Dodaj do ulubionych

McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych prac...

05.07.10, 10:05
Kolejne siedlisko korpo-zombich. Ja tam się cieszę, że miasto w
którym mieszkam zdobyło nową inwestycję, ale pracownikom
współczuję :)
Obserwuj wątek
    • atmt McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych prac... 05.07.10, 10:22
      Wszyscy by chcieli doradzać, rekomendować, analizować, a tak naprawdę brakuje
      w Polsce firm produkcyjnych. Taki moloch zatrudni setkę doradców, którym po
      kilku latach pracy brak będzie praktycznej wiedzy rzeczywiście prowadzącej do
      zarabiania pieniędzy w sensie całego kraju. Kolejna firma-pasożyt jak
      wszystkie doradztwa personalne i inne tego typu działania.
      • Gość: rookie Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: 46.113.26.* 05.07.10, 10:38
        dokładnie tak jak piszecie, zatrudniają głupich studenciaków którym się wydaje,
        że złapali nie wiadomo jaką okazje, wydrylują was do końca i po 5ciu latach nie
        będziecie sie nadawać do niczego, jedyne co to zasuwanie od pon do soboty a w
        niedziele zjescie schabowego i tyle, zapamiętajcie moje słowa !!! nie kończycie
        studiów żeby pracować DLA KOGOŚ !!!! Student z otwartym umysłem powinien już na
        studiach zaczynać coś swojego i tyle !! nie wspominając o tym, że mam nadzieje
        że tego typu firmy pasożyty za kilka lat umrą, ludzie będą bardziej rozgarnięci
        i samodzielni....po cholere komuś pośrednicy doradcy itd !!! ludzie ogranijcie
        sie !!!!
        • Gość: srb.srooba Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.07.10, 10:48
          Zgadza się. Mnie zajęło kilka lat żeby do tego dojść. Co prawda
          lepiej późno niż wcale, ale teraz mocno żałuję straconego czasu.
          • Gość: dsw Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: *.emea.ibm.com 05.07.10, 11:32
            A nie pomysleliscie o tym , ze mozna w takiej firmie popracowac
            kilka lat, czegos sie nauczyc, a nastepnie z bagazem nabytych
            doswiadczen stworzyc cos swojego? Bzdura jest, ze w korporacjach
            pracuje sie 6 dni w tygodniu po 12 godzin dziennie. Ja pracuje 40
            godzin w tygodniu a jezeli robie czasami nadgodziny to pozniej moge
            je odebrac.
            • Gość: srb.srooba Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.07.10, 13:38
              www.mckinsey.com/locations/warsaw/ourwork/?id=consultant tak
              wygląda idealny pracownik korporacji. Jak dla mnie to jest
              przerażające, choć wiem, że wielu osobom wyda się to pociągające.

              Wybacz, ale wiem co mówię. Pracowałem w jednej z największych
              światowych korporacji. Wytrzymałem 2 miesiące. Fakt, są ludzie
              którzy potrafią krytycznie podejść do struktury, polityki i wymagań
              korporacji lecz jest to mały procent. Większość pracowników jest
              ślepo zapatrzona w strukturę, swoich bezpośrednich szefów i nawet
              nie stac ich na refleksję nad tym co robią. I jeszcze to poczucie,
              że złapali pana Boga za nogi, bo mają socjal i korporację która o
              nich dba. Sorry, ale wiekszość z nich jest w błędzie. Korporacja to
              maszyna która ma na celu maksymalizację zysków i pod przykrywką
              dbania o pracownika wyciska z niego wszystko. Znam ludzi którzy
              wpadli w taką pułapkę - po początkowej euforii przychodzi wypalenie,
              zniechęcenie i brak sprecyzowanych planów na przyszłość. To ci
              którzy najbardziej wkręcili się w korporacyjne życie (na szczęście
              to też mały procent, większość nie wkręca się aż tak bardzo).
              Oczywiście, nie chce tu nikogo straszyć, większość ludzi potrafi tak
              przeżyć życie i być zadowolonym z pracy jako wół w złotym kieracie.
              Ja nie byłem.

              Mówisz, że 'parę lat', 'bagaż doświadczeń' itp blablabla. Tylko co
              później? Kolejne korpo? Mam dla Ciebie smutną wiadomość: człowiekowi
              przywykłemu do pracy w dużej, międzynarodowej korporacji bardzo
              ciężko potem to zmienić, małe firmy pracują na totalnie innych
              zasadach i czego innego oczekują od pracowników.
              • wielki_czarownik Rany... 05.07.10, 21:33
                Od 7:30 do 22 praca albo myślenie o pracy. Przecież to trzeba mieć nierówno pod sufitem. Gdybym się budził rano i myślał o pracy, to bym się nadawał do leczenia. Aż do 7:59 praca dla mnie nie istnieje.
                • Gość: As Re: Rany... IP: 78.10.91.* 02.07.13, 07:43
                  Masz rację, aczkolwiek to nie kwestia godzin dokładnie co raczej przyzwyczajeniom do rozkładu dnia. Bo niektórzy (moja ukochana) są takimi rannymi ptaszkami, co od 6 już działają, ale za to o 14 wolne i zero klimatów związanych z pracą.
              • Gość: swd Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: 213.31.219.* 06.07.10, 08:55
                Faktycznie, konsultanci mają dużo pracy... ale czy we Wrocławiu nie zatrudniają
                analityków? Przecież to jest centrum wiedzy, a nie siedlisko konsultantów.
              • Gość: As Najlepsze jest: "Wracam z lekcji Jogi":):) IP: 78.10.91.* 02.07.13, 07:41
                Dzieki kolego,za ten link, jest uroczy i w zasadzie podsumowuje sam w sobie dyskusje o temacie.
                Jeden plus-przynajmniej firma nie ukrywa,że pracuje się u niej praktycznie po kilkanaście godzin dziennie.
                Pracowałem w jednej z trzech największych w Polsce korporacji medialnych. Oczywiście na poczatku mega euforia, załapałem pracę pół roku przed skończeniem studiów (staż darmowy, a potem praca jeszcze przed magisterką,wiec na studiach już wszyscy patrzyli z zazdrością). Rodzina podniecona, znajomi na kazdej imprezie wspominali o mojej pracy ( w końcu nie każdy spotyka sie na co dzień z ministrami, czołowymi politykami, naukowcami i jada obiad z gwiazdami plotka). Było naprawde ekstra...przez rok.
                Po roku już to przestało podniecać, ale nie to było najgorsze. Najgorszy był stres i system pracy. Praca niby według norm godzinowych,ale w praktyce 7 dni w tygodniu. Także dyżury nocne pod telefonem, gdzie niby śpisz, ale co to za sen, gdy wiesz,że za chwile zadzwonią bo trzeba coś dla firmy zrobić?Do tego ciągłe telefony z centrali od osób, które im wyżej w hierarchii tym głupsze (stwierdzenia typu "Przecież dojedziesz na spotkanie z ministrem z Wrocławia do Kłodzka w pół godziny?Nie?Przecież na mapie to taki mały kawałeczek?"autentyk, a podobne były co chwila...).
                Oczywiscie do tego typowe klimaty korporacyjne, czyli każdy z każdym itp. Po pracy na piwko, albo 8 piwek, albo drinki itp. Rano pobudka u koleżanki w domu, ktoś powie-ekstra!Może, na studiach czy na początku, czy tez dla wiecznego chłopca. Jeśli ktoś myśli o normalnym życiu z rodziną to zapomnij od razu-nie ma takiej opcji. W pracy nie było ani jednej (na prawdę!)osoby w wieku powyżej 35 lat, która nie miałaby za sobą rozwodu, zniszczonego życia, często zawału itp.
                Wytrzymałem ponad dwa lata i odszedlem sam, chociaż rodzina pukała sie w głowę, znajomi otwierali oczy ze zdumienia i tak sobie teraz myślę,że nie mówili tego głośno,ale pewnie wszyscy myśleli i do dzisiaj myślą,że mnie zwolnili bo kto by sam odszedł z takiej pracy?
                Nie załuje.
                Natomiast co do pracy jako taki konsultant. Brat pracuje w firmie, która powiedzmy oferuje mu podobne klimaty, jak opisany w linku. Jeszcze nigdy nie zdazyło mi się, żebym mógł z nim przebyć dłuzej niż godzinę (nawet w święta czy niedziele) a on nie musiałby pisac jakiś mali czy odbierac telefonów. JEst to praca dla specyficznych ludzi. Oczywiście,dla osoby co wyjechała z małej miejscowości na studia do Wrocławia a teraz ma szanse jeść sobie "lunch" w Dubaju i ćwiczyć jogę w Katarze ( czy na odwrót) to na pewno brzmi jak bajka. Jednak szybko okazuje się,że właśnie bajką jest. Założe się z,że po roku maksymalnie dwóch kazdy będzie rzygał tymi lunchami, a podniecenie zniknie gdy szybko zdamy sobie sprawę,że te wszystkie piękne kraje znamy tak naprawde tylko z poziomu lotnisko-hotel-knajpa(najczęściej w hotelu, bo nie ma już czasu iśc na miasto). Życie na walizkach, przelotne związki itp. Dla psychiki rzeźnia, ale wielu musi to odczuć na własnej skórze żeby zrozumieć. Dobra rada ( z której, jak z więszości dobrych rad prawie nikt nie skorzysta) to od początku maksymalnie odkładać zarabiane pieniądze, bo po kilku latach, jak korporacja was wypluje zostaniecie z niczym, nie licząc wspomnień.
    • Gość: Swiadek Sprzataczke, sekretarke i marketingowca IP: *.udg.edu 05.07.10, 10:42
      Sprzataczke, sekretarke i marketingowca ...i trzech dyrektorow generalnych
      • zazu2 Re: Sprzataczke, sekretarke i marketingowca 05.07.10, 10:51
        Teraz jeszcze pol-inteligentni kadrowi ktorzy sie upewnia ze reszta
        zatrudnionych nie bedzie sie zbytnio wybijac :)
    • three-gun-max Firma sławna bo jest sławna 05.07.10, 11:02
      Doradztwo, przekładanie papierków, analizy - czyli tak naprawde ta firma nic konkretnego nie robi.
      • Gość: Macho Re: Firma sławna bo jest sławna IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.07.10, 11:17
        Świadczy usługi. Jak sie koniczy gospodarka oparta na uslugach widac za oceanem.
        Nie sa w stanie zarobic na to co musza importowac.
    • rabart A zarabiają więcej od śmieciarzy 05.07.10, 11:28
      W UK ?
      • na100procent troche mniej niz smieciarz 05.07.10, 11:38
        troche mniej niz smieciarz, ale tez smierdzi w tej pralni pieniedzy
    • Gość: Squbel Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: 203.160.119.* 05.07.10, 11:40
      Gratulacje.
      Dla firmy McKinsey i dla Kasi.
      Pani Smietana jest jedna z najinteligentniejszych osob jakie poznalem.

      Pozdrawiam,
      Tadek
      • Gość: Olo Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: 78.10.91.* 03.07.13, 11:31
        I ma fajce cycki.
    • redakcja_v czy MCkwak dostał pomoc publiczną? 05.07.10, 11:47
      czy MCkwak dostał pomoc publiczną?
      Ile z moich podatków poszło na dotacje dla tej korporacji?
      • Gość: gosc dobre pytanie ;-) IP: *.91.25.242.static.crowley.pl 05.07.10, 12:27
        Wg mnie te wszystkie oddziały MCkwaka odpierdzielają czarną robotę
        za centralę w USA i to jeszcze za marną kasę. A co do programów
        rozwoju pracujących tam ludzi jakoś nie chce mi się wierzyć , że coś
        one dają…
    • ben-oni McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych prac... 05.07.10, 13:04
      Następna banda pasożytów. Tym razem banda prestiżowa. Firm doradczych i
      analitycznych coraz więcej, a kryzysu i tak nikt nie przewidział i, co
      najważniejsze, nie zapobiegł mu. Co taka firma tworzy?? Nawet jednej bułki nie
      wyprodukuje, nawet kilograma gwoździ czy jednej koszuli. Kolejna firma
      przelewająca szmal z jednego konta na drugie. Zero "wartości dodanej"...
      • Gość: Tampa Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: *.as.kn.pl 05.07.10, 13:22
        Żal patrzeć na wylewany przez Was jad. Jeżeli Wasze pojęcie o gospodarce
        sprowadza się do tego, że dobra firma to firma która coś produkuje, to zapraszam
        do Korei Płn., bo nawet już nie do Chin - oni już zdążyli już dojść do
        właściwych wniosków.

        ben-oni: nie sil się na używanie terminologii ekonomicznej jeśli nic o niej nie
        wiesz. Od niewiedzy znacznie gorsza jest jej nieświadomość.

        Jednocześnie życzę miłej pracy przy produkowaniu gwoździ, bułek i koszul - rynek
        pracy na Was czeka.
        • Gość: srb.srooba Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.07.10, 13:53
          Szczerze Ci powiem, że wolę pracę o mniejszym zasięgu ale taką w
          której jestem za coś faktycznie odpowiedzialny, że robię coś
          własnymi rękami (chociaż bardziej adekwatne było by 'swoim mózgiem')
          a nie jestem tylko trybikiem w maszynie. Szczególnie jeśli mówimy o
          rozwijaniu własnej firmy, chociażby produkującej gwoździe.
          Mam nadzieję, że twoj życiowy optymizm nie rozwieje się po jakimś
          czasie. Że nie spojrzysz w przeszłość i nie dojdziesz do wniosku, że
          właściwie nic nie stworzyłać, że osiągnięte przez Ciebie cele są
          równie realne co dym. Wiem, że moje podejście i filozofia życiowa są
          totalnie niedzisiejsze, ale ja mam ambicje zrobić coś innego niż
          tylko sprostać/przekroczyć oczekiwania zarządu bądź managera.

          Jednak, żeby wszystko było jasne, nie potępiam ani korporacji, ani
          jej pracowników, ani nie jestem antyglobalistą :) Po prostu z mojego
          punktu widzenia taka praca jest całkowicie nie do przyjęcia. Jednak
          wiem, że wielu osobom klapki na oczach nie tylko nie przeszkadzają
          ale wręcz pomagają w życiu. I dobrze, bo gdyby wszyscy byli tacy jak
          ja cywilizacja by upadła, bo poza indywidualistami potrzebne są
          jeszcze osoby którzy potrafią pracować jako grupa i zespół
          (napisałbym jak pszczoły lub mrówki, ale nie chciałbym, żeby ktoś
          zrozumiał to jako obrazę - nie było to moim zamierzeniem)
          • Gość: Gość Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.11, 13:55
            Dokladnie sie z tym zgadzam!
            Nie chodzi moze nawet o to, ze wszyscy koniecznie musimy cos "budowac" wlasnymi rekami, bo nie kazdy z nas bedzie mial mozliwosc otworzyc wlasna firme itd. Ale jak patrze teraz na moich znajmomych ze studiow, ktorzy wrocili do PL i wydawalo im sie, ze duze korporacje to ich jedyna szansa, zal mi ich wszystkich i mnie samej takze. Wszystkim sie wydawalo ze najwieksza oznaka ambicji to studia zagraniczne i praca w duzej korporacji itd. A na dzien dzisiejszy, nie zostalo w nas juz nawet cienia ambicji lub celow. Jestemy tak wypaleni, ze marzymy tylko o zmianie pracy i wyspaniu sie. Ale poniewaz brakuje motywacji a pracy coraz wiecej, ciezko jest teraz realizowac swoje "dawne cele" zwlaszcza majac dzieci, zobowiazania itd. Absolwentom uczelnianym wydaje sie, ze sie czegos naucza w duzej korporacji, ze maja szanse na awanse idt. W rzeczywistosci na awanse w takiej firmie, maja a. osoby "z polecenia", lub b. ludzie z wielkim doswiadczeniem i na prawde dobrym wyksztalceniem (uni. Mickiewicza w Pz i 2 jezyki obce to na prawde minimum!). Kolega po prawie i ekonomii po najlepszej uczelni niemieckiej, znajacy biegle j.niem., angl. i franz., z doswiadczeniem zawodowym w PricewaterhouseCoopers i S&J , ktory nie spal juz chyba od 5 lat, nie dostal awansu, dlatego ze musiala dostac ten awans corka dyrektora sektoru, ktorej nawet znajomosci angielskiego dawaly do zyczenia a do klienta obcojeyzcznego wstydzila sie odedzwac. Takich i podobnych przypadkow jest mnostwo.
            My, ktorzy po wielu latach trudow i studiow za granica, chcacy dostac adekwatne do naszych umiejetnosci place lub stanowiska, mozemy o tym w PL zapomniec. W Polsce nadal panuje myslenie lat 80-tych, niestety takze w duzych miedzynarodowych korporacjach, dlatego, ze zarzadzaja nimi czesto ludzie tego wlasnie rocznika. Uogolniac nie chce, sa oczywiscie gdzies tam (lecz niewiadomo gdzie) tez wyjatki, ale na dzien dzisiejszy, my planujemy po raz 2 wyemigrowac z PL. Nie ma tu miejsca dla fachowcow, a jezeli takie sie znajdzie, to traktuje sie nas jak Chinczykow w halach produkcyjnych H&M. Nie, dziekujemy, chcemy zyc godnie.

            Pozdrowienia dla wszystkich, ktorzy sie spalaja... aby szybko nabrali rozumu.
            • Gość: Gość Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.09.11, 14:23
              PS. A propos, zeby bylo fair: w artykule wspomniana osoba nie pracowala w McKinsey, wiec wszystkim, ktorzy chca tam pracowac, zycze szczescia i powodzenia w dochodzeniu do swoich celow!
        • afiag Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr 05.07.10, 13:54
          Z gwoździ, bułek i koszul jest przynajmniej jakiś pożytek. W przeciwieństwie do
          dobrej rady, jak osiągnąć sukces w dymaniu konkurencji.
        • three-gun-max Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr 05.07.10, 14:10
          Sęk w tym, że w Polsce mnóstwo różnego rodzaju "doradzaczy", którymi są jakieś 20-letnie siuśmiajtki praktykantki a za mało firm, które naprawde coś robią. Firma która produkuje chociażby sedesy jest więcej warta niż korporacja, która sama nic nie robi poza doradzaniem :)
        • ben-oni Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr 05.07.10, 16:38
          Nie muszę się silić, bo w przeciwieństwie do dup po licencjatach z marketingu
          zatrudnianych w takich korporacjach ja jestem magistrem ekonomii. I wcale nie
          zaocznie, wieczorowo czy "prywatnie"...
      • Gość: wsd Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: 213.31.219.* 06.07.10, 08:59
        Na Twoim poglądzie już kiedyś zbudowano pewien system gospodarczy i zastosowano
        go w kraju o nazwie ZSRR. Wszyscy jesteśmy przekonani, że nie sprawdził się on
        tylko przez przypadek ;-P
        • three-gun-max Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr 06.07.10, 09:26
          Tak, pocieszaj się ale to właśnie w ZSRR było najwięcej różnego rodzaju ekspertów i doradzaczy, którzy o danej branży nie mieli żadnego pojęcia. M.in. dzięki temu fabryki miały nieraz ujemną rentowność ;-)
    • allerune Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr 05.07.10, 13:33
      Super, chyba najbardziej prestiżowa firma we Wrocławiu. Z tego co słyszałem to
      też świetnie płacą, może sam dla sportu złożę podanie :)

      Aaaa, no i biuro nad jedynym w mieście Starbaksem :) Żeby poczuć się jak
      prawdziwy amerykański korpo-master będzie można zakupić kawę w papierowym kubku
      za jedyne 20 pln i postawić sobie na biurku :]
    • map4 Re: McKinsey jest potrzebny ! 05.07.10, 14:21
      Ja to widzę tak:
      kończy człowiek jakąś uczelnię, wciąga go korporacja. Pnie się po szczeblach
      kariery orając po nocach a dniami włażąc w odbyt przełożonym. Po dwudziestu
      latach orki dostaje się albo własne narożne biuro albo huczny pogrzeb po trzecim
      zawale.

      Jeśli kandydat dociągnie do pozycji narożnego biura, to niestety ma już umysł
      tak sformatowany przez korporację, że nie jest w stanie samodzielnie pomyśleć. I
      w tym miejscu pojawiają się zewnętrzni konsultanci, którzy za 500 USD za godzinę
      doradzają rozwiązania, na które wpadłby świeżo zatrudniony w firmie goniec.
      Tyle, że pomysły te sprzedawane są w dobrze wyciszonych pomieszczeniach zarządu,
      który uważnie słucha tylko krawaciarzy dojących 500 USD za godzinę i
      pochodzących najlepiej z bandy wielkiej czwórki. Bo przecież gońca bez laptopa i
      krawata po prostu by wyśmiano. Zarząd ubiera wypociny konsultantów w raport dla
      rady nadzorczej, która radośnie go przyklepuje ("wreszcie jakieś świeże
      spojrzenie").

      Rada nadzorcza też jest zadowolona, bo wpychając pieniądze do ręki konsultantom
      jednocześnie zyskuje wpływ na kontrolerów ksiąg rachunkowych, którzy (co za
      przypadek!) pochodzą z tych samych firm.

      Konsultanci zaś mają jeszcze jeden zysk - poznając sekrety firmy od środka, jej
      kondycję i zamierzenia zyskują fantastyczną wiedzę, wartą na giełdzie miliardy.

      I się kręci kabarecik. To jest sytuacja typu win-win, trzeba tylko jeszcze
      znaleźć chętnych do kupowania produktów korporacji, która na przykład za obuwie
      sportowe wyprodukowane w Wietnamie kosztem 16 $ kasuje w USA 120$ w sklepie.
      Albo komórkę wyprodukowaną przez FoxConna w Szanghaju za 30$ którą gigant
      sprzedaje po 500 dolców od sztuki.

      Zewnętrzni doradcy są potrzebni w firmach, którymi rządzą manadżery. Firmy
      zarządzane przez właścicieli nie potrzebują zewnętrznych doradców.
    • kiryloszomber Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacunkiem) 05.07.10, 14:36
      Znam ja paru takich "bla bla bla... (tu wpisz in ynglysz coś typu
      turbogigazerogłowosiedmiodupy-hopsiupojdanadana profesjonalista, ma ładnie
      brzmieć) with McKinsey record, experience, whatever", różnie to piszą, cytując
      wizytówki z pewnego portalu. Nie, nie facebooka.
      Czytasz i usta same robią "łał". Ale ty tymczasem znasz osobiście człowieka i
      wiesz, że normalny to on nie jest, za to rozgarnięty też nie i bałbyś się go
      ze swoim psem na spacer wypuścić, bo zgubi się psu i będzie miał pies problem.
      No i dysonans poznawczy gotowy :)
      Na szczęście - jak wspomniałem w nagłówku - ostatnio z czasem wszystkie te
      bubki podmieniane są... jeszcze większymi bubkami, takimi o egzotycznych
      nazwiskach i jeszcze straszniejszym podejściu do korpo (co zobrazuję tak: oni,
      w odróżnieniu od wykopsanych by zrobić im miejsce poprzedników, "Dilbertów"
      nie rozumieją w NAJMNIEJSZYM choćby stopniu :)
      I tym sposobem "na koniec dnia" (kocham ten korpo-grepsik, jedną z durnych
      kalek z angielskiego) wszystko się rozleci. Bo to się rozleci. Masz szansę,
      jeden z drugim corpo wannabe tego nie dożyć, więc próbuj, skoro lubisz... Ale
      koniec dnia jest bliski :) Zapytaj pani owiniętej trotylowym pasem, to ci
      powie mniej więcej jak i mniej więcej czym to się skończy...
      Czy ja jestem jakiś "alter"? Nie. Ja jestem tylko starym korpo-zgredem, który
      sam uciekł poza nawias gdy doznał olśnienia i dostrzegł, że szacunek, jaki ma
      dla siebie jest równie wirtualny jak cyferki na koncie w banku. Moje korpora
      chociaż coś produkowały, ale musiałem wywalać kosmiczne pieniądze z budżetu na
      płacenie takim różnym opisanym wyżej, bo moje korpo miało korporacyjny
      kontrakt z innym korpo, które obsługiwało kolejne korpo, które... i tak ad
      infinitum... Matrix...
      • Gość: srb Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.07.10, 15:30
        Cóż, lepiej bym tego nie ujął :) Ale cóż, niestety, cokolwiek byśmy
        nie pisali i tak rzesze absolwentów będą przeszczęśliwe mogąc podjąć
        pracę w korpo. Część z nich na pewno dojdzie do podobnych wniosków
        po pewnym czasie, ale większość z nich będzie żyła w przekonaniu o
        wartości tego co robią i własnego życia... ale też do czasu. W końcu
        wół w złotym kieracie też bywa szczęśliwy.
        • allerune Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun 05.07.10, 16:06
          oj to też takie pierdzielenie. Od czegoś trzeba zacząć, żeby rozkręcić własny
          biznes, najpierw trzeba się czegoś o biznesie dowiedzieć, a gdzie najlepiej ?

          Korporacja jest dobrym miejscem do nauczenia się czegoś, oczywiście dla ludzi
          mających jakiś większy plan...
          • ben-oni Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun 05.07.10, 16:36
            Hehehe, pokaż mi korporacyjnego manekina, który zakłada własny biznes. Do
            zakładania biznesu trzeba mieć elastyczny mózg, a w korporacjach od pierwszego
            dnia postępuje wapnienie kości i wlewanie betonu do głowy. Korporacje jak walec,
            równają wszystkich do poziomu żywego liczydła.
            • allerune Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun 05.07.10, 18:32
              > Hehehe, pokaż mi korporacyjnego manekina, który zakłada własny biznes.

              nie rozumiem pojęcia "korporacyjny manekin"

              jeśli chodzi o osoby które pracowały w korporacjach i założyły własną firmę, to
              znam takich kilka
              • Gość: srb.srooba Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.07.10, 20:52
                I co? Takie były zadowolone z pracy tam? Tak ich to dużo nauczyło?
                • allerune Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun 06.07.10, 10:00
                  nie misiu, nie były zadowolone, ale zdobyły doświadczenie i potrafią zrobić coś
                  same jako niezależni doradcy. Świadczą różne usługi, głównie IT dla firm, które
                  nie mogą sobie pozwolić na rzesze konsultantów prosto od "vendorów"
                  • 45rtg Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun 06.07.10, 10:05
                    allerune napisał:

                    > nie misiu, nie były zadowolone, ale zdobyły doświadczenie i
                    potrafią zrobić coś
                    > same jako niezależni doradcy. Świadczą różne usługi, głównie IT
                    dla firm, które
                    > nie mogą sobie pozwolić na rzesze konsultantów prosto od "vendorów"

                    Phi, to sobie przykład wybrałeś. Myślałem że ci Twoi znajomi wzięli
                    się do jakiejś produktywnej pracy, a oni dalej pasożytują, tylko na
                    własny rachunek.

                    Tak, miałem do czynienia z "konsultantami". Pasożytują.

          • Gość: srb.srooba Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.07.10, 16:50
            Tak to sobie tłumacz. Jedyne czego się nauczysz w korporacji to
            pracy w korporacji i tego jak nie należy pracować gdzie indziej.
            Wyjątkiem mogą być tylko oddziały korporacji na rynki lokalne,
            działające tylko na zasadzie 'szyldu' i cieszące się dużą
            niezależnością. Ale te zdarzają się rzadko i o międzynarodowych
            projektach można w nich tylko pomarzyć. Żeby założyć własną firmę,
            musisz pracować gdzieś, gdzie zobaczysz jak tego typu firma działa.
            A kroporacja to inna rzeczywistość. Uwierz mi, mówi to ktoś kto
            przeszedł wszystkie te etapy w życiu, a nie świerzak po szkole.
            • allerune Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun 05.07.10, 18:34
              > Uwierz mi, mówi to ktoś kto
              > przeszedł wszystkie te etapy w życiu, a nie świerzak po szkole.

              ok, zwijam interes i idę się rzucić z mostu bo właśnie uświadomiłeś mi głupotę
              tego co sam właśnie robię :)
              skoro taki doświadczony gość to mówi, to wcale nie znaczy, że JEMU SIĘ NIE
              UDAŁO, tylko to że SIĘ NIE DA ;-)

              ps. polecacie jakiś konkretny most ?
              • Gość: srb Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.07.10, 20:50
                Sarkazm wcale nie sprawia, że brzmisz mądrze. Mówie, że sie nie da?
                Nie. Mówie, że większość pracowników korporacji to korpo-zombie
                którzy mają tak wyprane mózgi, że po kilku latach pracy nie nadają
                się już do niczego poza pracą w korporacji. Większość jest tu słowem
                kluczem. Też znam pare osób które założyły swój biznes bo miały dość
                korpo, ale gwarantuje ci, że praca tam w niczym im nie pomogła.
                Tylko pomogła im sobie uświadomić, że takie życie nie jest dla nich.
                Jeśli sądzisz, że idiotyczne wypełnianie raportów, korpo mitingi
                albo black belty pomoga ci w prowadzeniu własnej firmy to się grubo
                mylisz. Zresztą idź, droga wolna. Może sam do tego wszystkiego
                dojdziesz skoro nie chcesz słuchać. Idź, bądź kolejnym Dilbertem.
              • Gość: srb.srooba Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun IP: *.ssp.dialog.net.pl 05.07.10, 20:53
                A, i nie mówie, że mi się nie udało, wręcz odwrotnie. Tylko że mnie
                wystarczyły 2 miechy w korpo, żeby uświadomić sobie bezsensowność
                spędzania tam czasu. M.in. właśnie dlatego poszedłem we własną firmę.
                • Gość: DS Re: Oj... A potem przyjdą Hindusi (z całym szacun IP: 78.10.91.* 02.07.13, 13:58
                  cdscc
    • gienzo Wyścig szczurów 05.07.10, 22:01
      "Proces rekrutacji trwa nie dłużej niż pięć tygodni. Każdej kandydaturze przyglądają się konsultanci i eksperci firmy." jak jakiś wybieg!
    • rabart Kondolencje 05.07.10, 23:38
      Współczuje ludziom, którzy tam "pracują".
      Życzę przebudzenia któregoś dnia.
      • Gość: gosc Re: Kondolencje IP: *.devs.futuro.pl 15.07.10, 20:40
        Takiego przebudzenia jak ty? Czyli na obudzeniu sie bezrobotnym i z teoriami spiskowymi w glowie o tym jak to sie nie da znalezc pracy bez znajomosci?
        • Gość: As Re: Kondolencje IP: 78.10.91.* 02.07.13, 07:46
          No, jak takim jestes analitykiem, który nie znając gościa już podsumował jego życie to ja współczuje twojej firmie...
    • nietuskaczka McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych prac... 07.07.10, 11:42
      McKinsey ma 94 lokalizacje w 52 krajach swiata. Czyli drenuje mozgi
      globalnie i nie jest zwykla korporacja. Zasuwasz dla firmy od siodmej rano
      do dziesiatej wieczorem, od poniedzialku do piatku, w sobote spotykasz sie
      z kumplami z pracy na wspolnej imprezie aby pograc w pilke itp., bo firma
      wymaga zebys byl socializing z Twoim team, a przy okazji oczywiscie
      omawiasz wazne dla firmy sprawy biznesowe, a niedziele spedzasz w
      samolocie, bo od poniedzialku doradzasz klientowi na innej polkuli. Czyli
      praktycznie nie mozesz sobie w ogole pozwolic na jakies wlasne zycie
      osobiste, czy towarzyskie poza firma, bo po prostu nie masz na nie czasu.
      Dlatego w McKinsey pracuja glownie bardzo mlodzi ludzie, ktorzy w
      wiekszosci nie sa jeszcze obarczeni rodzina i dziecmi, natomiast sa
      mobilni, podatni na wysrubowany do maximum korporacyjny brain-washing +
      tlusty czek, a co wiecej, moga przez kilka nastepnych lat wytrzymac takie
      tempo i taki life-style. Sciezka kariery jest tak ustawiona, ze jezeli
      pracujesz z pelnym poswieceniem i jestes kreatywny, to McKinsey zalatwi Ci
      studia MBM w najbardziej prestizowych amerykanskich uczelniach, takich jak
      Wharton w Pennsylvanii, czy Tuck Business School w NH, gdzie generalnie
      jest sie bardzo trudno dostac, a tuition za jeden rok studiow kosztuje
      okolo 85 tys. dolarow, albo w INSEA w Paryzu, czy innym Dubaju. Nie wiem
      jak to bedzie wygladalo w polskim wydaniu, ale ogolnie rzecz biorac warto
      dla nich pracowac przez jakies 2-3 lata. Po takim mlynie, kazda inna praca
      to betka.
      • Gość: pracownik Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: 213.31.219.* 08.07.10, 16:37
        Wyrażam gotowość by się założyć że pracuję od 9:00 do 17:30. I mam długą przerwę w środku dnia, być może to jest ten objaw wyzysku. A może pracuję w jakiejś innej firmie o takiej nazwie zlokalizowanej w tym mieście. Kto wie?
        I nawet na czytanie gazet mam w pracy czas, to niepojęte jak oni mnie tutaj eksploatują i robią mi niewypowiedziane rzeczy w głowę.

        Przekonali mnie również, iż możliwość skupienia się na pracy zamiast użerania z kretyńskimi szefami (tak, mam za sobą pracę między innymi w budżetówce - oazie spokoju i szacunku dla pracownika, pozdrawiam wszystkich żyjących z naszych podatków) to jest całkiem fajna sprawa.

        Do tego wszystkiego mam dużo czasu dla rodziny. Chyba rzucę tą pracę, bo jest po prostu fatalna.
        • map4 Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr 08.07.10, 17:13
          Gość portalu: pracownik napisał(a):

          > Do tego wszystkiego mam dużo czasu dla rodziny. Chyba rzucę tą pracę, bo jest p
          > o prostu fatalna.

          Spoko, firma się dopiero rozkręca. Jak skompletują zespół i zgrają go, to rzucą
          go na głęboką wodę. Na razie pracujesz w "wersji demo".
          • Gość: pracownik Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: 213.31.219.* 08.07.10, 19:49
            > Spoko, firma się dopiero rozkręca. Jak skompletują zespół i zgrają go, to rzucą
            > go na głęboką wodę. Na razie pracujesz w "wersji demo".

            To prawda, biuro dopiero się rozkręca, ale "na dzień dobry" wysłano mnie na parę
            tygodni do innego biura firmy, które jest już od dawna rozkręcone. I nadal mogę
            się założyć że pracuję w normalnych godzinach :)
            • nietuskaczka Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr 09.07.10, 00:12
              I nadal mogę
              > się założyć że pracuję w normalnych godzinach :)
              Ha, ha, ha, wolne zarty.
              Zaczyna sie o siodmej, a konczy nawet o polnocy.
              Tak wyglada typowy dzien pracownika McKinsey
              09:00 Team call
              We had a very big team on this study, so we started the week off with a
              one-hour conference call to discuss the document we were going to share at
              the steering committee meeting. We went through the draft document page-by-
              page and talked about two things: the right structure for the document,
              and the team analysis page that would summarize our findings and
              recommendations. We identified some gaps we’d have to close and selected a
              member of the team leadership to provide each member of the team with more
              detailed guidelines on how to finish the analysis.
              10:00 Work with financial modeling team members
              After the call, I sat down to work with two associates on the team to pull
              together additional financial modeling analysis we needed. We walked
              through the financial model and tried to calculate the financial impact of
              our work based on various scenarios. Our findings were later incorporated
              in the final presentation.
              12:00 Team lunch with client
              We had lunch in the cafeteria at the client site with the entire McKinsey
              team and about five people from the client’s team. This is typical for the
              local culture; we normally go to lunch or dinner all together.
              13:00 Meet one-on-one with client director
              There were two directors on the client team who were both spending more
              than 50 percent of their time on our project, and we talked nearly every
              day about progress and the way we communicated our results with senior
              leadership on the client team. I sat down with one of the directors one-on-
              one to talk about our detailed plan for the final progress review at the
              end of the week. We spent thirty minutes going through the document to see
              what areas needed more work. We then spent another thirty minutes talking
              about how we would prepare for the final review, which client executives
              we should talk to, and who should attend those discussions.
              14:00 Respond to client inquiries
              I spent an hour or two checking e-mail and taking care of the things I
              needed to respond to, both for this project and for the broader client
              service team, where I am a core member of the leadership. On this team, we
              exchange ideas with the client about help they need in the future, and I
              get in touch with McKinsey experts globally to discuss those topics.
              16:00 Work with engagement director and associate
              I sat down with Sunny and David to talk about research and development
              (R&D) diagnosis. Sunny, an associate, is the McKinsey team member
              responsible for the R&D diagnosis workstream. David, the engagement
              director, is the partner in charge of the operational improvement
              workstreams. We had conducted the analysis, and the next step was to
              determine how to present the results to the R&D executives. We would have
              to syndicate the results with the vice president of R&D before we made our
              presentation to the steering committee. So, Sunny, David, and I talked
              about our key findings, the overall result of our financial analysis, and
              how to position them in our discussion with the vice president.
              19:00 Work on final review document
              I got the revised draft of the steering committee document back from our
              Visual Graphics department. I printed it out and made suggestions and
              edits directly on the document. With a team this large and a final
              progress review approaching, this was the best way to help every member
              continue to refine and improve their piece of the project before the big
              meeting at the end of the week. The final progress review document was
              about fifty to sixty pages long, and each team member was responsible for
              about five to ten pages.
              21:00 Client service team leadership call

              07:00 07:00 Flight from Paris to Greece
              I spent the flight finishing the steering committee document I’d received
              from the client. We needed to synthesize our analysis into our final
              presentation.
              12:00 Lunch with product manager in Greece
              I had a quick review session over lunch with the local product manager to
              agree on the objectives and messages for the steering committee meeting
              that afternoon.
              14:00 Steering committee meeting
              My teammate and I joined the steering committee meeting with the head of
              the Greek organization and the country team, which included the heads of
              marketing, sales, and medical, and the product manager. Our discussion was
              in Greek, which was important because it meant the product manager owned
              the action plan—it wasn’t a “McKinsey answer.” We had a good discussion
              around the brand plan; the country team challenged many parts of the plan,
              but did so constructively. The product manager was very happy and
              suggested dinner together after the meeting.
              20:00 Dinner with product manager
              There is a very, very strong Greek drink called ouzo. We were 15 minutes
              late getting into the restaurant, and when I entered I saw three or four
              empty ouzo glasses in front of the product manager. He insisted we join in
              the revelry to celebrate the successful meeting. It was close to midnight
              when I got to the hotel. I spent a while admiring the fantastic view of
              the Acropolis before heading to bed.

              • Gość: pracownik Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: 213.31.219.* 19.07.10, 17:12
                Tak wygląda dzień konsultanta. Ja na szczęście jestem analitykiem i dzień
                zaczynam o 9:00 od rzucenia okiem na pocztę i pójścia na śniadanie. Potem
                pracuję, w środku dnia mam przerwę na obiad, potem znowu pracuję... około 18:00
                jestem już w domu.

                Ale cieszę się że czytanie ze zrozumieniem jest obecne wśród przynajmniej części
                komentujących.
            • wielki_czarownik Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr 09.07.10, 00:26
              Gość portalu: pracownik napisał(a):


              > To prawda, biuro dopiero się rozkręca, ale "na dzień dobry" wysłano mnie na par
              > ę
              > tygodni do innego biura firmy,
              które jest już od dawna rozkręcone. I nadal mogę
              > się założyć że pracuję w normalnych godzinach :)

              Pogrubiłem. Komentować nie trzeba.
              • na100procent Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr 09.07.10, 01:20
                koles tego nie zrozumie, gdybys nawet pogrubil kursywa, jest szczesliwy ze uciekl od zony i dziecka :)
                • map4 Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr 09.07.10, 10:31
                  na100procent napisała:

                  > koles tego nie zrozumie, gdybys nawet pogrubil kursywa, jest szczesliwy ze ucie
                  > kl od zony i dziecka :)

                  ... i od korków, no i od nieklimatyzowanych dodawanych tramwajów.
                  Ponadto jest całkiem możliwe, że przy tej okazji zobaczył po raz pierwszy w
                  życiu wnętrze Copernic International Airport of Wroclaw. Jeśli jeszcze do tego
                  przed wylotem wyrobił sobie kartę "Lufthansa Miles And More" a na miejscu dostał
                  od firmy wynajęty samochód oraz pokój w czterogwiazdkowym hotelu z własnym
                  krytym basenem, to mogło się mu powywracać w głowie. No po prostu złapał
                  chłopaczek pana bozię za nogi.
                  • komteq Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr 09.07.10, 16:41
                    a ja pracuję w korpo, od 9 do 17:15 i ani sekundy dłużej,
                    teoretycznie dwie przerwy w sumie 45 minut, w praktyce przerwa trwa
                    ok godziny, kasuję za to 7000 miesięcznie, nie za wiele, nie za mało
                    chociaz na dom mnie nie stać. wcale nie jestem na wysokim
                    stanowisku, kilka, ale tylko kilka razy ( 3-4) do roku służbowy
                    wylot do któregoś z europejskich krajów na tydzień - miła odmiana, a
                    wysoki standart w hotelu to miły bonus (plus kilka setek na perfumy
                    z lotniska za delegację) o pracy myślę tylko w godzinach pracy a po
                    godzinach nie zostaję. a praca po angielsku to tez miły dodatek bo
                    szlifuję język, więc jest OK

                    nie wszystkie korporacje to samo zło, nie złapałem bozi za nogi, ale
                    też nie haftuję co rano ma myśl o złym szefie (bo jest ich wielu)
                    czy kiepskiej/ciężkiej pracy bo prawde mówiąc się nie przemęczam

                    no i dali mi miejsce w garażu, niby nic a to wielki plus, mówcie
                    sobie co chcecie :-)
                    • Gość: ! Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.10, 21:59
                      > a ja pracuję w korpo, od 9 do 17:15 i ani sekundy dłużej,

                      Ja też tak mam, ale to zależy jakie korpo. Jak to jest wylęgarnia klonów to nie
                      będzie tak łatwo, bo te ludziki naprawdę wierzą że warto i wolno się zajeżdżać w
                      imię "satysfakcji klienta".
                      Korpo w którym jest się "na produkcji" a od klienta daleko - tam rzeczywiście
                      można pracować normalnie i nikt się nie nadrywa jak palant.

                      > no i dali mi miejsce w garażu, niby nic a to wielki plus, mówcie
                      > sobie co chcecie :-)

                      Staaaary, mnie dali nawet przy biurku.
                      • Gość: oops jestes sprzataczka? IP: *.Red-88-26-194.staticIP.rima-tde.net 10.07.10, 07:41
                        7000 to pensja polskiej sprzataczki w norwegii, nie przemeczajacej sie, pracuje mniej od ciebie
                        • Gość: mati Re: jestes sprzataczka? IP: *.nat.tvk.wroc.pl 10.07.10, 11:22
                          7tys to moja zona ma dniowki, fakt faktem ze uczyla sie przez wiele
                          lat a teraz ma swoj gabinet zarobki srednio 3-8tys dziennie...
                          pewnie w to nie uwierzycie ale to prawda, acha a pracuje na
                          obrzezach wroclawia 8-9godzin dziennie
                          • mala-mi-mscicielka Re: jestes sprzataczka? 01.07.13, 22:05
                            a co robi? masaze ?
                            • Gość: EWa Re: jestes sprzataczka? IP: 78.10.91.* 02.07.13, 08:06
                              Tak, ale tylko ustami.
                        • komteq Re: jestes sprzataczka? 12.07.10, 10:08
                          wolę siedzieć za 7000 we Wrocławiu za biurkiem i bez klientów i
                          setek współpracowników i nie przemęczając się niż za 7000 sprzątać w
                          Norwegii też sie nie przemęczając

                          rodzaj pracy też wpływa na jakość życia
                  • Gość: pracownik Re: McKinsey zatrudnił we Wrocławiu pierwszych pr IP: 213.31.219.* 19.07.10, 17:17
                    "Jeśli ktoś nie myśli jak my, to nie rozumie, lub wręcz jest psychicznie chory."

                    "Wiemy lepiej od wszystkich, jak wygląda ich życie. A im bardziej się nie
                    zgadzają, tym bardziej mamy rację."

                    "Wszystkie korporacje są takie same."

                    Brawo.
    • Gość: xxx rekrutacja ponoc niemozliwa dla przejscia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.10, 10:27
      nie wystarczy byc jedym z najlepszych, trzeba tez chyba duzo
      szczescia

      juz nie mowiac o tym, ze jak to w Ameryce, patrza ponoc na oceny ze
      studiow (co jest tym bardziej bez sensu jesli ktos skonczyl je pare
      lat temu)

      innymi slowy, jak jestes inteligentny, i masz szczescie bycia
      zaproszonym do pierwszego etapu, to pierwszy test mozesz przejsc, a
      potem zaczynaja sie Case'y na ktorych musisz wspinac sie na Mount
      Everest po to, zeby pokazac ze bedziesz umial wejsc na Sniezke .....
      no bo niech ktos mi powie, dlaczego mlodszy analityk/analityk ma
      miec dokladnie taka sama rekrutacje jak konsultant?

      pierwszy siedzi przed kompem i grzebie w informacjach, drugi ma w
      przekonujacy sposob bajerowac klienta, i proponowac rozwiazania




      • nietuskaczka Re: rekrutacja ponoc niemozliwa dla przejscia 11.07.10, 00:48
        Gość portalu: xxx napisał(a):

        > nie wystarczy byc jedym z najlepszych, trzeba tez chyba duzo
        > szczescia
        >
        > juz nie mowiac o tym, ze jak to w Ameryce, patrza ponoc na oceny ze
        > studiow (co jest tym bardziej bez sensu jesli ktos skonczyl je pare
        > lat temu)

        Transcript ze studiow jest wazny, bo oceny, ktore zebrales w ciagu 4 czy 5
        lat studiowania pokazuja, czy byles konsekwentnie ambitny, konsekwentnie
        hard working, i zawsze najlepszy, czy tez obijales sie i balowales,
        zamiast sie uczyc. W Stanach w ogole nie masz szans nawet dostac sie do
        Graduate School, jesli w trakcie studiow byles tylko sredni. Ale wykaz
        ocen skladaja tylko ci, ktorzy dopiero co, lub niedawno tj. 2-3 lata temu
        skonczyli studia. W Polsce nawet nie musi to byc Official Transcript,
        wystarczy ze Ty sam podasz im swoje oceny (ale nie daj Boze, zeby zlapali
        Cie na jakims klamstwie). McKinsey umiescil na swojej stronie internetowej
        przyklad testu, jaki kandydat bedzie zdawal, oraz zestaw prawidlowych
        odpowiedzi. Nie jest on wcale trudny, ale polega na umiejetnosci
        wylowienia istotnych informacji w nim zawartych, i policzenia tego o co
        pytaja bez kalkulatora (Basic Math, procenty, itp.). Dla wiekszosci
        kandydatow z Polski moze on sie wydawac trudny, gdyz sa przyzwyczajeni do
        innego toku rozumowania i analitycznego myslenia. Ale wystarczy go
        dokladnie przestudiowac, zeby szybko zrozumiec o co im chodzi.

        • Gość: uuuu Re: rekrutacja ponoc niemozliwa dla przejscia IP: 92.5.35.* 11.07.10, 01:58
          o matko czy zdam test na kretyna?? strasznie sie boje, ze sie nie uda i zaprzepaszcze kariere w
          miendzynarodowej eksploatacji polglowkow
          • nietuskaczka Re: rekrutacja ponoc niemozliwa dla przejscia 11.07.10, 02:58
            Gość portalu: uuuu napisał(a):

            > o matko czy zdam test na kretyna?? strasznie sie boje, ze sie nie uda i
            zaprzep
            > aszcze kariere w
            > miendzynarodowej eksploatacji polglowkow

            Bez obawy. Cos mi sie wydaje, ze Twoje poczucie humoru zaoszczedzi Ci tak
            bolesnych doswiadczen.
        • Gość: xxx Re: rekrutacja ponoc niemozliwa dla przejscia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.10, 18:12
          test po wlasciwym przygotowaniu i dobrej koncentracji moze bym i
          przeszedl, ale z rozmowami bylyby juz chyba problemy, widzialem
          przykladowy case na rozmowe i stwierdzilem ze moze absolwent
          Harvardu by sobie z nim biegle poradzil ale w Polsce nie wiem kto...

          zastanawia mnie wciaz dlaczego rekrutacja na analityka jest taka
          sama jak na konsultanta

          oczywiscie ktos sie musial dostac wiec moze albo te case'y dla
          Polakow byly latwiejsze od tego co ja widzialem, albo mamy tyl;u
          wybitnych specjalistow myslacych niczym absolwent Harvardu, albo
          poprzeczka byla nizej...



          • Gość: gosc Re: rekrutacja ponoc niemozliwa dla przejscia IP: *.devs.futuro.pl 15.07.10, 20:14
            Rekrutacja jest taka sama ale kryteria moga byc inne - pamietaj o tym.

            Piszesz ten sam test - ale moze ty potrzbujesz 70% a konsultant 85% poprawnych odpowiedzi?

            Tak samo z rozmowami - moga zadawac inne pytania i byc mniej lub bardziej surowi w zaleznosci od tego na jaka pozycje odpowiadasz.

            Taki sam proces rekrutacji przechodzi ktos aplikujacy na Business Analyst (1sza pozycja konsultanta w McKinsey) jak i na Consultant - co nie znaczy, ze obu tym osobom stawiane sa takie same wymagania.
            • Gość: Qz Re: rekrutacja ponoc niemozliwa dla przejscia IP: 78.10.91.* 03.07.13, 07:26
              dfsr
    • Gość: jakie zarobki jakie zarobki daja na reke ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.10, 10:29
      5 tys na reke? mniej, wiecej ?
      • Gość: doktorant Re: jakie zarobki daja na reke ? IP: *.magma-net.pl 12.07.10, 12:47
        up, podbijam, ciekawa jestem ile sie zarabia
    • Gość: Wit Ktoś tu coś kombinuje IP: 78.10.91.* 02.07.13, 07:52
      Na stornie piszą,że osoby z doktoratem lub MBA otrzymują prace od razu na stanowisku konsultanta przeskakując szczebel korporacyjny młodszego konsultanta (junior). Tymczasem w artykule jest pani Smietana, która po doktoracie jest junior konsultantem. Więc to tylko takie mydlenie oczu?
      • Gość: Wit Re: Ktoś tu coś kombinuje IP: 78.10.91.* 02.07.13, 07:53
        A już wiem o co chodzi-oferują to kandydatom, którzy zdobyli doktorat na renomowanej uczelni a pani Śmietana zrobiła go przecież we Wrocławiu:):)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka