Dodaj do ulubionych

Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego dz...

19.02.11, 09:56

Gratulacje Panie dr Dybczyński.
Moja edukacja zakończyła się co prawda na etapie inżyniera, ale proszę przyjąć moje gratulacje za odwagę i chęć sensownych zmian.

Być może po reformie szkolnictwa/wrocławskich uczelni warto będzie się uczyć dalej, bo na chwilę obecną fakt iż ktoś posiada tytuł magistra oznacza ni mniej ni więcej jak to, że za darmo jest w stanie przez 5 lat robić kretynizmy przestarzałe już w poprzedniej epoce.

W rozmowach z rówieśnikami znakomita większość zgadza się z tezą, iż matury naszych rodziców są więcej warte i okupione dużo większym wysiłkiem niż obecne dyplomy inżynierskie czy magisterskie a osoby z x-nastoma dyplomami to w znacznej części osoby, które bały się spróbować swoich sił na bezwzględnym rynku pracy i wolały zostać na uczelni bo tam się już dobrze zakonserwowały.

Trzymam kciuki za powodzenie tych reform. Być może i ja będę miał po co wrócić na uczelnię, albo chociaż potomstwo moje i moich rówieśników.

pozdrawiam,
Bartłomiej Bąk
Obserwuj wątek
    • wroclove2london Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego dz... 19.02.11, 09:59
      A ja się cieszę że mój syn dostał się do dobrego collegu w UK. Za dwa lata droga na Oxford, Cambridge lub LSE otwarta. Marnowałem się we Wrocławiu 20 lat i wystarczy. Syna nie dam zmarnować. Wróci kiedyś to jeszcze mocniej potrząśnie niż teksty szanownego Dr Dybczyńskiego :)

      Uszanowanie i pozdrowienia i ukłony od budowniczego wrocławskich pomników i pomniczków ;)
      • Gość: tocqueville Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.1and1.pl 19.02.11, 21:37
        a ja znowu się pożalę
        wyszedł właśnie numer czasopisma w którym, wedle zapewnień redakcji, miał pójść mój tekst
        i co, nie ma, nie zmieścił się, następny numer za pół roku
        naprawdę 100 razy wolę, żeby mi redakcja zjechała tekst niż bawiła się w takie gierki w stylu: "tekst otrzymał pozytywną recenzję, ale w sumie nie jesteśmy w stanie powiedzieć kiedy wyjdzie"
        wychodzą takie zapchajdziury nic nie warte, że naprawdę nie sądzę aby względy merytoryczne tu decydowały, chyba kolega drukuje kolegę (a specjalnie wysyłam do czasopism spoza uczelni, żeby nie było że drukuję po znajomości)
        i co teraz? wycofam tekst, poślę gdzieś indziej - i znowu 1,5 roku czekania
        • Gość: flamengista Re: co z tymi czasopismami? IP: *.dreamhost.com 19.02.11, 23:23
          Masz pecha, ale pechowi też trzeba pomóc. Przede wszystkim: wysłałeś tekst to kiepskiego czasopisma.

          Po tylu latach pracy naukowej powinieneś już mieć rozeznanie, do których redakcji warto nadsyłać artykuły.
      • Gość: Marx Zamiast o nadbudowie, porozmawiajmy o bazie... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 11:51
        Dybczyński i inni rozgorączkowani dyskutanci skupiają się na mało istotnych i wórnych ozdobnikach i problemikach związanych z funkcjonowaniem UWr. Pierwotny problem jest zupełnie w innym miejscu: poziom finansowania nauki. Obecna władza, gdyby mogła najchętniej sprywatyzowałaby całe szkolnictwo, ale na szczęście wie że to nie przejdzie. Wtedy nie musieliby już cokolwiek płacić na naukę - podobnie jak teraz nie chcą płacić na służbę zdrowia, na przedszkola, na całą sferę publiczną. Uniwerek to niebezpieczna sprawa - wylęgarnia samych podejrzanych typów. Jak to stara prawicowa ideologia mówiła już od dawna - uniwerki to siedliska lewaków i samych czerwonych świń. A więc po co mamy jeszcze ich finasować mówi prawicowa władza i sfrustrowany motłoch. Jesli jednak nie będzie silnych uczelni i silnej sfery publicznej, to trudno będzie uprawiac jakąkolwiek krytykę społeczną...
        Na razie jednak władza chce wziąść głodem uniwerki dając dofinansowanie na poziomie afrykańskim.
    • futurama2012 Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego dz... 19.02.11, 10:11
      Chce Pan oddolnej naprawy ... no, to proszę powiedzieć połowie „uczonych” naszego Uniwersytetu (dotyczy to w równej mierze profesorów, jak i adiunktów), że właściwie to powinni poszukać pracy w Tesco. Może nie na kasie, ale jako kierownik sali. Na niektórych Wydziałach to nie połowa, ale z 80% powinna poświęcić swoją uniwersytecką karierę dla naprawy Uniwersytetu.
      Co do Pana projektów – to nie są żadne reformy, tylko wygładzanie zmarszczek!
      Rozumiem, że są to sprawy, które najbardziej bolą „gniewnych” z wydziałów „humanistycznych” (zostańmy przy tej uproszczonej terminologii), ale nie są to kwestie najistotniejsze dla „ścisłowców” (znowu uproszczenie...). Chociaż patologie istnieją wszędzie, to jest różnica pomiędzy podkradaniem orzeszków na Hali Targowej, a zorganizowaną mafią kradnącą samochody.
      Wbrew pozorom Marcinkowski nie pisze, że „humanistyka” jest do duszy. On pisze, że Wydziały „humanistyczne” naszej uczelni są patologiczne (tak naprawdę, to pisze to również o paru wydziałach „ścisłych”; ale chyba każdy ze ścisłówców miał nadzieję, że został zaliczony przez Marcinkowskiego do „Naszego” Uniwersytetu, więc siedzieli cicho ;-).
      Oczywiście, że to krzywdzące dla parunastu-trzydziestu paru procent pracowników tych kiepskich jednostek (zbyt optymistyczne rachuby?). Ale może właśnie powinny one być kadrowo ograniczone do tych 20-30%?

      Chce Pan przetestować Senat, czy jest w stanie zaakceptować jakiekolwiek naruszenie przymusu kolesiostwa? To niech zaproponuje Pan, że wszyscy niespełniający kryteriów oceny naukowej zostają zwolnieni z pracy (oczywiście po dwóch ocenach negatywnych). Ażeby jednak nie ustalano wydziałowych „humanitarnych” kryteriów oceny, to proszę zaproponować, że pracownik musi osiągnąć np. 50% średniego dorobku pracowników uniwersytetów potencjalnie konkurencyjnych – z Drezna, Lipska (chwilowo, to nie jesteśmy dla nich żadną konkurencją). Oczywiście nie bierzemy pod uwagę listy ministerialnej, tylko filadelfijską, a do oceny monografii etc. jakość wydawnictwa (np. Springer niech będzie równoważny if 10, albo i 20 -zależnie od ilości arkuszy ;).
      Może zaproponuje Pan likwidację studiów zaocznych i godzin nadliczbowych? Jest szansa, że uczeni zajmą się uprawianiem nauki. Ach, oddajecie 32% Rektorowi i to utrzymuje Uniwersytet...ale chyba jednak nie Marcinkowskiego? Wiem, wiem, to też niehumanitarne – ograniczymy dostęp do szkolnictwa wyższego każdemu chcącemu ...

      Mimo wielu zastrzeżeń życzę powodzenia
      • dweorh Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego 19.02.11, 10:26
        Moim zdaniem zmiany są konieczne, a to czy dr Dybczyńskiego czy nie to już nie moje kompetencje.

        Ale...
        Nepotyzm na uczelniach sięga zenitu.

        Secretaryship driven education na naszych uczelniach to norma.

        Brak współpracy uczelni z korporacjami to kolejna bolączka (swego czasu była propozycja, żeby studenci, ci naumiani już, zamiast robić po setny raz bzdurny programik do liczenia silni robili w ramach outsourcingu projekty dla korporacji pod nadzorem osoby prowadzącej przedmiot... nie śledzę tego na bieżąco, ale nie słyszałem, żeby coś się w tym kierunku działo).

        Przypadki, kiedy w dziale współpracy z zagranicą nikt nie mówi po angielsku też nie są odosobnione. Czyżby wystarczała znajomość tylko rosyjskiego?

        pozdrawiam
      • Gość: afe Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.dynamic.chello.pl 20.02.11, 17:28
        Co Dybczyński powie o osobie, która w 97 roku zrobiła magisterkę z kulturoznastwa w 2001 z politologii a 2002 uzyskała tytuł doktora w zakresie nauk politycznych. Mi nie udało się zrobić czegoś podobnego czyli magisterki na drugim kierunku i rok pózniej uzyskac tytułu doktora z w tej samej dziedzinie, ponoć było to niemożliwe.
    • Gość: gaax Mistrz ! IP: *.adsl.inetia.pl 19.02.11, 10:21
      Brawo Panie Andrzeju! Zmiażdżył Pan w swoim bezpośrednim i konkretnym stylu całą krytykę jaka na Pana spadła. I co najważniejsze - przedstawił Pan bardzo konkretne propozycje zmian na Uniwersytecie.
    • Gość: MARCOS Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 10:43
      Cała ta pseudodebata o UWr stojąca na żenująco niskim poziomie odbywała się w oderwaniu od rzeczywistości - zamiast cokolwiek wyjaśnić, jedynie zamazała główne przyczyny obecnego stanu. Szczególnie wystąpienie Dybczyńskiego - jako politologa - pozbawione jakiegolwiek kontekstu analizy systemowej szczególnie może dziwić. Od informatyków czy fizyków trudno wymagać wiedzy i umiejętności analizy procesów i zjawisk społecznych. Ale politolog nie powinien unikać kontesktu całego "ładu społecznego". A Dybczyński i inni uczestnicy tej prasowej wymiany frustracji zachowują się jakby UWr istniał w jakiejś próżni i był kompletnie oderwany od uwarunkowań reguł społeczno-ekonomicznych rządzących Polską. I to najbardziej ilustruje prowincjonalizm całej tej debaty.
      Po pierwsze: o prawie każdej dziedzinie życia społecznego (służba zdrowia, sądy, policja, polskie kino, polski sport etc) można powiedzieć to samo: kiepski poziom, brak standardów europejskich, brak pieniędzy i poziom wprost proporcjonalny do nakładów finansowych. Nauka nie jest tutaj niczym szczególnym.
      Po drugie: jeśli już skupiamy się na nauce, to nie zawężajmy sprawy do UWr. W czasie kiedy wylewano na forum GW te pojedyncze frustracje w parlamencie przeszła skandaliczna nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym zafundowana przez panią Kudrycką. W żadnej wypowiedzi nie było nawet odniesienia do tej sprawy. Dyskutanci jak mali chłopcy byli zajęci swoim lokalnym podwórkiem. Wierząc, że można zmieniać świat i budować alternatywę w ramach panujących reguł systemowych.
      Po trzecie: gadanie o zmianach organizacyjnych, mentalnych, tworzenie jakiś kolejnych komisji jak chce Dybczyński jest śmiechu warte, jesli nie rozwiąże się podstawowej sprawy: finansowania nauki w Polsce. Mówiąc krótko: jesli ktoś, kto pisze doktorat i dostaje 1000 zł (!!) miesięcznie a następnie jako dorosły czlowiek po doktoracie w wieku 28-29 lat dostaje na rękę 2200-2300 zł ma robić naukę (pisać książki, robic badania za własne pieniądze, prowadzić świetną dydaktykę) to jest to utopia. Odwalanie za 2300 bylejakosci na uczelni jest działaniem w pełni racjonalnym i uwarunkowanym systemowo. Jak ktoś chce wprowadzać zachodnie standardy i wymogi (publikacje, wspołpraca międzynarodowa, badania), to niech też wprowadzi zachodnie standardy finansowe: pensja 20-30 tys. zł miesiecznie dla profesora i można co roku pisać 2 książki...

      Panie Dybczyński i inni moraliści: przestańcie zawracać głowę i spadnijcie na ziemię. Zacznijmy od debaty na temat wysokości pensji i ilości środków na badania. Jeden tygodniowy strajk przeciwko ustawie Kudryckiej więcej dałby niż to pseudonaukowe lanie wody. Dybczyński pamiętaj co pisali studenci politologii w 1968: w czasie kilku tygodni strajku na uczelni nauczyli się więcej o społeczeństwie, polityce i uczelni niż przez całe 5 lat studiów na politologii. Może Tobie taka lekcja też by się przydała i w końcu może coś byś zrozumiał z tego co sie dzieje wokół... A na razie uprawiasz jakąś "fałszywą świadomość" w otoczce reformatorskiego bełkotu.
      • Gość: aristo Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 16:38
        A co ty zrobiłeś dla dobra nauki i uczelni? Widzę, że potrafisz tylko krytykować - jak nie Kudrycką, to Dybczyńskiego, jak nie Dybczyńskiego to Kudrycką... Zmiany są potrzebne, choć rozumiem, że wielu pracownikom uczelni są nie na rękę. A co do pieniędzy, to jak słusznie zauważył pewien znany profesor, funkcjonujące wg obecnych reguł uczelnie zmarnotrawią każde środki finansowe, jakie dostaną. Najpierw reformy, potem większa kasa. Piszę to w imieniu osób, które łożą na funkcjonowanie uczelni i które chciałyby otrzymać coś w zamian.

        Mam wrażenie, że stan uniwersytetu jest taki, że jakakolwiek reforma będzie dobra, bo gorzej być już nie może.
        • Gość: Marcos Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 16:58
          Aristo: a kim ty k... jesteś, że tak bardzo łożysz na naukę i chciałbyś ją oceniać?? Państwo zabiera mi kasę na służbę zdrowia za którą później i tak muszę płacić jak zachoruję, zabiera mi kasę na kościół do którego i tak nie chodzę. A tu nagle odzwywają się zatroskani nauką, którzy niby na nią płacą. I to bardzo mało!! Za mało!!!! Polska jest na jednym z ostatnich miejsc w UE jeśli chodzi o środki z budżetu wydawane na naukę i badania. Więc nie przywołuj mi tutaj jakieś bzdety, że i tak za dużo polski rząd wydaje na naukę.
          Co do Dybczyńskiego - co on robi, jak nie krytykuje? Tylko bardzo powierzchownie i nieudolnie. Chcesz zmieniać polską naukę i bronisz Kudryckiej??? Proponuję uporządkować swoje myśli zanim anonimowo na forum internetowym zabiera się swój marny głos...
          • Gość: aristo Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 17:06
            Bzdety to ty piszesz, na dodatek popisując się swoim chamstem. Jasne, skoro wszędzie jest burdel, to w nauce też niech będzie. Żeby dalej mogli żyć na koszt państwa i podatników takie sfrustrowane nieroby jak ty. Tutaj rozmawiamy o nauce, a nie służbie zdrowia czy kościele - jak chcesz reformować te instytucje (w co wątpię), to przenieś się na odpowiednie fora. Dybczyński nie tylko krytykuje, bo przedstawił też sensowne propozycje reform. A każda reforma zaczyna się od krytyki. Jak nie jesteś w stanie zrozumieć tego swoim ograniczonym, zacofanym móżdżkiem, to lepiej nie zaśmiecaj tego forum swoimi wulgarnymi wypocinami.
          • Gość: oscylacyjny Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 17:19
            O nie nie Marcos. Nie tędy droga. W większości przypadków te 2500 na rękę dla adiunkta to i tak stanowczo za dużo. Problem polskiej nauki jest taki, że jest w stanie PRZEJEŚĆ każdą ilość pieniędzy. 7 lat pracowałem na polskiej uczelni i dopiero po wyjeździe na uczelnie w zachodniej europie a potem po przejściu do tzw. przemysłu uświadomiłem sobie w jak głębokiej patologii są polskie uczelnie, jak mało efektywni a jak bardzo ROSZCZENIOWI są polscy "naukowcy".
            Mało Ci 2500 za kilka godzin dyd. i jedną porządną publikacje na 4 lata ?? postaraj się o granty, o współpracę z przemysłem a jak Ci faktycznie tak źle to przejdź do przemysłu zobaczysz ile na te 2500 trzeba się narobić i często jaką wiedzą i umiejętnościami trzeba się wykazać.
            Podsumowując:
            Z taką mentalnością i w takim systemie pracy polscy naukowcy są w stanie przejeść każda ilość pieniędzy.
            • Gość: Wołodia Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.bu.uni.wroc.pl 19.02.11, 23:07
              Jestem adiunktem. Zarabiam kilkaset złotych mniej niż wynosi przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej. To ma być "stanowczo za dużo" dla faceta z doktoratem ? Dodam, że mam w tygodniu 10 godzin dydaktycznych, a nie żadne "kilka", a takich jak ja jest na moim wydziale (WNS) bardzo wielu. Nie każdy adiunkt może współpracować z przemysłem, bo przecież nie wszystkie dziedziny badań interesują przemysł. Dziwne, że trzeba tu stwierdzać takie oczywistości.
              • Gość: oscylacyjny Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 23:59
                Szanowny Panie, ale cóż te nasze doktoraty są warte jeśli nie przełożą się na coś wymiernego.
                Ty masz 10h i narzekasz, człowieku ktoś kto utrzymuje takich jak Ty te 10h wyrabia dziennie i mimo, że ma jedynie stopień mgr czy inż. to wiedzę i umiejętności ma często znacznie większe jak doktory.
                Nie twierdze, że naukowcy mają mało zarabiać, wręcz przeciwnie, jeśli jesteś płodnym uczonym, masz publikacje (z wysokim IF), cytowania a w przypadku technicznych dodatkowo patenty i, co ważniejsze, wdrożenia to i pensję powinieneś mieć odpowiednio wysoką, ale jeśli, jak w większości przypadków, twoja aktywność ogranicza się wyrobienia rocznego pensum dydaktycznego (240 h ?), kilku konferencyjnych publikacji to 2300 zl jest odpowiednią sumą 'nawet' "dla faceta z doktoratem".
                • Gość: Wołodia Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 01:04
                  Po pierwsze, wcale nie narzekałem. Nie uskarżam się na swoje zarobki. Ustosunkowałem się tylko do Twojego stwierdzenia, że 2300 to "stanowczo za dużo" dla adiunkta.

                  Co do godzin dydaktycznych: godzina prowadzenia zajęć na uczelni to nie to samo, co godzina spędzona na pracy (nawet bardzo intensywnej) np. przed ekranem komputera. Prowadzenie zajęć w taki sposób, by utrzymać uwagę (przynajmniej części) studentów i by coś im one dały, wymaga sporego wysiłku i jest stresujące, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy 33 % uczniów i studentów (powyżej 15 roku życia) deklaruje, że w ostatnim roku nie miało kontaktu z książką. Podejrzewam, że nigdy jeszcze nie prowadziłeś zajęć na uczelni czy lekcji w szkole.

                  Nikt mnie i innych adiunktów nie "utrzymuje" - płacę podatki i wszelkiego rodzaju składki tak samo jak Ty.

                  Studia doktoranckie na WNS (i wielu innych wydziałach) trwają 4 lata. Uważam, że to, że ktoś studiował (co najmniej) 4 lata dłużej niż magister czy inżynier, powinno się odzwierciedlać w jego zarobkach (dodam, że okres studiów doktoranckich nie liczy się do emerytury).

                  Pisząc, że magistrzy czy inżynierowie mają "często znacznie większe" wiedzę i umiejętności niż doktorzy, zestawiasz rzeczy nieporównywalne. Wiedza i umiejętności np. inżyniera mają zupełnie inny charakter niż wiedza i umiejętności, którymi (przynajmniej w teorii) musi dysponować adiunkt, który powinien być w stanie pisać prace naukowe wnoszące coś w rozwój jego dyscypliny i być na bieżąco z literaturą przedmiotu, nie tylko polską. Że często to tylko teoria, to już inna sprawa.

                  Kiedy się zarabia 2300 czy 2400, człowiek musi ograniczać zakupy książek potrzebnych do pracy naukowej (chyba że ma np. lepiej zarabiającego partnera czy bogatych i hojnych rodziców), a nasze biblioteki uczelniane są bardzo skromnie wyposażone, jeśli chodzi o literaturę zagraniczną. W związku z tym polskiemu naukowcowi-humaniście jest znacznie trudniej napisać publikację, która nadawałaby się do czasopisma o wysokim IF, niż brytyjskiemu, francuskiemu czy amerykańskiemu (choć wcale nie twierdzę, że to niemożliwe !). Naukowcy z Zachodu mają nie tylko znacznie lepsze pensje, ale i świetnie wyposażone biblioteki. Trudno się więc dziwić, że polscy humaniści nieczęsto przebijają się do najbardziej prestiżowych czasopism zagranicznych. Im mniej zarabiają, tym gorsze szanse mają w porównaniu z kolegami z Zachodu.

                  PS Moje roczne pensum dydaktyczne to 300 godzin dydaktycznych.
                  • Gość: oscylacyjny Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 01:55
                    Jak wcześniej pisałem przeszło 7 lat pracowałem na uczelni technicznej, wiec zajęcia musiałem prowadzić. Zgodzę się, że nie można przeliczać tego 1:1, to jest bezdyskusyjne, niemniej zwróć uwagę, że Ty masz 300h w roku tyle ile przeciętny pracownik wyrabia w 2(!!!) miesiące, dodaj do tego często ogromny stres np związany z terminem oddania projektu + odpowiedzialność. Przyznasz, że dysproporcje są ogromne!!!

                    Mylisz się bardzo twierdząc, że "Wiedza i umiejętnści np. inżyniera mają zupełnie inny charakter". Pracując w dziale R&D międzynarodowej korporacji przekonałem się, że często właśnie Ci inż i mgr mają więcej wspólnego z badaniami naukowymi niż ludzie na (podkreśle) POLSKICH uczelniach tech., a co istotniejsze, specyfika pracy w rozwoju sprawia, że muszą być stale "na bieżąco" i to bardziej jak Ty, bo jak pokazuje przykład naszych uczelni pojęcie "aktualne trendy" jest mocno względne.

                    Nie pojmuje też dlaczego uważasz, że ktoś kto zgłębiał dany temat 4 lata na uczelni ma więcej zarabiać od tego, który robił to samo (bardziej efektywnie*) w firmie ?

                    *moje założenie wynika z lepszego systemu weryfikacji pracy w firmach.

                    Kolego adiunkcie Twój problem postrzegania rzeczywistości polega na tym, że podobnie jak nauczyciele nie znasz innej pracy, nie masz pojęcia ile godzin pracy i wysiłku wymaga zarobienie tych 2500 zl w przemyśle. Twoje pensum roczne to mniej jak moje dwa miesiące pracy i wyobraź sobie, że ja też często muszę siedzieć po nocach i się przygotowywać, dokształcać i "być na bieżąco z literaturą przedmiotu, nie tylko polską"


                    Pozdr


                  • Gość: Matylda Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 01:56
                    Gość portalu: Wołodia napisał(a):

                    > Co do godzin dydaktycznych: godzina prowadzenia zajęć na uczelni to nie to samo
                    > , co godzina spędzona na pracy (nawet bardzo intensywnej) np. przed ekranem kom
                    > putera. Prowadzenie zajęć w taki sposób, by utrzymać uwagę (przynajmniej części
                    > ) studentów i by coś im one dały, wymaga sporego wysiłku i jest stresujące, zwł
                    > aszcza w dzisiejszych czasach, gdy 33 % uczniów i studentów (powyżej 15 roku ży
                    > cia) deklaruje, że w ostatnim roku nie miało kontaktu z książką.

                    Biedactwo. I na pewno jeszcze musisz wstawać na 7 rano do pracy i dojeżdżać godzinę zatłoczonym pociągiem (a jedziesz zawsze tym wcześniejszym, bo właściwy często się spóźnia). A jak wracasz wieczorem z pracy, to masz czas (i siły) już tylko na kolację i kilka postów na forum (np. takim jak to), żeby się wyżalić, jak ciężkie masz życie.

                    Ale masz rację, godzina prowadzenia zajęć na uczelni to nie to samo, co godzina spędzona na pracy (nawet bardzo intensywnej) np. przed ekranem komputera. Ponieważ:

                    1) godzina ta liczy tylko 45 min.,
                    2) wystarczy tylko siedzieć na d..., bo wszystko (większość) robią studenci.

                    (Tak było podczas moich studiów na WNS.)

                    > Nikt mnie i innych adiunktów nie "utrzymuje" - płacę podatki i wszelkiego rodza
                    > ju składki tak samo jak Ty.

                    Jest jednak pewna różnica: ja pracuję i zarabiam na swoje podatki.

                    > Studia doktoranckie na WNS (i wielu innych wydziałach) trwają 4 lata. Uważam, ż
                    > e to, że ktoś studiował (co najmniej) 4 lata dłużej niż magister czy inżynier,
                    > powinno się odzwierciedlać w jego zarobkach (dodam, że okres studiów doktoranck
                    > ich nie liczy się do emerytury).

                    Typowa komusza mentalność: liczy się dyplom, a nie kwalifikacje. Czy dlatego, że tych kwalifikacji nie ma i papierek to jest jedyne, co pozostaje? Weź to samo powiedz pracodawcy w prywatnej firmie, to ci powie, że tym swoim dyplomem możesz sobie co najwyżej podeprzeć brudny tyłek.

                    > Pisząc, że magistrzy czy inżynierowie mają "często znacznie większe" wiedzę i u
                    > miejętności niż doktorzy, zestawiasz rzeczy nieporównywalne. Wiedza i umiejętno
                    > ści np. inżyniera mają zupełnie inny charakter niż wiedza i umiejętności, który
                    > mi (przynajmniej w teorii) musi dysponować adiunkt, który powinien być w stanie
                    > pisać prace naukowe wnoszące coś w rozwój jego dyscypliny i być na bieżąco z l
                    > iteraturą przedmiotu, nie tylko polską. Że często to tylko teoria, to już inna
                    > sprawa.

                    Żadna inna sprawa. To właśnie pokazuje, ile są warte wasze dyplomy.

                    > Kiedy się zarabia 2300 czy 2400, człowiek musi ograniczać zakupy książek potrze
                    > bnych do pracy naukowej (chyba że ma np. lepiej zarabiającego partnera czy boga
                    > tych i hojnych rodziców), a nasze biblioteki uczelniane są bardzo skromnie wypo
                    > sażone, jeśli chodzi o literaturę zagraniczną.

                    BUWr jest najlepiej wyposażoną biblioteką we Wrocławiu. Oczywiście na koszt podatników i - co ciekawe - niedostępną dla podatników. Która grupa inteligencji (dziennikarze, artyści, urzędnicy, tłumacze, autorzy różnych opracowań użytkowych itp.) ma taki przywilej? Ale dla was zawsze jest mało, bo wy potraficie tylko narzekać.

                    > W związku z tym polskiemu nauko
                    > wcowi-humaniście jest znacznie trudniej napisać publikację, która nadawałaby si
                    > ę do czasopisma o wysokim IF, niż brytyjskiemu, francuskiemu czy amerykańskiem
                    > u (choć wcale nie twierdzę, że to niemożliwe !). Naukowcy z Zachodu mają nie ty
                    > lko znacznie lepsze pensje, ale i świetnie wyposażone biblioteki. Trudno się wi
                    > ęc dziwić, że polscy humaniści nieczęsto przebijają się do najbardziej prestiżo
                    > wych czasopism zagranicznych.

                    Prawda jest bardziej prozaiczna: po prostu większość z polskich "humanistów" nie zna języków obcych. I tyle. Większość zagranicznych czasopism jest dostępnych w bazach internetowych (od niedawna dzięki minister Kudryckiej za friko!), więc to żadne usprawiedliwienie. Wielu "naukowców" nawet nie zna tytułów wysoko punktowanych czasopism zagranicznych ze swojej działki.

                    > Im mniej zarabiają, tym gorsze szanse mają w poró
                    > wnaniu z kolegami z Zachodu.

                    A mało zarabiają, bo mają słabe osiągnięcia. Koło się zapętla. Znamienne, że tylko naukowcy nie mają problemu z określeniem jedynej słusznej "przyczyny" w tym sprzężeniu zwrotnym.

                    > PS Moje roczne pensum dydaktyczne to 300 godzin dydaktycznych.

                    Ale jakoś to nie przeszkadza w pracy na drugim (trzecim? czwartym?) etaciku, prawda?
                    • Gość: Ziutek Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.dynamic.chello.pl 20.02.11, 02:39
                      Hehe, jeszcze jedna Pani Podatnik Utrzymująca Polską Naukę się odezwała :D

                      Dopóki jako społeczeństwo nie zdecydujemy się na wyższą zrzutkę na naukę i szkolnictwo wyższe, dopóty nic się nie zmieni. Za psie pieniądze pracować przyjdą tylko nieudacznicy (ewentualnie garstka fanatyków). Zdolni wyjadą do cywilizowanych krajów, gdzie będą mogli normalnie pracować, zarabiać więcej niż 700-800 euro i gdzie nie będą musieli wysłuchiwać od Napuszonego Polskiego Podatnika jęczenia jakie to on krocie na nich płaci, a nie dostaje w zamian Nobli :D A reszta zatrudniona za psie pieniądze zawsze będzie kombinować z etatami, nadgodzinami itp., bo muszą - jak każdy - wyżywić rodzinę, spłacić hipotekę itd. A to jest i będzie priorytet dla każdego racjonalnego człowieka. Tylko hipokryci mogą udawać, że ich to oburza.

                      Puszenie się jak to się ich strasznie utrzymuje i tupanie nóżką w ramach domaganie się nauki na światowym poziomie jest śmieszne i głupawe. Jest to równie głupie jak narzekanie, że służba zdrowia jest marna, przy jednoczesnym oprotestowywaniu podnoszenia składek. Chcemy mieć naukę na wysokim poziomie - musimy ją odpowiednio finansować. Nie stać nas, bośmy biedni? To zamknąć twarze i przestać marudzić, że badziewie.
                      • Gość: yula Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 03:20
                        Zrozum człowieku, że to nie jest kwestia tego, że mało jest pieniędzy, tylko że te pieniądze zwyczajnie są marnowane przy obecnych regułach, wg których nauka funkcjonuje. Najpierw reformy, później kasa. Nie potrzebujemy naukowców, którzy jedyne, co potrafią, to wyciągać rękę po coraz większe pieniądze. Wiesz, jaka jest skuteczność polskich naukowców w aplikowaniu o granty z funduszy europejskich? Podpowiem ci: żałośnie niska. Pieniądze leżą na ulicy i wołają, trzeba tylko chcieć po nie sięgnąć. Skończyły się czasy, że to państwo karmiło wszystkich łyżeczką jak rozkapryszonego dzidziusia. Warto, żeby również naukowcy przyzwyczaili się do nowych czasów. Jakoś ucieczka naukowców nam nie grozi - i tak kształcimy ich więcej niż uczelnie są w stanie zatrudnić. Na każdy etat na uczelni jest co najmniej kilku chętnych. I dostają się wcale nie ci najlepsi. Jakoś o ten marnowany potencjał polskie środowisko naukowe się nie martwi - ono martwi się tylko o własne kieszenie.
                        • Gość: max Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 11:35
                          "Skończyły się czasy, że to państwo karmiło wszystkich łyżeczką jak rozkapryszonego dzidziusia"
                          Znawczyni reguł życia społecznego odezwała się.. he he Tak się składa, że na wydziałach nauk społecznych najbardzaiej wartościowi są własnie ci, którzy nie zamierzają się poddawać obowiązującym regułom. I chcą zmieniać istniejący ład. Może warto zadać pytanie komu ma służyć wiedza i uniwersytet? Na pewno nie biznesowi i przemysłowi. I na pewno też nie "obowiązującym czasom" i panującej władzy. Uniwerek to miejsce twórczego fermentu, a nie pokornych niewolników. Mam gdzieś "obowiazujące reguły" i "ekonomiczne kalkulacje".
                        • Gość: Ziutek Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.dynamic.chello.pl 20.02.11, 14:07
                          A skąd takie durne przekonania? Że to nie jest kwestia zbyt małych pieniędzy?! Buhahahaha, się uśmiałem. To jest właśnie kwestia małych pieniędzy. Jako społeczeństwo dostajemy dokładnie tyle, za ile zapłaciliśmy. Teksty typu "pieniądze się marnują w systemie" możesz między bajki włożyć. Jasne, można coś tam zreformować dla picu i uzyskać jakieś śmieszne oszczędności, ale bez radykalnego zastrzyku kasy (na który nas nie stać) nie będzie lepiej niż jest.

                          Najpierw reformy, potem kasa? Hehehe, no właśnie - już o tym pisałem. W naszym kraju to jest zwykły rytualny bullshit. ZAWSZE kończy się reformami bez kasy i wszystko wraca do punktu wyjścia. Podatnik polski chce mieć naukę na światowym poziomie, zrzucając się na nią na poziomie afrykańskim. To jest dopiero piramidalna głupota!

                          A czy nie potrzebujemy takich naukowców? Nie wiem, może i nie. To zamknijmy nasze uczelnie i po robocie. Nie możemy? Nie chcemy? To przestańmy zawodzić, drodzy podatnicy, płaćmy dalej te swoje nędzne groszaki i pogódźmy się z badziewnym szkolnictwem wyższym i nauką w Polsce. A zresztą - możemy zawodzić dalej. Kogo to w końcu obchodzi? Psy szczekają, a karawana jedzie dalej.

                          Że środowisko się martwi o własne kieszenie? Też mi nowość! Gratuluję przenikliwości. Uświadomię Cię - każde środowisko się o to martwi. Jeśli te kieszenie nadal będą "wypełniane" przez podatników na takim poziomie jak teraz, to system będzie nadal działał jak teraz. Martwienie się o "marnowany potencjał" czy etos to jest pewien luksus, na który mogą sobie pozwolić ludzie opłacani wyżej niż po kilkaset euro miesięcznie. Ci ostatni musza bowiem kombinować, żeby utrzymać rodziny i nie mają czasu na takie pierdoły.

                          A że chętnych jest dużo? Pewnie, nieudaczników chętnych na słabo płatne ale pewne posadki zawsze będzie dużo.
      • Gość: marian Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.31.222.2.edial.pl 19.02.11, 17:01
        Panie Dybczyński! Weź się Pan w końcu do pracy. Jesteś Pan adiunktem, któremu w głowie się pomieszało. Szkodzisz Pan nie tylko wydziałowi i uniwersytetowi, ale ludziom, którzy od lat ciężko pracują. Gdzie Twoje osiągniecia naukowe. Przyjdź i pokaż je razem z Prof. Bachmanem, a wówczas będzie można porozmawiać. Do roboty!!!
        • Gość: absolwent Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 17:11
          Gość portalu: marian napisał(a):

          > Panie Dybczyński! (...) Szkodzisz Pan nie tylko wydziałowi i uniwersytetowi, al
          > e ludziom, którzy od lat ciężko pracują.

          Ha, ha, ha... Od lat ciężko pracują... Dobre! Chyba pierdząc w stołki. A efekty tej "ciężkiej pracy" właśnie widać...
      • Gość: Wołodia Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.bu.uni.wroc.pl 19.02.11, 22:52
        Po co tak generalizować ? Jedni "odwalają bylejakość" za 2300, inni solidnie pracują w takich warunkach, jakie są. Nie wszyscy uzależniają jakość swojej pracy od tego, czy im dobrze, czy źle płacą, nie wszystkim chodzi tylko o pieniądze. Ci adiunkci, którzy "odwalają bylejakość", pewnie odwalaliby ją także wtedy, gdyby dostawali znacznie wyższą pensję.
        • Gość: Ziutek Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.dynamic.chello.pl 20.02.11, 02:46
          Eee tam, nie bądźcie hipokrytami.

          Marnie wam płacą, więc marnie pracujecie. Prawda stara jak świat. Oczywiście zawsze znajdzie się garstka frajerów (niech będzie: zapaleńców), którzy będą się sprężać za półfriko. To jednak margines, co jest zupełnie naturalne. Nie ma bodźców - nie ma dobrej pracy ani efektów. Nie widzę w tym nic dziwnego. Jaka płaca taka praca. Społeczeństwo, które oczekuje, że będzie miało naukę na światowym poziomie składając się na nią na poziomie afrykańskim i żądające naukowców-etosowców/noblistów opłacanych po 700 czy 800 euro miesięcznie powinno się mocno stuknąć w głowę :)
          • Gość: yula Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 03:23
            Gość portalu: Ziutek napisał(a):

            > Jaka płaca taka praca.

            Powiedz to kiedyś prywatnemu pracodawcy (o ile kiedykolwiek takiego miałeś). Gwarantuję ci, że nawet nie zauważysz, kiedy wylecisz z pracy na zbity pysk.
            • Gość: nauka to nie towar Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 11:30
              I właśnie dlatego mądrzy ludzie nie chcą pracować u prywatnego pracodawcy. I nie zamierzają też zamieniać uniwersytetu w korporacyjny wyścig szczurów. Jak ktoś chce żeby go traktowali jak gó..., bo ma takie masochistyczno-kapitalistyczne preferencje, to niech idzie do korporacji. Uniwersytet od wieków był i jest miejscem niezaleznym od zewnętrzych zmieniających się mód i koniunktur - tak było w średniowieczu, w czasie faszyzmu, stalinizmu. I tak jest również teraz w czasach "realnego kapitalizmu". I niech ci wszyscy płaczący i sfrustrowani podatnic (którzy ględza ile to oni płacą na naukę), to w końcu zrozumieją... Nie będziemy słuchać waszych rynkowo-ekonomicznych wywodów!!
    • Gość: Nauka to nie towar Dybczyński bredzi!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 11:04
      "Rynek i biznes zmieniają naukę" - to cała recepta Dybczyńskiego. "Czarnecki uzdrowi UWr" a "największy biznez zastąpi profesorów" - to nie tylko bełkot i brednie, ale koszmar gorszy od tego co jest teraz. Dybczyński czy naprawdę jesteś tak słabył politologiem, że nie widzisz że to wlaśnie komercjalizacja studiów i urynkowienie pracowników naukowych doprowadziło do degeneracji uczelni w Polsce? Fikcyjne, ale płatne studia zaoczne; otwieranie nowych kierunków pod "potrzeby rynku", zamiana pracowników naukowych w wieloetatowe dziwki do wynajęcia -to jest właśnie urynkowienie i zamiana nauki w towar na sprzedaż. Chcesz leczyć kiłę syfem? Bo do tego sprowadza się wpuszczanie cwaniaczków z biznesu na uczelnię...
    • dyniek89 No to już wiadomo jakie lobby reprezentuje Dr 19.02.11, 11:19
      Ciekawe ile mu zapłacili za te propozycje zmian.
      • Gość: rikitiki "reformy"?-budowanie socjalizmu z "ludzka twarza" IP: *.cht-bng-12.adsl.virginmedia.com 19.02.11, 12:37
        Chcialem sie odniesc do kolejnego tekstu Pana doktora Dybczynskiego.

        ABSTRAKT:
        Przeczytalismy wlasnie kolejny tekst w tej dyskusji, ktory nie dotyka sedna ani zrodla problemow systemu "edukacji" w Polsce. To o czym pisze dr Dybczynski to naprawianie SKUTKOW bez wlasciwej diagnozy PRZYCZYN nie mowiac juz o probie ich likwidacji.
        Porownaniem, ktore cisnie sie na usta - jest oslawione "budowanie socjalizmu z ludzka twarza"
        czyli majstrowanie przy systemie ktory z samej swojej natury jest niemoralny , niewydolny , korupcjogenny.

        PRZYCZYNA obecnego stanu edukacji w Polsce (i nie tylko w Polsce) jest system jej finansowania. Z natury system ten jest niemoralny a w skutkach niewydolny, korupcjogenny i wysoce szkodliwy.
        DoktorDybczynski narzeka na brak sensownych alternatyw w dyskusji. Osmiele sie zaproponowac alternatywe.

        Komletnie niemoralne zalozenia SKUTKUJA juz tylko niewydolnoscia, koryupcja i zacofaniem, co postaram sie wykazac:[/b]
        Oczywiscie, licze na to , ze ktos, a moze sam doktor Dybczynski wykaze bledy w moim rozumowaniu i wskaze na oczywiste korzysci z budowania „socjalizmu z ludzka twarza” w wydaniu edukacyjnym


        ANALIZA:
        Finansowanie
        a) System jest finansowany z podatkow zabieranych pod grozba wiezienia. Podatki placa zarowno bogaci, srednio zamozni jak rowniez ubodzy.
        O ile zdecydowana wiekszosc studentow na studiach dziennych (nie ma czesnego) stanowia dzieci z rodzin bogatych i srednio zamoznych - to dzieci z rodzin gorzej sytuowanych najczesciej ucza sie na studiach zaocznych, gdzie musza placic czesne. Rodzin tych nie stac na utrzymanie dziecka we Wroclawiu. Dzieci te musza pracowac zeby sie utrzymac. Placa czesne, placa tez podatki ktore ida na oplate czesnego swoich zamozniejszych kolegow na studiach dziennych.
        Jest to wiec podwojne opodatkowanie ludzi z rodzin gorzej stytuowanych.
        Co wiecej:
        Pieniadze w formie podatkow sa zabierane ludziom ktorzy nigdy wspanialych gmachow na Koszarowej, Placu Uniwersyteckim nigdy na oczy nie zobacza. Ich dzieci tez nie zobacza bo na studia z tych albo innych wzgledow nigdy nie pojda.
        Ludziom tym, najczesciej gorzej sytuowanym wmawia sie - (a robi to cala machina panstwowa oraz establishment czerpiacy korzysci z funkcjonowania takiego systemu finansowania - w tym rowniez p doktor Dybczynski i inni pozorni reformatorzy);

        Uzasaniania sie to w ten sposob, ze jakoby ludzie placacy podatki na oplacenie studiow ludziom lepiej niz oni sytuowanym - odniosa znaczace, choc nie bezposrednie korzysci z takiego stanu rzeczy.
        Argumentuje sie to zwiekszeniem produktywnosci spoleczenstwa poprzez zwiekszenie liczby wyksztalconych obywateli.
        Czyli chodzi o to , ze PANSTWO opodatkowujac wsztskich obywateli zwieksza ilosc i jakosc "srodkow producji" w spoleczenstwie. Panstwo robi to kierujac srodki z podatkow w te "rejony" edukacji ktore uzna za stosowne biorac pod uwage.

        Czy zna ktos lepszy opis tego zjawiska niz CENTRALNE PLANOWANIE?

        Skoro centralne planowanie skompromitowalo sie w gospodarce, to dlaczego nadal WMAWIA sie nam ze jest dobre w edukacji? Centralne planowanie nie dziala w zadnej dziedzinie

        Oczywiscie w teorii zaklada sie ze Panstwo Polskie bedzie te srodki kierowalo w sposob efektywny, z uwzglednieniem "dobra spolecznego", "interesu narodu" itd.


        Nawet zakladajac ze osoby odpowiedzialne za owo centralne planowanie i dystrybucje srodkow to osoby o krysztalowych sercach ( co oczywiscie nie ma miejsca) to zaden osrodek centralnego planowania nie bedzie w stanie przeprowadzic efektywnej alokacji zasobow.

        W praktyce widzimy ze osoby i osrodki decydujace o centralnej alokacji zasobow kieruja sie swoimi partykularnymi interesami, sa skorumpowane, maja swoje towarzyskie i polityczne preferencje. to te czynniki maja decydujacy wplyw na to gdzie Ministerstwo-Planista wysyla srodki na "edukacje".
        Liczy sie to kto ma lepsze znajomosci w KBN, kto z kim spi, kto kogo zna w „centrali”
        Pomijam juz straszliwe marnotrawstwo, armie urzednikow ministerialnych itd. Wszystko to zmniejsza efektywnosc alokacji i winduje koszty dla podatnikow. Nie jest trudnym do zrozumienia, ze system ktory poza finansowaniem uniwersytetow, finansuje tez armie ministerialnych urzednikow, koordynatorow, itd – jest drozszy niz system ktory sklada sie z placacych ze edukacje i te edukacje swiadczacych?

        Argumnetowanie o "dobru spolecznym" , "korzysciach dla podatnikow" (zwlaszcza tych ktorzy nie pojda na studia) - jest tylko gadaniem majacym uzasadnic wygodne zycie "pracownikow systemu oswiaty" - w tym rowniez dr Dybczynskiego. Naprawde oczekujemy ze ludzie ktorzy po prostu materialnie korzystaja na obecnym stanie rzeczy beda zmieniac zmieniac jego podstawy?
        To tak samo jak programy „anykorupcyjne” wprowadzane przez zyjaca z korupcji administracje premiera Putina.
        ZADEN pracownik systemu oswiaty nie zaproponuje zmian mogacych uderzyc w podstawy swojego materialanego dobrobytu. TO jest granica wszelkich propozycji "reform"

        To system ktory jest niemoralny - degeneruje ludzi, doktorze Dybczynski. Nawet Anioly by zaczely krasc w takim systemie. Zaden ministerialny urzednik, nawet taki hipotetyczny - o zlotym sercu i krysztalowych charakterze, nigdy nie wyda moich pieniedzy tak efektywnie dla mojego dobra jak ja sam, wiec prosze podatnikom nie wmawiac ze jest inaczej poslugujac sie bajkami rodem z marksizmu-leninizmu

        Podsumowanie, i alternatywa w nastepnym poscie , ze wzgledu na jego dlugosc
        • Gość: rikitiki Re: "reformy"? podsumowanie IP: *.cht-bng-12.adsl.virginmedia.com 19.02.11, 12:39
          Podsumowanie i alternatywa:


          1)panstwowe instytucje edukacyjne oraz pracownicy systemu edukacji maja zapewnione zrodlo finansowania.
          2)finansowanie jest zapewnione bez wzgledu na osiagniecia naukowe. Nie ma wiec zadnego realnego bodzca ktory by wymuszal poprawe jakosc swiadczonych uslug a wiec:
          3)panstwowe instytucje edukacyjne nie musza ze soba realnie konkurowac o dostep do zasobow finansowych – czy trzeba komus tlumaczyc jak to wplywa na jakosc swiadczonych uslug edukacyjnych? W skutek tego instytucje nie martwia sie o to jakiej jakosci produkt( absolwent) wyjdzie z jej murow. Nie jest wazne czy znajdzie prace w zawodzie, bo nawet jesli nie, to co z tego? Finansowanie i tak jest zapewnione.
          4) Panstwowe instytucje edukacyjne( tak jak kazdy inny podmiot) bedzie maksymalizowal swoje zyski (mimo gadania o „misji” – takie samo gadanie uprawia TVP – o tym ze ma „misje” – czym uzasadnia sciaganie podatku – abonamentu)

          Wiec takie instytucje pobieraja bezprawnie oplaty od studentow zaocznych. Ale to jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze jest to , ze w obecnym systemie, co instytucje edukacyjne oferuja. A oferta edukacyjna jest w prostej linni wynikiem zalozen systemu i braku motywacji do podnoszenia jakosci uslugi edukacyjnej.
          Otoz oferuja to co je najmniej kosztuje. Kompletnie nie patrza na to jakie zawody sa potrzebne w gospodarce. Uczelnie produkuja wiec absolwentow takich kierunkow ktore sa najtansze dla uczelni a nie takich ktore wymagaja inwestycji.

          Skoro nie ma znaczenia dla finansow uczelni to czy jej absolwent znajdzie prace w zawodzie – to jaki jest bodziec do wprowadzania kierunkow ktorych absolwenci sa potrzebni na rynku pracy?
          Prosta analiza ilosci miejsc na kierunkach oferownayh przez szkolnictwo w Polsce potwierdza to o czym pisze.
          Czy uczelnie w Polsce sledza losy absolwentow?
          Oczywiscie ze nie, bo po co?
          Pokazywac jaki procent absolwentow pracuje w jakich branzach? Ilu w zawodzie? Ilu dostalo podwyzke? Publikowac takie dane? Utrzymywac z absolwentami kontakt by mogli rekomendowac uczelnie i studia jako dobra inwestycje w swoja przyszlosc?

          Wszysko to robia uczelnie w krajach gdzie panuje , choc czesciowo owy „nieludzki system rynkowy” w UK czy USA. Z tego co wiem ,to pan doktor spedzil jakis czas na sytpendium w UK, wiec mial pan i okazje napatrzec na owy „nieludzki sysyem w ktorym uczelnie musza ze soba konkurowac o studenta”, prawda?
          Widac roznice?
          Podsumowanie:
          Wykazalem w wielkim skrocie wady obecnego systemu poczawszy od jesgo niemoralnych podstaw skutkujacych brakiem efektywnosci i korupcja oraz zacofaniem. Jasno pokazalem ze nie jest mozliwa jego efektywna reforma, be usuniecia owych podstaw. Tak samo jak niemozliwe bylo efektywne zreformowanie socjalizmu – poniewaz u samych jego podstaw lezy i w jego konstrukcje wpisany jest upadek, korupcja, przemoc i marnotrawstwo, a w rezultacie cywilizacyjny regres. TO nie sa „bledy i wypaczenia” - ,panie doktorze, to sama natura sysytemu – jego podstawy sa zle.
          Alternatywa:
          -ograniczenie roli ministerstwa jako „centralnego planisty” dysponujacego srodkami zebranymi z opodatkowania obywateli, wlacznie z docelowa likwidacja „ministerstwa edukacji” w dlugim terminie, lub ograniczeniu jego funkcji do akredytacji instytucji edukacyjnych kwalifikujacyh si edo programu bonow edukacyjnycjnych ( o tym w nastepnym punkcie). Obecnie jest to wysoce nieefetkywana struktora biurokratyczna ktora zajmuje sie uzasadnianie swojego istnienia i zabierania obywatelom ich pieniedzy na swoje utrzymanie.
          -wprowadzenie bonow edukacyjnych – wystarczy policzyc ile srednio kosztuje uczelnie wyksztalcenie jednego studenta oraz danie studentowi bonu na taka kwote. Bon moglby byc zrealizowany tylko w uznanej instytucji edukacyjnej(jedyna rola ministerstwa). To pozwoliloby zminimalizowac oszustwa, choc nie wyeliminowalo by ich – tak jak zaden system ich nie wyeliminuje.
          Pozwoli to zlikwidowac wiekszosc ministerialnej biurokracji i zmniejszy cene edukacji – czyli kwoty jakie sa sciagane w podatkach co roku.

          -uczelnie musialyby konkurowac o studenta. Konkurowac moglyby tylko poprzez swiadczenie wysokiej jakosci uslug edukacyjnych – czyli oferownaie takich programow ktore zwieksza szanse na znalezienie dobrej pracy po studiach. Uczelnie w celu przyciagniecia studentow musialyby wykazac ilu z ich absolewntow dostalo podwyzke po studiach, ilu ma prace w zawodzie, itd. To dalo by studentom w miare jasny obraz na ktore uczelni ei na ktore kierunki warto aplikowac, ktore oferuja najwyzsza jakosc studiow.
          Tym samy rozwiazany bedzie problem powiazania szkolnictwa wyzszego z potrzebami rynku pracy i moze w koncu ten „system bezplatnej edukacji” przestane produkowac co roku, na koszt podatnika tysiace absolwentow kierunkow ktorych ekonomia kraju i rynek pracy nie jest w stanie wchlonac, ktorych ten kraj eksportuje do reszty EU jako „ogolnie” dobrze wyedukowana , tania sile robocza. To sa rowniez wlasnie owi sfrustrowani „magistrzy” w Polsce, ktorzy stanowia coraz wiekszy odsetek bezrobotnych.

          Szanse na realizacje owego programu naprawy?
          Zadne.
          Dlaczego?
          Z prostej przyczyny:
          -osoby ktore decyduja o ksztalcie i zalozeniach systemu edukacji w Polsce – sa tymi samymi osobami ktore czrpia korzysci ze stanu obecnego. Biurokracja ministerialna, pracownicy systemu edukacji – wszyscy sa bardzo biegli we wmawianiu podatnikom rzekomych korzysci z istnienia systemu. Zadna biurokracja nie wdrozy systemu ktory spowoduje odciecie jej od zasobow materialnyc, prestizu itd. Doktor , jako politolog, wie to bardzo dobrze.
          • Gość: anty-rynek Rikitiki - bredzisz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 13:16
            Koleś wal tą swoję ideologię na zebraniach UPR, ale nic wciskaj kitu o tym jak to rynek wspaniale rozwiązuje problem nauki w USA czy UK.
            Powiedz to lepiej angielskim studentom, którzy od kilu tygodni masowo protestują przeciwko dalszej komercjalizacji nauki - ciekawe co powiedzą o twoich wspanialych receptach.

            "uczelnie musialyby konkurowac o studenta. Konkurowac moglyby tylko poprzez swiadczenie wysokiej jakosci uslug edukacyjnych" - naiwne brednie liberała... W Polsce właśnie mamy konkurowanie o studenta na prywatnych uczelniach. Zobacz jak to wygląda w praktyce: przyjmą każdego debila, który tylko zapłaci. Poziom nauki i uczelni nie ma nic do rzeczy, a konkurencja nie podwyższa poziomu tylko spuszcza te prywatne szkólki do poziomu szamba i szkółek gminnych.

            Na razie w Polsce socjalizmu nie widać, bo to co jest to polski "realny kapitalizm" - kasa jest najważniejsza i liczba sztuk debili na studiach zaocznych
            • Gość: rikitiki re"reformy"?budowanie socjalizmu z "ludzka twarza" IP: *.cht-bng-12.adsl.virginmedia.com 19.02.11, 13:23
              dziekuje za odpowiedz:

              -skoro Twoim zdaniem "bredze" to napisz gdzie konkretnie bredze, w ktorym miejscu? Udowodnij mi , ze FAKTY sa inne niz je opisalem?

              Nie odniosles sie rzeczowo ani do tego co zidentyfikowalem jako przyczyny problemow stanu obecnego , ani to tego co zaproponowalem jako alternatywe.

              Nie masz ZADNYCH rzeczowych argumnetow ani propozycji. Jesli masz, , to przedstaw:
              -co Twoim zdnaiem jest przyczyna problemow systemu edukacji
              -jak nalezy je rozwiazc

              A do tego czasu, to Ty bredzisz.

              • Gość: anty-rynek Re: rikitiki bredzisz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 13:30
                No cóż... To normalne, że posiadacz "fałszywej świadomości" i wyznawca fundamentalizmu rynkowego nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, że bredzi. Hasła o cudownych receptach rynku i prywatyzacji już uprawiał 20 lat temu niejaki Balcerowicz i na szczęscie skończył na marginesie życia publicznego. Tam jest miejsce dla wszystkich neoliberalnych fundamentalistów. Zamiast Hayeka poczytaj sobie kilka innych rzeczy. A urynkowienie nauki nie jest lekarstwem, lecz tylko jej problemem...
                • Gość: Precz pajacom Popieram IP: *.dynamic.chello.pl 19.02.11, 13:44
                  Niektórzy po prostu muszą łyknąć jakiś ekstremizm - jak nie socjalistyczny, to religijny, czy rynkowy. Fanatyzm neoliberalny nie pozwala dostrzec takim pajacom jak rikitiki rzeczy oczywistych. Dla nich zawsze jakaś idea będzie doskonała, bo tak stoi w ich Biblii (kiedyś Biblia, potem Marks, teraz Hayek i Friedman). A jeśli rzeczywistość skrzeczy, to tym gorzej dla niej (to tylko wypaczenia - ciągle jesteśmy za mało bogobojni, socjalistyczni lub kapitalistyczni, aby się Królestwo Niebieskie mogło zrealizować). Naucz się myśleć samodzielnie - to nie boli. Rynek nie jest cudownym narzędziem, a już tym bardziej panaceum na bolączki nauki. Ludzkie społeczeństwo to nie targ, a człowiek to nie tylko konsument i producent. Redukcjonizm w takim stylu zawsze w historii prowadził do tragedii, ponieważ ufundowany jest na fanatyzmie, a fanatyzm nie zna umiarkowania, za to zawsze dąży do wcielenia "prawdy" w sposób doskonały.
                  • Gość: rikitiki re:"socjalizm z ludzka twarza" IP: *.cht-bng-12.adsl.virginmedia.com 19.02.11, 14:43
                    Dziekuje za odpowiedz

                    Jak szanowny przedmowca, rowniez nie odniosles sie w zaden rzeczowy sposob do zaddnego z punktow mojego postu.

                    Napisz prosze, w ktorym punkcie, konkretnie myle sie, mijam z prada, albo zle definiuje problem.

                    pozdrawiam





                    • Gość: Precz pajacom Re: re:"socjalizm z ludzka twarza" IP: *.dynamic.chello.pl 19.02.11, 17:51
                      Mylisz się w swoim naczelnym założeniu:

                      Prywatne nie równa się efektywne ani etyczne.
                      Publiczne nie równa się nieefektywne ani nieetyczne.

                      Problemy szkolnictwa wyższego w Polsce nie mają nic wspólnego z formą własności uczelni ani z tym, jaka jest formuła płatności za studia. Wiele krajów ma świetne systemy publicznego szkolnictwa wyższego.

                      Postulaty typu "sprywatyzujmy wszystko" to przejaw rynkowego fanatyzmu. Jest to równie kretyńskie jak postulat typu "znacjonalizujmy wszystko". I ma równie opłakane skutki.

                      Przykład: Dania jest jest w pierwszej dziesiątce najbardziej wolnorynkowych krajów świata. Jest jednocześnie najbardziej szczęśliwym krajem świata według sondażu Gallupa. Jaki mają tam system szkolnictwa wyższego? Państwowy. Uczelnie należą do państwa, a pracownicy akademiccy to pracownicy państwowi. Co więcej - ogromna większość pracowników akademickich jest (o zgrozo!) zrzeszona w związkach zawodowych, które aktywnie współkształtują politykę uczelni.

                      A co najważniejsze - studia w Danii są (o jeszcze większa zgrozo!) bezpłatne.

                      Powtórzę raz jeszcze - problemy polskiego szkolnictwa wyższego nie wynikają z tego, że za mało tu prywatnej własności. I piszę to jako osoba, która miała okazję pracować w prywatnych uczelniach wyższych - siedlisku korupcji, cwaniactwa i prostackiej pazerności.
                • Gość: rikitiki Re: rikitiki bredzisz IP: *.cht-bng-12.adsl.virginmedia.com 19.02.11, 14:41
                  dziekuje za odpowiedz;

                  W dalszym ciagu:

                  -nie odniosles sie rzeczowo do tego co napisalem o istocie problemow systemu edukacji

                  -nie napisales gdzie konkretnie Twoim zdaniem nie mam racji

                  -nie zaproponowales zadnego alternatywnego rozwiazania

                  pozdrawiam
                • Gość: rikitiki Re: rikitiki .... IP: *.cht-bng-12.adsl.virginmedia.com 19.02.11, 14:46
                  Oczywiscie, w dalszym ciagu nie zaproponowales:

                  -zadnej alternatywnej definicji problemow polskiej oswiaty wraz z uzasadnieniem dlaczego to a nie co innego stanowi problem

                  -zadnej alternatywy, z jakimkolwiek uzasadnieniem rozwiazania problemu

                  oczywiscie ze mozes zmi sasugerowac jakas lekture dzieki ktorej zrozumiem wiecej, zawsze bede wdzieczny za kazda uzasadniona sugestie.

                  pozdrawiam i czekam na rzeczowa polemike
            • Gość: babkazwroclawia Kwestia :) debila IP: 12.157.94.* 19.02.11, 23:55
              Odnoszac sie do postu, dziwaczne okreslenie uzywasz odnaszac sie do ludzi jako "debili." Nie jeden debil wlada taka wladza i kieruje systemami ktore przyczyniaja sie do tak zwanej "systemic violence" na jednostkach i ludzkosci.

              Debila mozna spotkac wszedzie na wszytkich szczeblach. Sa to ludzie w rolach takich jak prezydenci, rektorzy, profesorowie, CEO, smieciarze, sekretarki. Gdzie sie nie spojrzysz tam pewnie gdzies czycha jakis debil. Pol biedy jak jest tylko zwyklym debilem. Gorzej jak jest zachlannym debilem. Jak "debil" dostaje sie na takie stanowiska? Kumaterstwo i nepotyzm. A jezeli "debil" zaplaci za studia zeby sie wyksztalcic, to chyba nie jest tak zle jak wejscie na studia na podstawie kumaterstwa i nepotyzmu przez mniej i wiecej debilowatego potomstwa "elit." Wazne jest zeby systemy, uczelnie nie produkowaly "debili."

              Wydaje mi sie ze nie jeden "debil" czy ksztalcony dziennie czy zaocznie by na tym zyskal. Zle systemy ( uczelnie czy odplatne czy nie) produkuja debili, ale dobre systemy wezma takiego debila i zrobia cos pozytecznego z takiego debila czy to na jego wlasna korzysc czy korzysc spoleczenstwa.

              A tutaj jest prosty plan

              1. Wyplewic "debili" z rol zarzadzajcych i zatrudnic ludzi kompetetnych, lub ich re-edukowac zeby stali sie kompetetni w swoich funkcjach.
              2. Skupic sie na tworzeniu systemu gdzie swiadczone sa uslugi edukacyjne ktore nawet z debila zrobia kogos kompetetnego.....a nie trzymac sie systemu ktory z madrego robi debila, (co gorsza zdemoralizowanego debila) ktory skupia sie na udowandnianiu przez jednego debila (profesora zatrudnionego na debilowskich warunkach) ze studenci sa wiekszymi debilami od niego (upokarzanie studentow przez nauczycieli i administracje).
              3. Zatrudnic kogos madrego i moralnego do zarzadenia finansami i rozwojem uczelni

              Nie wazne jak system bedzie ufundowany (lepiej dla studentow zeby pozostal w wiekszosci za darmo, lub pol darmo), ale zanim ktokolwiek w terazniejszym systemie zacznie sie lasic na kase, i zanim jaka kolwiek kasa spadnie z nieba, najpierw trzeba przygotowac system i ludzi zeby kompetetnie i rzetelnie zarzadzali i potrafili zarzadac srodkami finansowymi.

              Finansowanie dydaktyki rozni sie od finansowania badan naukowych.

    • zmroki Jedno jest pewne! 19.02.11, 13:09
      Pan Dybczyński bije na łeb na szyję wszystkie poprzednie osoby zajmujące głos w sprawie poziomem wypowiedzi, erudycją i sprytnymi zabiegami manipulowania faktami.

      Co by już o debacie nie mówić, to trzeba przyznać, że politologiem jest wyjątkowym. :-)
      • Gość: aristo Re: Jedno jest pewne! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 16:42
        Mógłbyś podać te przykłady manipulowania faktami?
    • xylan To prof. Pacholski ma rację 19.02.11, 13:21
      Wbrew temu co pisze dr Dybczyński, nie da się uzdrowić UWr bez głębokiej reformy całego systemu polskiego szkolnictwa wyższego. Po prostu samo środowisko się nie uleczy, jak uzasadniono w pojawiającym się w różnych wątkach tekście:
      wyborcza.pl/1,76842,8417907,Polskie_uczelnie_w_objeciach_sarmatyzmu.html , który kończy następujący cytat:
      "Ale to wszystko zbyt mało, by wyrwać nas z zaklętego kręgu quasi-sarmackiej ideologii prezentowanej przez znaczną część środowiska akademickiego, która, ..., "jest wykorzystywana dla usprawiedliwienia... sobiepaństwa, ksenofobii, lenistwa umysłowego i zwykłego oportunizmu podszytego lękiem przed wprowadzeniem niechcianych zmian, nowinek, rozwiązań, które mogłyby zakłócić święty spokój pracowników wyższych uczelni."

      • Gość: M Pacholski już się wykazał jako rektor... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 13:24
        I niech przestanie udawać specjalistę od reformowania nauki. Niech lepiej zajmie się swoimi liczbami i nie wypowiada się o sprawch i procesach społecznych, o których nie ma pojęcia...
        • Gość: Palmer Re: Pacholski już się wykazał jako rektor... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 14:20
          D. jestes cienki bolus i kiepski lovelas. Pamietam, jak kiedys chcialem zlecic ci prosta analize politologiczna i jak najpierw blefowales, ze to dla ciebie bulka z maslem, a potem spieprzales z podwinietym ogonem. Nawiasem mowiac, analiza byla do wykonania w trzyosobowy zespol w dwa tygodnie na podstawie samego internetu.
      • zmroki Re: To prof. Pacholski ma rację 19.02.11, 13:28
        Dlatego to system powinien wymusić te uleczenie... ludzie z natury nie potrafią się kontrolować i przez wiele lat dokonuje się w nich powolny upadek, jeśli im się na to pozwoli.

        Odnowa moralna, etyczna to nie kwestia kilku lat... raczej dekad, ale coś musi rozpocząć ten proces.
        • Gość: aristo Re: To prof. Pacholski ma rację IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 16:51
          Mylisz się. Nie wszystko zależy od systemu. Uczelnie mają dużą autonomię i Dybczyński ma rację twierdząc, że wiele można zmienić własnymi siłami. Przykłady? Nikt nie każe uczelniom brać studentów na masową skalę (co zawsze odbywa się kosztem jakości) i wcale nie spowoduje to brak rentowności wydziałów (co udowadniają wydziały z nauk ścisłych w UWr). Nikt nie każe zatrudniać masy niekompetentnej biurwy (2-3-krotny przerost w stosunku do uczelni prywatnych), zamiast mniejszej liczby fachowców. Nikt nie każe zatrudniać w instytutach pociotków, olewać zajęcia dydaktyczne, nie egzekwować habilitacji w wyznaczonych terminach, ustawiać konkursy pod konkretne osoby itp. I wcale nie jest tak, że potrzeba na to wszystko więcej pieniędzy, wprost przeciwnie - wiele pieniędzy się marnuje przez taką politykę, jaka jest obecnie. UWr gdyby chciał, mógłby być wzorem dla innych uczelni pod względem funkcjonowania organizacyjnego. Póki co, jest co najwyżej obiektem drwin.
          • Gość: M Re: Artisto jesteś naiwny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 17:11
            "Nikt nie każe uczelniom brać studentów na masową skalę (co zawsze odbywa się kosztem jakości) i wcale nie spowoduje to brak rentowności wydziałów (co udowadniają wydziały z nauk ścisłych w UWr)."

            Nikt oczywiście formalnie nie każe brać studentów na masową skalę. Ale przymus "rynku i ekonomii" są silniejsze niż polityczne i administracyjne naciski. Ministerstwo daje kasę wprost proporcjonalną do liczby studentów dziennych. Natomiast bez studentów zaocznych część kierunków nie przetrwałaby, bo państwo daje za mało środków na naukę. Co do wydziałów nauk ściśłych, to jesteś kiepsko poinformowany - utrzymują się one z pieniędzy "wyprodukowanych" na kierunkach humanistycznych ze studentów zaocznych. Gdyby nie humaniści, to informatycy, chemicy, fizycy w ciągu miesiąca nie mieliby z czego żyć na UWr. Pieniądze zarobione na wydziałach humanistycznych zabierane są w dużej części przez centralę uczelni... Co jest nawiasem bardzo niesprawiedliwe. No cóż, mamy dziadowskie państwo, które woli finansować świątynie opatrzności bożej i okupację Afganistanu, to i dziadowska musi być nauka...
            • Gość: kol3 Re: Artisto jesteś naiwny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 17:35
              Bardzo proszę nie wprowadzać ludzi w błąd. To co napiałeś jest po prostu kłamstwem, odsyłam do budżetu UWr. Istnieją wydziały UWr, które zdobywają duże pieniądze z grantów zewnętrznych i mają wynik dodatni bez żadnego wspomagania. Oczywiście nie są to wydziały humanistyczne, które nawet w Polsce w kategoriach naukowych nie liczą się (może z wyjątkiem Wydziału Historycznego) i o zewnętrznym wspomaganiu pracownicy tam zatrudnieni nawet nie myślą. Chemia, biotechnologia czy matematyka z informatyką zawsze były lepiej zarządzane niż inne i nie muszą być w żaden sposób wspomagane, chociaż z własnych środków dopłacają do każdego studenta (niedawno zmodyfikowany, zresztą zgodnie z postulatami przedstawicieli wydziałów humanistucznych, tzw. współczynnik kosztochłonności studenta bardzo krzywdzi wydziały eksperymentalne). Nie za bardzo byłbym dumny także z faktu szczycenia się wielką liczbą studentów - to po prostu patologia i sprzedawanie dyplomów za pieniądze. Bardzo byłbym także ciekaw, gdyby przedstawić ile zarabia (łącznie, na wszystkich etatach) profesor na przykład bardzo marnego WNS a ile na przykład wydziału Biotechnologii. Mimo, że Biotechnlogia UWr jest na drugim miejscu w Polsce ministerialnym rankingu kierunków biologicznych (wyprzedza na przykład podobne wydziały na UW i UJ, z wielokrotnie większym potencjałem i funduszami), to zarobki są tam zdecydowanie niższe(2-3 razy !) . Oni po prostu nie uprawiają prostytucji naukowej, a tym jest praca dla konkurencji (nota bene, praca bardzo marnej jakości).
              • Gość: Młot na idiotów Bzdury klepiesz IP: *.dynamic.chello.pl 19.02.11, 18:06
                Zajrzyj człowieku do budżetu, o którym wspomniałeś, a przekonasz, się, że bez pieniędzy z niestacjonarnych studentów humanistyki uniwerek by nie przetrwał semestru. Przestań łaskawie bredzić i sięgnij po dostępne w kwesturze dane.
                Taka jest rzeczywistość, więc przestań siać propagandę. Słabo się robi od tego pitolenia ścisłowców, jakie to wielkie pieniądze mają z grantów. Proponuję zrobić eksperyment i zostawić humanistyce całe pieniądze ze studentów niestacjonarnych. Zobaczymy jak świetnie sobie poradzą te wszystkie "znakomite" i "prosperujące" kierunki.

                A może niech uniwerek zwróci wydziałom kasę, którą pobrał z tego źródełka przez ostatnie 20 lat, skoro podobno była ona uczelni niepotrzebna? Żyliście z tego jak na zapiecku przez całe lata a nagle się pobudziliście i chrzanicie o prostytucji i sprzedaży dyplomów. Pół-dziewice przyrodniczo-ścisłe gardłują najwięcej, ale jakoś nie zgłaszały obiekcji gdy te pieniądze przeżerały w najlepsze.
                • Gość: kompetentny Re: Bzdury klepiesz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 18:20
                  To zajrzyj człowieku do rozliczeń finansowych poszczególnych wydziałów, a przekonasz się, że wydziały ścisłe utrzymują się samodzielnie. Dochody z wydziałów humanistycznych (i to też nielicznych) są przeznaczane głównie na ogólnouczelnianą administrację, która - jak słusznie zauważył prof. Marcinkowski - funkcjonuje wg "humanistycznych" standardów i nie ma za grosz kompetencji. Z powodzeniem można by ją zredukować o połowę. Najwyraźniej nie masz pojęcia, co to grant, skoro piszesz takie bzdury. Proponuję zrobić eksperyment i zabronić humanistom pracy na dodatkowych etatach (powszechność tego procederu na wydziałach humanistycznych dobitnie pokazuje, że nie mają dużo pracy na macierzystej uczelni) - zobaczymy wtedy, jakie będą mieli zarobki.
                  • futurama2012 Re: Bzdury klepiesz 19.02.11, 18:41
                    A może bzdury wypisywane prostackim językiem w celu całkowitego zdyskredytowania poziomu intelektualnego pracowników wydziałów "humanistycznych", to makiaweliczny pomysł Marcinkowskiego? No i ta propozycja podziału Uniwersytetu..."Zostawcie nas humanistów samych"....
                  • Gość: Młot na idiotów Co ma piernik do wiatraka? IP: *.dynamic.chello.pl 19.02.11, 18:47
                    To teraz rozmawiamy o indywidualnych zarobkach pracowników? Piaskownica? "Kto ma dłuższego"?
                    Czy o tym kto utrzymuje uczelnię? Tak się akurat składa, że sam uważam, iż jeden etat to powinien być maks. I że taśmoteka z masową produkcją studentów to patologia.

                    Po prostu wkurza mnie, że przez całe lata nikt nas nie pytał, czy mamy ochotę zasuwać te setki nadgodzin, obsługiwać po 10 przedmiotów i pracować na 35-osobowych "konwersatoriach" oraz płacić haracz do gmachu głównego, a teraz ścisłowcy nagle się pobudzili i plują jaką to prostytucję uprawiamy. Bez tego procederu, który rzeczywiście był skandaliczny, uniwerek by po prostu nie przetrwał. Wymuszono to na nas. A o to ilu chcemy utrzymywać pracowników administracji w gmachu głównym też nikt nas nie pytał. Więc bez hipokryzji proszę.


                    • futurama2012 Re: Co ma piernik do wiatraka? 19.02.11, 19:00
                      Zgadzam się, że uczony powinien mieć nie więcej niż jeden etat (no, chyba że drugi na Oxfordzie itp). Więcej, myślę, że pensum powinno być niższe - jest jednym z najwyższych w Europie. Uczony powinien produkować wiedzę.
                      Przypuszczam też, że Pana/Pani nikt nie pytał, czy ma ochotę mieć nadliczbówki - tak się utarło, że większość chce mieć nadliczbówki (i tak zostaje im sporo wolnego czasu, skoro niewiele robią naukowo), więc co mają zadawać egzotyczne pytania? (na wydziałach pół-dziewic także nikt nie pytał ;-) )
                      Co do "Waszych" i "Naszych" pieniędzy, to rzeczywiście dobrym pytaniem jest, co się z nimi dzieje. Oficjalnie, od kiedy pamiętam, to wszystkie wydziały są na minusie - raz większym, raz mniejszym (czasami wynika to z wydatkowania pieniędzy na budowę nowego budynku). Myślę, że one po prostu się rozmywają w okolicach placu Uniwersyteckiego...
                      • Gość: Młot na idiotów Re: Co ma piernik do wiatraka? IP: *.dynamic.chello.pl 19.02.11, 19:15
                        Ok, przepraszam za język, poniosło mnie. Po prostu nerwy mi puszczają gdy po raz enty słyszę jaką to prostytucję uprawiam i jak to ograbiam podatników jako humanistyczny cwaniaczek uniwersytecki.

                        Zawsze pojawia się pytanie (nieobca naukowcom zagwozdka) co jest skutkiem, a co przyczyną. Czy np. humaniści niewiele robią naukowo, bo są leniwi i wolą masowo tłuc nadgodziny? A może wymuszono to na nich, bo taka była przez całe lata polityka władz uczelni?

                        Jak zawsze bywa różnie. Mnie jednak do białej gorączki doprowadza opowiadanie, jak to się rwałem jako humanista do nadgodzin. Nie rwałem się. Wręcz przeciwnie i z opłakanymi dla mnie skutkami (wszak protesty były buntem przeciw władzy).

                        W pełni się zgadzam, że "produkcja wiedzy" powinna mieć pierwszeństwo. Taka jest logika uniwersytecka - to nie szkoła średnia, gdzie się przekazuje cudzą wiedzę. Tu się ją produkuje i przekazuje to, co się wyprodukowało. Przynajmniej w teorii, ponieważ w praktyce zamieniono nas w kombinaty dydaktyczne. I - tak jak pisałem - nikt nas nie pytał o poglądy na ten temat.

                        W ogóle uważam, że ta cała wojenka między humanistami a ścisłowcami to temat zastępczy.
                        • futurama2012 Re: Co ma piernik do wiatraka? 19.02.11, 19:43
                          Zgadzam się, że to trochę temat zastępczy.Tak naprawdę, to wojenka pomiędzy sposobami myślenia o funkcjonowaniu nauki, uniwersytetów.
                          Ironią losu jest fakt, że Wydziały (Instytuty, Zakłady), które w latach komunizmu pomagały ludziom opozycji (dając im pracę i chroniąc swoim autorytetem) są obecnie w najgorszej sytuacji. Niestety ludzie ci nie reprezentowali zazwyczaj sobą najwyższego poziomu naukowego, ale walczyli o "naszą sprawę". A potem... cóż, ich naukowy poziom się, za to wzrosły wymagania. A, że reguły oceny jakości naukowej są z natury mniej przejrzyste właśnie na wydziałach "humanistycznych", toteż ich obecność ma wpływ głównie na dziedziny wiedzy tam uprawiane. Możesz jeszcze dodać marcowych docentów, którzy też byli mianowani gó...e na kierunkach społecznych i humanistycznych i Wiesz już dlaczego bitwa odbywa się - wg mnie pozornie - pomiędzy "humanistami" i "ścisło-przyrodnikami".
                          Zgadzam się całkowicie, że czas skończyć z kombajnami edukacyjnymi i zacząć rozliczać uprawianie nauki wg kryteriów zachodnich (to nawet na Informatyce czy Biotechnologii oznacza wyrzucenie z 20% naukowców; na politologi zapewne z 80? ;-).
                          Czas też najwyższy podnieść znacznie pensje; poczynając od 100% podwyżki stypendium dla doktorantów. No, ale kto to zrobi? Nawet kosmetyczna reforma Kudryckiej spotyka się oporem celebrytów (patrz, chyba grudniowa, wypowiedz Karola Modzelewskiego)
                • futurama2012 Re: Bzdury klepiesz 19.02.11, 18:38
                  Żenujące.
                  • Gość: Młot na idiotów Re: Bzdury klepiesz IP: *.dynamic.chello.pl 19.02.11, 18:50
                    No bardzo konstruktywna wypowiedź. Gratuluję.
                    • futurama2012 Re: Bzdury klepiesz 19.02.11, 19:03
                      No, bo poniosło Cię ;-)
                      Nie utożsamiaj się z jednostkami organizacyjnymi. Średnia, to średnia - choćbyś był najlepszy i najszlachetniejszy.
      • kontakt-gw Re: To prof. Pacholski ma rację 20.02.11, 14:18
        Zdecydowanie popieram zawartosc artykulu prof. Pacholskiego.
        Komenta wypowiedz pana Dybczynskiego jest pelna wewnetrznych sprzecznosc a apel o "wposlne dzialanie" przypomina montowanie bloku wyborczego na najblizsze wybory.

        Sluszne uwagi: glowny problem to mentalnosc i trzeba ja przebudowywac latami; srodowisko nie chec zmian; za obecna sytuiacje odpowiadaja rzady profesury.

        W tej sytuacji jest nagle elementarna logiczna sprzecznoscia apel o wylonienie swiatlej, etycznej wiekszosci, ktora na zasadzie dobrowolnosci zreformuje uczelnie. Rownoczesnie Autor uwaza (slusznie), ze wada nowelizacji ustawy PSW jest zasada dobrowalnosci wprowadzeia zmian - powinien byc obowiazek (moj kometarz - zwlaszcza konwentow i konkursow na rektorow).
        Inne uczelnie sa be i nie zdecyduja sie "dobrowolnie" na zmiany, a UWr jest wspanialy i tam to na pewno sie uda? Ej wybory, wybory i konkurs pieknosci :-)
        • Gość: Janusz Re: To prof. Pacholski ma rację IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 15:58
          Panie "kontakt-gw": czy to dlatego szkalujecie i ośmieszacie teraz dra Dybczyńskiego na swoim forum "Doktorat - nauka - uczelnia"?

          forum.gazeta.pl/forum/w,87574,121758740,,Co_za_ulga_.html?v=2

          Ja rozumiem, że wam, jako akademickiemu betonowi przyspawanemu do swoich stołków, reformy w nauce nie pasują, ale trochę kultury w dyskusji też wypadałoby mieć. Nikt nie jest anonimowy w internecie i prędzej czy później zachowanie, jakie prezentujecie (także na tym forum) zemści się na was jako osobach publicznych.
        • Gość: !!! Re: To prof. Pacholski ma rację IP: *.ip.netia.com.pl 20.02.11, 18:53
          Ludzie, jeden chory kretyn wyprodukował tutaj ponad 200 postów... podszywając się pod cudze nicki i przeklejając cudze posty z innych forów...
    • matinfo Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego dz... 19.02.11, 14:38
      Uważam, że propozycje dra Dybczyńskiego są chybione.

      Zasadniczym problemem Uniwersytetu Wrocławskiego jest, moim zdaniem, poziom kadry naukowej. Pozostałe problemy są wtórne.

      Wiele głosów krytycznych pojawiających się w ostatniej dyskusji dotyczyło wydziałów humanistycznych. Jako wyróżniające się wydziały niektóre osoby (np. dr hab. J. Marcinkowski) podały wydziały nauk ścisłych. No to przyjrzyjmy się temu troszkę bardziej uważniej.

      Na przykład, w bazie DBLP dyrektor Instytutu Informatyki ma odnotowane za ostatnie 10 lat zaledwie 4 prace (see www.informatik.uni-trier.de/~ley/db/indices/a-tree/p/Pacholski:Leszek.html). Czyli publikował 0.4 prac rocznie. Tylko jedna z nich samodzielna. Jedna przyjęta była na SOFSEM 2001 - jest to konferencja spoza listy liczących się światowych konferencji. Nie widać żadnych innych śladów współpracy międzynarodowej. Wspomniany Marcinkowski ma więcej dostrzeżonych publikacji - ale zwróćcie uwagę na współautorów i na konferencje na które zostały one przyjęte. Poszperajcie dalej samodzielnie - z tych badań wyłania się smutny obraz tego Instytutu - to jest "wiocha"; prowadzi się badania dostrzegane głównie w Polsce przez swoje grono; a gdzie są efekty współpracy z najlepszymi uczelniami na świecie ?; gdzie są efekty badań w głównych trendach współczesnej informatyki?? (może trochę przesadzam, są tam ze dwie osoby prowadzące badania na poziomie światowym).

      Gdzie indziej sprawy również nie wyglądają dobrze. Na przykład co się stało z czymś, co jeszcze kilkanaście lat temu nazywano "wrocławską szkołą matematyczną"? Czy słyszeliście o jakimś interesującym odkryciu matematycznym dokonanym w ciągu ostatnich kilku lat przez matematyków z Uniwersytetu? Oczywiście, z punktu widzenia liczby doktoratów i habilitacji oraz kategoryzacji Instytut Matematyczny UWr wypada całkiem przyzwoicie.

      • lukgar.math Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego 19.02.11, 16:17
        Chciałbym odnieść się do jednego z argumentów, który uważam za nietrafny:

        > ? Czy słyszeliście o jakimś interesującym odkryciu matematycznym dokonanym w ci
        > ągu ostatnich kilku lat przez matematyków z Uniwersytetu?

        Pewnie nie. Ale za to wszyscy na pewno coś słyszeli o majtkach Dody. No bo skąd mieliby słyszeć? Przecież nie z mediów... Interesujących odkryć matematycznych dokonuje się na świecie cały czas, media jednak na ich temat milczą z prostego powodu - ludzi matematyka nie interesuje. A jak już się odezwą, to tylko dlatego, że za rozwiązanie problemu jest milion dolarów nagrody, a nie ze względu na odkrycie samo w sobie. Czy ktoś niebędący matematykiem potrafi wymienić choćby jedno ważne odkrycie matematyczne z ostatnich 5 lat? Wiedza o najnowszych osiągnięciach matematyki jest ograniczona do wąskiego grona specjalistów.

        Poza tym matematyki nie tworzą wielkie "interesujące odkrycia", ale przede wszystkim organiczna praca wielu ludzi z całego świata.
      • Gość: Ziutek Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.dynamic.chello.pl 19.02.11, 18:25
        Poziom kadry jest dokładnie taki, jakie są bodźce do pracy.

        Podatnicy dostają dokładnie tyle, za ile zapłacili.

        Oburzanie się, że nie mamy światowej klasy nauki jest śmieszne i przypomina mi rytualne oburzanie się obywateli, że mamy cienką służbę zdrowa.

        Indywidualny konsument dobrze rozumie, że za grosze może dostać tylko szajs, a za dobry produkt trzeba zapłacić konkretne pieniądze. Społeczeństwo w swojej masie zamienia się tajemniczo w skretyniałych "podatników" żądających Bóg wie czego za marne groszaki. Płacimy marne te podatki, bo jesteśmy biedni, więc mamy marne usługi. Proste jak drut. Gorączkowanie się nic tu nie zmieni. Za 2,5 tysiaka miesięcznie nikt nie będzie robił nauki na światowym poziomie. Zawsze na pierwszym miejscu będzie w takiej sytuacji zapewnienie bytu rodzinie. Lepsi wyjadą, a słabsi będą kombinować (kilka etatów, nadgodziny itd.). Trudno się temu dziwić - hipokryzją jest oczekiwanie, że ludzie będą zaniedbywać własne dzieci, aby dogodzić "wymagającym podatnikom". To jest możliwe tylko w wypadku garstki fanatyków bez rodzin, ewentualnie osób z bogatych rodzin, czy ze świetnie zarabiającymi małżonkami.

        Skoro podatnik wymaga, to niech podatnik płaci. Jeśli płaci na poziomie afrykańskim dostaje afrykańską naukę.

        Słychać ciągle: najpierw reformy, potem kasa.
        Jaaasne, już to widzę. Kończy się zawsze tak, że przeprowadza się reformy, a kasy nadal nie ma. Tylko frajerzy tego nie widzą.

        To bardzo prosta sprawa. Społeczeństwo dostaje dokładnie taką naukę i szkolnictwo wyższe (a także inne usługi) za jakie płaci.
        • Gość: MonX Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.wroclaw.mm.pl 19.02.11, 18:37
          Kompletne bzdury, Ziutek, kompletne bzdury.... obecny system jest taki, że żadna kasa nic nie pomoże. Na polskich uczelniach od wielu lat mamy typową selekcję negatywną, tzn. zdolniejsi uciekają, słabsi zostają (a całkiem często zdolniejsi są przez słabszych po prostu przepędzani). Obecna wyższa kadra to często ludzie po prostu tępi, a ich główny wysiłek idzie w kierunku wygryzania potencjalnej konkurencji... i co tu pomoże duża kasa? Najpierw należy odspawać od stołków nieusuwalnych profesorów informatyki, dla których informatyka to MERA60, a dopiero potem dawać kasę.
          • Gość: Ziutek Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.dynamic.chello.pl 19.02.11, 19:00
            Jesteś przykładem właśnie tego dziwnego ogłupienia, o którym napisałem. Mylisz skutek z przyczyną. Na uczelniach jest selekcja negatywna, bo nikt normalny nie przyjdzie pracować za psie pieniądze. Więc teksty w stylu "żadna kasa nie pomoże" są wyjątkowo głupawe. Oczywiście, że pomoże (wraz z reformami systemowo-prawnymi, to jasne). Zdolniejsi uciekają, a słabi zostają właśnie z tych powodów, o których piszę. Tylko osoba chora psychicznie, lub skrajnie ograniczona intelektualnie może liczyć na to, że przy obecnych płacach i nakładach cokolwiek się zmieni. Że obecna kadra jest tępa? No pewnie, bo nikt na poziomie nie pójdzie "w naukę" - to jest kariera dla frajerów i tępaków/nieudaczników, ewentualnie fanatyków (ale tych jest zawsze garstka).

            Gadka o tym, że najpierw reformy, a potem kasa ZAWSZE w naszym kraju kończy się tym, że są reformy, ale kasy już nie ma. I wszystko wraca do punktu wyjścia.

            Narzekanie nic tu nie pomoże. Jeśli nie będzie większej kasy, będzie tak jak jest. Żadne sprytne reformy niczego tu nie wniosą, bo ludzie po prostu znajdą metody obchodzenia wszelkich mechanizmów "dyscyplinujących" (w tym jesteśmy specjalistami, to jest właśnie skutek dekad pracy za symboliczne pieniądze). Albo społeczeństwo zdecyduje się płacić więcej, albo niech się pogodzi z badziewną nauką i szkolnictwem wyższym.
            • Gość: yula Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 03:33
              Gość portalu: Ziutek napisał(a):

              > Na uczelniach jest selekcja negatywna, bo nikt normalny nie
              > przyjdzie pracować za psie pieniądze.

              Bo oczywiście gadanie o układach, nepotyzmie, znajomościach, trzymaniu stołków za wszelką cenę, protekcji, strachu przed zdolniejszymi i ambitniejszymi, chęcią utrzymania starych porządków za wszelką cenę to tylko bajki, powtarzane przez tych, którzy nigdy uczelni na oczy nie widzieli, prawda? Dziwnym trafem kandydatów do pracy na uczelniach po doktoracie jest kilkakrotnie więcej niż etatów. Czyli że jednak chętni są, a że jest selekcja negatywna, to wyglądałoby na to, że raczej z winy selekcjonujących, a nie niskich zarobków, czyż nie?

              > Albo spo
              > łeczeństwo zdecyduje się płacić więcej, albo niech się pogodzi z badziewną nauk
              > ą i szkolnictwem wyższym.

              Wyobrażasz sobie lekarza, który źle leczy ludzi, bo mu mało płacą? Albo inżyniera, który niechlujnie buduje most, bo uważa, że powinien zarabiać 10 tys., a nie 5? Tylko wśród naukowców spotykam takie usprawiedliwienia. Rzetelne wykonywanie pracy obowiązuje każdego, bez względu na to, ile dostaje pensji. Inna sprawa, że nikt nikomu nie każe pracować w nauce, każdy też wiedział przed podjęciem pracy, jakich mniej więcej zarobków może się spodziewać.
              • Gość: Ziutek Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.dynamic.chello.pl 20.02.11, 13:55
                Zacznij myśleć logicznie.

                Jest selekcja negatywna, więc uczelnie zostały opanowane przez nieudaczników i bumelantów. Ludzi z głową na karku (z nielicznymi wyjątkami) nie interesuje praca za kilkaset euro miesięcznie.
                Kto twierdzi, że układy, nepotyzm i zawiść nie istnieją? Oczywiście, że istnieją. Dla nieudaczników, leni i kombinatorów to są przecież fajne posadki. Że jest więcej chętnych niż miejsc? No pewnie!! Nieudaczników jest w każdym społeczeństwie mnóstwo, więc się pchają drzwiami i oknami. Kto zdrowy na umyśle przyjdzie robić "karierę", w której w wieku 40 lat będzie zarabiał jakieś 800 euro? Przecież to musi być nieudacznik, ewentualnie jakiś pasjonat z bogatego domu lub utrzymanek bogatego małżonka. Każdy kto założy rodzinę jako polski naukowiec opłacany niczym marna sekretarka będzie skazany na kombinowanie, aby utrzymać rodzinę. To jest normalne, naturalne i racjonalne działanie. Dwulicowe "ubolewanie" nad tym Oburzonych Podatników mnie osobiście bardzo śmieszy. Nie będzie większej kasy - nie będzie lepszej pracy. Kropka. Może ci się to nie podobać, ale to jest najzupełniej oczywiste i tupanie nóżkami nic tu nie zmieni.

                Czy wyobrażam sobie lekarza, który słabo leczy, bo mu się słabo płaci? Z choinki się urwałaś? Przecież właśnie z tym mamy do czynienia w Polsce. Tak zwana "darmowa służba zdrowia" to jeden wielki żart. Lekarza kombinują jak mogą i odwalają tylko niezbędne minimum, a jeśli ktoś chce mieć normalną opiekę medyczną musi tak czy inaczej zapłacić. Prosta sprawa - nikt się nie będzie angażował, ani wysilał za żenujące pieniądze. Każdy odpowiedzialny za swoją rodzinę człowiek postawi ją zawsze na pierwszym miejscu, a nie tupiącego nóżką podatnika. I będzie ciął tego podatnika gdzie tylko się da. Taka jest ludzka natura i narzekanie nic tu nie zmieni. Polaków nie stać na wyższe składki, więc mają badziewną służbę zdrowia. Nie stać ich na lepsze opłacanie naukowców i nauczycieli akademickich więc mają badziewną naukę i szkolnictwo wyższe.

                Teksty o "rzetelnym wykonywaniu pracy obowiązującym każdego bez względu na wysokość pensji" świadczą o twojej graniczącą z głupotą naiwności. Żyjesz w jakimś fikcyjnym świecie. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Nędzna płaca = nędzna praca. Proste jak drut. Jeśli będziemy nadal tak żenująco opłacać naukowców, to do nauki nadal przychodzić będą cieniasy, które koncentrować się będą na tym, jak dorobić, a nie na rzetelnej pracy. Na rzetelną pracę zwyczajnie ich nie stać, bo mają na utrzymaniu rodziny i domy. Z kolei podatników nie stać na większą kasę dla nich, bo są biedni. I kółeczko się zamyka.

                A teraz możesz się dalej pooburzać na rzeczywistość, hehe.
            • Gość: luis Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 13:03
              @Ziutek widząc co wypisujesz pozwolę sobie wkleić to samo po wtóry raz
              Widząc co wypisujesz od razu przypominają mi się czasy spędzone na uczelni. Roszczeniowi malkontenci z wybitnie zawyżoną samooceną.
              Siedzi taki od doktoratu po prof na polskiej uczelni świata nie widzi (poza turystyką konferencyjną), ale jest mocno przekonany o swojej wyjątkowości. Rusz to swoje roszczenie dupsko, wyjedź do USA, UK, a choćby to RFN na jakiś czas, zobacz jak tam funkcjonuje nauka i wtedy będziesz miał prawo wyciągać wnioski. Czasy się zmieniły nikt nie będzie łożył na naukę żebyś Ty mógł sobie siedzieć w ciepłym k... dołku i bezproduktywnie filozofować. Jestem pierwszy, który jest gotowy przeznaczyć większą cześć swoich podatków na naukę i rozwój, ale na zasadach jak w USA. Inaczej przejecie i zmarnujecie każda ilość pieniędzy. Społeczeństwo musi zrozumieć, że to co się wyrabia na polskich uczelniach z prawdziwą nauka nie ma nic wspólnego!!! (oczywiście z małymi wyjątkami)
              • Gość: Ziutek Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.dynamic.chello.pl 20.02.11, 18:31
                Po pierwsze ja nie jestem naukowcem, więc nie do mnie ta mowa.

                Po drugie to się ma nijak do tego co piszę. Chcemy mieć naukę na światowym poziomie i darmowe studia dla wszystkich, zrzucając się na to wszystko na poziomie afrykańskim i płacąc naukowcom po 800 euro miesięcznie.

                Mylisz skutki z przyczynami. Chcesz mieć efekty, musisz zainwestować. Inaczej do nauki nadal będą iść nieudacznicy, których głównym interesem będzie zakombinowanie dodatkowej gotówki, żeby utrzymać rodzinę. A jeśli uważasz, że naukowcy będą pracować dla etosu, albo żeby wywołać uśmiech zadowolenia na twarzy Polskiego Podatnika, to chyba zamieniłeś się z koniem na głowy :D

        • Gość: Wołodia Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.bu.uni.wroc.pl 19.02.11, 22:46
          Tak ? To ciekawe, czemu UJ i UW załapują się do światowych rankingów, a UWr nie ? Myślę np. o rankingu World's Best Universities czasopisma US News & World Report (www.usnews.com/education/worlds-best-universities/articles/2010/09/21/worlds-best-universities-top-400-) czy o rankingu szanghajskim (www.arwu.org).
    • beatrix-kiddo Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego dz... 19.02.11, 16:15
      Panie Doktorze, a może czas pomyśleć o habilitacji? W tym wieku to już by wypadało!
      Bo na razie wygląda na to, że nie mając wiedzy/mądrości/dorobku (niepotrzebne skreślić) na habilitowanie się, postanowił Pan się bronić przed wyrzuceniem z uczelni poprzez zaistnienie w prasie. na zasadzie "jak mnie teraz wyrzucą, to znaczy, że wyrzucili jedynego sprawiedliwego".
      Może więc mniej gardłowania w prasie, a więcej pracy nad habilitacją?
      • Gość: aristo Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.02.11, 16:59
        A może mniej personalnych wycieczek, a więcej merytorycznych uwag do propozycji dra Dybczyńskiego? Mnie nie specjalnie obchodzi, czy ma habilitację czy nie. Za to uważam, że przedstawione przez niego propozycje reform są bardzo sensowne. Śmieszne jest, że przeciwnicy Dybczyńskiego walczą z nim takimi argumentami, jak powyższy. Nie nauczono was merytorycznej, naukowej dyskusji? Podejrzewam, że większość doktorów habilitowanych, a nawet profesorów, nie potrafiłoby wymyślić czegoś bardziej sensownego niż on. Co zresztą doskonale pokazują, rządząc uczelnią.
      • Gość: znajacyprawde1 Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.cdma.centertel.pl 19.02.11, 17:58
        Głupich nie brakuje. Doktorek ma dokladnie 6 lat dodatkowych na zrobienie habilitacji. Dlaczego? Bo na czas pelnienia funkcji dyrektora zawiesza mu sie czas na zrobienie habilitacji. I kto tu kogo wydmuchal ???? Wybil Wam kolejnego "asa" z rekawa !!!
        • Gość: Itsme Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.internetia.net.pl 19.02.11, 19:31
          Prędzej czy pózniej dojdzie do reformy m. inn. na UWr.
          Dr Dybczyński pisze, ze większość kadry naukowej jest jest przeciwna jakimkolwiek zmianom. To tym osobom
          Polska zawdzięcza regres cywilizacyjny.
          Reformy, które nastąpią, będą dla wielu wiązały się z płaczem i zgrzytaniem zębów, a zostaną
          one wprowadzone z braku pieniędzy na kształcenie.
          Podpisuję się z racjami przedstawionymi przez Rikitiki oraz Kagan's.
          Nie wyobrażam sobie, żeby status quo w tej formie miał jeszcze trwać.
    • bylem.dilerem Emilia Plater 19.02.11, 19:22

      PAP | 2011-02-16 12:20, aktualizacja: 2011-02-16 12:20:44


      >>>Zorganizowaną grupę przestępczą zajmującą się przemytem i sprzedażą narkotyków rozbili funkcjonariusze CBŚ, wspólnie z policjantami z Wrocławia i Oleśnicy. Zatrzymano 10 osób i zabezpieczono ok. 20 kg narkotyków o wartości ponad pół miliona zł.
      Jak powiedział w środę rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu Paweł Petrykowski, jako pierwsi podczas przemytu narkotyków z Holandii do Polski zatrzymani zostali dwaj kurierzy, a przewożone narkotyki ukryte były w zbiornikach samochodowej instalacji gazowej.

      "Zebrane podczas śledztwa informacje pozwoliły na zatrzymanie kolejnych członków grupy. Kolejne osiem osób zostało zatrzymanych we Wrocławiu, Oleśnicy, Sycowie i Legnicy. Wszyscy podejrzani, decyzją sądu, zostali tymczasowo aresztowani" - powiedział Petrykowski.

      Na poczet przyszłych kar funkcjonariusze zabezpieczyli mienie należące do zatrzymanych o wartości kilkuset tysięcy złotych. Za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, przemyt i handel narkotykami, podejrzanym grozi do 15 lat więzienia.

      "Policjanci ustalili także, że członkowie rozbitej grupy przestępczej mogli wcześniej trudnić się także lichwą oraz innymi przestępstwami, na szkodę lokalnych przedsiębiorców" - dodał rzecznik.

      Funkcjonariusze apelują do wszystkich pokrzywdzonych przez grupę osób o kontakt w tej sprawie pod numerem telefonu 71 340 42 95.<<<

      W tej grupie działała też prof. Teresa Łoś Nowak pseudonim "Emilia Plater". Jako, że piastuje stanowisko nadrzędne w stosunku do kierownictw akademików na Uniwersytecie Wrocławskim , posiada liczne kontakty w komendzie miejskiej Wrocławia, jak i wydziale wojewódzkim, zna dobrze dilerów wśród studentów mieszkających przy placu Grunwaldzkim, zna i utrzymuje kontakty , przynajmniej, z jeszcze jednym gangiem zajmującym się produkcją narkotyków, jej zadaniem było ( i jest) koordynowanie, "administrowanie " i pilnowanie rynku zbytu jakim są akademiki przy placu Grunwaldzim. W żadnym z akademików: Kredka, Ołówek, Parawanowiec, Słowianka, Centaur, Labirynt, Telemik, Straszny Dwór, Dwudziestolatka nie da się sprzadać jednej działki, bez narażania się na wywiezienie za miasto przez korporację, której patronuje Teresa Łoś Nowak. Samo zdobycie stanowiska diler'a nie jest proste, są oni rekrutowani spośród sprawdzonych klientów, bądź też są to ludzie-słupy niestudiujący, ale mający zameldowanie właśnie od niej ... Samo opłacenie się zależy od wielkości rewiru, miesiąca ( wiadomo w ciągu roku popyt się zmienia) , długości stażu etc. zwykle są to kwoty od 200 - 700 zl miesięcznie....

      • Gość: tw Re: Emilia Plater IP: *.dynamic.chello.pl 20.02.11, 09:22
        O k... lepiej sam odstaw te narkotyki :D
    • Gość: flamengista e, słabo IP: *.dreamhost.com 19.02.11, 23:21
      nasze ZN - właśnie chyba się doczekam artykułu złożonego do druku w styczniu 2008.

      W Ekonomiście czy GN recenzję masz po ok. 2 miesiącach.
    • Gość: flamengista nie sądzę IP: *.dreamhost.com 19.02.11, 23:44
      afiliacja ma marginalne znaczenie, jeśli w ogóle ktoś na nią zwraca uwagę.

      Dr zamiast mgr - to akurat powinno działać na korzyść, choć też ma małe znaczenie.

      Natomiast wydawało mi się tocq, że to gdzie warto publikować masz już opracowane. W Polsce nie ma aż tyle czasopism, w danej dziedzinie liczą się 4-5. Wysyłaj tylko tam, a lepsze rzeczy pisz po angielsku celując w średnią półkę LF.
    • man345 czas na lustracje 20.02.11, 08:50
      Napisał Pan "Musimy stworzyć elitę intelektualną o wysokim poziomie nie tylko zawodowym, ale przede wszystkim etycznym" i sa to swiete słowa. Ale zeby tak sie stało trzeba oczyścic srodowisko ze wszystkich ludzi gietkiego karku, tchorzy moralnych, kapusiow i wszelkiej moralnej miernoty - dlaczego to srodowisko nigdy nie dokonało LUSTRACJI i nie wywaliło ze swojego grona wszystkich TW. kapusiów i innych nadskakujących pzpr-owskim kacykom? Dopoki nie oczysci sie tych złogów komuny, oni piastując wysokie (feudalne) stanowiska beda rządzic tak jak sie nauczyli - w sposob komunistyczny i dyktatorski, nie dopuszczajac do zadnych wiekszych zmian, tak naprawde uczelniom potrzeba "upadku komuny i muru berlinskiego" i oczysczenia z dawnych komunistycznych układów i powiązań. Ale wg mnie tego sie nie uda bo jak sadze zarowno w wysokich strukturach ministerialnych, komisjach naukowych etc siedza ludzie scisle zwiazani z dawnym ukladem... Moze ktos sie odwazy mowic o reformach ale bez odgornej lustracji nie oczysci sie tego srodowiska...
    • amuzc Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego dz... 20.02.11, 11:07
      Życzę dr Dybczyńskiemu wytrwałości i sukcesu w reformowaniu "elit".
      Sytuacja na polskich uczelniach wyższych przypomina mi sytuację na PKP. Tyle lat po transformacji, jak pokazała ta zima, a na PKP nic się nie zmieniło bo mentalność ludzi tam zatrudnionych wciąż tkwi w PRLu.
      W artykule przedstawione są dobre pomysły zmian. Ale niektóre zmiany powinny być wdrażane szybko, jak np.system oceny pracowników. Obawiam się tylko, że wprowadzenie trzyletniego moratorium na dokonywanie ocen zupełnie zniweczy wysiłek wprowadzenia ich. Akurat w tym temacie nie powinno być żadnej zwłoki, ona tylko spowoduje, że zmiany "rozejdą się po kościach" i będą dowodem słabości reformatorów.
      "nie mam... zdolności koalicyjnej" i to jest, niestety, największy problem.
      Musi być grupa ludzi odważnych i gotowych do zmian, kilku nic nie poradzi.

      Jak widać z zamieszczonych komentarzy większość to obrońcy istniejącego stanu rzeczy, którym dobrze jest tak jak jest, bez żadnych zmian.
      Aby do emerytury a po nas choćby i potop.
      Panie doktorze chciałbym, i życzę tego, aby pana wysiłki reformatorskie zakończyły się sukcesem. I żeby to dotyczyło nie tylko UWr.






    • Gość: AMkowiec Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 11:25
      Zgadzam się z Panem!
      cyt......Uniwersytet możemy zmienić w ramach obowiązującego prawa. Musimy tylko chcieć. Możemy zrobić wszystko, na co pozwoli nam nasza odwaga.....

      Więcej... wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,9133022,Dr_Dybczynski_o_uniwersytecie__Chce_lepszego_dzisiaj.html#ixzz1EUeUrcOr
    • Gość: Nauka to nie towar Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 12:00
      Widać , że macie niewolniczą mentalność. Dlatego z pewnością kiepscy byliby z Was pracownicy naukowi. W nauce potrzeba niepokory i niezalezności w myśleniu, a nie "służenia podatnikom".... Jeśli w kapitalizmie wszystko jest towarem, to znaczy że ty również traktujesz sam siebie jak towar... Wyrazy współczucia. Ja jako niezależny naukowiec na szczęscie nie mam mentalności dziwki i nie zamierzam się sprzedawać.... A kapitalizm własnie się wali na świecie (od Grecji zaczynając na Hiszpanii kończąc...)
    • Gość: romano Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 12:56
      @Nauka to nie Towar
      Ciekawe jest to, że najbardziej narzekają Ci, którzy nic nie robią, nie starają się o granty, nie publikuje itd.
      Ile masz publikacji, z jakim IF, ile cytowań, ile książek?
    • Gość: nauka to nie towar Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 13:16
      Widzę, że frustracja uczestników wyściugu szczurów sięga zenitu... Byłem w bardzo wielu krajach. Stany to raczej kiepskie miejsce do życia. UK - to taka kolonia amerykańska. Chwaląc ich model uczelniany powiedz to lepiej angielskim studentom, którzy od kilku tygodni masowo protestują. Ciekawe co powiedzą na Twoje cudowne recepty. Albo jeszcze lepiej angielskim pracownikom naukowym - którzy w ilości ok. 30 % - na skutek brutalnej rywalizacji muszą korzystać z gabinetów psychiatrycznych. Model niemiecki całkiem mi odpowiada - pełen socjalizm: sekretarka dla profesora, kupa asystentów, którzy zbierają materiały dla profesora do kolejnej ksiązki. Chętnie zamienię polski "realny kapitalizm" na niemiecki ład... A Ty jak lubisz być korporacyjnym szczurem, to Twój wybór... Nie zmuszaj jednak wszystkich do takich samych wzorów zachowań.
      • Gość: luis Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.11, 14:40
        No tak, bo w USA i UK trzeba pracować i z pracy na uczelni jest się rozliczanym, faktycznie, dla Ciebie to kiepski model.
        Żadna frustracja, sam brałem przez jakiś czas w tym udział, obserwowałem takich jak Ty, mierni, ale wierni systemowi, od mgr to prof na tej samej uczelni, jedna publikacja z LF na 4 lata i ciągłe narzekanie. Musisz być wyjątkowo mało produktywny skoro tak boisz się rzetelnego rozliczania swojej pracy!!
    • Gość: Całodobowy Re: Dybczyński - czas zakończyć tę farsę... IP: *.dynamic.chello.pl 20.02.11, 14:24
      Masz zupełną rację. W każdym systemie większość to masa, łykająca jak indyki karmę, którą się im rzuca z góry. Tutaj (na forum) mamy do czynienia z gardłującą reprezentacją użytecznych idiotów, którzy kapitalistyczną retorykę traktują jako "rzeczywistość obiektywną" i w dodatku jedynie słuszną. To jest w rzeczy samej objaw niewolniczej mentalności. Ludzie o pewnej konstrukcji psychicznej łykną każdą retorykę systemową - ci gorliwi krzewiciele kultu towaru i wydajności (w ramach której sami się uprzedmiotowili i traktują siebie oraz swych bliźnich niczym mięso na hakach w rzeźni) kilka dekad wcześniej równie gorliwie krzewiliby "realny socjalizm" w imię dyktatury proletariatu. Biegnijcie dalej, szczury, na końcu majaczy przecież kawałek sera.



    • machov Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego dz... 20.02.11, 14:59
      Z 30 osobowej grupy na studiach doktoranckich zostało 5 osób. Z tych pięciu, trzech najlepszych zrezygnowało przed 2 rokiem, jeden poszedł do firmy, dwóch wyjechało na uczelnie do UK. Na pytanie dlaczego zrezygnowali wszyscy odpowiadali zgodnie, że powodem nie były pieniądze, ale atmosfera, barak jasno określonych celów, kombinowanie, brak perspektyw rozwoju oto obraz polskich uczelni.
      • Gość: assembler Re: Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego IP: *.10duke.com 20.02.11, 15:37
        Czytam tak te dywagacje Panstwa i w wielu przypadkach wlos jerzy sie na glowie. Po pierwsze i NAJWAZNIEJSZE! Kto slyszal o dr. Dybczynskim poza jego miejscem zamieszkania? Czy o Marcinkiewiczu slyszal ktos poza granicami RP? I na tym dyskusja powinna sie zakonczyc. Dybczyński chcial zaistniec i to Mu sie udalo, pamietajmy jednak, że Marcinkiewicz juz w tym czasie istnial. Istnial nie tylko u Michnika , ale na Oxford University czy innych. Rozne sa zdania na temat Marcinkiewicza. Ja zapamietalem Go jako czlowieka o wielkiej wiedzy oraz naukowca-pasjonate. To, ze nie toleruje idiotow to osobna kwestia. Tolerowanie kretynow obniza tylko Jego sprawnosc intelektualna. O tym, ze taka a nie inna sytuacja panuje na Uniwersytecie , ktora opisuje Dybczynski, nie jest zadnym odkryciem. Ta sytuacja, te uklady, koterie sa na KAZDEJ UCZELNI W POLSCE !!! Calkiem niedawno mialem okazje ogladac projekt domu, w ktorym sciany piwnic zaprojektowano z Ytonga a izolacje stanowila folia paroprzepuszczalna!!!!!! To wyglup matolow z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego.
        Pozdrawiam z MICROSOFT UK. Wszystkich, humanistow takze, za wyjatkiem guru Michnika.
    • matinfo Dr Dybczyński o uniwersytecie: Chcę lepszego dz... 20.02.11, 17:04
      Po przeczytaniu recepty na uzdrowienie UWr autorstwa dr Dybczyńskiego zrozumiałem dlaczego nie zrobił on habilitacji. Jestem też pewien, że nie zrobi jej nigdy i to nie z powodu jakiejś wyimaginowanej zemsty środowiska.
    • Gość: rikitiki "reformy" - Gierek zamiast Gomulki? IP: *.cht-bng-12.adsl.virginmedia.com 20.02.11, 22:29
      Wszyskie propozycje dr Dybczynskiego mozna tylko porownac do zastapienia Gomulki przez....Gierka.

      Zadna z propozycji ani szumnych "planow" nie dotyka sedna problemu czyli sposobu finansowania a nastepnie centralnej dystrybucji srodkow finansowych.

      Bo to jest zrodlo problemow oswiaty.

      czy wiekszosc podatnikow jest w gorzej sytuowana materialnie i edukacyjnie niz studenci studiow dziennych?
      TAK czy NIE?

      Czy mlodzi ludzie z rodzin ubozszych po tym jak ich rodzice zaplaca w podatkach na czesne studentow dziennych, sami najczesciej studiuja zaocznie bo tych rodzicow nie stac na utrzymanie ich w np. Warszawie czy Wroclawiu? Czy Ci studenci musza pracowac ,oplacajac znowu w podatkach czesne dla swoich kolegow z dziennych studiow - ktorym juz najczesciej lepiej sie powodzi?

      TAK czy NIE?

      Ale nawet gdyby zalozyc ze oswiata dalej bedzie finansowana z podatkow zabieranych obywatelom, to nie slyszalem ani jednego slowa o tym jak wprowadzic uczciwy system motywacyjny dla instytucji edukacyjnych.

      Dlaczego nie wprowadza sie bonow edukacyjnych?

      Dlaczego pieniadze na edukacje nie podazaja za studentami?

      Dlaczego pieniadze nie sa kierowane do najlepszych instytucji ktore oferuja kursy zwiekszajace szanse na znalezienie pracy?

      Tylko system bonow edukacyjnych(jelsi nie jest mozliwe po prostu sprywatyzownaie szkolnictwa) jest gwarantem tego ze uczelnie beda konkurowaly ze soba w ofercie edukacyjnej - a najlepszym wyznacznikiem wartosci danego kierunku i uczelni, bedzie to jak absolwenci radza sobie na rynku pracy


      Czy to tak trudno zrozumiec?

      Co sie bardziej liczy?

      Jakis ministerialny ranking, czy to kiedy absolwen danej uczelni ma prace w zawodzie albo jej nie ma?

      I o to musialyby sie starac uczelnie.

      Wszelkie gadanie o habilitacjach, recenzjach i tym podobne to problemy wazne, ale calkowicie wtorne.

      Biurokracja systemu oswiaty zyjaca wygodnie z pieniedzy podatnikow(ktorzy w wiekszosci sa znacznie gorzej sytuowani niz owa biurokracja) nigdy nie zgodzi si ena wprowadzenie jakichkolwiek systemow motywacyjnych wyrywajach ja z wygodnego ciepelka.


      I z tego powodu "program" Dybczynskiego to tylko zastapienie starych i zmeczonych buirokratow , ktorzy s ajuz tak zdegenerowani ze nawet medialne naplucie im w twarz przez Dybczynskiego, "nie rusza ich"
      "Kradniemy - no tak, kradniemy, jestesmy skorumpowani, nieudolni, swiat ma nas gdzies - i co z tego?" to jest podejscie Uczelni - ktore pokazuje tylko stopien jej degeneracji w obecnym systemie.

      W kazdej firmie, w kazdej korporacji, polowa managerow wylecialaby na zbity ryj z pracy nastepnego dnia.

      Ma racje doktor Dybczynski, kiedy pisze, ze nie ma ani moralnych ani profesjonalnych kwalifikacji do reformowania czegokolwiek na tej uczelni.

      Z jakiegokolwiek uznanego uniwerku w UK albo USA czy gdziekolwiek na "Zachodzie" dr Dybczynski by wylecial dobrze wiemy za co, tak jak dr Dobek - Ostrowska tez dobrze wiemy za co, oraz pewnie polowa tego skladu.

      Chodzi tu tylko o to by przy systemowym "korycie" zasilanym tak jak do tej pory przez kase zdzierana ze spolecznestwa, zasiadl nowy, bardziej wygadany, sprytniejszy facet, bo dotychczasowa grupa jest juz zmeczona.

      A cale to gadanie o "reformach" jest kompletnie pozorne- tak jak gadki i nadzieja na zmiany, co to ja sekretarz z Katowic dawal ciemnemu ludowi





    • Gość: ? Re: Propozycja reformy (11) IP: *.ip.netia.com.pl 21.02.11, 15:20
      Panie Keller, idź Pan do kibelka, włóż głowę do muszli, zatrzaśnij klapę i spłucz wodę... a nie zaśmiecaj nam naszego forum, nie ma psychiatrów w tej Portugalii?
      • Gość: Andrzej Re: Propozycja reformy (11) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.11, 16:26
        Panie "?", a potrafi pan coś napisać merytorycznego? Może ustosunkować się do przedstawionych reform? chcesz, to zawołam psychiatrę...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka