Gość: Trumb
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.10.05, 15:43
Mniej więcej rok temu dowiedziałem się o śmierci mojego dobrego znajmoego
Bena Tigera. Rdowity Amerykanin - od prawie roku mieszkał i pracował we
wrocławskich szkołach językowych jako Native speaker. Był bardzo
utalentowanym wokalistą - śpiewał co tydzień w klubie Artysta przy ul.
Zielińskiego. Miałem zaszczyt razem z nim występować. Rok temu dowiedziałem
się o jego śmierci - popełnił samobójstwo - tak mówili. To był ogromny cios -
wciąż nie mogę w to uwierzyć i cały czas Go wspominam. Chciałbym poprzez to
forum dotrzeć do ludzi, którzy go znali i pamiętali i mogą coś wiedzieć na
temat jego życia i powodów, dla których zrobił tak straszną rzecz. Piszcie!