Gość: vija
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
05.10.02, 08:14
"
Lubię eleganckie magazyny dla kobiet. Nie ze względu na piękne
zdjęcia,kolorowe reklamy czy jakość papieru. W eleganckich magazynach
zachwyca mnie jedno: mistrzostwo w tworzeniu Ideału. Wystarczy bowiem, że
pojawimy się na łamach "Kobiety Szykownej", a nasz wizerunek ulega
zdecydowanej poprawie. Nagle wszystko staje się naszym atutem. To, co do tej
pory uważaliśmy za wstrętną wadę i przywarę (nocne żarłoczenie przy otwartej
lodówce), zmienia się w jedną z naszych zalet ("potrafi ucztować do białego
rana"). Nawet nałogi, których nie sposób ukryć pod warstewką złota (wypalanie
kartonu papierosów dziennie), zostają wykorzystane na podkreślenie już i tak
licznych walorów naszej osobowości ("Walczy ze snem za pomocą kawy i
papierosów. Wie, że to go zniszczy, ale MUSI tworzyć, a za prawdziwy geniusz
się płaci").
Właściwie nie ma znaczenia, gdzie i z kim mieszkamy, co jemy i nosimy,
czym się przemieszczamy. Naszym plusem jest to, że podążamy za modą albo
wręcz przeciwnie, kompletnie ją lekceważymy. Wspaniale, jeśli ważymy
trzydzieści kilo i cudownie, jeśli przekroczyliśmy tonę. Skoro już wybrano
nas na bohatera reportażu w "Elegancji", musimy być doskonali. A przynajmniej
na takich wyglądać. Rzeczywistość bowiem wcale się nie liczy.
Tak sobie wyobrażam jak opisano by w "Wielkim Szyku" mojego sąsiada z
naprzeciwka, niejakiego Bolka.
Bolek mieszka w starej kamienicy na Podgórzu. Ma jeden pokój z dużym
piecem, w którym pali raz na tydzień albo rzadziej. Na środku salonu stoi
tapczan bez nóżek, a na nim szary z brudu koc. Pod ścianą w kolorze koca stół
i dwa krzesła "dla gości". Zamiast szafy - pudła z kartonu. W kącie kilka
pustych butelek. Łazienki Bolek nie ma i nie potrzebuje. Kuchni też nie.
Odżywia się chlebem i winem marki "Trąbka" (nazwa od sposobu picia). Światło
wyłączyli mu dwa lata temu, więc pije przy świeczce zatkniętej w jedną z
butelek.
Czy Bolek jest przystojny? Trudno powiedzieć. Drobny, blady, z
sinoczerwonym nosem. Na przetłuszczonych włosach przykurzony beret w kolorze
koca. Na chudej grdyce apaszka - ta sama od dwudziestu lat. Bolek nie dba o
ubiór, właściwie nie dba o nic. Wstaje koło południa (częściej po), wkłada
wygnieciony płaszcz, poprawia beret i powolnym zygzakiem wychodzi po wino. W
monopolowym spotyka starych znajomych. Robią zrzutkę na wino. Uroczysta
chwila otwarcia, a potem picie w milczeniu. Dopiero po kilku łykach zaczynają
plotkować o cenie jachtów. Gdzie piją? Zależnie od pogody rozgrzewają resztki
wątroby w chacie Bolka lub chłodzą zardzewiałe gardła w pobliskim skwerku.
Tak wyglądałoby w zarysie nieskomplikowane życie Bolka. A oto przypuszczalna
wersja magazynu "Wielki Szyk":
"Pan Bolesław ceni sobie w życiu skromność. Mieszkanie w stylowej
kamieniczce utrzymane jest w jednolitej kolorystyce eleganckich perłowych
szarości. Niewiele tu mebli. Nie ma miejsca dla kiczowatych bibelotów i
przesłodzonych ozdób. Brak firanek, prosta kompozycja z butelek i łoże w
japońskim stylu podkreślają artystyczną surowość wnętrza. W mieszkaniu panuje
cudowny chłód, w którym tak dobrze się wypoczywa.
Bolesław jest wierny sobie. Nie rzuca się na każdą nowinkę w modzie.
Przez lata wypracował własny styl, a gustowna apaszka oraz beret a`la
francuski malarz dopełniają całości. Dobry gust Bolesława wyraża się również
w wyborze prostych, sprawdzonych potraw. Jada zresztą niewiele, dzięki czemu
zachował smukłą sylwetkę. Bolesław nie jest bywalcem snobistycznych
restauracji. Zdecydowanie woli ucztować w gronie starych, niezawodnych
przyjaciół. Razem z nimi urządza pikniki w cudowne letnie popołudnia. Zimowe
wieczory to okazja do spotkań przy świecach w jego gustownym mieszkaniu. Zbyt
częste przyjęcia to chyba jedyna wada Bolesława. Ale czy można go potępiać za
to, że uwielbia się bawić i celebrować każdy dzień? Czyż można potępiać
konesera życia?"
Po przeczytaniu podobnego opisu, wielu snobów zapragnęłoby pewnie poznać
Bolka, smakosza życia. On sam mógłby stać się prawdziwym bohaterem swojej
dzielnicy, jeśli nie miasta.
Istnieje tylko jeden mały problem. Czy Bolkowi w ogóle na tym zależy..."
autor: Izabella Sowa