pluto10
23.07.05, 13:34
Europa i USA to dla Chińczyków zaplecze technologiczne i handlowe
Zupki błyskawiczne, telewizory, auta – wyprodukowane w Delcie Rzeki Perłowej
zalewają europejski rynek. Fali nie da się powstrzymać.
Tym bardziej, że Chińczycy zręcznie kopiują to, co wymyślili Europejczycy i
Amerykanie
Rząd w Pekinie nakazał przeszło stu tysiącom zakładów wydobywczych
ograniczenie liczbę śmiertelnych wypadków przy pracy. Nie może ona
przekraczać dziewięciu ofiar w przeliczeniu na milion ton wydobytego węgla.
– Zaczęła się błyskawiczna modernizacja kopalń. Oni nie mają własnych
pomysłów i sięgają po cudze – twierdzi poseł Jan Chaładaj, który poza innymi
zajęciami, trudni się pomaganiem chińskim inwestorom. – Trwają więc rozmowy z
polskimi fabrykami na temat sprzedaży specjalistycznych maszyn do wydobycia
węgla.
Ale, jak uważa Chaładaj, na tym nie koniec. Naukowcy z Akademii Górniczo-
Hutniczej w Krakowie do spółki z fachowcami od ratownictwa górniczego
opracowują nowy system bezpieczeństwa, który ograniczy liczbę wypadków przy
pracy w chińskich kopalniach.
Kupowanie nowoczesnych technologii to jedyna szansa dla Chińczyków, by ich
produkty były obecne w bogatych krajach. – Szansą dla Europejczyków w
wymianie handlowej z Państwem Środka jest wyłącznie wąska specjalizacja i
postawienie na zaawansowane rozwiązania techniczne – twierdzi Zbigniew
Sebastian z Dolnośląskiej Izby Gospodarczej. – W tych dziedzinach nie są w
stanie nam dorównać. Powód? Różnica cywilizacyjna.
Chińczyk daje pracę
Desant znad Rzeki Perłowej ma też inne oblicze. Tamtejsi biznesmeni chcą
inwestować zagranicą, także w Polsce. Jak dobrze pójdzie, za miesiąc okaże
się, czy za rogatkami Wrocławia powstanie multimarket, roboczo zwany Dachem
Świata. To tysiąc modułów, a w każdym wre produkcja, prowadzi się handel, po
sufit składuje towary. Kupić można rękodzieło i masowo wytwarzany produkt.
Ilości niepoliczalne, oferta nieograniczona.
– Podobny obiekt funkcjonuje w pobliżu Frankfurtu. Trzeba zobaczyć na własne
oczy, by zrozumieć o czym mowa – opowiada Chaładaj.
Chińczycy upatrzyli sobie Wrocław, bo ich zdaniem, to doskonały przyczółek do
ataku na zachodnioeuropejskiego konsumenta. Zdecydowała bliskość granic,
połączenia lotnicze, ośrodek akademicki i wykształcona kadra. No i ludność na
tyle zamożna, że gdyby planowany atak się nie powiódł, to produkt made in
China sprzedać można na miejscu. Takich inwestorów, poszukujących pomocy w
rozkręceniu biznesu, do Jana Chaładaja zgłosiło się już kilku. – Mają
nadprodukcję towarów własnych. Gdzieś muszą je upłynnić – wyjaśnia poseł. Czy
na takim obrocie sprawy skorzystają nasi producenci? To mocno wątpliwe.
– Z miesiąca na miesiąc ograniczamy szycie a jest tak krucho, że rozważam
nawet zamknięcie firmy – twierdzi wrocławski producent ekskluzywnej odzieży. –
Wszystko z powodu zalewu chińskich ubrań. Ich import wzrasta i coraz więcej
krajowych firm decyduje się na współpracę z tamtejszymi szwalniami.
***************pluto10***************