Dodaj do ulubionych

KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o.

    • Gość: * Schyłek kościoła KATOlickiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.05, 17:57
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=30103040&a=30103040
    • Gość: Ed Ojciec Rydzyk w Pacanowie! IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 07.10.05, 20:33
      Szukając jakiejś stacji radiowej, trafiłem zupełnie przypadkowo na transmisję
      mszy odpustowej (święto Podwyższenia Krzyża) z Pacanowa. Ale przyczyną
      transmisji - jak się okazało - nie był odpust z okazji święta, lecz obecność
      dyrektora toruńskiej rozgłośni Radio Maryja. Zacząłem słuchać słodkiego głosu,
      przepojonego jadem, natchnionego mówcy, który najpierw przywitał
      parlamentarzystów właściwych, a następnie Lud Boży, który wsłuchiwał się w
      orację natchnionego redemptorysty, jakby sama i osobiście mówiła "Maryja zawsze
      Dziewica".

      Ojciec dyrektor zaatakował wszelkich przeciwników jego koncepcji. Chcąc ich
      zatopić, używał pocisków kalibru "Bruksela" i "liberał", a za armatę - niczym
      szwedzka kolubryna pod Częstochową - służył "Nasz Dziennik", który podaje tylko
      prawdę (nawet w jego kłamstwie jest prawda). Zwrócił się więc o. Rydzyk do
      pobożnego ludu, aby czytał gazetę, tę jedyną, z której dowie się wszystkiego.

      Zainspirowany tymi zachętami, kupiłem sobie ową gazetę i zapadłem w lekturę.
      Analizując kilka tekstów (np. M. Goss, M. Wójcika, ks. Cz. Bartnika), odniosłem
      wrażenie, że to już było, że podobnie pisała prasa w latach 1968, 1976, 1982 r.:
      tonacja inwektywy i paszkwilu rozlewa się po tych tekstach jak cuchnące błoto...
      w imię miłości bliźniego, pod warunkiem że bliźni jest z danej partii.

      Dowiedziałem się z owych elaboratów "Naszego Dziennika", że grozi nam
      bezwzględna niewola i zatracenie, bo nawet bezpośrednie dopłaty są chwytem
      propagandowym i usypiającym czujność (chyba że dopłaty przekazuje się na konto
      toruńskiej rozgłośni).

      Pomyślałem sobie, że ta gorliwość i ta miłość bliźniego mogą człowieka
      śmiertelnie porazić i że groźne jest to dzielenie obywateli na "dobrych Polaków
      katolików" i resztę, czyli Europejczyków, brukselczyków, filosemitów, masonów,
      cyklistów, syjonistów... Mam takie przeświadczenie, że gdyby jeszcze istniała
      Nagroda Lenina, pewnie dostaliby ją: o. T. Rydzyk i ks. Cz. Bartnik za walkę o
      przywrócenie RWPG, Układu Warszawskiego i bloku sowieckiego. Niestety! Za późno
      wystartowali.

      Ale również przypomniała mi się nowela Żeromskiego: "Rozdziobią nas kruki,
      wrony...", w której pisarz pokazał los powstańca 1863 r. Można by zawołać za
      nim: "wszystko przełajdaczone, przegrane nie tylko do ostatniej nitki, ale do
      ostatniego westchnienia wolnego. Teraz dopiero wyleci na świat strach o wielkich
      ślepiach, ze stojącymi na łbie włosami i wypędzi z mysich nor wszystkich
      metafizyków reakcji i proroków ciemnoty. Czego dawniej nie ważyłby się jeden
      drugiemu do ucha powiedzieć, to teraz będą opiewali heksametrem. Ile w człowieku
      jest zbója i zdrajcy, tyle z niego wywleką, na widok publiczny ukażą i ku czci
      oraz naśladowaniu dadzą. I pomyśleć, że to my taki sprawiliśmy postęp wyobrażeń,
      ponieważ przegraliśmy...".

      Sumując to wszystko, powiem tylko, że lepiej byłoby dla nas wszystkich (także
      dla o. Rydzyka i ks. Bartnika), aby zostało, co cesarskie - cesarskie, a co,
      boskie - boskie.
      (Stanisław Żak )
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2957758.html
    • Gość: Ed Religijne ucho proboszczów??? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 07.10.05, 20:49
      Biskup powiedział, proboszczowie nie usłyszeli

      Na 16 października zostały przesunięte pierwsze nabożeństwa w języku polskim w
      dwóch białostockich cerkwiach - św. Mikołaja i św. Ducha

      Na pomysł zorganizowania mszy po polsku wpadł kilka miesięcy temu prawosławny
      biskup Jakub, ordynariusz diecezji białostocko-gdańskiej. Prawosławni duchowni,
      w którymi rozmawialiśmy, twierdzili, że należy pójść z duchem czasu i umożliwić
      mieszanym katolicko-prawosławnym małżeństwom pełny udział w nabożeństwach. Do
      tej pory w cerkwiach regułą są kazania i liturgia w językach rosyjskim i
      cerkiewnosłowiańskim. Tymczasem katoliccy mężowie lub żony, a także prawosławna
      młodzież nie rozumieją cerkiewnosłowiańskiego.

      Proboszczowie dwóch największych cerkwi w Białymstoku - św. Mikołaja przy ul.
      Lipowej i św. Ducha na Antoniuku - zaplanowali pierwsze nabożeństwa na wczoraj.
      Miały się odbyć w mniejszych, dolnych świątyniach. Mimo sporego zainteresowania
      - w ostatniej chwili nabożeństwa zostały przełożone na niedzielę za dwa
      tygodnie, czyli 16 października. Dlaczego?

      - Biskup wyznaczył pierwsze nabożeństwa po polsku na 16 października.
      Prawdopodobnie proboszczowie źle go zrozumieli. Tak mi się przynajmniej wydaje -
      tłumaczy ks. Anatol Szymaniuk, rzecznik kurii prawosławnej.
      (tr)
      miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35241,2947386.html
    • Gość: Ed Msza dla zwierząt - czyli równouprawnienie :)) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 07.10.05, 20:52
      Plac przed kościołem Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Dąbrowie Górniczej
      przypominał wczoraj wielkie zoo. Zapełnił się zwierzętami różnych gatunków,
      maści i wielkości. Królowały oczywiście psy, ale były też króliki, myszy, świnki
      morskie, chomiki. Ich opiekunowie, głównie dzieci i młodzież, przynieśli je
      tutaj z okazji światowego dnia zwierząt, który 4 października obchodzony jest na
      całym świecie. Patronuje mu św. Franciszek z Asyżu - ogłoszony przez Jana Pawła
      II "niebieskim patronem ekologów". - Pamiętajmy, że zwierzęta są naszymi
      przyjaciółmi i należy je szanować - apelował ks. Marek Drożniak, który też jest
      miłośnikiem zwierząt, ma psa i kota. Po odmówieniu wspólnej modlitwy
      pobłogosławił wiernych i zwierzęta.
      (maszm)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2952281.html
    • edico Opus Dei krytykuje masowe msze 07.10.05, 21:04
      Zwierzchnik Opus Dei biskup Javier Echevarria Rodriguez skrytykował w czwartek w
      swym wystąpieniu na synodzie biskupów w Watykanie masowe msze oraz praktykę
      udzielania podczas nich komunii

      Komentatorzy zauważają, że biskup Rodriguez zakwestionował jeden z najbardziej
      charakterystycznych wymiarów pontyfikatu Jana Pawła II, który odprawiał msze dla
      setek tysięcy, a czasem nawet kilku milionów wiernych.

      Biskup Rodriguez, który jest prałatem prałatury personalnej Opus Dei wyraził
      opinię, że "takie uroczystości na wielką skalę mogą czasem przynosić szkodę
      świętej naturze mszy". Z udostępnionego dziennikarzom streszczenia jego
      wystąpienia na synodzie wynika, że opowiedział się on za tym, by, jak to ujął,
      "przemyśleć, czy Eucharystyczne celebry z nadmierną liczbą koncelebrantów są
      właściwe".

      Według biskupa, "czasem na mszach jest tylu księży, że nawet się nawzajem nie
      widzą i tracą kontakt z ołtarzem, a udzielanie komunii w takich okolicznościach
      nie może zostać przeprowadzone w godny sposób". Zdaniem prałata konserwatywnej
      organizacji, podobne zdanie na temat masowych mszy wyrażał w przeszłości obecny
      papież Benedykt XVI.

      Agencje przypominają przy okazji, że jedną z najbardziej masowych uroczystości w
      Watykanie była kanonizacja założyciela Opus Dei księdza Josemarii Escrivy de
      Balaguera w 2002 roku z udziałem ponad 300 tysięcy osób.

      W czasie mszy świętej kolejka wiernych, czekających na komunię ciągnęła się
      przez kilkaset metrów, prawie do Tybru.

      Tymczasem, jak zauważono, przewodniczący episkopatu Włoch kardynał Camillo Ruini
      w swoim wystąpieniu tego samego dnia na synodzie wyznał, że jednym z jego
      najpiękniejszych wspomnień są Światowe Dni Młodzieży w Rzymie w 2000 roku, w
      których uczestniczyły prawie 2 miliony osób.
      (PAP)
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34180,2955857.html

      Zastanawiające jest, że tym świątobliwym masonom nie przeszkadzają katolickie
      msze odprawiane dla zwierząt:

      Plac przed kościołem Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Dąbrowie Górniczej
      przypominał wczoraj wielkie zoo. Zapełnił się zwierzętami różnych gatunków,
      maści i wielkości. Królowały oczywiście psy, ale były też króliki, myszy, świnki
      morskie, chomiki. Ich opiekunowie, głównie dzieci i młodzież, przynieśli je
      tutaj z okazji światowego dnia zwierząt, który 4 października obchodzony jest na
      całym świecie. Patronuje mu św. Franciszek z Asyżu - ogłoszony przez Jana Pawła
      II "niebieskim patronem ekologów". - Pamiętajmy, że zwierzęta są naszymi
      przyjaciółmi i należy je szanować - apelował ks. Marek Drożniak, który też jest
      miłośnikiem zwierząt, ma psa i kota. Po odmówieniu wspólnej modlitwy
      pobłogosławił wiernych i zwierzęta.
      (PAP)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2952281.html
    • andrzej105 trzezwieja 08.10.05, 15:51
      www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=528&Itemid=48
      • edico Re: Gadaj, śmieciu - hihihi. Dobre 08.10.05, 22:39
        Zamiast komentarza, przytoczę tu tylko trzy teksty wypowiedziane przez tych,
        którzy wiedzą co mówią z upoważnienia Boga:

        "...musimy pomóc ludziom i środowiskom szukającym Boga, ale również demaskować
        bez obaw fałszowanie Ewangelii i naszej nadziei"
        kard. J. Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki Wiary, 6 X 2000

        "Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą otrzymaliście - niech będzie
        przeklęty!"
        św. Paweł do Galatów

        Wersja kościelna-poprawiona:
        "'Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [...] otrzymaliście'
        od pobożnej matki, z ust wierzącego ojca, z nauki wychowawcy wiernego
        samemu Bogu i Kościołowi - 'Niech będzie przeklęty!'
        Pius XI, Mit brennender sorge, p.47

        Odejście od pierwocin w katolicyzmie jest zbyt duże aby można uznawać go za
        religię chrześcijańską. Słuszniej by było rozróżniać religię Nowego Testamentu
        nazwając ją chrystianizmem, natomiast rzymską jego odmianę paulinizmem od
        imienia jej konstruktora Szawła.

        Zresztą i jedno i drugie jest siebie warte. Schizma schizmy.
    • andrzej105 Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. 08.10.05, 21:35
      Ed ! Czy moze być coś bardziej optymistycznego ? Lawina ruszyła.
      www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=528&Itemid=48
      • edico Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - Gadaj, śmieciu! 08.10.05, 21:47
        I to mi się podoba Andrzejku :))
        Być może nareszcie.

        Ponieważ tego typu teksty redakcje dosyć szybko chowają do archiwum, pozwól, że
        skopiję go do wątku.

        Cz.1
        ====
        W polskich śmietnikach coraz częściej lądują dewocjonalia, ambitne wydawnictwa
        oraz regały z Ikei. Coraz rzadziej – telewizory i pieniądze.

        Podczas rekonesansu po sztabowych śmietnikach, jaki odbyłem w powyborczy poranek
        26 września, dowiedziałem się, że politycy PIS nie odżywiają się zdrowo. W
        koszach znalazły się pudełka po pizzy Dominium oraz puszki po napojach
        energetyzujących Red Bull. Ludzie z LPR gustują w tequili, mimo że podczas
        oficjalnego wieczoru wyborczego alkoholu nie pili. Z kolei PO i PSL nie
        zachowały się proekologicznie – w śmietnikach znalazło się pełno plastikowych
        kubeczków po piwie (PSL – browar Jabłonowo, PO – kubeczki anonimowe). W
        śmietnikach stojących przy sztabach PIS i PSL znaleźliśmy też butelki
        mocniejszych trunków (PSL – wódka Koneser, PIS – wódka Bols).
        Grzebiąc w śmieciach zwykłych oraz mniej lub bardziej prominentnych, warto
        jednak pamiętać, że to zabawa przypominająca szukanie igły w stogu siana –
        Polska produkuje dziś 15 milionów ton śmieci rocznie (nie licząc odpadów
        przemysłowych). To 300 kilogramów na każdego Polaka. – Śmieci mówią o naszym
        bogactwie, a to, w jaki sposób je wyrzucamy i co się w nich znajduje, mówi
        nieraz o ludziach więcej niż badania socjologiczne – twierdzi Włodzimierz
        Pessel, pionier polskiej garbologii, czyli nauki wyciągającej socjologiczne
        wnioski z grzebania w śmietnikach.

        Zgniecione, nie wrzucone

        Włodzimierz Pessel na swoje pierwsze badanie warszawskich śmietników wybrał
        drugi dzień świąt Bożego Narodzenia, tak by śmietniki były dobrze napełnione.
        Zauważył, że zamiast szkieletów po rybach ludzie wyrzucają teraz opakowania po
        rybnych przetworach, a świąt nie wyobrażają sobie bez chipsów i butelek
        Coca-Coli z Mikołajem (oraz większej dawki papierosów).
        To znaczący dowód na to, że coraz rzadziej sami przygotowujemy jedzenie, a coraz
        częściej zjadamy coś gotowego lub – w dni powszednie – stołujemy się na mieście.
        Kolejny dowód: kiedyś pojemniki kapały, były wewnątrz mokre. – Teraz jemy więcej
        mrożonek, a mniej świeżych warzyw. W śmietnikach nie ma już tyle obierek, z
        których wyciekałyby soki – wyjaśnia Eugeniusz Góra, rzecznik stołecznego
        Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania.
        Im mniej obierek, tym więcej plastikowych opakowań. Należące do MPO laboratorium
        chemiczne wyznaczyło śmieciarkom badawcze trasy, które obejmują trzy
        reprezentatywne dla socjalnego statusu warszawiaków dzielnice. Od 10 lat śmieci
        zwożone są z tych tras do zakładu, suszone w temperaturze 105 stopni Celsjusza i
        analizowane. MPO dzięki temu wie, czy śmieci przybywa, czy ubywa, czy zwiększa
        się ich objętość, czy nie rośnie ich toksyczność. Takie prognozy pomocne są w
        ustalaniu, jakie śmieciarki kupić, ile, jak utylizować śmieci. –
        Przystosowaliśmy śmieciarki do wzrastających w ogromnym tempie ilości tworzyw
        sztucznych – mówi Jadwiga Jaroszyńska, zastępca dyrektora laboratorium. – Kiedyś
        śmieci były wrzucane do wozu, teraz są od razu zgniatane.
        Po ilości i rodzaju tworzyw sztucznych można rozpoznać, z której części miasta
        pochodzą dane śmieci. Rodziny z Ursynowa, ocenianego przez badaczy jako
        bogatsze, biorą z hipermarketów więcej torebek. Kupują bowiem więcej i przewożą
        zakupy samochodami. Piwo pija się tam zazwyczaj z butelek, a wodę z
        1,5-litrowych butli.
        Z kolei w jedną torebkę upakować chcą jak najwięcej mieszkańcy Pragi Północ – ci
        muszą sami dźwigać zakupy. W śmieciach dużo częściej trafimy na puszki po piwie
        i pięciolitrowe pojemniki na wodę.
        Wszyscy wychodzą do śmietnika dużo częściej niż parę lat temu, a ich śmieci
        stały się mniej poręczne (choć lżejsze) – objętość zwiększają właśnie plastikowe
        butelki i reklamówki.
        • edico Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - Gadaj, śmieciu 08.10.05, 21:53
          Cz.2.
          ====
          Dóbr dość dużo

          Dziwnie to zabrzmi, ale do kosza trafia też dużo mniej pieniędzy. – Pieniądze,
          chowane kiedyś po książkach czy w ubraniach, wyrzucane były przypadkowo przy
          generalnych porządkach – mówi Gabriela Mojkowska pisząca na Wydziale Etnologii
          Uniwersytetu Warszawskiego pracę magisterską „Ludzie pośród śmieci”. – Dziś
          pieniądze w domu rzadko kto trzyma, coraz częściej posługujemy się kartą
          magnetyczną – wyjaśnia.
          Nie znaczy to, że nasze śmieci są mniej cenne.
          – Znajduję na śmietnikach części komputerowe czy całe komputery – mówi wydawca
          Paweł Dunin-Wąsowicz. – Dwa lata temu, gdy zacząłem zaglądać do śmietników, było
          to raczej nie do pomyślenia. Widziałem też parę razy wystawione przy śmietnikach
          Billy, czyli najtańsze regały na książki z Ikei – twierdzi Dunin-Wąsowicz, który
          w śmietnikach poszukuje głównie literatury pięknej, płyt winylowych i kaset.
          Dóbr kultury na śmietnikach jest dziś dość dużo. – Udało mi się znaleźć płyty i
          kasety Bułata Okudżawy, Jacka Kaczmarskiego, grupy The Police i Laurie Anderson.
          Trafiałem też na książki Kurta Vonneguta, Gustawa Herlinga-Grudzińskiego czy
          albumy o powstaniu warszawskim – wymienia wydawca.
          W śmietnikach lądują nawet te przedmioty, których dotąd nie pozbywano się wcale.
          – Ludziska wyrzucają figurki święte, modlitewniki, różańce i inne pamiątki z
          Pierwszej Komunii – wylicza pan Wincenty Lulis, który od czterech lat utrzymuje
          się ze zbierania śmieci.
          Jednocześnie z trudem pozbywamy się sprzętu RTV i gazet. Na śmietniki rzadko
          trafiają dziś telewizory i kolorowe magazyny. Te ostatnie można znaleźć jedynie
          w bogatszych dzielnicach. – Pojemniki na papier w wielu miejscach stoją puste –
          mówi pracownik firmy wywożącej śmieci SITA.

          Wkurzający niedopałek

          Przy śmietnikach ujawniamy swoją mentalność. Tam gdzie śmietnik jest ogólnie
          dostępny, śmiecimy – deski czy kartony zostawiamy luzem na podwórku, starych
          mebli nie oddajemy do komisu czy potrzebującym, lecz wystawiamy je koło
          śmietnika, a chleb kruszymy dla ptaków. Wyjątkiem są ci, którzy dorobili się
          mieszkań w nowych osiedlach. Stali się śmieciowymi mieszczanami i odpady
          sprywatyzowali – zamykają je w murowanych altankach na klucz. – Prywatyzacja
          śmieci wiąże się z uznaniem, że poszanowanie własności powinno dotyczyć
          wszystkich sfer życia, także śmietnika. Bierze się to również stąd, że w Polsce
          zapanowała moda na podrzucanie odpadów między wspólnotami mieszkaniowymi. Trudno
          ludziom zaakceptować, że za śmieci trzeba płacić – mówi Włodzimierz Pessel.
          Prywatyzacja wymusza dbałość o porządek. Przestrzeń publiczna już nie.
          Potwierdza to ankieta portalu Autocentrum.pl, który zapytał kierowców: Jakie
          zachowania innych kierowców denerwują nas najbardziej? Okazało się, że bardziej
          od opóźnionego ruszania ze świateł i wymuszania pierwszeństwa przez kierowców
          autobusów wkurza nas wyrzucanie niedopałków papierosów i opróżnianie
          popielniczek pod samochód czy przez okno.
          Kłamstwem byłoby jednak mówienie, że każdy polski śmietnik wygląda tak samo.
          Śmietniki żyją, zmieniają się w zależności od pory roku. Jeśli teraz
          pobiegniecie do koszy, być może znajdziecie w nich jeszcze książki i podręczniki
          – wyrzucane są we wrześniu. Trochę cierpliwości i książkę poczytacie na
          wyciągniętej ze śmietnika kanapie – meble to śmietnikowa specjalność późnej
          jesieni. Zimą liczcie już na siebie – ludzie pozbywają się ubrań dopiero na wiosnę.

          Garbologia

          Z ang. garbage, czyli śmieci. Nazwa dziedziny naukowej ukuta przez
          amerykańskiego naukowca William Rathje. Garbologia w USA zdobyła popularność
          zwłaszcza wśród koncernów spożywczych i agencji rządowych. Amerykański urząd
          podatkowy może zajrzeć do śmieci, aby za ich pomocą zweryfikować zeznania
          podatkowe. James Dunkel, dentysta, został oskarżony o unikanie płacenia podatków
          na podstawie dokumentów ze śmietnika położonego na parkingu znajdującym się przy
          jego gabinecie dentystycznym. Uznano, że śmietnik stał na terenie publicznym,
          urząd podatkowy mógł więc grzebać w stosie igieł i zębów bez nakazu prokuratora.
          Sam Rathje przez ponad 30 lat zwoził śmieci (z pomocą ponad pół tysiąca
          pracowników), dokładnie je oglądał, ważył i mierzył. Jednocześnie robił ankiety
          wśród mieszkańców, którzy zdecydowali się mu dostarczać swoje odpady. Wnioski
          były zaskakujące. Amerykanie potrafią spożywać do 40 procent więcej żywności,
          niż deklarują. Rarytasy trafiają na śmietnik częściej niż jedzenie zakupione w
          zwykłych opakowaniach. Okazało się też, że Amerykanie piją nawet o 60 procent
          więcej mocnych trunków, niż deklarują. Rathje zwrócił uwagę, że rodziny, które
          kupują mało świeżej żywności, a dużo posiłków gotowych, wyrzucają głównie
          żywność świeżą. Mają bowiem pieniądze na dobre zaopatrzenie domu, a mało czasu,
          by wykorzystać wszystkie produkty. Z kolei rodziny, które kupują lepsze
          pieczywo, wyrzucają je częściej niż ci, którzy jedzą zwykły chleb – do odpadów
          trafia tylko 10 procent kupowanego chleba i aż 35 procent pieczywa takiego jak
          bułki do hot dogów lub hamburgerów. Wniosek: niewielu Amerykanów zdaje sobie
          sprawę, jak nieracjonalnie podchodzi do swoich zakupów.

          Krzysztof Szczepaniak
          www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=528&Itemid=48
          • andrzej105 Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - Gadaj, śmieciu 09.10.05, 08:17
            pamietam przelom 1989 \ 1990 roku .śmietniki i skupy makulatury pełne były dzieł
            lenina ,itp literatury. sam jako ciekawostke wziałem sobie wtedy "krótki kurs
            wkpb". znajoma prowadziła i nadal prowadzi skup makulatury. czegoż tam nie ma ,
            o ,o !

            parę refleksji :
            obecnie gwałtownie spada religijność wśród młodzieży.wśród dorosłych jest
            podobnie ale przebiega to wolniej. dlatego dla zamazania tego trendu w odbiorze
            spolecznym robi się jakieś lednice itp masówki. obowiązkowo trzeba toto
            pokazywać 10 razy w tv aby na postronnym zrobić wrażenie masowośći i takie
            poczucie; "a TY ?" ostatni ,tragiczny wypadek białostockich licealistów też był
            częścią masowego zwozu maturzystów do częstochowy. cały czas patrząc na te
            sztucznie robione masówki mam w oczach końcówkę prl-u. te szwancparady ,pełno
            czerwonych tablic i swoistych soc bilboardów typu "młodzież gwarantem rozwoju
            socjalistycznej ojczyzny",itp. ale w sercach już prawie nikt nie miał tej
            ideologii. podobnie rzecz się przedstawia obecnie z religią. znalazła sie ona w
            swoistej "końcówce prl-u". wtedy mieliśmy siwaków i miodowiczów a teraz mamy
            rydzyki i góry. tak więc wszystko idzie w dobrym kierunku. a rozwój i wpływ
            internetu którego nie było w prl-u przyśpieszy proces laicyzacji i modernizacji.
            na nic zdadzą się też dni papieskie. klerykałowie zrobia z tego nastepną soc
            pompę ,która tylko odstraszy ludzi. ONI inaczej nie umieją...

            ciekawie na te tematy pisał miesięcznik "dziś" ,nr 5 /2005 w artykule edmunda
            lewandowskiego pt "fenomen irlandii" ,www.dzis.com.pl. może to jest gdzieś w
            internecie. streszczając : idziemy irlandzką drogą . to mówią nawet księża
            cytowani w tym artykule ,np irlandzki misjonarz mieszkajacy od paru lat w
            lublinie david sullivan. mówi on np że: "jako młody czlowiek nie znałem nikogo
            kto by nie chodził do koscioła - teraz nie chodzi większość" oraz "zamknięto
            wszystkie seminaria diecezjalne ,poza jednym" oraz "najbardzie jednak uderza
            atmosfera wokół kościoła ,ktory spotyka się z ostrą krytyką także ze strony osób
            dotąd mu życzliwych". jest tam też analiza gwałtownego rozwoju irlandii z
            równoczesnym,równoległym odrzucaniem katolickości ktora dotychczas sytuaowala
            ten kraj na peryferiach europy. w polsce właśnie weszliśmy na irlandzką drogę.
            zawartość kubłów na śmieci tego dowodem...
            • Gość: Ed Re: Irlandzka droga 3RP IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.10.05, 01:17
              wydaje się najrozsądniejszym wyjściem z kabały zafundowanej nam przez kler i
              jego fanatycznych klerykałów. Patrząc jednak na postępowanie Giertycha,
              Kaczyńskiego czy Leppera - bliższy jest temu środowisku fundamentalizm
              katolicki, niż interesy społeczeństwa, w którym przyszło im żyć. Mam nadzieję,
              że wzorem Irlandii w niedługim czasie także obudzą się z ręką w nocniku.

              Pozdrawiam
              • Gość: Ed Re: Irlandzka droga 3RP - P.S. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.10.05, 01:22
                PS. Wiele mówiącym zjawiskiem jest analiza statystyczna elektoratu tych
                ugrupowań, a to rzeczywiście budzi optymizm.

                W I turze wyborów prezydenckich Donald Tusk zwyciężył w 11 województwach, zaś
                Lech Kaczyński - w pozostałych pięciu - wynika z sondażu TNS OBOP i PBS dla TVP.
                Tusk odniósł zwycięstwo na tzw. ścianie zachodniej i w Polsce centralnej, zaś
                Kaczyński pokonał swojego rywala na wschodzie kraju.

                Najwięcej głosów lider prezydenckiego wyścigu zdobył w województwach: opolskim
                (52,3 proc.) i pomorskim (52,2 proc.).
                Na Kaczyńskiego najchętniej głosowano na Podkarpaciu (50,2 proc.) oraz w
                Małopolsce, gdzie uzyskał 42,6 proc. głosów.
                wiadomosci.onet.pl/1176932,,,,,,4528,itemspec.html
                www.rzeczpospolita.pl/serwis_wyborczy/prez/wyniki_1/wiek.gif
                www.rzeczpospolita.pl/serwis_wyborczy/prez/wyniki_1/wyksz.gif
            • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - Gadaj, śmieciu IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.10.05, 01:20
              PS. Wiwlce mówiącym zjawiskiem jest analiza statystyczna elektoratu tych
              ugrupowań, a to rzeczywiście budzi optymizm.

              W I turze wyborów prezydenckich Donald Tusk zwyciężył w 11 województwach, zaś
              Lech Kaczyński - w pozostałych pięciu - wynika z sondażu TNS OBOP i PBS dla TVP.
              Tusk odniósł zwycięstwo na tzw. ścianie zachodniej i w Polsce centralnej, zaś
              Kaczyński pokonał swojego rywala na wschodzie kraju.

              Najwięcej głosów lider prezydenckiego wyścigu zdobył w województwach: opolskim
              (52,3 proc.) i pomorskim (52,2 proc.).
              Na Kaczyńskiego najchętniej głosowano na Podkarpaciu (50,2 proc.) oraz w
              Małopolsce, gdzie uzyskał 42,6 proc. głosów.
              wiadomosci.onet.pl/1176932,,,,,,4528,itemspec.html
              www.rzeczpospolita.pl/serwis_wyborczy/prez/wyniki_1/wiek.gif
              www.rzeczpospolita.pl/serwis_wyborczy/prez/wyniki_1/wyksz.gif
    • andrzej105 Obirek wytrzeżwiał :) 09.10.05, 08:58
      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_051008/kraj/kraj_a_2.html
      • Gość: Ed Re: Tak się niszczy samodzielne myślenie w Krk!!! IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 10.10.05, 01:27
        Dobry link i dla tego pozwolę sobie skopiować poniżej.

        KOŚCIÓŁ Jezuita nie podda się karze za porównanie Jana Pawła II do wiejskiego
        proboszcza.

        Ojciec Obirek zrzuca habit

        Stanisław Obirek, znany jezuita, postanowił opuścić i zakon, i stan duchowny.

        Zakonnik zasłynął z kontrowersyjnych wypowiedzi na temat zmarłego papieża. W
        kwietniu, dwa dni po śmierci Jana Pawła II, udzielił wywiadu belgijskiej gazecie
        "Le Soir", w którym porównał papieża do proboszcza wiejskiej parafii,
        wymagającego dyscypliny, grożącego palcem katolickim teologom.

        Za ten wywiad władze prowincji ukarały go rocznym zakazem kontaktów z mediami i
        zakazem prowadzenia wykładów na jezuickiej uczelni w Krakowie. 49-letni Obirek -
        jak mówił, rozczarowany brakiem wolności słowa w Kościele, a jeszcze bardziej
        brakiem wsparcia ze strony współbraci - nie podporządkował się woli zakonu.

        Opuścił klasztor. We wrześniu przesłał do swojego przełożonego, prowincjała o.
        Krzysztofa Dyrka, list, w którym powiadomił go o decyzji odejścia. Sam o. Obirek
        nie chce rozmawiać o sprawie.

        Ojciec Leszek Gęsiak z zarządu krakowskiej prowincji jezuitów potwierdza, że
        prowincjał dostał list od Obirka. - Ojciec Obirek napisał w nim o możliwości
        odejścia. Nie oznacza to jednak, że została wszczęta procedura zwolnienia ze
        ślubów zakonnych - mówi o. Gęsiak. - O zgodę na to - za pośrednictwem
        prowincjała -musi wpłynąć oficjalna prośba do generała zakonu.

        Procedura zwalniania ze ślubów jest zazwyczaj długa, poprzedzona badaniem
        ekspertów. Generał zaś może, ale nie musi, udzielić takiego zwolnienia.
        Zakonnicy składają trzy śluby wieczyste: ubóstwa, czystości i posłuszeństwa, a
        jezuici dodatkowo czwarty ślub - posłuszeństwa papieżowi.

        O zwolnieniu z celibatu (ale nie ze święceń kapłańskich, bo te obowiązują do
        śmierci), decyduje papież. Jan Paweł II niechętnie udzielał takich zezwoleń, co
        uniemożliwiało odchodzącym ze stanu duchownego zawarcie małżeństwa ze ślubem
        kościelnym.

        Ojciec Obirek był już wcześniej upominany przez władze prowincji. W 2002 r.
        przed papieską pielgrzymką w wywiadzie dla "Przekroju" porównał Jana Pawła II do
        złotego cielca, który stanowi najpoważniejszy problem Kościoła w Polsce. W
        konsekwencji przestał być prorektorem jezuickiej uczelni Ignatianum, a
        prowincjał zażądał, by zakonnik przedstawiał mu swoje teksty przed publikacją.

        Pod koniec lat 90. został zwolniony z funkcji redaktora naczelnego pisma "Życie
        Duchowe", którego łamy otworzył dla ludzi o różnych światopoglądach, wielu
        niewierzących. Sam zafascynowany jest m.in. dialogiem z religiami Wschodu.

        (e.cz.)
        • Gość: * Re: Bo sukienka była za ciasna (1) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.05, 13:41
          Bo sukienka była za ciasna
          Przekrój 06:00

          Najgłośniejszy polski krytyk Jana Pawła II, jezuita Stanisław Obirek odchodzi z
          zakonu. Męczennik za przekonania czy skandalista? To nie takie proste, bo wątki
          osobiste mieszają się tu z najważniejszymi problemami Kościoła.

          Specjalista od wkładania palca między drzwi, zwłaszcza kościelne. Przeciwników
          ma przynajmniej tylu, ilu zwolenników. Ulubieniec dziennikarzy, bo jego
          obecność gwarantuje gorącą temperaturę programu. Jeden z najbardziej
          kontrowersyjnych zakonników w Polsce, słynący przede wszystkim z krytycznych
          wypowiedzi o papieżu i Kościele. Teraz, gdy po prawie 30 latach Stanisław
          Obirek zrzuca suknię zakonnika, na wszystkie pytania mediów odpowiada
          krótkim: "Bez komentarza" i odsyła do swojej książki wywiadu rzeki, która ukaże
          się w połowie listopada. Z niej pochodzą cytowane niżej jego wypowiedzi.

          Z zakonu Obirek odszedł na razie nieformalnie. Na początku września wyprowadził
          się z klasztoru do prywatnego mieszkania i przesłał list do prowincjała
          krakowskiej prowincji jezuitów, w którym napisał o możliwości odejścia. Nie
          rozpoczęła się jednak procedura zwolnienia ze ślubów zakonnych, bo Obirek nie
          zwrócił się o to oficjalnie do generała zakonu. Rozpatrywanie takiej prośby
          może potrwać nawet kilka lat i wcale nie musi zakończyć się zgodą.

          Drugą kwestią jest kapłaństwo Obirka. Sakrament ten obowiązuje do śmierci, nie
          można go unieważnić. Papież może najwyżej zwolnić z celibatu, co umożliwia
          byłym księżom zawarcie małżeństwa kościelnego, ale Stolica Apostolska nie robi
          tego zbyt chętnie. Dla Obirka zwolnienie z celibatu jest o tyle istotne, że
          pozwoliłoby mu żyć w zgodzie z Kościołem i jednocześnie związać się z kobietą.
          Bo choć przekonuje, że odchodzi z zakonu, bo "nie mieści się w jego ramach", to
          jest też inna, bardziej przyziemna przyczyna - kobieta, żona izraelskiego
          dyplomaty pracującego w Polsce.

          Odejście Obirka z zakonu - czy to z przyczyn ideowych, czy z miłości do
          kobiety - budzi duże emocje. Prozaiczny powód nie powinien jednak
          usprawiedliwiać ucieczki od odpowiedzi na poważne pytania, które ten zakonnik
          stawia.

          Jego fenomen polega na tym, że zawsze szedł pod prąd, a ze swojego
          nonkonformizmu uczynił osobistą wizytówkę. Ksiądz Stanisław Sowa, dziennikarz,
          w niepokorności właśnie upatruje przyczyn wielkiej popularności Obirka: - W
          mediach zawsze chętnie się udzielał i prawie zawsze miał inne zdanie, choć
          czasem miało się wrażenie, że jest ono aż za bardzo odrębne, wręcz wygłaszane
          pod publikę.

          49-letni Obirek pochodzi z Tomaszowa Lubelskiego. Miał sześcioro rodzeństwa.
          Przed wstąpieniem do zakonu studiował przez rok polonistykę na Uniwersytecie
          Jagiellońskim. Ukończył ją pod koniec lat 80. Gdy odbył nowicjat, przełożeni
          wysłali go na studia teologiczne za granicę - najpierw do Neapolu, potem na
          prestiżowy Uniwersytet Gregoriański w Rzymie. Po powrocie do Krakowa
          doktoryzował się z teologii, habilitował z historii, wykładał filozofię między
          innymi na jezuickim uniwersytecie Ignatianum. Jest autorem dziewięciu książek i
          kilkudziesięciu artykułów naukowych. W rozmowie imponuje nie tylko dosadnym
          językiem, ale też dowcipem i ogromną erudycją.
          • Gość: * Re: Bo sukienka była za ciasna (2) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.05, 13:45
            Niepoprawny

            Dla współbraci jego popularność bywała kłopotliwa. Cieszyli się, że "Staszek
            się mediów nie boi i kamera go lubi", ale jego publiczne wystąpienia śledzili
            ze strachem. Nigdy nie było wiadomo, z czym wyskoczy. Dlatego mimo licznych
            funkcji wewnątrz zakonu pozostawał zawsze trochę obok.

            Po raz pierwszy ściął się publicznie z kardynałem Franciszkiem Macharskim w
            1998 roku, gdy Kościół wpisał do współczesnego indeksu ksiąg zakazanych dzieła
            Anthony'ego de Mello, hinduskiego jezuity czerpiącego obficie z religii
            Wschodu. Obirek powtarzał, że z tych lektur często korzysta w pracy ze
            studentami, a i jego samego bardzo rozwinęły. "Medytacja l la de Mello - pisał
            w "Tygodniku Powszechnym" - dała mi wolność, tak konieczną w Kościele, a może
            przede wszystkim w autorytarnej strukturze zakonu".

            Zdenerwował metropolitę krakowskiego do tego stopnia, że ten chciał odebrać
            Obirkowi prawo nauczania. Wybronił go zakonny przełożony, tłumacząc, że wykłada
            on nie teologię, lecz filozofię, a do tego zgody biskupa nie potrzebuje. Ale
            przy następnych kłótniach nie było już tak łatwo.

            Duży skandal wybuchł trzy lata temu. Jak sam mówi, "na fali nabożnego
            oczekiwania na pielgrzymkę papieską wyskoczył z wywiadem dla "Przekroju", w
            którym nazwał Jana Pawła II "złotym cielcem". - Generalnie miał rację. Wielu
            ludzi w Kościele także martwi otaczanie papieża zbytnim kultem. Niefortunne
            było tylko sformułowanie - przyznaje ksiądz Adam Boniecki, redaktor naczelny
            bliskiego Obirkowi "Tygodnika Powszechnego". Pod adresem zakonu posypały się
            skargi.

            "Sugerowałem, że jeśli jestem dla zakonu ciężarem, mogę wyjechać z Polski. Ale
            ówczesny przełożony pozbawił mnie jedynie funkcji prorektora naszej uczelni
            Ignatianum, zabronił pisania czegokolwiek przez pół roku, a każdą publiczną
            wypowiedź musiałem z nim konsultować. Nie odczuwałem jednak zbytnio ciężaru tej
            cenzury, bo stosowana była łagodnie, poprawiano najwyżej jedno, dwa słowa".

            Współbracia wspominają, że dla Obirka zakaz i cenzura były trudne do
            przełknięcia. - Uważał, że decyzja przełożonego była niesprawiedliwa, bo
            godziła w wolność, która dla Staszka jest jedną z podstawowych wartości -
            opowiada jeden z jezuitów z krakowskiego klasztoru. Z medialnego niebytu
            powrócił po trzech latach, komentując śmierć Jana Pawła II dla belgijskiego "Le
            Soir". Porównał go do wiejskiego proboszcza. Nawet zakon jezuitów, zwykle
            tolerancyjny, tym razem zatrząsł się z oburzenia. Jeden z braci zwrócił się do
            niego na forum kwartalnika "Fronda": "Byłeś publicznie upominany przez ojca
            prowincjała, ale dalej tkwisz w złem. Myślę, że twoje wykształcenie i aspiracje
            naukowe zamknęły ci serce i rozminęły się z prawdą, a nawet z dobrym
            wychowaniem".

            Tak ostra krytyka papieża w ogarniętej żałobą Polsce była nie do przyjęcia. Gdy
            list otwarty w tej sprawie napisał eurodeputowany PO Bogusław Sonik, rozpętała
            się burza, a media prześcigały się w przedrukowywaniu co pikantniejszych
            kawałków wywiadu. Obirek nie tłumaczył się, że został źle zrozumiany przez
            dziennikarza. Przeciwnie, powtórzył swoje tezy z całą stanowczością.
            • Gość: * Re: Bo sukienka była za ciasna (3) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.05, 13:51
              I wylądował na dywaniku u prowincjała. Dwa tygodnie później w wywiadzie
              dla "Polityki" zasugerował, że nie wyklucza możliwości odejścia. - Staszek
              zawsze miał poczucie, że nie mieści się w zakonnych ograniczeniach, ale gdy
              po "sprawie 'Le Soir'" dostał po raz drugi zakaz udzielania się w mediach, tym
              razem roczny, poczuł chyba, że w zakonie się dusi i że to klimat nie dla niego -
              mówi ksiądz Sowa.

              Kłopotliwy

              Obirek denerwował się, że jego poglądy budzą tyle negatywnych emocji. "Gdybym
              skrytykował dogmaty, miał wątpliwości co do bóstwa Jezusa albo charakteru
              Trójcy Świętej, nikt by się tym nie zainteresował. A dyskusja nad odbiorem
              nauczania papieskiego jest nie tylko dopuszczalna, ale i wskazana. Osobiście
              nie widziałem więc żadnych powodów do kajania się czy przepraszania
              kogokolwiek. Słyszałem argumenty, że nawet w pogańskim Rzymie sądownie karano
              ludzi, którzy w okresie żałoby źle mówili o zmarłym. Ale dla mnie na tym
              właśnie polega różnica między kultem cesarzy rzymskich a chrześcijaństwem.
              Oczywiście zawsze można być grzeczniejszym. Niemniej jednak swoboda wypowiedzi
              jest dla mnie elementarnym prawem kościelnym, podobnie jak zasada, że to
              sumienie jest ostateczną racją i nim mam się kierować przede wszystkim".

              I dodaje: "Może nie byłem dobrym zakonnikiem. Ale w Polsce bycie dobrym
              zakonnikiem oznacza przede wszystkim bycie zakonnikiem, który nie sprawia
              problemów. Ja je sprawiałem".

              Ksiądz Krzysztof Dyrek, krakowski prowincjał jezuitów, nie zgadza się. Bo
              zakonnik, przywdziewając habit, przestaje być osobą prywatną, a jego poglądy
              zaczynają być utożsamiane z poglądami zakonu, zwłaszcza u jezuitów, gdzie
              obowiązują śluby posłuszeństwa. - Wymagają one gotowości ufnego poddania się
              ostatecznie woli przełożonego. Ojciec Obirek tego nie zrobił, choć i tak miał
              na co dzień dużo wolności, a z jego zdaniem liczyliśmy się naprawdę wyjątkowo -
              mówi Dyrek.

              Wywiad dla "Le Soir" przelał czarę goryczy Obirka. "Kazano mi się poprawić, nie
              określając dokładnie, o co chodzi. Nie czuję, żebym miał się z
              czego "poprawić". Wręcz przeciwnie, pewne kwestie widzę coraz ostrzej. W moim
              odczuciu w Kościele za dużo dzieje się spraw, których się nie uzasadnia,
              podejmuje się decyzje, nagradza czy karze, ale "po cichu". Z chwilą, gdy takie
              postępowanie mnie dotknęło, zdałem sobie sprawę, że nie jestem jedyny, że takie
              działania są wręcz regułą i to właśnie wydaje mi się chore. Poza tym nie czuję,
              żeby było grzeszne to, co powiedziałem. Moja decyzja o odejściu oznacza więc,
              że po prostu 'w te klocki nie zamierzam się bawić'".

              Nowy Luter?

              Decyzja ojca Obirka to cios nie tylko dla katolików. Tym odejściem przejęci są
              również żydzi, agnostycy, ateiści i inni, z którymi ojciec Obirek przez lata
              prowadził dialog głównie na łamach jezuickiego kwartalnika "Życie Duchowe"
              (został odsunięty od kierowania nim w 2002 roku) i dla których prowadzi Centrum
              Kultury i Dialogu. Żydzi cenią go chociażby za wielokrotne cytowanie
              amerykańskiego jezuity Gustava Weigela, który mówił, że nie jest wolą Boga, by
              na świecie nie było żadnego wyznawcy judaizmu.

              W łaski ateistów Obirek wszedł, podziwiając ich za wierność swoim przekonaniom,
              których nie boją się głosić publicznie. Zapewniał, że nie chce nikogo nawracać,
              więc słyszał od krytyków, że "przeszedł na ciemną stronę mocy". "Głównie
              dlatego, że ja chcę po prostu rozmawiać, bez ukrytych celów i tajemnych
              strategii. Gdy pisałem książkę o innowiercach "Co nas łączy?", nie miałem
              żadnych z góry powziętych założeń, dokąd ta wymiana myśli i doświadczeń może
              nas zaprowadzić. Wyszedłem natomiast z prostego przeświadczenia, że i wierzący,
              i niewierzący są sobie potrzebni, że musimy patrzeć na siebie jak na
              przyjaciół, których trapią podobne problemy. Efekt? Wielu ludzi wytyka mi, że
              to niewierzący mnie przekonali, a nie ja ich".

              • Gość: * Re: Bo sukienka była za ciasna (3) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.10.05, 13:58
                To także cios dla samych jezuitów, bo mimo wszystko był jedną z największych
                gwiazd polskiej prowincji. - Źle się stało, bo on jednak wprowadzał twórczy
                ferment, prowokował nas do większego wysiłku intelektualnego. Jestem z nim w
                stałym kontakcie i cały czas namawiam go do powrotu. Wbrew pozorom Kościół
                potrzebuje takich ludzi - mówi jego zakonny przyjaciel, ojciec Jerzy Sernak.

                W książce Andrzej Brzeziecki i Jarosław Makowski prowokacyjnie pytają Obirka,
                czy jego bunt to dowód na to, że zakon i Kościół wyhodowały "żmiję na własnej
                piersi". Obirek przyznaje, że nigdzie tak gruntownego wykształcenia by nie
                zdobył. Ale uważa, że przez ponad 20 lat pracy dla jezuitów już te studia
                odpracował i nie ma poczucia zdrady wspólnoty. Bo to "zakon ma dość jego, a nie
                on zakonu".

                Zakonni przełożeni nie mają wątpliwości, że jego dalsza kariera naukowa stoi
                pod znakiem zapytania. - Uczelnia katolicka w jego wypadku odpada, bo siałby
                zgorszenie - mówi prowincjał Dyrek. Ale i świeckie nie bardzo kwapią się do
                zatrudnienia "eksa". Gdy informacja o jego odejściu z zakonu przedostała się do
                mediów, Krakowska Szkoła Wyższa im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Krakowie
                poinformowała go, że w tym roku nie podejmie z nim współpracy, bo zgłosiło się
                za mało studentów. "Polityka" spekulowała, że to arcybiskup Dziwisz się boczył.
                Ale po interwencjach krakowskich autorytetów chętnych do "Modrzewskiego"
                przybyło i Obirek może już tu wykładać dialog międzyreligijny.

                Dla części zwolenników Obirek stanie się pewnie "męczennikiem", który 30 lat
                kapłaństwa złożył na ołtarzu wierności własnym przekonaniom. On sam oburza się
                na twierdzenie, że celowo sprowokował awanturę, żeby wyjść z zakonu jako
                uciemiężony: "Ależ ja się tak nie czuję i nie chcę współczucia! Nawet nie
                cierpię z powodu tego konfliktu. Uważam się za jednego z dziesiątek tysięcy
                ludzi w Kościele, którzy czują się nieswojo z niezbyt rozsądnymi posunięciami
                dyscyplinarnymi, a w moim przypadku dochodzi jeszcze niezrozumienie tak ostrych
                restrykcji, dysproporcji pomiędzy 'winą' i karą".

                Uważa, że realizuje tylko odnowę Kościoła w duchu Soboru Watykańskiego II. "W
                moim przypadku jest to krytyczne postrzeganie Kościoła jako instytucji, czyli
                takie zapędy "luterskie". Ale nie sądzę, bym wybiegał przed szereg" - tłumaczy
                swoją "winę".

                Po odejściu Obirka z zakonu na pewno odetchnie hierarchia kościelna, którą
                krytykował przy każdej okazji, głównie z powodu nieprzejrzystości decyzyjnej i
                zamiatania wstydliwych problemów pod dywan. Teraz jako osobie świeckiej
                trudniej mu będzie krytykować postawy poszczególnych duchownych oraz całą
                instytucję. Zdaje sobie sprawę, że jego dotychczasowe oddziaływanie może zostać
                zredukowane, bo ważny i słuchany był jako jezuita.

                Ksiądz Boniecki pociesza: - On się pozbywa habitu, a nie intelektu. Na pewno
                będzie wykładał, pisał książki i artykuły, na naszych łamach chociażby. Nie
                widzę również przeszkód w komentowaniu przez niego spraw religijnych czy
                kościelnych. Ci, którzy go słuchali, nie przestaną go słuchać.

                (Milena Rachid Chehab)

                Cytaty pochodzą z książki "Przed Bogiem. Ze Stanisławem Obirkiem rozmawiają
                Andrzej Brzeziecki i Jarosław Makowski", która ukaże się 17 listopada nakładem
                wydawnictwa W.A.B.
                wiadomosci.wp.pl/kat,1371,wid,8058876,wiadomosc.html
    • edico Re: Kolejna śmierć pielgrzymkowa 10.10.05, 02:10
      Licealistka z Białegostoku zmarła

      Licealistka, która 30 września została ranna w wypadku autokaru wiozącego
      uczniów z Białegostoku na pielgrzymkę do Częstochowy, zmarła wczoraj w Centrum
      Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. To trzynasta ofiara wypadku. Jej
      stan od początku pobytu w szpitalu były określany jako ciężki. - Miała poparzone
      60 proc. powierzchni ciała. Poparzone były też drogi oddechowe, nie mogliśmy jej
      uratować - wyjaśnia Piotr Wróblewski, ordynator w siemianowickim szpitalu. Na
      miejscu wypadku zginęło dziewięcioro uczniów i trzech kierowców. Autokar wiozący
      uczniów na Jasną Górę czołowo zderzył się z lawetą, na którą najechał jeszcze
      bus. Policja nadal ustala przyczyny wypadku.

      (Magdalena Górna)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2959902.html
    • edico Re: Bóg kazał Bushowi uderzyć ??? 10.10.05, 02:14
      Amerykański prezydent George W. Bush miał przekonywać przedstawicieli
      palestyńskich władz, że interwencje w Afganistanie i Iraku były misją,
      powierzoną mu przez Boga - pisze w piątek brytyjska prasa. Biały Dom zbył te
      doniesienia jako "absurdalne".

      Gazety zapowiadają, że w wywiadzie dla telewizji BBC, który zostanie wyemitowany
      w tym miesiącu, były palestyński minister spraw zagranicznych Nabil Szaath
      ujawnił, iż prezydent USA mówił o swej boskiej misji w 2003 r., podczas szczytu
      izraelsko-palestyńskiego w egipskim kurorcie Szarm el-Szejk. Szczyt odbył się
      cztery miesiące po inwazji na Irak.

      Jak relacjonował Szaath, Bush miał powiedzieć: - Kieruje mną Bóg. Bóg
      powiedział: "George, idź i walcz z terrorystami w Afganistanie". I tak zrobiłem.
      A potem Bóg powiedział: "George, idź i połóż kres tyranii w Iraku". I tak
      zrobiłem. A teraz znowu czuję, że płyną do mnie słowa Boga. Mówi mi: "Idź i daj
      Palestyńczykom ich państwo, a Izraelczykom - ich bezpieczeństwo. I przynieś
      pokój Bliskiemu Wschodowi". I, w imię Boga, tak właśnie uczynię - mówił dalej
      Bush, według relacji Szaatha.

      W spotkaniu w Szarm el-Szejk uczestniczył też ówczesny palestyński premier,
      obecny prezydent Mahmud Abbas. Powiedział on BBC, że Bush przekonywał też, iż ma
      moralne i religijne zobowiązania. "Muszę dać Palestyńczykom państwo. I dam" -
      miał powiedzieć amerykański prezydent.

      "The Guardian" zaznacza, że Bush w wieku 40 lat powrócił do wiary
      chrześcijańskiej i jest jednym z najbardziej religijnych gospodarzy Białego Domu.

      Według "Guardiana", niedługo po szczycie w Szarm el-Szejk stenogram z
      wypowiedziami Busha opublikowała izraelska gazeta "Haarec", jednak delegacja
      palestyńska nie chciała potwierdzić autentyczności stenogramu.

      BBC udało się jednak przekonać Szaatha, by publicznie opowiedział o spotkaniu.
      Emisja nowego, trzyczęściowego dokumentu BBC na temat dyplomacji
      izraelsko-palestyńskiej pt. "Elusive Peace" rozpocznie się w poniedziałek.

      Rzecznik Białego Domu Scott McClellan zapewniał dziennikarzy w Waszyngtonie, że
      Bush nigdy czegoś takiego nie powiedział i że doniesienia na ten temat są
      "absurdalne".

      (PAP)
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2956614.html
    • Gość: Ed Stella Maris Gocłowskiego nie płaci pensji pracown IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 11.10.05, 01:06
      A chyba tak nie dawno on sam zabierał głos na temat moralności biznesu :))

      Pracownicy kościelnego wydawnictwa Stella Maris złożyli do sądu pozew, w którym
      domagają się wypłaty zaległych pensji. Pozwanym jest właściciel wydawnictwa,
      czyli archidiecezja gdańska

      - Od czterech miesięcy nie dostajemy wynagrodzenia, cały czas jesteśmy zwodzeni.
      Arcybiskup gdański Tadeusz Gocłowski się nami nie interesuje, a przecież jest
      krajowym duszpasterzem ludzi pracy - żalą się pracownicy wydawnictwa Stella Maris.

      Gdańska kuria ma kilkadziesiąt milionów złotych długów. To pozostałość po
      finansowej aferze w Stelli Maris. Według prokuratury menedżerowie i nadzorujący
      ich ksiądz prali w firmie pieniądze, wystawiając faktury na usługi, których nie
      było, i zaciągali pożyczki, których nie spłacali. Zarzuty bądź akty oskarżenia w
      związku ze sprawą postawiono ponad 20 osobom, a Stella Maris straciła klientów.
      Komornik zlicytował już prawie cały majątek wydawnictwa. W lipcu 40 pracowników
      z blisko stuosobowej załogi dostało wypowiedzenia z pracy.

      Reszta załogi dostała wypowiedzenia pod koniec września, jednak z obowiązkiem
      świadczenia pracy do końca roku.

      - To bez sensu, przychodzimy tu codziennie i nic nie robimy, bo już nie ma ani
      zamówień, ani nawet maszyn, wydajemy tylko niepotrzebnie pieniądze na dojazdy -
      mówi pani Joanna z przygotowalni.

      Pod koniec sierpnia pracownicy Stelli przekazali arcybiskupowi Tadeuszowi
      Gocłowskiemu list, w którym poprosili o spotkanie w celu ratowania zakładu.

      - Ze strony arcybiskupa nie było żadnego odzewu - mówią rozgoryczeni.

      Trzy tygodnie temu złożyli więc pozew w sądzie pracy w Gdańsku o wypłatę
      zaległych wynagrodzeń. Z sądu nadeszły właśnie pierwsze nakazy wypłacenia
      pensji. W sumie będzie to ponad milion złotych, nie licząc dwuletnich
      zaległości, jakie firma ma wobec ZUS.

      - Firma jest bankrutem, ja nie mam z czego tego zapłacić - rozkłada ręce
      Jarosław Szramach, dyrektor Stelli Maris. - Jestem jednak pewien, że kuria
      znajdzie pieniądze. Nie ma problemu, czy je zapłaci, tylko kiedy. Tysiącletni
      Kościół przecież nie zbankrutuje.

      Arcybiskup Tadeusz Gocłowski zapewnia, że pracownicy dostaną pieniądze.

      - Mam nadzieję, że pieniądze będą już dosłownie na dniach, a na pewno w ciągu
      dwóch miesięcy uregulujemy wszystko. Obciążenia firmy są dramatycznie duże, ale
      nie z winy Kościoła, tylko przestępczej działalności grupy ludzi. Zakład został
      zniszczony przez nich i przez działalność komornika, który wyprzedał wszystkie
      maszyny. Pracownicy chcieli rozmawiać o ratowaniu firmy, restrukturyzacji, ale
      ja po pierwsze takimi rzeczami się nie zajmuję, a po drugie jestem zdania, że
      zakład trzeba jak najszybciej zlikwidować. To przykre, ale w tej chwili nie ma
      innego wyjścia - mówi arcybiskup Gocłowski.
      (Maciej Sandecki)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2961671.html
      PS. Maciej Sandecki winien jest braku rzetelności dziennikarskiej w sprawie
      dosyć dobrze zasygnalizowanej. Stella Maris nie jest własnością kościelną a abp
      Goclowskiego. Wystarczyło by sięgnąć tylko do rejestru i decyzji w tej sprawie.
      Minister Janik (swego czasu) erygował ją dla abp Gocłowskiego.
      • Gość: * Re: Stella Maris Gocłowskiego nie płaci ... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.05, 16:14
        Nie tylko swoim pracownikom!!!
        • Gość: * Re: Stella nie płaci a arcybiskupowi jest przykro IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.05, 16:32
          Pracownicy kościelnego wydawnictwa Stella Maris pozwali archidiecezję gdańską.
          Pięćdziesiąt osób domaga się zaległych pensji z czterech ostatnich miesięcy.
          miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,2962012.html
          Wierni niech płacą za nieodpowiedzialne zachcianki Gocłowskiego, wszak to jego
          prywatna firma erygowana na niego osobiście przez b. ministra Janika.
    • Gość: * Radio Maryja atakuje Platformę Obywatelską IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.10.05, 11:42
      Radio Maryja: ostrzej z Tuskiem

      - Lech Kaczyński powinien zrezygnować z miękkiego stylu polemik z Platformą -
      twierdzi komentator Radia Maryja prof. Jerzy Robert Nowak. - Kaczyński powinien
      pokazać, co faktycznie znaczy liberalizm, który służy ideologii najbogatszych,
      oligarchicznej warstwy, która rządzi Polską wbrew interesom wegetującej
      większości Polaków i podstawowym interesom narodowym. Komentator Radia Maryja
      wezwał PiS do rezygnacji z koalicji z Platformą i współpracy z innymi
      ugrupowaniami lub do stworzenia rządu mniejszościowego.

      W poniedziałkowej audycji "Aktualności dnia" wystąpił też współpracujący z
      rozgłośnią ks. prof. Janusz Nagórny z KUL. Stwierdził, że zwolennicy Tuska,
      którzy atakują rozgłośnię o. Rydzyka, "będą go namawiać, żeby on potem
      prześladował Radio Maryja i radiosłuchaczy".

      (Jacek Hołub)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2961799.html
    • Gość: Marek Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.faktyimity.pl / *.crowley.pl 11.10.05, 12:26
      Proszę o kontakt tel 607389445
      • Gość: klerojad Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.ruch.com.pl / *.ruch.com.pl 11.10.05, 14:48
        listy Kaczora do proboszczów potwierdzają to co lud wie - czarni dyktują.
    • andrzej105 Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - Rydzyk FM 12.10.05, 00:03
      www.emigranci.net/
    • Gość: * Re: Narkomani w klasztorze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.05, 15:07
      Za domami opieki nad samotnymi matkami kolejny skok na kasę państwową - jak w
      poprzdnich wypadkach to było - wydaje się, że nie tylko.

      Franciszkanie prowadzą w klasztorze ośrodek leczenia narkomanów. To jedyna tego
      typu placówka w Polsce

      Oficjalna nazwa ośrodka w Chęcinach koło Kielc brzmi "San Damiano", ale
      mieszkańcy mówią o nim "niezależne domostwo". Budynki zostały właśnie
      uroczyście otwarte i poświęcone. Zakonnicy nie mają jednak zamiaru swoich
      pensjonariuszy nawracać - przyjmują niezależnie od wyznania. Bliskość klasztoru
      to w założeniu franciszkanów swoista "terapia przez kulturę". - W Polsce nie ma
      lecznicy prowadzonej w obrębie murów klasztornych, w którą w dodatku
      zaangażowani byliby wszyscy zakonnicy. Ta lokalizacja umożliwia nabranie ogłady
      nie tyle religijnej, co kulturalnej. Jeśli uczestniczą w mszy, uczy ich to
      szacunku dla lokalnych obyczajów, niezależnie od tego, czy byłby to Kościół
      katolicki czy np. synagoga - mówi o. Piotr Stanisławczyk, gwardian klasztoru i
      kierownik ośrodka.

      Placówka została zarejestrowana jako niepubliczny zakład opieki zdrowotnej, ma
      umowę z NFZ. Program rehabilitacyjny trwa ok. 18 miesięcy. Oprócz zakonników
      kadrę stanowią terapeuci i lekarz. Zakonnicy współpracują także z pobliskim
      szpitalem psychiatrycznym i aresztem śledczym w Kielcach. Wachlarz zajęć w "San
      Damiano" jest bardzo szeroki: od warsztatów inter- i intrapersonalnych po
      zajęcia muzyczne i plastyczne. Jest nawet kafejka internetowa.

      Franciszkanie przygotowali terapię, zostawiając pensjonariuszom maksimum
      swobody. - My tylko pokazujemy drogę, a dyscyplinę oni narzucają sobie sami,
      dzięki temu nie mają wrażenia, że to jakieś więzienie. Mieszkańcy z dłuższym
      stażem bardzo szybko stają się opiekunami tych młodszych - tłumaczy o.
      Stanisławczyk.

      Terapia przebiega na zasadzie minirodziny, wszystkie decyzje podejmowane są
      wspólnie, każdy ma przydzieloną funkcję. W ośrodku nie ma więc kucharza, bo
      szefem kuchni jest jeden z mieszkańców.

      Zakonnik podkreśla, że większość podopiecznych to "ciężkie przypadki". Dlatego
      trudno mówić o spektakularnych sukcesach. - Jest duża rotacja. Zdarza się, że
      ktoś wytrzyma kilka miesięcy, a ktoś inny tylko kilka dni - przyznaje o.
      Stanisławczyk. Zakonnicy planują poszerzenie swojej działalności, otwierając
      hostel dla byłych rehabilitantów.
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2963457.html
    • Gość: * 3RP potęgą jest i basta :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.10.05, 16:18
      Więcej kościołów w Poznaniu

      Trzy nowe kościoły zamierza wybudować w najbliższych latach archidiecezja
      poznańska. Jeden stanie na os. Pod Lipami, drugi na os. Dębina. Trzecia
      świątynia powstanie na os. Konstytucji 3 maja w Kościanie.
      (Katarzyna Kolska)
      serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,2894782.html
    • major.hab.dudek A w sobotę Antyklerykalna Parada 13.10.05, 18:56
      www.lewica.pl/?dzial=polska&id=3895
      • edico Re: Informacja chyba rzetelna 13.10.05, 23:12
        Komentarz rzeczywiście ptasi. Autor notki prasowej mógłby darować sobie tego
        kilkuzłotowego niby opiniotwórczego zdania w wierszówce.
    • Gość: Ed Księża gwałcą dziaci - czyli diabły w sutannach IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.10.05, 16:28
      Współżycie swksualne księży z małymi dziećmi ... Trzy lata po eksplozji skandalu
      związanego z pedofilią księży amerykańskich i ochraniających ich biskupów z
      Bostonu wybuchła właśnie jeszcze większa afera. Tym razem w Filadelfii. A takie
      rzeczy się działy przez kilkadziesiąt lat w Kościele kierowanym przez
      wyświęcanego dzisiaj Karola Wojtyłę.
      Czy Pieronek zakwalifikuje to także do cudów?

      Więcej:
      Fakty i Mity Nr 41(293) 14-20X2005, s. 15.
    • Gość: Ed Francja: bardzo dobry przyklad dla Polski IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 14.10.05, 20:33
      1europejczyk napisał:

      > Regulacja stosunkow miedzy francuska hierarchia kosciola katolickiego a
      > Republika Francuska, w porownaniu z sytuacja w Polsce, daje wladzom Francji
      > pelna kontrole nad dzialanoscia ekonomiczna i finansowa francuskiej hierarchi
      > kosciola katolickiego.
      > Tym samym panstwowe pieniadze przeznaczone na troske o zabytki architektury
      > sacralnej sa proporcjonalne do udzialu srodkow wlasnych hierarchi kosciola
      > katolickiego.
      > Autonomia polskiej hierarchi kosciola katolickiego wobec Panstwa Polskiego
      > ustalona w konkordacie nie daje takich gwarancji!
      forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.html?f=57&w=30389280&a=30418748&rep=1
    • edico Platforma odmówiła o. Rydzykowi - i to jest plus 17.10.05, 01:06
      Dla niej oczywiście.

      Sztab wyborczy Donalda Tuska nie przyjął zaproszenia o. Rydzyka na niedzielną
      debatę prezydencką z PiS w Radiu Maryja i Telewizji Trwam. - Z góry można
      przyjąć, że skończyłoby się seansem nienawiści - tłumaczy szef kampanii Tuska
      Jacek Protasiewicz.

      Transmitowana na żywo debata prezydencka w telewizji i stacji radiowej o.
      Rydzyka rozpoczęła się w niedzielę po godzinie 18. W toruńskim studio pojawił
      się prowadzący - o. Jan Król oraz dwaj przedstawiciele Lecha Kaczyńskiego: poseł
      Tadeusz Cymański i europarlamentarzysta Michał Kamiński. Fotele dla
      przedstawicieli Donalda Tuska stały puste. - Pomimo zaproszenia, jego sztab
      nikogo nie znalazł, kto by tu wystąpił - oznajmił o. Król.

      Z rozgłośnią połączył się telefonicznie o. Tadeusz Rydzyk. Dyrektor Radia Maryja
      stwierdził, że rozgłośnia skierowała zaproszenie do sztabu PO w czwartek, a
      następnie odczytał fragment sms-a od szefa kampanii Donalda Tuska do o. Piotra
      Andrukiewicza, który - jak twierdzi - został przysłany w niedzielę: "Proszę
      ojca, bardzo mi przykro, ale w tak ekspresowym tempie nie udało mi się nikogo
      uzgodnić, bowiem każdy chce tę niedzielę spędzić bądź w Krakowie w ramach
      obchodów Dnia Papieskiego, bądź w gronie rodzinnymi, bo tego bardzo brakuje w
      tym gorącym okresie". - My nie zamykamy się na nikogo, nawet jeżeli nas ktoś od
      czci i dobrego imienia, nie tylko odsądza, ale i odbiera dobre imię. Dialog jest
      ważny - skwitował dyrektor Radia Maryja.

      Dlaczego przedstawiciele Tuska nie skorzystali z zaproszenia o. Rydzyka?
      Zapytaliśmy o to Jacka Protasiewicza, szefa sztabu kandydata Platformy.
      -Dowiedziałem się, że w programie przewidziano udział słuchaczy Radia Maryja, a
      znając ich agresję wobec Donalda Tuska i PO można z góry przyjąć, że skończyłoby
      się seansem nienawiści - wyjaśnia Protasiewicz. - Szanujemy naszego konkurenta i
      nie kwestionuję kultury osobistej ojca Króla, ale słuchając Radia Maryja wiem,
      że dopuszcza on do głosu osoby o poglądach skrajnych, agresywnych, nie
      szanujących godności osoby ludzkiej i pamięci zmarłych.

      Protasiewicz wskazał, że sztab PO zrezygnował z udziału w debacie po sobotniej
      rozmowie telefonicznej z o. Piotrem Andrukiewiczem, kiedy ten wykluczył dyskusję
      w rozgłośni bez udziału słuchaczy. - Chętnie bym wziął udział w debacie, mając
      gwarancję, że nie będą do niej dopuszczane fanatyczne głosy publiczności -
      podsumował Protasiewicz.
      (Jacek Hołub)
      • edico Re: Dziennik Rydzyka zaatakował Schetynę 20.10.05, 18:03
        "Nasz Dziennik" zaatakował Grzegorza Schetynę, sekretarza PO, za to, że agencja
        reklamowa jego żony dostała zlecenie od miasta Wrocław. Platforma traktuje to
        jak kolejny przedwyborczy atak polityczny

        Prawicowy dziennik napisał wczoraj, że agencja reklamowa żony sekretarza
        generalnego PO Grzegorza Schetyny dostała w marcu 2000 roku zlecenie od gminy
        Wrocław na zrobienie 30-sekundowego spotu reklamowego o reformie wrocławskiej
        mieszkaniówki. Spot był emitowany w Radiu Eska, które założył Grzegorz Schetyna.
        Dziennik sugeruje, że agencja Kaliny Rowińskiej-Schetyny dostała zlecenie tylko
        dlatego, że szefem biura promocji w mieście był Jacek Protasiewicz, wtedy
        protegowany Schetyny, dziś szef sztabu wyborczego Donalda Tuska. Wartość
        zlecenia to 20,5 tys. złotych netto (zysk agencji wyniósł 10-15 proc. tej kwoty).

        Jacek Protasiewicz: - "Nasz Dziennik" dał popis PRL-owskiej szkoły propagandy
        komunistycznej, bo nie opisuje faktów, tylko nimi manipuluje.

        Protasiewicz rozważa skierowanie sprawy do sądu.

        We Wrocławiu, którym od 2002 roku rządzi koalicja PO-PiS, zawrzało. Działacze
        PiS zażądali wyjaśnień od Platformy. Zbigniew Ziobro, szef sztabu wyborczego
        Lecha Kaczyńskiego, zorganizował konferencję prasową, na której pokazując
        publikację "Naszego Dziennika", pytał Donalda Tuska, czy tak ma wyglądać
        proponowana przez niego Polska liberalna.

        Według polityków PiS Tusk natychmiast powinien się odnieść do prasowych zarzutów.

        Grzegorz Schetyna: - Nie załatwiałem agencji, w której żona jest udziałowcem,
        żadnych zleceń. To atak polityczny na kilka dni przed drugą turą wyborów
        prezydenckich.

        Z naszych ustaleń wynika, że agencja Kaliny Rowińskiej-Schetyny nie była jedyną,
        która robiła spoty o reformie mieszkaniówki. Zlecenia dostały też Polskie Radio
        Wrocław, Radio Kolor i Radio Klakson. W "Naszym Dzienniku" nie było o tym ani słowa.

        W 2000 roku agencja Rowińskiej-Schetyny dostała od gminy Wrocław kolejne
        zlecenie na zrobienie w radiu kampanii informacyjnej o profilaktyce uzależnień.
        Był to fragment większej kampanii społecznej prowadzonej przez Wydział Zdrowia
        wrocławskiego magistratu. Wartość zlecenia to ponad 7 tys. złotych netto. I
        tutaj Agencja Kaliny Rowińskiej-Schetyny nie była jedyną. Udział w kampanii
        brały też Polskie Radio Wrocław i wrocławski oddział TVP.

        Kolejny raz agencja reklamowa ARRS Effectica (wyłączyła się z radia i zmieniła
        nazwę) współpracowała z gminą w grudniu 2004 roku. Za ponad 20 tys. złotych
        netto zrobiła dziesięć tablic upamiętniających wybitnych wrocławian.

        Dariusz Franckiewicz, prezes agencji, mówi z przekąsem: - Zrobiliśmy też
        oświetlenie tych tablic. Tak żeby wiceprezydent Wrocławia Dawid Jackiewicz z PiS
        był dobrze widziany w świetle kamer, gdy odsłaniał je w różnych punktach Wrocławia.

        Grzegorz Schetyna od lat łączy działalność biznesową i polityczną. Oprócz Radia
        Eska od 1994 roku prowadzi też klub koszykarski Śląsk Wrocław. W 2000 roku
        przekształcił go w sportową spółkę akcyjną, w której ma 95 proc. akcji. Gmina
        Wrocław dwukrotnie dofinansowywała klub. W sumie Śląsk dostał 400 tys. złotych
        na przeloty samolotem i działalność klubową.

        W sierpniu "Newsweek" powołując się na anonimowego biznesmena, napisał, że
        Schetyna załatwił mu pozwolenie na budowę w zamian za wpłatę na klub. Schetyna,
        który pozwał dziennikarza z "Newsweeka" do sądu, zapowiedział kilka dni temu, że
        sprzeda klub.

        W działalności biznesowej drogi sekretarza PO i jego żony często się krzyżują.
        Agencja ARRS obsługiwała zarówno Radio Eska, jak i klub sportowy Śląsk. Dla
        klubu robiła trzy kampanie reklamowe w latach 2002, 2003 i 2004. To były
        projekty billboardów i opracowanie graficzne biletów na mecz. Dariusz
        Franckiewicz: - W sumie zarobiliśmy na tym między 3 a 4,5 tys. złotych.

        Schetyna oburza się, gdy mówimy, że rodzinne powiązania w biznesowym kontekście
        mogą budzić wątpliwości: - Zdecydowałem się sprzedać klub. Teraz okazuje się, że
        agencja, w której moja żona ma udziały, nie może ubiegać się o żadne zlecenia w
        gminie, bo zaraz łączy się to z moją działalnością polityczną. To absurd.

        Dariusz Franckiewicz: - Gdyby Kalina siedziała w domu i robiła na drutach byłoby
        dobrze, a że działa w biznesie, to jest problem.
        (Agata Kondzińska, Renata Grochal)
        serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2975958.html
    • edico Pokolenie moherowych beretów 17.10.05, 01:37
      Gość portalu: klon napisał(a):

      Tzw.pokolenie Jana Pawła II, to pokolenie o mentalności moherowych
      beretów,odporne na wiedzę, zaściankowe.Na kilkanaście lat pogrąży kraj w
      ciemnocie.Razem ze swoimi pasterzami-hipokrytami.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29&w=30502711&a=30512683
      • Gość: Ed Kto zapłaci za kampanię LPR? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 15.11.05, 23:26
        Pikietę pod biurem prezesa Ligi Polskich Rodzin zapowiadają jej byli kandydaci
        do parlamentu z Podkarpacia. Zarzucają centrali, że do dziś nie wypłaciła im
        obiecanych pieniędzy na kampanię wyborczą.
        Pismo z groźbą zostało wysłane do prezesa LPR Marka Kotlinowskiego 4 listopada.
        Dziewiętnastu byłych członków podkarpackiej Ligi zapowiada w nim, że jeśli
        płatności nie zostaną uregulowane w ciągu tygodnia, pojadą do Krakowa pikietować
        jego biuro.

        O jakie płatności chodzi? Zygmunt Wrzodak, poseł z Rzeszowa i do niedawna szef
        podkarpackich struktur LPR, nie podpisał się pod listem. Doskonale jednak zna
        temat: - Podczas kampanii każdy z kandydatów zamawiał w drukarniach i innych
        firmach różne materiały, plakaty, ulotki itp. W świetle ordynacji za te
        materiały do 23 września powinien płacić komitet wyborczy, a po wyborach
        zobowiązania przejmuje partia. U nas wszystko było regulowane, dopóki część
        naszych działaczy nie wystąpiła z LPR - mówi Wrzodak.

        Pod listem widnieją nazwiska byłych działaczy, którzy razem z Wrzodakiem pod
        koniec października opuścili LPR. Wrzodak wyliczył, że do tej pory LPR jest
        winna drukarniom i innym firmom na Podkarpaciu ok. 45 tys. zł.

        - Za moje ulotki i wynajem sali LPR zalega jakieś 2 tys. zł. To nie jest duża
        suma, ale sam nie mogę jej zwrócić. Może to zrobić tylko partia. Ale to do mnie
        zwracają się firmy, ja tracę w ich oczach wiarygodność - skarży się Marian
        Daszyk, który zdobył mandat poselski z LPR.

        Do parlamentu nie dostał się Bogdan Romaniuk. I on podpisał się pod listem do
        Kotlinowskiego. - Jako kandydat wpłaciłem na komitet wyborczy LPR około 10 tys.
        zł. Teraz, kiedy przychodzi zapłacić firmom za moje materiały wyborcze,
        oczekuję, że partia nie będzie się z tym ociągać. Dzwonią do mnie te firmy,
        ponaglają, to jest nieprzyjemne - opowiada nam Romaniuk.

        Ich przedstawiciele zaglądają też do biura LPR w Rzeszowie. Tadeusz Skowron,
        który choć jest w grupie Wrzodaka, wciąż tam urzęduje, mówi: - Wśród nich jest
        firma prowadzona przez studentów. Szkoda mi tych młodych ludzi, którzy nie mogą
        doczekać się zapłaty, nie wiem, co im mówić.

        Według Wrzodaka podobne restrykcje ze strony zarządu głównego LPR dotknęły
        województwa: opolskie, łódzkie i mazowieckie.

        Sfrustrowani działacze poskarżyli się m.in. metropolicie krakowskiemu
        arcybiskupowi Stanisławowi Dziwiszowi, alarmujący list dostał też dyrektor Radia
        Maryja ojciec Tadeusz Rydzyk.

        - Jestem zszokowany - przyznał wczoraj Kotlinowski. - Szkoda, że o takiej
        eskalacji konfliktu dowiaduję się od państwa. Nie lubię tak kategorycznego
        stylu, którego używają protestujący. A pikiety się nie boję -oświadczył.

        Czy centrala zwróci zbuntowanym pieniądze? - zapytaliśmy.

        Kotlinowski: - Finansowanie kampanii zawsze wzbudza emocje. Będziemy rozmawiać,
        sprawa nie jest zamknięta. O sprawach finansowych zarząd partii decyduje
        kolegialnie. Protest pod moim krakowskim biurem to nieporozumienie - mówi.

        Nieoficjalnie jeden z liderów LPR poinformował nas, że zbuntowani działacze z
        Podkarpacia nie mają co liczyć na pieniądze. - Jeżeli ktoś zaciąga większe
        zobowiązania od ustalonych, to trudno, ale nie będziemy płacić za wszystko! Tam
        pieniądze wydawali bez uzgodnień, teraz zostawiają partię i chcą zwrotu
        nakładów. Będziemy płacić, ale w granicach rozsądku - usłyszeliśmy.
        serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3016362.html
    • Gość: * Gangster duszpasterzem ludzi pracy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.10.05, 16:46
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=57&w=10654390&a=30586524
    • Gość: * Awantura o klasztor IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.10.05, 16:51
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=52&w=30572342
    • edico Pomniki Papieża odsłaniano w Wielkopolsce 20.10.05, 18:09
      Dwa pomniki Jana Pawła II odsłonięto wczoraj (w Dniu Papieskim) w Wielkopolsce.
      Jeden z nich stanął w Obornikach Wlkp., drugi - w Lesznie. Dzieło poznańskiego
      artysty Roberta Sobocińskiego odsłonił na obornickim rynku bp. Marek
      Jędraszewski. W uroczystości udział wzięło ponad trzy tysiące wiernych. Ważący
      800 kg, odlany z brązu, wysoki na 2,60 m i szeroki 1,2 m posąg kosztował 70 tys.
      zł. Tymczasem Papieża wchodzącego do miasta przedstawia pomnik, który odsłonił w
      Lesznie metropolita poznański abp Stanisław Gądecki. Decyzję o postawieniu
      posągu leszczyńscy proboszczowie podjęli w kwietniu. Ponaddwumetrowy posąg z
      brązu zaprojektowali łódzcy projektanci rzeźbiarze Krystyna i Bogusław Solscy.

      W Swarzędzu imię Sługi Bożego Jana Pawła II nadano siedzibie Parafialnego
      Oddziału Akcji Katolickiej. Imię Jana Pawła II przyjęła też Szkoła Podstawowa w
      Dąbrowie.
      miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,2970734.html
    • major.hab.dudek Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. 21.10.05, 20:19
      W aktualnych "FiM" , na ostatniej stronie jest artykuł pt "Anons" wzorowany na
      tym wątku .
      Gratulacje dla Ed-a :)
      • Gość: Ed Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.10.05, 23:05
        Dziękuję za uznanie, chociaż prawdę mówiąc słowa uznanie należą się dla autora
        tego wątku. Ja tylko się przyłączyłem do trwającej dyskusji podejmując
        jednocześnie próbę dania odporu w oparciu o fakty dla kościółkowego (i chyba nie
        obliczalnego w swej systemowej konstrukcji) fanatyzmu religijnego w wydaniu
        katolickim. Zresztą czy tylko katolickim?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka