IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.08.04, 10:21
Moore, czyli kompromitacja salonów

Uporczywie reklamowanego filmu "Fahrenheit 9.11" oglądać nie warto, ale z
całą pewnością warto przyjrzeć się jego karierze. Groteskowe jest już samo
traktowanie na prawach dzieła wybitnego filmu czysto propagandowego, którego
twórca nie ukrywa wcale, że jego jedynym celem jest narobienie przed
zbliżającymi się wyborami jak największego brudu znienawidzonemu politykowi.
A jeszcze tak niedawno wielu wybitnych artystów, zwłaszcza emigrantów z bloku
wschodniego, było przez zachodnioeuropejskie salony stanowczo odrzucanych za
polityczne uprzedzenia czy stronniczość, ponieważ nie chcieli podzielać ich
głupkowatej miłości do komunizmu.

Popatrzmy na promujące film recenzje. Nawet biorąc poprawkę na normalne
mechanizmy rynkowe - większość recenzentów, nie tylko u nas, to ochotniczy
współpracownicy filmowego "pijaru", w zamian za parę kanapek i gadżetów
przepisujący do swych gazet podetknięte im "press kity". Brak krytycyzmu i
niezdolność zadania najoczywistszych pytań po prostu porażają. Na podstawie
tych reklamowych recenzji można zrekonstruować zasadnicze "argumenty" Moore'a
przeciwko Bushowi.


1. Film wraca do znanego faktu, iż w ostatnich wyborach w USA część
lewicowych wyborców okazała się intelektualnie niezdolna do prawidłowego
zrobienia dziurki w kartce, co grupka fanatycznych aktywistów usiłowała
zrekompensować powtarzanym wciąż i wciąż żądaniem, aby jeszcze raz od nowa
przeliczyć głosy, choć za każdym kolejnym liczeniem wychodziło to samo. Nikt
nie odważył się przypomnieć Moore'owi, że to, iż za którymś razem następnego
przeliczania odmówiono, może być uważane za powód do kwestionowania
legalności wyboru George'a W. Busha tylko przez skrajnie nawiedzonych.


2. Zarzuca Bushowi, że kilkanaście dni po zamachu na WTC wypuszczono z USA
(jakoby bez przesłuchania, co jest nieprawdą) członków rodziny bin Ladena.
Nikt nie zadaje pytania, na jakiej podstawie, pod jakim zarzutem i jakim
prawem miano by ich zatrzymywać. Nikt też nie zastanawia się, jakim
oburzeniem zareagowałby postępowy świat, gdyby prezydent Bush chciał łamać
prawa człowieka tylko z powodu czyjegoś pokrewieństwa z głośnym terrorystą.


3. Kiedyś, gdzieś, na jakiejś budowie firma należąca do jednego z Bushów
współpracowała z firmą należącą do jednego z członków rodziny bin Ladena.
Nikt nie zadaje pytania, co niby z tego ma wynikać.


4. Koronnym dowodem mniemanego debilizmu prezydenta USA ma być to, że -
otrzymawszy wiadomość o zamachu na WTC - przez kilka minut siedział i nic nie
robił. Nikt nie zadaje narzucającego się pytania: co zdaniem Moore'a powinien
zrobić? Podskakiwać? Wejść na stół i przez telefon komórkowy zagrzewać swoich
podwładnych do łapania sprawców? Zwołać naprędce konferencję prasową celem
potępienia zamachowców? A może wybiec ze szkoły, w której akurat się
znajdował, i biegać po chodniku, krzycząc "taxi, taxi"?! Każdy, kto ma
zielone pojęcie o tak zwanych sytuacjach nadzwyczajnych w rozmaitych
strukturach administracyjnych, wie, że Bush po prostu nic innego wówczas nie
mógł zrobić, niż czekać, aż zostaną uruchomione i wykonane przewidziane na
daną sytuację procedury.


5. Pół godziny filmu zajmują łzy i lamenty matki zabitego w Iraku żołnierza.
Tu akurat mogę zrozumieć, iż nikt nie chce przypominać jej, że syn poszedł do
wojska na ochotnika (innych żołnierzy w US Army nie ma), że ryzyko śmierci
było wliczone w jego pracę i wysoko opłacane (również rentą dla niej samej).
Ale dlaczego nikt nie chce tego przypomnieć paszkwilantowi?


6. Moore z zaskoczenia zadaje politykom popierającym wysłanie wojsk USA do
Iraku pytanie, czy wyślą do Iraku swoich synów. Nikt nie zauważa, że wobec
wspomnianego wyżej faktu, iż USA mają armię w pełni zawodową, jeśli dorosły
syn polityka chce wstąpić do wojska i pojechać do Iraku, ojciec nie może mu
tego zabronić, a jeśli nie chce, nie może nakazać, w związku z czym pytanie
jest po prostu idiotyczne. Nie marzę już nawet o tym, by ktokolwiek
przypomniał tak przejętemu płaczem matek żołnierzy Moore'owi, że wedle
obliczeń samych Amerykanów przeciętny mieszkaniec kolorowych przedmieść
wielkich amerykańskich miast żyjący z sutych zasiłków, wychodząc na ulicę,
ryzykuje śmiercią kilka razy bardziej (!) niż żołnierz patrolujący ulice
Bagdadu.

I tak dalej - w żadnej z recenzji pisanych przeważnie w tonie zachwytu nad
mniemaną śmiałością Moore'a nie znalazłem niczego, co nie byłoby oczywistym
bredzeniem propagandysty, któremu nieskrywana nienawiść do Busha do tego
stopnia odebrała rozum, że nie dba o logikę zarzutów ani tym bardziej o
przyzwoitość. Znając "metodę twórczą" Moore'a z jego starych filmów (piłuje
je u nas dość często francuska telewizja Planete), można dośpiewać sobie
resztę - prymitywne granie na emocjach widza, snującego się przed kamerą
autora, który, choć ładny, co tu ukrywać, nie jest, uwielbia się prezentować,
i jego nieustające silenie się na zjadliwe dowcipy. Po obejrzeniu kilku
starych filmów Moore'a jestem zdecydowany bronić tezy, że
demaskujące "Solidarność" kawałki przygotowywane przez reporterów DTV w
stanie wojennym, będąc równie rzetelne faktograficznie, operowały jednak
lepszym warsztatem.

Nie sposób nie zadać sobie pytania: jakim sposobem takie byle co mogło zrobić
taką karierę? Odpowiedzią może być tylko stwierdzenie całkowitego zaniku
przyzwoitości i dobrego smaku lewicujących elit, dla których antyamerykanizm
i skłonność do histerycznej nienawiści wobec każdego konserwatysty stały się
po upadku marksistowskiej utopii namiastką spajającej je religii. Nie ma dla
nich hasła zbyt głupiego, postępku zbyt niesmacznego ani artysty zbyt
marnego, jeśli tylko wychodzi naprzeciw ich oczekiwaniom.

Sięgając przeciwko Bushowi po rozbuchane emocje, amerykańska lewica ukrywa
swą kompletną (i zresztą wspólną całej lewicy światowej) impotencję: fakt, iż
nie zdołała mu przeciwstawić nikogo lepszego niż bezbarwny aparatczyk z
waszyngtońskiej nomenklatury, mający na każdy temat (już nawet i o aborcji)
do powiedzenia mniej więcej to samo, co jego konkurent, tylko w
nieco "zmiękczonej" wersji. Skoro cały polityczny sens istnienia
amerykańskiej lewicy sprowadził się do popierania międzynarodowych koncernów
spożywczych przeciwko międzynarodowym koncernom surowcowym, to jej szansą
jest tylko zagnanie do urn widzów MTV i przeżuwaczy frytek, których wiedza o
polityce i świecie ogranicza się do znajomości tekstów modnych szlagierów
tudzież list dialogowych przebojów kinowych. Można to zrobić, jedynie
rozpętując histerię. To właśnie tworzy koniunkturę dla podobnych typków jak
Moore. I, niestety, można się spodziewać, że ta koniunktura potrwa jeszcze
jakiś czas.

Warto więc zwrócić uwagę Moore'a na kolejny świetny temat: niedawną wypowiedź
irańskiego ajatollaha al-Chamenei, który orzekł, że w Iraku porywają ludzi i
obcinają im głowy agenci CIA oraz Mosadu, aby potem rzucać oszczerstwa na
muzułmanów. Następna Złota Palma i kupa kasy - jak w banku.

RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ

Autor jest publicystą m.in. "Newsweeka" i "Gazety Polskiej", w najbliższym
czasie ukaże się jego książka "Polactwo"

Obserwuj wątek
    • Gość: onufry Re: Moore IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.08.04, 13:01
      skąd jest to tekst? trochę płytki jak na Ziemkiewicza- ale do polemiki
      przyjmuję że to on on napisał.

      Tekst jest ekstatycznie emocjonalny , autorowi trudno zachować spokój być może
      dlatego że wytacza kolejne działo przeciw znienawidzonej przez siebie marze
      światowej lewicy która wszystko niszczy i jest perfidnijesza od Belzebuba.
      ad.1. autor ucieka od zarzutów- czy jeśli za każdym razem wychodzi to samo, to
      znaczy że głosy liczono uczciwe? A jak ma się do standardów państwa prawa fakt
      że odpowiedzialna za liczenie była szefową kampanii Busha? A niewpisanie na
      listy głosujących kilku tysięcy Murzynów? Autor pisząc o intelektualnej
      niezdolnosci wyborców do zrobienia dziurki jest bucem, ale poza tym kłamie.
      Każdy kto widział kartę do głosowania wie, że dziurki były umieszczone nie na
      lini prostej nazwisk kandydatów tylko "między" nazwiskami. Był to błąd
      ewidentny czy przypadkowy nie oceniam. Autor często pisze o tłumie debili
      mając na myśli wyborców. Tego się nie czepiam bo to kwestia światopogladu- ale
      trzeba pisać prawdę.
      ad 2.
      Należało ich zatrzymać na podstwie zarządzenia, które nie pozwalało NIKOMU
      opuszczać USA . Tak samo jak setki tysięcy innnych osób. Rodzina Saudów nie
      należała jednak do "zwykłych obywateli". Ciekawe że autor powołuje się na prawa
      człowieka w sytuacji takiej jak sytuacja USA po ataku na WTC. Czy wobec tego
      wszyscy obywatele USA mają skarżyć teraz rząd że po 11. września naruszył ich
      prawa człowieka? Naprawdę autor powołuje się na nie w tej sytuacji??? (czy to
      na pewno R. Ziemkieiwcz?) Autor często poza tym traktuje "prawa człowieka" jako
      osłonę dla dekadencji liberlanej elity dlaczego teraz ten argument jest w
      porządku?
      ad 3.
      Kiedyś autor albo nie obejrzał jakiegoś filmu (nie mówiąc o gazetach,
      książkach, internecie)albo świadomie kłamał że nic nie wiedział jak rodziny
      Bushów i Saudów od lat wielu prowadzą ciężkie interesy BEZPOSREDNIO między sobą.
      Nie pytam co z tego wynika bo wiem: autor manipuluje i kłamie, sieje propagandę
      zwyczajną o "przypadkowym" drobniutkim związku tych dwóch rodzin.
      ad 4.
      Prawda, że w chwili gdy dowidział się o ataku na USA Bush nie mógł zrobić nic
      wówczas fizycznie. Ale czy na pewno? Jako zwierzchnik sił zbrojnych w chwili
      ataku na państwo siedzi spokojnie zamiast powiedzieć "przepraszam" wyjść od
      dzieci i NATYCHMIAST zapoznać się z sytuacją. A może trzeba podjąć śmiertelnie
      ważny rozkaz? 7 minut to może czas by obronić Pentagon? Może nie, ale siedzieć
      i nic nie robić w takiej chiwili- nie robić t.zn. nie poznawać sytuacji????
      Dziwne myślenie i parodia (o taxi) autora świadczy że nie traktuje on
      urzędników zbyt poważnie- wiem tak należy.
      ad. 5
      Cynizm i arogancja autora dochodzą granicy utraty dla niego szacunku. Te pół
      godziny które "zajmują łzy i lamenty matki zabitego żołnierza" to przejmujący
      obraz przemiany świadomości tej matki: od gorliwego patriotyzmu : "jesteśmy
      solą tej ziemi" (rodziny wysyłające żołnierzy do wojska) "jak niosę flagę
      amrykańską to pilnuję by nie dotknęła ziemi" i pełnego poparcia dla ataku na
      Irak po zwątpienie i tragedię matki która po utracie syna traci sens życia i
      straciła wiarę w sens wysałania syna do armii. Jeśli Ziemkiewicz (jeśli to on-
      cały czas to powtarzam) pisze o niej: syn poszedł na ochotnika, dostał dużo
      kasy, takie jest życie- wiedział że może zginąć, to mało że jest draniem, jest
      kompletnie nie wrażliwy na siłę dokumentu i jego świadomość nie dopuszcza
      możliwości przemiany w człowieku, możliwości zwykłego zmiany zdania a co
      dopiero przemiany po tragedii jaka go spotkała. Autor powinien się cieszyć że
      jest kompletnie nie doświadczony przez życie, że nic go nie postkało, że nigdy
      nie zmieniał zdania, że zawsze wszystko robił na ochotnika za określoną z góry
      dużą kasę i dlatego nigdy nie lamentował, nie płakał i do nikogo a już na pewno
      do losu/Boga nie miał pretensji. Bravo!
      ad 6.
      kolejny chwyt autora typu " wolne prawo wyboru człowieka i tylko on decyduje o
      tym". nic dookoła się nie liczy. Nie liczy się wychowanie w rodzinie, nie liczy
      się autorytet ojca, matki, nie ma żadnej presji. Syn autora gdy przychdozi do
      niego i mówi "tato idę do wojska" słyszy "synu to twoja wolna wola nie mam
      prawa ci zakazać ani nakazać, jesteś wolną jednostką korzystającą w pełni z
      praw człowieka gwaranotwanymi deklaracją ONZ i traktatami miezynarodowymi". A
      jak syn powie: ale tato, czy chcesz żebym poszedł do wojska powiedz! to autor
      odpowiada: "nie mogę ci zakazać ani nakazać zaiste żadne prawo człowieka na tej
      ziemi nie dało mi takiego prawa, a gdybym chciał tobą pokierować wykroczyłbym
      przeciw świętym prawom człowieka i odwiecznemu porządkowi natury". Syn
      wytrącony z najbliższego wsparcia zwiariowałby ale wówczas pytanie Moora do
      kongresmenów rzeczywiście byłoby "idiotyczne".

      Film Moora nie jest wolny od przejaskrawień ( np. kiedy pokazuje że można do
      samolotu wnieść 4 pudełka zapałek a nie można np. mleka dla niemowlaka- mleko
      generalnie można wnieść chodziło o konkrente mleko, którego czepili się
      nadgorliwi strażnicy , nie ma przepisu zabraniającego wnoszenia mleka), film
      jest pełen emocji ale takich jakie dręczą każdego człowieka oglądającego wojnę-
      dlatego pokazanie płaczu matki zabitego dziecka w Iraku, i strzępek ciała
      dziewczyny nie można nazwyać manipulacją czy propagandą BO TO SIĘ DZIEJE. Nie
      można nazywać graniem na emocjach pokazywania ludzkich cierpień w zestawienieu
      z interesami jakie robi establishment - BO TAK JEST, niezależnie od tego czy
      przywykliśmy do tego ( jak zdaje się autor, i inni "jastrzębie" wojny w Iraku).
      Machanie ręką na ofiary cywilne jest właściwością wojskowych i polityków, jeśli
      robi to "zwykły" człowiek nawet publicysta ponoć wzięty i sprawny
      intelektualnie to pozostaje zastanawiać się nad jego duszą.

      p.s. polemizowałem z autorem- nie wiem czy jest nim Ziemkiewcz (mam nadzieję że
      jednak nie- jeśli nie to wycofuję uwagi personalne do Niego).



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka