Gość: karbol
IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl
27.09.02, 20:10
Mamy modę na Dziki Zachód. Objawił się szeryf we Wrocławiu. Objawił się
Winietu w Warszawie, Taka literatura dla dzieci.
Winnetou, produkt wyobraźni niemieckiego pisarza - kryminalisty sprzed prawie
wieku, który nosa nie wysciubił ze swego kraju, nie widział żywego Indianina,
to ideał do naśladowania dla dziesięcioletnich chłopców i to nie dziś, a 40
lat temu. W każdym razie, wicepremier rządu średniej wielkości państwa w
Europie nie powinien cieszyć się z takiego przydomka. Obronili kolesie, chyba
pod presją prezesa Old Shatterhanda, posadę zastępcy wodza "wielkiego
Gaduły". Obroniły, ale chyba nie na długo. Winietu w bajce K. Maya marnie
skończył. Nawiasem mówiąc, chyba jedyny film o Winietu nakręcono w NRD.
Wyjątkowy kicz zresztą. I NRD też marnie skończyła.
Zastanów się pania wiceministrze średniej wielkości państwa w Europie.
Winietu, to nie swojski Janosik, też zresztą rabuś i bandyta.
Szeryf, to taki facet z amerykańskich filmów, co przy ryku zachwytu widowni
siał kulami po wszystkich dookoła, dokonując aktu sprawiedliwości, nie
patrząc na przepisy kulawego prawa.
Tylko, że westerny przejadły się publiczności kilkanaście lat temu.
To może nie jest najlepsze hasło. Zresztą, tak naprawdę, taki szeryf nazywał
sie wtedy "Marshall". Dzisiaj "szeryfami" nazywamy pewien charakterystyczny
krój czcionki drukarskiej.
Miłego dnia.