Gość: Ktoś tam
IP: *.e-wro.net.pl
21.09.06, 22:18
To ja boję tu wszystkich na głowę. Jestem na 3 roku PWr, jak zacząłem studia to przez pierwszy miesiąc mieszkałem na stancji z kolegą (250zl + rachunki), pozniej przeprowadzilem sie z dwoma kolegami do bloku na Kościuszki, 2 pokoje, 250 zł + rachunki. Było super, nikt do nas nie przychodzil się skarżyć, że jest za głośno. Mielismy umowę - ale babka na miesiać przed sesja rozwiązała z nami umowę, tłumacząc się, ze chce wrócic do tego mieszkania. I akurat na czas sesji trzeba bylo zmieniac lokum. Dobra, udało się znaleźlismy mieszkanie na Studziennej. Nie bylo tak zle, babka nie zdzierala, zalatwila neta. Problemem okazał się sąsiad zza ściany...I jak sie poltora roku pozniej okazalo, przez niego musielismy znow zmieniac mieszkanie, aktualnie jeszcze mieszkam na Powst. Śląskich (galeriowiec). Ale tylko do konca wrzesnia, bo... jesteśmy studentami... Naszej sąsiadce z góry strasznie przeszkadza fakt, ze pod nia mieszkaja studenci i potrafia godzinami rozmawiac, sluchac muzy... ale wiedzcie, ze z umiarem (zrobilismy jedna impreze, o której wsztskich sasiadow powiadmoilismy wczesniej - rownież ją - oczywiscie zadzwonila po policje. Nie myslcie sobie, ze to jakas stara babcia, wrecz przeciwnie... jest to dziewczyna co ma maksymalnie 25 lat! Mieszka sama z chlopakiem! Sami! I wlasnie przez nia teraz musimy sie wyprowadzic do konca wrzesnia, w okresie w ktorym wogole nie ma ogloszen, a jak sie nie wyprowadzimy to poda nas do sadu!
Mam tylko nadzieje, ze uda nam sie teraz znalezc mieszkanie, w ktorym nie bedzie juz takich sasiadow.