Gość: kn
IP: *.biuro.kom / 10.101.3.*
18.12.02, 07:07
Chetnie pomoge, np. dyzurujac przy dzieciach, zeby ich mama
mogla sie wyspac... Ale generalnie szlag mnie trafia, gdy
czytam o takich akcjach. Moim sasiadom (maz stracil prace, gdy
zona byla w ciazy) urodzily sie bliznieta. I co ? I nie
wyciagali reki po zadna pomoc, tylko zakasali rekawy, dzieciaki
wychowali w pieluchach tetrowych (chyba jednak pieluszki
jednorazowe to luksus, a nie standard), Bebilon (ale tylko do
dokarmiania, dlaczego pani Mlak WCALE nie karmi piersia ? - w
artykule nie ma o tym mowy) dostawali z duża zniżką u
hurtowników, u których ojciec dzieci odpracowywał. Determinacja
rodzicow udzielila sie wszystkim, wiec ubranek bylo wiecej, niz
dzieci byly w stanie znosic, sasiedzi chodzili z dziecmi na
spacery, etc. Tym ludziom az milo bylo pomagac, bo widac bylo
ich wlasne zaangazowanie. Czy ci panstwo to nie sa jacys
znajomi Gazety ? Sa we Wroclawiu domy samotnej matki, jest dom
dziecka, czy już naprawde musicie ssac palec, zeby cos
chwytliwego wymyslic ?