Gość: Wiosna
IP: 216.104.228.*
12.07.01, 00:37
Odwiedzilam Wroclaw kilka tygodni temu. (Na stale mieszkam za granica)
Robilam przeglad mojej garderoby z ostatnich paru lat i posegregowalam rzeczy:
do wyrzucenia, do oddania, do noszenia. Z pierwszym i ostatnim nie bylo
problemu ale zastanawialam sie co zrobic z dobrymi ubraniami ktorych ja juz nie
bede nosic poniewaz z czesci "wyroslam", a inne z kolei mi sie nie podobaly lub
byly wykonane z materialow na ktore jestem uczulona. Wszystkie te ubrania byly
w bardzo dobrym stanie, czesc z nich zupelnie nowa.
Po namysle doszlam do wniosku ze podjade do najblizszego kosciola i zapytam czy
moze sa jakies biedne rodziny albo organizacje ktore chcialyby sobie wziasc te
ubrania. Jak pomyslalam tak tez zrobilam.
Ksiadz ktorego zapytalam czy nie chcialby wziasc tych rzeczy i rozdac przy
kosciele spojrzal na mnie jak na wariatke. Po czym nakrzyczal na mnie ze
dzisiaj jest niedziela i dzien swiety a ja tu mu z jakimis akcjami
charytatywnymi wyjezdzam... Normalnie mnie zatkalo bo nie takiej reakcji sie
spodziewalam. Nastepnie owy ksiadz zakrecil sie na piecie i nie pozwolil na
dalsze pytania lub wyjasnienia.
Skladam wyrazy wspolczucia wszystkim parafianom kosciola katolickiego na rogu
ulicy Jablecznej i Borowskiej :(