brezly
07.03.03, 13:37
No to nadaje. Kto to napisal. Jak sie nazywa bohater. Tytul nie mus byc :-)
Była połowa października, około jedenastej przed południem – pochmurny,
typowy o tej porze roku dla podgórskiej miejscowości dzień, zapowiadający
chłodny, siekący deszcz. Miałem na sobie jasnoniebieska koszule, odpowiedni
do tego krawat i chusteczkę w butonierce, czarne spodnie i czarne wełniane
skarpetki w niebieski rzuci. Byłem elegancki, czysty, świeżo ogolony, pełen
spokoju i nie dbałem o to, jakie to robi wrażenie. Wyglądałem dokładnie tak
jak powinien wyglądać dobrze ubrany [człowiek mojego zawodu]. Szedłem z
wizyta do czterech milionów [lokalnej waluty. Duzo]. Wielki hall domu
rodziny S. miał ponad dwa piętra wysokości. Nad drzwiami, przez które z
łatwością mogłoby przejść stado indyjskich słoni, był umieszczony witraż
przedstawiający rycerza w ciemnej zbroi, ratującego damę przywiązana do
drzewa. Dama nie nosiła sukni. Jej nagie ciało spowijał płaszcz włosów.
Rycerz miał dla wygody otwartą przyłbice hełmu i usiłował, nie bez wysiłku,
rozwiązać sznury, którymi przywiązano damę do drzewa.
Przyglądałem się temu witrażowi i myślałem sobie, że gdybym stale
mieszkał w tym domu, musiałbym wcześniej czy później wleźć na górę i pomóc
rycerzowi, nie wyglądał bowiem tak, jakby usiłował działać naprawdę.