Gość: erni
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
29.12.04, 22:12
Moje małe Hollywood
Poniedziałek, 27 grudnia 2004r.
- Wrocławska wytwórnia to marzenie, które zaczyna się spełniać - mówi Bartosz
Raiński, 29-letni filmowiec
Jako 17-latek wyjechał z Wrocławia do USA. W Nowym Jorku studiował reżyserię
w
szkole, w której wykładają m.in. Spike Lee i Oliver Stone. W Polsce chciałby
nakręcić fabułę. Chce też, żeby kino wróciło do wrocławskiej Wytwórni Filmów
Fabularnych.
O planach Westwood Film, firmy, której współpracownikiem jest Bartosz
Raiński,
pisaliśmy dwa tygodnie temu. Brytyjczycy chcą wynająć budynki WFF przy ul.
Wystawowej na trzy lata, a potem je kupić. Jeśli do tego dojdzie, we
Wrocławiu
powstanie profesjonalne studio filmowe na światowym poziomie, a korytarze
wytwórni znów zaczną tętnić życiem.
Bartosz Raiński urodził się w Krakowie. Jego mama pracowała w Państwowym
Przedsiębiorstwie Rozpowszechniania Filmów, więc kinem nasiąkał od kołyski.
Całe dnie spędzał w sali kinowej. Po przeprowadzce do Wrocławia trafił do I
LO,
do eksperymentalnej klasy o profilu reżyserii filmowej. Wtedy po raz pierwszy
otarł się o wytwórnię. Trafił na plan "Kobiety na wojnie".
- To było miejsce, w którym dużo się działo - wspomina. - Moim marzeniem było
to, żeby kiedyś tu pracować.
Rok przed maturą Raiński wyjechał do USA. - Wcale tego nie chciałem -
opowiada
dziś. - To był bardzo dobry okres w moim życiu, miałem 17 lat i mnóstwo
przyjaciół. Dziś myślę, że dobrze się stało - dzięki temu skończyłem
wymarzoną
akademię filmową.
Studia z de Niro
Na początku pracował jako kelner i goniec, jednocześnie studiując fotografię.
Wkrótce udało mu się nawiązać współpracę z japońską firmą produkującą
reklamy: -
Robiłem tam wszystko, przeszedłem przez każdy departament - mówi.
Studiując na wydziale operatorskim nowojorskiego uniwersytetu zrealizował
etiudę, która wygrała międzynarodowy festiwal w Rzymie. "Taken" to 7-minutowy
film bez dialogów, historia o miłości, samodzielnie wyprodukowana,
wyreżyserowana i zmontowana. Dzięki niemu dostał się też na wydział reżyserii
School of Visual Art na Manhattanie. Wśród wykładowców wymienia Spike'a Lee i
Olivera Stone'a, jednak ze szczególnym szacunkiem mówi o Votechu Jasnym,
czeskim filmowcu, który uczył m.in. Milosza Formana.
Raiński był też stypendystą Acors Studio, gdzie obserwował warsztaty z
udziałem
takich gwiazd, jak Harvey Keitel, Sean Penn czy Robert de Niro.
Do Polski wrócił ze względu na przyjaciół, z którymi chciałby realizować
filmy
(współpracuje z grupą Moustache Filmnacja). - Tematów w Polsce jest dużo -
podkreśla. - Chcę tu nakręcić współczesną historię o zagubionych wartościach.
Konkurencja dla Barrandova
Współpracę z Westwood Film nawiązał jeszcze w USA, na planie reklamy
telefonii
komórkowej, gdzie był asystentem reżysera. - Potem zaprosili mnie do Anglii -
opowiada. - Współpracujemy od pięciu lat. Jeden z naszych planów to
wrocławska
wytwórnia. Fajnie by było, gdyby to miejsce mogło na nowo zaistnieć. Moi
partnerzy są odważni, chcą zainwestować.
Brytyjczycy byli zainteresowani kupnem studia filmowego w Europie Wschodniej,
wyposażaniem go i przekształceniem w prężnie działającą firmę. Bartosz
Raiński
zasugerował im Wrocław. Przyjechali tu w lutym b.r., obejrzeli WFF i chcieli
ją
natychmiast kupić. Okazało się jednak, że prywatyzacja (wytwórnia jest
własnością Ministerstwa Kultury) jest skomplikowaną sprawą. Zanim dojdzie do
podpisania umowy, może upłynąć kilka miesięcy.
- Jeżeli nam się uda, za parę lat czeski Barrandov (potężne studio filmowe w
Pradze - red.) może mieć poważnego konkurenta - mówi Raiński.
Magda Piekarska - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska