Samobójstwo

IP: *.t2.ds.pwr.wroc.pl 13.06.02, 22:44
Ja chcial bym dorzucic cos od siebie na temat stosunku wykladowcow do
studentow, wszyscy nie moga byc zli. Jest jednak kilku niepelnosprawnych
umyslowo i to nie na calej uczelni, ale po kilku na wydziale. Maja duzo tytulow
i w nosie studentow. Sa wiec dzieki owym tytulom pewni, ze i tak nikt ich nie
wywali bo przeciez Pwr. nie zrezygnuje z takiego pracownika. Sam mialem nie raz
do czyninia z nimi. Do jednego takiego swira czekalem w kolejce na konsultacje
odbywajace sie o godzinie 9.00 od 12.00 w nocy -prawde,ze to paranoja. Musze
tez dodac ze nie bylem odosoniny. Poranne przychodzenie na konsultacje to
normalka.
    • klinta Re: Samobójstwo 14.06.02, 00:55
      ale nie wiem tylko J@CU jak to sie ma do tytulowego samobojstwa !
      to ze kazdy wydzial ma swoich szalencow,wariatow i odmiencow jest prawda
      niepodwazalna.
      Ze profesor olewa zwykle godizny konsultacji dla studentow i oddaje sie szeroko
      pojetej "pracy naukowej" to nagminne zjawisko.
      Ale czemuz by nie wspomniec od razu o perfekcyjnych profesorach i doktorach
      bedacych zawsze tam i o tej porze gdzie obiecali studentowi,ze beda... he???
      tacy tez sie zdarzaja i paru takich mnie uczy.

      ale w dalszym ciagu uwazam,ze stosunek profesora do studenta nie moze rzucac
      takiego cienia na psychike tego drugiego,zeby az rzucac sie z okna. Tu probelm
      pewnie byl glebszy,nie sadzisz???
      • Gość: Jowita Re: Samobójstwo W moim Liceum... IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.06.02, 17:59
        Samobojstwa pod wplywem upierdliwych nie do wytrzymania nauczycieli zdarzaja
        sie nie tylko na uczelniach. Zdarzylo sie to rowniez w moim liceum
        ogolnoksztalcacym wiele lat temu. Dziewczyna byla nastepnym " pokoleniem" klasy
        ktora moj wychowawca objal jak mysmy skonczyli juz szkole.Nie wytrzymala ...
        Moglabym tu naprawde wiele napisac o jego praktykach wykanczania psychicznego
        uczniow, jak chociazby przetrzymywanie naszych swiadectw i rzucanie nimi w 4
        klasie, odradzanie zdawania matury,wysylanie nas do zawodowek w 3 klasie, nie
        wysylanie naszych papierow z opinia (na czas) na uczelnie , brak jego akceptaci
        na niektore wybrane przez nas kierunki i koniecznosc ich zmiany pod jego
        wplywem, niszczenie zeszytow, przetrzymywanie do sprzatania po godzinach,
        dreczenie psychiczne, ze nie zdalismy, podczas gdy zdalismy( inne przedmioty
        niz jego), lapowkarstwo, wyzwiska na codzien itp. Wytrzymali najsilniejsi
        psychicznie . Z 38 w pocztkowej klasie zostalo nas 12 osob. Tak ze psychopaci
        sa wsrod nas. Dzisiaj ten nauczyciel pozuje do zdjec w 50 rocznice tegoz
        liceum. Wstyd i hanba.
    • Gość: Ulysse Re: Samobójstwo IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.06.02, 20:46
      Większość kadry profesorskiej składa się z nieudaczników, którzy nie dali by
      sobie rady w normalnym życiu (tj. kariera zawodowa, rodzina etc.), nie widzą
      się w systemie innym niż szkolny. Nie są to moje słowa, wypowiedział je jeden z
      wykładowców instutu matematyki. Aczkolwiek, trzeba przyznać że zdarzają się
      prawdziwe "perełki", prawdziwi pasjonaci, fachowcy. Bardzo nieliczni
      z "wielkich" zdają sobie sprawę że politechnika istnieje po to aby szkolić nową
      kadrę inżynierską a nie jako miejsce swego "azylu".
      • Gość: Alen Re: Samobójstwo IP: *.i-one.at 14.06.02, 21:29
        Są i na Polibudzie wybitni profrsorzy znałem pewnego matematyka , wspaniały
        człowiek . Oni jednak z regóły trzymają się z deleka od tych co chodzą z
        podniesioną głową i mają o sobie wygórowane mniemanie .
        Alen.
        • Gość: kaj Re: Samobójstwo IP: *.wroc.gazeta.pl 16.06.02, 11:02
          Przyznam się: uczylam matmy na Polibudzie. Chyba nikt sobie przeze mnie krzywdy nie zrobłi? Jak to wygladalo
          od mojej strony? Różnie. Były grupy ostre, gdzie az furczalo jak roblismy zadania, były przeciętne, ale
          sympatyczne. Najwiekszy koszmar wyglądał tak: 8.45, zimowy poranek, ja przy tablicy, oni w lawach spią (tez
          bym chciala), z nikim kontaktu wzrokowego nie udaje sie nawiazac, grobowa cisza, wiec wiem - to znowu to JA
          bede musiala zrobic te wszystkie zadania. Wzdycham i robię, choć to bez sensu, bo od patrzenia nikt sie
          mamemtyki nie nauczy. A wolałam czegos nauczyc niz po prostu przetrwac 90 minut
          A tak na powaznie: Jest tyle dróg. Na pierwszej milosci, pierwszej zdradzie, pierwszej klesce zycie sie nie
          kończy. Przynajmniej nie powinno sie kończyć.


Pełna wersja