Gość: bonk
IP: *.dhl.com / 10.85.101.*
22.07.02, 16:08
"Lewacy i inne komunistyczne dinozaury twierdzą, że mogą istnieć takie rodzaje publicznej działalności , na
których nikt nie zarabia prywatnych pieniędzy.Na przykład jeżeli miasto postanawia, że parkowanie na ulicach
bedzie płatne - samo stawia parkomaty, samo je obsługuje i samo zgarnia szmal, zamiast nabijać konto jakiejś
prywatnej spółki.Inny przykład - miasto dysponuje mieniem komunalnym.Zdaniem lewaków, powinno samo nim
zarządzać i samo czerpać z tego zyski. które nastepnie przeznaczy na drogi ,szkoły albo domy dziecka.Zdaniem
ludzi rozumiejących realia, powinno jak najszybciej oddać je w zarząd prywatnej firmie , bo to nie do pomyslenia ,
żeby taka kasa się marnowała.Wrocławiem rządzą niewątpliwie ludzie rozumiejący realia.
Na początku 2000 r. rządzony przez AWS Wrocław, jako pierwsze miasto w Polsce, wprowadził
systemzarządzania mieniem komunalnym przez prywatne spółki; 13 firm wybrano bez bawienia się w przetargi.
Właścicielami spółek zostali dawni miejscy dyrektorzy od gospodarki komunalnej , ci sami , którzy uczestniczyli w
projektowaniu całej reformy.Na krótko przed prywatyzacją ZGK został jeszcze przez miasto wyposażony w
nowe meble , komputery i sprzęt.
Prawo do tego najbardziej łakomego kąska - zarządzania lokalami użytkowymi - otrzymała firma
"Zarządca".Spółka należaca do 4 byłych dyrektoró i kierowników ZGK Stare Miasto.
Prezesem "Zarządcy" jest były dyrektor ZGK Stare Miasto Stanisłąw Teska, postać we Wrocławiu wielce
wpływowa.Zyski jakie zanotowała spółka zdziwiły lpkalną prasę i polityków.
Za 9 miesięcy 200 r. czterej udziałowcy wypłacili sobie dywidendę w wysokości 460 tyś. zł na łeb.Wszystkie
pozostałe spółki okazały się także niekiepsko dochodowe choć nie dorównały "Zarządcy".
Ten system zarządzania mógłby działać w nieskończoność , gdyby nie jeden problem - zezwolenie Prezesa
Urzędu Zamówień Publicznych pozwalało powierzyć mienie gminy firmom wybranym podczas przetargu tylko na
określony czas.Ponieważ termin nieuchronnie dobiegał końca władze Wrocławia zabrały się za organizację
przetargu.Jego stawka była olbrzymia : 100 mln plz rocznie na pięc lat.
Warunki przetargu ułożono tak, by decydującą rolę w wyborze zwycięzcy odegrać mogły punkty za
referencje.Tu jednak odezwały się głosy radnych SLD, że znowelizowana ustawa o zamówieniach publicznych
w ogóle zabrania brania pod uwagę referencji, a każe kierować się jedyniie oferowaną ceną.Władze grodu
ugięły się przed tą argumentacją i przetarg unieważniono.Przy okazji poinformowano opinię publiczną, że winny
niedopatrzenia dyrektor K. wylatuje za karę z roboty."Wyleciał" na stanowisko głównego specjalisty od kasy
miejskiej.
W atmosferze rosnącej nerwowości zaczęły się przygotowania do drugiego przetargu.W miedzyczasie
przedłużono umowy z dotychczasowymi zarządcami , którzy żyli sobie na należytym poziomie.Ale i z drugim
przetargiem niespodzianki nie było - unieważniono go pod koniec czerwca.Tym razem ponoć większość firm
złożyłą błędnie wypełnione oferty , co uniemożliwiło wybranie najtańszych.Do czasu następnego przetargu
majątkiem komunalnym dalej więc zarządzać będą koledzy z ratusza.Następny przetarg - we wrześniu.Przed
wyborami.
A teraz odważymy się na przejaw ideologicznego ekstremizmu:uważamy , że nie ma żadnych powodó, aby zyski
z miejskich nieruchomości trafiały do kieszeni kilku cwaniaków.Uważamy , że powinny pozostać w miejskim
budżecie. Nawet tak nowoczesne miasto jak Wrocaw ma przecież jekieś społeczne potrzeby i powinności"
i to tyle za Adą Kowalczyk
pozdrawiam bonczydło