Dodaj do ulubionych

Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z fin...

14.01.12, 10:41
Ta sprawa powinna zainteresować także skarbówke. Pan dr publicznie przyznał ze udziela płatnych korepetycji wiec niech skarBowka sprawdzi czy dochody są ujęte w PIT. Zakładam, ze Pan dr na finansach się zna to i podatek umie sobie odpowiedni policzyć.
Obserwuj wątek
    • liberpal Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f 14.01.12, 11:19
      nie wystarczy zgłosić dochodów, trzeba też działalność prowadzić, ale myślę, ze jeśli ktoś robi na dużą skalę to by nie ryzykował, także spokojna twoja rozczochrana
      • Gość: miki Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.01.12, 11:44
        A może by tak płatne studenty się wzięły za studiowanie? Liczą na dyplom za kasę to mają, co chciały. Jak się jest tępym to sie idzie na korepetycje albo nie studiuje, proste. Nie muszą iść akurat do tego gościa, ale liczą na to , ze jak JEMU zapłacą, to kupią sobie kolejny egzamin.... a i uczyć się nie będzie trzeba... Gośc ma problem, bo widocznie zbyt dosłownie potraktował swoją własną propozycję i oczekiwał, ze studenty się będą uczyły, czyli się nauczą i zdadzą egzamin. Studenty nie zrozumiały (co nie dziwi), uznały że powinny zdać bo zapłaciły, nie zdały i teraz mają pretensje... No tak...
        • Gość: tusek Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.e-wro.net.pl 14.01.12, 11:46
          uczelnie państwowe powinny być rozwiązane!
          • Gość: makoshika Też uczyłem kiedyś takich tłuków zaocznych. IP: *.adsl.inetia.pl 14.01.12, 18:40
            To, że głupie, to wiadomo. Ale i bezczelne było. Na szczęście tylko do zaliczenia albo do egzaminu. Potem im rura miękła. Niestety, panu dziekanowi też i prosił, żeby puszczać, bo przecież klient płaci, klient wymaga... Jest różnica miedzy magistrem sprzed 1989 roku i po 1989 roku. Niebo i ziemia.
            • Gość: student zaoczny Obyś cioto cudze dzieci uczył IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 18:58
              Obyś cudze dzieci uczył - to stare żydowskie przekleństwo. Jak ktoś jest miernotą, to tylko to mu pozostaje. Bo na uczelniach zostają sami najgorsi - to z kolei polskie powiedzenie.

              Więc teraz się frustruj, chamie, że nie powiodło ci się w życiu. Jesteś żałosny jak kupa w kiblu po pociągnięciu za spłuczkę.
            • Gość: Studentka Re: Też uczyłem kiedyś takich tłuków zaocznych. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.12, 19:01
              Tak bo każdy student zaoczny to tłuk? niektórzy nie maja po prostu innej możliwości i jeśli chcą studiować muszą sobie sami na te studia zarobić. a sam dr Janaszak mówił że materiał mamy ten sam co politechnika ale zamiast 120h tylko 15h. Ciekawe czy "inteligenci" ze studiów dziennych dały by rade opanować materiał. Zwłaszcza, że czasem zamiast 3h ćwiczeń było 0,5h bo pan dr ustawiał sobie inne grupy które wchodziły zaraz po naszym wyjściu
        • Gość: mario Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 13:12
          O właśnie, tylko czekałem, aż znowu pojawi się wypowiedź jakiegoś frustrata z uczelni, argumentująca, że u pana dra tak mało studentów zdaje egzamin, bo od urodzenia są upośledzeni intelektualnie. Ot, patologiczny polski światek akademicki. Później dziwimy się, że koledzy bronią plagiatora. Zgadzam się z poprzednikiem, że im szybciej rozwiążemy ten pseudonaukowy burdel, tym lepiej.
        • Gość: fan_janaszka Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.tktelekom.pl 14.01.12, 13:56
          to co po piszesz to kompletna bzdura. praktyki Janaszka to tajemnica poliszynela na UE, to się dzieje od kilku lat zarówno na studiach stacjonarnych i niestacjonarnych, a jeżeli chodzi o złe zrozumienie sprawy przez doktora to jak nazwiesz dawanie wpisów u siebie w domu po korepetycjach?;p Rzeczywiście masz racje, prawy człowiek i nierozgarnięci studenci
          • Gość: Gharas Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 21:38
            Jakim trzeba być IMBECYLEM by nie zaliczyć u Janaszaka???? Gość od kilku(nastu?) lat daje te same zestawy pytań, które zresztą są robione na ćwiczeniach - wystarczy zrobić gotowce i 5.0.
            • Gość: angruszcz Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 22:04
              No to faktycznie wspaniały nauczyciel...
      • bezspokoju Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f 14.01.12, 13:27
        Nie taka całkowicie spokojna, wyobraź sobie, że na tej samej zasadzie zaliczane są egzaminy, a później dyplomy lekarzy, prawników wszelkiej maści, dziennikarzy, oficerów Wojska Polskiego, Policji i Straży Pożarnej, pilotów, kierowców i całej rzeszy zawodów, gdzie należy posiadać UPRAWNIENIA.
    • labeo Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z fin... 14.01.12, 11:55
      Jeśli prowadzący udziela płatnych korepetycji z przedmiotu, który prowadzi, to trzeba uznać za łapówkę za zaliczenie.
    • krol_strzelcow Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z fin... 14.01.12, 12:02
      Witam. Identyczna sytuacja z tym Panem miała miejsce 2 lata temu na innej wrocławskiej uczelni. Wtedy sprawa trafiła do PROKURATURY, ale została umorzona. Okolo 30 osob zeznawało w prokuraturze: 500 zl=zaliczenie analizy matematycznej. Takie samo zagranie z platnymi korepetycjami w domu Pana Janaszaka, na 3-piętrze, w sali konultacyjnej;)...to rodzinny interes, bo wtedy włączała się w sprawe żona Pana Janaszaka i decydowała o sumie jaka nalezy zaplacic...Wykladowca odszedl z uczelni, a sprawa ucichła...;/... Nie zgadzam się z opinią, że studenci chcą płacic i miec zaliczone, bo wtedy sprawy by nie nagłasniali, nie zglaszali wladzom uczelni ani na policje, a tym bardziej do prasy...
      • Gość: absolwent Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 13:16
        No właśnie, źli studenci znowu poskarżyli się gazecie na "krynicę moralności". A ona przecież ciężko pracuje na chleb i o niczym innym nie myśli, tylko żeby jak najlepiej nauczyć swoich podopiecznych... ;)
    • Gość: 1986 To teraz będą mieli ciepło niestety.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 12:39
      taka prawda. A w LZN-ie też był taki nauczyciel i też od matematyki - Janusz , który zapraszał na "dodatkowe" konsultacje, a właściwie korepetycje (oczywiście odpłatne), po których wszyscy wszystko zdawali pięknie :)
      • Gość: studentka Re: To teraz będą mieli ciepło niestety.... IP: *.hiload.org 14.01.12, 13:29
        Studiuję na prawie na UWr i u nas na wydziale jest wielu wykładowców, u których do zaliczenia przedmiotu wymagany jest zakup podręcznika, oczywiście ich autorstwa. Niektórzy nawet sami przynoszą swoją książkę na zajęcia i mówią, że należy ją kupić, dając jednoznacznie do zrozumienia, że bez tego nie zaliczy się zajeć. Cena oczywiście też jest niemała, np. sto kilkadziesiąt złotych za taką książkę. Studenci, którzy na ćwiczeniach korzystają ze skserowanych rozdziałów albo z innych książek mają później kłopoty z zaliczeniem przedmiotu. Tak więc widać, że podobne praktyki są rozpowszechnione na uczelniach, mają one na celu tylko i wyłącznie wyłudzenie jak najwięcej kasy od studentów przez wykładowców, ktorzy i tak niemało zarabiają.
        • wielki_czarownik Ale nie manipuluj 14.01.12, 15:53
          Nikt nie wymaga od studentów zakupu podręcznika. Można podręcznik pożyczyć z biblioteki a można też uczyć się samemu z innych źródeł. Jedyna sytuacja z sugerowanym zakupem była AFAIK kilka lat temu, kiedy to pojawił się zbiór źródeł z testami. Jednak wziąwszy pod uwagę cenę to studenci i tak byli na plusie, bo zakup samych źródeł (ustaw) w punkcie ksero kosztował chyba z 10 PLN więcej, niż książka, która je zawierała (była naprawdę tania, bo coś koło 30 PLN za jakieś 350 stron). Zresztą nie wszyscy tą książkę kupili ale nikt nikomu z tego powodu nieprzyjemności nie robił (czego dowodem jestem ja, bo miałem w owym czasie dostęp do darmowego ksera i ustawy sobie samemu wydrukowałem, książki nie kupiłem, egzamin zdałem na 4+).
          No a kserowanie rozdziałów... To jednak w jakiś sposób okradanie autora. Ktoś kilka miesięcy spędził pisząc książkę a tu student "cap" i kseruje. OK - inną sprawą jest fakt, że w bibliotece egzemplarzy było (za moich czasów przynajmniej) zdecydowanie za mało.
          • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 16:19
            A co ty możesz wiedzieć, jak ty studiowałeś wiele lat temu? Może pochwal się przy okazji swoją rodzinką na uczelni, której bronisz przy każdej okazji, gdy jest mowa o szkolnictwie wyższym? I kto tu manipuluje?

            Studentka pisze prawdę, bo mam wielu znajomych na prawie i nie od dzisiaj wiadomo, że bez kupna książki niektórych wykładowców trudno zaliczyć i nich zajęcia bezproblematycznie. Zresztą nie tylko na prawie - była jakiś czas temu głośna sprawa zdaje się córki rektora (pracującej w innej jednostce), która (pewnie nauczona przez tatusia) postępowała w dokładnie ten sam sposób.

            > No a kserowanie rozdziałów... To jednak w jakiś sposób okradanie autora. Ktoś k
            > ilka miesięcy spędził pisząc książkę a tu student "cap" i kseruje. OK - inną sp
            > rawą jest fakt, że w bibliotece egzemplarzy było (za moich czasów przynajmniej)
            > zdecydowanie za mało.

            Nie znasz prawa, bo kopiowanie fragmentów na własny użytek jest dozwolone przez prawo. Więc zanim znowu zaczniesz się wymądrzać, dowiedz się, jak jest faktycznie - ale teraz, a nie ileś lat temu.
            • wielki_czarownik Re: Ale nie manipuluj 14.01.12, 22:14
              Art. 23 ust. 2 ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych - przeczytaj ze zrozumieniem, zanim zaczniesz kogoś pouczać.
              • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:11
                No właśnie nie przeczytałeś ze zrozumieniem odpowiedniej ustawy, która nie sprowadza się do jednego paragrafu. Nie po raz pierwszy zresztą. Ty studiowałeś prawo??? Być może dzisiejsi studenci statystycznie są głupsi niż kiedyś, ale ty jesteś dowodem, że dawniej zdarzały się na studiach kompletne matoły. I przechodziły egzaminy - dzięki akademickiej rodzince.
                • wielki_czarownik Re: Ale nie manipuluj 15.01.12, 00:13
                  No więc wskaż przepis, który uprawnia Cię do bezpłatnego kopiowania cudzej pracy, przy założeniu, że nie posiadasz oryginalnego egzemplarza.
                  • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:21
                    Ale to ty pisałeś, że kserowałeś na studiach książki, nie ja.
                    • wielki_czarownik Re: Ale nie manipuluj 15.01.12, 00:23
                      Książki, czy ustawy analfabeto?
                      • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:31
                        Ustawy wydrukowane w książkach, kłamco.
                        • wielki_czarownik Re: Ale nie manipuluj 15.01.12, 00:33
                          Ty jesteś naprawdę głupi... Akty prawne nie podlegają prawom autorskim i każdy może je bezpłatnie kopiować, drukować i powielać ile chce. Są nawet publicznie i bezpłatnie dostępne na stronie Sejmu.
                          • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:46
                            To ty jesteś tępy jak but. Kodeksy prawne kupuje się też w księgarniach i twoi koledzy i koleżanki wydali niemały grosz, żeby je zdobyć. Ty kserowałeś sobie za darmo na kserografie u mamusi w pracy i nic cię nie obchodziło, że okradasz ludzi pracujących przy ich wydaniu z zarobionych pieniędzy. Przyznaj lepiej otwarcie: jesteś zwykłym złodziejem!.
                            • wielki_czarownik Re: Ale nie manipuluj 15.01.12, 00:50
                              Art. 4 pkt 1 Ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Przeczytaj i nie rób z siebie większego durnia, niż jesteś.
                              • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 01:04
                                Czy ty rozumiesz, co czytasz? Jeśli ściągniesz sobie z sieci ustawę, to możesz robić to za darmo, jeśli kopiujesz książki, to już nie. Z twojego postu jasno wynika, że kserowałeś książki. Tak więc jesteś zwykłym złodziejem, doktorku!.
                                • wielki_czarownik Re: Ale nie manipuluj 15.01.12, 01:06
                                  Z mojego postu jasno wynika, że drukowałem ustawę. Kolejny raz cytuję fragment:
                                  Lik do wypowiedzi:
                                  forum.gazeta.pl/forum/w,72,132371354,132378740,Ale_nie_manipuluj.html
                                  Fragment wypowiedzi z pogrubionym słowem kluczowym (dla analfabety Tomusia):
                                  "w owym czasie dostęp do darmowego ksera i ustawy sobie samemu wydrukowałem"

                                  Dobranoc :)
                                  • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 01:16
                                    Debilku, przestaniesz ty wreszcie kręcić? Z twojego postu jasno wynika, że drukowałeś ustawy opublikowane w książkach: "miałem w owym czasie dostęp do darmowego ksera i ustawy sobie samemu wydrukowałem, książki nie kupiłem"
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,72,132371354,132378740,Ale_nie_manipuluj.html
                                    Nie wspominałbyś o książce, gdyby nie dotyczyła ona skserowanej ustawy. Twoje krętactwa tylko bardziej cię pogrążają, bo wskazują, że jesteś nie tylko złodziejem, ale i pospolitym kłamcą.
                                    Takich pracowników naukowych mamy właśnie na polskich uczelniach. Moralne zera.
                                    • Gość: x Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 14:16
                                      jak czytam taką "twórczość", to żałuję, że fora pozwalają na anonimowość - i po tych wszystkich "debilkach", "zerach" i "złodziejach" juz ci lepiej? A może lepiej psychoterapeuty poszukać? albo chociaż z kumplami na piwo wyskoczyć? może i tobie się w życiu kiedyś ułoży - tylko mniej agresji, mniej agresji...
                                      • Gość: kla Re: Ale nie manipuluj IP: *.shootoffers.com 15.01.12, 14:38
                                        I kolejny nick naszego "Wielkiego Czarownika"... Straciłeś odwagę osobistą po tym, jak "Tomek" dosadnie określił, kim jesteś? Przestań już trollować gościu, bo aż się niedobrze robi, jak się czyta twoje żałosne wypociny. W pierwszej kolejności do psychiatry powinieneś udac się ty.
                                        • Gość: x Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 14:48
                                          w sumie to masz rację. Przeczytałem dokładniej całą rozmowę i mogę stwierdzić, że tomek jednak słusznie określił czarownika. Totalny przygłup z tego kolesia, nawet kilku prostych tekstów nie jest w stanie zrozumieć. wpisałem sobie jego nicka i widzę, że nie po raz pierwszy zniszczył dyskusję w ten sposób. mam nadzieję, że administracja wkrótce zablokuje mu konto, z pozytkiem dla tego forum...
                  • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:27
                    Powtarzam: nie do kopiowania całej pracy, tylko fragmentów na własny użytek. Jest to w Polsce legalne i taka jest wykładnia prawa autorskiego przez prawników. Jeśli ty go nie znasz - twój problem. Jeśli sam robisz coś, co uważasz za łamanie prawa - tym większy.
                    • wielki_czarownik Re: Ale nie manipuluj 15.01.12, 00:29
                      Proszę o konkretne przepisy :) Coś tam słyszałeś, coś tam wiesz, ale niestety nie do końca i przez to robisz z siebie idiotę :)
                      Cytując reklamę:
                      "Prawie robi wielką różnicę."
                      • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:33
                        Pogooglaj sobie. Jest tego pełno w sieci. Największego idiotę robisz z siebie ty, gdyż jako były student prawa nie znasz obowiązujących ustaw. To jest dopiero kabaret.

                        ROTFL
                        • wielki_czarownik :) 15.01.12, 00:35
                          No dalej - wskaż przepis :) Powołujesz się na coś, to to uzasadnij :)
                          • Gość: tomek wielki_czarowniku, jesteś zwykłym trollem! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:48
                            Dzisiejszy student przynajmniej potrafi korzystać z wyszukiwarki Google, wielki_czarownik nawet tego nie. Biedne dziecko specjalnej troski, które leczy kompleksy, plując jadem na studentów w sieci, gdy tylko pojawi się wątek o szkolnictwie wyższym. Jesteś żałosnym trollem i niczym więcej.
                            • wielki_czarownik No czekam :) 15.01.12, 00:50
                              Dawaj Tomuś :) Wskaż przepisy :)
                              • Gość: tomek Re: No czekam :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 01:07
                                Biedactwo... A ja powiem: niech nasz doktorek sam sobie poszuka. I co ty teraz zrobisz, biedaku? Nigdy się nie dowiesz, jakie w Polsce obowiązuje prawo autorskie.
                              • Gość: matylda Re: No czekam :) IP: 65.98.1.* 15.01.12, 01:54
                                wielki_czarownik napisał:

                                > Dawaj Tomuś :) Wskaż przepisy :)

                                Pierwszy z brzegu artykuł na ten temat:
                                www.kancelaria-szip.pl/blog/2011/03/11/kserowanie-ksiazek-przestepstwo-czy-dozwolony-uzytek/
                                Warto by było zapoznać się z prawem, jeśli już się kogoś poucza. A tak tylko niepotrzebnie zaśmieciłeś forum durnymi wpisami. Jeśli naprawdę jesteś prawnikiem, to dałeś wspaniały pokaz własnej niekompetencji :(
                                • wielki_czarownik Czytanie ze zrozumieniem... 15.01.12, 11:14
                                  Szkoda tylko, że nie umiesz czytać ze zrozumieniem.
                                  Polecam ten fragment artykułu:

                                  "Kopiowanie książek przez ich końcowych użytkowników w ogóle nie stanowi czynu sprzecznego z prawem. Kserowanie książek, które wcześniej zostały już rozpowszechnione, na własny użytek, stanowi postać dozwolonego użytku prywatnego przewidzianego w art. 23 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych i można tego dokonywać bez zezwolenia twórcy, czy raczej uprawnionego z tytułu autorskich praw majątkowych do danego utworu. Dopóki osoba, przy czym dotyczy to wyłącznie osób fizycznych, która skopiowała książkę na własny użytek (dla celów osobistych), nie rozpowszechnia jej (poza krąg osób najbliższych – rodziny czy znajomych) lub nie sprzedaje jej, dopóty nie łamie praw twórcy (uprawnionego)."

                                  Pisząc prościej - możesz skserować sobie książkę, którą już posiadasz w oryginale. Nie możesz legalnie kserować książki, która do Ciebie nie należy ani kupować kserówki w punkcie ksero. Rozumiesz różnicę?
                                  • Gość: tomek wielki_czarownik się obudził i dalej trolluje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 13:10
                                    Ale z ciebie tępy krętacz. Gdzie w powyższym cytacie jest mowa o kserowaniu książki, którą już się posiada w oryginale? Albo sam nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, albo celowo trollujesz. Taki z ciebie prawnik jak z koziej d... trąba. I jeszcze nałkoffiec. ROTFL

                                    Popisuj się dalej swoją głupotą, lepszej rozrywki forumowiczom chyba nie byłbyś w stanie dostarczyć :D
          • Gość: pablo Re: Ale nie manipuluj IP: 176.31.222.* 14.01.12, 16:31
            wielki_czarownik:
            No a kserowanie rozdziałów... To jednak w jakiś sposób okradanie autora. Ktoś kilka miesięcy spędził pisząc książkę a tu student "cap" i kseruje. OK - inną sprawą jest fakt, że w bibliotece egzemplarzy było (za moich czasów przynajmniej) zdecydowanie za mało.
            (...)
            Zresztą nie wszyscy tą książkę kupili ale nikt nikomu z tego powodu nieprzyjemności nie robił (czego dowodem jestem ja, bo miałem w owym czasie dostęp do darmowego ksera i ustawy sobie samemu wydrukowałem, książki nie kupiłem, egzamin zdałem na 4+).


            Hehe, ale jak się ma dostęp do darmowego ksera, to już kserować można, prawda? Bo ustawy to oczywiście niczyje i nikt się nad nimi nie napracował... Inni za darmo tego nie dostali, musieli zapłacić. Więc nawet uczciwością wobec kolegów i koleżanek się nie wykazałeś...

            Ja bym tobie pałę postawił, a nie 4+, cwaniaczku. Ech, moralność Kalego...
            • sokolasty Re: Ale nie manipuluj 14.01.12, 18:14
              No stary, ustawy to akurat są za free.
              • Gość: wiedźmin Re: Ale nie manipuluj IP: *.opera-mini.net 14.01.12, 18:22
                Jak się kseruje, to pewnie tak.

                Kodeksy publikuje się w książkach. Ktoś pracuje przy łamaniu, redakcji, druku, dystrybucji itp. Wszystko to kosztuje.
                • wielki_czarownik Ot nieuk 14.01.12, 22:08
                  A kolega nie zerknął np. na stronę Sejmu? Tam są wszystkie ustawy za darmo, do wydrukowania.
                  • Gość: tomek wielki_czarownik - ot nieuk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:12
                    Sam pisałeś o kserowaniu. Już zapomniałeś?
                    • wielki_czarownik Re: wielki_czarownik - ot nieuk 15.01.12, 00:15
                      Robaczku malutki - dzisiaj (i od ładnych 10 lat) kserokopiarki są podłączone do komputerów i działają też jako drukarki. Nie pisałem o kserowaniu a o dostępie do bezpłatnego ksera, za pomocą którego wydrukowałem nagrane na pendrive ustawy.
                      • Gość: tomek Re: wielki_czarownik - ot nieuk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:25
                        Jasne. Nie ośmieszaj się, chyba sam nie wierzysz w to, co piszesz. Pisałeś: "bo miałem w owym czasie dostęp do darmowego ksera i ustawy sobie samemu wydrukowałem, książki nie kupiłem, egzamin zdałem na 4+" (link). Po co jeszcze kłamiesz, rozbójniczku?
                        • wielki_czarownik Re: wielki_czarownik - ot nieuk 15.01.12, 00:32
                          Ty masz naprawdę problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Książka składała się z ustaw i testów sprawdzających ich znajomość. Tylko z tego (pomijamy spis treści). Wydrukowałem sobie (za darmo) ustawy, testy pominąłem, książki nie kupiłem, egzamin zdałem.
                          Co tu jest trudnego do zrozumienia? Naprawdę masz potrzebę publicznego robienia z siebie durnia?
                          • Gość: tomek Oho, wielki_czarownik znowu zaczyna trollować IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:36
                            Przestań pajacu kłamać i kręcić, dobrze? Z tego, co napisałeś, jasno wynika, że dzięki kserowaniu zaoszczędziłeś na książkach. Największego durnia robisz z siebie właśnie ty teraz. Ale pisz dalej - pośmiejemy się jeszcze bardziej :D
                            • wielki_czarownik Ojej :) 15.01.12, 00:44
                              Tomuś zorientował się, że publicznie zrobił z siebie idiotę :)
                              Tak - zaoszczędziłem, bo miałem możliwość druku za darmo. Gdybym musiał płacić za druk, to za same ustawy bym zapłacił ok. 40 PLN w punkcie ksero a za te same ustawy w formie książkowej ok. 30 PLN.
                              Z punktu widzenia studenta kupno książki było lepsze, bo tańsze i w ramach gratisu dostawało się ileś tam testów podobnych do egzaminacyjnych. Z mojego punktu widzenia lepiej było skopiować ustawy na pendrive i sobie bez opłat je wydrukować.
                              Rozumiesz Tomeczku to arcyskomplikowane zagadnienie? Jeżeli nie, to zapraszam na odpłatne (200 PLN) konsultacje :)
                              • Gość: tomek Oho, wielki_czarownik znowu zaczyna trollować IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:53
                                Ptysiu, te kłamstwa to możesz wciskać swoim studentom, a nie nam. Przecież jak ty studiowałeś, to nawet nie było jeszcze pendrivów, dostępu do sieci też pewnie wówczas nie miałeś. Wydało się, że sam kserowałeś, a pouczasz innych, że tego nie należy robić. Teraz krętaczysz i kłamiesz w żywe oczy. Na dodatek nie znasz obowiązującego w Polsce prawa, mimo że ponoć studiowałeś prawo.

                                I kto tu robi z siebie idiotę?
                                • wielki_czarownik Taaa... 15.01.12, 00:59
                                  Jak ja studiowałem, to na uczelnię się jechało wozem zaprzężonym w mamuty a notatki robiliśmy ryjąc dłutem w kamieniu...
                                  Dla twojej wiadomości (znaj wiedzę Czarownika) pamięci typu pendrive pojawiły się na rynku w 2000 roku (12 lat temu). Zresztą - różnica, czy nagrałem na pendrive czy płytę CD?
                                  • Gość: tomek Re: Taaa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 01:08
                                    Aha, to teraz jest już płyta CD... Kombinuj dalej doktorku, może wreszcie wymyślisz coś, co będzie w miarę wiarygodnie brzmiało.
            • wielki_czarownik Ustawy są "niczyje" 14.01.12, 22:09
              Każdy może znaleźć ustawę np. na stronie sejmowej i ją wydrukować za darmo.
              • Gość: tomek Ale książki już nie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:15
                A ty pisałeś o kserowaniu. Walnąłeś idiotycznego babola, kolego, i teraz będziesz się wypierał, ale po raz kolejny dowodzisz, że nie jesteś lepszy od studentów, których z taką pasją krytykujesz, gdzie tylko się da. A wręcz przeciwnie, bo studenci przynajmniej nie są tak zakłamani jak ty.
                • wielki_czarownik Ręce opadają 15.01.12, 00:17
                  Słuchaj funkcjonalny analfabeto - zacytuję sam siebie:
                  "w owym czasie dostęp do darmowego ksera i ustawy sobie samemu wydrukowałem"
                  forum.gazeta.pl/forum/w,72,132371354,132378740,Ale_nie_manipuluj.html
                  Rozumiesz, czy te pojęcie tych kilku słów cię przerasta?
                  • Gość: tomek Re: Ręce opadają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:30
                    Słuchaj, kłamco i krętaczu: jak już coś cytujesz, to cytuj w całości, a nie wybiórczo: "czego dowodem jestem ja, bo miałem w owym czasie dostęp do darmowego ksera i ustawy sobie samemu wydrukowałem, książki nie kupiłem" (link jak wyżej). Z tego, co napisałeś, jednoznacznie wynika, że kserowałeś książki.
                    • wielki_czarownik Co za kretyn... 15.01.12, 00:35
                      Jeszcze raz powtarzam - książka składała się z ustaw (które można bezpłatnie powielać, bo nie podlegają prawom autorskim) i z testów (których nie drukowałem). Z czym ty masz jeszcze problem? Czytać nie umiesz, czy jak? Nie kupiłem książki, bo ustawy miałem ściągnięte ze strony sejmowej i wydrukowane za darmo.
                      • Gość: tomek Co za kretyn z tego wielkiego_czarownika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:41
                        wielki_czarownik napisał:

                        > Jeszcze raz powtarzam - książka składała się z ustaw (które można bezpłatnie po
                        > wielać, bo nie podlegają prawom autorskim) i z testów (których nie drukowałem).

                        Jasne, a że okradasz z zarobków sztab ludzi pracujących przy jej wydaniu, to już cię nie obchodzi. A dlaczego? Bo jesteś zwykłym złodziejem, który sam okrada innych, a poucza ludzi, że tego nie należy robić. Typowa moralność Kalego - jak wielki_czarownik kserował i dzięki temu dostał czwórkę z plusem, to dobrze, a jak dzisiejsi studenci kserują, to już źle. Jesteś małym, zakompleksionym człowieczkiem, wielki_czarowniku, i im więcej piszesz, tym bardziej to udowadniasz.
                        • wielki_czarownik Re: Co za kretyn z tego wielkiego_czarownika 15.01.12, 00:49
                          Ale kogo okradłem? Ludzi pracujących przy książce? Czyli jak wymieniam w samochodzie żarówkę, to okradam osiedlowego mechanika? A jak tankuję na Neste, to okradam faceta nalewającego paliwo na Shellu? Ale ze mnie paskudny złodziej... Nie tak dawno montowałem w komputerze nowy napęd DVD... Okradłem pewnie informatyka, który za tą czynność chciał 50 PLN.
                          Jeszcze raz powtarzam - nie kserowałem książki, a drukowałem ogólnie dostępne akty prawne, które zgodnie z art. 4 pkt. 1 ustawy nie podlegają ochronie prawnej!
                          • Gość: tomek Re: Co za kretyn z tego wielkiego_czarownika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:56
                            Nie udawaj głupka - wystarczająco wyraźnie pokazałeś już swoją głupotę. Jeśli kserujesz książki z aktami prawnymi, to okradasz osoby, które pracowały przy wydaniu tych książek. Z twojego pierwszego postu jednoznacznie wynika, że kserowałeś książki. Po co te krętactwa i łgarstwa? Myślisz, że ktoś się na nie nabierze?

                            Cóż, najwyraźniej mierzysz inteligencję innych własnym poziomem.
                            • wielki_czarownik Re: Co za kretyn z tego wielkiego_czarownika 15.01.12, 01:01
                              A kto mówił, że ja kserowałem książki? Ty masz naprawdę problemy z czytaniem ze zrozumieniem. To się nazywa funkcjonalny analfabetyzm.

                              "ustawy sobie samemu wydrukowałem"
                              forum.gazeta.pl/forum/w,72,132371354,132378740,Ale_nie_manipuluj.html
                              Rozumiesz różnicę pomiędzy słowem książka a ustawa?
                              • Gość: tomek Re: Co za kretyn z tego wielkiego_czarownika IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 01:10
                                Sam to napisałeś: "bo miałem w owym czasie dostęp do darmowego ksera i ustawy sobie samemu wydrukowałem, książki nie kupiłem".
                                forum.gazeta.pl/forum/w,72,132371354,132378740,Ale_nie_manipuluj.html
                                • wielki_czarownik Tak :) 15.01.12, 01:14
                                  Wyraźnie napisałem (co sam potwierdziłeś) ustawy a nie książki.

                                  EOT
                                  • Gość: tomek Re: Tak :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 01:26
                                    Wyraźnie napisałeś, że kserowałeś książki. Koniec, kropka.
                                    • wielki_czarownik Re: Tak :) 15.01.12, 11:15
                                      Wskaż miejsce, gdzie napisałem "kserowałem książkę".
                                      • Gość: tomek Re: Tak :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 13:11
                                        Wielokrotnie już to zrobiłem. Więc przestań zaśmiecać ten wątek, trollu z doktoratem :D
          • Gość: pawel Re: Ale nie manipuluj IP: *.man.tk-internet.pl 14.01.12, 18:35
            > No a kserowanie rozdziałów... To jednak w jakiś sposób okradanie autora. Ktoś k
            > ilka miesięcy spędził pisząc książkę a tu student "cap" i kseruje.

            Nie. Okradaniem studenta jest ustawianie ceny za książkę na poziomie ~100zł. Pan profesor dostaje pieniądze na pracę naukową, w tym na dydaktykę, ale i pisanie publikacji, książek, rozdziałów itp. należy do jego obowiązków zawodowych.
            Książki powinny być wydawane po kosztach druku.

            A co do prawa - mój wydział, komiczne jest, gdy oblewa się tylko dlatego, że przedstawia się inny pogląd (wyczytany w innej książce) niż ten z książki profesora. W ten sposób pośrednio (a może nawet i jawnie bezpośrednio) wymusza się zakup danej książki.
            • wielki_czarownik Re: Ale nie manipuluj 14.01.12, 22:10
              Książka 100 PLN, zgadnij, ile ma autor od sztuki... 5 PLN, to już rozpusta :) Tak! Myślisz, że dla takiego profesora fakt, że 150 studentów kupi jego książkę (i on zarobi na tym może z 750 PLN albo i mniej) to takie wielkie coś?
              • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 00:18
                Znowu nie doczytałeś, bo studentka pisała o wydawaniu stu kilkudziesięciu złotych na książkę jakiegoś profesora. Poza tym autor dostaje więcej od książki niż piszesz, a skoro wykładowcy uprawiają taki proceder, to widać, że im się to opłaca. Zamiast krętaczyć, może lepiej przyznaj się: kto w domu zarabia na życie w ten sposób?
                • wielki_czarownik Re: Ale nie manipuluj 15.01.12, 00:22
                  Gość portalu: tomek napisał(a):

                  > Znowu nie doczytałeś, bo studentka pisała o wydawaniu stu kilkudziesięciu złoty
                  > ch na książkę jakiegoś profesora. Poza tym autor dostaje więcej od książki niż
                  > piszesz,

                  Nie, nie dostają. Uwierz, bo sam miałem z tego tytułu profity :) 3.5-4 PLN za egzemplarz książki naukowej to jest dobrze. Czasami nawet tyle nie ma i trzeba do interesu dokładać.

                  a skoro wykładowcy uprawiają taki proceder, to widać, że im się to opł
                  > aca.

                  Opłaca... Na piwo starcza albo zatankowanie samochodu.

                  Zamiast krętaczyć, może lepiej przyznaj się: kto w domu zarabia na życie w
                  > ten sposób?

                  Nikt nie zarabia, bo to żaden zarobek. Więcej się zarabia na ekspertyzach. Książki to raczej dla prestiżu.
                  • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 01:01
                    wielki_czarownik napisał:

                    > Nie, nie dostają. Uwierz, bo sam miałem z tego tytułu profity :) 3.5-4 PLN za e
                    > gzemplarz książki naukowej to jest dobrze. Czasami nawet tyle nie ma i t
                    > rzeba do interesu dokładać.

                    Aha, więc to wyjaśnia zaangażowanie naszego czarownika w opluwanie studentów. Sam jest wykładowcą. Szkoda tylko, że sam postępuje dużo gorzej niż opluwani przez niego studentów. Malutki człowieczek z wielki kompleksami - oto nasz wielki_czarownik.

                    Że ty dostawałeś 4 zł, to wcale nie oznacza, że tyle dostają inni. Poza tym dużo więcej zarabia się na podręcznikach niż książkach naukowych.

                    > Opłaca... Na piwo starcza albo zatankowanie samochodu.

                    No cóż, jeśli ty wydajesz na picie piwa 750 zł...

                    > Nikt nie zarabia, bo to żaden zarobek. Więcej się zarabia na ekspertyzach. Ksią
                    > żki to raczej dla prestiżu.

                    Taaa... właśnie widać, jaki prestiż. Nie wciskaj głupot, wciśnie się kilkaset, albo nawet kilka tysięcy książek na różnych rocznikach w różnych uczelniach, to sumka zbierze się całkiem pokaźna.
                    • wielki_czarownik Re: Ale nie manipuluj 15.01.12, 01:12
                      Gość portalu: tomek napisał(a):


                      >
                      > Aha, więc to wyjaśnia zaangażowanie naszego czarownika w opluwanie studentów. S
                      > am jest wykładowcą. Szkoda tylko, że sam postępuje dużo gorzej niż opluwani prz
                      > ez niego studentów. Malutki człowieczek z wielki kompleksami - oto nasz wielki_
                      > czarownik.

                      Nie. Czarownik nie jest wykładowcą. Czarownik po prostu napisał kiedyś coś mądrego, co mógł sprzedać.

                      >
                      > Że ty dostawałeś 4 zł, to wcale nie oznacza, że tyle dostają inni.

                      Ja dostałem 3.50 i to jest normalna stawka (przynajmniej wtedy była). 5 PLN dostawali ludzie naprawdę z nazwiskiem.

                      Poza tym duż
                      > o więcej zarabia się na podręcznikach niż książkach naukowych.
                      >

                      Głuptasku Ty mój - podręcznik akademicki, to książka naukowa :)


                      > No cóż, jeśli ty wydajesz na picie piwa 750 zł...

                      Stać mnie synku :) Nie pijam szczyn za 3 PLN. Jak dorośniesz i zostaniesz kimś, to będziesz sobie kupował piwko kosztujące 10 czy 15 PLN za buteleczkę 0.33 litra.


                      > Taaa... właśnie widać, jaki prestiż. Nie wciskaj głupot, wciśnie się kilkaset,
                      > albo nawet kilka tysięcy książek na różnych rocznikach w różnych uczelniach, to
                      > sumka zbierze się całkiem pokaźna.

                      Pokaźna... Można rocznie zarobić może z 1000 PLN (przy dobrych wiatrach). Dla kogo to suma pokaźna, dla tego pokaźna. Dla większości wykładowców to są grosze, bo oni dostają wielokrotnie więcej za jedną ekspertyzę, nad którą nie muszą ślęczeć pół roku.
                      • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 01:25
                        wielki_czarownik napisał:

                        > Nie. Czarownik nie jest wykładowcą. Czarownik po prostu napisał kiedyś coś mądr
                        > ego, co mógł sprzedać.

                        Ty i coś mądrego... Zabawne. Że trochę słabo ci szło ze sprzedażą własnych wypocin, to już pisałeś.

                        Jesteś prawnikiem i zajmujesz się pracą naukową, a jednocześnie nie wykładasz? To chyba pracujesz w PAN-ie, bo tylko tam są takie etaty. Tyle, że tam... nie zatrudniają prawników :D

                        Ech, i jak tu wierzyć naszemu czarodziejowi...

                        > Ja dostałem 3.50 i to jest normalna stawka (przynajmniej wtedy była). 5 PLN dos
                        > tawali ludzie naprawdę z nazwiskiem.

                        Normalna dla kogo i za co? Co ty możesz wiedzieć o honorariach autorskich, jak opublikowałeś jedną książkę w jednej dziedzinie?

                        > Głuptasku Ty mój - podręcznik akademicki, to książka naukowa :)

                        Debilku, ale nie każda książka naukowa jest podręcznikiem. Kto cię uczył logiki?

                        > Stać mnie synku :) Nie pijam szczyn za 3 PLN. Jak dorośniesz i zostaniesz kimś,
                        > to będziesz sobie kupował piwko kosztujące 10 czy 15 PLN za buteleczkę 0.33 li
                        > tra.

                        Czyli potwierdzasz, że każdy ma różne potrzeby. Jeśli 750 zł jednorazowo to dla ciebie żaden zarobek, to wcale nie oznacza, że na książkach nie można zarobić. Nie wszyscy żłopią piwo za 15 PLN.

                        > Pokaźna... Można rocznie zarobić może z 1000 PLN (przy dobrych wiatrach). Dla k
                        > ogo to suma pokaźna, dla tego pokaźna. Dla większości wykładowców to są grosze,
                        > bo oni dostają wielokrotnie więcej za jedną ekspertyzę, nad którą nie muszą śl
                        > ęczeć pół roku.

                        Gorzej, gdy ktoś nie robi żadnych ekspertyz. 1000 PLN za nic (bo powiedzieć studentom, że mają kupić książkę, to żaden wysiłek) to naprawdę niezły zarobek.
                        • wielki_czarownik Re: Ale nie manipuluj 15.01.12, 11:27
                          Gość portalu: tomek napisał(a):



                          > Ty i coś mądrego... Zabawne. Że trochę słabo ci szło ze sprzedażą własnych wyp
                          > ocin, to już pisałeś.
                          >

                          To była pozycja dla profesjonalistów a nie dla szerokiego grona odbiorców.

                          > Jesteś prawnikiem i zajmujesz się pracą naukową, a jednocześnie nie wykładasz?
                          > To chyba pracujesz w PAN-ie, bo tylko tam są takie etaty. Tyle, że tam... nie z
                          > atrudniają prawników :D
                          >

                          Czytaj ze zrozumieniem :) Nie zajmuję się pracą naukową a jedynie kiedyś coś opublikowałem. To pewna różnica.


                          > Normalna dla kogo i za co? Co ty możesz wiedzieć o honorariach autorskich, jak
                          > opublikowałeś jedną książkę w jednej dziedzinie?

                          Normalna dla autora pozycji naukowej. Co mogę wiedzieć o honorariach? Między innymi to, że zanim podpisałem umowę z wydawnictwem, to popytałem się znajomych, którzy mają po kilka(naście) publikacji, ile mogę dostać.


                          > Debilku, ale nie każda książka naukowa jest podręcznikiem. Kto cię uczył logiki
                          > ?
                          >

                          A kto mówił, że jest?


                          > Czyli potwierdzasz, że każdy ma różne potrzeby. Jeśli 750 zł jednorazowo to dla
                          > ciebie żaden zarobek, to wcale nie oznacza, że na książkach nie można zarobić.
                          > Nie wszyscy żłopią piwo za 15 PLN.
                          >

                          Oczywiście, że na książkach można zarobić, ale raczej nie na naukowych. Osób, które na pozycjach stricte naukowych zarabiają jest bardzo mało. To nie kryminały Krajewskiego, które sprzedają się w dziesiątkach czy setkach tysięcy. Książkę naukową piszesz kilka miesięcy, może rok i kończysz ze sprzedażą rzędu kilkuset egzemplarzy rocznie. Wziąwszy pod uwagę relację zysku do nakładów pracy, to się zupełnie nie opłaca. Pisze się takie książki albo z przymusu, albo dla własnej przyjemności, albo dla wypromowania się, albo też korzystając z okazji, bo np. napisało się jakąś bardzo dobrą pracę magisterską czy rozprawę doktorską, tudzież ma się zestaw referatów czy szkoleń, które gdzieś się wygłaszało i się to zamienia w książkę.


                          >
                          > Gorzej, gdy ktoś nie robi żadnych ekspertyz. 1000 PLN za nic (bo powiedzieć stu
                          > dentom, że mają kupić książkę, to żaden wysiłek) to naprawdę niezły zarobek.

                          Akurat (jeżeli mówimy o WPAiE), to wykładowcy albo mają własne kancelarie, albo pracują w szkołach prywatnych albo coś innego i dla nich 1000 PLN w skali roku, to nie jest suma, dla której warto ryzykować jakieś tam nieprzyjemności w postaci np. takiego artykułu.
                          • Gość: tomek Re: Ale nie manipuluj IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 13:23
                            wielki_czarownik napisał:

                            > To była pozycja dla profesjonalistów a nie dla szerokiego grona odbiorców.

                            Wcześniej coś wspominałeś o podręczniku dla studentów. Zdecyduj się, co napisałeś, bo chyba sam nie wiesz :D

                            > Czytaj ze zrozumieniem :) Nie zajmuję się pracą naukową a jedynie kiedyś coś op
                            > ublikowałem. To pewna różnica.

                            Naukowiec jak z koziej d... trąba i jeszcze się dziwi, że nikt nie chciał tego kupić... :D

                            > Normalna dla autora pozycji naukowej. Co mogę wiedzieć o honorariach? Między in
                            > nymi to, że zanim podpisałem umowę z wydawnictwem, to popytałem się znajomych,
                            > którzy mają po kilka(naście) publikacji, ile mogę dostać.

                            Jasne... I znajomi wszystko ci dokładnie wyjaśnili, na takiej samej zasadzie, jak rozpowiadają o swoich zarobkach. W rzeczywistości zaniżając je co najmniej o połowę.

                            A wielki_czarownik dostał 3,5 PLN od egzemplarza za swoje wypociny i dziwi się, ja innym opłaca się publikować, nieraz książkę za książką... :D

                            > A kto mówił, że jest?

                            Ty pisałeś o książce naukowej, później, że to podręcznik, teraz, że jakąś pozycję dla profesjonalistów. Tak, tak, wiem, że teraz zaczniesz przekonywać, że książka naukowa może być podręcznikiem i jednocześnie pozycją dla specjalistów. Tyle że nawet idiota nie uwierzyłby w te brednie, jakie wypisujesz i w których co chwilę się motasz. Jesteś pospolitym trollem z bujną wyobraźnią, i tyle.

                            > Oczywiście, że na książkach można zarobić, ale raczej nie na naukowych. Osób, k
                            > tóre na pozycjach stricte naukowych zarabiają jest bardzo mało. To nie kryminał
                            > y Krajewskiego, które sprzedają się w dziesiątkach czy setkach tysięcy. Książkę
                            > naukową piszesz kilka miesięcy, może rok i kończysz ze sprzedażą rzędu kilkuse
                            > t egzemplarzy rocznie. Wziąwszy pod uwagę relację zysku do nakładów pracy, to s
                            > ię zupełnie nie opłaca. Pisze się takie książki albo z przymusu, albo dla własn
                            > ej przyjemności, albo dla wypromowania się, albo też korzystając z okazji, bo n
                            > p. napisało się jakąś bardzo dobrą pracę magisterską czy rozprawę doktorską, tu
                            > dzież ma się zestaw referatów czy szkoleń, które gdzieś się wygłaszało i się to
                            > zamienia w książkę.

                            Przecież podręcznik to też książka naukowa, jak sam napisałeś. Uważasz, że naukowiec, sprzedający swój podręcznik do prawa, ekonomii, psychologii itp. w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy nic na nim nie zarabia, a pisze go z pasji albo przymusu?

                            > Akurat (jeżeli mówimy o WPAiE), to wykładowcy albo mają własne kancelarie, albo
                            > pracują w szkołach prywatnych albo coś innego i dla nich 1000 PLN w skali roku
                            > , to nie jest suma, dla której warto ryzykować jakieś tam nieprzyjemności w pos
                            > taci np. takiego artykułu.

                            No proszę, co wcale nie przeszkadza im narzekać na zarobki...

                            Jedni mają kancelarie, inni nie. A na dodatkowego tysiaka za jedno wspomnienie na pierwszym wykładzie, że należy kupić daną książkę, każdy z chęcią by się połakomił. Widzisz, tu jest kwestia pewnej postawy moralnej, a nie dochodów (dużych lub małych) z kancelarii, drugiego etatu w szkole prywatnej itp. Jedni ją mają, inni nie - i ci drudzy nie pogardzą takim zarobkiem za tak niski wysiłek. Ty tego nie rozumiesz, bo sam z moralnością nie masz wiele wspólnego, jeśli chodzi o postępowanie.
                            • Gość: lekarz tomku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 13:57
                              Przeczytalem cala dyskusje i stwierdzam ze czarownik mimo cholernie wnerwiajacej maniery pisania ma w tym wypadku racje. Ani razu nie pisal o kserowaniu ksiazki a to mu zarzucasz. Takze artykul ktory ktos przywolal mowil o uzytkowniku koncowym czyli osobie ktora ksiazke juz ma. Jezeli zas chodzi o pieniadze z publikacji naukowych to prawda jest ze na tym sie nie zarabia. Ja naukowcem nie jestem ale kilka lat temu zostalem wspolautorem leksykonu medycznego do ktorego napisalem kilkadziesiat hasel. Rocznie mam z tego niecale sto zlotych. Jezeli pomnozysz to przez liczbe autorow to bedzie jakies tysiac zlotych rocznie do podzialu dla wszystkich. Zupelnie sie to nie oplaca bo tyle samo zarabiam na jednym-dwoch pacjentach w ramach prywatnej praktyki. Przypuszczam ze sa osoby dobrze zarabiajace na publikacjach naukowych ale sa to wielkie nazwiska takie jak na przyklad w medycynie Lew-Starowicz i ludzie piszacy na nosne i popularne tematy. Na ksiazkach najwiecej zarabiaja wydawcy i sprzedawcy. Autorzy maja grosze a czesto nawet nie dostaja nic. Tak jest w przypadku czasopism naukowych. Jak nie masz nazwiska to nie dostaniesz ani grosza za artykul i cala nagroda to kilka egzemplarzy autorskich i wypromowanie siebie w srodowisku. Jak masz nazwisko to zaplaca ci kilka setek. Ksiazki naukowe sie po prostu slabo sprzedaja. Ilu moze byc chetnych do kupienia ksiazki o transfuzjach krwi? Kilkuset lekarzy, kilkanascie bibliotek, troche studentow i doktorantow piszacych prace na ten temat. W sumie jak sprzedasz tysiac ksiazek to mozesz mowic o sukcesie.
                              • Gość: kla Re: tomku IP: *.shootoffers.com 15.01.12, 14:35
                                Buhahaha! "Wielki Czarownik" nie zalogował się, zmienił nicka i wydaje mu się, że wszyscy teraz będą myśleć, że to ktoś inny :-))) Ja bym do tego co napisał "Tomek", że jesteś kłamcą i złodziejem, dodał jeszcze jedno: jesteś oszustem.

                                Od kiedy to "użytkownik końcowy" to jest osoba, która już ma książkę??? Wskaż definicję prawną, która to potwierdza. Zgodnie z obowiązującym prawem, w Polsce kopiowanie książek, muzyki, filmów itp. na własny uzytek jest dozwolone, niedozwolone jest tylko kopiowanie programów. Jak byś miał jakieś pojęcie o prawie, to bys doskonale to wiedział. W internecie, jak słusznie zauważył "Tomek", aż roi się od takiej wykładni prawa aurtorskiego. Więc przestań trollować na tym forum czarodzieju, bo tak się znasz na prawie jak siostra Faustyna na prezerwatywach.
                                • wielki_czarownik Czuję się wywołany do tablicy :) 15.01.12, 15:09
                                  1. Ja zawsze, odkąd jestem na portalu się loguję. Wielki czarownik przez "w" a nie przez podwójne "v". Wszystkie inne wpisy nie są mojego autorstwa.
                                  2. Polecam lekturę art. 117 i 118 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Kwestia legalności bądź nie kopiowania książek jest dość dyskusyjna, dlatego też w swojej wypowiedzi napisałem:
                                  "To jednak w jakiś sposób okradanie autora."
                                  forum.gazeta.pl/forum/w,72,132371354,132378740,Ale_nie_manipuluj.html
                                  Pojawiają się bowiem kwestie związane z tym, gdzie kończy się dozwolony użytek, gdzie zaczyna korzyść materialna itp. Czy student kopiujący pożyczoną książkę działa w celu osiągnięcia korzyści materialnej? W końcu nie będzie musiał jej kupić. Czy dozwolony użytek obejmuje umożliwienie połowie roku skserowanie jednego podręcznika?

                                  Dlatego też proszę uważnie czytać moje wypowiedzi, zwracać uwagę na słowa i zwroty i nie wkładać w me usta wyrazów, których nie wypowiedziałem. Dziękuję.
                                  • Gość: tomek Re: Czuję się wywołany do tablicy :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 15:20
                                    wielki_czarownik napisał:

                                    > 1. Ja zawsze, odkąd jestem na portalu się loguję. Wielki czarownik przez "w" a
                                    > nie przez podwójne "v". Wszystkie inne wpisy nie są mojego autorstwa.

                                    Serdelku, już nie raz skłamałeś na tym forum, więc dlaczego myślisz, że tym razem ktokolwiek ci uwierzy?

                                    > 2. Polecam lekturę art. 117 i 118 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnyc
                                    > h. Kwestia legalności bądź nie kopiowania książek jest dość dyskusyjna, dlatego
                                    > też w swojej wypowiedzi napisałem:
                                    > "To jednak w jakiś sposób okradanie autora."
                                    > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,72,132371354,132378740,Ale_nie_manipuluj.html
                                    > Pojawiają się bowiem kwestie związane z tym, gdzie kończy się dozwolony użytek,
                                    > gdzie zaczyna korzyść materialna itp. Czy student kopiujący pożyczoną książkę
                                    > działa w celu osiągnięcia korzyści materialnej? W końcu nie będzie musiał jej k
                                    > upić. Czy dozwolony użytek obejmuje umożliwienie połowie roku skserowanie jedne
                                    > go podręcznika?

                                    Akurat wykładnia prawa autorskiego pod tym względem jest jasna u zdecydowanej większości prawników. Nikogo tu nie obchodzi, co myśli na ten temat mały wielki_czarownik (a tym bardziej jego nieumiejętność zrozumienia ustawy), który korzysta z każdej możliwości, żeby dowalić studentom (nawiasem mówiąc, samemu będąc głupszym od nich).


                                    > Dlatego też proszę uważnie czytać moje wypowiedzi, zwracać uwagę na słowa i zwr
                                    > oty i nie wkładać w me usta wyrazów, których nie wypowiedziałem. Dziękuję.

                                    Wypowiedziałeś w tej dyskusji aż za wiele słów. Z czego 99% bez sensu. Popatrz, jak zaśmieciłeś tę rozmowę. Znamienne, że ilekroć pisze się coś złego o uczelniach, zawsze pojawiają się takie szuje, które próbują zniszczyć dyskusję niedorzecznymi wypowiedziami zupełnie nie na temat.

                                    I tyle, co można powiedzieć na temat twoich żałosnych wypocin.
                                  • Gość: matylda Re: Czuję się wywołany do tablicy :) IP: 65.98.1.* 15.01.12, 15:27
                                    Więc po co kłócisz się przez kilkadziesiąt postów, że studentka łamie prawo kserując książkę, skoro teraz sam przyznajesz, że nie ma jednoznacznej interpretacji tego czynu przez prawo, a "kwestia legalności bądź nie kopiowania książek jest dość dyskusyjna"? Tomek chyba ma rację, że wszedłeś tu tylko po to, żeby trollować i zrobić zamęt w dyskusji.
                                    • wielki_czarownik Re: Czuję się wywołany do tablicy :) 15.01.12, 15:37
                                      Albowiem osobiście uważam, że tego typu kopiowanie nie jest dozwolone, ponieważ przekracza granice dozwolonego użytku. Z tym, że jak widzisz potrafię napisać, że są inne poglądy i poglądy owe są w pewien sposób uzasadnione. Problemem jest tutaj nieostrość przepisów ustawowych, które nie precyzują, gdzie kończy się dozwolony użytek. O ile (moim zdaniem) nie ma przeciwwskazań, by studenci kopiowali książkę, której ostatnie wydanie miało miejsce kilka lat temu i która jest nie do kupienia (za moich czasów tak było z książką do historii państwa i prawa - nikt na oczy nie widział oryginału, wszyscy mieli kserówki, albowiem książka nie była wznawiana od ładnych kilku lat), to jednak sytuacja w której 250 osób kseruje sobie jeden egzemplarz dostępnej w księgarni książki jest sprzeczny z celem prawa autorskiego i zgodnie z tzw. wykładnią celowościową prawa (trudne słowo) jest to działanie wykraczające poza tzw. dozwolony użytek.
                                      Dodatkowo pojawia się problem kserowania książki a kupowania kserokopii.
                                      Natomiast zgadzam się, że książki są za drogie a biblioteki mają zbyt mało egzemplarzy. Jednakże uwierz, że na tych publikacjach autorzy naprawdę zarabiają grosze.
                                      • Gość: tomek Re: Czuję się wywołany do tablicy :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 16:01
                                        wielki_czarownik napisał:

                                        > Albowiem osobiście uważam, że tego typu kopiowanie nie jest dozwolone, ponieważ
                                        > przekracza granice dozwolonego użytku.

                                        Nikogo to nie obchodzą twoje osobiste dywagacje, żuczku. Już nie raz dałeś dowód swojej skrzywionej moralności.

                                        > Z tym, że jak widzisz potrafię napisać,
                                        > że są inne poglądy i poglądy owe są w pewien sposób uzasadnione. Problemem jes
                                        > t tutaj nieostrość przepisów ustawowych, które nie precyzują, gdzie kończy się
                                        > dozwolony użytek.

                                        Nieostre przepisy właśnie świadczą o tym, że nie można wyciągać konsekwencji prawnych za czyn, który nie jest jednoznacznie zabroniony. Niejasność przepisów prawa zawsze działa na korzyść obywatela.

                                        > O ile (moim zdaniem) nie ma przeciwwskazań, by studenci kopio
                                        > wali książkę, której ostatnie wydanie miało miejsce kilka lat temu i która jest
                                        > nie do kupienia (za moich czasów tak było z książką do historii państwa i praw
                                        > a - nikt na oczy nie widział oryginału, wszyscy mieli kserówki, albowiem książk
                                        > a nie była wznawiana od ładnych kilku lat), to jednak sytuacja w której 250 osó
                                        > b kseruje sobie jeden egzemplarz dostępnej w księgarni książki jest sprzeczny z
                                        > celem prawa autorskiego i zgodnie z tzw. wykładnią celowościową prawa (trudne
                                        > słowo) jest to działanie wykraczające poza tzw. dozwolony użytek.

                                        Ech, i znowu te racjonalizacje małego wielkiego_czarownika, że jak za jego czasów się kserowało, to OK, jak dzisiaj - to już źle. Kserowanie zawsze jest kserowaniem, bez względu na to, czy kseruje wielki_czarownik czy ktoś inny, choć mały wielki_czarownik może tego nie zrozumieć...

                                        > Dodatkowo pojawia się problem kserowania książki a kupowania kserokopii.

                                        Gdzie tu widzisz problem? Aha, bo mały wielki_czarownik sam kserował książki na kserografie u mamusi w pracy, więc już to jest powód, żeby prawo inaczej traktowało takich delikwentów :D

                                        > Natomiast zgadzam się, że książki są za drogie a biblioteki mają zbyt mało egze
                                        > mplarzy. Jednakże uwierz, że na tych publikacjach autorzy naprawdę zarabiają gr
                                        > osze.

                                        A co ty możesz wiedzieć na ten temat, skoro sam opublikowałeś jakieś marne wypociny, które nikogo nie interesowały?
                                      • Gość: matylda Re: Czuję się wywołany do tablicy :) IP: 65.98.1.* 15.01.12, 16:22
                                        Zgadzam się z Tomkiem, że czym innym są prywatne dywagacje, a czym innym przepisy prawa. Prawo w tej kwestii jest dość jasne. Jak nie wiesz albo nie rozumiesz przepisów - zapytaj się prawnika. Każdy powie ci to samo. A już zupełnym nieporozumieniem jest krytykowanie innych za coś, co samemu się robiło. Najpierw pisałeś, że kserowałeś książki, później obracałeś kota ogonem, że nie kserowałeś, tylko "drukowałeś", jak podałam ci linka do odpowiedniego artykułu to też zacząłeś udowadniać, że jest tam napisane to, co nie jest napisane... Tacy ludzie jak ty, z dużymi kompleksami i małymi osiągnięciami w życiu, zawsze będą wyszukiwać argumenty potwierdzające, że oni są wspaniali, a wszyscy inni źli. Nawet jeśli ich nie będzie, to je wymyślą i zaczną przekonywać wszystkich innych, że są ślepi, skoro nie widzą tych "faktów". Twoje komentarze dają bardzo dobry obraz twojej skrzywionej mentalności.
                                        • wielki_czarownik Re: Czuję się wywołany do tablicy :) 15.01.12, 16:44
                                          Widzisz - gdyby prawo było jasne, to Policja nie robiłaby nalotów na punkty ksero a wydawcy nie wytaczaliby spraw sądowych związanych z kopiowaniem książek. Prawo własności intelektualnej to bardzo specyficzne prawo, w którym krzyżują się interesy wielu podmiotów i którego interpretacja wcale nie jest jednoznaczna. O ile nikt nie kwestionuje prawa do ograniczonego kserowania książek, to różnice w poglądach zaczynają się, kiedy idzie właśnie o ustalenie tej granicy.
                                          Poczytaj sobie o tzw. wykładni celowościowej prawa a zrozumiesz o czym piszę. Zwróć też uwagę na to, że w świetle prawa czym innym jest skserowanie książki a czym innym handel kserówkami.
                                          Powołujesz się na artykuł. Więc ja w ramach odpowiedzi podaję Ci link do artykułu z odmienną interpretacją przepisów dokonaną przez prawników.

                                          tnij.org/oym8
                                          Kto ma rację? Z jednej strony jest pojęcie dozwolonego użytku, z drugiej pojęcie słusznych interesów twórcy (art. 35 ustawy), których ten dozwolony użytek nie może naruszać.
                                          Dlatego też część prawników twierdzi, że dozwolony użytek w rozumieniu studenckim (czyli dawaj, kserujemy) dotyczy tych pozycji, które są nie do kupienia, bo wówczas zwielokrotnienie książki nie narusza niczyich interesów (albowiem książka nie jest dostępna w normalnym obrocie). Natomiast przyznać chyba musisz, że jeżeli ktoś zamiast kupić książkę w księgarni kseruje ją, to narusza interes twórcy z art. 35 ustawy. Prawda?
                                          Kolejna sprawa jest taka, że nie pisałem o kserowaniu książek a o kserowaniu ustaw (ile razy mam to powtarzać?).
                                          • Gość: matylda Re: Czuję się wywołany do tablicy :) IP: 65.98.1.* 15.01.12, 17:26
                                            Więc ja poproszę o definicję "słusznych interesów twórcy" (cytowany artykuł ich nie definiuje). I przepis zabraniający kopiowania na użytek osobisty.

                                            Druga sprawa, że studentka pisała o kserowaniu rozdziałów, czyli fragmentów, a nie całej książki.

                                            Trzecia sprawa, że czym innym jest kserowanie książek na własny użytek, a czym innym handel kserówkami. Widać, że nie rozróżniasz tych dwóch rzeczy, skoro zaczynasz teraz mieszać do dyskusji punkty ksero.
                                            • wielki_czarownik Re: Czuję się wywołany do tablicy :) 15.01.12, 18:06
                                              Gość portalu: matylda napisał(a):

                                              > Więc ja poproszę o definicję "słusznych interesów twórcy" (cytowany artykuł ich
                                              > nie definiuje). I przepis zabraniający kopiowania na użytek osobisty.
                                              >

                                              I tu jest właśnie ból, bo takiej definicji nie ma. To jest słabość ustawy i pole do popisu dla interpretatorów. Ja ten słuszny interes rozumiem w ten sposób, że polega on na ochronie ekonomicznych interesów twórcy. Ergo można sobie skserować książkę, która była wydana np. X lat temu i jest niedostępna w normalnej sprzedaży, ale nie wolno skserować nowości leżącej w księgarni na półce.
                                              A zakaz kopiowania wynika z art. 35 ustawy.

                                              > Druga sprawa, że studentka pisała o kserowaniu rozdziałów, czyli fragmentów, a
                                              > nie całej książki.
                                              >

                                              To nie ma znaczenia, chyba że mówimy o kserach bibliotecznych (1 arkusz).

                                              > Trzecia sprawa, że czym innym jest kserowanie książek na własny użytek, a czym
                                              > innym handel kserówkami. Widać, że nie rozróżniasz tych dwóch rzeczy, skoro zac
                                              > zynasz teraz mieszać do dyskusji punkty ksero.

                                              Ależ ja wiem, że to zupełnie inne sprawy. Nie zmienia to jednak faktu, że kopiowanie w celu dozwolonego użytku musi uwzględniać postanowienia art. 35 ustawy.
                                              Tak na chłopski rozum - przychodzisz do księgarni, stajesz gdzieś w kącie i ręcznym skanerem czy też aparatem robisz sobie kopię najnowszego bestsellera, idziesz do domu i za darmo to drukujesz. Uważasz, że to jest OK? Przecież to wypacza całą ideę praw autorskich. Po co prawa autorskie, skoro każdy może zrobić darmową kopię wszystkiego "dla siebie"? Tu pojawia się pojęcie celu prawa i znowu zaczyna się przepychanka prawników.
                                              • Gość: tomek Re: Czuję się wywołany do tablicy :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 18:40
                                                wielki_czarownik napisał:

                                                > I tu jest właśnie ból, bo takiej definicji nie ma. To jest słabość ustawy i pol
                                                > e do popisu dla interpretatorów.

                                                Nie ma definicji - nie ma przestępstwa. Nie można skazać kogoś za coś, co w sensie prawnym nie istnieje.

                                                > Ja ten słuszny interes rozumiem w ten sposób,
                                                > że polega on na ochronie ekonomicznych interesów twórcy. Ergo można sobie skser
                                                > ować książkę, która była wydana np. X lat temu i jest niedostępna w normalnej s
                                                > przedaży, ale nie wolno skserować nowości leżącej w księgarni na półce.

                                                Na szczęście to nie ty będziesz sędzią, bo wtedy wszyscy kserujący trafialiby do paki, za wyjątkiem wielkiego_czarownika, który zawsze kseruje w "słusznym interesie".

                                                > A zakaz kopiowania wynika z art. 35 ustawy.

                                                Artykuł ten nic nie mówi o zakazie kopiowania. Proponowałbym najpierw zapoznać się z ustawą, a potem pisać.

                                                > To nie ma znaczenia, chyba że mówimy o kserach bibliotecznych (1 arkusz).

                                                Jakiś przepis? Czy może też tak jest, bo wielki_czarownik tak uważa?

                                                > Ależ ja wiem, że to zupełnie inne sprawy. Nie zmienia to jednak faktu, że kopio
                                                > wanie w celu dozwolonego użytku musi uwzględniać postanowienia art. 35 ustawy.

                                                A w jaki sposób go nie uwzględnia?

                                                > Tak na chłopski rozum - przychodzisz do księgarni, stajesz gdzieś w kącie i ręc
                                                > znym skanerem czy też aparatem robisz sobie kopię najnowszego bestsellera, idzi
                                                > esz do domu i za darmo to drukujesz. Uważasz, że to jest OK? Przecież to wypacz
                                                > a całą ideę praw autorskich. Po co prawa autorskie, skoro każdy może zrobić dar
                                                > mową kopię wszystkiego "dla siebie"? Tu pojawia się pojęcie celu prawa i znowu
                                                > zaczyna się przepychanka prawników.

                                                Nie wiem, czy jest OK czy nie, ale na pewno to nie łamie prawa. Tak jak kopiowanie muzyki, filmów itp. Gdyby było to niezgodne z prawem, już dawno większość właścicieli punktów kserograficznych siedziałoby w więzieniu, poznikałyby serwisy hostingowe, nawet niemożliwe byłoby skopiowanie zdjęcia czy artykułu z gazety. Tymczasem jest zupełnie przeciwnie.
                                                • Gość: matylda Re: Czuję się wywołany do tablicy :) IP: 65.98.1.* 15.01.12, 21:01
                                                  > To nie ma znaczenia, chyba że mówimy o kserach bibliotecznych (1 arkusz).

                                                  Jakiś przepis? Czy może też tak jest, bo wielki_czarownik tak uważa?



                                                  Wygląda na to, że nasz "Wielki Czarodziej" znowu sobie kłapie dziobem dywagacjami bez żadnego pokrycia w faktach.
                                                  • wielki_czarownik Ehh... 15.01.12, 21:46
                                                    Art. 30 ust. 1 ustawy. Zerknęłaś Ty w nią choć raz?
                                                  • Gość: tomek Re: Ehh... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 22:42
                                                    A ty potrafisz czytać ze zrozumieniem? Po raz kolejny wychodzi, że nie.

                                                    Art. 30. 1. Ośrodki informacji lub dokumentacji mogą sporządzać i rozpowszechniać własne opracowania dokumentacyjne oraz pojedyncze egzemplarze, nie większych niż jeden arkusz wydawniczy, fragmentów opublikowanych utworów.

                                                    Nie ma tu mowy o kserowaniu fragmentów książek przez studentów i innych użytkowników bibliotek. Artykuł mówi wyłącznie o rozpowszechnianiu przez biblioteki własnych opracowań dokumentacyjnych oraz tworzeniu przez nie na własne potrzeby pojedynczych egzemplarzy fragmentów innych utworów.
                                                  • Gość: Hehe Chłopie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 23:07
                                                    Tak się składa że to ty czytać nie umiesz co wielokrotnie już udowodniłeś.
                                                    Art. 30. 1. Ośrodki informacji lub dokumentacji mogą sporządzać i rozpowszechniać własne opracowania dokumentacyjne oraz pojedyncze egzemplarze, nie większych niż jeden arkusz wydawniczy, fragmentów opublikowanych utworów.
                                                    Potrafisz rozpowszechniać coś na własny użytek? Wiesz co to jest fragment?
                                                  • Gość: tomek Re: Chłopie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 23:21
                                                    Hehe, nasz czarownik znowu zgubił nicka (tak, wiem, on zawsze się loguje, co niewątpliwie wkrótce znowu wyjaśni wszystkim zainteresowanym). Ale IP i styl wypowiedzi, a także nieumiejętność zrozumienia kilku prostych zdań, go gubi :D

                                                    Chłopie, a ty wiesz, co oznacza słowo "pojedyncze"? Zwróciłeś uwagę, że w pierwszym zdaniu obok słowa "rozpowszechniać" widnieje słowo "sporządzać"?

                                                    Do podstawówki, trollu, uczyć się czytania ze zrozumieniem, a nie pisać opracowania naukowe (których i tak nikt nie kupuje - z wiadomych względów)!
    • Gość: mario Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 13:05
      No cóż, idzie niż, to nałkoffcy szukają kolejnych źródeł dochodu. Jeśli potwierdzą się doniesienia, że inni też w ten sposób sobie dorabiają, to mamy kolejną aferę we wrocławskim półświatku akademickim...
    • fikumikum Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z fin... 14.01.12, 13:06
      niestety są takie szuje, sama tam się uczę i już przeżyłam podobną sytuację
    • e-gazetka7 Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z fin... 14.01.12, 13:16
      Robią tak nauczyciele podstawówek , gimnazjów i wyżej. Nie bardzo to komu przeszkadza. dlaczego akademiccy mają być uczciwsi?
      • Gość: ssd Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.opera-mini.net 14.01.12, 13:20
        No nie? Dlaczego w ogóle inni mają być uczciwsi? Ja też sobie pojeżdżę na gapę autobusem, ukradnę czekoladę ze sklepu, naciągnę jakiegoś frajera na nic nie wartą usługę... Świetny argument, na pewno skorzystam, jak mnie złapie policja!

        Pozdrawiam i mam nadzieję, że nie pracujesz na uczelni.
    • Gość: magister moja opinia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 13:24
      na pierwszy rzut oka nie podoba mi sie postawa pracownika uczelni

      jednak trzeba pamietac o tym, ze nawet dzialajac watpliwie etycznie, oblewajac studentow przyczynia sie on do naprawy panstwa polskiego
      studia konczy u nas zdecydowanie zbyt wysoki odsetek mlodych ludzi, dyplom magistra stracil prestiz juz ponad 10 lat temu, teraz ludzie po studiach pracuja na kasie w banku lub jako obsluga klienta w salonie telefonii komorkowej czy tez jako recepcjonista w hotelu i nie jest to z pewnoscia normalna, pozadana sytuacja
      • Gość: naomi Re: moja opinia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 13:37
        Ty chyba właśnie jesteś tym magistrem, który nie powinien mieć tego tytułu. Nie dość, że nie zrozumiałeś artykułu (pan doktor właśnie przepuszcza słabeuszy - wystarczy, że odpowiednio posmarują), to jeszcze twoja postawa moralna jest godna pożałowania.
        • Gość: Zka Polskie szkolnistwo wymaga naprawy od podstaw; IP: *.ngm.net.pl 14.01.12, 13:56
          - ułożenia programów stosownie do potrzeb, możliwości i ilości godzin;
          - nauczyciel przedmiotu powinien być do dyspozycji uczniów, studentów, w zależności od potrzeb;
          - zlikwidować Kartę Nauczyciela - impregnującą skansen;
          - usuwać nauczycieli /wykładowców/, którzy nie czują więzi z wychowankami ich potrzebami, a zawód traktują jako "robienie interesów".
          • Gość: mila Re: Polskie szkolnistwo wymaga naprawy od podstaw IP: *.internetia.net.pl 14.01.12, 14:52
            Sam się usuń! Najpierw z tego forum, potem z życia
            • Gość: w Re: Polskie szkolnistwo wymaga naprawy od podstaw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 15:03
              Lepiej to zrób ty. Przyniesie to więcej korzyści społeczeństwu.
              • sir_fred Re: Polskie szkolnistwo wymaga naprawy od podstaw 14.01.12, 15:33
                A kogo obchodzi wydumana korzyść dla społeczeństwa?
                • Gość: danek Re: Polskie szkolnistwo wymaga naprawy od podstaw IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 16:21
                  Mnie.
    • Gość: academicus Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 15:01
      Doniesienie prasowe nie wystarczy, aby wykładowca poniósł jakiekolwiek konsekwencje - dodaje prof. Fiedor.

      Aha, czyli jak studenci nie złożą oficjalnego zawiadomienia rektorowi (np. ze strachu, świadomi różnych dziwnych powiązań na uczelniach), to rektor już nic nie wie i sprawa zostanie zamieciona pod dywan? Czyli dokładnie tak, jak z listem A. Dybczyńskiego demaskującym różne patologie w UWr. To chyba do władz uczelni należy, aby w sytuacji uzasadnionych przesłanek, że na uczelni dzieje się coś złego, przeprowadzić śledztwo wyjaśniające. A przynajmniej do dobrych władz.

      Vivat akademicka demokracja!
    • swiniotop Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z fin... 14.01.12, 15:13
      Jak ja studiowałem to za taki numer egzaminator by wyleciał z pracy a prokurator prawdopodobnie by się do niego dobrał za wykorzystywanie stanowiska dla osiągnięcia korzyści materialnych. A w czasach stalinowskich to by mu jeszcze przypisano sabotaż i działalność antypaństwową . /-/mgr jeszcze z lat 60-tych.
      • wielki_czarownik I tak powinno być teraz. /nt 14.01.12, 15:54

        • ewa9717 Re: I tak powinno być teraz. /nt 14.01.12, 16:03
          Halinka Ł. w grobie się przewraca.
          Prawda, panie hrabio?
          Pozdrawiam!
      • Gość: WT Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 16:12
        swiniotop napisał:

        > Jak ja studiowałem to za taki numer egzaminator by wyleciał z pracy a prokurato
        > r prawdopodobnie by się do niego dobrał za wykorzystywanie stanowiska dla osią
        > gnięcia korzyści materialnych. A w czasach stalinowskich to by mu jeszcze przyp
        > isano sabotaż i działalność antypaństwową . /-/mgr jeszcze z lat 60-tych

        Mitoman. Za czasów komuny to się dopiero działo na uczelniach... Tylko o tym się nie mówiło, a propaganda działała sprawnie. Tak sprawnie, że niektórym do tej pory się wydaje, że wówczas na uczelniach był raj. Niestety, to właśnie wówczas kształtowała się mentalność polskiego środowiska akademickiego (nepotyzm, układy, kolesiostwo, uznaniowość, niezaradność i nieróbstwo), a konsekwencje tego ponosimy do dzisiejszego dnia. Uczelnie wyjątkowo trudno adaptują się do wolnego rynku, dlatego wiele czasu jeszcze upłynie, zanim cokolwiek zmieni się tam na lepsze.
    • john555 Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z fin... 14.01.12, 16:52
      Miałem kilka przedmiotów z dr Janaszakiem i wspominam go dobrze. Może rzeczywiście nie jest łatwo zaliczyć u niego matematykę (ja miałem z nim m.in. Algebrę), ale raczej wynika to z faktu dużej ilości materiału do przerobienia, a nie z jakiegoś uporu ze strony prowadzącego.

      Nie spotkałem się na żadnym przedmiocie przez niego prowadzonym z propozycjami płatnych korepetycji.

      Miły, starszy człowiek.

      Na Uniwersytecie Ekonomicznym niestety coraz gorzej się dzieje. Wszędzie oszczędności, obcinanie liczby godzin, nam np. odmówiono utworzenia specjalności "Usługi Informatyczne", chociaż skończyliśmy taką właśnie specjalność na studiach licencjackich...
    • lehoo Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z fin... 14.01.12, 17:06
      Nie sądzę, żeby tematy zaliczeniowe były ekstremalnie trudne, raczej, jak na kierunku ekonomicznym, to z pewnością były łatwe. Przy uczciwej ocenie na pewno można powiedzieć, że kto zaliczenia nie zdobył, to matoł. Takiemu korepetycje nie pomogą.
      • Gość: pablo Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: 176.31.222.* 14.01.12, 17:29
        Chyba że za nie zapłaci...
      • Gość: student Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: 109.197.43.* 15.01.12, 00:01
        no to dziwne, że ludzie z politechniki nie potrafili rozwiązać zadań....nie uważam się za matoła, zadania nie były proste, wręcz przeciwnie, bardzo trudne.
      • Gość: sue Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.dynamic.chello.pl 15.01.12, 09:45
        A ty na pewno jesteś studentem UE i na pewno wiesz, czego się uczymy na naszej uczelni. Na pewno też wiesz jakie zadania rozwiązujemy na takich przedmiotach jak matematyka, statystyka, matematyka finansowa, ekonometria, prognozowanie finansowe, rachunek kosztów i inne. Na pewno wiesz, że wszyscy którzy kończą te studia to matoły i że na pewno po tych studiach nie da się zdobyć porządnego zawodu choćby np. analityk finansowy. Na pewno studiujesz jakiś bardziej ambitny kierunek studiów, niż tacy ekonomiści, bo to przecież jest dla Ciebie za proste. Proszę, spróbuj najpierw przestudiować te wszystkie przedmioty, a potem się wypowiadaj na temat, czy ktoś jest matołem, czy też nie.
    • Gość: student UE Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.183.168.17.dsl.dynamic.t-mobile.pl 14.01.12, 18:09
      Witam,
      znam tego Pana. W porównaniu do innego wykładowcy od analizy na UE - prof. Rybickiego - jest on 'łagodnym barankiem'. Na ćwiczeniach dobrze tłumaczy. Trzeba tylko trochę chęci i regularnej pracy i można spokojnie 5 mieć u niego! Na poprawkach daje te same zadania...chyba tylko grupy zamienia.
      Wykładowcy UE niestety muszą się dostosować poziomem do studentów...a ludzie, którzy tam teraz przychodzą dawniej by chyba nawet zawodówki nie skończyli. Obecnie ta uczelnia to komedia! Niektóre zaliczenia to śmiech na sali (o których nie będę mówił, bo nie chcę zaszkodzić prowadzącym), a o kompetencjach większości (zwłaszcza z Instytutu Informatyki Ekonomicznej) też nie wspomnę... A jak jest prowadzący, który czegoś wymaga, uwala studentów to ląduje na dywaniku u dziekana...i w efekcie puszcza ich za free, żeby po prostu nie mieć problemów.
      Swoją drogą jest to idealne miejsce do zdobycia papierka...
      Ciekawi mnie opinia studentów PWr o Janaszaku...też ich tak uwala? Robi koła nie do zdania?
      • Gość: wiedźmin Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.opera-mini.net 14.01.12, 18:27
        A ty czytałeś artykuł? Artykuł jest nie o tym, czy pan dr jest łagodnym barankiem i czy uśmiecha się pod wąsem do studentów, ale że nielegalnie wyciąga kasę od swoich podopiecznych, robiąc jakieś pseudokonsultacje. Jeśli inni studenci nie skończyli zawodówki, to ty musiałeś rozminąć się nawet z podstawówką.
        • Gość: student UE Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.183.178.228.dsl.dynamic.t-mobile.pl 14.01.12, 19:18
          Wiem o czym jest artykuł i napisałem (między słowami), że nie wierzę w to, żeby on robił tak trudne koła aby nie można było ich zaliczyć i trzeba było iść na konsultacje i dać mu w łapę. I wydaje mi się, że jest tak jak on powiedział, że proponował przyjście na swoje konsultacje na uczelni...poza tym 'zaproponował udział w dodatkowych konsultacjach', a nie korepetycjach...więc już mamy dwuznaczność.

          Poza tym na studiach zaocznych pewnie są jeszcze zdolniejsi studenci niż na dziennych.

          proszę bardzo: polwro.pl/viewtopic.php?t=557
          Studenci PWr zaliczają bez problemu, a zdolniachy z UE muszą płacić żeby zaliczyć...

          BTW: tytuł artykułu jest o korepetycjach z 'finansów'....a artykuł o 'analizie matematycznej'...
          • Gość: wiedźmin Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.opera-mini.net 14.01.12, 19:39
            Takie są fakty, a z nimi trudno polemizować. Można się spierać, czy od chodzenia na konsultacje jest uzależnione zdanie egzaminu, natomiast skoro pan doktor każe płacić studentom za korepetycje/konsultacje na uczelni, to jest to niezgodne z prawem i zasadami moralnymi. Nie ma też co porównywać jego zajęć na PWr i UE, bo podejścia tego samego wykładowcy na dwóch różnych uczelniach mogą być diametralnie różne, w zależności od wymagań zwierzchników i skuteczności nadzoru zwierzchników nad pracownikami. Nawiasem mówiąc, te wpisy, które linkujesz, przypominają mi opinie reklamowe pisane na zamówienie.
      • Gość: student z pwr Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.wroclaw.mm.pl 14.01.12, 18:57
        Mam z dr Janaszakiem analizę i nigdy nie słyszałem propozycji płatnych konsultacji. Naprawdę dobrze tłumaczy, pokazuje ciekawostki, a zaliczenie nie jest niemożliwe. Można zaliczyć, wystarczy się pouczyć, a nie imprezować dzień w dzień. Zawsze idzie nam na rękę jesli chodzi o terminy kolokwiów, wpisy itp. Jest wobec nas miły i aż sobie nie mogę wyobrazić żeby takie coś mógł zrobić. O poziomie studentów obecnego UE za to nie raz słyszałem i moim zdaniem ich ograniczenia umysłowe spowodowały przekręcenie jego słów ale co ja tam wiem.
        • Gość: doktorant Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 19:31
          Na "wyjeździe" to każdy wykładowca jest miły i solidny, bo tam mu płacą ekstra za godziny zajęć dydaktycznych, a nie ma stałego wynagrodzenia na etacie na macierzystej uczelni. Tak jest prawie zawsze, więc nie można w ten sposób wyciągać wniosków. Osobiście znam wielu wykładowców, którzy mają godziny w szkołach prywatnych i tam bardzo solidnie przygotowują się do zajęć, a na państwowej uczelni, gdzie mają etat, olewają swoje obowiązki. Natomiast twoja opinia o studentach UE to twoja subiektywna sprawa, nie można na jej podstawie generalizować na wszystkich studentów. Przypuszczam, że wielu studentów UE ma podobną opinię o studentach PWr.
          • Gość: student z pwr Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.wroclaw.mm.pl 14.01.12, 19:34
            Masz rację, przepraszam. Wyszło tak jakbym uważał, że wszyscy studenci UE to debile i nieuki. Wiem, że tak nie jest. Jeszcze raz chciałbym przeprosić tych którzy poczuli się urażenie.
            • Gość: anonim Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.183.178.228.dsl.dynamic.t-mobile.pl 14.01.12, 19:57
              racja, tylko 80% z nich:D
              • Gość: doktorant Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 21:14
                Czy ty, "studencie UE" czasem się do nich nie zaliczasz? Można podejrzewać, że tak, skoro piszesz pod różnymi nickami z tego samego IP: *.183.178.228.dsl.dynamic.t-mobile.pl, mysląc, że inni się nie zorientują. Pomyśl na przyszłość zanim coś napiszesz.
                • Gość: student UE Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.183.178.228.dsl.dynamic.t-mobile.pl 14.01.12, 23:08
                  nie jestem, bo wiem, że 2 komputery mogą mieć ten sam publiczny IP jeśli są w jednej podsieci...
                  • Gość: pp Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.opera-mini.net 15.01.12, 00:08
                    ty jesteś koleś zwykłym trollem a nie żadnym studentem. na dodatek wyjątkowo tepym trollem..
    • extra_terrestrial Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z fin... 15.01.12, 01:03
      Sytuacja w ktorej nauczyciel akademicki udziela platnych korepetycji studentom a potem tych samych studentow egzaminuje jest ewidentnym konfliktem interesu i powinna byc zakazana.
    • marthea22 Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z fin... 15.01.12, 10:06
      Miałam zajęcia z dr Janaszakiem i muszę przyznać, że to, że studenci nie zaliczają u niego kolokwium czy egzaminu to w dużej części jego wina. Na zajęcia, które trwały 45 min notorycznie spóźniał się 15 minut, a jak już przyszedł to opowiadał historie z życia, a nie zajmował się tematem. Przez cały semestr zdążyliśmy przerobić tylko najłatwiejsze przykłady z pierwszego tematu. Za to na kolokwium (na które też się spóźnił) dał zbyt dużo i zbyt trudnych zadań jak na pół godziny pisania. W dodatku nie chciało mu się dokładnie sprawdzać, tylko patrzył czy wynik się zgadza. W taki sposób na prawdę można uwalić 90% grupy i to nie znaczy, że Ci studenci są matołami.
    • redix68 No to mamy właśnie skutki reformy 15.01.12, 13:46
      czyli komercjalizacji uczelni. Facet niekoniecznie łamie prawo. Zarzut o nadużycie można postawić całym Wydziałom, gdzie duża część osób jest ulewana i musi bulić za warunek. Zresztą było to już w GW - temat ciągle wraca i redaktorzy stroją się w szaty obrońców studentów.
      wyborcza.pl/1,76842,7117066,Akademia_wyzysku_finansowego.html
      Proponuję przyjrzeć się również egazminom na prawo jazdy. Też piękny przykład tzw. komercjalizacji. Co prawda książkami tam nie handlują, ale stopień zdawalności sugeruje, że Polacy to naród debili motoryzacyjnych
      • Gość: kla Re: No to mamy właśnie skutki reformy IP: *.shootoffers.com 15.01.12, 14:42
        Ech, jak nie źli studenci, to źli redaktorzy... Zabawne, jak niektórzy "naukowcy" usprawiedliwiają własne przekręty - bo inni tez tak robią, to dlaczego my nie możemy? Wręcz nie mieści im się w głowie, że robią coś złego. A jak ktoś wytknie te patologie - to zły, znowu nagonka itp. Prawda jet taka, że najlepszym rozwiązaniem byłoby rozpieprzenie tego akademickiego półświatka do końca i dopiero wtedy byłby spokój w gazetach.
        • redix68 dobrze im się to mieści w głowie, ale 15.01.12, 17:41
          skoro komercha, to komercha. Z biznesowego punktu widzenia nie ma w tym nic nienagannego - wciskanie swojego towaru to przecież reguła w handlu. W czasach, gdy uczelnie otrzymują zadania biznesowe (pokrycie wydatków pozadydaktycznych), to i nauczyciele akademiccy podejmują działania biznesowe. Komisja etyki nic im nie zrobi. Każdy ma prawo chwalić swoją książkę, a wykazanie, że nabywca tylko dzięki niej zdał egzamin jest nie do udowodnienia. W dodatku dzisiaj młodzież jest na tyle konformistyczna, że gorliwie dostosowuje się do oczekiwań prowadzących. Czy ktoś słyszał o jakimś buncie na uczelniach w ostatnich latach? Poburzą się i odchodzą wystraszeni jak cielęta
          • Gość: WT Re: dobrze im się to mieści w głowie, ale IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.12, 17:55
            Hehe, biznes w akademickim wydaniu... Jak do doktorka przyczepi się skarbówka, to może nauczy cię reguł prowadzenie biznesu. Na razie jest to nielegalne wyłudzanie pieniędzy od studentów. I tyle.
            • redix68 chyba nie zrozumiałeś artykułu. Pojęcia też nie 15.01.12, 21:37
              masz jak odbywa się sprzedaż książek autorskich. Skarbówka nie ma tu nic do rzeczy. Facet nie sprzedaje tych książek pojmij to jakoś. Pomyśl nad prostszym przypadkiem: zdajesz na prawko a pan egzaminator - autor książki - po pierwszym błędzie każe ci zatrzymać samochód i pyta z czego się uczyłeś. A ty, że z jego ksiązki i pokazujesz ją. Na to Ppan egzaminator - OK proszę jechać dalej...Zdajesz egzamin i tyle. Jaka skarbówka? Jakie nielegalne wyłudzanie pieniędzy?
              • Gość: matrix Re: chyba nie zrozumiałeś artykułu. Pojęcia też n IP: *.opera-mini.net 15.01.12, 22:51
                Ale o jakich ty książkach piszesz??? Czy ty w ogole czytałeś artykuł? Sprawa dotyczy płatnych korepetycji, a nie żadnych książek autorskich!!!
    • angrusz1 Rzeczywistość niezręczność , ba !!! wręcz 15.01.12, 22:12
      głupota asystenta .
      Tak się wkopać .

      Ale istotą nie jest propozycja korepetycji tylko czy pan dr TJ prowadzi uczciwie zajęcia - bywa zawsze, zawsze pełny czas zajęć , no i czy uczciwie przeprowadza egzamin i uczciwie ocenia .
      Jeśli tak , to sprawa oferty korepetycji jest trzeciorzędna .
      A studenci winni się uczyć , ba !!! ryć .
      Widać nie przywykli do tego . Mają za swoje .
      • Gość: matrix Re: Rzeczywistość niezręczność , ba !!! wręcz IP: *.opera-mini.net 15.01.12, 22:49
        I tak oto nauczyciel angrusz1 doszedł do jedynie słusznego wniosku, że winę za to, że pan doktor każe swoim studentom płacić za korepetycje, ponoszą studenci. Jak zwykle zresztą. Jak zwykle w ograniczonym móżdżku nauczyciela angrusza1, który żadnych innych wniosków nie jest w stanie przyjąć do wiadomości.

        Żałosne, że taka skrzywiona mentalnie persona uczy młodych ludzi...
        • Gość: angrusz1 Re: Rzeczywistość niezręczność , ba !!! wręcz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 09:38
          A w matrixowym móżdżku nie może się pomieścić , że jak człowiek - student - się nauczy , to umie . To zda , nawet za drugim razem , czy trzecim .
          No ale lenie i przygłupy raczej mają mniejsze szanse .
          Tak jednak było zawsze, tylko teraz tych leni i przygłupów jest na studiach znacznie więcej , szczególnie na studiach zaocznych i płatnych , czyli tam gdzie rekrutacja jest z szamba prawie , a nie spośród najlepszych z najlepszych .
          A asystent okazał się tylko mało ostrożny , by nie rzec bezczelny .
          To nie zmienia faktu, że korepetycje były są i będą .
          • Gość: Anna Re: Rzeczywistość niezręczność , ba !!! wręcz IP: *.arenanet.net 16.01.12, 13:35
            A ja przypominam niektórym, że artykuł, jak i dyskusja, dotyczą płatnych korepetycji u jednego z wykładowców Uniwersytetu Ekonomicznego, a nie ogólnego poziomu studentów. Bardzo to smutne, że niektórzy nauczyciele akademiccy i nie tylko korzystają z każdej możliwej okazji, aby w wulgarny, prymitywny sposób powyzywać swoich studentów. Czego efekt jest wręcz odwrotny od zamierzonego, bo głównie wystawiają w ten sposób jak najgorsze świadectwo sobie i swojemu środowisku.
            • Gość: angrusz1 Re: Rzeczywistość niezręczność ..." Do Anny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 22:05
              Czy już durnia nie można nazwać durniem ?
              Dawniej było o wiele mniej studentów - moje czasy to 75-81 a mimo to i durnie się trafiali .
              Bo lenie to zawsze .
              Teraz studentów jest o wiele więcej ale to raczej durni i leni przybyło aniżeli studentów zdolnych i pracowitych .

              Hmm, najbardziej te krytyczne uwagi - także nauczycieli akademickich - dotyczą studentów .
              Naukowcy , nauczyciele akademiccy i za moich czasów byli różni , mniej lub bardziej zdolni i ambitni i uczciwi . Ich proporcje się nie zmieniły .
              Wniosek : problem ze studiami to ta wielka liczba studentów i w tej wielkiej liczbie masa leni i przygłupów .
              Żadne wulgarne wyzwiska tego nie zmienią .
              • Gość: Teessi Re: Rzeczywistość niezręczność ..." Do Anny IP: *.opera-mini.net 16.01.12, 23:33
                Angrusz, jak długo jeszcze będziesz drążył ten temat? Powiedziałeś już po trzykroć wszystko co można na ten temat powiedzieć. Nie zanudzaj więcej, proszę. Największym durniem, przygłupem (jeśli już nazywamy zjawiska po imieniu), a ponadto zwykłym chamem jesteś ty, o czym większość forumowiczów od dawna doskonale wie. A twoje "życiowe mądrości" wzbudzają co najwyżej uśmiech politowania.

                Wracając do tematu, zgadzam się, że organizowanie płatnych konsultacji dla własnych studentów jest postępowaniem karygodnym. Bardzo dobrze, że rektor zareagował i mam nadzieję, że sprawa zostanie wyjaśniona do końca.
                • Gość: angrusz1 Re: Rzeczywistość niezręczność ..." Do Anny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 00:30
                  Masz rację, rzeczywiście chyba za bardzo jestem monotematyczny .
                  Przepraszam . Przesadziłem z tymi wyzwiskami .
                  Wcale nie chcę , żeby inni myśleli tak jak o mnie napisałeś . A pewnie jest dużo racji w Twoich słowach .
                  Sam to zauważyłem na forum, że mało kto chce już ze mną rozmawiać .

                  Miałem chyba dzisiaj zły dzień i przez to dużo głupot wypisałem na forum . To nie powinno było się stać . Ostatnio bardzo łatwo daję się zdenerwować , stąd czasem niepotrzebne słowa .
                  Jeszcze raz przepraszam , jeśli kogoś uraziłem .
                  • angrusz1 Re: Rzeczywistość niezręczność ..." Do Anny 17.01.12, 09:05
                    No i widać jak durnie ale trzeba to otwarcie powiedzieć ludzie nieuczciwi , co wyrabiają na forum .
                    Ot podszywają się pod np mój nick .
                    Oto przykład

                    "Masz rację, rzeczywiście chyba za bardzo jestem monotematyczny .
                    Przepraszam . Przesadziłem z tymi wyzwiskami .
                    Wcale nie chcę , żeby inni myśleli tak jak o mnie napisałeś . A pewnie jest dużo racji w Twoich słowach .
                    Sam to zauważyłem na forum, że mało kto chce już ze mną rozmawiać .

                    Miałem chyba dzisiaj zły dzień i przez to dużo głupot wypisałem na forum . To nie powinno było się stać . Ostatnio bardzo łatwo daję się zdenerwować , stąd czasem niepotrzebne słowa .
                    Jeszcze raz przepraszam , jeśli kogoś uraziłem "

                    To nie są moje słowa i jak na razie nikogo nie zamierzam przepraszać .
                    Teraz ja się zalogowałem i stwierdzam, że powinienem to zawsze robić wchodząc na forum GW we Wrocławiu , bo to nie pierwszy taki przypadek .
                    • Gość: uczeń Re: Rzeczywistość niezręczność ..." Do Anny IP: *.opera-mini.net 17.01.12, 14:30
                      Sam jesteś durniem i na dodatek trollem. Koniec szczekania i do budy, bo znowu założymy ci kosz na głowę za niesubordynację!
                • Gość: angrusz1 Re: Rzeczywistość niezręczność ..." Do Teessi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 08:39
                  Piszesz :" ponadto zwykłym chamem jesteś ty, o czym większość forumowiczów od dawna doskonale wie. A twoje "życiowe mądrości" wzbudzają co najwyżej uśmiech politowania. "

                  Wiesz , od lat pracuję w szkole i jestem przyzwyczajony do takich ocen jak twoja i takie oceny olewam .
                  Pod uwagę biorę oceny ludzi rozsądnych i mądrych i uczciwych . Durniów olewa .
                  A to, że jest dużo durniów to od lat doświadczam tego w szkole .
                  Ci durnie idą potem na studia a dawniej poprzestawali na zawodówce .
                  Owszem zdarzały się rzadkie sytuacje, że dureń ocknął się pod jakimś tam wpływem i zabierał do solidnej pracy i kończyć wieczorowo technikum w porywach politechnikę - taki przykład miałem na moich studiach .
                  Ale podkreślam to niezwykła rzadkość .
                  Najczęściej durnie pozostają durniami i potem często produkują się tu na forum .
                  Powtórzę : jestem uodporniony na opinię tych durniów .
                  • Gość: angrusz1 Re: Rzeczywistość niezręczność ..." Do Teessi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 13:53
                    A ty czemu podszywasz się pod mój nick ?
                    Poniższy post nie został napisany przeze mnie . Oświadczam , że nie jestem autorem poniższych słów :

                    "Piszesz :" ponadto zwykłym chamem jesteś ty, o czym większość forumowiczów od dawna doskonale wie. A twoje "życiowe mądrości" wzbudzają co najwyżej uśmiech politowania. "

                    Wiesz , od lat pracuję w szkole i jestem przyzwyczajony do takich ocen jak twoja i takie oceny olewam .
                    Pod uwagę biorę oceny ludzi rozsądnych i mądrych i uczciwych . Durniów olewa .
                    A to, że jest dużo durniów to od lat doświadczam tego w szkole .
                    Ci durnie idą potem na studia a dawniej poprzestawali na zawodówce .
                    Owszem zdarzały się rzadkie sytuacje, że dureń ocknął się pod jakimś tam wpływem i zabierał do solidnej pracy i kończyć wieczorowo technikum w porywach politechnikę - taki przykład miałem na moich studiach .
                    Ale podkreślam to niezwykła rzadkość .
                    Najczęściej durnie pozostają durniami i potem często produkują się tu na forum .
                    Powtórzę : jestem uodporniony na opinię tych durniów ."



                    • angrusz1 Re: Rzeczywistość niezręczność ..." Do Teessi 17.01.12, 16:22
                      Popatrzcie jakie to metody - zwykłe esbeckie .
                      Ja się zalogowałem i tak będę musiał zawsze robić .
                      Bo jest jakiś kret , który używa mojego nicku ale niezalogowany .
                      Były esbek czy synuś esbeka ?
                      • Gość: danek Re: Rzeczywistość niezręczność ..." Do Teessi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 17:52
                        Kto cię dzisiaj skrzywdził? Pochwalisz się nam? Znowu uczniowie włożyli ci śmietnik na głowę czy tym razem wymyślili coś innego?
    • flamengista dwie sprawy 15.01.12, 22:42
      Pan Doktor - chyba zupełnie zwariował. Jak można oferować płatne konsultacje swoim studentom i nie widzieć problemu etycznego? Moim zdaniem jedyne wyjście to zwolnienie dyscyplinarne. Ciągle mam nadzieję, że media coś przekręciły bo wierzyć mi się nie chce, że ktoś może być aż tak naiwny (nawet nie nieetyczny, ale zwyczajnie pozbawiony rozsądku).

      Poziom prezentowany przez studentów. Prawda jest taka, że w przypadku takich kursów wychodzi, że większość nie nadaje się na studia. I mamy błędne koło: studenci chcą dyplomu, nie wiedzy, uczelnia chce ich pieniędzy, nie dobrych absolwentów, a wykładowca przecież nie może puszczać z zaliczeniem za nic.
      • Gość: matrix [...] IP: *.opera-mini.net 15.01.12, 22:57
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • flamengista oj, zabolało:) 16.01.12, 08:43
          Po nerwowej reakcji widzę, że sam należysz do grupy, która oblała owe ćwiczenia.

          Brak zdolności do logicznego myślenia również nie pomaga w matematyce i ogólnie w studiach. Dlatego tłumaczę: związek między poziomem studentów a płatnymi konsultacjami jest prosty i oczywisty dla wszystkich. Tylko nie dla ciebie.

          Gdyby studenci byli dobrzy, to cały materiał były przez nich zrealizowany - na kursie i w ramach zadań do domu. Ponieważ studenci są słabi i zdecydowana większość nie umie opanować tego materiału, powstaje konieczność zorganizowania im dodatkowych zajęć. Większość politechnik i innych uczelni technicznych organizuje właśnie dlatego specjalnie, nieodpłatne zajęcia korekcyjne z matematyki - by nadrobić zaległości ze szkoły średniej.

          Tu takich zajęć uczelnia nie organizowała, wiec Pan Dr odpowiedział po prostu na popyt zgłaszany przez studentów. Oczywiście działanie skandaliczne, bo nie można płacić za takie zajęcia u osoby, która nas potem ocenia.

          "Jeśli uważa, że ich poziom jest za niski, niech uczy za darmo" - i kto pisze głupoty? Czy ty naprawdę uważasz wszystkich wykładowców za naiwniaków, frajerów i osób całkowicie pozbawionych godności? Za wykonaną pracę należy się płaca, to jasne. Natomiast nie można ludzi nieetycznie zmuszać do płacenia za dodatkową usługę, to też jasne.
          • Gość: Janusz [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 13:23
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • tbernard Re: oj, zabolało:) 16.01.12, 13:42
              > Poprzednik ma rację, że jak pan doktor martwi się tak bardzo poziomem studentów, niech organizuje konsultacje za darmo.

              O ile masz na myśli godziny konsultacji, to okej. Jeśli w tych godzinach nie jest dostępny, to za to nich jest ścigany. W swoim prywatnym czasie nikogo nie ma obowiązku za darmo uczyć. Ponadto jak w artykule napisano, materiał jest zbyt obszerny w stosunku do przewidzianych godzin. Kto ustala zakres materiału i liczbę godzin? Bo zawsze można doprowadzić do absurdu i stworzyć fikcyjny program aby w 1 semestrze przerobić cały materiał studiów matematycznych magisterskich i doktoranckich i warunkiem zaliczenia jest zdobycie odpowiednika Nobla w matematyce. Jakieś grono kompetentnych specjalistów powinno ustalić jaki jest sensowny zakres i w jakich ramach czasowych. Nie trzeba tu nawet wywarzać otwartych drzwi, wystarczy spojrzeć jak jest w innych krajach na podobnych kierunkach. Ile materiału z algebry, analizy i ile na to czasu.
              • Gość: jackie Re: oj, zabolało:) IP: *.opera-mini.net 16.01.12, 14:14
                Jasne, ktoś specjalnie ustala zbyt obszerne programy studiów, żeby dopiec pracownikom uczelni. I akurat nie spotkało to nikogo innego, tylko dra Janaszaka, bo ktoś go na pewno nie lubi na uczelni :D
                Sorry, ale twoje wyjaśnienia są zwyczajnie naiwne i chyba sam nie wierzysz w to, co piszesz. Pan doktor też, wymyślając bzdurne argumenty. Nawet gdyby okazało się, że program jest zbyt obszerny, to należało pójść do dziekana i to zmienić, a nie wyłudzać pieniądze od studentów.

                Z artykułu dość jasno wynika, że płatne konsultacje to były działania wyrachowane, zaplanowane i nieuczciwe. Ot, taki drobny cytat:

                Już po pierwszym kolokwium doktor Janaszak tym, co nie zdali, zaproponował udział w dodatkowych konsultacjach. Powtórzył ofertę po drugim równie nieudanym dla nas sprawdzianie.
                • tbernard Re: oj, zabolało:) 16.01.12, 14:39
                  > Jasne, ktoś specjalnie ustala zbyt obszerne programy studiów, żeby dopiec praco
                  > wnikom uczelni. I akurat nie spotkało to nikogo innego, tylko dra Janaszaka, bo
                  > ktoś go na pewno nie lubi na uczelni :D

                  E tam, inni być może dla świętego spokoju dawali promocję niezależnie od poziomu opanowania materiału. Ale faktycznie gość mógł zgłosić dziekanowi, że program jest nierealny lub na egzaminie wymagać tylko tyle ile udało się przerobić.

                  > Z artykułu dość jasno wynika, że płatne konsultacje to były działania wyrachowa
                  > ne, zaplanowane i nieuczciwe. Ot, taki drobny cytat:
                  >
                  > Już po pierwszym kolokwium doktor Janaszak tym, co nie zdali, zaproponował u
                  > dział w dodatkowych konsultacjach. Powtórzył ofertę po drugim równie nieudanym
                  > dla nas sprawdzianie.


                  Czyli nie wszystkim proponował, tylko tym co nie zdali. Czyżby jacyś geniusze matematyczni poszli ekonomię zaocznie studiować do których ta propozycja nie była skierowana, bo zdali kolokwium pierwsze i drugie? Czy może wyrachowanie polegało, że na chybił trafił te pierwsze kolokwia zaliczył kilku studentom, a może tym co potajemnie do niego wcześniej chodzili na płatne korepetycje zanim jeszcze zaczął je reklamować.

                  Aby nie było nieporozumień, jeśli faktycznie wyłudzał powinien ponieść konsekwencje.
                  • Gość: jackie Re: oj, zabolało:) IP: *.opera-mini.net 16.01.12, 14:49
                    tbernard napisał:

                    > E tam, inni być może dla świętego spokoju dawali promocję niezależnie od poziom
                    > u opanowania materiału.

                    Czyste spekulacje bez żadnych podstaw.


                    > Czyli nie wszystkim proponował, tylko tym co nie zdali.

                    Ale przyznasz, że mimo to miał szansę nieźle dorobić:

                    Studenci są wściekli. - Facet chce ewidentnie zarobić. Oblewa 90 procent i w ramach pomocy proponuje konsultacje.

                    > Aby nie było nieporozumień, jeśli faktycznie wyłudzał powinien ponieść konsekwe
                    > ncje.

                    Tutaj pełna zgoda.
                • flamengista ale tu nie ma żadnego sporu 17.01.12, 09:05
                  Jeśli zarzuty wobec tego Pana się potwierdzą, moim skromnym zdaniem powinien zostać zwolniony dyscyplinarnie. Jako wykładowca zupełnie nie wyobrażam sobie sytuacji, w której oferuję jakiekolwiek prywatne zajęcia i konsultacje swoim studentom. To całkowicie nieetyczne i absolutnie skandaliczne zachowanie.

                  Oczywiście, poczekajmy aż zarzuty się oficjalnie potwierdzą. Liczę, że redakcja GW dokładnie będzie monitorować tę sprawę.

                  Natomiast przypadek, w którym 90% studentów (niestacjonarnych!) oblewa kolokwium z trudnego przedmiotu (takim jest niewątpliwie matematyka) na 1 roku - jest normą, a nie wyjątkiem. I o tym również pisałem, a ta sprawa budziła największe oburzenie w tym wątku.

                  Na AGH czy Politechnice Krakowskiej specjalnie organizuje się dla takich studentów dodatkowe zajęcia wyrównawcze z matematyki. Bo inaczej nie poradzą sobie na 1 roku. Mają zbyt duże zaległości z czasów szkoły średniej. Podział na gimnazja (skrócenie liceum o rok), a także nowa matura zrobiły swoje. Obecni kandydaci na studia są znacznie słabsi, niż 10 lat temu. Do tego niż też się dołożył: zdesperowane uczelnie przyjmują każdego, a nie każdy na studia się nadaje.

                  Piszą o tym wszyscy i wszędzie, są nawet stosowne badania empiryczne które to potwierdzają. Więc nie wypisuję żadnych rewelacji. A nerwowa reakcja studentów, którzy obrażają mnie w tym wątku tylko to niestety potwierdza.

                  Wniosek dla UE Wrocław jest prosty: zamiast przerzucać na wykładowców 1 roku problemy, związane z niskim poziomem studentów, należy koniecznie zorganizować dodatkowe kursy wyrównawcze z matematyki. W końcu przyszły księgowy nie umiejący liczyć to tykająca bomba zegarowa, która kiedyś wybuchnie. Przy takim rozwiązaniu znikną prywatne korepetycje i ochota do ich prowadzenia ze strony niektórych wykładowców.
                  • Gość: marcel Re: ale tu nie ma żadnego sporu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 13:32
                    flamengista napisał:

                    > Natomiast przypadek, w którym 90% studentów (niestacjonarnych!) oblewa kolokwiu
                    > m z trudnego przedmiotu (takim jest niewątpliwie matematyka) na 1 roku - jest n
                    > ormą, a nie wyjątkiem. I o tym również pisałem, a ta sprawa budziła największe
                    > oburzenie w tym wątku.

                    Normą w nienormalnym, akademickim światku, gdzie jeszcze nie nauczono się oceniać jakości pracy wykładowcy. I gdzie - nie oszukujmy się - uwalanie takiej ilości studentów często służy podreperowaniu budżetu uczelni. Znamienne, że ten sam wykładowca potrafi z tego samego przedmiotu uwalić albo przepuścić prawie wszystkich studentów, w zależności od tego, w jakiej szkole uczy i jakie są "zalecenia" przełożonych.

                    Matematyki też można dobrze nauczyć, wcale nie potrzeba do tego oblewać 90%. Choć oczywiście dużo łatwiej jest, zamiast samemu porządnie przygotować się do zajęć, kazać się studentom uczyć po kilka razy tego samego, zgodnie z przekonaniem, że jak student pouczy się więcej, to na pewno więcej zapamięta. Efekt jest przeważnie odwrotny do oczekiwanego, bo nabytą wiedzę szybko się zapomina, a nabyty wstręt do danego przedmiotu owocuje tym, że później niechętnie sięga się do literatury z danej dyscypliny. To tak jak z lekturami szkolnymi, do których dorośli sięgają niechętnie, właśnie dlatego, że w szkole byli zmuszani do ich czytania i odpowiedniej interpretacji.

                    > Na AGH czy Politechnice Krakowskiej specjalnie organizuje się dla takich studen
                    > tów dodatkowe zajęcia wyrównawcze z matematyki. Bo inaczej nie poradzą sobie na
                    > 1 roku. Mają zbyt duże zaległości z czasów szkoły średniej. Podział na gimnazj
                    > a (skrócenie liceum o rok), a także nowa matura zrobiły swoje. Obecni kandydaci
                    > na studia są znacznie słabsi, niż 10 lat temu. Do tego niż też się dołożył: zd
                    > esperowane uczelnie przyjmują każdego, a nie każdy na studia się nadaje.

                    Otóż to. Uczelnie same sobie podcinają gałąź, na której siedzą. Skoro biorą takich studentów, jakich biorą, to niech się nie dziwią, że mają głupich studentów. Jakby chcieli, to takich samych głupców wyselekcjonowałyby sobie 10 lat temu. Jest to wręcz nieuczciwe wobec studentów, że mami ich się obietnicą studiów, a później co chwilę udowadnia, że są głupi i na te studia się nie nadają.

                    > Piszą o tym wszyscy i wszędzie, są nawet stosowne badania empiryczne które to p
                    > otwierdzają. Więc nie wypisuję żadnych rewelacji.

                    Proszę o przykłady tych badań.

                    > A nerwowa reakcja studentów,
                    > którzy obrażają mnie w tym wątku tylko to niestety potwierdza.

                    Tyle, że to ty pierwszy zacząłeś obrażać studentów w tym wątku. Jeśli studenci mają takie przykłady do naśladowania pod względem kultury, to nie dziw się, że odpłacają pięknym za nadobne.

                    > Wniosek dla UE Wrocław jest prosty: zamiast przerzucać na wykładowców 1 roku pr
                    > oblemy, związane z niskim poziomem studentów, należy koniecznie zorganizować do
                    > datkowe kursy wyrównawcze z matematyki. W końcu przyszły księgowy nie umiejący
                    > liczyć to tykająca bomba zegarowa, która kiedyś wybuchnie. Przy takim rozwiązan
                    > iu znikną prywatne korepetycje i ochota do ich prowadzenia ze strony niektórych
                    > wykładowców.

                    Jasne, akurat ty wiesz najlepiej, co się dzieje na UE Wrocław. Zajmij się lepiej swoją uczelnią i tam udzielaj "rad", bo pewnie burdel jest nie mniejszy. Należy przede wszystkim wyeliminować patologię wśród wykładowców na uczelniach, a dopiero potem zająć się studentami. Plagiaty, nepotyzm, układy i uznaniowość to zjawiska powszechne na polskich uczelniach. A studenci patrzą i się uczą...
                    • flamengista znowu same mity 17.01.12, 19:52
                      > Normą w nienormalnym, akademickim światku, gdzie jeszcze nie nauczono się oceni
                      > ać jakości pracy wykładowcy.
                      Od dawna oceny wykładowców są obowiązkowe, dla ułatwienia studenci mogą zarówno oceniać anonimowo na zajęciach lub wypełnić ankietę w internecie. Niestety, na ogół im się nie chce. Odsetek wypełnionych ankiet jest żenująco niski. A najlepsze oceny - dostają bardzo często akurat ci najłagodniejsi, słynący z tego że dają dwa rodzaje ocen: 4,5 oraz 5,0.

                      > I gdzie - nie oszukujmy się - uwalanie takiej iloś
                      > ci studentów często służy podreperowaniu budżetu uczelni.
                      W jaki sposób? Kurdycka właśnie zlikwidowała możliwość płatnych poprawek, u nas z resztą nigdy takich nie było. Student i tak z urzędu ma 2 terminy, potem 1 dodatkowy (podanie do dziekana), wreszcie komis. Dopiero po tym wszystkim ew. płatne powtarzanie przedmiotu. Powiem wprost: wykładowcom nie opłaca się oblewać, bo za kolejny egzamin/kolokwium im nikt nie płaci, a to dodatkowa praca. Jeśli więc ktoś tak robi, to na ogół z poczucia "misji dydaktycznej" właśnie.

                      > Znamienne, że ten sam
                      > wykładowca potrafi z tego samego przedmiotu uwalić albo przepuścić prawie wszy
                      > stkich studentów, w zależności od tego, w jakiej szkole uczy i jakie są "zalece
                      > nia" przełożonych.
                      Bzdury kompletne. Zalecenia są wszędzie te same, szczególnie w dobie niżu. Puszczać wszystkich jak leci, bo ministerstwo płaci "od łebka", a niestacjonarni sami płacą czesne. Każdy student jest na wagę złota i nie wolno go do nas zniechęcać.

                      > Matematyki też można dobrze nauczyć, wcale nie potrzeba do tego oblewać 90%.
                      Owszem, można. Ale do tego trzeba nadrobić zaległości z czasów szkoły średniej. A teraz w ogólniakach poziom nauczania matmy jest po prostu żenujący, więc jest nad czym pracować.

                      > oć oczywiście dużo łatwiej jest, zamiast samemu porządnie przygotować się do za
                      > jęć, kazać się studentom uczyć po kilka razy tego samego, zgodnie z przekonanie
                      > m, że jak student pouczy się więcej, to na pewno więcej zapamięta.
                      Nie mam pojęcia, nie uczę tego przedmiotu. Jedno jest jednak pewne. Niektórych bez elementu dyscyplinującego nie da się zmusić do nauki. A ocena niedostateczna ma być elementem dyscyplinująco-motywującym, nie karą (kijem).

                      > rzeważnie odwrotny do oczekiwanego, bo nabytą wiedzę szybko się zapomina, a nab
                      > yty wstręt do danego przedmiotu owocuje tym, że później niechętnie sięga się do
                      > literatury z danej dyscypliny.
                      Wszystko fajnie, ale niechęć do matematyki na finansach? Przecież widziały gały, co brały. Akurat tu matmy musi być sporo i wiadomo to przed podjęciem studiów.

                      > rośli sięgają niechętnie, właśnie dlatego, że w szkole byli zmuszani do ich czy
                      > tania i odpowiedniej interpretacji.
                      Do studia nikt nikogo nie zmusza, w Polsce nie są one obowiązkowe.

                      > Otóż to. Uczelnie same sobie podcinają gałąź, na której siedzą. Skoro biorą tak
                      > ich studentów, jakich biorą, to niech się nie dziwią, że mają głupich studentów
                      Pewnie i tak, problem w tym że ci co podcinają gałąź za 10 lat już nie zamierza na niej siedzieć. To są działania konserwatywne starej GTW, która zmian nie chce bo się ich boi.

                      > . Jakby chcieli, to takich samych głupców wyselekcjonowałyby sobie 10 lat temu.
                      10 lat temu było więcej chętnych i jednak mniej miejsc, to i komfort selekcji był większy. No i była stara matura - teraz się okazuje, że nie taka głupia.

                      > Jest to wręcz nieuczciwe wobec studentów, że mami ich się obietnicą studiów, a
                      > później co chwilę udowadnia, że są głupi i na te studia się nie nadają.
                      Na pewno, ale chyba sam masz za niskie mniemanie o obecnych studentach. Może i są w znacznej części niedouczeni, ale raczej nie głupi. Widzą, co się dzieje na rynku pracy i na uczelniach. I mimo to na te studia idą. Widać im się opłaca. To jest rodzaj chorej umowy społecznej: państwo udaje, że płaci, studenci że studiują, a uczelnie że uczą.

                      > Proszę o przykłady tych badań.
                      Może suche dane: w roku akademickim 1990/1991 studiowało 404 tys. osób. W 2008/2009 1,9 mln - wzrost blisko pięciokrotny. Liczba uczelni w tym samym czasie wzrosła ze 112 do 456 - ponad czterokrotnie. A o ile wzrosła liczba wykładowców w tym czasie? O 50%. Czyli statystyczny profesor/adiunkt po 20 latach polskiej transformacji uczy 3 razy więcej studentów niż na początku przemian. Przy relatywnym zmniejszeniu nakładów na szkolnictwo wyższe (liczone jako % PKB). Cudów nie ma: przy dramatycznym zwiększeniu liczby studentów a równocześnie niższych nakładach i większym obciążeniu dydaktycznym poziom musiał polecieć na łeb, na szyję. Do tego weź pod uwagę, że w każdym społeczeństwie rozkład umiejętności jest podobny i przypomina rozkład normalny. Przy współczynniku skolaryzacji powyżej 50% na studia dostają się dziś ci, którzy 20 lat temu nie zdaliby matury.

                      > Tyle, że to ty pierwszy zacząłeś obrażać studentów w tym wątku. Jeśli studenci
                      > mają takie przykłady do naśladowania pod względem kultury, to nie dziw się, że
                      > odpłacają pięknym za nadobne.
                      Gdzie ja obrażam studentów? Piszę, że spora część obecnych nie ma kompetencji intelektualnych do studiowania, to wszystko. To nie jest żadna ujma i obraza. Poczytaj teksty prof. Hartmana na ten temat - tu zgadzam się z nim w 100%. Jest różnica między wyrażaniem swojej krytycznej opinii (w sposób kulturalny), a wyzywaniem kogoś od gamoni. Przy okazji, taka replika tylko dodatkowo potwierdza moją tezę.

                      > Jasne, akurat ty wiesz najlepiej, co się dzieje na UE Wrocław.
                      No akurat pracując na innej ekonomicznej uczelni dobrze wiem, co dzieje się u nas i u nich. Dzieje się zasadniczo to samo. W dodatku my mamy tam znajomych i kolegów, z którymi współpracujemy.

                      > j swoją uczelnią i tam udzielaj "rad", bo pewnie burdel jest nie mniejszy.
                      Oczywiście, problemy są te same. I ja w swoim zakresie, w ramach tego co mogę to podejmuję takie działania. Ale bez zmiany całego systemu to syzyfowa praca.

                      > ży przede wszystkim wyeliminować patologię wśród wykładowców na uczelniach
                      Święta prawda, tylko najpierw trzeba wyeliminować czynnik, który wspiera tą patologię. A jest nią zwyczajna bieda i przeładowanie obowiązkami. Dokładnie jak u lekarzy. Gdyby ludzie nie chwytali 3 etatów, by spłacić kredyty, to łatwiej byłoby im sumienniej wykonywać obowiązki. Niestety, obecnie profesor belwederski zarabia mniej niż górnik.

                      > opiero potem zająć się studentami. Plagiaty, nepotyzm, układy i uznaniowość to
                      > zjawiska powszechne na polskich uczelniach. A studenci patrzą i się uczą...
                      Już dawno doszedłem do wniosku, że póki studenci sami się nie zbuntują i nie zainicjują zmian, to nic się nie zmieni. Studenci pomogli obalić komunę, mogą i zmienić polskie uczelnie. Ale muszą tego chcieć. Już teraz potrafią walczyć o swoje, czego przykładem jest ten artykuł. Problem w tym, że na razie walka o swoje oznacza walkę o łatwiejsze zdobycie dyplomu, a nie o normalność na uczelni i wysoką jakość dydaktyki.

                      PS. Studenci oszukiwania i plagiatów to uczą się już w szkole, do nas przychodzą już świetnie "nauczeni". Na tyle dobrze, że bardzo mi ciężko z tym zjawiskiem teraz walczyć.
                      • Gość: marcel Pleciesz bzdury, flamengista! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 21:07
                        flamengista napisał:

                        > Od dawna oceny wykładowców są obowiązkowe, dla ułatwienia studenci mogą zarówno
                        > oceniać anonimowo na zajęciach lub wypełnić ankietę w internecie. Niestety, na
                        > ogół im się nie chce. Odsetek wypełnionych ankiet jest żenująco niski. A najle
                        > psze oceny - dostają bardzo często akurat ci najłagodniejsi, słynący z tego że
                        > dają dwa rodzaje ocen: 4,5 oraz 5,0.

                        Ale co komu po tych ankietkach, jak nikt nie wyciąga z nich żadnych konsekwencji? Dziwisz się jeszcze, że studenci mają je w nosie?

                        > W jaki sposób? Kurdycka właśnie zlikwidowała możliwość płatnych poprawek, u nas
                        > z resztą nigdy takich nie było. Student i tak z urzędu ma 2 terminy, potem 1 d
                        > odatkowy (podanie do dziekana), wreszcie komis. Dopiero po tym wszystkim ew. pł
                        > atne powtarzanie przedmiotu. Powiem wprost: wykładowcom nie opłaca się oblewać,
                        > bo za kolejny egzamin/kolokwium im nikt nie płaci, a to dodatkowa praca. Jeśli
                        > więc ktoś tak robi, to na ogół z poczucia "misji dydaktycznej" właśnie.

                        Jasne, bo powtarzanie przedmiotu jest za darmo...

                        > Bzdury kompletne. Zalecenia są wszędzie te same, szczególnie w dobie niżu. Pusz
                        > czać wszystkich jak leci, bo ministerstwo płaci "od łebka", a niestacjonarni sa
                        > mi płacą czesne. Każdy student jest na wagę złota i nie wolno go do nas zniechę
                        > cać.

                        Sam pleciesz bzdury i w ogóle nie znasz realiów akademickich w Polsce.

                        > Owszem, można. Ale do tego trzeba nadrobić zaległości z czasów szkoły średniej.
                        > A teraz w ogólniakach poziom nauczania matmy jest po prostu żenujący, więc jes
                        > t nad czym pracować.

                        A co ty wiesz o poziomie nauczania w ogólniakach? Uczyłeś i tam czy tak ci powiedzieli koledzy z gabinetu na uczelni?

                        > Nie mam pojęcia, nie uczę tego przedmiotu. Jedno jest jednak pewne. Niektórych
                        > bez elementu dyscyplinującego nie da się zmusić do nauki. A ocena niedostateczn
                        > a ma być elementem dyscyplinująco-motywującym, nie karą (kijem).

                        Ty musisz być synem gestapowca, skoro dla ciebie praca dydaktyczna składa się z samych "elementów dyscyplinujących". Jeśli ocenę niedostateczną zaliczasz jednocześnie do elementów motywujących, to znaczy, że twoje kompetencje psychologiczne są mniejsze niż autystycznego dziecka.

                        > Wszystko fajnie, ale niechęć do matematyki na finansach? Przecież widziały gały
                        > , co brały. Akurat tu matmy musi być sporo i wiadomo to przed podjęciem studiów

                        No właśnie na tym polega tragedia, jeśli w finansiście wzbudzi się na studiach niechęć do matematyki.

                        > Do studia nikt nikogo nie zmusza, w Polsce nie są one obowiązkowe.

                        Ale do odpowiedniej interpretacji książek w trakcie nauki bardzo często się zmusza.

                        > Pewnie i tak, problem w tym że ci co podcinają gałąź za 10 lat już nie zamierza
                        > na niej siedzieć. To są działania konserwatywne starej GTW, która zmian nie ch
                        > ce bo się ich boi.

                        A gdzie oni pójdą pracować, jak poza nauczaniem historii literatury i filozofii Platona niczego innego nie potrafią?

                        > 10 lat temu było więcej chętnych i jednak mniej miejsc, to i komfort selekcji b
                        > ył większy. No i była stara matura - teraz się okazuje, że nie taka głupia.

                        Akurat tę podaż miejsc stworzyły same uczelnie, a nie studenci. Coś ci się chyba pomyliło, kolego, w zrzucaniu winy na innych.

                        > Na pewno, ale chyba sam masz za niskie mniemanie o obecnych studentach. Może i
                        > są w znacznej części niedouczeni, ale raczej nie głupi. Widzą, co się dzieje na
                        > rynku pracy i na uczelniach. I mimo to na te studia idą. Widać im się opłaca.
                        > To jest rodzaj chorej umowy społecznej: państwo udaje, że płaci, studenci że st
                        > udiują, a uczelnie że uczą.

                        Ale gdzieś tkwi przyczyna pierwotna. I na pewno nie po stronie studentów. Oni, nawet gdy się zachowują patologicznie, to po prostu dostosowują się do zastanych patologicznych warunków.

                        > Może suche dane: w roku akademickim 1990/1991 studiowało 404 tys. osób. W 2008/
                        > 2009 1,9 mln - wzrost blisko pięciokrotny. Liczba uczelni w tym samym czasie wz
                        > rosła ze 112 do 456 - ponad czterokrotnie. A o ile wzrosła liczba wykładowców w
                        > tym czasie? O 50%. Czyli statystyczny profesor/adiunkt po 20 latach polskiej t
                        > ransformacji uczy 3 razy więcej studentów niż na początku przemian. Przy relaty
                        > wnym zmniejszeniu nakładów na szkolnictwo wyższe (liczone jako % PKB). Cudów ni
                        > e ma: przy dramatycznym zwiększeniu liczby studentów a równocześnie niższych na
                        > kładach i większym obciążeniu dydaktycznym poziom musiał polecieć na łeb, na sz
                        > yję. Do tego weź pod uwagę, że w każdym społeczeństwie rozkład umiejętności jes
                        > t podobny i przypomina rozkład normalny. Przy współczynniku skolaryzacji powyże
                        > j 50% na studia dostają się dziś ci, którzy 20 lat temu nie zdaliby matury.

                        Bzdury pleciesz. Twoje "badania empiryczne" niczego nie dowodzą z tego, co napisałeś (nawet nie wiadomo, skąd wytrzasnąłeś te dane, bo źródła nie raczyłeś podać). Jeśli już, to dowodzą co najwyżej większej liczby studentów przypadających na jednego wykładowcę, a nie niskiego poziomu intelektualnego kandydatów na studia. Poczytaj sobie o Efekcie Flynna - wyniki badań empirycznych dowodzą wręcz przeciwnego niż to, o czym ty piszesz.

                        Jeśli w ten sam sposób interpretujesz także inne dane statystyczne, to nie dziwi już żałośnie niski poziom polskiej nauki.

                        > Gdzie ja obrażam studentów? Piszę, że spora część obecnych nie ma kompetencji i
                        > ntelektualnych do studiowania, to wszystko. To nie jest żadna ujma i obraza.

                        Ja mniej więcej to samo napisałem o tobie i to też nie jest żadna ujma i obraza.

                        > Poczytaj teksty prof. Hartmana na ten temat - tu zgadzam się z nim w 100%. Jest r
                        > óżnica między wyrażaniem swojej krytycznej opinii (w sposób kulturalny), a wyzy
                        > waniem kogoś od gamoni. Przy okazji, taka replika tylko dodatkowo potwierdza mo
                        > ją tezę.

                        Sam to właśnie zrobiłeś w swoim pierwszym poście, a prof. Hartman rzeczywiście jest wyrocznią prawdy, szczególnie gdy gloryfikuje pisanie doktoratu na maszynie do pisania ustawionej na muszli klozetowej (oczywiście dlatego, że on tak pisał). Zaraz będziesz beczał, że cię tu wszyscy wyzywają, ale warto najpierw popatrzeć krytycznie na siebie. To często pomaga.
                      • Gość: marcel Pleciesz bzdury, flamengista! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 21:18
                        flamengista napisał:

                        > No akurat pracując na innej ekonomicznej uczelni dobrze wiem, co dzieje się u n
                        > as i u nich. Dzieje się zasadniczo to samo. W dodatku my mamy tam znajomych i k
                        > olegów, z którymi współpracujemy.

                        No to rzeczywiście dużo wiesz. Ja też mam na tej uczelni znajomych studentów, z którymi współpracuję.

                        > Oczywiście, problemy są te same. I ja w swoim zakresie, w ramach tego co mogę t
                        > o podejmuję takie działania.

                        Jakieś konkrety potrafisz podać?

                        > Święta prawda, tylko najpierw trzeba wyeliminować czynnik, który wspiera tą pat
                        > ologię. A jest nią zwyczajna bieda i przeładowanie obowiązkami.

                        No pewnie. Tak z ciekawości wpisałem sobie twój nick do wyszukiwarki i powiem ci, że takiej liczby postów, które napłodziłeś tylko na tym portalu, niejeden forumowicz mógłby ci pozazdrościć. Z tego co widzę, twoi koledzy z pewnego forum akademickiego są nie gorsi od ciebie.

                        Więc nie kłam bezczelnie w żywe oczy, kolego. Przynajmniej tyle zrób.

                        > Gdyby ludzie nie chwytali 3 etatów, by spłacić kredyty, to łatwiej by
                        > łoby im sumienniej wykonywać obowiązki. Niestety, obecnie profesor belwederski
                        > zarabia mniej niż górnik.

                        Tak się składa, że z nam zarobki na uczelni i wcale nie zarabia mniej. Więc znowu kłamiesz. A kredyty bierze się adekwatnie do możliwości finansowych, a nie na odwrót. Jesteś ekonomistą, czy tak?

                        > Już dawno doszedłem do wniosku, że póki studenci sami się nie zbuntują i nie za
                        > inicjują zmian, to nic się nie zmieni. Studenci pomogli obalić komunę, mogą i z
                        > mienić polskie uczelnie. Ale muszą tego chcieć. Już teraz potrafią walczyć o sw
                        > oje, czego przykładem jest ten artykuł. Problem w tym, że na razie walka o swoj
                        > e oznacza walkę o łatwiejsze zdobycie dyplomu, a nie o normalność na uczelni i
                        > wysoką jakość dydaktyki.

                        Jasne, studenci mają walczyć o zmiany w waszej firmie... Studenci będą co najwyżej walczyć o to, w czym sami mają interes, a po pięciu latach sobie pójdą. Brudy ze swojego półświatka musicie prać sami. Niestety.

                        Im szybciej to zrozumiecie, tym lepiej dla was.

                        > PS. Studenci oszukiwania i plagiatów to uczą się już w szkole, do nas przychodz
                        > ą już świetnie "nauczeni". Na tyle dobrze, że bardzo mi ciężko z tym zjawiskiem
                        > teraz walczyć

                        Jakoś nie słyszę o plagiatach wśród nauczycieli, wszechobecnych układach czy nepotyzmie. Ale rozumiem, że ty oczywiście wiesz lepiej.
        • tbernard Re: dwie sprawy 16.01.12, 11:14
          > Nikt mu nie każe wyłudzać kasy od studentów, jak uważa, że ich poziom jest za niski, niech uczy za darmo.

          Za darmo, to ty możesz iść i mu poodkurzać mieszkanie. On ma płacone za ileś godzin i zrealizowanie w tych godzinach określonego materiału. Jeśli dla niektórych tego materiału jest za dużo jak na taką ilość czasu i nie potrafią samodzielnie przy pomocy książki uzupełnić wiedzy w domu w zakresie obowiązującego materiału, to muszą płacić komuś za poświęcenie im swojego prywatnego czasu. Tym niemniej płacenie temu u którego się zdaje potem egzamin może wywoływać mieszane odczucia typu: czy ktoś słabszy nie zostanie sklasyfikowany lepiej od kogoś nie gorszego tylko dlatego, że zapłacił? Czy wtedy nie redukuje się całe zagadnienie do stwierdzenia, że ludzie płacą za pozytywną ocenę i papier.
          • Gość: jackie Re: dwie sprawy IP: *.opera-mini.net 16.01.12, 13:32
            A ty przeczytaj artykuł ze zrozumieniem, bo sam wykładowca mówi w nim, że organizuje płatne korepetycje dlatego, że nie udaje mu się zrealizować w całości materiału (zbyt obszernego) na zajęciach. Niezły cwaniak - nie realizuje obowiązków, za które mu płacą na uczelni, a zamiast tego wyciąga dodatkową kasę od studentów za coś, co im należy się za kasę, jaką już zapłacili. Jest to zwyczajne oszustwo i wykładowca powinien za to wylecieć z pracy. I tyle.
            • tbernard Re: dwie sprawy 16.01.12, 13:58
              > A ty przeczytaj artykuł ze zrozumieniem, bo sam wykładowca mówi w nim, że organ
              > izuje płatne korepetycje dlatego, że nie udaje mu się zrealizować w całości mat
              > eriału (zbyt obszernego) na zajęciach.

              - Nie pamiętam. Ale nawet jeśli tak się zdarza, to przecież żaden regulamin tego nie zabrania - odpowiada dr Janaszak i przekonuje, że dodatkowe zajęcia są konieczne, bo materiał w programie jest zbyt obszerny w stosunku do liczby zajęć.

              Trochę przekręcasz z tym czytaniem ze zrozumieniem lub sam masz z tym problem. Twierdzisz, że on się nie wyrobił a on twierdzi, że ktoś kto program ułożył dla takiego czasu jaki został na to przyznany rozminął się z rzeczywistością. My tu nie mamy możliwości aby to rozstrzygnąć.
              • Gość: jackie Re: dwie sprawy IP: *.opera-mini.net 16.01.12, 14:19
                No właśnie o tym napisałem. A to, że pan doktor teraz się broni, wymyślając bzdurne argumenty, to też raczej nie ma w tym niczego dziwnego. Zresztą nawet gdyby było tak jak mówi, że program jest zbyt obszerny, w niczym go to nie usprawiedliwia. Droga w takiej sytuacji prowadzi do dziekana, a nie do kieszeni studentów.

                Albo jesteś naiwny jak dziecko, nie rozumiejąc pewnych rzeczy obecnych nawet w codziennym życiu, albo tendencyjnie bronisz wykładowcy, udowadniając, że czarne jest białe,
    • your_koziolek_matolek Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z fin... 16.01.12, 10:40
      Widzę tu dużo ludzi, którzy nie mają pojęcia jakie zadania były na zaliczeniu u dr Janaszaka. Owszem zgodzę się, to sympatyczny starszy pan, tłumaczy wszystko jak krowie na rowie i wszystko wydaje się być banalne dopóki nie przyjdzie do zaliczenia, bo niestety na zaliczeniu są zadania, których my nawet przykładowych nie przerobiliśmy na zajęciach, Pokazując zadania studentom polibudy oni sami były zdziwieni, że my takie coś mamy i mieli problemy z ich rozwiązaniem, więc nie pierdzielcie, że studenci UE to matoły, bo najlepiej jest kogoś oceniać jak się do końca nie wie jak było naprawdę. Dr Janaszak na swoich zaliczeniach wymaga wykonania zadań z materiału nieprzerobionego. Ja rozumiem, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego przerobić, ale proszę potem tego nie wymagać, bo ja nie sądzę, że ktoś w domu będzie sobie sam materiał nadrabiał. Zadania z logarytmami w macierzach i z kilkoma parametrami w macierzach nie są łatwe i banalne, tak jak się większości komentującym tutaj wydaje. Może i te zadania były by łatwe, gdybyśmy takie robili na zajęciach. Studenci zgłaszali panu Janaszakowi, że zadania są za trudne i widać to po wynikach, no bo bez jaj - 90% studentów nie może być tumanami i nie zaliczyć, tylko coś z zaliczeniem jest nie tak. Błędem było zgłaszanie sprawy do gazety, tylko trzeba było iść do dziekanatu, ale trudno. Stało się. I do wszystkich inteligentów, którzy twierdzą, że tylko matoły u dr Janaszaka nie zdają - Rozwiążcie zadania z naszego zaliczenia na 5, to wtedy będziecie się mogli wypowiadać. I fakt, ja nie po to płacę 2,5 tys za semestr żebym później sobie musiała większość materiału przerobić w domu. Z innych zajęć jeśli czegoś nie przerobimy, to po prostu tego nie ma na zaliczeniach. Dr Janaszak mógł przynajmniej nas powiadomić jakiego typu zadania będą na kole i czego mamy się spodziewać, a tego nie zrobił. Pomijam fakt, że niektóre grupy poprawiały wspomniane koło kilka razy, a niektóre wcale. Dziękuję za uwagę. Pozdrawiam
      • Gość: angrusz1 Re: Chcą zaliczyć i płacą. Do koziołka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 12:19
        Po pierwsze , piszesz :" no bo bez jaj - 90% studentów nie może być tumanami ."

        Hmm , z jajami czy bez jaj wg mnie może 90 % studentów być tumanami .
        Zależy jaka grupa, jakie studia, jaka uczelnia .

        Dalej , jeśli czegoś nie przerobiono na zajęciach tablicowych może , wg mnie , być na kolokwium , czy zaliczeniowym kolokwium .

        Ale masz rację , że tylko osoby znające szczegóły mogą się bardziej kompetentnie wypowiadać o dr . Ja mogę tylko teoretyzować .

        I w teorii i z mojej praktyki wynika, że na studiach - moich dawno temu - było sporo leni , przygłupów i ogólnie lesserów .Pechowcy też bywali . Dlatego takie kolokwia poprawiało się wielokrotnie .

        O ile wiem , to student studiuje - a więc - nabywanie wiedzy ma polegać głównie na jego pracy - pracy studenta .

        Owszem asystent też do tego nabywania wiedzy przyczynia się .
        Ci asystenci bywają różni , jak różnie ludzie pracują - wszędzie . Jedni solidnie i uczciwie , inni olewają , ba !!! są nieuczciwi .
        Jaki jest pan Janaszek , to nie wiem . Mogę tylko wnioskować - podano < starszy pan > że ma dużo doświadczenia . A więc jest przyzwyczajony do takiej procedury zdawania kolokwiów i egzaminów .
        Ja jestem za tym , by trzymać poziom , poziom nauczania i to zaczynając od szkoły podstawowej aż po studia . Niestety MEN jakoś działa w przeciwną stronę np wyszły przepisy, że rada pedagogiczna może promować ucznia , który nie zdał egzaminu poprawkowego i to w szkole średniej .
        Takich przepisów jest wiele .

        Za moich czasów zawsze był egzamin komisyjny - może i komisyjne zaliczenie też jest .
        • Gość: jackie Re: Chcą zaliczyć i płacą. Do koziołka IP: *.opera-mini.net 16.01.12, 13:28
          O proszę, i przyszedł angrusz1 - sfrustrowany nauczyciel, który ilekroć pojawi się jakikolwiek temat o edukacji, przychodzi na forum i wylewa swoje żale na temat studentów i uczniów. Żałosny jesteś z tą swoją monotematycznością, trollu. Jak nie powiodło ci się w życiu, to biegnij do psychiatry, czubku. Tam może ci pomogą, forum to tylko półśrodek. Ja się nie dziwię, że miałeś problemy w pracy, gdybym był dyrektorem jakiejś szkoły, to takich matołów jak ty od razu bym wylewał z pracy.
      • Gość: studentkaUE Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.wroclaw.mm.pl 16.01.12, 15:55
        Zgadzam, się po części z wami, ale jeśli ktoś wytłumaczy te zadania to nie są wcale takie trudne! A poza tym na poprawie byly te same zadania tylko inne dane, więc sądzę, że poprawić tego nie bylo by ciężko, ale niestety dzięki "inteligentnym" osobą, które wystosowały taki a nie inny artykuł wszyscy mają teraz problem. Jak juz robicie cos to róbcie do końca bo co wam da tylko ten artykuł? Przez Was nie dano nam poprawić kolokwium, które tylko raz pisaliśmy! Przez Was wszyscy teraz będą mieli problem z matematyką. Dziekujemy Wam bardzo za to!!!
        • Gość: student UE Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 16:13
          Ano to da ten artykuł, że dzięki tym osobą więcej nie będzie takich przekrętów, że pan doktor wyłudza pieniądze od studentów za coś, co jest jego zasranym obowiązkiem zrobić porządnie na zajęciach. Czego tacy jak ty - inteligętni inaczej - nigdy nie zrozumieją, zapatrzeni tylko we własne kolokwia i egzaminy. Trzeba było zdać kolokwium za pierwszym razem, poprawki zresztą pewnie też nie zdasz, bo pałę z wykrzyknikiem powinnaś dostać za same błędy ortograficzne.
          • Gość: student Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.wroclaw.mm.pl 16.01.12, 16:46
            Jak wam coś nie odpowiada to do dziekana pisze się podanie a nie do gazety! pała z wykszyknikiem to widocznie wam grozila a nie mi! Fakt dr Janaszek wspominał coś o korepetycjach, ale nikogo na sile na nie nie wysyłał, dobra wola każdego!
            • Gość: studentka Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.01.12, 17:28
              A ty "studentkaEU" zmieniałaś nicka, ale IP pozostał ten sam. Poznałam cię jednak po błędach ortograficznych :D
              Wykrzyknik to wiesz, gdzie sobie możesz wsadzić... Zamiast wibratora. Idź się lepiej uczyć do swojej poprawki, bo może sama będziesz musiała zapłacić za te "konsultacje"...
      • flamengista ręce opadają 17.01.12, 09:14
        Drogi Koziołku,

        10 lat temu na studiach ekonomicznych tak właśnie to wyglądało. Większość rzeczy na egzamin trzeba było przerobić w domu. I to nie tylko z matematyki, ale i z ekonometrii czy makro. Jestem żywym przykładem na to, że dało się. I jakieś 80% moich koleżanek i kolegów również.

        Wymaganie średnio zaawansowanej (bo na taką oceniam zadania z "logarytmami w macierzach") od przyszłych finansistów i księgowych nie jest niczym nadzwyczajnym. To powinno być normą!

        Piszesz: "nie po to płacę 2,5 tys za semestr żebym później sobie musiała większość materiału przerobić w domu". Może wyjaśnijmy sobie jedną sprawę. Płacisz, więc jesteś na niestacjonarnych: studiujesz wieczorami lub w weekendy. To teraz popatrz do swojego planu i porównaj z planami dziennych. Widzisz różnicę? Na ogół robisz 60% tego, co oni. A tam też zadaje się prace do domu. Chcesz w 60% dostępnego dla zwykłych studentów czasu, by zrealizować cały program. Czyli oczekujesz, że wykładowca jest cudotwórcą.

        Możliwości są trzy:
        1. Wykładowca egzekwuje od was uczciwie wiedzę (studenci sami też mają ją zdobywać!) w ramach dostępnych zajęć
        2. To samo co w 1, tylko uczelnia przedłuża wam studia o 1,5 roku (płacisz dodatkowe 7,5 tys zł!) i macie więcej czasu na nauczenie się
        3. Wykładowca przymyka oko i puszcza was niedouczonych, ale z zaliczeniem w indeksie.

        Mam rozumieć, że ty wybierasz wariant nr. 3.
        • Gość: ppa Re: ręce opadają IP: *.e-wro.net.pl 17.01.12, 12:35
          Tak jak ktoś tu wcześniej napisał to są studia, a nie podstawówka. Trzeba się uczyć samemu i nie ma innej opcji. Jestem na dzienny i mam więcej zajęć niż jest przewidziane na niestacjonarnych, także więcej przedmiotów, a mimo to nigdy nie jest tak, że nie muszę niczego douczyć się sama w domu, czegoś doczytać. To co się robi na zajęciach do wierzchołek góry lodowej. A to, że ktoś płaci za studia nie znaczy (a sama przez rok płaciłam), że płaci za zdane egzaminy, płaci tylko za możliwość ich zdania. Miałam zajęcia z dr Janaszakiem. Było cięzko, przyznam. Na zajęciach niby omówił zagadnienie, ale niedokładnie, bo to przecież proste. Zrobił jakiś przykład, ale nie powiedział za bardzo co się z czego wzięło. O korepetycjach wspominał, ale tylko, że jest taka opcja, mówił też o zwykłych konsultacjach. Z zajęć wyniosłam niewiele(i to nie tylko dlatego, że słabo tłumaczył, ale też dlatego, że tłumaczył tylko najważniejsze sprawy), a na egzamin trzeba było sporo wiedzieć. Normalne. Nikt nie jęczał. Wzięliśmy się całą grupą do roboty. Kto miał jakieś rozwiązanie to się nim dzielił. I później na zaliczeniach były bardzo podobne zadania. Jakoś udało sie wszystko zaliczyć, a nawet piątki były. Trzeba było tylko spiąć poślady i wziąć się do roboty. Nie wymagał niczego czego nie mógł wymagać. A też na samym końcu nie dał nas skrzywdzić. Pozwalał poprawiać kolokwia, dopytywał. Nie rozumiem trochę tego zamieszania. Rzeczywiście proponowanie płatnych konsultacji jest podejrzane, ale to starszy nieszkodliwy człowiek.
          Zamiast robić afery w gazetach bierzcie się do roboty, bo później będzie już tylko gorzej. Jak nie opanujecie tego materiału, to nie poradzicie sobie później. I co wtedy? Też zrobicie aferę, bo płacicie za studia, a kazali Wam się uczyć? Skoro nie chcecie się uczyć, to nikt Wam nie karze. Studia nie są obowiązkowe.
          • Gość: olo Re: ręce opadają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 13:49
            Szkoda, że na tych studiach dziennych nie nauczono cię czytać ze zrozumieniem prostych tekstów prasowych, bo artykuł i dyskusja nie dotyczą poziomu studentów na studiach zaocznych, tylko płatnych "korepetycji" u pana doktora. Swoje żale wylewaj więc gdzie indziej. Jak masz jakieś problemy, to zawsze można przeczytać tekst dwa razy. Albo i trzy, jak trzeba. A tak na marginesie, warto byłoby popracować trochę nad interpunkcją, to jest zdaje się wiedza z podstawówki. U mnie w szkole za jeden błąd interpunkcyjny ocena była obniżana o pół stopnia, gdyby na twoich "dziennych" studiach zwracano uwagę na poprawność pisania, dostawałabyś pałę za pałą z egzaminów.
            • angrusz1 Re: ręce opadają . Do Olo 17.01.12, 16:37
              Nie wiem do kogo pijesz ?

              Ale ja owszem nie zwracam bardzo ściśle na interpunkcję , więc może to mnie się tyczy.

              Piszesz - olo - "U mnie w szkole za jeden błąd interpunkcyjny ocena była obniżana o pół stopnia, gdyby na twoich "dziennych" studiach zwracano uwagę na poprawność pisania, dostawałabyś pałę za pałą z egzaminów."

              Hmm, wg zasad sprawdzania prac maturalnych z angielskiego na poziomie rozszerzonym , jeden błąd interpunkcyjny to pół punktu . No i do 10 % w stosunku do użytych słów , praca jest bezbłędna .
              Więc - olo - nie przesadzaj z tą interpunkcją . O ile ona nie zmienia sensu zdania albo nie wprowadza jakiegoś zamieszania .
              Ale masz rację , trzeba przestrzegać zasad .
              Ja natknąłem się w życiu , gdzie przepis państwowy został błędnie sformułowany poprzez znak interpunkcyjny .
              A pokrótce go przedstawię .
              Jest ( był do pewnego momentu ) wymóg dla nauczycieli języka angielskiego , którzy nie są po studiach filologicznych , że muszą mieć zdany odpowiedni egzamin .
              I w przepisie jest , że muszą mieć zdany

              - egzamin TOEFL ( test na 550 pkt, TWE na 4,5 pkt oraz TSE na co najmniej 50 pkt ) .

              Rzecz w tym ,że TSE - test of spoken English nie wchodzi , i nigdy nie wchodził w zakres egzaminu TOEFL .Był to odrębny egzamin : osobno się go zdaje , osobno płaci i dostaje inne świadectwo niż TOEFL ( paper based ) .
              A przed nawiasem powiedziano : zdany egzamin TOEFL .
              Skoro TSE nigdy nie wchodził , a ktoś go wymaga , to zapis o nim winien być poza nawiasem .
              Czy zgadzasz się - olo - z takim rozumowaniem ?
              Albo jak tak jest wadliwie sformułowany przepis , to zaniechać jego wymagania i wymagać tylko TOEFL .
              Dla urzędników MEN to nie do pomyślenia . Taka jest ich i znajomość realiów - o Toefl i TSE - i o zasadach interpunkcji i zasadach prawnych .

              Z tym egzaminem jeszcze inna durnota powstała w MEN za czasów Hallówy .
              • Gość: danek Troll angrusz1 rozpoczyna psychoterapię... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.01.12, 17:49
                A ja przypominam, żeby nie karmić trolla angrusza1.
            • Gość: ppa Re: ręce opadają IP: *.e-wro.net.pl 17.01.12, 18:26
              Przepraszam za interpunkcję. Śpieszyłam się, żeby pójść na te swoje studia dzienne. Wydaje mi się, że odbiegacie odrobinę od tematu. Wyzywacie się od nie wiadomo kogo, mówicie, że nikt nie czyta ze zrozumieniem. W artykule w nazwie linku jest o korepetycjach z finansów. Z tego co wiem finanse nie są specjalizacją dra Janaszaka, więc o co w końcu chodzi? A poza tym. Czy semestr już się skończył i większość ma wpisane z matematyki dwójki do indeksu? Czy było wprost powiedziane, że trzeba przyjść na korepetycje, żeby dostać zaliczenie? Albo może czy zaliczenie dostały tylko te osoby, które na ów korepetycjach były? Wydaje mi się, że alarm powinien być podniesiony dopiero jak już wszyscy rzeczywiście będą "uwaleni". To tak jakby kazać komuś ponosić konsekwencje czegoś, co jeszcze się nie stało.
              I dla jasności - oferowanie płatnych korepetycji własnym studentom nie powinno mieć miejsca. Tylko na razie czytając komentarze i sam artykuł widzę tylko grupę złych studentów, którym nie chciało się uczyć i się teraz mszczą. Udowodnijcie mi, że się mylę merytoryczną dyskusją, a nie wyzwiskami i wytykaniem sobie bzdurnych błędów.
              • Gość: wobi Re: ręce opadają IP: *.opera-mini.net 17.01.12, 19:21
                Ty jednak rzeczywiście nie zrozumiałaś tego artykułu. Tak więc najpierw sama wykaż się merytoryczną dyskusją, a potem wymagaj tego od innych.

                A póki co: do podstawówki, uzupełniać wykształcenie, "studentko" od siedmiu boleści.
                • Gość: ppa Re: ręce opadają IP: *.e-wro.net.pl 18.01.12, 07:17
                  Właśnie o to mi chodziło. Można komuś wytknąć błędy bez obrażania. Ale po co? Tak fajnie jest się obrażać anonimowo.
                  • Gość: aristo Re: ręce opadają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 13:30
                    To po co trollujesz?
                • tbernard Re: ręce opadają 18.01.12, 09:56
                  > A póki co: do podstawówki, uzupełniać wykształcenie, "studentko" od siedmiu bol
                  > eści.

                  A tymczasem proszę unikać z niepożądanych rusycyzmów.
                  • Gość: aristo Re: ręce opadają IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.12, 13:31
                    Tymczasem dyskusja nie dotyczy stosowania rusycyzmów w języku polskim.
                    • tbernard Re: ręce opadają 19.01.12, 00:01
                      Okej ale ktoś właśnie wcześniej zaczął zbaczać z głównego tematu zarzucając komuś jakieś błędy interpunkcyjne. Nie mam pewności, czy to ten któremu odpisałem ale nadawali w podobnym tonie.
                      • Gość: Artur Re: ręce opadają IP: *.opera-mini.net 19.01.12, 03:05
                        Widocznie zarzut był uzasadniony. Jak człowiek musi czasem łamać język, żeby zrozumieć wypociny jakiejś studentki, to aż się ciśnie na usta podobna uwaga. Poprawne pisanie, zrozumiałe dla wszystkich, obowiązuje wszystkich i jest nawet wymagane przez netykietę. Natomiast stosowania rusycyzmów powszechnie przyjętych w języku polskim nikt nie zabrania (łącznie z językoznawcami).

                        Innymi słowy: znaj proporcje, mocium panie...
              • Gość: student Re: ręce opadają IP: *.e-wro.net.pl 20.05.12, 00:26
                Tutaj niema co udowadniać, oczywiste jest że Pan Tadeusz to bardzo szanowany wykładowca który ma naprawde rewelacyjne podejście do studenta. Nawet jeśli udzielał korepetycji, to napewno robił to w celu nauczenia studentów, którym sie nie chciało uczyć na zajęciach. Powinien zostać doceniony za to ze stara sie zeby studenci wyszli ze studiów z jakąkolwiek wiedzą.
                Bardzo dobry wykładowca, a studenci zamiast imprezowac a potem pisać donosy do gazety niech sie wezma za nauke
        • Gość: joannah Re: ręce opadają IP: *.opera-mini.net 17.01.12, 13:42
          flamengista napisał:

          > Drogi Koziołku,
          >
          > 10 lat temu na studiach ekonomicznych tak właśnie to wyglądało. Większość rzecz
          > y na egzamin trzeba było przerobić w domu. I to nie tylko z matematyki, ale i z
          > ekonometrii czy makro. Jestem żywym przykładem na to, że dało się. I jakieś 80
          > % moich koleżanek i kolegów również.


          Człowieku, właśnie ty jesteś przykładem, jacy ludzie nie powinni kończyć studiów, a tym bardziej robić doktoratów! Przecież ty nawet nazwiska Piłsudskiego nie potrafisz poprawnie napisać :D I nie jest to jedyny przykład, bo ciągle tak piszesz! O twoich idiotycznych sądach, bez cienia wiedzy i logiki, nawet nie warto wspominać. Do podstawówki, analfabeto, uzupełniać wiedzę, a nie wymądrzać się na tematy akademickie!
      • Gość: doktorant Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: 176.31.222.* 17.01.12, 14:05
        your_koziolek_matolek napisała:

        > Błędem by
        > ło zgłaszanie sprawy do gazety, tylko trzeba było iść do dziekanatu, ale trudno.

        Akurat wybraliście najlepsze rozwiązanie, bo gdyby sprawa została zgłoszona tylko do dziekanatu, to najprawdopodobniej zostałaby zamieciona pod dywan. Mam dość spore doświadczenie w walce z różnymi patologicznymi sprawami na jednej z wrocławskich uczelni i wiem, jak to wygląda. Rektor w tej sprawie obiecał wyjaśnić sprawę tylko dlatego, że wyciekła do gazety, gdyby tak się nie stało, to pewnie nawet nie kiwnąłby palcem.

        Dlatego apeluję do wszystkich studentów, aby informowali media o wszelkich nieprawidłowościach, jakie obserwują na swoich uczelniach. Walczcie z akademickimi patologiami, a zgłoszenie sprawy do gazety to najlepsze i najbardziej skuteczne rozwiązanie. Demokracji na uczelniach nigdy w Polsce nie było i jeszcze nigdy nie będzie.
      • Gość: I NE Re: Chcą zaliczyć i płacą. Drogie korepetycje z f IP: *.wroclaw.mm.pl 18.01.12, 23:16
        ja mam z innym cwiczeniowcem ale to prawda, dr Janaszak na wykladach pokazywal banalne przyklady. Co innego slyszalem ze jest na cwiczeniach, wymaga materialow z politechniki.. By sie Pan wstydzil Panie doktorze...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka