcy Bań nie żałują dobrodzieja. Kilkoro z nich martwiło się, czy aby na
      pewno zostanie odwołany.

      – No bo jak on teraz będzie dzieci w gimnazjum religii nauczał? – pyta oburzona
      pani w średnim wieku.

      Młodzież ma ubaw po pachy. Zdradza nową ksywę klechy: Shakin Zdzisio.

      Jedziemy do szpitala w Gryfinie. Dyrektor szpitala na urlopie, ordynator
      chirurgii też. Wakacje. Lekarze z gryfińskiego szpitala nie chcą nic mówić.
      Obowiązuje ich tajemnica zawodowa. Nieoficjalnie dowiadujemy się, że po wyjęciu
      z księżego odbytu rozweselacz jeszcze wibrował. Nie możemy się oprzeć
      skojarzeniom z reklamą baterii, na której różowe króliczki-zabawki grają
      niestrudzenie w futbol...

      Ksiądz po operacyjnym usunięciu wibratora został zabrany przez biskupa.
      Prawdopodobnie, żeby wrócił do parafii i swoją obecnością zadał kłam rodzącym
      się plotkom. Okazało się to dla niego zgubne. W czasie demonstracyjnej
      przechadzki po Baniach dobrodziej pochylił się i... założone mu w tyłku szwy
      puściły. Znowu trafił na stół chirurgiczny.

      – Tak, takie przypadki się zdarzają – śmieje się emerytowany chirurg ze
      Szczecina – pamiętam pewnego pac-jenta, który zaspokajał się za pomocą lewarka
      od zmiany biegów w dużym Fiacie. Tak się biedaczysko zapamiętał, że doprowadził
      do odkręcenia ozdobnej gałki, która pozostała w jelicie. Nie koniec na tym.
      Wstydził się iść do lekarza, wymyślił więc, że nadzieje się na powrót na
      lewarek i wkręci gałkę na swoje miejsce.
      Zrobił to tak nieudolnie, że przebił jelito w trzech miejscach. Mało brakowało,
      a zszedłby z tego świata...

      * * *

      W każdym innym przypadku byłoby nam po prostu żal i człowieka, i wibratora,
      który się w dupie rozleciał z przepracowania. Jednak złapanie na takiej
      sztuczce księdza dobrodzieja to czarowna uciecha, bo dowód na hipokryzję
      Kościoła. Celibat zmusza kapłanów do życia w zakłamaniu, więc większość z nich,
      w taki czy inny sposób, zaspokaja swoje potrzeby seksualne. Pięknie to, że ten
      akurat klecha
      używał do tego elektrycznego penisa, a nie dziecięcych dziurek.

      Autor : Wojciech Jurczak / Andrzej Rozenek
      www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=591
    • Gość: Ed Re: Ksiadz czatuje na sex IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 14:34
      Cześć! mam 26 lat, jestem księdzem i mam ochotę na seksspotkanie z Tobą -
      zaproszenie takiej treści wystosował do jednej z kieleckich internautek,
      bywalczyni tzw. czatu erotycznego, tajemniczy pan.

      www.racjonalista.pl/kk.php/s,1227
    • Gość: Ed Cotygodniowe seksualne oskarżanie księży IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 14:37
      Średnio jeden ksiądz katolicki na tydzień był w zeszłym roku obwiniany w Anglii
      i Walii o nadużycia seksualne, ale żaden nie trafił na ławę oskarżonych, a
      tylko dwóch zostało zawieszonych - wynika z raportu Katolickiego Biura Ochrony
      Dzieci (COPCA).

      W sumie do władz Kościoła katolickiego w Anglii i Walii napłynęły 62 skargi.
      Było 51 zażaleń na "nieodpowiednie zachowanie" wobec dzieci. Sprawy te
      załatwiono wewnątrz Kościoła po konsultacjach z policją i służbami socjalnymi.
      Dziesięć skarg dotyczyło innych nadużyć, popełnionych nie tylko przez księży,
      ale także wolontariuszy i innych pracowników.

      COPCA zostało powołane z rekomendacji raportu lorda Nolana, zamówionego w 2001
      roku przez ówczesnego zwierzchnika Kościoła katolickiego w Anglii i Walii,
      kardynała Cormaca Murphy'ego- O'Connora, dla zbadania nadużyć w łonie Kościoła.

      Sam kardynał był zamieszany w skandal, gdy przyznał, że popełnił błąd w latach
      80. przenosząc księdza oskarżonego o molestowanie dzieci do innej parafii,
      zamiast dogłębnie zbadać sprawę. Ksiądz ten od tego czasu został dwukrotnie
      skazany za podobne czyny.

      Lord Nolan ocenił w raporcie COPCA, że dowodzi on postępu w walce z
      nadużyciami, które od lat gnębiły Kościół. Osiągnięto postęp dzięki ciągłej
      czujności społecznej i niepokojowi wywołanemu sposobem traktowania takich spraw
      przez Kościół katolicki nie tylko w Anglii i Walii, lecz także w Irlandii,
      Ameryce, Kanadzie i Australii - napisał.

      www.kidprotect.pl/index.php?module=13&cat=3&item=267&PHPSESSID=1ae6f1217b0a43a60a4721d95dbe7c5c
    • Gość: Ed Re: Rodzina bliźnich i ksiądz IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 24.08.04, 15:04
      W Fundacji Pomocy Bliźnim św. Maksymiliana w Koninie za sznurki ciągnęli
      Kazimierz Brzeziński – lekarz ciał, oraz Antoni Łassa – lekarz dusz, czyli
      ksiądz. Teraz panowie pragną się ciągnąć po sądach, gdyż miłość do bliźnich z
      natury jest słabsza niż do pieniędzy.

      Pod koniec 1989 r. obaj dżentelmeni uznali, że trzeba coś zrobić dla biednych,
      poniżonych i wzgardzonych. Dlatego założyli fundację i zostali jej fundatorami.
      Działalność rozpoczęli skromnie – od wydawania bonów dla głodnych i
      spragnionych.

      Majątek fundacji szybko zaczął się rozrastać. W dużej mierze dzięki szerokim
      znajomościom i smykałce do interesów księdza Łassy. Dziś dzieło obu lekarzy to
      prawdziwe imperium. W jego skład wchodzi sieć aptek, sklepy z dewocjonaliami,
      przychodnia Maxmed i wyposażone w kriokomorę Centrum Rehabilitacji i
      Fizykoterapii. Ogółem wartość majątku liczona jest w milionach złotych.

      Bomba wybuchła w czerwcu. Nieoczekiwanie doktor Brzeziński publicznie
      oświadczył, że nie chce już dłużej być przykrywką dla pewnych działań.
      [Fundacja] miała służyć bliźnim i realizować nadzieje potrzebujących. Przez
      lata narastało w niej wiele nieprawidłowości i działań szkodzących. Doszło do
      systematycznego odchodzenia od założeń, które były realizowane w początkowym
      okresie jej istnienia

      www.nie.com.pl/tekst_druk.php?id=4050
    • Gość: Ed KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - kościół ganksterów IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 25.08.04, 08:19
      Kościół gangsterów
      18.08.2004 11:18
      Kilka milionów złotych fikcyjnych darowizn przyjęli założyciele
      Chrześcijańskiego Kościoła Głosicieli Dobrej Nowiny. Prokuratura sprawdza
      teraz, jaką rolę w Kościele odgrywali bossowie półświatka: Mariusz
      D. "Przeszczep", Andrzej W. "Baryła" i Jacek K. "Kowal".

      Warszawscy gangsterzy piastowali wysokie stanowiska w Chrześcijańskim Kościele
      Głosicieli Dobrej Nowiny - pisze "Życie Warszawy".

      W ciągu siedmiu lat działalności głosiciele sprzedali setki fikcyjnych umów
      darowizny na kilka milionów zł. Prawdopodobnie gangsterzy wyczuli duże zyski i
      przejęli kontrolę nad Kościołem.

      Najważniejszą postacią półświatka "wyświęconą" na biskupa był Mariusz D.
      ps. "Przeszczep". Stał na czele jednego z najgroźniejszych gangów działających
      w stolicy, północnej Polsce i Niemczech. Prokuratura postawiła bandziorowi
      ponad 20 zarzutów, w tym porwań, napadów i handlu narkotykami. Z informacji
      gazety wynika, że "Przeszczep" sam korzystał z darowizn, choć przede wszystkim
      załatwiał je innym, głównie biznesmenom z tzw. szarej strefy.

      "Głosiciele mieli być dla niego inwestycją w przyszłość. To było nowe pole
      działania, pomagające w praniu pieniędzy i oszustwach gospodarczych" - opowiada
      prokurator stołecznej prokuratury okręgowej.

      Kolejny gangster biskup Andrzej W. ps. "Baryła", poprzez duchowe posłanie,
      legalizował zyski z haraczy. Finansistą głosicieli był z kolei Jacek P. uważany
      za jednego z czołowych paserów gangów związanych z "Pruszkowem". Chrześcijański
      Kościół Głosicieli Dobrej Nowiny powstał w kwietniu 1995 r., a już w maju
      zaczął sprowadzać z zagranicy luksusowe auta. Przez ponad rok korzystali z
      ulgi, pisząc w dokumentach, że pojazdy potrzebne są do pełnienia posługi
      kapłańskiej. Przy przekrętach z darowiznami założyciele Kościoła wykorzystywali
      kloszardów z Dworca Centralnego. Z usług oszustów w sutannach korzystali też
      drobni przedsiębiorcy.

      Na 58 głosicieli objętych śledztwem 41 jest notowanych, 19 siedziało w
      wiezieniu, a pięciu jest poszukiwanych listami gończymi.

      Śledztwo w sprawie przekrętów głosicieli trwa od ponad roku. Od dwóch miesięcy
      założyciel Kościoła Henryk M. i jego najbliżsi współpracownicy siedzą w
      areszcie. Dzięki zeznaniom innych wiernych odtworzono mechanizm
      przekrętów. "Zarabiali głównie na sprzedaży umów darowizny na rzecz Kościoła.
      Pobierali za to 10 proc. wartości zadeklarowanej sumy. Wyłudzali też
      świadczenia z ZUS za fikcyjne choroby oraz zdobywali grunty pod nowo powstające
      parafie" - mówi oficer CBŚ.

      fakty.interia.pl/news?inf=533872
    • Gość: Ed Re: 20 mln z budżetu dla Krk IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.08.04, 18:40
      Obecnie nie są prowadzone żadne prace przy budowie świątyni Opatrzności Bożej
      na warszawskich Polach Wilanowskich z powodu braku wystarczającej ilości
      pieniędzy.

      Poinformowała o tym członek zarządu fundacji budowy tej świątyni i główny
      inspektor nadzoru koordynująca prace Teresa Nitkiewicz.

      "Przerwa w prowadzonych pracach budowlanych przy świątyni jest spowodowana
      brakiem około 18 mln zł na postawienie pylonów i ścian bocznych do wysokości 26
      metrów. By móc kontynuować prace i doprowadzić do zakończenia budowy w stanie
      surowym, musimy w całości zgromadzić te środki finansowe, a jeszcze dużo
      brakuje" - powiedziała Nitkiewicz.

      Zaznaczyła, że Fundacja ma nadzieję, iż być może parlament, który poparł
      odpowiednimi ustawami budowę tej świątyni, pomyśli o wyasygnowaniu od państwa
      choćby 20 mln zł, co, jej zdaniem, "dla budżetu nie stanowiłoby zbyt wielkiego
      uszczerbku, a dla Fundacji byłaby to ogromna pomoc".

      Nitkiewicz poinformowała, że dotychczas została wybudowana w staine surowym
      dolna część świątyni. Wykonano także wszystkie prace konstrukcyjne do parteru
      włącznie. Przygotowano również konstrukcję pod amfiteatr. Dalsze prace - od
      parteru do 26 metra wysokości - muszą być, z przyczyn technologicznych,
      wykonywane wszystkie równocześnie.

      Dodała, że kontynuowane są natomiast inne prace, m.in. związane z budową
      wielofunkcyjnego domu parafialnego przy świątyni, który powinien być gotowy do
      czerwca przyszłego roku. W domu tym ma działać działał Ośrodek Duszpasterski
      przy świątyni Opatrzności Bożej w budowie, sprawujący całodzienną opiekę nad
      ludźmi chorymi i starszymi. Prowadzone mają tam być także zajęcia wychowawcze i
      duszpasterskie z młodzieżą.

      W roboty budowlane przy świątyni zainwestowano dotąd 25 mln zł, a w prace
      projektowe - 2 mln zł.

      "Dotychczasowe prace zostały sfinansowane wyłącznie ze składek społeczeństwa.
      Natomiast jeśli chodzi o sponsorów, to żadna wpłata od nich nie przekroczyła
      tysiąca złotych; raczej to były wpłaty rzędu od 70 do 80 zł. I takich sponsorów
      nie było wielu" - powiedziała Nitkiewicz.

      Aktu wmurowania kamienia węgielnego pod budowę świątyni Opatrzności Bożej
      dokonano w maju 2002 roku, a w październiku tego samego roku ruszyła jej
      budowa. W stanie surowym świątynia miała powstać w ciągu dwóch lat.
      info.onet.pl/971608,11,item.html
      • Gość: Ed Re: Kościół przede wszystkim polityczny IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 29.08.04, 19:00
        Okazuje się, że święta kościelne są wykorzystywane do mówienia przez hierarchów
        o pieniądzach. Niedawno w Częstochowie na Jasnej Górze Józef Glemp gromił
        senatorów za to, że domagają się, by księża płacili z własnej kieszeni składkę
        na ubezpieczenie zdrowotne. Z kolei arcybiskup Życiński określił to żądanie
        przejawem stalinizmu. Jestem głęboko zaniepokojona tym, że projekt ustawy
        przedstawiciel Kościoła ośmiela się określać takim mianem - pisze prof. Maria
        Szyszkowska na łamach "Trybuny".

        Jej zdaniem, kapłani powinni się wreszcie zająć troską o dusze wiernych i
        odwrócić swoją uwagę o dóbr doczesnych.

        Jeżeli Kościół tego nie uczyni, to nikt już nie będzie miał złudzeń, że Kościół
        stanowi przede wszystkim siłę polityczną. Jest zresztą na tyle bogaty, że sam,
        niezależnie od treści konkordatu, powinien zrezygnować z przywilejów
        finansowych na rzecz ubogich rzesz społeczeństwa. Tymczasem słyszymy pretensje,
        że państwo czegoś tam jeszcze nie oddało Kościołowi - podkreśla Szyszkowska.
        (mn)
        wiadomosci.wp.pl/prasaWiadomosc.html?wid=5665030&_err=1&ticket=7775632661409984EUYAdmkqNlM8qf03ckPUzEkKn%
        2BFPdXENY3r9y4LrvYMziiel9r6ENSGKAV10Gn596JM3Ah1XKWL4nVFdwULbbwyhtLm3DixlmYmmvata
        w%2BYZ08tssLfvK32QDJW7Gx7M

        • Gość: Ed Re: Ksiądz oskarżony o molestowanie nieletnich IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 02.09.04, 00:13
          52-letni ksiądz, były proboszcz jednej z parafii na Opolszczyźnie, jest
          oskarżony o molestowanie nieletnich. Akt oskarżenia w tej sprawie wpłynął do
          Sądu Rejonowego w Prudniku - poinformował rzecznik opolskiej prokuratury
          okręgowej, Roman Wawrzynek.

          "Zdarzenie miało miejsce w 1999 roku. Ksiądz sprowadzał na parafię dzieci z
          domów dziecka. Trójka pochodziła z jednej placówki, chłopcy, którzy mieli wtedy
          11-13 lat, przyznają dziś - po 5 latach - że byli molestowani seksualnie" -
          powiedział Wawrzynek. "Nie będę opisywał szczegółów. Chodzi o tzw. inną
          czynność seksualną" - dodał.

          Sprawa wyszła na jaw, kiedy dzieci zaczęły opowiadać innym o swoich
          przeżyciach. Takie informacje doszły do dyrekcji domu dziecka, która
          zawiadomiła prokuraturę. "Dzieci zeznawały w obecności psychologa. Z opinii
          psychologa wynika, że dzieci opowiadają o czymś, co poznały z autopsji, a nie z
          opowiadań" - zaznaczył Wawrzynek.

          Ksiądz, dziś pełniący posługę w jednym z hospicjów, zaprzecza oskarżeniom,
          twierdzi nawet, że żądano od niego pieniędzy i grożono, że jeśli nie zapłaci,
          zostanie oskarżony o molestowanie. Grozi mu kara od roku do 10 lat więzienia.

          Wśród okoliczności obciążających może być to, że ksiądz kilkakrotnie osobiście
          przyjeżdżał akurat po tę trójkę dzieci do domu dziecka. "Nie jesteśmy w stanie
          dokładnie określić kiedy, bo w domu dziecka brakuje ewidencji wyjazdów
          wychowanków - choć placówka jest zobowiązana do jej prowadzenia" - przyznał
          prokurator.

          Zdaniem Wawrzynka, mało prawdopodobne jest też to, żeby trójka dzieci o różnym
          poziomie inteligencji była w stanie wymyślić całe zdarzenie. "Wydaje mi się, że
          psycholog ma wiedzę, która pozwoliłaby na zdemaskowanie czegoś takiego" - dodał.

          www.kidprotect.pl/index.php?module=13&cat=3&item=206
          • Gość: Ed Śmieszne dokumenty Kościoła o homoseksualiźmie IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 22.10.04, 18:03
            Oficjalne dokumenty kościoła wyrażają się na ten temat jeszcze bardziej
            stanowczo. W dokumencie "Osoba ludzka" z 1975 roku czytamy: "Według
            obiektywnego prawa moralnego stosunki homoseksualne są aktami pozbawionymi
            podstawy istotnej i niezbywalnej. Są potępione przez Pismo Święte jako ciężkie
            deprawacje, co więcej jako ponura konsekwencja odtrącenia Boga". To ostatnie
            określenie jest szczególnie niejasne i budzi kontrowersje, jeśli nie śmiech...
            www.racjonalista.pl/kk.php/s,2738
            • Gość: Ed KATOLICKI CHRZEST "ŁONOWY" IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 25.11.05, 00:43
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=32467404
              • Gość: Ed Dlaczego nie chrzci się zygot, zarodkow i płodow? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 25.11.05, 00:46
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=32267840
                • Gość: Ed Pomnik nienarodzonych dzieci w Lublinie IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 25.11.05, 01:09
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=62&w=31692160
    • Gość: je rzy Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.04, 19:34
      NIK powiniem się zainteresować
      • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 29.08.04, 20:03
        W Katolandzie, jakim jest 3RP, jest to po prostu nie możliwe. Nie wiem, czy
        jest tu jeszcze coś a swoim miejscu z punktu widzenia Państwa obywatelskiego i
        zarządzanego zgodnie z konstytucją.
        • Gość: fim Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.ruch.com.pl / *.ruch.com.pl 31.08.04, 10:48
          Psychopaci w rodzaju prałaciny z Gdańska, czy "medioznawcy" z Torunia,Michalika
          z Przemyśla,lub innych duppasterzy wystarczą za inne argumenty.
          • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. DIABEŁ W ORNACIE IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.10.04, 15:29
            Przez środki masowego przekazu przelewa się właśnie kolejna fala wieści o
            seksualnej zgniliźnie kleru katolickiego. Żurnaliści często szukają źródeł tego
            zepsucia w księżowskich charakterach. Źródło tkwi jednak głębiej. Jest nim
            fundamentalna, doktrynalna głupota, której owocem są rozmaite zasady życia
            religijnego, a zwłaszcza kapłańskiego. Pieszczoty prałata z ministrantami,
            biskupa z klerykami, wstrząsająca rozwiązłość w seminarium duchownym w St.
            Pölten, masowa pedofilia księży amerykańskich... Dodajmy do tego ciche
            statystyki zakonnego lesbijstwa, wykorzystywanych gospodyń i parafianek,
            usługujących "księdzu dobrodziejowi", nieślubne księże dzieci itp. Wszystkie te
            zjawiska są generowane przez absurdalny system wartości i norm etycznych,
            ufundowanych przez Ojców Kościoła. U ich podstaw leży - nie związany jasno z
            Biblią - antyfeminizm i antyseksualizm. Św. Hieronim (jeden z owych "Ojców")
            samo dotknięcie kobiety uważał za grzech (onże stworzył podwaliny
            zdumiewającego dogmatu, uznającego Józefową żonę i Jezusową matkę
            za "niepokalaną dziewicę"). Pod wpływem antyseksualnych i antykobiecych
            aberracji "Ojców Kościoła" sobór trydencki (1563 r.) zradykalizował zasadę
            celibatu księży. Od tego czasu mamy dziesiątki tysięcy dobrze odżywionych i
            luksusowo mieszkających samców naszego gatunku, odstawionych od niewiast.

            [...]

            Obrona wizerunku mężczyzny w czarnej, azjatyckiej sukience, któremu klejnoty
            męskie dyndają rzeczywiście - zgodnie z kościelnym prawem - bezużytecznie, jest
            coraz trudniejsza. Natura (ponoć boskiego pochodzenia) domaga się swych praw.
            Wykształcona teologicznie i katolicko Uta Ranke-Heinemann w książce "Eunuchy do
            raju" pokazała antyfeministyczne i antyseksualne absurdy kościelne, sięgające
            głębin dogmatyki. A w dogmaty wierzyć trzeba, prawa kościelne stosować, pod
            groźbą piekła. A tu: seks - piekło, onanizm - piekło, orgazm - piekło, baby i
            zwierzątka pieścić - piekło, kolegów pieścić - piekło, ministranta od tyłu
            dopaść - piekło.
            (Jan Maltecki )
            www.dzis.com.pl/main.php3?strona=wiecej16
            • Gość: Ed Re: Milczenie nie jest złotem -cz.1 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.10.04, 15:31
              Kościół wobec pedofilii: gdy wybuchnie skandal

              Nawet skrupulatna selekcja kandydatów do kapłaństwa i roztropna kontrola
              duchownych przez biskupa bądź przełożonego zakonnego nie daje gwarancji, że
              Kościół będzie wolny od przypadków molestowania seksualnego. Co robić, gdy na
              pierwszych stronach gazet pojawia się zdjęcie księdza z zamazaną twarzą i
              nazwiskiem skróconym do inicjału? Jak powinien zachować się biskup? Jak może
              się bronić fałszywie oskarżony kapłan? A co w przypadku, gdy jest winien?

              Marek Zając /2004-08-15


              “Jak nazwać niestawianie się przed ławą przysięgłych, ukrywanie nazwisk winnych
              pedofilii, lawirowanie wokół prawa, szukanie dziur, kłamstwa, milczenie i
              obłudę? To nie jest mój Kościół, ale organizacja mafijna” - grzmiał w czerwcu
              ubiegłego roku Frank Keating, szef komisji badającej kulisy skandali
              seksualnych w amerykańskim Kościele. Ostrze krytyki byłego gubernatora Oklahomy
              wymierzone zostało nie w samych duchownych-pedofilów, ale w postępowanie władz
              kościelnych w obliczu szerzącego się zgorszenia. Bez wątpienia podobną logiką
              kieruje się opinia publiczna, w tym wielu chrześcijan.

              Naturalnie, każdy przypadek należy traktować indywidualnie, a dramatycznym i
              skomplikowanym nieraz wydarzeniom towarzyszą trudne do rozstrzygnięcia
              dylematy. Jednak przebieg dotychczasowych afer w Kościele w USA, Irlandii,
              Australii czy Polsce pozwala sformułować kilka generalnych spostrzeżeń.

              I

              Podstawowa zasada powinna brzmieć: nie skrywać się za spiżową bramą, nie
              bagatelizować zarzutów i nie powtarzać, że wrogie Kościołowi media znów
              rozpętały antyklerykalną nagonkę. To prawda, że w pogoni za sensacją niektórzy
              dziennikarze depczą prywatność oskarżonych (i ofiar). Jednak wielu po prostu
              wykonuje zawód i realizuje związaną z nim społeczną misję, czyli poszukuje
              prawdy. Jak zauważył ks. Paul Zulehner, austriacki teolog i socjolog religii,
              po skandalu seksualnym wokół kard. Hansa Hermanna Groëra tamtejszy Kościół
              zrozumiał, że w obliczu kryzysu nie może ukrywać się przed mediami, bo
              kompletnie traci wiarygodność. Gdy kilka lat później wybuchła afera seminarium
              w Sankt Pölten, austriacki Episkopat zachowywał się wręcz modelowo.

              Niedoścignionym wzorem pozostaje kard. Joseph Bernardin, arcybiskup Chicago. W
              1993 r. pojawiły się plotki, że pracując jeszcze w diecezji Cincinnati miał
              zmusić kleryka Stevena Cooka do stosunku seksualnego. W książce “Dar Pokoju”
              kardynał opisywał pierwsze chwile po wybuchu skandalu: “Czułem się głęboko
              upokorzony, dowiadując się z rozmów telefonicznych, że zarzuty przeciwko mnie
              okrążyły już świat. (...) Moi doradcy nakłaniali mnie do wydania oświadczenia
              dla prasy i telewizji, gdy tymczasem furgonetki reporterów parkowały coraz
              gęściej na ulicy”.

              W następnych dniach kard. Bernardin uczestniczy w piętnastu konferencjach
              prasowych. Już na pierwszej pada pytanie, czy prowadzi aktywne życie
              seksualne. “Zawsze żyłem w czystości i celibacie” - odpowiada z prostotą. Po
              latach wspominał: “Pełne rezerwy napięcie zelżało, a ja spoglądając po twarzach
              siedzących przede mną osób widziałem, że słowa moje zostały przyjęte z wiarą”.
              Jeden z dziennikarzy wyjaśnił z rozbrajającą szczerością: “Wiemy, że ksiądz
              kardynał mówi prawdę, lecz musimy zadawać te wszystkie pytania. Na tym polega
              nasza praca”. Po stu dniach okazało się, że zarzuty wobec kard. Bernardina były
              wyssane z palca. Na jego pogrzeb w 1996 r. przyszło milion mieszkańców Chicago.

              Jeżeli chodzi o kościelne reakcje na oskarżenia duchownych o pedofilię, mamy w
              Polsce do czynienia z przykładami zarówno negatywnymi, jak i pozytywnymi. Gdy w
              2001 r. “Gazeta Wyborcza” zarzuciła proboszczowi z Tylawy molestowanie
              dziewczynek, jego przełożony - abp Józef Michalik - wystosował list do księży z
              archidiecezji przemyskiej. Pisał w nim m.in.: “Ponieważ 4 czerwca znana z
              antyklerykalizmu »Gazeta Wyborcza« opublikowała dwa obszerne artykuły pełne
              bolesnych oskarżeń, którym Ksiądz Prałat, jak i miejscowy dziekan zaprzeczyli,
              czuję się zobowiązany wyrazić współczucie i nadzieję, że kapłani i parafianie,
              którzy lepiej znają środowisko niż wrogie Kościołowi i depczące prawdę gazety
              lub osoby, nie stracą zaufania do swego proboszcza, ale okażą mu bliskość przez
              gorliwą modlitwę”. Hierarcha protestował przeciw niszczeniu dobrej opinii
              księży, co “jest atakiem niewybrednym pewnych grup i środowisk. Dziś
              przybierają one coraz to inne kolory, ale zawsze wywodzą się od ojca kłamstwa”.

              • Gość: Ed Re: Milczenie nie jest złotem -cz.2 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.10.04, 15:33
                ... ciąg dalszy

                Przed kilkoma tygodniami sąd skazał księdza z Tylawy na dwa lata pozbawienia
                wolności w zawieszeniu na pięć lat. W styczniu ub. r. rzecznik przemyskiej
                kurii oświadczył, że “należy powstrzymać się z ostateczną oceną zarzutów
                stawianych tamtejszemu Księdzu Proboszczowi do czasu wydania orzeczenia przez
                kompetentne organa wymiaru sprawiedliwości”. Abp Michalik milczy i dziś.

                Powiedzmy jasno: biskup ma prawo bronić podległego mu kapłana. Liczy się jednak
                styl tej obrony.

                Pozytywnym przykładem była natomiast postawa ks. Henryka Jankowskiego w
                pierwszych dniach po ujawnieniu przez media zarzutów, że molestował jednego z
                ministrantów: prałat nie unikał wówczas dziennikarzy, publicznie starając się
                wyjaśnić wątpliwości. I były efekty: większość redakcji relacjonowała sprawę z
                dystansem, starając się z jednej strony informować społeczeństwo, z drugiej zaś
                przestrzegać zasady domniemania niewinności. Szkoda, że wkrótce prałatowi
                puściły nerwy...

                II

                W przypadku, gdy duchowny dopuści się molestowania seksualnego nieletnich,
                Kościół może sięgnąć - ze względu na ciężar popełnionego przestępstwa - po kary
                kanoniczne. Jedną z nich jest wydalenie ze stanu duchownego w oparciu o kanon
                1395 kodeksu prawa kanonicznego. Automatyczne usuwanie ze stanu duchownego
                ludzi, którym udowodniono molestowanie nieletnich, weszło do potocznego języka
                jako zasada “zero tolerancji”. Po burzliwych dyskusjach i konsultacjach z
                Watykanem Episkopat USA przyjął jednak metodę “ograniczonego zera tolerancji”:
                księża, którzy dopuścili się choćby jednego czynu pedofilskiego, zostają
                wykluczeni z posługi kapłańskiej, ale nie usuwa się ich ze stanu duchownego,
                chyba że ich przestępstwo miało wyjątkowo drastyczny charakter. Nie wolno im
                publicznie odprawiać Mszy, udzielać sakramentów i nosić sutanny. Nie mogą
                pracować jako duszpasterze w parafiach, szkołach, szpitalach czy domach opieki.
                Powinni - jak głosi “Karta Ochrony Dzieci i Młodzieży”, przyjęta w czerwcu 2002
                r. podczas obrad Episkopatu USA w Dallas - wieść życie oparte na modlitwie i
                pokucie, a Kościół ma im zapewnić należytą opiekę terapeutyczną i materialną.
                Takie procedury przyjęto, powołując się m.in. na słowa Jana Pawła II,
                wypowiedziane w Watykanie w kwietniu 2002 r. podczas wizyty amerykańskich
                kardynałów i biskupów. “Ludzie muszą wiedzieć, że wśród księży i duchowieństwa
                zakonnego nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdzą młodzież” - podkreślił wtedy
                Papież.

                Ks. Michał M., urlopowany wprawdzie przed rokiem z funkcji proboszcza, nadal
                mieszka w Tylawie i odprawia Msze w tamtejszym kościele.

                III

                Bagatelizując doniesienia o pedofilskich skłonnościach księży, kościelni
                przełożeni wyrządzają krzywdę nie tylko - co już stanowi argument
                rozstrzygający - ewentualnym ofiarom, ale też samym kapłanom. Wyobraźmy sobie,
                że biskup zastosuje środki prewencyjne: odizoluje księdza od kontaktów z
                dziećmi i pośle go na leczenie (na marginesie: czy nie należałoby zorganizować
                w Polsce ośrodka terapii dla duchownych o skłonnościach pedofilskich?). Być
                może uchroniłby w ten sposób wiele dzieci od zranień, które na trwałe odcisną
                piętno w ich psychice, a samemu księdzu pozwolił uniknąć popełnienia grzechu i
                przestępstwa.

                Poza tym jeżeli kapłan dopuści się czynów pedofilskich, może stanąć przed sądem
                i pójść do więzienia. Nie wolno zapominać, że na całym świecie współwięźniowie
                maltretują skazanych pedofilów. Za ostrzeżenie niech posłuży historia
                wydalonego ze stanu duchownego Johna Geoghana z archidiecezji bostońskiej,
                którego przypadek uruchomił lawinę skandali seksualnych w amerykańskim
                Kościele, a co za tym idzie - także procesów i wielomilionowych odszkodowań.
                Przełożeni - świadomi jego pedofilskich skłonności - przez kilkadziesiąt lat
                przenosili go z parafii do parafii. Gdy w 2002 r. sąd skazał go (za
                molestowanie ponad 130 młodych ludzi) na karę dziesięciu lat pozbawienia
                wolności, Geoghan trafił do więzienia o najcięższym rygorze. Sędzia liczył, że
                zamknięty w odseparowanej celi były ksiądz uniknie samosądu. Jednak w sierpniu
                ub. r. w zakładzie karnym sprowokowano bójkę; jeden ze współwięźniów -
                wykorzystując zamieszanie - udusił Geoghana. Inny amerykański ksiądz-pedofil,
                skazany na dziesięć lat, stracił w więzieniu oko i ucho.
                • Gość: Ed Re: Milczenie nie jest złotem -cz.3 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.10.04, 15:34
                  ... ciąg dalszy

                  IV

                  Przełomowy moment stanowi przedstawienie przez prokuraturę zarzutów: to znak,
                  że w toku prowadzonego śledztwa udało się zebrać dane uzasadniające podejrzenie
                  popełnienia przez konkretną osobę czynu karalnego. Mówiąc inaczej: od tej
                  chwili postępowanie zaczyna toczyć się nie w sprawie, ale przeciwko konkretnej
                  osobie. To istotne rozróżnienie - niestety, na ogół bagatelizowane przez media.
                  Zanim prokurator przedstawi zarzuty, trudno wymagać od biskupa, aby -
                  naturalnie pod warunkiem, że do kurii nie dotarły wiarygodne informacje,
                  świadczące na niekorzyść kapłana - już teraz odsunął go od wykonywania funkcji
                  duszpasterskich.

                  Załóżmy jednak, że prokuratura stawia jakiemuś księdzu zarzut molestowania
                  nieletnich. Jacek Borkowicz, redaktor “Więzi” zaangażowany w wyjaśnienie
                  wydarzeń w Tylawie, konstatował na łamach “TP”: “Coraz trudniej bronić poglądu,
                  że wskazywanie na przypadki wykroczeń seksualnych księży godzi w dobre imię
                  Kościoła. Coraz więcej polskich biskupów ma świadomość, że to dobre imię może
                  ocalić tylko ich szybka, skuteczna i czytelna reakcja na każdy konkretny
                  występek, o jakim dowiedzą się na terenie swojej diecezji”.

                  Reakcją najrozsądniejszą w momencie postawienia przez prokuratora zarzutów
                  wydaje się czasowe zawieszenie wykonywania przez kapłana obowiązków
                  duszpasterskich. Na takie rozwiązanie biskup powinien się zdecydować nawet
                  wówczas, gdy jest przekonany o niewinności podwładnego. Demagogią trąci
                  argument, że tym samym przełożony opuszcza powierzonego jego opiece duchownego
                  i przyznaje rację oskarżycielom. Podobnie absurdalne jest przekonanie, że
                  oskarżony - samemu rezygnując z wypełniania dotychczasowych obowiązków -
                  przyznaje się do winy i pozbawia szans na oczyszczenie z zarzutów.

                  Przykład pierwszy: latem 2002 r. metropolitę Sydney, arcybiskupa George’a
                  Pella, oskarżono o pedofilię. Od początku sprawa wydawała się szyta grubymi
                  nićmi; mężczyzna oskarżający hierarchę nie chciał złożyć w prokuraturze
                  doniesienia o popełnieniu przestępstwa. Kardynała wziął w obronę nawet premier
                  Australii, jednak metropolita zawiesił wykonywanie obowiązków arcybiskupich (do
                  momentu wyjaśnienia sprawy zrezygnował również z kierowania specjalną komisją,
                  powołaną przez Episkopat dla zwalczania przypadków pedofilii wśród duchownych),
                  a w czasie dochodzenia bez oporów współpracował z powołaną przez Kościół
                  świecką komisją śledczą. Ta postawa zjednała mu sympatię rodaków i wzmocniła
                  prestiż australijskiego Kościoła.

                  Po kilku miesiącach arcybiskup Pell mógł oświadczyć na konferencji
                  prasowej: “Dziękuję Bogu za to, że śledztwo w mojej sprawie już się zakończyło
                  i zostałem uwolniony od wszelkich zarzutów”. Wyraził radość, że znów może
                  podjąć obowiązki arcybiskupie i “głosić wiarę katolicką w Sydney”.

                  Przykład drugi: w diecezji Dallas obowiązuje reguła, że podejrzani o pedofilię
                  księża dobrowolnie rezygnują z obowiązków kapłańskich do momentu wyjaśnienia
                  sprawy, a kuria informuje o wszystkim władze świeckie.

                  Przykład trzeci: w lipcu 2000 r. pewien dwunastolek wrócił do domu pijany.
                  Okazało się, że upił go, a następnie molestował, jeden z księży na plebanii w
                  Gdyni. Gdy sprawa wyszła na jaw, gdańska kuria zawiesiła wikarego w
                  czynnościach kapłańskich. Ksiądz przyznał się do winy, a w kwietniu następnego
                  roku został skazany na trzy i pół roku więzienia. Nikt sprawy nie tuszował, ale
                  nie nabrała ona niepotrzebnego rozgłosu, który przyniósłby szkodę i ofiarom, i
                  oskarżonemu, i Kościołowi.
                • Gość: Ed Re: Milczenie nie jest złotem - cz.3 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.10.04, 15:35
                  ... ciąg dalszy

                  IV

                  Przełomowy moment stanowi przedstawienie przez prokuraturę zarzutów: to znak,
                  że w toku prowadzonego śledztwa udało się zebrać dane uzasadniające podejrzenie
                  popełnienia przez konkretną osobę czynu karalnego. Mówiąc inaczej: od tej
                  chwili postępowanie zaczyna toczyć się nie w sprawie, ale przeciwko konkretnej
                  osobie. To istotne rozróżnienie - niestety, na ogół bagatelizowane przez media.
                  Zanim prokurator przedstawi zarzuty, trudno wymagać od biskupa, aby -
                  naturalnie pod warunkiem, że do kurii nie dotarły wiarygodne informacje,
                  świadczące na niekorzyść kapłana - już teraz odsunął go od wykonywania funkcji
                  duszpasterskich.

                  Załóżmy jednak, że prokuratura stawia jakiemuś księdzu zarzut molestowania
                  nieletnich. Jacek Borkowicz, redaktor “Więzi” zaangażowany w wyjaśnienie
                  wydarzeń w Tylawie, konstatował na łamach “TP”: “Coraz trudniej bronić poglądu,
                  że wskazywanie na przypadki wykroczeń seksualnych księży godzi w dobre imię
                  Kościoła. Coraz więcej polskich biskupów ma świadomość, że to dobre imię może
                  ocalić tylko ich szybka, skuteczna i czytelna reakcja na każdy konkretny
                  występek, o jakim dowiedzą się na terenie swojej diecezji”.

                  Reakcją najrozsądniejszą w momencie postawienia przez prokuratora zarzutów
                  wydaje się czasowe zawieszenie wykonywania przez kapłana obowiązków
                  duszpasterskich. Na takie rozwiązanie biskup powinien się zdecydować nawet
                  wówczas, gdy jest przekonany o niewinności podwładnego. Demagogią trąci
                  argument, że tym samym przełożony opuszcza powierzonego jego opiece duchownego
                  i przyznaje rację oskarżycielom. Podobnie absurdalne jest przekonanie, że
                  oskarżony - samemu rezygnując z wypełniania dotychczasowych obowiązków -
                  przyznaje się do winy i pozbawia szans na oczyszczenie z zarzutów.

                  Przykład pierwszy: latem 2002 r. metropolitę Sydney, arcybiskupa George’a
                  Pella, oskarżono o pedofilię. Od początku sprawa wydawała się szyta grubymi
                  nićmi; mężczyzna oskarżający hierarchę nie chciał złożyć w prokuraturze
                  doniesienia o popełnieniu przestępstwa. Kardynała wziął w obronę nawet premier
                  Australii, jednak metropolita zawiesił wykonywanie obowiązków arcybiskupich (do
                  momentu wyjaśnienia sprawy zrezygnował również z kierowania specjalną komisją,
                  powołaną przez Episkopat dla zwalczania przypadków pedofilii wśród duchownych),
                  a w czasie dochodzenia bez oporów współpracował z powołaną przez Kościół
                  świecką komisją śledczą. Ta postawa zjednała mu sympatię rodaków i wzmocniła
                  prestiż australijskiego Kościoła.

                  Po kilku miesiącach arcybiskup Pell mógł oświadczyć na konferencji
                  prasowej: “Dziękuję Bogu za to, że śledztwo w mojej sprawie już się zakończyło
                  i zostałem uwolniony od wszelkich zarzutów”. Wyraził radość, że znów może
                  podjąć obowiązki arcybiskupie i “głosić wiarę katolicką w Sydney”.

                  Przykład drugi: w diecezji Dallas obowiązuje reguła, że podejrzani o pedofilię
                  księża dobrowolnie rezygnują z obowiązków kapłańskich do momentu wyjaśnienia
                  sprawy, a kuria informuje o wszystkim władze świeckie.

                  Przykład trzeci: w lipcu 2000 r. pewien dwunastolek wrócił do domu pijany.
                  Okazało się, że upił go, a następnie molestował, jeden z księży na plebanii w
                  Gdyni. Gdy sprawa wyszła na jaw, gdańska kuria zawiesiła wikarego w
                  czynnościach kapłańskich. Ksiądz przyznał się do winy, a w kwietniu następnego
                  roku został skazany na trzy i pół roku więzienia. Nikt sprawy nie tuszował, ale
                  nie nabrała ona niepotrzebnego rozgłosu, który przyniósłby szkodę i ofiarom, i
                  oskarżonemu, i Kościołowi.
                  • Gość: Ed Re: Milczenie nie jest złotem - cz.4 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.10.04, 15:36
                    ... ciąg dalszy

                    V

                    Doniesieniami o molestowaniu nieletnich przez księży powinny się zajmować nie
                    tylko prokuratura i sądy świeckie. To przede wszystkim Kościół winien dążyć do
                    wyjaśnienia takich spraw.

                    Zgodnie z przepisami Stolicy Apostolskiej, opracowanymi w 2001 r., biskup
                    zobowiązany jest powiadomić Kongregację Nauki Wiary o każdym przypadku
                    pedofilii wśród podległych mu duchownych. Kongregacja decyduje, czy sprawą
                    zajmie się diecezja, czy przejmie ją Watykan.

                    Obok działalności sądów kościelnych (mogą wymierzać kary kanoniczne, zasiadają
                    w nich wyłącznie duchowni) zdarzało się, że lokalny Kościół powoływał komisję
                    do zbadania konkretnego przypadku. W takich komisjach, które wyniki dochodzenia
                    przedstawiają opinii publicznej, warto zatrudnić świeckich ekspertów, byłych
                    prokuratorów bądź sędziów (np. sprawą abp. Pella zajmował się Alec Southwell,
                    emerytowany członek Sądu Najwyższego Australii, co więcej - niekatolik),
                    psychiatrów czy seksuologów. Jeżeli składałyby się wyłącznie z księży, trudno
                    byłoby przekonać społeczeństwo, że wyniki śledztwa są wiarygodne.

                    Jeżeli Kościół lokalny nie radzi sobie ze skandalem, Stolica Apostolska może
                    wysłać komisję śledczą, która - naturalnie - musi pracować dyskretnie, aby
                    chronić prywatność ofiar i oskarżonych oraz nie dopuścić do szerzenia się
                    zgorszenia. Dopóki skandal nie ujrzy światła dziennego, nie trzeba informować,
                    że komisja w ogóle wszczęła dochodzenie. Jeżeli jednak sprawa trafi na forum
                    publiczne, wówczas społeczeństwo - a przede wszystkim wierni - powinno otrzymać
                    podstawowe informacje: kto prowadzi śledztwo i jakie ma uprawnienia.

                    Wzór stanowi praca bp. Klausa Künga, wizytatora apostolskiego wysłanego
                    niedawno przez Jana Pawła II do St. Pölten. Biskup Küng z jednej strony nie
                    ujawnia szczegółów dochodzenia, z drugiej zaś - stale informuje media o
                    sprawach, które nie wymagają zachowania tajemnicy. Poprosił również
                    dziennikarzy, żeby opublikowali

                    e-mail oraz numer telefonu do jego sekretarza. Chce, aby dostęp do niego mieli
                    wszyscy, którzy mogliby wyjaśnić, co rzeczywiście działo się za murami
                    seminarium. Trudno się dziwić, że wizytator od razu zyskał poważanie, a
                    rozmiary szkód, poczynionych na skutek afery, udało się zminimalizować.

                    VI

                    Załóżmy, że ksiądz jest winien zarzucanych mu czynów pedofilskich. Czy ma
                    szansę uratować dobre imię, a zarazem autorytet Kościoła? Owszem, jeśli
                    zdobędzie się na odwagę i przyzna do winy, a wszystkich zranionych - ofiary i
                    ich bliskich, kościelnych przełożonych, księży i wiernych - poprosi o
                    przebaczenie.

                    Prawie 30 lat temu ks. Anthony J. O’Connell, wykładowca w seminarium w
                    Missouri, molestował 12-letniego Christophera Dixona. Chłopak również został
                    potem księdzem, ale po kilku latach odszedł z kapłaństwa na skutek ciężkiej
                    depresji. W 1996 r. skierował przeciw O’Connellowi sprawę do sądu cywilnego,
                    ale w ramach ugody wziął odszkodowanie w wysokości 125 tys. dolarów. Sprawa
                    przycichła, a przed pięcioma laty O’Connell został ordynariuszem Palm Beach na
                    Florydzie. 8 marca 2002 r. tamtejsi biskupi wydali oświadczenie, w którym
                    nazwali pedofilię “uczynkiem nie tylko grzesznym, ale i kryminalnym”. Kilka
                    godzin później O’Connell zwołał konferencję prasową. Przyznał się do
                    molestowania sprzed kilkudziesięciu lat, złożył rezygnację i oświadczył: “Jest
                    mi niezmiernie przykro z powodu bólu, zła i zawodu, jaki sprawiłem”.

                    Kard. Bernard Law, który przenosił księży-pedofilów z parafii do parafii i stał
                    się symbolem tuszowania skandali przez Kościół w USA, zdobył się na podobny
                    gest: “Wszystkich, którzy cierpieli z powodu moich zaniedbań i błędów
                    przepraszam i proszę o wybaczenie” - napisał w grudniu 2002 r., ustępując z
                    urzędu arcybiskupa Bostonu.
                    • Gość: Ed Re: Milczenie nie jest złotem - cz.5 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.10.04, 15:37
                      ... ciąg dalszy

                      Przed jeszcze trudniejszą próbą stanął kard. William Keeler z Baltimore. W 1993
                      r. Donte Stokes oskarżył ks. Maurice’a Blackwella o molestowanie seksualne.
                      Policja nie znalazła dowodów winy, a arcybiskup Keeler pozostawił Blackwella na
                      stanowisku proboszcza. Pięć lat później kapłan przyznał się
                      do “nieodpowiedniego podejścia do osoby nieletniej” - tyle że w latach 70.
                      Arcybiskup zakazał mu wykonywania funkcji duszpasterskich i wydawało się, że
                      sprawa jest zamknięta. Jednak kolejny akt tragedii rozegrał się w maju 2002 r.,
                      gdy zdesperowany, wówczas już 26-letni Stokes zastrzelił ks. Blackwella przed
                      jego domem.

                      Czekający na rozprawę w areszcie domowym Stokes pewnie nie mógł uwierzyć, gdy
                      odwiedził go kard. Keeler. Podczas ponadgodzinnej rozmowy kardynał zapewnił
                      mordercę, że zrobi wszystko, aby w Kościele nie było miejsca dla tych, którzy
                      krzywdzą dzieci. “Wyrażam skruchę za ból, jakiego doświadczył Stokes.
                      Zaoferowałem mu wszelką możliwą pomoc i poradę, o jaką chciałby się zwrócić do
                      naszej archidiecezji” - powiedział dziennikarzom po spotkaniu. Wcześniej
                      kardynał przeprosił rodzinę chłopaka, że nie odsunął ks. Blackwella od funkcji
                      kapłańskich już w 1993 r.

                      Z kolei w archidiecezji Santa Fe biskup odwiedzał rodziny ofiar księży-
                      pedofilów i osobiście przepraszał za postępowanie kapłanów. Dziś jego
                      zachowanie stawia się w USA za wzór, jak Kościół może odzyskać nadszarpnięte
                      zaufanie wiernych.

                      VII

                      W przypadku oskarżeń o molestowanie ogromne znaczenie odgrywają również z
                      pozoru drobne gesty. Kard. Bernardin nie zgodził się, żeby archidiecezja
                      opłacała jego adwokatów: postanowił na własną rękę pokryć wszystkie koszty, na
                      wieść o czym kilka renomowanych kancelarii zaoferowało, że będzie go bronić pro
                      bono. Z kolei Sean Patrick O’Malley, który przejął stery w archidiecezji
                      bostońskiej, sprzedał rezydencję biskupią, aby wypłacić odszkodowania dla ponad
                      pięciuset ofiar. Mówi, że zdecydował się na tak radykalne rozwiązanie, ponieważ
                      nie chciał, aby pieniądze na odszkodowania pochodziły ze składek wiernych.

                      VIII

                      Kościół, który pragnie rozliczyć się z przeszłością, publikuje raport dotyczący
                      molestowania nieletnich przez duchownych. Takie dokumenty wydały już np.
                      Episkopaty USA i Irlandii.

                      Amerykański raport może budzić zakłopotanie. Umieszczono w nim np. procentowe
                      wyliczenie, do jakich zachowań seksualnych księża zmuszali dzieci. Jednak
                      dzięki tak szczegółowemu opracowaniu opinia publiczna otrzymuje czytelny
                      sygnał: katolicy nie ukrywają spraw nawet bardzo dla siebie bolesnych, a
                      problem pedofilii wśród duchownych zamierzają traktować zgodnie z ewangeliczną
                      zasadą, że “prawda was wyzwoli” (J, 8, 32).
                      • Gość: Ed Re: Milczenie nie jest złotem - cz.6 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 05.10.04, 15:41
                        ... ciąg dalszy

                        IX

                        Na koniec o najważniejszym: o ofiarach. Bo jeżeli bierzemy pod uwagę cierpienia
                        dzieci i ich bliskich, drugorzędne wydaje się pytanie, czy na skutek skandali
                        pedofilskich Kościół traci na wiarygodności czy popularności.

                        Kościoły w Irlandii i USA zgubiło przekonanie, że fałszywie rozumiane dobro
                        instytucji jest ważniejsze od bezpieczeństwa dzieci. Abp Sean Brady, prymas
                        Irlandii, nazwał raport opracowany przez tamtejszy Kościół “bolesną lekturą”, w
                        której mowa jest o błędach “popełnionych w odpowiedzi na prośby tych, którzy
                        szukali w Kościele wrażliwości i współczucia”.

                        Drugą przyczyną katastrofy - przede wszystkim w USA - było naiwne przekonanie,
                        że duchownych o skłonnościach pedofilskich wystarczy posłać na terapię, a gdy
                        wrócą z zaświadczeniem wyleczenia - można ich przywrócić do pracy w
                        parafiach. “Dziś wiemy, że ta skłonność jest nieuleczalna” - mówił w Radio
                        Watykańskim bp Joseph Galante z diecezji Dallas (dziś ordynariusz Camden).

                        Ofiary molestowania trzeba otoczyć szczególną opieką, nawet jeżeli Kościołowi
                        nie grożą - jak w Ameryce - gigantyczne odszkodowania. Można zapewnić im pomoc
                        psychologiczną, a w diecezjach - jak np. w Austrii - utworzyć urząd ombudsmana,
                        do którego zgłasza się przypadki pedofilii wśród duchownych. W przypadku
                        wewnątrzkościelnych dochodzeń należy do niezbędnego minimum ograniczyć
                        przesłuchania ofiar, aby bez potrzeby dodatkowo ich nie ranić. Tu wielka
                        odpowiedzialność spoczywa na sprawcach: jeżeli przyznają się do winy, oszczędzą
                        pokrzywdzonym kolejnych cierpień.

                        X

                        Wiele skandali - rzeczywistych i sfingowanych - wymyka się tak ogólnie
                        zarysowanym wskazówkom. Biskupi - często rozdarci między zaufaniem do kapłanów,
                        naciskiem społecznym i bezwzględną koniecznością ochrony dzieci - stają wobec
                        trudnego wyzwania. We wstępie do “Karty Ochrony Dzieci i Młodzieży” pasterze
                        amerykańskiego Kościoła zestawili ze sobą dwa cytaty z Ewangelii św.
                        Mateusza: “Dopuśćcie dzieci i nie przeszkadzajcie im przyjść do Mnie” (19, 14)
                        i “Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy
                        wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w
                        głębi morza” (18, 6).

                        W kolejnym akapicie napisali: “Dziś słuchamy tych słów Pana jak proroctwa”.

                        tygodnik.onet.pl/1546,1180202,6,dzial.html
    • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 31.08.04, 22:52
      Religia w szkole - TAK czy NIE?

      nowy.oszolom.z.r.maryia napisała:

      > Kościół propaguje swą doktrynę na koszt podatników. W szkołach publicznych
      > pracuje 38 538 nauczycieli religii wszystkich wyznań z katolickim na czele
      > (5,3 proc. ogółu nauczycieli). Mimo niżu demograficznego i zamknięcia wielu
      > szkół, katechetów z roku na rok przybywa. Prawie połowa spośród nich to
      > księża lub siostry zakonne. Od września 1997 r. wszyscy oni dostają pensje,
      > co prawda niskie, bo na ogół mają krótki staż pracy, ale i tak zżerają
      > miesięcznie 20 mln zł z budżetu samorządów. To charakterystyczne, że w ramach
      > cięć budżetowych obcięto ostatnio jedną lekcję wuefu tygodniowo, religii
      > jednak nikt nie ośmielił się ruszyć.
      > Katecheci w 20 tysiącach przedszkoli także są na utrzymaniu gmin
      Religia w szkole - TAK czy NIE?
    • Gość: Ed 31, mln to tylko miesięczny wydatek na katechetów IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 31.08.04, 23:21
      Pozotając przy samej oświacie i samych szkołach publicznych:
      - pracuje blisko 36 tys katechetów (13 ts.księży, 1,5 tys. zakonników, 3,2 tys.
      sióstr zakonnych i 18,4 tys świeckich);
      - średnia pensja wynosi ok 1.000 zł netto;
      - jedna czwarta z nich zatrudniona jest na pół etatu.

      Nietrudno zatem wyliczyć, że ok 31,5 mln zł pieniędzy publicznych trafia co
      miesiąc do kieszenikatechetów.
      • ouimet Re: 31, mln to tylko miesięczny wydatek na katech 04.09.04, 02:07
        Gość portalu: Ed napisał(a): (13 ts.księży,
        > - średnia pensja wynosi ok 1.000 zł netto;
        > - jedna czwarta z nich zatrudniona jest na pół etatu.


        czyli "dupku",sorry, edku-1/4 nie zarabia 1OOOzl/mies,ale 500 zlociszy...

        > Nietrudno zatem wyliczyć, że ok 31,5 mln zł pieniędzy publicznych trafia co
        > miesiąc do kieszenikatechetów.
        ...wiec skoro nie jest ci trudno...wiec nie wyliczaj!A moze do szkoly czas?....
        Kalkulator wygodny,ale trzeba umiec go uzywac...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka