Gość: Pan Gucwiński
IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl
17.12.04, 11:32
Ładnych kilka lat temu studiowałem w Lublinie i Krakowie. Jeździłem dwa razy
w tygodniu w obie strony, a wszyscy pukali się w głowę, łacznie z dyrektorem
Instytutu, który przyjmował mnie na drugie studia i radzili, żeby dac sobie
spokój. Ale martwili się niepotrzebnie. W pociągu (4,5 godziny w jedną
stroną) czytałem ksiązki i uczyłem sie słówek, a na zajęciach zaliczałem
indywidualnie. Później zdobyłem doświadczenie i wpadłem w rutynę. W Lublinie
mówiłem, że nie mogę być na ćwiczeniach, ponieważ muszę być w Krakowie, a
Krakowie mówiłem, że muszę być w Lublinie. Ostatecznie zawsze miałem jeden
dzień w tygodniu wolny. Natomiast w pociągu zamiast czytać zacząłem wybierać
przedziały z ładnymi dziewczętami. Jednak niczego nie żałuje, nawet tego, że
studiowłem na najmniej praktycznych kierunkach, nauczyłem się języków, w
których już nikt nie mówi oraz że zarabiam tyle, że żaden bank nie chce mi
pożyczyć na mieszkanie. Tylko tyle, że ciągle regularnie jeżdże, wprawdzie w
innych kierunkach, choć także, że się tak szumnie wyrażę, naukowo. Poza tym
odkąd założyłem obrączkę zauważyłem,że w pociągach dziewczęta ode mnie
stronią, a to sprzyja lekturze.