klubalto
12.03.12, 20:19
Witam,
jestem mamą dwójki dzieci, pierwsza córa nie dostała się z rzędu trzy lata do przedszkola. Zaczęłam się tym interesować i postanowiłam otworzyć punkt przedszkolny. Wcześniej prowadziłam klub dla maluchów, ale jak weszła ustawa o alternatywnych formach wychowania przedszkolnego, postanowiłam sprostać (niełatwym) wymaganiom i otworzyć Punkt Przedszkolny. Wiele jeszcze czytałam o zainteresowaniu i chęci wspierania miasta w takich inicjatywach. Wielkie plakaty, reklamy w radiu i telewizji żeby pomagać poprzez zakładanie placówek tego typu.
Pełna zapału w październiku zaczęłam adaptację pomieszczeń. Remonty, wszystkie opłaty oraz wyposażenie zabrało 60 tyś (kredyt na x lat). Wiedziałam, ze na tym interesie się nie zarabia, ale myślałam, że spokojnie spłacę kredyt. Przecież działałam dla dobra społeczności i rodziców, którzy tak jak ja kiedyś, nie mieli szans na państwowe przedszkole. Zaproponowałam rodzicom stawkę 500 zł za dziecko już z zajęciami dodatkowymi - co wg standardów prywatnych placówek bardzo mało. Nie chciałam traktować tego jak biznes ale jak powołanie. Jestem już na ostatnim etapie załatwiania formalności...
i nagle dowiaduję się że koło mojego punktu przedszkolnego powstanie przedszkole na 200 dzieci. Ja mogąc przyjąć tylko 25 nie mogę już ceny zaniżyć... a większość rodziców (pewnie ja też jako mama) przede wszystkim patrzą na cenę
czuję się oszukana
marta nowak