Gość: Rafis
IP: 213.199.196.*
19.06.04, 01:00
Sukces wrocławskich projektantów
Tętniący życiem deptak, woda, zieleń, sklepiki i magiczne knajpki. Tak ma
wyglądać nowe serce Szczyrku
studio el
Maciej Miskiewicz 18-06-2004, ostatnia aktualizacja 18-06-2004 21:28
- Sedesowce do wyburzenia? Nie, absolutnie. Ja nawet chętnie założyłbym jakąś
fundację, by je ratować - mówi Edward Lach, znany wrocławski architekt
Edward Lach ma powody do zadowolenia. Kierowana przez niego pracownia
architektoniczna Studio EL kilka tygodni temu wygrała konkurs na urządzenie
nowego centrum Szczyrku, jednego z najbardziej znanych polskich górskich
kurortów. - To zwycięstwo na pewno jest w jakimś sensie spełnieniem marzeń.
Ja pochodzę z Bielska-Białej. A teraz będę mógł zrobić coś w miejscu, z
którym jestem bardzo silnie związany - mówi Edward Lach.
Co wymyślił wrocławski architekt? Zamiast dawnego dworca PKS powstanie nowy
plac dla turystów. Będą tu przychodzić, żeby wypić kawę ze znajomymi,
pospacerować, posłuchać koncertu. - Coś takiego jak Rynek we Wrocławiu -
tłumaczy Lach. Jak mówi, zwycięstwo zawdzięcza właśnie temu, że nie
zabudowywał całej przestrzeni nowymi budynkami. Stworzył za to przestrzeń
publiczną, której w Szczyrku bardzo brakowało. Plac będzie połączony z
deptakiem nad Żylicą. Nad rzeką powstaną kafejki i sklepiki. Kiedy wizja
stanie się ciałem? - To zajmie kilka lat, ale Szczyrk jest dość bogaty, więc
nie powinno być z tym problemów - podkreśla architekt.
To zwycięstwo to jeden z największych sukcesów naszych architektów w
ostatnich latach. Choć akurat Edward Lach nie może narzekać na brak wyróżnień
w prestiżowych konkursach. - Gorzej było z nowymi inwestycjami. Ja
współpracuję głównie z dużymi inwestorami. Ale na szczęście widać, że recesja
już się kończy - cieszy się Edward Lach.
Droga do zwycięstw i wyróżnień nie była prosta. - Musiałem uciec od
ciemnogrodu architektonicznego, który u nas panował - wspomina. W 1978 roku
trafił do Kuwejtu. Nad Zatoką Perską spędził 12 lat. - Nie było łatwo, ale
klimatyzacja pomagała. Poza tym ja jestem z gór i morze kojarzyło mi się z
wakacjami, a tam miałem morze co weekend - śmieje się architekt. Wrócił, gdy
maleńkie państwo zajęły wojska Saddama Husajna.
W 1994 roku założył własne studio. Zaprojektował kilka obiektów, które już na
trwałe wpisały się w krajobraz naszego miasta: Galerię Dominikańską, hotel
Park Plaza i dom handlowy Howell na ul. Szewskiej. - Mam wrażenie, że dobrze
wpisałem się w kontekst. To przede wszystkim współczesna architektura. Ja
jestem współczesnym architektem. Inspiruje mnie to, co dzieje się wokół mnie -
mówi Lach.
Czy chciałby coś jeszcze zrobić w naszym mieście? - Jest dużo ważnych miejsc,
w których warto byłoby zostawić swój ślad - odpowiada. Pytany o szczegóły
precyzuje: pl. Społeczny i pl. Grunwaldzki. Sedesowce by zostawił. - Nie
wiem, jak się w nich mieszka, ale to naprawdę dobry przykład powojennej
architektury. Ale można by np. wyburzyć Dwudziestolatkę. To bezduszna szafa.
I postawić w tym miejscu coś wartościowego - tłumaczy.
W burzeniu ma już pewne doświadczenie. To właśnie m.in. za jego sprawą z
powierzchni ziemi zniknął hotel Panorama przy pl. Dominikańskim. - Inwestor
chciał, by główna aleja handlowa w Galerii Dominikańskiej miała od 80 do 100
m.
W żaden sposób nie mogłem jej zmieścić na miejskiej działce. Zawsze trafiałem
w hotel. Powiedziałem, a może by tak ten hotel zburzyć. To był żart. Ale
cztery miesiące później Niemcy kupili od Orbisu Panoramę - śmieje się Edward
Lach.
Czy chciałby coś zmienić w swoich projektach? - Nie, raczej nie. Tworzenie to
jest długotrwały proces. Projekt dojrzewa. To nie jest obraz. Jak jest
natchnienie, to i w godzinę można namalować. Ale sędzią i tak będzie czas -
podkreśla Lach.
bi.gazeta.pl//im/2138/z2138680G.jpg