Gość: * Schyłek kościoła KATOlickiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.05, 17:57 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=30103040&a=30103040 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Ojciec Rydzyk w Pacanowie! IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 07.10.05, 20:33 Szukając jakiejś stacji radiowej, trafiłem zupełnie przypadkowo na transmisję mszy odpustowej (święto Podwyższenia Krzyża) z Pacanowa. Ale przyczyną transmisji - jak się okazało - nie był odpust z okazji święta, lecz obecność dyrektora toruńskiej rozgłośni Radio Maryja. Zacząłem słuchać słodkiego głosu, przepojonego jadem, natchnionego mówcy, który najpierw przywitał parlamentarzystów właściwych, a następnie Lud Boży, który wsłuchiwał się w orację natchnionego redemptorysty, jakby sama i osobiście mówiła "Maryja zawsze Dziewica". Ojciec dyrektor zaatakował wszelkich przeciwników jego koncepcji. Chcąc ich zatopić, używał pocisków kalibru "Bruksela" i "liberał", a za armatę - niczym szwedzka kolubryna pod Częstochową - służył "Nasz Dziennik", który podaje tylko prawdę (nawet w jego kłamstwie jest prawda). Zwrócił się więc o. Rydzyk do pobożnego ludu, aby czytał gazetę, tę jedyną, z której dowie się wszystkiego. Zainspirowany tymi zachętami, kupiłem sobie ową gazetę i zapadłem w lekturę. Analizując kilka tekstów (np. M. Goss, M. Wójcika, ks. Cz. Bartnika), odniosłem wrażenie, że to już było, że podobnie pisała prasa w latach 1968, 1976, 1982 r.: tonacja inwektywy i paszkwilu rozlewa się po tych tekstach jak cuchnące błoto... w imię miłości bliźniego, pod warunkiem że bliźni jest z danej partii. Dowiedziałem się z owych elaboratów "Naszego Dziennika", że grozi nam bezwzględna niewola i zatracenie, bo nawet bezpośrednie dopłaty są chwytem propagandowym i usypiającym czujność (chyba że dopłaty przekazuje się na konto toruńskiej rozgłośni). Pomyślałem sobie, że ta gorliwość i ta miłość bliźniego mogą człowieka śmiertelnie porazić i że groźne jest to dzielenie obywateli na "dobrych Polaków katolików" i resztę, czyli Europejczyków, brukselczyków, filosemitów, masonów, cyklistów, syjonistów... Mam takie przeświadczenie, że gdyby jeszcze istniała Nagroda Lenina, pewnie dostaliby ją: o. T. Rydzyk i ks. Cz. Bartnik za walkę o przywrócenie RWPG, Układu Warszawskiego i bloku sowieckiego. Niestety! Za późno wystartowali. Ale również przypomniała mi się nowela Żeromskiego: "Rozdziobią nas kruki, wrony...", w której pisarz pokazał los powstańca 1863 r. Można by zawołać za nim: "wszystko przełajdaczone, przegrane nie tylko do ostatniej nitki, ale do ostatniego westchnienia wolnego. Teraz dopiero wyleci na świat strach o wielkich ślepiach, ze stojącymi na łbie włosami i wypędzi z mysich nor wszystkich metafizyków reakcji i proroków ciemnoty. Czego dawniej nie ważyłby się jeden drugiemu do ucha powiedzieć, to teraz będą opiewali heksametrem. Ile w człowieku jest zbója i zdrajcy, tyle z niego wywleką, na widok publiczny ukażą i ku czci oraz naśladowaniu dadzą. I pomyśleć, że to my taki sprawiliśmy postęp wyobrażeń, ponieważ przegraliśmy...". Sumując to wszystko, powiem tylko, że lepiej byłoby dla nas wszystkich (także dla o. Rydzyka i ks. Bartnika), aby zostało, co cesarskie - cesarskie, a co, boskie - boskie. (Stanisław Żak ) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2957758.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Religijne ucho proboszczów??? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 07.10.05, 20:49 Biskup powiedział, proboszczowie nie usłyszeli Na 16 października zostały przesunięte pierwsze nabożeństwa w języku polskim w dwóch białostockich cerkwiach - św. Mikołaja i św. Ducha Na pomysł zorganizowania mszy po polsku wpadł kilka miesięcy temu prawosławny biskup Jakub, ordynariusz diecezji białostocko-gdańskiej. Prawosławni duchowni, w którymi rozmawialiśmy, twierdzili, że należy pójść z duchem czasu i umożliwić mieszanym katolicko-prawosławnym małżeństwom pełny udział w nabożeństwach. Do tej pory w cerkwiach regułą są kazania i liturgia w językach rosyjskim i cerkiewnosłowiańskim. Tymczasem katoliccy mężowie lub żony, a także prawosławna młodzież nie rozumieją cerkiewnosłowiańskiego. Proboszczowie dwóch największych cerkwi w Białymstoku - św. Mikołaja przy ul. Lipowej i św. Ducha na Antoniuku - zaplanowali pierwsze nabożeństwa na wczoraj. Miały się odbyć w mniejszych, dolnych świątyniach. Mimo sporego zainteresowania - w ostatniej chwili nabożeństwa zostały przełożone na niedzielę za dwa tygodnie, czyli 16 października. Dlaczego? - Biskup wyznaczył pierwsze nabożeństwa po polsku na 16 października. Prawdopodobnie proboszczowie źle go zrozumieli. Tak mi się przynajmniej wydaje - tłumaczy ks. Anatol Szymaniuk, rzecznik kurii prawosławnej. (tr) miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35241,2947386.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Msza dla zwierząt - czyli równouprawnienie :)) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 07.10.05, 20:52 Plac przed kościołem Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Dąbrowie Górniczej przypominał wczoraj wielkie zoo. Zapełnił się zwierzętami różnych gatunków, maści i wielkości. Królowały oczywiście psy, ale były też króliki, myszy, świnki morskie, chomiki. Ich opiekunowie, głównie dzieci i młodzież, przynieśli je tutaj z okazji światowego dnia zwierząt, który 4 października obchodzony jest na całym świecie. Patronuje mu św. Franciszek z Asyżu - ogłoszony przez Jana Pawła II "niebieskim patronem ekologów". - Pamiętajmy, że zwierzęta są naszymi przyjaciółmi i należy je szanować - apelował ks. Marek Drożniak, który też jest miłośnikiem zwierząt, ma psa i kota. Po odmówieniu wspólnej modlitwy pobłogosławił wiernych i zwierzęta. (maszm) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2952281.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Opus Dei krytykuje masowe msze 07.10.05, 21:04 Zwierzchnik Opus Dei biskup Javier Echevarria Rodriguez skrytykował w czwartek w swym wystąpieniu na synodzie biskupów w Watykanie masowe msze oraz praktykę udzielania podczas nich komunii Komentatorzy zauważają, że biskup Rodriguez zakwestionował jeden z najbardziej charakterystycznych wymiarów pontyfikatu Jana Pawła II, który odprawiał msze dla setek tysięcy, a czasem nawet kilku milionów wiernych. Biskup Rodriguez, który jest prałatem prałatury personalnej Opus Dei wyraził opinię, że "takie uroczystości na wielką skalę mogą czasem przynosić szkodę świętej naturze mszy". Z udostępnionego dziennikarzom streszczenia jego wystąpienia na synodzie wynika, że opowiedział się on za tym, by, jak to ujął, "przemyśleć, czy Eucharystyczne celebry z nadmierną liczbą koncelebrantów są właściwe". Według biskupa, "czasem na mszach jest tylu księży, że nawet się nawzajem nie widzą i tracą kontakt z ołtarzem, a udzielanie komunii w takich okolicznościach nie może zostać przeprowadzone w godny sposób". Zdaniem prałata konserwatywnej organizacji, podobne zdanie na temat masowych mszy wyrażał w przeszłości obecny papież Benedykt XVI. Agencje przypominają przy okazji, że jedną z najbardziej masowych uroczystości w Watykanie była kanonizacja założyciela Opus Dei księdza Josemarii Escrivy de Balaguera w 2002 roku z udziałem ponad 300 tysięcy osób. W czasie mszy świętej kolejka wiernych, czekających na komunię ciągnęła się przez kilkaset metrów, prawie do Tybru. Tymczasem, jak zauważono, przewodniczący episkopatu Włoch kardynał Camillo Ruini w swoim wystąpieniu tego samego dnia na synodzie wyznał, że jednym z jego najpiękniejszych wspomnień są Światowe Dni Młodzieży w Rzymie w 2000 roku, w których uczestniczyły prawie 2 miliony osób. (PAP) serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,2955857.html Zastanawiające jest, że tym świątobliwym masonom nie przeszkadzają katolickie msze odprawiane dla zwierząt: Plac przed kościołem Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Dąbrowie Górniczej przypominał wczoraj wielkie zoo. Zapełnił się zwierzętami różnych gatunków, maści i wielkości. Królowały oczywiście psy, ale były też króliki, myszy, świnki morskie, chomiki. Ich opiekunowie, głównie dzieci i młodzież, przynieśli je tutaj z okazji światowego dnia zwierząt, który 4 października obchodzony jest na całym świecie. Patronuje mu św. Franciszek z Asyżu - ogłoszony przez Jana Pawła II "niebieskim patronem ekologów". - Pamiętajmy, że zwierzęta są naszymi przyjaciółmi i należy je szanować - apelował ks. Marek Drożniak, który też jest miłośnikiem zwierząt, ma psa i kota. Po odmówieniu wspólnej modlitwy pobłogosławił wiernych i zwierzęta. (PAP) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2952281.html Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej105 trzezwieja 08.10.05, 15:51 www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=528&Itemid=48 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Gadaj, śmieciu - hihihi. Dobre 08.10.05, 22:39 Zamiast komentarza, przytoczę tu tylko trzy teksty wypowiedziane przez tych, którzy wiedzą co mówią z upoważnienia Boga: "...musimy pomóc ludziom i środowiskom szukającym Boga, ale również demaskować bez obaw fałszowanie Ewangelii i naszej nadziei" kard. J. Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, 6 X 2000 "Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą otrzymaliście - niech będzie przeklęty!" św. Paweł do Galatów Wersja kościelna-poprawiona: "'Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [...] otrzymaliście' od pobożnej matki, z ust wierzącego ojca, z nauki wychowawcy wiernego samemu Bogu i Kościołowi - 'Niech będzie przeklęty!' Pius XI, Mit brennender sorge, p.47 Odejście od pierwocin w katolicyzmie jest zbyt duże aby można uznawać go za religię chrześcijańską. Słuszniej by było rozróżniać religię Nowego Testamentu nazwając ją chrystianizmem, natomiast rzymską jego odmianę paulinizmem od imienia jej konstruktora Szawła. Zresztą i jedno i drugie jest siebie warte. Schizma schizmy. Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej105 Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. 08.10.05, 21:35 Ed ! Czy moze być coś bardziej optymistycznego ? Lawina ruszyła. www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=528&Itemid=48 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - Gadaj, śmieciu! 08.10.05, 21:47 I to mi się podoba Andrzejku :)) Być może nareszcie. Ponieważ tego typu teksty redakcje dosyć szybko chowają do archiwum, pozwól, że skopiję go do wątku. Cz.1 ==== W polskich śmietnikach coraz częściej lądują dewocjonalia, ambitne wydawnictwa oraz regały z Ikei. Coraz rzadziej – telewizory i pieniądze. Podczas rekonesansu po sztabowych śmietnikach, jaki odbyłem w powyborczy poranek 26 września, dowiedziałem się, że politycy PIS nie odżywiają się zdrowo. W koszach znalazły się pudełka po pizzy Dominium oraz puszki po napojach energetyzujących Red Bull. Ludzie z LPR gustują w tequili, mimo że podczas oficjalnego wieczoru wyborczego alkoholu nie pili. Z kolei PO i PSL nie zachowały się proekologicznie – w śmietnikach znalazło się pełno plastikowych kubeczków po piwie (PSL – browar Jabłonowo, PO – kubeczki anonimowe). W śmietnikach stojących przy sztabach PIS i PSL znaleźliśmy też butelki mocniejszych trunków (PSL – wódka Koneser, PIS – wódka Bols). Grzebiąc w śmieciach zwykłych oraz mniej lub bardziej prominentnych, warto jednak pamiętać, że to zabawa przypominająca szukanie igły w stogu siana – Polska produkuje dziś 15 milionów ton śmieci rocznie (nie licząc odpadów przemysłowych). To 300 kilogramów na każdego Polaka. – Śmieci mówią o naszym bogactwie, a to, w jaki sposób je wyrzucamy i co się w nich znajduje, mówi nieraz o ludziach więcej niż badania socjologiczne – twierdzi Włodzimierz Pessel, pionier polskiej garbologii, czyli nauki wyciągającej socjologiczne wnioski z grzebania w śmietnikach. Zgniecione, nie wrzucone Włodzimierz Pessel na swoje pierwsze badanie warszawskich śmietników wybrał drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, tak by śmietniki były dobrze napełnione. Zauważył, że zamiast szkieletów po rybach ludzie wyrzucają teraz opakowania po rybnych przetworach, a świąt nie wyobrażają sobie bez chipsów i butelek Coca-Coli z Mikołajem (oraz większej dawki papierosów). To znaczący dowód na to, że coraz rzadziej sami przygotowujemy jedzenie, a coraz częściej zjadamy coś gotowego lub – w dni powszednie – stołujemy się na mieście. Kolejny dowód: kiedyś pojemniki kapały, były wewnątrz mokre. – Teraz jemy więcej mrożonek, a mniej świeżych warzyw. W śmietnikach nie ma już tyle obierek, z których wyciekałyby soki – wyjaśnia Eugeniusz Góra, rzecznik stołecznego Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania. Im mniej obierek, tym więcej plastikowych opakowań. Należące do MPO laboratorium chemiczne wyznaczyło śmieciarkom badawcze trasy, które obejmują trzy reprezentatywne dla socjalnego statusu warszawiaków dzielnice. Od 10 lat śmieci zwożone są z tych tras do zakładu, suszone w temperaturze 105 stopni Celsjusza i analizowane. MPO dzięki temu wie, czy śmieci przybywa, czy ubywa, czy zwiększa się ich objętość, czy nie rośnie ich toksyczność. Takie prognozy pomocne są w ustalaniu, jakie śmieciarki kupić, ile, jak utylizować śmieci. – Przystosowaliśmy śmieciarki do wzrastających w ogromnym tempie ilości tworzyw sztucznych – mówi Jadwiga Jaroszyńska, zastępca dyrektora laboratorium. – Kiedyś śmieci były wrzucane do wozu, teraz są od razu zgniatane. Po ilości i rodzaju tworzyw sztucznych można rozpoznać, z której części miasta pochodzą dane śmieci. Rodziny z Ursynowa, ocenianego przez badaczy jako bogatsze, biorą z hipermarketów więcej torebek. Kupują bowiem więcej i przewożą zakupy samochodami. Piwo pija się tam zazwyczaj z butelek, a wodę z 1,5-litrowych butli. Z kolei w jedną torebkę upakować chcą jak najwięcej mieszkańcy Pragi Północ – ci muszą sami dźwigać zakupy. W śmieciach dużo częściej trafimy na puszki po piwie i pięciolitrowe pojemniki na wodę. Wszyscy wychodzą do śmietnika dużo częściej niż parę lat temu, a ich śmieci stały się mniej poręczne (choć lżejsze) – objętość zwiększają właśnie plastikowe butelki i reklamówki. Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - Gadaj, śmieciu 08.10.05, 21:53 Cz.2. ==== Dóbr dość dużo Dziwnie to zabrzmi, ale do kosza trafia też dużo mniej pieniędzy. – Pieniądze, chowane kiedyś po książkach czy w ubraniach, wyrzucane były przypadkowo przy generalnych porządkach – mówi Gabriela Mojkowska pisząca na Wydziale Etnologii Uniwersytetu Warszawskiego pracę magisterską „Ludzie pośród śmieci”. – Dziś pieniądze w domu rzadko kto trzyma, coraz częściej posługujemy się kartą magnetyczną – wyjaśnia. Nie znaczy to, że nasze śmieci są mniej cenne. – Znajduję na śmietnikach części komputerowe czy całe komputery – mówi wydawca Paweł Dunin-Wąsowicz. – Dwa lata temu, gdy zacząłem zaglądać do śmietników, było to raczej nie do pomyślenia. Widziałem też parę razy wystawione przy śmietnikach Billy, czyli najtańsze regały na książki z Ikei – twierdzi Dunin-Wąsowicz, który w śmietnikach poszukuje głównie literatury pięknej, płyt winylowych i kaset. Dóbr kultury na śmietnikach jest dziś dość dużo. – Udało mi się znaleźć płyty i kasety Bułata Okudżawy, Jacka Kaczmarskiego, grupy The Police i Laurie Anderson. Trafiałem też na książki Kurta Vonneguta, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego czy albumy o powstaniu warszawskim – wymienia wydawca. W śmietnikach lądują nawet te przedmioty, których dotąd nie pozbywano się wcale. – Ludziska wyrzucają figurki święte, modlitewniki, różańce i inne pamiątki z Pierwszej Komunii – wylicza pan Wincenty Lulis, który od czterech lat utrzymuje się ze zbierania śmieci. Jednocześnie z trudem pozbywamy się sprzętu RTV i gazet. Na śmietniki rzadko trafiają dziś telewizory i kolorowe magazyny. Te ostatnie można znaleźć jedynie w bogatszych dzielnicach. – Pojemniki na papier w wielu miejscach stoją puste – mówi pracownik firmy wywożącej śmieci SITA. Wkurzający niedopałek Przy śmietnikach ujawniamy swoją mentalność. Tam gdzie śmietnik jest ogólnie dostępny, śmiecimy – deski czy kartony zostawiamy luzem na podwórku, starych mebli nie oddajemy do komisu czy potrzebującym, lecz wystawiamy je koło śmietnika, a chleb kruszymy dla ptaków. Wyjątkiem są ci, którzy dorobili się mieszkań w nowych osiedlach. Stali się śmieciowymi mieszczanami i odpady sprywatyzowali – zamykają je w murowanych altankach na klucz. – Prywatyzacja śmieci wiąże się z uznaniem, że poszanowanie własności powinno dotyczyć wszystkich sfer życia, także śmietnika. Bierze się to również stąd, że w Polsce zapanowała moda na podrzucanie odpadów między wspólnotami mieszkaniowymi. Trudno ludziom zaakceptować, że za śmieci trzeba płacić – mówi Włodzimierz Pessel. Prywatyzacja wymusza dbałość o porządek. Przestrzeń publiczna już nie. Potwierdza to ankieta portalu Autocentrum.pl, który zapytał kierowców: Jakie zachowania innych kierowców denerwują nas najbardziej? Okazało się, że bardziej od opóźnionego ruszania ze świateł i wymuszania pierwszeństwa przez kierowców autobusów wkurza nas wyrzucanie niedopałków papierosów i opróżnianie popielniczek pod samochód czy przez okno. Kłamstwem byłoby jednak mówienie, że każdy polski śmietnik wygląda tak samo. Śmietniki żyją, zmieniają się w zależności od pory roku. Jeśli teraz pobiegniecie do koszy, być może znajdziecie w nich jeszcze książki i podręczniki – wyrzucane są we wrześniu. Trochę cierpliwości i książkę poczytacie na wyciągniętej ze śmietnika kanapie – meble to śmietnikowa specjalność późnej jesieni. Zimą liczcie już na siebie – ludzie pozbywają się ubrań dopiero na wiosnę. Garbologia Z ang. garbage, czyli śmieci. Nazwa dziedziny naukowej ukuta przez amerykańskiego naukowca William Rathje. Garbologia w USA zdobyła popularność zwłaszcza wśród koncernów spożywczych i agencji rządowych. Amerykański urząd podatkowy może zajrzeć do śmieci, aby za ich pomocą zweryfikować zeznania podatkowe. James Dunkel, dentysta, został oskarżony o unikanie płacenia podatków na podstawie dokumentów ze śmietnika położonego na parkingu znajdującym się przy jego gabinecie dentystycznym. Uznano, że śmietnik stał na terenie publicznym, urząd podatkowy mógł więc grzebać w stosie igieł i zębów bez nakazu prokuratora. Sam Rathje przez ponad 30 lat zwoził śmieci (z pomocą ponad pół tysiąca pracowników), dokładnie je oglądał, ważył i mierzył. Jednocześnie robił ankiety wśród mieszkańców, którzy zdecydowali się mu dostarczać swoje odpady. Wnioski były zaskakujące. Amerykanie potrafią spożywać do 40 procent więcej żywności, niż deklarują. Rarytasy trafiają na śmietnik częściej niż jedzenie zakupione w zwykłych opakowaniach. Okazało się też, że Amerykanie piją nawet o 60 procent więcej mocnych trunków, niż deklarują. Rathje zwrócił uwagę, że rodziny, które kupują mało świeżej żywności, a dużo posiłków gotowych, wyrzucają głównie żywność świeżą. Mają bowiem pieniądze na dobre zaopatrzenie domu, a mało czasu, by wykorzystać wszystkie produkty. Z kolei rodziny, które kupują lepsze pieczywo, wyrzucają je częściej niż ci, którzy jedzą zwykły chleb – do odpadów trafia tylko 10 procent kupowanego chleba i aż 35 procent pieczywa takiego jak bułki do hot dogów lub hamburgerów. Wniosek: niewielu Amerykanów zdaje sobie sprawę, jak nieracjonalnie podchodzi do swoich zakupów. Krzysztof Szczepaniak www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=528&Itemid=48 Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej105 Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - Gadaj, śmieciu 09.10.05, 08:17 pamietam przelom 1989 \ 1990 roku .śmietniki i skupy makulatury pełne były dzieł lenina ,itp literatury. sam jako ciekawostke wziałem sobie wtedy "krótki kurs wkpb". znajoma prowadziła i nadal prowadzi skup makulatury. czegoż tam nie ma , o ,o ! parę refleksji : obecnie gwałtownie spada religijność wśród młodzieży.wśród dorosłych jest podobnie ale przebiega to wolniej. dlatego dla zamazania tego trendu w odbiorze spolecznym robi się jakieś lednice itp masówki. obowiązkowo trzeba toto pokazywać 10 razy w tv aby na postronnym zrobić wrażenie masowośći i takie poczucie; "a TY ?" ostatni ,tragiczny wypadek białostockich licealistów też był częścią masowego zwozu maturzystów do częstochowy. cały czas patrząc na te sztucznie robione masówki mam w oczach końcówkę prl-u. te szwancparady ,pełno czerwonych tablic i swoistych soc bilboardów typu "młodzież gwarantem rozwoju socjalistycznej ojczyzny",itp. ale w sercach już prawie nikt nie miał tej ideologii. podobnie rzecz się przedstawia obecnie z religią. znalazła sie ona w swoistej "końcówce prl-u". wtedy mieliśmy siwaków i miodowiczów a teraz mamy rydzyki i góry. tak więc wszystko idzie w dobrym kierunku. a rozwój i wpływ internetu którego nie było w prl-u przyśpieszy proces laicyzacji i modernizacji. na nic zdadzą się też dni papieskie. klerykałowie zrobia z tego nastepną soc pompę ,która tylko odstraszy ludzi. ONI inaczej nie umieją... ciekawie na te tematy pisał miesięcznik "dziś" ,nr 5 /2005 w artykule edmunda lewandowskiego pt "fenomen irlandii" ,www.dzis.com.pl. może to jest gdzieś w internecie. streszczając : idziemy irlandzką drogą . to mówią nawet księża cytowani w tym artykule ,np irlandzki misjonarz mieszkajacy od paru lat w lublinie david sullivan. mówi on np że: "jako młody czlowiek nie znałem nikogo kto by nie chodził do koscioła - teraz nie chodzi większość" oraz "zamknięto wszystkie seminaria diecezjalne ,poza jednym" oraz "najbardzie jednak uderza atmosfera wokół kościoła ,ktory spotyka się z ostrą krytyką także ze strony osób dotąd mu życzliwych". jest tam też analiza gwałtownego rozwoju irlandii z równoczesnym,równoległym odrzucaniem katolickości ktora dotychczas sytuaowala ten kraj na peryferiach europy. w polsce właśnie weszliśmy na irlandzką drogę. zawartość kubłów na śmieci tego dowodem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Irlandzka droga 3RP IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.10.05, 01:17 wydaje się najrozsądniejszym wyjściem z kabały zafundowanej nam przez kler i jego fanatycznych klerykałów. Patrząc jednak na postępowanie Giertycha, Kaczyńskiego czy Leppera - bliższy jest temu środowisku fundamentalizm katolicki, niż interesy społeczeństwa, w którym przyszło im żyć. Mam nadzieję, że wzorem Irlandii w niedługim czasie także obudzą się z ręką w nocniku. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Irlandzka droga 3RP - P.S. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.10.05, 01:22 PS. Wiele mówiącym zjawiskiem jest analiza statystyczna elektoratu tych ugrupowań, a to rzeczywiście budzi optymizm. W I turze wyborów prezydenckich Donald Tusk zwyciężył w 11 województwach, zaś Lech Kaczyński - w pozostałych pięciu - wynika z sondażu TNS OBOP i PBS dla TVP. Tusk odniósł zwycięstwo na tzw. ścianie zachodniej i w Polsce centralnej, zaś Kaczyński pokonał swojego rywala na wschodzie kraju. Najwięcej głosów lider prezydenckiego wyścigu zdobył w województwach: opolskim (52,3 proc.) i pomorskim (52,2 proc.). Na Kaczyńskiego najchętniej głosowano na Podkarpaciu (50,2 proc.) oraz w Małopolsce, gdzie uzyskał 42,6 proc. głosów. wiadomosci.onet.pl/1176932,,,,,,4528,itemspec.html www.rzeczpospolita.pl/serwis_wyborczy/prez/wyniki_1/wiek.gif www.rzeczpospolita.pl/serwis_wyborczy/prez/wyniki_1/wyksz.gif Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - Gadaj, śmieciu IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.10.05, 01:20 PS. Wiwlce mówiącym zjawiskiem jest analiza statystyczna elektoratu tych ugrupowań, a to rzeczywiście budzi optymizm. W I turze wyborów prezydenckich Donald Tusk zwyciężył w 11 województwach, zaś Lech Kaczyński - w pozostałych pięciu - wynika z sondażu TNS OBOP i PBS dla TVP. Tusk odniósł zwycięstwo na tzw. ścianie zachodniej i w Polsce centralnej, zaś Kaczyński pokonał swojego rywala na wschodzie kraju. Najwięcej głosów lider prezydenckiego wyścigu zdobył w województwach: opolskim (52,3 proc.) i pomorskim (52,2 proc.). Na Kaczyńskiego najchętniej głosowano na Podkarpaciu (50,2 proc.) oraz w Małopolsce, gdzie uzyskał 42,6 proc. głosów. wiadomosci.onet.pl/1176932,,,,,,4528,itemspec.html www.rzeczpospolita.pl/serwis_wyborczy/prez/wyniki_1/wiek.gif www.rzeczpospolita.pl/serwis_wyborczy/prez/wyniki_1/wyksz.gif Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej105 Obirek wytrzeżwiał :) 09.10.05, 08:58 www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_051008/kraj/kraj_a_2.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Tak się niszczy samodzielne myślenie w Krk!!! IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.10.05, 01:27 Dobry link i dla tego pozwolę sobie skopiować poniżej. KOŚCIÓŁ Jezuita nie podda się karze za porównanie Jana Pawła II do wiejskiego proboszcza. Ojciec Obirek zrzuca habit Stanisław Obirek, znany jezuita, postanowił opuścić i zakon, i stan duchowny. Zakonnik zasłynął z kontrowersyjnych wypowiedzi na temat zmarłego papieża. W kwietniu, dwa dni po śmierci Jana Pawła II, udzielił wywiadu belgijskiej gazecie "Le Soir", w którym porównał papieża do proboszcza wiejskiej parafii, wymagającego dyscypliny, grożącego palcem katolickim teologom. Za ten wywiad władze prowincji ukarały go rocznym zakazem kontaktów z mediami i zakazem prowadzenia wykładów na jezuickiej uczelni w Krakowie. 49-letni Obirek - jak mówił, rozczarowany brakiem wolności słowa w Kościele, a jeszcze bardziej brakiem wsparcia ze strony współbraci - nie podporządkował się woli zakonu. Opuścił klasztor. We wrześniu przesłał do swojego przełożonego, prowincjała o. Krzysztofa Dyrka, list, w którym powiadomił go o decyzji odejścia. Sam o. Obirek nie chce rozmawiać o sprawie. Ojciec Leszek Gęsiak z zarządu krakowskiej prowincji jezuitów potwierdza, że prowincjał dostał list od Obirka. - Ojciec Obirek napisał w nim o możliwości odejścia. Nie oznacza to jednak, że została wszczęta procedura zwolnienia ze ślubów zakonnych - mówi o. Gęsiak. - O zgodę na to - za pośrednictwem prowincjała -musi wpłynąć oficjalna prośba do generała zakonu. Procedura zwalniania ze ślubów jest zazwyczaj długa, poprzedzona badaniem ekspertów. Generał zaś może, ale nie musi, udzielić takiego zwolnienia. Zakonnicy składają trzy śluby wieczyste: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, a jezuici dodatkowo czwarty ślub - posłuszeństwa papieżowi. O zwolnieniu z celibatu (ale nie ze święceń kapłańskich, bo te obowiązują do śmierci), decyduje papież. Jan Paweł II niechętnie udzielał takich zezwoleń, co uniemożliwiało odchodzącym ze stanu duchownego zawarcie małżeństwa ze ślubem kościelnym. Ojciec Obirek był już wcześniej upominany przez władze prowincji. W 2002 r. przed papieską pielgrzymką w wywiadzie dla "Przekroju" porównał Jana Pawła II do złotego cielca, który stanowi najpoważniejszy problem Kościoła w Polsce. W konsekwencji przestał być prorektorem jezuickiej uczelni Ignatianum, a prowincjał zażądał, by zakonnik przedstawiał mu swoje teksty przed publikacją. Pod koniec lat 90. został zwolniony z funkcji redaktora naczelnego pisma "Życie Duchowe", którego łamy otworzył dla ludzi o różnych światopoglądach, wielu niewierzących. Sam zafascynowany jest m.in. dialogiem z religiami Wschodu. (e.cz.) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: Bo sukienka była za ciasna (1) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.05, 13:41 Bo sukienka była za ciasna Przekrój 06:00 Najgłośniejszy polski krytyk Jana Pawła II, jezuita Stanisław Obirek odchodzi z zakonu. Męczennik za przekonania czy skandalista? To nie takie proste, bo wątki osobiste mieszają się tu z najważniejszymi problemami Kościoła. Specjalista od wkładania palca między drzwi, zwłaszcza kościelne. Przeciwników ma przynajmniej tylu, ilu zwolenników. Ulubieniec dziennikarzy, bo jego obecność gwarantuje gorącą temperaturę programu. Jeden z najbardziej kontrowersyjnych zakonników w Polsce, słynący przede wszystkim z krytycznych wypowiedzi o papieżu i Kościele. Teraz, gdy po prawie 30 latach Stanisław Obirek zrzuca suknię zakonnika, na wszystkie pytania mediów odpowiada krótkim: "Bez komentarza" i odsyła do swojej książki wywiadu rzeki, która ukaże się w połowie listopada. Z niej pochodzą cytowane niżej jego wypowiedzi. Z zakonu Obirek odszedł na razie nieformalnie. Na początku września wyprowadził się z klasztoru do prywatnego mieszkania i przesłał list do prowincjała krakowskiej prowincji jezuitów, w którym napisał o możliwości odejścia. Nie rozpoczęła się jednak procedura zwolnienia ze ślubów zakonnych, bo Obirek nie zwrócił się o to oficjalnie do generała zakonu. Rozpatrywanie takiej prośby może potrwać nawet kilka lat i wcale nie musi zakończyć się zgodą. Drugą kwestią jest kapłaństwo Obirka. Sakrament ten obowiązuje do śmierci, nie można go unieważnić. Papież może najwyżej zwolnić z celibatu, co umożliwia byłym księżom zawarcie małżeństwa kościelnego, ale Stolica Apostolska nie robi tego zbyt chętnie. Dla Obirka zwolnienie z celibatu jest o tyle istotne, że pozwoliłoby mu żyć w zgodzie z Kościołem i jednocześnie związać się z kobietą. Bo choć przekonuje, że odchodzi z zakonu, bo "nie mieści się w jego ramach", to jest też inna, bardziej przyziemna przyczyna - kobieta, żona izraelskiego dyplomaty pracującego w Polsce. Odejście Obirka z zakonu - czy to z przyczyn ideowych, czy z miłości do kobiety - budzi duże emocje. Prozaiczny powód nie powinien jednak usprawiedliwiać ucieczki od odpowiedzi na poważne pytania, które ten zakonnik stawia. Jego fenomen polega na tym, że zawsze szedł pod prąd, a ze swojego nonkonformizmu uczynił osobistą wizytówkę. Ksiądz Stanisław Sowa, dziennikarz, w niepokorności właśnie upatruje przyczyn wielkiej popularności Obirka: - W mediach zawsze chętnie się udzielał i prawie zawsze miał inne zdanie, choć czasem miało się wrażenie, że jest ono aż za bardzo odrębne, wręcz wygłaszane pod publikę. 49-letni Obirek pochodzi z Tomaszowa Lubelskiego. Miał sześcioro rodzeństwa. Przed wstąpieniem do zakonu studiował przez rok polonistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Ukończył ją pod koniec lat 80. Gdy odbył nowicjat, przełożeni wysłali go na studia teologiczne za granicę - najpierw do Neapolu, potem na prestiżowy Uniwersytet Gregoriański w Rzymie. Po powrocie do Krakowa doktoryzował się z teologii, habilitował z historii, wykładał filozofię między innymi na jezuickim uniwersytecie Ignatianum. Jest autorem dziewięciu książek i kilkudziesięciu artykułów naukowych. W rozmowie imponuje nie tylko dosadnym językiem, ale też dowcipem i ogromną erudycją. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: Bo sukienka była za ciasna (2) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.05, 13:45 Niepoprawny Dla współbraci jego popularność bywała kłopotliwa. Cieszyli się, że "Staszek się mediów nie boi i kamera go lubi", ale jego publiczne wystąpienia śledzili ze strachem. Nigdy nie było wiadomo, z czym wyskoczy. Dlatego mimo licznych funkcji wewnątrz zakonu pozostawał zawsze trochę obok. Po raz pierwszy ściął się publicznie z kardynałem Franciszkiem Macharskim w 1998 roku, gdy Kościół wpisał do współczesnego indeksu ksiąg zakazanych dzieła Anthony'ego de Mello, hinduskiego jezuity czerpiącego obficie z religii Wschodu. Obirek powtarzał, że z tych lektur często korzysta w pracy ze studentami, a i jego samego bardzo rozwinęły. "Medytacja l la de Mello - pisał w "Tygodniku Powszechnym" - dała mi wolność, tak konieczną w Kościele, a może przede wszystkim w autorytarnej strukturze zakonu". Zdenerwował metropolitę krakowskiego do tego stopnia, że ten chciał odebrać Obirkowi prawo nauczania. Wybronił go zakonny przełożony, tłumacząc, że wykłada on nie teologię, lecz filozofię, a do tego zgody biskupa nie potrzebuje. Ale przy następnych kłótniach nie było już tak łatwo. Duży skandal wybuchł trzy lata temu. Jak sam mówi, "na fali nabożnego oczekiwania na pielgrzymkę papieską wyskoczył z wywiadem dla "Przekroju", w którym nazwał Jana Pawła II "złotym cielcem". - Generalnie miał rację. Wielu ludzi w Kościele także martwi otaczanie papieża zbytnim kultem. Niefortunne było tylko sformułowanie - przyznaje ksiądz Adam Boniecki, redaktor naczelny bliskiego Obirkowi "Tygodnika Powszechnego". Pod adresem zakonu posypały się skargi. "Sugerowałem, że jeśli jestem dla zakonu ciężarem, mogę wyjechać z Polski. Ale ówczesny przełożony pozbawił mnie jedynie funkcji prorektora naszej uczelni Ignatianum, zabronił pisania czegokolwiek przez pół roku, a każdą publiczną wypowiedź musiałem z nim konsultować. Nie odczuwałem jednak zbytnio ciężaru tej cenzury, bo stosowana była łagodnie, poprawiano najwyżej jedno, dwa słowa". Współbracia wspominają, że dla Obirka zakaz i cenzura były trudne do przełknięcia. - Uważał, że decyzja przełożonego była niesprawiedliwa, bo godziła w wolność, która dla Staszka jest jedną z podstawowych wartości - opowiada jeden z jezuitów z krakowskiego klasztoru. Z medialnego niebytu powrócił po trzech latach, komentując śmierć Jana Pawła II dla belgijskiego "Le Soir". Porównał go do wiejskiego proboszcza. Nawet zakon jezuitów, zwykle tolerancyjny, tym razem zatrząsł się z oburzenia. Jeden z braci zwrócił się do niego na forum kwartalnika "Fronda": "Byłeś publicznie upominany przez ojca prowincjała, ale dalej tkwisz w złem. Myślę, że twoje wykształcenie i aspiracje naukowe zamknęły ci serce i rozminęły się z prawdą, a nawet z dobrym wychowaniem". Tak ostra krytyka papieża w ogarniętej żałobą Polsce była nie do przyjęcia. Gdy list otwarty w tej sprawie napisał eurodeputowany PO Bogusław Sonik, rozpętała się burza, a media prześcigały się w przedrukowywaniu co pikantniejszych kawałków wywiadu. Obirek nie tłumaczył się, że został źle zrozumiany przez dziennikarza. Przeciwnie, powtórzył swoje tezy z całą stanowczością. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: Bo sukienka była za ciasna (3) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.05, 13:51 I wylądował na dywaniku u prowincjała. Dwa tygodnie później w wywiadzie dla "Polityki" zasugerował, że nie wyklucza możliwości odejścia. - Staszek zawsze miał poczucie, że nie mieści się w zakonnych ograniczeniach, ale gdy po "sprawie 'Le Soir'" dostał po raz drugi zakaz udzielania się w mediach, tym razem roczny, poczuł chyba, że w zakonie się dusi i że to klimat nie dla niego - mówi ksiądz Sowa. Kłopotliwy Obirek denerwował się, że jego poglądy budzą tyle negatywnych emocji. "Gdybym skrytykował dogmaty, miał wątpliwości co do bóstwa Jezusa albo charakteru Trójcy Świętej, nikt by się tym nie zainteresował. A dyskusja nad odbiorem nauczania papieskiego jest nie tylko dopuszczalna, ale i wskazana. Osobiście nie widziałem więc żadnych powodów do kajania się czy przepraszania kogokolwiek. Słyszałem argumenty, że nawet w pogańskim Rzymie sądownie karano ludzi, którzy w okresie żałoby źle mówili o zmarłym. Ale dla mnie na tym właśnie polega różnica między kultem cesarzy rzymskich a chrześcijaństwem. Oczywiście zawsze można być grzeczniejszym. Niemniej jednak swoboda wypowiedzi jest dla mnie elementarnym prawem kościelnym, podobnie jak zasada, że to sumienie jest ostateczną racją i nim mam się kierować przede wszystkim". I dodaje: "Może nie byłem dobrym zakonnikiem. Ale w Polsce bycie dobrym zakonnikiem oznacza przede wszystkim bycie zakonnikiem, który nie sprawia problemów. Ja je sprawiałem". Ksiądz Krzysztof Dyrek, krakowski prowincjał jezuitów, nie zgadza się. Bo zakonnik, przywdziewając habit, przestaje być osobą prywatną, a jego poglądy zaczynają być utożsamiane z poglądami zakonu, zwłaszcza u jezuitów, gdzie obowiązują śluby posłuszeństwa. - Wymagają one gotowości ufnego poddania się ostatecznie woli przełożonego. Ojciec Obirek tego nie zrobił, choć i tak miał na co dzień dużo wolności, a z jego zdaniem liczyliśmy się naprawdę wyjątkowo - mówi Dyrek. Wywiad dla "Le Soir" przelał czarę goryczy Obirka. "Kazano mi się poprawić, nie określając dokładnie, o co chodzi. Nie czuję, żebym miał się z czego "poprawić". Wręcz przeciwnie, pewne kwestie widzę coraz ostrzej. W moim odczuciu w Kościele za dużo dzieje się spraw, których się nie uzasadnia, podejmuje się decyzje, nagradza czy karze, ale "po cichu". Z chwilą, gdy takie postępowanie mnie dotknęło, zdałem sobie sprawę, że nie jestem jedyny, że takie działania są wręcz regułą i to właśnie wydaje mi się chore. Poza tym nie czuję, żeby było grzeszne to, co powiedziałem. Moja decyzja o odejściu oznacza więc, że po prostu 'w te klocki nie zamierzam się bawić'". Nowy Luter? Decyzja ojca Obirka to cios nie tylko dla katolików. Tym odejściem przejęci są również żydzi, agnostycy, ateiści i inni, z którymi ojciec Obirek przez lata prowadził dialog głównie na łamach jezuickiego kwartalnika "Życie Duchowe" (został odsunięty od kierowania nim w 2002 roku) i dla których prowadzi Centrum Kultury i Dialogu. Żydzi cenią go chociażby za wielokrotne cytowanie amerykańskiego jezuity Gustava Weigela, który mówił, że nie jest wolą Boga, by na świecie nie było żadnego wyznawcy judaizmu. W łaski ateistów Obirek wszedł, podziwiając ich za wierność swoim przekonaniom, których nie boją się głosić publicznie. Zapewniał, że nie chce nikogo nawracać, więc słyszał od krytyków, że "przeszedł na ciemną stronę mocy". "Głównie dlatego, że ja chcę po prostu rozmawiać, bez ukrytych celów i tajemnych strategii. Gdy pisałem książkę o innowiercach "Co nas łączy?", nie miałem żadnych z góry powziętych założeń, dokąd ta wymiana myśli i doświadczeń może nas zaprowadzić. Wyszedłem natomiast z prostego przeświadczenia, że i wierzący, i niewierzący są sobie potrzebni, że musimy patrzeć na siebie jak na przyjaciół, których trapią podobne problemy. Efekt? Wielu ludzi wytyka mi, że to niewierzący mnie przekonali, a nie ja ich". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: Bo sukienka była za ciasna (3) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.05, 13:58 To także cios dla samych jezuitów, bo mimo wszystko był jedną z największych gwiazd polskiej prowincji. - Źle się stało, bo on jednak wprowadzał twórczy ferment, prowokował nas do większego wysiłku intelektualnego. Jestem z nim w stałym kontakcie i cały czas namawiam go do powrotu. Wbrew pozorom Kościół potrzebuje takich ludzi - mówi jego zakonny przyjaciel, ojciec Jerzy Sernak. W książce Andrzej Brzeziecki i Jarosław Makowski prowokacyjnie pytają Obirka, czy jego bunt to dowód na to, że zakon i Kościół wyhodowały "żmiję na własnej piersi". Obirek przyznaje, że nigdzie tak gruntownego wykształcenia by nie zdobył. Ale uważa, że przez ponad 20 lat pracy dla jezuitów już te studia odpracował i nie ma poczucia zdrady wspólnoty. Bo to "zakon ma dość jego, a nie on zakonu". Zakonni przełożeni nie mają wątpliwości, że jego dalsza kariera naukowa stoi pod znakiem zapytania. - Uczelnia katolicka w jego wypadku odpada, bo siałby zgorszenie - mówi prowincjał Dyrek. Ale i świeckie nie bardzo kwapią się do zatrudnienia "eksa". Gdy informacja o jego odejściu z zakonu przedostała się do mediów, Krakowska Szkoła Wyższa im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie poinformowała go, że w tym roku nie podejmie z nim współpracy, bo zgłosiło się za mało studentów. "Polityka" spekulowała, że to arcybiskup Dziwisz się boczył. Ale po interwencjach krakowskich autorytetów chętnych do "Modrzewskiego" przybyło i Obirek może już tu wykładać dialog międzyreligijny. Dla części zwolenników Obirek stanie się pewnie "męczennikiem", który 30 lat kapłaństwa złożył na ołtarzu wierności własnym przekonaniom. On sam oburza się na twierdzenie, że celowo sprowokował awanturę, żeby wyjść z zakonu jako uciemiężony: "Ależ ja się tak nie czuję i nie chcę współczucia! Nawet nie cierpię z powodu tego konfliktu. Uważam się za jednego z dziesiątek tysięcy ludzi w Kościele, którzy czują się nieswojo z niezbyt rozsądnymi posunięciami dyscyplinarnymi, a w moim przypadku dochodzi jeszcze niezrozumienie tak ostrych restrykcji, dysproporcji pomiędzy 'winą' i karą". Uważa, że realizuje tylko odnowę Kościoła w duchu Soboru Watykańskiego II. "W moim przypadku jest to krytyczne postrzeganie Kościoła jako instytucji, czyli takie zapędy "luterskie". Ale nie sądzę, bym wybiegał przed szereg" - tłumaczy swoją "winę". Po odejściu Obirka z zakonu na pewno odetchnie hierarchia kościelna, którą krytykował przy każdej okazji, głównie z powodu nieprzejrzystości decyzyjnej i zamiatania wstydliwych problemów pod dywan. Teraz jako osobie świeckiej trudniej mu będzie krytykować postawy poszczególnych duchownych oraz całą instytucję. Zdaje sobie sprawę, że jego dotychczasowe oddziaływanie może zostać zredukowane, bo ważny i słuchany był jako jezuita. Ksiądz Boniecki pociesza: - On się pozbywa habitu, a nie intelektu. Na pewno będzie wykładał, pisał książki i artykuły, na naszych łamach chociażby. Nie widzę również przeszkód w komentowaniu przez niego spraw religijnych czy kościelnych. Ci, którzy go słuchali, nie przestaną go słuchać. (Milena Rachid Chehab) Cytaty pochodzą z książki "Przed Bogiem. Ze Stanisławem Obirkiem rozmawiają Andrzej Brzeziecki i Jarosław Makowski", która ukaże się 17 listopada nakładem wydawnictwa W.A.B. wiadomosci.wp.pl/kat,1371,wid,8058876,wiadomosc.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Kolejna śmierć pielgrzymkowa 10.10.05, 02:10 Licealistka z Białegostoku zmarła Licealistka, która 30 września została ranna w wypadku autokaru wiozącego uczniów z Białegostoku na pielgrzymkę do Częstochowy, zmarła wczoraj w Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. To trzynasta ofiara wypadku. Jej stan od początku pobytu w szpitalu były określany jako ciężki. - Miała poparzone 60 proc. powierzchni ciała. Poparzone były też drogi oddechowe, nie mogliśmy jej uratować - wyjaśnia Piotr Wróblewski, ordynator w siemianowickim szpitalu. Na miejscu wypadku zginęło dziewięcioro uczniów i trzech kierowców. Autokar wiozący uczniów na Jasną Górę czołowo zderzył się z lawetą, na którą najechał jeszcze bus. Policja nadal ustala przyczyny wypadku. (Magdalena Górna) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2959902.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Bóg kazał Bushowi uderzyć ??? 10.10.05, 02:14 Amerykański prezydent George W. Bush miał przekonywać przedstawicieli palestyńskich władz, że interwencje w Afganistanie i Iraku były misją, powierzoną mu przez Boga - pisze w piątek brytyjska prasa. Biały Dom zbył te doniesienia jako "absurdalne". Gazety zapowiadają, że w wywiadzie dla telewizji BBC, który zostanie wyemitowany w tym miesiącu, były palestyński minister spraw zagranicznych Nabil Szaath ujawnił, iż prezydent USA mówił o swej boskiej misji w 2003 r., podczas szczytu izraelsko-palestyńskiego w egipskim kurorcie Szarm el-Szejk. Szczyt odbył się cztery miesiące po inwazji na Irak. Jak relacjonował Szaath, Bush miał powiedzieć: - Kieruje mną Bóg. Bóg powiedział: "George, idź i walcz z terrorystami w Afganistanie". I tak zrobiłem. A potem Bóg powiedział: "George, idź i połóż kres tyranii w Iraku". I tak zrobiłem. A teraz znowu czuję, że płyną do mnie słowa Boga. Mówi mi: "Idź i daj Palestyńczykom ich państwo, a Izraelczykom - ich bezpieczeństwo. I przynieś pokój Bliskiemu Wschodowi". I, w imię Boga, tak właśnie uczynię - mówił dalej Bush, według relacji Szaatha. W spotkaniu w Szarm el-Szejk uczestniczył też ówczesny palestyński premier, obecny prezydent Mahmud Abbas. Powiedział on BBC, że Bush przekonywał też, iż ma moralne i religijne zobowiązania. "Muszę dać Palestyńczykom państwo. I dam" - miał powiedzieć amerykański prezydent. "The Guardian" zaznacza, że Bush w wieku 40 lat powrócił do wiary chrześcijańskiej i jest jednym z najbardziej religijnych gospodarzy Białego Domu. Według "Guardiana", niedługo po szczycie w Szarm el-Szejk stenogram z wypowiedziami Busha opublikowała izraelska gazeta "Haarec", jednak delegacja palestyńska nie chciała potwierdzić autentyczności stenogramu. BBC udało się jednak przekonać Szaatha, by publicznie opowiedział o spotkaniu. Emisja nowego, trzyczęściowego dokumentu BBC na temat dyplomacji izraelsko-palestyńskiej pt. "Elusive Peace" rozpocznie się w poniedziałek. Rzecznik Białego Domu Scott McClellan zapewniał dziennikarzy w Waszyngtonie, że Bush nigdy czegoś takiego nie powiedział i że doniesienia na ten temat są "absurdalne". (PAP) wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2956614.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Stella Maris Gocłowskiego nie płaci pensji pracown IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 11.10.05, 01:06 A chyba tak nie dawno on sam zabierał głos na temat moralności biznesu :)) Pracownicy kościelnego wydawnictwa Stella Maris złożyli do sądu pozew, w którym domagają się wypłaty zaległych pensji. Pozwanym jest właściciel wydawnictwa, czyli archidiecezja gdańska - Od czterech miesięcy nie dostajemy wynagrodzenia, cały czas jesteśmy zwodzeni. Arcybiskup gdański Tadeusz Gocłowski się nami nie interesuje, a przecież jest krajowym duszpasterzem ludzi pracy - żalą się pracownicy wydawnictwa Stella Maris. Gdańska kuria ma kilkadziesiąt milionów złotych długów. To pozostałość po finansowej aferze w Stelli Maris. Według prokuratury menedżerowie i nadzorujący ich ksiądz prali w firmie pieniądze, wystawiając faktury na usługi, których nie było, i zaciągali pożyczki, których nie spłacali. Zarzuty bądź akty oskarżenia w związku ze sprawą postawiono ponad 20 osobom, a Stella Maris straciła klientów. Komornik zlicytował już prawie cały majątek wydawnictwa. W lipcu 40 pracowników z blisko stuosobowej załogi dostało wypowiedzenia z pracy. Reszta załogi dostała wypowiedzenia pod koniec września, jednak z obowiązkiem świadczenia pracy do końca roku. - To bez sensu, przychodzimy tu codziennie i nic nie robimy, bo już nie ma ani zamówień, ani nawet maszyn, wydajemy tylko niepotrzebnie pieniądze na dojazdy - mówi pani Joanna z przygotowalni. Pod koniec sierpnia pracownicy Stelli przekazali arcybiskupowi Tadeuszowi Gocłowskiemu list, w którym poprosili o spotkanie w celu ratowania zakładu. - Ze strony arcybiskupa nie było żadnego odzewu - mówią rozgoryczeni. Trzy tygodnie temu złożyli więc pozew w sądzie pracy w Gdańsku o wypłatę zaległych wynagrodzeń. Z sądu nadeszły właśnie pierwsze nakazy wypłacenia pensji. W sumie będzie to ponad milion złotych, nie licząc dwuletnich zaległości, jakie firma ma wobec ZUS. - Firma jest bankrutem, ja nie mam z czego tego zapłacić - rozkłada ręce Jarosław Szramach, dyrektor Stelli Maris. - Jestem jednak pewien, że kuria znajdzie pieniądze. Nie ma problemu, czy je zapłaci, tylko kiedy. Tysiącletni Kościół przecież nie zbankrutuje. Arcybiskup Tadeusz Gocłowski zapewnia, że pracownicy dostaną pieniądze. - Mam nadzieję, że pieniądze będą już dosłownie na dniach, a na pewno w ciągu dwóch miesięcy uregulujemy wszystko. Obciążenia firmy są dramatycznie duże, ale nie z winy Kościoła, tylko przestępczej działalności grupy ludzi. Zakład został zniszczony przez nich i przez działalność komornika, który wyprzedał wszystkie maszyny. Pracownicy chcieli rozmawiać o ratowaniu firmy, restrukturyzacji, ale ja po pierwsze takimi rzeczami się nie zajmuję, a po drugie jestem zdania, że zakład trzeba jak najszybciej zlikwidować. To przykre, ale w tej chwili nie ma innego wyjścia - mówi arcybiskup Gocłowski. (Maciej Sandecki) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2961671.html PS. Maciej Sandecki winien jest braku rzetelności dziennikarskiej w sprawie dosyć dobrze zasygnalizowanej. Stella Maris nie jest własnością kościelną a abp Goclowskiego. Wystarczyło by sięgnąć tylko do rejestru i decyzji w tej sprawie. Minister Janik (swego czasu) erygował ją dla abp Gocłowskiego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: Stella Maris Gocłowskiego nie płaci ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.05, 16:14 Nie tylko swoim pracownikom!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: Stella nie płaci a arcybiskupowi jest przykro IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.05, 16:32 Pracownicy kościelnego wydawnictwa Stella Maris pozwali archidiecezję gdańską. Pięćdziesiąt osób domaga się zaległych pensji z czterech ostatnich miesięcy. miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,2962012.html Wierni niech płacą za nieodpowiedzialne zachcianki Gocłowskiego, wszak to jego prywatna firma erygowana na niego osobiście przez b. ministra Janika. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Radio Maryja atakuje Platformę Obywatelską IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.05, 11:42 Radio Maryja: ostrzej z Tuskiem - Lech Kaczyński powinien zrezygnować z miękkiego stylu polemik z Platformą - twierdzi komentator Radia Maryja prof. Jerzy Robert Nowak. - Kaczyński powinien pokazać, co faktycznie znaczy liberalizm, który służy ideologii najbogatszych, oligarchicznej warstwy, która rządzi Polską wbrew interesom wegetującej większości Polaków i podstawowym interesom narodowym. Komentator Radia Maryja wezwał PiS do rezygnacji z koalicji z Platformą i współpracy z innymi ugrupowaniami lub do stworzenia rządu mniejszościowego. W poniedziałkowej audycji "Aktualności dnia" wystąpił też współpracujący z rozgłośnią ks. prof. Janusz Nagórny z KUL. Stwierdził, że zwolennicy Tuska, którzy atakują rozgłośnię o. Rydzyka, "będą go namawiać, żeby on potem prześladował Radio Maryja i radiosłuchaczy". (Jacek Hołub) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2961799.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Marek Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.faktyimity.pl / *.crowley.pl 11.10.05, 12:26 Proszę o kontakt tel 607389445 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: klerojad Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.ruch.com.pl / *.ruch.com.pl 11.10.05, 14:48 listy Kaczora do proboszczów potwierdzają to co lud wie - czarni dyktują. Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej105 Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - Rydzyk FM 12.10.05, 00:03 www.emigranci.net/ Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: Narkomani w klasztorze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.05, 15:07 Za domami opieki nad samotnymi matkami kolejny skok na kasę państwową - jak w poprzdnich wypadkach to było - wydaje się, że nie tylko. Franciszkanie prowadzą w klasztorze ośrodek leczenia narkomanów. To jedyna tego typu placówka w Polsce Oficjalna nazwa ośrodka w Chęcinach koło Kielc brzmi "San Damiano", ale mieszkańcy mówią o nim "niezależne domostwo". Budynki zostały właśnie uroczyście otwarte i poświęcone. Zakonnicy nie mają jednak zamiaru swoich pensjonariuszy nawracać - przyjmują niezależnie od wyznania. Bliskość klasztoru to w założeniu franciszkanów swoista "terapia przez kulturę". - W Polsce nie ma lecznicy prowadzonej w obrębie murów klasztornych, w którą w dodatku zaangażowani byliby wszyscy zakonnicy. Ta lokalizacja umożliwia nabranie ogłady nie tyle religijnej, co kulturalnej. Jeśli uczestniczą w mszy, uczy ich to szacunku dla lokalnych obyczajów, niezależnie od tego, czy byłby to Kościół katolicki czy np. synagoga - mówi o. Piotr Stanisławczyk, gwardian klasztoru i kierownik ośrodka. Placówka została zarejestrowana jako niepubliczny zakład opieki zdrowotnej, ma umowę z NFZ. Program rehabilitacyjny trwa ok. 18 miesięcy. Oprócz zakonników kadrę stanowią terapeuci i lekarz. Zakonnicy współpracują także z pobliskim szpitalem psychiatrycznym i aresztem śledczym w Kielcach. Wachlarz zajęć w "San Damiano" jest bardzo szeroki: od warsztatów inter- i intrapersonalnych po zajęcia muzyczne i plastyczne. Jest nawet kafejka internetowa. Franciszkanie przygotowali terapię, zostawiając pensjonariuszom maksimum swobody. - My tylko pokazujemy drogę, a dyscyplinę oni narzucają sobie sami, dzięki temu nie mają wrażenia, że to jakieś więzienie. Mieszkańcy z dłuższym stażem bardzo szybko stają się opiekunami tych młodszych - tłumaczy o. Stanisławczyk. Terapia przebiega na zasadzie minirodziny, wszystkie decyzje podejmowane są wspólnie, każdy ma przydzieloną funkcję. W ośrodku nie ma więc kucharza, bo szefem kuchni jest jeden z mieszkańców. Zakonnik podkreśla, że większość podopiecznych to "ciężkie przypadki". Dlatego trudno mówić o spektakularnych sukcesach. - Jest duża rotacja. Zdarza się, że ktoś wytrzyma kilka miesięcy, a ktoś inny tylko kilka dni - przyznaje o. Stanisławczyk. Zakonnicy planują poszerzenie swojej działalności, otwierając hostel dla byłych rehabilitantów. serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2963457.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * 3RP potęgą jest i basta :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.05, 16:18 Więcej kościołów w Poznaniu Trzy nowe kościoły zamierza wybudować w najbliższych latach archidiecezja poznańska. Jeden stanie na os. Pod Lipami, drugi na os. Dębina. Trzecia świątynia powstanie na os. Konstytucji 3 maja w Kościanie. (Katarzyna Kolska) serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,2894782.html Odpowiedz Link Zgłoś
major.hab.dudek A w sobotę Antyklerykalna Parada 13.10.05, 18:56 www.lewica.pl/?dzial=polska&id=3895 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Informacja chyba rzetelna 13.10.05, 23:12 Komentarz rzeczywiście ptasi. Autor notki prasowej mógłby darować sobie tego kilkuzłotowego niby opiniotwórczego zdania w wierszówce. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Księża gwałcą dziaci - czyli diabły w sutannach IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.10.05, 16:28 Współżycie swksualne księży z małymi dziećmi ... Trzy lata po eksplozji skandalu związanego z pedofilią księży amerykańskich i ochraniających ich biskupów z Bostonu wybuchła właśnie jeszcze większa afera. Tym razem w Filadelfii. A takie rzeczy się działy przez kilkadziesiąt lat w Kościele kierowanym przez wyświęcanego dzisiaj Karola Wojtyłę. Czy Pieronek zakwalifikuje to także do cudów? Więcej: Fakty i Mity Nr 41(293) 14-20X2005, s. 15. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Francja: bardzo dobry przyklad dla Polski IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.10.05, 20:33 1europejczyk napisał: > Regulacja stosunkow miedzy francuska hierarchia kosciola katolickiego a > Republika Francuska, w porownaniu z sytuacja w Polsce, daje wladzom Francji > pelna kontrole nad dzialanoscia ekonomiczna i finansowa francuskiej hierarchi > kosciola katolickiego. > Tym samym panstwowe pieniadze przeznaczone na troske o zabytki architektury > sacralnej sa proporcjonalne do udzialu srodkow wlasnych hierarchi kosciola > katolickiego. > Autonomia polskiej hierarchi kosciola katolickiego wobec Panstwa Polskiego > ustalona w konkordacie nie daje takich gwarancji! forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.html?f=57&w=30389280&a=30418748&rep=1 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Platforma odmówiła o. Rydzykowi - i to jest plus 17.10.05, 01:06 Dla niej oczywiście. Sztab wyborczy Donalda Tuska nie przyjął zaproszenia o. Rydzyka na niedzielną debatę prezydencką z PiS w Radiu Maryja i Telewizji Trwam. - Z góry można przyjąć, że skończyłoby się seansem nienawiści - tłumaczy szef kampanii Tuska Jacek Protasiewicz. Transmitowana na żywo debata prezydencka w telewizji i stacji radiowej o. Rydzyka rozpoczęła się w niedzielę po godzinie 18. W toruńskim studio pojawił się prowadzący - o. Jan Król oraz dwaj przedstawiciele Lecha Kaczyńskiego: poseł Tadeusz Cymański i europarlamentarzysta Michał Kamiński. Fotele dla przedstawicieli Donalda Tuska stały puste. - Pomimo zaproszenia, jego sztab nikogo nie znalazł, kto by tu wystąpił - oznajmił o. Król. Z rozgłośnią połączył się telefonicznie o. Tadeusz Rydzyk. Dyrektor Radia Maryja stwierdził, że rozgłośnia skierowała zaproszenie do sztabu PO w czwartek, a następnie odczytał fragment sms-a od szefa kampanii Donalda Tuska do o. Piotra Andrukiewicza, który - jak twierdzi - został przysłany w niedzielę: "Proszę ojca, bardzo mi przykro, ale w tak ekspresowym tempie nie udało mi się nikogo uzgodnić, bowiem każdy chce tę niedzielę spędzić bądź w Krakowie w ramach obchodów Dnia Papieskiego, bądź w gronie rodzinnymi, bo tego bardzo brakuje w tym gorącym okresie". - My nie zamykamy się na nikogo, nawet jeżeli nas ktoś od czci i dobrego imienia, nie tylko odsądza, ale i odbiera dobre imię. Dialog jest ważny - skwitował dyrektor Radia Maryja. Dlaczego przedstawiciele Tuska nie skorzystali z zaproszenia o. Rydzyka? Zapytaliśmy o to Jacka Protasiewicza, szefa sztabu kandydata Platformy. -Dowiedziałem się, że w programie przewidziano udział słuchaczy Radia Maryja, a znając ich agresję wobec Donalda Tuska i PO można z góry przyjąć, że skończyłoby się seansem nienawiści - wyjaśnia Protasiewicz. - Szanujemy naszego konkurenta i nie kwestionuję kultury osobistej ojca Króla, ale słuchając Radia Maryja wiem, że dopuszcza on do głosu osoby o poglądach skrajnych, agresywnych, nie szanujących godności osoby ludzkiej i pamięci zmarłych. Protasiewicz wskazał, że sztab PO zrezygnował z udziału w debacie po sobotniej rozmowie telefonicznej z o. Piotrem Andrukiewiczem, kiedy ten wykluczył dyskusję w rozgłośni bez udziału słuchaczy. - Chętnie bym wziął udział w debacie, mając gwarancję, że nie będą do niej dopuszczane fanatyczne głosy publiczności - podsumował Protasiewicz. (Jacek Hołub) Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Dziennik Rydzyka zaatakował Schetynę 20.10.05, 18:03 "Nasz Dziennik" zaatakował Grzegorza Schetynę, sekretarza PO, za to, że agencja reklamowa jego żony dostała zlecenie od miasta Wrocław. Platforma traktuje to jak kolejny przedwyborczy atak polityczny Prawicowy dziennik napisał wczoraj, że agencja reklamowa żony sekretarza generalnego PO Grzegorza Schetyny dostała w marcu 2000 roku zlecenie od gminy Wrocław na zrobienie 30-sekundowego spotu reklamowego o reformie wrocławskiej mieszkaniówki. Spot był emitowany w Radiu Eska, które założył Grzegorz Schetyna. Dziennik sugeruje, że agencja Kaliny Rowińskiej-Schetyny dostała zlecenie tylko dlatego, że szefem biura promocji w mieście był Jacek Protasiewicz, wtedy protegowany Schetyny, dziś szef sztabu wyborczego Donalda Tuska. Wartość zlecenia to 20,5 tys. złotych netto (zysk agencji wyniósł 10-15 proc. tej kwoty). Jacek Protasiewicz: - "Nasz Dziennik" dał popis PRL-owskiej szkoły propagandy komunistycznej, bo nie opisuje faktów, tylko nimi manipuluje. Protasiewicz rozważa skierowanie sprawy do sądu. We Wrocławiu, którym od 2002 roku rządzi koalicja PO-PiS, zawrzało. Działacze PiS zażądali wyjaśnień od Platformy. Zbigniew Ziobro, szef sztabu wyborczego Lecha Kaczyńskiego, zorganizował konferencję prasową, na której pokazując publikację "Naszego Dziennika", pytał Donalda Tuska, czy tak ma wyglądać proponowana przez niego Polska liberalna. Według polityków PiS Tusk natychmiast powinien się odnieść do prasowych zarzutów. Grzegorz Schetyna: - Nie załatwiałem agencji, w której żona jest udziałowcem, żadnych zleceń. To atak polityczny na kilka dni przed drugą turą wyborów prezydenckich. Z naszych ustaleń wynika, że agencja Kaliny Rowińskiej-Schetyny nie była jedyną, która robiła spoty o reformie mieszkaniówki. Zlecenia dostały też Polskie Radio Wrocław, Radio Kolor i Radio Klakson. W "Naszym Dzienniku" nie było o tym ani słowa. W 2000 roku agencja Rowińskiej-Schetyny dostała od gminy Wrocław kolejne zlecenie na zrobienie w radiu kampanii informacyjnej o profilaktyce uzależnień. Był to fragment większej kampanii społecznej prowadzonej przez Wydział Zdrowia wrocławskiego magistratu. Wartość zlecenia to ponad 7 tys. złotych netto. I tutaj Agencja Kaliny Rowińskiej-Schetyny nie była jedyną. Udział w kampanii brały też Polskie Radio Wrocław i wrocławski oddział TVP. Kolejny raz agencja reklamowa ARRS Effectica (wyłączyła się z radia i zmieniła nazwę) współpracowała z gminą w grudniu 2004 roku. Za ponad 20 tys. złotych netto zrobiła dziesięć tablic upamiętniających wybitnych wrocławian. Dariusz Franckiewicz, prezes agencji, mówi z przekąsem: - Zrobiliśmy też oświetlenie tych tablic. Tak żeby wiceprezydent Wrocławia Dawid Jackiewicz z PiS był dobrze widziany w świetle kamer, gdy odsłaniał je w różnych punktach Wrocławia. Grzegorz Schetyna od lat łączy działalność biznesową i polityczną. Oprócz Radia Eska od 1994 roku prowadzi też klub koszykarski Śląsk Wrocław. W 2000 roku przekształcił go w sportową spółkę akcyjną, w której ma 95 proc. akcji. Gmina Wrocław dwukrotnie dofinansowywała klub. W sumie Śląsk dostał 400 tys. złotych na przeloty samolotem i działalność klubową. W sierpniu "Newsweek" powołując się na anonimowego biznesmena, napisał, że Schetyna załatwił mu pozwolenie na budowę w zamian za wpłatę na klub. Schetyna, który pozwał dziennikarza z "Newsweeka" do sądu, zapowiedział kilka dni temu, że sprzeda klub. W działalności biznesowej drogi sekretarza PO i jego żony często się krzyżują. Agencja ARRS obsługiwała zarówno Radio Eska, jak i klub sportowy Śląsk. Dla klubu robiła trzy kampanie reklamowe w latach 2002, 2003 i 2004. To były projekty billboardów i opracowanie graficzne biletów na mecz. Dariusz Franckiewicz: - W sumie zarobiliśmy na tym między 3 a 4,5 tys. złotych. Schetyna oburza się, gdy mówimy, że rodzinne powiązania w biznesowym kontekście mogą budzić wątpliwości: - Zdecydowałem się sprzedać klub. Teraz okazuje się, że agencja, w której moja żona ma udziały, nie może ubiegać się o żadne zlecenia w gminie, bo zaraz łączy się to z moją działalnością polityczną. To absurd. Dariusz Franckiewicz: - Gdyby Kalina siedziała w domu i robiła na drutach byłoby dobrze, a że działa w biznesie, to jest problem. (Agata Kondzińska, Renata Grochal) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2975958.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Pokolenie moherowych beretów 17.10.05, 01:37 Gość portalu: klon napisał(a): Tzw.pokolenie Jana Pawła II, to pokolenie o mentalności moherowych beretów,odporne na wiedzę, zaściankowe.Na kilkanaście lat pogrąży kraj w ciemnocie.Razem ze swoimi pasterzami-hipokrytami. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=30502711&a=30512683 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Kto zapłaci za kampanię LPR? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 15.11.05, 23:26 Pikietę pod biurem prezesa Ligi Polskich Rodzin zapowiadają jej byli kandydaci do parlamentu z Podkarpacia. Zarzucają centrali, że do dziś nie wypłaciła im obiecanych pieniędzy na kampanię wyborczą. Pismo z groźbą zostało wysłane do prezesa LPR Marka Kotlinowskiego 4 listopada. Dziewiętnastu byłych członków podkarpackiej Ligi zapowiada w nim, że jeśli płatności nie zostaną uregulowane w ciągu tygodnia, pojadą do Krakowa pikietować jego biuro. O jakie płatności chodzi? Zygmunt Wrzodak, poseł z Rzeszowa i do niedawna szef podkarpackich struktur LPR, nie podpisał się pod listem. Doskonale jednak zna temat: - Podczas kampanii każdy z kandydatów zamawiał w drukarniach i innych firmach różne materiały, plakaty, ulotki itp. W świetle ordynacji za te materiały do 23 września powinien płacić komitet wyborczy, a po wyborach zobowiązania przejmuje partia. U nas wszystko było regulowane, dopóki część naszych działaczy nie wystąpiła z LPR - mówi Wrzodak. Pod listem widnieją nazwiska byłych działaczy, którzy razem z Wrzodakiem pod koniec października opuścili LPR. Wrzodak wyliczył, że do tej pory LPR jest winna drukarniom i innym firmom na Podkarpaciu ok. 45 tys. zł. - Za moje ulotki i wynajem sali LPR zalega jakieś 2 tys. zł. To nie jest duża suma, ale sam nie mogę jej zwrócić. Może to zrobić tylko partia. Ale to do mnie zwracają się firmy, ja tracę w ich oczach wiarygodność - skarży się Marian Daszyk, który zdobył mandat poselski z LPR. Do parlamentu nie dostał się Bogdan Romaniuk. I on podpisał się pod listem do Kotlinowskiego. - Jako kandydat wpłaciłem na komitet wyborczy LPR około 10 tys. zł. Teraz, kiedy przychodzi zapłacić firmom za moje materiały wyborcze, oczekuję, że partia nie będzie się z tym ociągać. Dzwonią do mnie te firmy, ponaglają, to jest nieprzyjemne - opowiada nam Romaniuk. Ich przedstawiciele zaglądają też do biura LPR w Rzeszowie. Tadeusz Skowron, który choć jest w grupie Wrzodaka, wciąż tam urzęduje, mówi: - Wśród nich jest firma prowadzona przez studentów. Szkoda mi tych młodych ludzi, którzy nie mogą doczekać się zapłaty, nie wiem, co im mówić. Według Wrzodaka podobne restrykcje ze strony zarządu głównego LPR dotknęły województwa: opolskie, łódzkie i mazowieckie. Sfrustrowani działacze poskarżyli się m.in. metropolicie krakowskiemu arcybiskupowi Stanisławowi Dziwiszowi, alarmujący list dostał też dyrektor Radia Maryja ojciec Tadeusz Rydzyk. - Jestem zszokowany - przyznał wczoraj Kotlinowski. - Szkoda, że o takiej eskalacji konfliktu dowiaduję się od państwa. Nie lubię tak kategorycznego stylu, którego używają protestujący. A pikiety się nie boję -oświadczył. Czy centrala zwróci zbuntowanym pieniądze? - zapytaliśmy. Kotlinowski: - Finansowanie kampanii zawsze wzbudza emocje. Będziemy rozmawiać, sprawa nie jest zamknięta. O sprawach finansowych zarząd partii decyduje kolegialnie. Protest pod moim krakowskim biurem to nieporozumienie - mówi. Nieoficjalnie jeden z liderów LPR poinformował nas, że zbuntowani działacze z Podkarpacia nie mają co liczyć na pieniądze. - Jeżeli ktoś zaciąga większe zobowiązania od ustalonych, to trudno, ale nie będziemy płacić za wszystko! Tam pieniądze wydawali bez uzgodnień, teraz zostawiają partię i chcą zwrotu nakładów. Będziemy płacić, ale w granicach rozsądku - usłyszeliśmy. serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3016362.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Gangster duszpasterzem ludzi pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.10.05, 16:46 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=57&w=10654390&a=30586524 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Awantura o klasztor IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.10.05, 16:51 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=30572342 Odpowiedz Link Zgłoś
edico Pomniki Papieża odsłaniano w Wielkopolsce 20.10.05, 18:09 Dwa pomniki Jana Pawła II odsłonięto wczoraj (w Dniu Papieskim) w Wielkopolsce. Jeden z nich stanął w Obornikach Wlkp., drugi - w Lesznie. Dzieło poznańskiego artysty Roberta Sobocińskiego odsłonił na obornickim rynku bp. Marek Jędraszewski. W uroczystości udział wzięło ponad trzy tysiące wiernych. Ważący 800 kg, odlany z brązu, wysoki na 2,60 m i szeroki 1,2 m posąg kosztował 70 tys. zł. Tymczasem Papieża wchodzącego do miasta przedstawia pomnik, który odsłonił w Lesznie metropolita poznański abp Stanisław Gądecki. Decyzję o postawieniu posągu leszczyńscy proboszczowie podjęli w kwietniu. Ponaddwumetrowy posąg z brązu zaprojektowali łódzcy projektanci rzeźbiarze Krystyna i Bogusław Solscy. W Swarzędzu imię Sługi Bożego Jana Pawła II nadano siedzibie Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej. Imię Jana Pawła II przyjęła też Szkoła Podstawowa w Dąbrowie. miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,2970734.html Odpowiedz Link Zgłoś
major.hab.dudek Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. 21.10.05, 20:19 W aktualnych "FiM" , na ostatniej stronie jest artykuł pt "Anons" wzorowany na tym wątku . Gratulacje dla Ed-a :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.10.05, 23:05 Dziękuję za uznanie, chociaż prawdę mówiąc słowa uznanie należą się dla autora tego wątku. Ja tylko się przyłączyłem do trwającej dyskusji podejmując jednocześnie próbę dania odporu w oparciu o fakty dla kościółkowego (i chyba nie obliczalnego w swej systemowej konstrukcji) fanatyzmu religijnego w wydaniu katolickim. Zresztą czy tylko katolickim? Odpowiedz Link Zgłoś