Dodaj do ulubionych

Studenckie wymówki na plakatach. Nowa kampania ...

06.09.13, 22:40
"W pierwszym etapie pokazujemy kreatywność naszych studentów"

Kiedyś wytłumaczyłem swoje spóźnienie tak, że się spóźniłem, bo w parku ścinano drzewo. Nauczycielka nie uwierzyła. Tylko że to była prawda. Ścinali drzewo i zablokowali jezdnię. A znam jeszcze dziwniejsze przypadki, również prawdziwe. Dlatego byłbym ostrożny z posądzaniem kogoś o "kreatywność". Takie posądzenie to może być zarozumiałość i bezczelność.
Obserwuj wątek
    • macumi Re: Studenckie wymówki na plakatach. Nowa kampani 06.09.13, 23:15
      Pierwsze wrażenie negatywne - wpadła mi w oko reklama z cytatem "bardzo chciałabym uczestniczyć w zajęciach, niestety nie wiem, w jakiej się odbywały sali", i zastanawialam się, jaki jest przekaz tej reklamy? Nasi studenci to idioci?
      Jednak jako świeżo upieczona studentka SWPS dnia następnego ślęczałam z godzinę nad koszmarnie skomplikowaną rozpiską zjazdów i w pełni się solidaryzowałam z autorką, bo ja też nie wiem, w której sali mam zajęcia, a też bym w nich chętnie pouczestniczyła...

      Tak czy siak w moim odczuciu SWPS popełniło ten sam błąd, co UWr, projektując te swoje biało-niebieskie bannerki z niewyraźnym logo i hasłem "dobrze wiedzieć" - biało-czarna reklama się nie przedrze, zginie w natłoku kolorowych.
      • Gość: robert Re: Studenckie wymówki na plakatach. Nowa kampani IP: *.communiconn.info 08.09.13, 13:10
        Jak to miała być reklama uczelni, to widać pracownicy mają dwie lewe ręce, bo dla każdego rozumnego człowieka będzie to raczej antyreklamą uczelni.
        • Gość: Adam Re: Studenckie wymówki na plakatach. Nowa kampani IP: *.play-internet.pl 01.10.13, 20:46
          Także w moim odczuciu to jest jakaś totalna antyreklama. Studenci szukają wymówek kiedy zajęcia są do bani, na ciekawe zajęcia zawsze się chodziło, a drune się olewało...Czyli komunikują, że u nich wszystkie są durne.
          A poziom tych wymówek? Przepraszam, ale wskazuje na to, że Ci "cytowani" to osobliwy poziom intelektualny. Moje odczucie po tej "reklamie": omijać tę uczelnię z daleka...
    • Gość: jotek Nowa kampania SWPS IP: 213.141.236.* 07.09.13, 01:20
      Co ta kampania ma pokazywać? Głupotę studentów SWPS? Niezbyt dobra reklama dla tej szkółki.

      Dodaje, że uczelnia to nie budynek czy sale wykładowe, ale przede wszystkim społeczne relacje i system komunikacyjnych powiązań.

      Wymówki pokazują, że komunikacja mocno szwankuje, a relacje pomiędzy studentami a wykładowcami dalekie są od ideału.

      Nie widzę w tej wystawie ani dobrej reklamy uczelni, ani kreatywności studenckich powiedzonek, ani innego sensu, tak więc - wbrew temu, co twierdzi pan Wszołek - sądzę, że jedynym celem jej jest publiczne wyśmianie studentów przez ich wykładowców. Jeśli państwa akademików to śmieszy, to współczuję im poczucia humoru.
    • krasnaladamu Re: Studenckie wymówki na plakatach. Nowa kampani 07.09.13, 06:44
      ""Nie byłem na zajęciach, ponieważ naprawiali trakcję" (...) - m.in. takie zabawne cytaty ze studentów można oglądać na plakatach"

      Nieraz się gdzieś spóźniałem, bo gdzieś tramwaj stanął, więc podejście mam takie. Jeśli podaję wykładowcy takie tłumaczenie jak w cytacie, a on jasno daje mi do zrozumienia, że mi nie wierzy, to powinienem mieć prawo strzelić go w pysk za sugerowanie, że jestem kłamcą.
      • macumi Re: Studenckie wymówki na plakatach. Nowa kampani 07.09.13, 21:36
        A tupać też będziesz?
        Prawo to masz najwyżej być wściekły i rozgoryczony, ale wykladowca nie ma obowiązku uznać tłumaczeń. Jego interesuje tylko fakt, że Cie nie było i nieobecność nie jest poświadczona np. wypisem ze szpitala.
        • Gość: amu Re: Studenckie wymówki na plakatach. Nowa kampani IP: 74.63.88.* 07.09.13, 23:30
          Heh, ledwo dostała się na studia na SWPS i już wymądrza się, co wykładowca powinien, a czego nie powinien. To, co piszesz, świadczy, że marnie rokujesz jako przyszły psycholog.
      • Gość: amu Kogo wystawa ośmiesza: studentów czy wykładowców? IP: 74.63.88.* 07.09.13, 23:27
        Wykładowca wolałby, żebyś skłamał, bo on nie chce znać prawdy, tylko usłyszeć zgrabną formułkę. A może po prostu czepiałby się bez względu na to, co byś powiedział?

        Prawda jest taka, że większość tych wymówek, jak się nad nimi zastanowić, brzmi całkiem logicznie. Jeśli wykładowcy się z nich śmieją, to znaczy, że nie zależy im na zrozumieniu swoich studentów, a jedynie na ich wykpieniu. Czyżby kompleksy nie pozwalały im ocenić trzeźwo argumenty studentów? W istocie ta wystawa obrazuje zaburzenia relacji student - wykładowca w SWPs-ie. Zgadzam się, że to marna reklama uczelni, tym bardziej że uczą tam psychologowie, którzy powinni być fachowcami w takich sprawach.
        • macumi Re: Kogo wystawa ośmiesza: studentów czy wykładow 08.09.13, 10:51
          Skłamał, powiedział prawdę - a jakie to ma znaczenie? To nie podstawówka, żeby przynosić zwolnienia od rodziców i oczekiwać "wyrozumiałości" czyli traktowania studenta jak dzidzi. Przypuszczam, że SWPS tak jak każda znana mi uczelnia ma regulamin pozwalający na dwie nieobecności w ciagu semestru. W ramach tych 2 nieobecności wykładowcy nie powinno obchodzić, czemu student się nie zjawił - bo zaspał, złapał grypę czy dlatego, że mu autobus nie przyjechał.
          Ze swojej strony sprawą studenta jest, żeby nie być nieobecnym więcej razy, niż mu regulamin pozwala. Jak się nagminne spóźnia, to może powinien wyjść z domu wcześniej albo wziąć taksówkę.
          Proste? Dla dorosłego człowieka raczej powinno być...

          Wracając zaś do reklam - Ze strony SWPS to jest raczej wpadka, zwykle aż sie miło patrzy na ich reklamy w necie - eleganckie bannery, ciekawe twarze, jakaś trochę mocniej rozbudowana symbolika. Tu z daleka widac tylko "SWPS" i durny tekst. Graficznie też jest toto bardzo słabe, co ze strony uczelni rozkręcającej studia dla grafików nie jest dobrym pomysłem.
          Skoro już ktoś się uparł przy takiej formie reklamy, to może milszym akcentem byłyby śmieszne teksty wykładowców, które przy okazji nadałyby trochę symetrii temu, co pewnie wiele osób odbiera jako wyśmiewanie?

          Ogólnie jednak reklamy wyższych uczelni we Wrocławkiu są naprawdę kiepskie. Pisałam już wyżej o tragicznych bannerach UWr z rozmazanym bladym logo na białym tle, które nawet ramki nie maja i zwyczajnie giną na stronach onetu czy gazety. Poprzednie ich inicjatywy, jak choćby niczemu nie służący Roadshow po Ukrainie, też były kiepskie.
          Najgorsze są chyba jednak kolorowe jak pocztówka z Zakopanego bannery uliczne bodajże Horyzontu, pokazujace grupkę studentów mocno międzynarodowej prowiniencji. Nie sądzę, żeby lokalna prywatna szkoła wyższa miała jakiś szczególnie duży % zagranicznych studentów, żeby to oni byli jej targetem i żeby skuteczne było łowienie ich akurat na wrocławskich ulicach.
          • Gość: robert Re: Kogo wystawa ośmiesza: studentów czy wykładow IP: *.communiconn.info 08.09.13, 13:08
            Bzdety piszesz takie, że aż głowa boli.

            macumi napisała:

            > Skłamał, powiedział prawdę - a jakie to ma znaczenie? To nie podstawówka, żeby
            > przynosić zwolnienia od rodziców i oczekiwać "wyrozumiałości" czyli traktowania
            > studenta jak dzidzi.

            Nie wiem, czy w SWPS-ie traktuje się studenta jak dzidzię (na pewno dużo możesz o tym wiedzieć, skoro dopiero dostałeś się na studia), ale oczywiście że ma znaczenie, czy student mówi prawdę, czy kłamie. Możesz o tym jeszcze nie wiedzieć, ale zadaniem uczelni jest też wychowywanie młodych ludzi.

            > Przypuszczam, że SWPS tak jak każda znana mi uczelnia ma
            > regulamin pozwalający na dwie nieobecności w ciagu semestru.

            Przypuszczać to sobie można wiele. Realia często odbiegają na uczelniach od tego, co się wydaje czy co nawet jest zapisane w regulaminach.

            > W ramach tych 2 ni
            > eobecności wykładowcy nie powinno obchodzić, czemu student się nie zjawił - bo
            > zaspał, złapał grypę czy dlatego, że mu autobus nie przyjechał.

            A jednak widać obchodzi. Nie sądzę, żeby studenci z własnej woli silili się na wymyślanie pokrętnych tłumaczeń - widać ktoś tych tłumaczeń żąda i je uznaje bądź nie.

            > Ze swojej strony sprawą studenta jest, żeby nie być nieobecnym więcej razy, niż
            > mu regulamin pozwala. Jak się nagminne spóźnia, to może powinien wyjść z domu
            > wcześniej albo wziąć taksówkę.
            > Proste? Dla dorosłego człowieka raczej powinno być...

            Dorośli ludzie nie rzadziej spóźniają się na swoje zajęcia dydaktyczne ze studentami, konsultacje etc. Skoro wg ciebie proste jest niespóźnianie się na uczelnię, to tym bardziej proste powinno być to dla profesorów.

            > Wracając zaś do reklam - Ze strony SWPS to jest raczej wpadka, zwykle aż sie mi
            > ło patrzy na ich reklamy w necie - eleganckie bannery, ciekawe twarze, jakaś tr
            > ochę mocniej rozbudowana symbolika.

            Kiczowate reklamki z gładkimi frazesami - nic więcej. W tym przypadku również - miało być "oryginalnie", a wyszło... głupio.

            > Tu z daleka widac tylko "SWPS" i durny teks
            > t. Graficznie też jest toto bardzo słabe, co ze strony uczelni rozkręcającej st
            > udia dla grafików nie jest dobrym pomysłem.

            Widać, jakich zatrudnia się w SWPS-ie fachoffcuff od grafiki, psychologii, komunikacji społecznej, pewnie to samo dotyczy to innych dyscyplin. Ale czemu tu się dziwić, skoro w większości pracownicy SWPS-u to odrzuty z innych uczelni?

            > Skoro już ktoś się uparł przy takiej formie reklamy, to może milszym akcentem b
            > yłyby śmieszne teksty wykładowców, które przy okazji nadałyby trochę symetrii t
            > emu, co pewnie wiele osób odbiera jako wyśmiewanie?

            Pewnie tak, ale nasi wykładowcy nie potrafią śmiać się z samych siebie, a tylko ze swoich studentów. Może dlatego, że to, co się dzieje na naszych uczelniach, jest dalekie od śmiechu.

            > Ogólnie jednak reklamy wyższych uczelni we Wrocławkiu są naprawdę kiepskie. Pis
            > ałam już wyżej o tragicznych bannerach UWr z rozmazanym bladym logo na białym t
            > le, które nawet ramki nie maja i zwyczajnie giną na stronach onetu czy gazety.
            > Poprzednie ich inicjatywy, jak choćby niczemu nie służący Roadshow po Ukrainie,
            > też były kiepskie.

            Czemu tu się dziwić? Powszechny tumiwisizm i nieudacznictwo ludzi mających dwie lewe ręce robią swoje. Dokonania naszych "naukowców" prezentują się "dobrze" tylko wtedy, gdy nie wychodzą na światło dzienne.

            > Najgorsze są chyba jednak kolorowe jak pocztówka z Zakopanego bannery uliczne b
            > odajże Horyzontu, pokazujace grupkę studentów mocno międzynarodowej prowiniencj
            > i. Nie sądzę, żeby lokalna prywatna szkoła wyższa miała jakiś szczególnie duży
            > % zagranicznych studentów, żeby to oni byli jej targetem i żeby skuteczne było
            > łowienie ich akurat na wrocławskich ulicach.

            Zerżnęli reklamę zachodniej uczelni, zmienili nazwę na swoją i robota zrobiona. W tym przypadku masz rację - mnie też śmieszą te sztuczne reklamki naszych uczelni, nie mające nic wspólnego z rzeczywistością czy spodziewanymi gratyfikacjami po zakończeniu studiów. No ale tak chyba musi być, jeśli akademicka rzeczywistość tak mocno jak w Polsce odbiega od tego, jak być powinno.
            • macumi Re: Kogo wystawa ośmiesza: studentów czy wykładow 08.09.13, 19:14
              Widzisz, opieram się na swoim doświadczeniu z UWr i mężowym z tejże oraz 3 w sumie innych uczelni. Oboje znamy sytuację niejako "z dwóch stron" biurka - jako studenci i prowadzący zajęcia.
              Nie mieściłoby mi się w głowie mieć żal do wykładowcy za nieuznanie mi nadprogramowej nieobecności, bo mi życie spłatało psikusa i np. pług snieżny zakopał nasze auto po dach, a taksówka dojechała po 40 minutach (autentyk). Żadne z nas nie spotkało się z wymaganiem usprawiedliwienia trzecich i kolejnych nieobecności, bo student to dorosły człowiek i wie, co go czeka, jeśli nie będzie chodził na zajęcia.
              Na trzecią nieobecnośc można było od biedy przymknąć oko i dać jakiegoś "karniaka" w postaci dodatkowej pracy, ale jak ktoś nie chodził pół semestru to właściwie nie miał co liczyć na zaliczenie (chyba że z wykładu, na który nie trzeba chodzić).
              Wyjatek stanowiły choroby wszelakie, szczególnie pobyty w szpitalu, bo to siła wyższa.

              Dziwi mnie naprawdę, że ktoś uważa taki jasny układ za krzywdzący dla studentów. Nie dziwi mnie natomiast, że studenci, szczególnie młodzi, tuż po liceum, próbują się tłumaczyć. Ich prawo zresztą, zakazu tłumaczenia się nie ma, po prostu nie powinno ono mieć wpływu na decyzję wykładowcy.

              Niestety masz rację, że wykładowcy (przynajmniej na UWr) się dość często spóźniają o sławny "kwadrans akademicki", co szczerze mówiąc jest formą braku szacunku wobec studentów. Są wydziały, np. męża mego, na których jest to źle postrzegane i sami studenci protestując doprowadzili do ukrócenia takiego procederu. A na innych wydziałach bywa różnie...

              > Zerżnęli reklamę zachodniej uczelni, zmienili nazwę na swoją i robota zrobiona.
              Tu też się mylisz. Raczej zamiast zaangażować własnych studentów wzięli zdjęcie z jakiegos istocka. A szkoda.
              • Gość: robert Re: Kogo wystawa ośmiesza: studentów czy wykładow IP: *.communiconn.info 08.09.13, 19:38
                macumi napisała:

                > Widzisz, opieram się na swoim doświadczeniu z UWr i mężowym z tejże oraz 3 w su
                > mie innych uczelni. Oboje znamy sytuację niejako "z dwóch stron" biurka - jako
                > studenci i prowadzący zajęcia.

                Studiowałeś na 5 uczelniach? Jesteś wykładowcą akademickim, który właśnie dostał się na studia na SWPS? A może twój mąż to profesor jakiejś uczelni, a ty studentką I roku? Co to jest "doświadczenie mężowe" i jak ono się ma do tematu?

                Mało logiczne te twoje wyjaśnienia. Mógłbyś sprecyzować, o co ci chodzi?

                > Nie mieściłoby mi się w głowie mieć żal do wykładowcy za nieuznanie mi nadprogr
                > amowej nieobecności, bo mi życie spłatało psikusa i np. pług snieżny zakopał na
                > sze auto po dach, a taksówka dojechała po 40 minutach (autentyk).

                A kto pisze o żalu? Wykładowca zapytał się o powód nieobecności, student odpowiedział i tyle. A całą resztę zwyczajnie sobie zmyśliłaś, w galerii nic nie jest napisane o pługu i taksówce po 40 minutach.

                > Żadne z nas n
                > ie spotkało się z wymaganiem usprawiedliwienia trzecich i kolejnych nieobecnośc
                > i, bo student to dorosły człowiek i wie, co go czeka, jeśli nie będzie chodził
                > na zajęcia.

                Żadne z nas, czyli kogo? Ciebie i męża? Przekonsultowałaś już tę dyskusję z mężem, czy może domyślnie zakładasz, że jeśli ty czegoś nie spotkałaś, to on też? Albo zakładasz, że doświadczenie dwóch osób (w tym jednego wykładowcy i jednej studentki I roku) = zwyczaje wszystkich wykładowców na wszystkich uczelniach? Tak czy siak, niewielką wagę przywiązujesz do faktów.

                > Na trzecią nieobecnośc można było od biedy przymknąć oko i dać jakiegoś "karnia
                > ka" w postaci dodatkowej pracy, ale jak ktoś nie chodził pół semestru to właści
                > wie nie miał co liczyć na zaliczenie (chyba że z wykładu, na który nie trzeba c
                > hodzić).

                A skąd wiesz, że student z galerii nie chodził pół semestru? Może właśnie to była jego trzecia nieobecność?

                > Wyjatek stanowiły choroby wszelakie, szczególnie pobyty w szpitalu, bo to siła
                > wyższa.

                Ale żeby dowiedzieć się, że był w szpitalu, trzeba najpierw zapytać się o powód nieobecności, prawda? I wysłuchać, co student ma do powiedzenia.

                > Dziwi mnie naprawdę, że ktoś uważa taki jasny układ za krzywdzący dla studentów

                Jaki układ? Oczywiście też doskonale wiesz, jakie układy panują pomiędzy studentami a wykładowcami na tym konkretnym roku tej konkretnej uczelni?

                > . Nie dziwi mnie natomiast, że studenci, szczególnie młodzi, tuż po liceum, pró
                > bują się tłumaczyć. Ich prawo zresztą, zakazu tłumaczenia się nie ma, po prostu
                > nie powinno ono mieć wpływu na decyzję wykładowcy.

                A czy miało wpływ na decyzję wykładowcy? Gdzie jest to napisane na tablicy w galerii?

                > Niestety masz rację, że wykładowcy (przynajmniej na UWr) się dość często spóźni
                > ają o sławny "kwadrans akademicki", co szczerze mówiąc jest formą braku szacunk
                > u wobec studentów.

                No, nie tylko o kwadrans akademicki. Są tacy, co przychodzą w połowie zajęć, a nawet w ogóle nie przychodzą. Szczególnie dotyczy to konsultacji.

                Jestem pewien, że procentowo mniej więcej tyle samo olewusów, co nie przychodzą na zajęcia, dałoby się znaleźć wśród wykładowców, co wśród studentów.

                > Są wydziały, np. męża mego, na których jest to źle postrzega
                > ne i sami studenci protestując doprowadzili do ukrócenia takiego procederu. A n
                > a innych wydziałach bywa różnie...

                A w jaki sposób studenci mogą ukrócić ten proceder, gdy tak samo postępuje dyrektor instytutu i dziekani?

                > Tu też się mylisz. Raczej zamiast zaangażować własnych studentów wzięli zdjęcie
                > z jakiegos istocka. A szkoda.

                Czyli tak, czy siak, bezmyślnie zerżnęli. O to właśnie mi chodziło, od kogo - to już sprawa drugorzędna.

                Reasumując: mało, a wręcz nic nie wiesz o sprawie, za to wyciągasz dalekosiężne wnioski, dopowiadając sobie samemu potrzebne szczegóły. Tacy jak ty, ludzie zawistni i sfrustrowani, zawsze znajdą powód, żeby się u kogoś czegoś doczepić - jak nie wygrzebią szczegół, to sobie dopowiedzą sami. U ciebie widzę właśnie akie postępowanie - na siłę wyszukiwanie powodów, że student jest be. Przypuszczam, że podobną mentalnością cechują się autorzy tej żałosnej galerii i wykładowcy SWPS-u - też mniej zależy im, żeby zrozumieć studentów, a bardziej, żeby z nich zakpić. I przez to wyszła nie reklama, tylko antyreklama SWPS-u. Jeśli masz zamiar studiować psychologię na SWPS-ie - to współczuję twoim przyszłym klientom. Mam nadzieję, że szybko wywalą cię z tych studiów, chociaż sądząc po poziomie dzisiejszych szkół wyższych i poziomie psychologów (w tym pracujących na SWPS-ie) - całkiem możliwe, że wymęczysz dyplom. Ze szkodą dla ludzi, którym później będziesz "pomagać". Twój mężulek pewnie też będzie działał, żeby żoncia miała co robić w życiu. Nie od dzisiaj wiadomo, że na naszych uczelniach żądzą trzy rzeczy: układy, układy i jeszcze raz układy.
                • macumi Re: Kogo wystawa ośmiesza: studentów czy wykładow 09.09.13, 06:33
                  A skąd wywnioskowałeś, że to sa moje pierwsze studia? Dokształcam się po prostu, przygodę z uczelniami zaczynałam jeszcze w poprzednim wieku.

                  Historia z pługiem śnieżnym, który zasypał auto, jest autentyczna. I oczywiście bardzo się z tego z wykładowca śmieliśmy, ale ponieważ była to moja "nadprogramowa" nieobecność, musiałam za karę przedłużyć praktyki.

                  > Żadne z nas n
                  > > ie spotkało się z wymaganiem usprawiedliwienia trzecich i kolejnych nieob
                  > ecnośc
                  > > i, bo student to dorosły człowiek i wie, co go czeka, jeśli nie będzie ch
                  > odził
                  > > na zajęcia.
                  >
                  > Żadne z nas, czyli kogo? Ciebie i męża? Przekonsultowałaś już tę dyskusję z męż
                  > em, czy może domyślnie zakładasz, że jeśli ty czegoś nie spotkałaś, to on też?
                  > Albo zakładasz, że doświadczenie dwóch osób (w tym jednego wykładowcy i jednej
                  > studentki I roku) = zwyczaje wszystkich wykładowców na wszystkich uczelniach? T
                  > ak czy siak, niewielką wagę przywiązujesz do faktów.
                  Żadne z nas dwojga, co oczywiście nie jest reprezentacyjną grupą, ale z racji uczęszczania na zajęcia i prowadzenia takowych mniej więcej znamy środowisko (my, bo, co może Cię zdziwi, o interesujących kwestiach rozmawiamy).
                  Wykładowca odpytujący studenta, dlaczego się spóźnił albo nie przyszedł, byłby po prostu głupi - bo albo zrobi to na zajeciach, przerywając je co chwilę, albo po zajeciach, w swoim czasie wolnym, kiedy powinien lecieć wypić kawę przed następnymi zajęciami.
                  Natomiast studenci szczególnie na pierwszych latach faktycznie podchodzili i próbowali się tłumaczyć, czasem nawet ze spóźnień. Miałam kolegę, który ze 3 razy babcię uśmiercił...

                  > Ale żeby dowiedzieć się, że był w szpitalu, trzeba najpierw zapytać się o powód
                  > nieobecności, prawda? I wysłuchać, co student ma do powiedzenia.
                  Wysłuchać zawsze trzeba. Zapytać o powód nieobecności już nie, bo to nie podstawówka. Jak student ma potrzebę wytłumaczenia sie, to podejdzie po zajeciach i będzie się tłumaczył. Zaś w interesie wykładowcy jest, żeby uznawać tylko tłumaczenia ważne i poświadczone odpowiednim papierem - inaczej będzie spędzał całe przerwy słuchając o zepsutych komputerach, które uwięziły w swych czeluściach pracę zaliczeniową, spóźnionych tramwajach i innych nieszczęściach.
                  • Gość: robert Re: Kogo wystawa ośmiesza: studentów czy wykładow IP: *.me 09.09.13, 15:03
                    macumi napisała:

                    > A skąd wywnioskowałeś, że to sa moje pierwsze studia? Dokształcam się po prostu
                    > , przygodę z uczelniami zaczynałam jeszcze w poprzednim wieku.

                    Aha, czyli wieczny student? Ile z tych studiów skończyłaś? Sądząc po błyskotliwości twoich wpisów, jeszcze żadne. Twój mąż też taki "orzeł"? Na jakiej podstawie uogólniasz swoje doświadczenia na wszystkich, dopowiadasz sobie fakty do krótkiej wypowiedzi studenta zamieszczonej na plakacie?

                    Być może dopiero z tych studiów na SWPS-ie coś wyjdzie, bo w prywatnych szkołach przeważnie wystarczy zapłacić za dyplom i się go dostaje, a psychologia też raczej zalicza się do "śmieciowych" kierunków - gdzie małym wysiłkiem może zdobyć dyplom.

                    > Historia z pługiem śnieżnym, który zasypał auto, jest autentyczna. I oczywiście
                    > bardzo się z tego z wykładowca śmieliśmy, ale ponieważ była to moja "nadprogra
                    > mowa" nieobecność, musiałam za karę przedłużyć praktyki.

                    Nie rozumiesz po prostu sprawy. G... mnie obchodzi, czy jest autentyczna. Pytałem, jak ta historia ma się do konkretnej wymówki studenta przedstawionej w gazecie, "bystrzaku". Nota bene z takim podejściem do uczestnictwa w zajęciach nie dziwię się, że szukasz kolejnych (piątych?) studiów...

                    > > Żadne z nas n
                    > > > ie spotkało się z wymaganiem usprawiedliwienia trzecich i kolejnych
                    > nieob
                    > > ecnośc
                    > > > i, bo student to dorosły człowiek i wie, co go czeka, jeśli nie będ
                    > zie ch
                    > > odził
                    > > > na zajęcia.
                    > >
                    > > Żadne z nas, czyli kogo? Ciebie i męża? Przekonsultowałaś już tę dyskusję
                    > z męż
                    > > em, czy może domyślnie zakładasz, że jeśli ty czegoś nie spotkałaś, to on
                    > też?
                    > > Albo zakładasz, że doświadczenie dwóch osób (w tym jednego wykładowcy i j
                    > ednej
                    > > studentki I roku) = zwyczaje wszystkich wykładowców na wszystkich uczelni
                    > ach? T
                    > > ak czy siak, niewielką wagę przywiązujesz do faktów.
                    > Żadne z nas dwojga, co oczywiście nie jest reprezentacyjną grupą, ale z racji u
                    > częszczania na zajęcia i prowadzenia takowych mniej więcej znamy środowisko (my
                    > , bo, co może Cię zdziwi, o interesujących kwestiach rozmawiamy).

                    Prowadzisz zajęcia? Gdzie takich biorą? Nie rozśmieszaj mnie: inteligencją nie błyskasz, dopiero studiujesz i sama prowadzisz zajęcia? Coś mi tu pachnie mitomanem... albo zwykłym trollem. Wytłumacz mi, jak to możliwe, "geniuszu"? ;)

                    > Wykładowca odpytujący studenta, dlaczego się spóźnił albo nie przyszedł, byłby
                    > po prostu głupi - bo albo zrobi to na zajeciach, przerywając je co chwilę, albo
                    > po zajeciach, w swoim czasie wolnym, kiedy powinien lecieć wypić kawę przed na
                    > stępnymi zajęciami.

                    Tak, tak, twoja psychologia poraża... Nie dziwię się, dlaczego idziesz na SWPS. A tak poważnie, twoja ocena, co jest głupie, a co nie, sama poraża głupotą. Jeśli dostałaś się na studia, to powinni cię szybko z nich wywalić, jeśli sama uczysz studentów w jakiejś szkole gotowania na gazie (dzięki wtykom mężusia?), to potwierdza to tylko fakt, jakie kompletne imbecyle pracują na naszych uczelniach.

                    > Natomiast studenci szczególnie na pierwszych latach faktycznie podchodzili i pr
                    > óbowali się tłumaczyć, czasem nawet ze spóźnień. Miałam kolegę, który ze 3 razy
                    > babcię uśmiercił...

                    Ale ty oczywiście doskonale wiesz, że student, o którym mowa, nie był na "pierwszych latach", prawda?

                    > Wysłuchać zawsze trzeba. Zapytać o powód nieobecności już nie, bo to nie podsta
                    > wówka.

                    A jak wykładowca zapytał, to co? Szkoła mogła się zawalić od tego?

                    > Jak student ma potrzebę wytłumaczenia sie, to podejdzie po zajeciach i b
                    > ędzie się tłumaczył. Zaś w interesie wykładowcy jest, żeby uznawać tylko tłumac
                    > zenia ważne i poświadczone odpowiednim papierem - inaczej będzie spędzał całe p
                    > rzerwy słuchając o zepsutych komputerach, które uwięziły w swych czeluściach pr
                    > acę zaliczeniową, spóźnionych tramwajach i innych nieszczęściach.

                    A może w interesie wykładowcy jest, żeby uznawać każdą, nawet bzdurną wymówkę, bo wtedy ma kłopot z głowy? Przyszło ci to do głowy? Student wtedy jest zadowolony, on nie ma kłopotu, w razie czego ma alibi, i wszyscy są usatysfakcjonowani. Taki wykładowca jest lubiany przez studentów, ma wysokie noty w ewaluacji itp. Naprawdę zakładasz, że wszyscy wykładowcy dbają tylko i wyłącznie o dobro nauczania, a nie o własne cztery litery? Jak tak, to potwierdza to tylko, jaką naiwną jesteś osobą i jak mało wiesz o uczelniach.

                    Kuriozalne wymówki studentów to nic innego, tylko pochodna patologii panujących na naszych uczelniach. Tak jak w polityce - zachowania na pozór nieracjonalne często stają się całkowicie logiczne, gdy uwzględnimy patologiczny kontekst, w którym się dzieją. A ty, ze swoimi naiwnymi, dziecinnymi, ale stanowczymi poglądami, kreowaniem sytuacji na swoją modłę w swojej głowie, bez względu na fakty, wyglądasz mi na kogoś zupełnie oderwanego od rzeczywistości, tak jakbyś był słabo rozgarniętym studencikiem kreującego się na wykładowcę akademickiego.
                    • agent_z_dolu Re: Kogo wystawa ośmiesza: studentów czy wykładow 21.09.13, 08:05
                      Ty koleś masz jakiś kompleks czy co? Szczekasz i szczekasz, nie dociera do ciebie żadna argumentacja? Nie dość że nie umiesz przeczytać ze zrozumieniem tego co jest napisane, to jeszcze atakujesz kogoś a nie jego opinię.

                      A może to Ty jesteś tym studentem co się poskarżył że zadano mu jakies pytania na obronie pracy dyplomowej? Twoje zachowanie wyraźnie wskazuje na traumatyczne przejścia w procesie edukacji. Pewnie ktoś kazał Ci się uczyć a ty chciałeś tylko "studiować". Biologię z koleżankami i chemię w knajpie.
    • Gość: doktorant Może niech "nałkoffcy" z SWPS-u IP: 176.31.41.* 08.09.13, 12:50
      ...wywieszą w tych gablotach swoje artykuły "naukowe".

      To będzie dopiero ubaw po pachy.
      • Gość: romek Re: Może niech "nałkoffcy" z SWPS-u IP: *.play-internet.pl 10.09.13, 07:41
        Zabrakło na piwko w bramie z kolesiami "doktorancie" i stąd humorek nie dopisuje?
        • Gość: Małgorzata Re: Może niech "nałkoffcy" z SWPS-u IP: 69.197.181.* 10.09.13, 13:17
          Mnie się bardzo podoba dowcip doktoranta. Więc humorek nie dopisuje raczej tobie. Czyżbyś był jednym z pracowników SWPS-u, co to potrafią śmiać się ze swoich studentów, a z siebie już nie?
          • Gość: romek Re: Może niech "nałkoffcy" z SWPS-u IP: *.play-internet.pl 22.09.13, 10:43
            Gratuluje poczucia humoru, Małgosiu. Tak trzymać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka