Dodaj do ulubionych

ACH CI WYKŁADOWCY

IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.04, 13:03
ASpotkałem się ostatnio z sytuacją, że praca licencjacka oraz praca
semestralna studenta została wykorzystana do opracowania naukowego jednego z
wykładowców. Oczywiście pan doktor nie napisała, kto zebrał dane i
przetłumaczył publikacje zagraniczne. Często się dzieje, że wykładowcy zadają
tematy prac licencjackich czy prac semestralnych pod siebie. Czyli pod temat,
który mają póżniej opisać w ramach przedmiotu. Czy to nie jest czasem
plagiat?
Obserwuj wątek
    • Gość: WK Re: ACH CI WYKŁADOWCY IP: *.ig.pwr.wroc.pl 26.02.04, 16:22
      Plagiatem jest przytoczenie we własnej pracy innego opracowania autorskiego bez
      cytowania. Samo tłumaczenie nie jest opracowaniem autorskim - cytować należy
      zatem pracę oryginalną (uprzejmie byłoby zaznaczyć fakt korzystania z cudzego
      tłumaczenia). Podobnie zbieranie danych to czynność pomocnicza (wypadałoby
      jednak zaznaczyć fakt korzystania z cudzej pomocy).
      Jeżeli wspomniany wykładowca nie przytoczył bez cytowania WŁASNEGO tekstu
      autora pracy licencjackiej tylko wykorzystał zacytowane w nim prace innych
      autorów (np.w formie tłumaczeń) i podał stosowne cytowania, to - moim zdaniem -
      nie popełnił plagiatu.
      Niestety, krótki przegląd stron internetowych pokazuje, że prawdziwą plagą
      naszych uczelni są plagiaty prac semestralnych, licencjackich i magisterskich
      oraz prace pisane wprost "na zamówienie".
      Cieszy mnie zatem wrażliwość Studenta na plagiat; mam nadzieję, że obejmuje ona
      również plagiaty tak licznie popełniane przez studentów.
      Pozdrowienia
      • Gość: Gonzales Nie do końca. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.04, 16:45
        > Plagiatem jest przytoczenie we własnej pracy innego opracowania autorskiego
        bez
        >
        > cytowania. Samo tłumaczenie nie jest opracowaniem autorskim - cytować należy
        > zatem pracę oryginalną (uprzejmie byłoby zaznaczyć fakt korzystania z cudzego
        > tłumaczenia). Podobnie zbieranie danych to czynność pomocnicza (wypadałoby
        > jednak zaznaczyć fakt korzystania z cudzej pomocy).
        > Jeżeli wspomniany wykładowca nie przytoczył bez cytowania WŁASNEGO tekstu
        > autora pracy licencjackiej tylko wykorzystał zacytowane w nim prace innych
        > autorów (np.w formie tłumaczeń) i podał stosowne cytowania, to - moim
        zdaniem -
        >
        > nie popełnił plagiatu.

        Otóż wykorzystując tłumaczenie - bez podania źrodeł - mógł popełnić plagiat,
        zwłaszcza jeżeli tłumaczenie nie było tłumaczeniem dosłownym, a było polską
        interpretacją zagranicznego tekstu.
        Poza tym, plagiatem może być również zestawienie definicji - oczywiście nie w
        zakresie dosłownie przytoczonego tekstu, ale chociażby wyborów autorów
        definicji, kolejności definicji i komentarzy do nich.

        > Niestety, krótki przegląd stron internetowych pokazuje, że prawdziwą plagą
        > naszych uczelni są plagiaty prac semestralnych, licencjackich i magisterskich
        > oraz prace pisane wprost "na zamówienie".

        Plagą jest tak naprawdę to, że Promotorzy i Recenzenci prac dyplomowych poprzez
        brak nadzoru dopuszczają do takich sytuacji.

        > Cieszy mnie zatem wrażliwość Studenta na plagiat; mam nadzieję, że obejmuje
        ona
        >
        > również plagiaty tak licznie popełniane przez studentów.

        Mnie również cieszy taka troskliwość, ale dopóki wykładowcy nie będą "świecić
        przykładem", to na rzetelność studentów raczej nie ma co liczyć.
        • Gość: WK Re: Nie do końca. IP: *.ig.pwr.wroc.pl 26.02.04, 18:10
          > Plagą jest tak naprawdę to, że Promotorzy i Recenzenci prac dyplomowych
          poprzez brak nadzoru dopuszczają do takich sytuacji.

          Dopuszczają, czyli nie dość skutecznie wykrywają oszustwa "autorów"
          kradzionych (lub kupionych) prac. Przestępstwo plagiatu popełnia jednak
          student, nieprawdaż?
          A może winą za "ściąganie" na egzaminach też obciążać głównie egzaminatora? Bo
          nie potrafił "złapać za rękę"? Wykładowca jest (powinien być) specjalistą w
          swojej dziedzinie i zazwyczaj brak mu kwalifikacji detektywa.

          > Mnie również cieszy taka troskliwość, ale dopóki wykładowcy nie będą "świecić
          > przykładem", to na rzetelność studentów raczej nie ma co liczyć.

          Oczywiście, że wykładowcy powinni "świecić przykładem".
          Niestety, właśnie rzetelni wykładowcy są skuteczniej oszukiwani niż ci mniej
          rzetelni. Wykładowca, który w przeszłości sam był bardzo dobrym studentem po
          prostu nie zna różnych "sztuczek" nieuczciwych studentów, bo z nich nigdy nie
          korzystał.

          Dopóki komisje dyscyplinarne na uczelniach będą nadal tak pobłażliwe wobec
          wszelkich przypadków oszustwa, dopóty "na rzetelność studentów raczej nie ma co
          liczyć". [cyt.Gonzales]

          Pozdrowienia
          • Gość: Gonzales Nadal będę polemizował. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.04, 20:10
            Gość portalu: WK napisał(a):

            > Dopuszczają, czyli nie dość skutecznie wykrywają oszustwa "autorów"
            > kradzionych (lub kupionych) prac. Przestępstwo plagiatu popełnia jednak
            > student, nieprawdaż?

            Z tym, że poprzez niedopełnienie obowiązków Promotorzy i Recenzenci mogliby
            spokojnie odpowiadać za pomocnictwo. Gdyby promotorzy poważnie podchodzili do
            swoich obowiązków, to mieliby 10 a nie 50 seminarzystów.
            Poza tym, często jest to wtórny plagiat. Zwracam uwagę, że w
            przypadku "podręczników" z takich dziedzin jak zarządzanie czy marketing mamy
            do czynienia - bardzo często - z kompilacjami prac innych autorów. I student
            pisząc pracę bardzo szybko nabiera odpowiedniego podejścia do swojej własnej
            pracy dyplomowej.

            > A może winą za "ściąganie" na egzaminach też obciążać głównie egzaminatora?
            Bo
            > nie potrafił "złapać za rękę"? Wykładowca jest (powinien być) specjalistą w
            > swojej dziedzinie i zazwyczaj brak mu kwalifikacji detektywa.

            To prawda ale, po pierwsze, bardzo często różnie z tą fachowością bywa [vide:
            prywatne uczelnie], po drugie - bardzo często aby wyłapać plagiat wystarczy po
            prostu przeczytać pracę.

            >Wykładowca, który w przeszłości sam był bardzo dobrym studentem po
            > prostu nie zna różnych "sztuczek" nieuczciwych studentów, bo z nich nigdy nie
            > korzystał.

            Niekoniecznie. Wystarczy odrobina dobrych chęci. Poza tym jaka tu wiedza jest
            potrzebna? Trzeba mieć pojęcie o dziedzinie, której dotyczy praca i solidnie
            przepytać każdego studenta.

            > Dopóki komisje dyscyplinarne na uczelniach będą nadal tak pobłażliwe wobec
            > wszelkich przypadków oszustwa, dopóty "na rzetelność studentów raczej nie ma
            co
            >
            > liczyć". [cyt.Gonzales]
            >

            Tego nie kwestionuję - zwracam jednak uwagę, że porządki należy zacząć od
            siebie. Jaką wagę będzie miało orzeczenie komisji, gdy student wykaże, że na
            tej samej uczelni wykładają [i jeszcze pewnie cieszą się estymą] "naukowcy",
            którzy własnoręcznie napisali wypracowania w liceum, bo potem tylko kupowali,
            tudzież kompilowali??

            I na koniec pytanie, retoryczne. Dlaczego w Polsce od dwóch-trzech lat mamy
            program do wykrywania plagiatów, a wprowadziły go ze dwie-trzy uczelnie na
            blisko 300?
            • Gość: wojtek Re: Nadal będę polemizował. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 26.02.04, 22:35
              > I na koniec pytanie, retoryczne. Dlaczego w Polsce od dwóch-trzech lat mamy
              > program do wykrywania plagiatów, a wprowadziły go ze dwie-trzy uczelnie na
              > blisko 300?

              Dlatego, ze uczelni nie stac na zbieranie prac magisterskich i licencjackich w
              formie cyfrowej i prztwarzanie ich pod katem plagiatu. Ba, uczelni nie stac na
              wiele innych rzeczy - jest cala masa programow ktore istnieja na rynku od dawna
              a my nie mamy na nie licencji.

              A wracajac do pierwszej wiadomosci w tym watku: to jak to bylo z tym rzekomym
              plagiatem - wykladowca korzystal z tlumaczenia studenta czy z oryginalu? Bo tu
              juz sie zrobila dyskusja na temat uczciwosci rzeczonego wykladowcy, a wcale nie
              wiadomo czy byl plagiat czy nie. Ja osobiscie jestem troszke sceptyczny - sam
              nie tak dawno temu mialem do czynienia z sytuacja gdzie studentka nie
              rozumiala, ze to co moj kolega kazal jej policzyc, jest mu od dawna dobrze
              znane i chciala sobie przypisac prawo do odkrycia czegos co jest znane od 200
              lat i robila awanture o to, ze on podal te rachunki w swoim skrypcie dla
              studentow. Ostroznie z oskarzeniami.
              • Gość: Gonzales LOL. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.02.04, 07:24
                Gość portalu: wojtek napisał(a):

                > Dlatego, ze uczelni nie stac na zbieranie prac magisterskich i licencjackich
                w
                > formie cyfrowej i prztwarzanie ich pod katem plagiatu. Ba, uczelni nie stac
                na
                > wiele innych rzeczy - jest cala masa programow ktore istnieja na rynku od
                dawna
                >
                > a my nie mamy na nie licencji.

                Sorry, ale to jest tłumaczenie nieco zabawane. To znaczy, że pracujecie na
                piratach?? Zarchiwizowanie prac na nośnikach cyfrowych to jest kwestia
                wydelegowania do tej 2-3 osób na tydzień pracy w ciągu roku. A archiwizacja
                prac z danego roku to kwestia nagrywarki DVD za 600-1000 PLN i jednej płyty za
                15-20 PLN.
                Natomiast kwestia zakupu programu weryfikującego - to kwestia odpowiedzialności
                uczelni za produkt.
                IMHO motywy są zupełnie inne - po prostu, programem należałoby zweryfikować
                również, a może przede wszystkim, prace naukowe kadry. I to jest tak naprawdę
                najskuteczniejszym hamulcem.
                • Gość: wojtek Re: LOL. IP: *.fsmw.math.uni.wroc.pl / *.fsmw.math.uni.wroc.pl 27.02.04, 12:07
                  > Sorry, ale to jest tłumaczenie nieco zabawane. To znaczy, że pracujecie na
                  > piratach?? Zarchiwizowanie prac na nośnikach cyfrowych to jest kwestia
                  > wydelegowania do tej 2-3 osób na tydzień pracy w ciągu roku. A archiwizacja
                  > prac z danego roku to kwestia nagrywarki DVD za 600-1000 PLN i jednej płyty
                  za
                  > 15-20 PLN.
                  > Natomiast kwestia zakupu programu weryfikującego - to kwestia
                  odpowiedzialności
                  >

                  Niestety, ale to wcale nie jest zabawne - to jest po prostu smutne, bo
                  oczywiscie ze nie uczymy na nielegalnym oprogramowaniu - uczymy na starych
                  darmowych programach, albo takich ktorych licencje udalo sie kiedy zakupic po
                  nizszej cenie, bo jest juz 5 nowszych wersji. Albo uczymy na sucho, tak jak 20
                  lat temu sie uczylo. Nie bardzo rozumiem co Pana w tym tak rozbawilo?

                  Rowniez Pana wyliczenia kosztow sa bardzo mocno niedoszacowane, a czasowo ...
                  na Uniwersytecie Wroclawskim co roku prace licencjackie i magisterskie liczy
                  suie w tysiacach. Czy jest Pan w stanie mi powiedziec ile czasu zabiera
                  sprawdzenie jednej pracy przez taki program o ktorym Pan pisze?

                  > IMHO motywy są zupełnie inne - po prostu, programem należałoby zweryfikować
                  > również, a może przede wszystkim, prace naukowe kadry. I to jest tak naprawdę
                  > najskuteczniejszym hamulcem

                  Tu akurat sie Pan myli: pracownicy naukowi na biezaco kontroluja to co dzieje
                  sie w ich dziedzinie i sami walcza z plagiatami bo maja w tym wymierny interes.
                  Byc moze gdyby recenzent pracy magisterskiej dostawal pieniadze za swoja prace
                  i byl jakos z tego rozliczany to tez by moze cos drgnelo?
                  • Gość: Gonzales Re: LOL. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.02.04, 12:48
                    > Niestety, ale to wcale nie jest zabawne - to jest po prostu smutne, bo
                    > oczywiscie ze nie uczymy na nielegalnym oprogramowaniu - uczymy na starych
                    > darmowych programach, albo takich ktorych licencje udalo sie kiedy zakupic po
                    > nizszej cenie, bo jest juz 5 nowszych wersji. Albo uczymy na sucho, tak jak
                    20
                    > lat temu sie uczylo. Nie bardzo rozumiem co Pana w tym tak rozbawilo?
                    >

                    Niestety - z punktu widzenia przeciętnego czytelnika, jest to dosyć zabawna
                    sytuacja.

                    > Rowniez Pana wyliczenia kosztow sa bardzo mocno niedoszacowane, a czasowo ...
                    > na Uniwersytecie Wroclawskim co roku prace licencjackie i magisterskie liczy
                    > suie w tysiacach. Czy jest Pan w stanie mi powiedziec ile czasu zabiera
                    > sprawdzenie jednej pracy przez taki program o ktorym Pan pisze?> Rowniez Pana
                    wyliczenia kosztow sa bardzo mocno niedoszacowane, a czasowo ...
                    > na Uniwersytecie Wroclawskim co roku prace licencjackie i magisterskie liczy
                    > suie w tysiacach. Czy jest Pan w stanie mi powiedziec ile czasu zabiera
                    > sprawdzenie jednej pracy przez taki program o ktorym Pan pisze?

                    Program weryfikuje przeważnie w ciągu 20 minut pracę liczącą około 120.000
                    znaków. Czyli w przeliczeniu - około 80 stron, pisanych czcionką TNR 12,
                    tudzież 13. Owszem, jest to czasochłonne, ale nikt nie każe tego zrobić w ciągu
                    2 dni. Poza tym, taką pracę może wykonywać albo sam Promotor na bieżąco, albo
                    też można robić to w ramach danej katedry. Naprawdę - to jest przede wszytskim
                    kwestia dobrych chęci.

                    Natomiast koszty archiwizacji - są one uproszczone, to fakt, ale nie uważam,
                    aby były one niedoszacowane w znacznym stopniu.

                    Tu akurat sie Pan myli: pracownicy naukowi na biezaco kontroluja to co dzieje
                    > sie w ich dziedzinie i sami walcza z plagiatami bo maja w tym wymierny
                    interes.
                    >
                    > Byc moze gdyby recenzent pracy magisterskiej dostawal pieniadze za swoja
                    prace
                    > i byl jakos z tego rozliczany to tez by moze cos drgnelo?

                    To zależy od typu uczelni. W przypadku nauk ścisłych - podzielam Pańską opinię.
                    W przypadku nauk humanistycznych i społecznych - w tym szeroko pojętej
                    ekonomii - pozostaję przy swoim zdaniu.
                    • Gość: wojtek Re: LOL. IP: *.fsmw.math.uni.wroc.pl / *.fsmw.math.uni.wroc.pl 27.02.04, 17:13
                      Prosze mi wierzyc, ze nawet (a byc moze przede wszystkim) z punktu widzenia
                      przecietnego czlowieka to jest sytuacja tragiczna.
                      No ale nie o samych pieniadzach tu rozmawiamy.

                      Widze juz chyba problem z tym programem - on czyta tylko teksty i to tylko w
                      pewnych formatach, a wiec moze sie pojawic problem przetwarzania prac na jeden
                      format. A przeciez oprocz mnostwa roznych edytorow sa jeszcze tabele i wzory i
                      obrazy. Poza tym, prosze spojrzec - UWr ma okolo 40.000 studentow: co prawda
                      wiecej na pierwszym roku niz na piatym, ale niedlugo prawie kazdy student
                      bedzie pisal i prace licencjacka i prace magisterska. Powiedzmy wiec sobie, ze
                      8.000 prac na rok to jest jakies przyblizenie. Razy 20 minut daje to (na jednej
                      maszynie) 160.000 minut czyli w przyblizeniu 2.700 godzin, albo okolo 330
                      dni roboczych!!! Prosze zwrocic uwage ze to tylko praca komputera, ktora musi
                      zweryfikowac czlowiek, a poza tym dochodzi przetwarzanie i archiwizacja.
                      A Pan wspomial o dwoch osobach oddelegowanych na tydzien...
                      Prosze wiec sobie teraz zobaczyc jakie to sa koszty. A jak to siec obciazy -
                      moj instytut korzyta z wlasnych serwerow, ale co z instytutami ktore korzystaja
                      z serwera administracji? Dalsze koszty.
                      Zas obciazanie kadry tego typu robota - ja jestem przeciw.
                      Szczegolnie za te pieniadze.

                      > W przypadku nauk humanistycznych i społecznych - w tym szeroko pojętej
                      > ekonomii - pozostaję przy swoim zdaniu.

                      A!! to my mowimy o prawie i ekonomii - a ja myslalem ze rozmawiamy o nauce :))))
                      • Gość: Gonzales Re: LOL. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 27.02.04, 17:58
                        Widze juz chyba problem z tym programem - on czyta tylko teksty i to tylko w
                        > pewnych formatach, a wiec moze sie pojawic problem przetwarzania prac na
                        jeden
                        > format. A przeciez oprocz mnostwa roznych edytorow sa jeszcze tabele i wzory
                        i
                        > obrazy. Poza tym, prosze spojrzec - UWr ma okolo 40.000 studentow: co prawda
                        > wiecej na pierwszym roku niz na piatym, ale niedlugo prawie kazdy student
                        > bedzie pisal i prace licencjacka i prace magisterska. Powiedzmy wiec sobie,
                        ze
                        > 8.000 prac na rok to jest jakies przyblizenie. Razy 20 minut daje to (na
                        jednej
                        >
                        > maszynie) 160.000 minut czyli w przyblizeniu 2.700 godzin, albo okolo 330
                        > dni roboczych!!! Prosze zwrocic uwage ze to tylko praca komputera, ktora musi
                        > zweryfikowac czlowiek,

                        No, nie do końca. Działanie jest następujące: tekst wkleja się do formularza na
                        stronie internetowej, gdzie serwer analizuje treści. Można wkleić tekst do
                        kilku-kilkunastu formularzy, a potem w jednym momencie odebrać wszystkie
                        wyniki. I zająć się tymi pracami, gdzie współczynnik podobieństw przekroczy
                        odpowiedni poziom.
                        Fakt, że z punktu widzenia takiego UWr to spore przedsięwzięcie organizacyjne,
                        dlatego dobrym rozwiązaniem jest bieżące analizowanie prac przez Promotorów.
                        Ale do tego potrzeba przede wszystkim chęci i czasu, a tego brakuje.

                        Natomiast czy naprawdę potrzeba wielu osób, aby archiwizować prace do
                        przyszłych analiz? Uważam, że nie i aby wprowadzić takie rozwiązanie, potrzeba
                        niewielkich zmian organizacyjnych i ogromnych mentalnościowych.

                        > Prosze wiec sobie teraz zobaczyc jakie to sa koszty. A jak to siec obciazy -
                        > moj instytut korzyta z wlasnych serwerow, ale co z instytutami ktore
                        korzystaja
                        >
                        > z serwera administracji? Dalsze koszty.
                        > Zas obciazanie kadry tego typu robota - ja jestem przeciw.
                        > Szczegolnie za te pieniadze.

                        Finanse to jedna strona medalu. Druga strona - produkowanie ludzi, którzy w
                        życiu nie powinni dostać matury, a co dopiero dyplomu wyższej uczelni. Tu
                        koszty finansowe, tu koszty społeczne.

                        > A!! to my mowimy o prawie i ekonomii - a ja myslalem ze rozmawiamy o
                        nauce :)))
                        > )

                        Dobre :). Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka