Dodaj do ulubionych

Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów

19.10.09, 12:25
Szanowny Autorze - napisał Pan "Kilkadziesiąt tysięcy złotych
rocznie na program antyplagiatowy nie wydrenuje do szczętu kont UMK.
Nie zlikwiduje też problemu, ale na pewno go zmniejszy." Jest to
myślenie naiwne, bowiem najlepszy nawet system nie jest w stanie
porównać tekstów dopóki nie zostaną one do niego wprowadzone. A
zatem jego skuteczność uzależniona jest od bazy danych. Podaje Pan
przykład M.Krajewskiego - otóż w tym przypadku plagiatowany był
tekst książki wydanej przed II wojną światową. Nie ma jej w żadnej
bazie danych, tak jak większości wykorzystywanych nadal w badaniach
monografii historycznych, tych starszych, ale i najnowszych. Co
można porównać? Część tekstów prac magisterskich, a i tu nie
wszystkie...... Jak porównać np. plagiat tekstu obcojęzycznego,
przetłumaczonego na polski, z oryginałem?
A tak na marginesie, przypatrzcie się Państwo własnym praktykom
stosowanym na łamach lokalnego dodatku "Gazety". Jako autor prac
historycznych o Toruniu mam pewne doświadczenie z tym związane, nie
świadczące dobrze o Redakcji i jej współpracownikach.......
Obserwuj wątek
    • thauramarth Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów 19.10.09, 16:44
      Sposob na plagiaty jest calkiem prosty. Szczegolnie w przypadku
      licencjatu nalezaloby wprowadzic jakis rodzaj egzaminu koncowego,
      ktory badalby wiedze studentow z danej dziedziny. W obecnej sytuacji
      wiekszosc tzw. "zakow" idzie na latwizne i nie wysila sie zbytnio
      przy pracy licencjackiej/magisterskiej. Grzech lenistwa badz/rowniez
      chciwosci dotyczy takze czesci promotorow, ktorzy przyjmuja na
      seminaria dyplomowe tyle osob, ile wlezie. W konsekwencji studentom
      uchodzi na sucho minimalizm. Nalezaloby w jakis sposob z tym
      skonczyc, a recepta moze byc wlasnie egzamin koncowy zamiast pisania
      pseudo-pracy jak to jest obecnie.
      Co do niskiej popularnosci kierunkow scislych, a w szczegolnosci
      fizyki: tam trzeba wlozyc troche wysilku nauke, a wiekszosc idzie na
      latwizne. Dodatkowo, oliwy do ognia dolewa ogolne obnizenia poziomu
      nauczania w szkolach srednich, a co za tym idzie rowniez na
      uczelniach wyzszych. No i jeszcze jedna prosta sprawa - kasa idzie
      za studentem, takze jakby sie czesc przesialo (co nalezaloby
      zrobic), to pozniej uczelnia mniej pieniazkow dostanie. I tak sie
      kolo zamyka.
      • wujek.andrzejek Re: Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów 19.10.09, 20:13
        Sposób na plagiaty - rzetelność promotora, który konsekwentnie zmusza
        studenta do pracy własnej. To proste - łatwo na spotkaniach
        seminaryjnych wyłapać tych, którzy próbują pobawić się w kupowanie
        prac i plagiatowanie. Druga sprawa - powolutku studenci zaczynają być
        świętymi krowami, którym wszystko pod nos trzeba podsuwać itp. mam
        znajomego licencjata z br, który ANI razu nie był w bibliotece, gdy
        zaś promotor uparcie odrzucał mu rozdziały jego pracy -podobno do
        dziekana na niego wysmarował skargę. i dziekan ją uznał. Klient
        płaci, klient żąda.
        Druga sprawa - zmurszały system na uczelni. Żadna reforma
        przygotowywana przez sitwę i dla sitwy nie przyniesie zmiany
        żałosnego status quo.
        A tu rozwiązania są równie proste, jak powyżej - system weryfikacji
        postępów naukowych kadry profesorskiej, łącznie ze zniesieniem
        habilitacji, będącej kluczem do nieróbstwa i naukowego tetryczenia
        kadry. Po drugie - zakaz wpisywania się na masową skalę kadry
        naukowej do zasobów kadrowych wielu uczelni na raz.
        I wreszcie - niestety mam nieprzyjemność pracować z absolwentami
        kilku toruńskich i okolicznych uczelni prywatnych. Ludzie uwierzcie
        mi - najgorsi studenci po UMK biją tamtych "orłów" na głowę. Więc
        ostrożnie z tym flekowaniem UMK.
        I wreszcie - ktoś to już gdzieś pisał - większość absolwentów uczelni
        wyższych nie powinna w ogóle zdać matury. Więc choroba sięga głębiej.
        • thauramarth Re: Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów 20.10.09, 00:21
          Problem w tym, ze w duzej mierze seminaria to jest obecnie kpina.
          Fikcyjne godziny wpisywane do karty obciazen ddyaktycznych. Rzadko
          kiedy trafia sie promotor, ktory zmusza studenta do jakiegokolwiek
          wysilku i zaangazowania w tego typu zajecia. A czesto jeszcze takie
          zajecia odbywaja sie wylacznie przez wymiane korespondencji. Wina
          zapewne lezy po obu stronach, a rezultat? Czesc klientow zapewne
          nawet nie wie o czym traktuje ich praca, a "pisze" sie ja tylko
          dlatego, ze to konieczne. I to jest najbardziej widoczne na
          przludnionych kierunkach, gdzie "ksztalci" sie masowo i bezosobowo.
          Tego typu trendy sa obecne w jakims stopniu na wszystkivh
          uczelniach, od kiedy zapanowala moda, zeby kazdy posiadal wyzsze
          wyksztalcenie, bez wzgledu na to czy sie do tego nadaje czy nie.
          Byloby milo gdyby uczelnia zdolala wpoic studentom troche wiedzy, a
          przede wszystkim, ze trzeba wlozyc troche wysilku, zeby cos
          osiagnac. Moze tez w koncu nalezaloby skonczyc z darmowymi studiami
          i fundowac stypendia dla najlepszych maturzystow, ktore by pokrywaly
          koszt studiow i rownoczesnie wymagaly utrzymywania odpowiedniej
          sredniej ocen, zeby forsa nie przepadla.
    • lex1946 Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów 19.10.09, 17:52

      „Gazeta Wyborcza” i jej redaktorzy, a od 2008 r. głównie M.
      Czarnecki z uporem próbują przekonać, iż w swojej pracy
      habilitacyjnej sprzed 15 lat miałem jakoby dopuścić się oszustwa
      naukowego. Temat wywołany przez wspomniane medium żyje już ponad dwa
      lata. Najpierw miał być to plagiat, „żywy plagiat”, a gdy ta teza
      upadła, ostatnio na użytek medialny stworzono nową formułę –
      „oszustwo naukowe”. Oświadczam: w swojej habilitacji nikogo nie
      oszukałem, pracę śp. ks. Czesława Lissowskiego wydobyłem z
      zapomnienia, rzetelnie opracowałem, zacytowałem ją w habilitacji
      ponad sto razy (!) i ogłosiłem tam jej chwałę. Nadto czterokrotnie
      opublikowałem biografię księdza Cz. Lissowskiego. Do dziś pozostaje
      On dla mnie nie tylko męczennikiem Kościoła i Narodu, ale rzetelnym
      historykiem i wzorem społecznika.
      Komisja UMK, powołana do rozpatrzenia powyższej sprawy, powieliła
      stworzoną (jestem pewien, iż na zamówienie) uprzednią opinię. Opinia
      ta powstała za rządów poprzedniego dziekana tego Wydziału, bez
      wysłuchania moich racji, a jej końcowy wniosek stanowi, iż moja
      praca z 1994 r. jakoby „nosi znamiona niesamodzielności”. I tyle! W
      1995 r. Rada Wydziału pracę przyjęła bez zastrzeżeń, doceniając
      opinię wybitnych znawców tematyki: profesorów śp. Jerzego Skowronka
      (UW), Jerzego Zdrady (UJ) i śp. Sławomira Kalembki (UMK), po latach
      zaś (sic!) ta sama Rada ustaliła jakieś wątpliwości!?
      Dlaczego zarówno pierwsza komisja w 2007 r., jak i druga w 2008 r.,
      nie przesłały mi swoich ustaleń i nie pozwoliły się do nich odnieść?
      Humanistyczne Gremia zapomniały o klasycznej zasadzie „audiatur et
      altera pars”! Gdyby miały odwagę spotkać się i wysłuchać oraz
      obejrzeć dokumenty, z przerażeniem zapewne zrozumiałyby swój błąd.
      Dotyczy to także materiałów archiwalnych, których rzekomo nie
      wykorzystałem. Te ostatnie, jak wiadomo, nie są chronione prawem
      autorskim.
      Należy nadmienić, że medialne podtrzymywanie mojej sprawy miało być
      niwelowaniem prokuratorskich (!) zarzutów wobec faktycznego plagiatu
      popełnionego przez S. Kunikowskiego. Argumentum ad hominem:
      Prokuratura Rejonowa we Włocławku Postanowieniem z dnia 17 marca
      2008 r. (sygn. 1 Ds. 47/07), ustaliła, iż S. Kunikowski w 2002 r.
      dopuścił się plagiatu wobec dwóch osób: prof. dra hab. Mirosława
      Krajewskiego z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy i ks.
      prof. dra hab. Henryka Skorowskiego – prorektora Uniwersytetu
      Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, tj.: ”1. w sprawie
      popełnienia plagiatu przez Stanisława Kunikowskiego w opublikowanej
      przez niego w 2002 r. pracy pt. "Z przeszłości administracyjnej i
      politycznej ziemi dobrzyńskiej" zamieszczonej w "Materiałach do
      dziejów
      rezydencji w Polsce, Ziemia Dobrzyńska" tom II, część pierwsza
      poprzez
      przywłaszczenie koncepcji twórczej oraz fragmentów tekstu z
      publikacji pt.
      "Rypin na tle kształtowania się przynależności administracyjnej
      ziemi
      dobrzyńskiej" autorstwa Mirosława Krajewskiego opublikowanej w 1994
      r. w
      książce pt. "Rypin. Szkice z dziejów miasta" - poprzez nie wskazanie
      tytułu
      publikacji, z której korzystał, zaznaczenie cytowanych fragmentów
      oraz
      nazwiska autora wykorzystywanej pracy, tj. o czyn z art. 115 ust. 1
      Ustawy z
      dnia 04.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych";
      "2. w sprawie popełnienia plagiatu przez Stanisława Kunikowskiego w
      opublikowanej przez niego w 2002 r. pracy pt. "Dziedzictwo kulturowe
      jako
      ważny czynnik rozwoju i integracji środowiska lokalnego"
      zamieszczonej w
      wydawnictwie Toruńskiego Towarzystwa Kultury pt. "Kujawy i Pomorze.
      Region –
      Społeczeństwo - Kultura" tom I, oraz w styczniu 2003 r. w pracy pt.
      "Dziedzictwo kulturowe czynnikiem integrującym społeczność lokalną"
      opublikowanej w czasopiśmie "Sekretarz i organizacja urzędu" poprzez
      przywłaszczenie fragmentów tekstu z publikacji pt. "Aksjologiczny
      wymiar
      narodowego dziedzictwa kulturowego" autorstwa Henryka Skorowskiego
      zamieszczonej w materiałach z konferencji przedkongresowej
      Włocławek, 19-20
      października 2000 r. "Instytucje kulturalne i stowarzyszenia
      regionalne w
      nowych warunkach rozwoju społeczno-gospodarczego Polski" – poprzez
      nie
      wskazanie tytułu publikacji, z której korzystał, zaznaczenie
      cytowanych
      fragmentów oraz nazwiska autora wykorzystanej pracy, tj. o czyn z
      art. 115
      ust. 1 Ustawy z dnia 04.02.1994 r. o prawie autorskim i prawach
      pokrewnych". Czyny popełnione przez S. Kunikowskiego zostały
      zakwalifikowane przez Prokuraturę jako przestępstwo z art. 115 ust.1
      Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych i są
      zagrożone „grzywną, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia
      wolności do lat 3” (str. 3 pisma Prokuratury), jednak w związku z
      tym, iż od ich popełnienia do wydania postanowienia upłynął okres
      pięciu lat, zgodnie z art. 101 § 1 pkt 4 kodeksu karnego, wobec
      przedawnienia karalności czynu sprawę umorzono. Umorzenie dotyczy
      tylko karalności, o której mowa w części karnej Ustawy z dnia 4
      lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, zaś na
      podstawie art. 144 ust. 5 Ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym
      przedawnienia takiego nie stosuje się, albowiem „5. Nie stosuje się
      przedawnienia w odniesieniu do wszczęcia postępowania
      dyscyplinarnego wobec nauczyciela akademickiego, któremu zarzuca się
      popełnienie czynu, o którym mowa w ust. 3 pkt 1-5”.
      Kilka dni temu dość przypadkowo dowiedziałem się, że „Centralna
      Komisja do Spraw Stopni po analizie przekazanych (przez toruńską
      GIS), materiałów dotyczących osoby dr hab. Stanisława Kunikowskiego
      informuje, że zostały podjęte czynności w celu wnikliwego i
      rzetelnego wyjaśnienia sprawy (naruszenia praw autorskich i dobrych
      obyczajów w nauce) odnośnie przewodu habilitacyjnego na Wydziale
      Nauk Historycznych UMK. Po uzyskaniu dodatkowej dokumentacji i
      wyjaśnień w sprawie zostanie nadany dalszy bieg” (pismo z 24
      września 2009 r.).
      Takie jest, z grubsza rzecz biorąc, tło całej sprawy. Kto popełnił
      plagiat, dziś wiadomo jest publicznie. Kto miał cierpieć na rzekomy
      plagiat – też wiadomo!

      • nowojorczyk5 Re: Profesor Krajewski i "Sprawozdanie".... 19.10.09, 19:08
        Ponizej przedstawiam tekst wydrukowany w miesieczniku "Forum
        Akademickie" 10/2008 - dostepny zreszta on-line:
        Sprawozdanie z prac komisji powołanej przez Radę Wydziału Nauk
        Historycznych UMK w związku z prasowymi zarzutami wobec publikacji
        Mirosława Krajewskiego „Powstanie styczniowe między Skrwą a Drwęcą”,
        Włocławek 1994
        Ocena merytoryczna
        Na wniosek dziekana Wydziału Nauk Historycznych, prof. dr. hab. W.
        Rezmera, Rada Wydziału na posiedzeniu w dniu 19 czerwca 2007 r. w
        głosowaniu tajnym powołała specjalną Komisję do wyjaśnienia sprawy
        związanej z artykułami prasowymi zarzucającymi M. Krajewskiemu
        nierzetelność naukową w wyżej wymienionej publikacji. Do Komisji
        powołano: dr hab. Magdalenę Niedzielską, prof. UMK, dr. hab. Leszka
        Kuka, prof. UMK i prof. dr. hab. Szczepana Wierzchosławskiego jako
        przewodniczącego. W trakcie wykonywania nałożonych zadań Komisja
        otrzymała od dziekana dodatkowe materiały, zawierające pismo prof.
        M. Krajewskiego, z załącznikami w postaci trzech ekspertyz prawnych
        oraz dwie anonimizowane recenzje, przekazane przez dr. med. M.
        Wrońskiego z redakcji „Forum Akademickiego”.

        Pragniemy jednak podkreślić, że żadne z tych pism nie zostało przez
        Komisję wzięte pod uwagę w trakcie jej prac. Członkowie Komisji
        przeprowadzili porównanie publikacji Krajewskiego z publikacją
        Czesława Lissowskiego Powstanie styczniowe w ziemi dobrzyńskiej
        (Płock 1938) oraz dokonali oceny merytorycznej rozprawy
        habilitacyjnej M. Krajewskiego samodzielnie, opierając się wyłącznie
        na zasadach wynikających z warsztatu badań historycznych.

        Oto wyniki naszej analizy:

        [Dalej są następujące 3 podrozdziały, których ze względu na dużą
        objętość nie przytaczam – MW]:

        Porównanie struktury obydwu prac (2,5 strony)

        Baza źródłowa (1 strona)

        III. Analiza porównawcza tekstu pracy M. Krajewskiego w stosunku do
        tekstu Cz. Lissowskiego i innych autorów (29 stron)

        IV. Konkluzje

        Konfrontacja rozprawy M. Krajewskiego Powstanie styczniowe między
        Skrwą a Drwęcą (Włocławek 1994) z monografią Cz. Lissowskiego
        Powstanie styczniowe w ziemi dobrzyńskiej (Płock 1938) prowadzi do
        następujących wniosków:

        Struktura pracy Krajewskiego, jej treść, oparta została głównie na
        publikacji Lissowskiego;

        Znaczna część tekstu pracy M. Krajewskiego jest odtworzeniem tekstu,
        w wielu miejscach dosłownym, z publikacji Lissowskiego;

        Źródła, na które powołuje się Krajewski, w wielu przypadkach zostały
        wykorzystane wtórnie za Lissowskim i autorami innych publikacji.
        Spisywane za Lissowskim niektóre dokumenty z AGAD (patrz także
        załącznik, czyli odpowiedź AGAD z 6 XII 2007 r. na zapytanie
        przewodniczącego Komisji) uległy zniszczeniu w czasie II wojny
        światowej – w 100 proc. dotyczy to bardzo często cytowanych przez
        Krajewskiego Akt Wojennego Naczelnika Powiatu Lipnowskiego.
        Natomiast Krajewski powołuje się na nie dość często i wymienia
        sygnatury podane przez Cz. Lissowskiego – 129, 901, 966, 1060, 1062.
        Nie występuje też sygn. 550 w zespole Zarząd Generał−Policmajstra w
        Królestwie Polskim, bo zespół liczy tylko 68 j.a. (patrz także
        odpowiedź AGAD). Nie istnieją też dokumenty pod sygn. 13/1 z zespołu
        Kancelaria Namiestnika Jego Cesarskiej Mości w Królestwie Polskim,
        nie ma akt o sygnaturze (ani dawnej, ani obecnej) o numerze 290−291
        w zespole Audytoriat Polowy Wojsk w Królestwie Polskim. Krajewski w
        wykazie źródeł podaje także zespół Organizacja Narodowa Powstania
        Styczniowego, sygn. 11−22 – te akta akurat są dostępne, ale w pracy
        Krajewskiego nie znaleźliśmy śladów powoływania się na nie. Także w
        przypisach nie znaleźliśmy odniesień do zespołu Zbiór Materiałów
        Różnych dot. Powstania Styczniowego wymienionego przez autora
        rozprawy habilitacyjnej w wykazie na końcu książki. Jeśli chodzi o
        zasoby Archiwum Państwowego w Płocku, to w przypisach M. Krajewski
        powołuje się najczęściej na zespół Kancelaria Gubernatora Płockiego
        sygn. 23 (965), 77, 152, 501, 701, 5296, 6023, 6024, 7179, 7995,
        8014, 8621. Niestety, zespół ten, według inwentarza opracowanego w
        1970 r., znajdował się pod ogólną sygnaturą 23 i liczył tylko 1299
        jednostek archiwalnych. Wniosek z tego, że niemożliwe było
        skorzystanie z jednostek powyżej tej sygnatury – patrz także
        odpowiedź Archiwum Państwowego w Płocku z 3.12.2007 r. skierowana do
        przewodniczącego Komisji.

        Z tego pisma dowiadujemy się też, że nie istnieje sygn. 23 (965)
        oraz że Archiwum Państwowe w Płocku nie posiada i w okresie
        międzywojennym nie posiadało zespołu Kancelaria Gubernatora
        Cywilnego, na który powołuje się w przypisach M. Krajewski podając
        sygnatury: 701 (s. 35), 9179 (s. 36), XIII (s. 160), XIV (s. 159),
        XXII (s. 160). Przypuszczać należy, że pomylił gubernatora z
        gubernatorem cywilnym, bo sygn. 701, 7179 wymieniał także w zespole
        Kancelaria Gubernatora Płockiego, ale skąd sygn. XIII, XIV, XXII? Na
        s. 19 w przypisie nr 8 Krajewski notuje: „Archiwum Państwowe w
        Płocku (cyt. dalej – AP – Płock), akta wizytacji, sygn. AW 419, k.
        93−93v”. Tę sygnaturę odnajdujemy, ale w Archiwum Diecezjalnym w
        Płocku. Zespół Komisja Wojewódzka i Rząd Gubernialny Płocki
        wymieniony w wykazie źródeł i opracowań, sygn. 15, w tekście jest
        określany pod sygn. 15 (965), 46. Niestety, nie wiadomo, „co oznacza
        liczba 965 podana w nawiasach przy sygnaturze 15” – patrz załączone
        pismo Archiwum Państwowego w Płocku z 3.12.2007.

        Ta nasza analiza jest w zasadzie bezprzedmiotowa, jeśli zwrócimy
        uwagę na dwa zdania w piśmie Archiwum Państwowego w Płocku z
        3.12.2007 r.: „Wskazane przez Pana jednostki archiwalne z
        poszczególnych zespołów zostały sprawdzone pod kątem użytkowników.
        Niestety na żadnej z metryczek nie widnieje nazwisko p.
        Krajewskiego.” Niezależnie więc od tego, czy akta istnieją, czy nie,
        czy mają taką, czy inną sygnaturę, Krajewski z nich nie korzystał.

        M. Krajewski, jak podaliśmy na wstępie, w wykazie źródeł i opracowań
        na końcu książki podaje jakoby wykorzystał zasoby Archiwum
        Diecezjalnego w Płocku. Niestety, w przypisach nie wszystkie z nich
        znajdziemy. Nie powołuje się na Akta dotyczące supresji klasztorów,
        sygn. 32, mimo że takowe istnieją. Powołuje się na Archiwum
        Konsystorza Płockiego (prawidłowa nazwa zespołu „Akta Konsystorza
        Płockiego”), vol. 3, k. 64, 96 i 166 w przypisach nr 90 i 93 na s.
        157 i 158. Nie używa podanej w wykazie sygnatury nr 40, która jest
        błędna – patrz odpowiedź dyrektora Archiwum Diecezjalnego w Płocku z
        12 XII 2007 r. Odpowiedź ks. Dariusza Majewskiego potwierdza także
        naszą diagnozę, że Akta Wizytacji Biskupich, sygn. 419 dotyczą
        dekanatu Rypińskiego w r. 1817, a nie okresu powstania styczniowego.
        Natomiast druga sygnatura podana przez Krajewskiego – nr 521 – jest
        w odniesieniu do wizytacji biskupich błędna. Myli się także M.
        Krajewski podając, że Księga zgonów parafii św. Bartłomieja w Płocku
        z roku 1863 posiada sygnaturę 21 – prawidłowa jest sygnatura 3722.

        Zarówno w wykazie, jak i w przypisach, Krajewski często powołuje się
        na konkretne archiwa parafialne: Chrostkowo, Gójsk, Osiek, Rogowo, w
        przypisach także: Sadłowo, Tłuchowo, Skrwilno itd. Natomiast z pisma
        dyrekcji Archiwum Państwowego w Płocku dowiadujemy się, że tam
        znajdowały się w 1994 r. akta metrykalne i stanu cywilnego z gminy
        Gójsk za lata 1808−1890. „Natomiast akta metrykalne z parafii
        Chrostkowo i Rogowo przechowywane są w Archiwum Państwowym w Toruniu
        Oddział we Włocławku, a parafii Osiek w Archiwum Państwowym w
        Toruniu. Ponieważ ww. parafie wchodziły w skład diecezji płockiej
        wytworzone w nich akta metrykalne przechowywane są również w
        Archiwum Diecezjalnym w Płocku” – cytat z pisma Dyrekcji Archiwum
        Płockiego załączonego do niniejszego sprawozdania. Wiado
        • nowojorczyk5 Re: Profesor Krajewski i "Sprawozdanie"....Czesc d 19.10.09, 19:09
          Czesc druga i zakonczenie:

          4) Przy omawianiu wielu zagadnień za podstawę ustaleń służyły pracy
          Krajewskiego także informacje zawarte w rozprawach Przedpełskiego,
          Halicza, Ratajczyka, Myśliborskiego−Wołowskiego i Karbowskiego.
          Zawartość tych prac została przez Krajewskiego poddana licznym
          przeróbkom redakcyjnym; często jednak przejmowana była dosłownie,
          łącznie z przypisami. W licznych przypadkach Krajewski dopuścił się
          zniekształceń w redagowaniu cytatów, uniemożliwiając ich należyte
          zrozumienie, niekiedy aż do zagubienia właściwego sensu. Zdarza się,
          że autor poprzestawał jedynie na zmianie znaków interpunkcyjnych lub
          pojedynczych wyrazów. Oczywiście, trudno jest we wszystkich
          wypadkach dowodnie rozstrzygnąć, czy autor dotarł i wykorzystał
          przywoływane źródła i informacje bezpośrednio, czy za pośrednictwem
          innych autorów. Wydaje się jednak, że bardzo znaczna część
          przywoływanej przez Krajewskiego bazy źródłowej wykorzystana została
          przez niego pośrednio i wtórnie.
          5) Tekst Krajewskiego zawiera także błędy merytoryczne, logiczne,
          pomyłki wynikające z niedostatku rzetelności badawczej bądź
          niedomagań warsztatu historyka.
          Przedstawione przez nas liczne przykłady wykorzystania treści
          monografii Czesława Lissowskiego Powstanie styczniowe w ziemi
          dobrzyńskiej…, której tekst w szerokim zakresie stanowi podstawę
          zawartości rozprawy habilitacyjnej Krajewskiego, wykorzystywanie
          tekstów publikacji innych autorów, wielokrotne powoływanie się na
          źródła zniszczone w czasie II wojny światowej, które przebadał i
          przytoczył w swej pracy Lissowski, jako podstawę źródłową pracy,
          upoważniają do stwierdzenia, że rozprawa Mirosława Krajewskiego nie
          zasługuje na miano opracowania samodzielnego.
          Członkowie Komisji oświadczają, iż tekst niniejszego sprawozdania
          został zredagowany wyłącznie do informacji Rady Wydziału Nauk
          Historycznych, jego władz dziekańskich oraz władz rektorskich UMK w
          Toruniu.
          Członkowie Komisji:
          prof. dr hab. Szczepan Wierzchosławski – przewodniczący
          dr hab. Magdalena Niedzielska, prof. UMK
          dr hab. Leszek Kuk, prof. UMK
          (na oryginale właściwe podpisy)
          Toruń 28 XII 2007 r.
          Załączniki:
          1) Odpowiedź z AGAD, ul. Długa 5, Warszawa, autorstwa kierownika
          oddziału V – Marii Sierockiej−Pośpiech, z dnia 6 XII 2007 r.,
          2) Odpowiedź mgr. Leszka Franciszkiewicza – dyrektora Archiwum
          Państwowego w Płocku, ul. Kazimierza Wielkiego 9b, z dnia 3 XII 2007
          r.,
          3) Odpowiedź dyrektora Archiwum Diecezjalnego w Płocku, ks. Dariusza
          Majewskiego z dnia 12 XII 2007 r.
          Tytuł pochodzi od redakcji





          NIE OCZEKUJĘ PRZEPROSIN
          W numerze marcowym „Forum Akademickiego” z 2008 r. ukazał się
          drukiem „List do redakcji” prof. M. Krajewskiego, w którym
          utrzymywał on, że fakty podane przeze mnie w artykule „Profesorska
          habilitacja” („FA” 12/2007) są nieprawdziwe, moja relacja
          nierzetelna i łamiąca prawo. Jego zdaniem, habilitacja była
          wspaniała, a w swoich recenzjach habilitacyjnych zachwycili się
          nią: „śp. prof. J. Skowronek, prof. J. Zdrada (UJ) i prof. S.
          Kalembka (UMK), Rada Wydziału UMK, tzw. superrecenzent i cała CK ds.
          SiTN.”
          Odpowiadając na zarzuty prof. M. Krajewskiego w krótkiej notce „Nie
          spełnia wymagań” („FA” 3/2008) napisałem m.in.: „Sprawą zajęła się z
          urzędu specjalna komisja dziekańska. Jej raport nie został jak
          dotychczas upubliczniony, ale gdy tak się stanie, będę mógł odeprzeć
          Pana niewybredny atak bardziej merytorycznie.” Raport komisji liczy
          37 stron plus 17 stron załączników i dokumentacji uzupełniającej.
          Dlatego, ze względu na objętość, nie można go w całości przytoczyć.
          PT Czytelnicy mogą jednak przeczytać wnioski końcowe i wyrobić sobie
          samodzielny pogląd.
          I co Pan na to, Panie Krajewski? Nie oczekuję przeprosin, ale miło
          by było, gdyby miał Pan na tyle krytycyzmu, by przyznać, że miałem
          rację.
          PS Zapewne Czytelnicy, a na pewno dyrekcja Archiwum Nieuczciwości
          Naukowej, z ciekawością przeczytaliby obecną opinię prof. Sławomira
          Kalembki i prof. Jerzego Zdrady na temat wiekopomnego dzieła M.
          Krajewskiego „Powstanie styczniowe między Skrwą a Drwęcą” (Włocławek
          1994), które na pewno przejdzie do historii (przynajmniej patologii
          w nauce).
          dr med. Marek Wroński

          • mac_byd Re: Profesor Krajewski i "Sprawozdanie"....Czesc 20.10.09, 11:29
            Może jeszcze wytłumaczy nam Pan kto i dlaczego puścił taką
            habilitację?
    • marian_traba Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów 20.10.09, 11:10
      Szanowny Autorze,
      Bardzo się cieszę, że ktoś dostrzega niedostatki naszych uczelni. Ja mam doświadczenia nienajlepsze z UMK.
      Taaaak, miernotę wypadałoby tępić, aby w końcu rósł poziom nauczania. Ale jak to robić, gdy miernota się sam nakręca? Np. brak jest jakichkolwiek zewnętrznych ogłoszeń nt. chęci zatrudnienia adiunkta/asystenta w serwisach ogólnodostępnych. Tylko skromna informacja 'w korytarzu'. Sitwa sitwę zatrudnia i miernota się dożywotnio pasie.
      Bardzo dziekuję za artykuł, ciekawe uwagi i kilka rad jak z tym walczyć. Tylko komu z tym walczyć???
      Pozdrawiam,
      Trąba
    • kujawski0 Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów 20.10.09, 12:05
      Siedem grzechów redaktora MC.

      Od pewnego czasu czytam teksty Pana redaktora Macieja Czarneckiego, dochodzę
      do wniosku, że Pan redaktor zajmując się UMK, nie ma zielonego pojęcia o
      funkcjonowaniu uczelni, co więcej teksty przez MC pisane są strasznie nudne,
      moim zdaniem wynika to z faktu, że Pan MC ma jako „działkę” uczelnie w
      regionie, no i aby zarobić na wierszówce musi co jakiś czas napisać jakąś
      „wybitną” analizę.
      Siedem grzechów Redaktora MC.

      Po pierwsze: wojny i wojenki dotyczą chyba nie tylko środowiska polityków i
      uczelni, a także samorządu, firm prywatnych, państwowych, Kościoła, a także
      środowiska dziennikarskiego – pierwszy grzech można przypisać całemu
      społeczeństwu.

      Po drugie: to, że nie ma dziennikarzy z wykształcenia to problem Gazety, no i
      mamy redaktorów jak Pan MC, nic dodać nic ująć.
      Patrząc jeszcze inaczej z tekstu można wywnioskować, że uczelnia kształci
      wszechstronnie zdolnych polonistów, etnologów itp..., że odnajdują się również
      w innych zawodach niż wyuczony.
      Dalej Pan pisze, że Uniwersytet „robi za mało, by zmienić preferencje
      maturzystów, przyciągnąć do Torunia zdolnych ścisłowców z całej Polski. Może
      warto zwolnić ich z opłat przy naborze? Na pewno trzeba rozszerzyć ofertę -
      dlaczego wciąż nie dorobiliśmy się wydziału technicznego?”
      To już zakrawa na jakiś absurd - uniwersytet ma zmieniać program nauczania w
      szkołach, docierać do rodziców uczniów, którzy wybierają humanistykę, na pewno
      zwolnienie z opłaty 70 zł pomoże – gratuluję pomysłu!
      Z całego kraju również gratuluję, w kraju mamy 16 uniwersytetów, zapewne uda
      nam się ściągnąć całe Woj. Mazowieckie i część Opolskiego.
      Dlaczego nie dorobiliśmy się wydziału technicznego – Pan redaktor zapomina o
      kondycji finansowej uczelni o której przecież Pan pisał – amnezja!!!
      Poza tym żaden uniwersytet nie dorówna politechnice i nawet nie ma co o tym
      marzyć dotyczy to nawet największych uniwersytetów w kraju.

      Po trzecie: Nauka - to brzmi dumnie. Zbyt dumnie, by zniżać się do kwestii
      praktycznych. Tymczasem na zachodzie naukowcy bacznie wsłuchują się w głos
      biznesmenów i konsumentów. Skutek: nowe technologie, leki, tworzywa.
      Panie redaktorze jesteśmy województwem rolniczym, niech Pan poszuka dużych
      firm, zobaczy jaki mamy rynek - jaki rynek taka współpraca, przecież przez
      cały PRL – Kujawy i Pomorze były regionami rolniczymi, przecież nowoczesna to
      może wymyślono na Uniwersytecie Przyrodniczo-Technicznym ale kosiarkę, lub
      młockarnie w roku 1970!!!!

      Po czwarte – faktem jest że plagiaty to katastrofa ale nie tylko systemu
      nauczania ale i moralny!!! O plagiacie ktoś słusznie pisał, więc szkoda czasu
      aby program działał muszą być książki artykuły wprowadzone do sieci – niech
      PanMC – zobaczy jak wygląda dygitalizacja zasobów polskich bibliotek.

      Po piąte: Może i promować trzeba więcej -problem w tym, że to wszystkie
      strony muszą chcieć. Jeśli ktoś w grzechu o nowych technologiach itp... niech
      pamięta że istnieje na przytaczanym zachodzie słowo komercjalizacja wiedzy,

      Po szóste: Godziny i grupy to nie chciwość – to szara rzeczywistość polskiego
      systemu szkolnictwa wyższego – każdy chciałby pracować komfortowo –ale nie ma
      pieniędzy na nadgodziny itp.. mniejsze grupy to znaczy większa ich ilość –
      chyba proste.........

      Po siódme: 7 grzech prosiłbym napisać do minister Kudryckiej.




      • becja10 Re: Uczelnie w regionie: ich siedem grzechów 20.10.09, 13:46
        ZAŁOSNE ZE UNIWERSTECKIE MIASTO MA TAKI POZIOM DZIENNIKARSTWA, RED.
        MC ISTOTNIE O FUNKCJONOWANIU UCZELNI NIE WIE NIC ALBO PRAWIE NIC
        JAKIEŚ DOMYSŁY B. WĄTPLIWE ANALIZY NIEPOPARTE FAKTAMI. I JESZCZE
        JEDNO PRZECZYTAŁAM GŁOSY NA TYM FORUM, PANIE RED. JEŚLI PATOLOGIA
        DOSZŁA PROKURATURY A NIE DOMYSŁUJ TO MA PAN OBOWIĄZEK ZAJĘCIA SIĘ
        TYM NATYCHMIAST BO INACZEJ Z RZETELNOŚCI DZIENNIKARSKIEJ OCENA
        BĘDZIE MARNA. PODEJMUJE PAN WYŚWIECHATANE TEMATYN O KTÓRYM JUŻ NAWET
        GAZETKI GMINNE NIE PISZĄ A PAN WCIĄŻ SIĘ ICH TRZYMA. TO NIE BUDUJE
        ALE TEŻ I NIE RUJNUJE I TYM GORZEJ DLA GW

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka