Gość: Muniek
IP: *.os1.kn.pl
04.11.06, 14:25
Pewnego pięknego dnia jadąc moim mniej więcej 20 letnim holendrem wpadłem na
pomysł, że jeździć mi się będzie milej i być może szybciej jeśli kupię sobie
nową - i tu problem, bo nie wiem jak fachowo nazwać tę część roweru, jaką mam
na myśli - tulejkę, przedłużenie ramy łączące ją z siodełkiem. Bynajmniej nie
chodziło mi o tzw przejściówkę zmieniającą średnicę, ale nowy - i co
najważniejsze dłuższy wspornik - rurę. Głównie po to byp odczas pedałowania
noga mogła się prostować, a podczas naporu na pedały angażować wszystkie mięnie.
Udałem się do sklepu na Dubois. Poprosiłem o solidną i długą lagę. Gość
polecił mi specjalną - do rowerów górskich z nieklasycznym jak na holendry -
łącznikiem pomiędy rurą a siodełkiem (praktycznie 1 poprzeczny imbus spina
imadło zaciskane na prowadnicach siodełka. zainstalowałem zgodnie z
instrukcją. Około 1/3 rury elegacko schowała się w ramie, podziałka poziomu
maksymalnego wychylenia była ~5cm w głębi ramy.
Szczęśliwy pojechałem do domu. 2 dni później, po przejechaniu jakiś 40km na
płaskiej drodze Mostu Milenijnego mam wrażenie że jakaśśruba zaczyna puszczać
i delikatnie pochylam się na moim siodełku. A co się dzieje? Rura pęka i
siodełko odpada. Kosztowała mnie 39 PLN i wygląda na to że to nie jest żadna
stal tylko najpodlejsze aluminium. Łudziłem się że to jakiś specjalny stop
duraluminium, miałem już kiedyś taki rower. Wkurzyłem się co nie miara.
Dojechałem do domu wspierając się na 2 pedałach i zamontowałe starą dobrą
oryginalną rurkę. Myśłicie że reklamacja ma sens?