Gość: luki
IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl
02.07.01, 21:18
W ubiegły piątek mojej żonie, która jest w ósmym miesiącu ciąży, zrobiła się
ropna narośl na dłoni. Nie obyło sie bez ingerencji chirurgicznej. Jedyną
szansą uzyskania pomocy medycznej okazała się wyprawa na Pogotowie przy
ul.Traugutta. Dlaczego? Nie można samemu się zgłośić do chirurga w rejonie, bo
potrzeba skierowania od lekarza pierwszego kontaktu. Pytanie, co zrobić w
piątek po południu, kiedy już tego lekarza nie ma? Czekać do poniedziałku?
Na pogotowiu sympatyczny chirurg poinformował nas, że ropiejąca rana nie
podpada pod kompetencje pogotowia. Na szczęście był to lekarz z prawdziwego
zdarzenia. Tłumacząc, że robi to wbrew zaleceniom udzielił żonie pomocy. Aby
otrzymać zwrot z Kasy Chorych musiał sfałszować dokumentację medyczną wpisując
inną przypadłość. Żona następnego dnia udała się do gabinetu zabiegowego w
Przychodni przy ul.Horbaczewskiego, celem zmiany opatrunku i usunięcia sączka
(zgodnie z zaleceniem lekarza) i cóż się okazało? Aby zostać opatrzonym należy
posiadać własny bandaż, plastry, jodynę i gaziki. Znowu pech, przychodnie
zamknięto i co teraz zrobić z coraz bardziej bolącą ręką. Na szczęście
posiadamy samochód. Rozpoczął się objazd po wrocławskich pogotowiach i szpitalu
z ostrym dyżurem. W bazie pogotowia przy Legnickiej dowiedzieliśmy się, że oni
nie są od tego. Pojechaliśmy do szpitala przy pl.1 maja, bo tam był ostry dyżur
chirurgiczny.Na ścianie oddziału wisiał certyfikat potwierdzający wysoką jakość
usług medycznych. Minęła minuta, po której z gabinetu chirurga wyszła moja
zapłakana żona. Szanowny Pan "lekarz" stwierdził, że nie interesuje go co tam
żona ma pod bandażem, bo to nie jest złamanie. Dopiero w stacji Pogotowia przy
Jantarowej lekarz usunął sączek i opatrzył ranę. Czy w naszym katolickim i
prorodzinnym społeczeństwie kobieta w ciąży musi przeżywać takie stresy płacąc
co miesiąc 7,75 % swych zarobków i prawie 100 PLN do ZUS na Chorą Kasę?