sothis666 18.01.07, 18:04 Za max 1200 zl? Zdziwieni??? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: dawnydoktorant Teraz są już w Szkocji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.07, 18:31 ... Odpowiedz Link Zgłoś
krasnov To już na budowie się lepiej zarabia… 18.01.07, 18:51 Najlepsi zwiewają na Zachód, zaradniejsi robią co innego, by zarabiać, pozostają niezdecydowane "mamłoki"… __________ Ogród Jane Austen - łagodniejszy, kobiecy świat. iKatalog.org - katalog stron. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nasi Ględzenie IP: *.akron.net.pl 18.01.07, 19:30 Inaczej, to najzaradniejsi uciekają na zachód do pracy, najzdolniejsi robią karierę i nie muszą opuszczać uczelni, ponieważ mogą korzystać z grantów międzynarodowych ośrodków badawczych, a "mamłoki" ględzą na forum o czymś o czym nie mają pojęcia, bo jeszcze matury nie zrobili. Pensja doktoranta na rękę, pracującego na etacie to od 1700 do 2600, do tego dochodzą różne dodatki finansowe i materialne. Przy czym pensum to może być dwa dni tygodniowo wykładów, więc można sporo dorobić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lore Re: Ględzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.07, 19:45 Wiesz ty jesteś chyba synkiem/córeczką profesora to moze masz z tego kasę. Więc nie pieprz ze tak pięknie, bo mozemy się spotkać i porozmawiać jak jest w rzeczywistości D...ku! Odpowiedz Link Zgłoś
aiczka Re: Ględzenie 22.01.07, 20:11 "Pensja doktoranta pracującego na etacie" - być może. Ale takiego trudno znaleźć (chyba, że chodzi o pracę zupelnie niezależną od pisanego eksternistycznie doktoratu). Moi znajomi z jednej z uczelni, zatrudnieni na etatach asstentów, zostali parę lat temu "hurtowo" zapisani na studia doktoranckie, aby jednostka mogla zaoszczędzić na kadrze dydaktyczno-naukowej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mikołaj Re: Ględzenie IP: *.wro.vectranet.pl 18.01.07, 22:54 > Pensja doktoranta na rękę, > pracującego na etacie to od 1700 do 2600 O czym Ty piszesz?! Stypendium doktoranckie na Politechnice Wrocławskiej wynosi dokładnie 1050zł (o ile to stypendium masz, bo bycie doktorantem jeszcze tego nie gwarantuje). > do tego dochodzą różne dodatki > finansowe i materialne. Jakie konkretnie? Stypendium socjalne (100 do 300zł) przysługuje tylko tym, którzy są odpowiednio biedni. Więcej dodatków finansowych regulamin uczelni nie przewiduje (zapomogi na okoliczność szarańczy, powodzi czy śmierci małżonka celowo pomijam, bo to sytuacje wyjątkowe). Do tego w semestrze obowiązkowe 180 godzin zajęć ze studentami za darmo - płacą dopiero za zajęcia powyżej tych 180 godzin (o ile jest potrzeba ich prowadzenia a nie zawsze jest). Poza tym zapomniałeś, że doktorant musi jeszcze... pisać doktorat co niekoniecznie musi się sprowadzać do 15 minut wieczorem przed komputerem - to jest praca naukowa, badania etc. - to wymaga czasu i zaangazowania. Także nie wiem o jakim zarabianiu na boku za przeproszeniem chrzanisz. Odpowiedz Link Zgłoś
znajomy_jennifer_lopez Re: Ględzenie 19.01.07, 00:20 Kolega piszący o zarobkach 1700-2600 pewnie sobie wyobraża: ponieważ stypendium to 1000 a można (??? ale on sobie tak "zakłada") dorobić jeszcze z drugie tyle to mu wychodzi. Żeby dorabiać to po pierwsze trzeba miec kiedy po drugie - o ile sie orientuje - zgodę dziekana. Natomiast w artykule zabrakło czegoś innego - że coraz więcej osób po studiach decyduje sie na doktorat ale.... za granicą - sam znam kilka takich osób a myślę że jest ich troche więcej niż te kilka. Tam bowiem mają szanse na inne pieniądze także dlatego że przemysł współpracuje z uczelniami np zlecając im różne badania, współfinansując projekty itp, łatwiej też przejśc do biznesu. W Polsce naukowcy (zwłaszcza starsza gwardia) uważa za "niegodne" współpraće z przemysłem (w ich ocenie jakieś chałturzenie), zamiast badań i projektów przydatnych tez w praktyce wolą "wielką naukę" - na którą - oczywiście - płacić ma KBN Rzadko zdarza sie inna sytuacja - najczęsciej wtedy jak szefem katedry jest młody doktor/profesor, najlepiej po stypendium na Zachodzie np w USA. Taki potrafi czasem wystarać sie o granty np z USA i wraz (we współpracy) z amerykańskimi uczelniami współrealizują dane badanie - często finansowane przez amerykańskie koncerny. Ale to rzadkośc. Najczęsciej siermieżna nauka i naukowcy tylko oczekujący na kasę z KBN zamiast robić cos sensownego i/plus wyszukiwac ciekawe projekty, przy którym, dodatkowo, naukowcy, zwłaszcza młodsi, moga solidnie zarobić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: Ględzenie IP: *.devs.futuro.pl 19.01.07, 08:07 > Kolega piszący o zarobkach 1700-2600 pewnie sobie wyobraża: ponieważ stypendium > to 1000 a można (??? ale on sobie tak "zakłada") dorobić jeszcze z drugie tyle > to mu wychodzi. Żeby dorabiać to po pierwsze trzeba miec kiedy po drugie - o i > le sie orientuje - zgodę dziekana. nie trzeba. ale z resztą wypowiedzi się zgodzę - tylko z jedną uwagą podsumowującą: jest nadal sporo osób chętnych do pisania doktoratów w takich warunkach (mam na mysli warunki "naukowe" na naszych uniwersytetach). efektem ich "pracy" są mierne doktoraty (nawet jak ktoś jest trochę lepszy, to często go uwalą po drodze starsi koledzy..., klimat nieróbstwa go dopadnie itp.) na idiotyczne i kompletnie niepotrzebne tematy. Zgadzam się, że nie ma w pl kultury współpracy z biznesem - mimo pojawiającej się ze strony firm zainteresowania taką współpracą. Uniwersytety i politechniki traktują zainteresowanie firm współpracą, jako ingerencję we własne (jakże głębokie) programy badawcze, czego znieść nie mogą. No i zewnętrzna kontrola efektów też jest nie do zaakceptowania. Ministerstwo przecież przełknie wszystko, byle publikacja byla. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mikołaj Re: Ględzenie IP: *.wro.vectranet.pl 19.01.07, 11:50 > Żeby dorabiać to po pierwsze trzeba miec kiedy po drugie - o i > le sie orientuje - zgodę dziekana. Nie, zgody dziekana nie trzeba. Doktorant bez stypendium może sobie zarabiać gdzie chce o ile mu czas pozwala - uczelnia nie wnika co robi po godzinach. Natomiast doktorant pobierający stypendium nie może być zatrudniony w wymiarze większym niż 1/2 etatu, zabrania tego ragulamin studiów doktoranckich. Odpowiedz Link Zgłoś
aiczka Re: Ględzenie 22.01.07, 20:16 Regulamin studiów doktoranckich nie jest uniwersalny. Gdzieniegdzie JEST wymagana zgoda kierownika studium na podjęcie przez dokoranta pracy w niepelnym wymiarze godzin. Niektórzy chcą przy tym uzyskać od pracodawcy kuriozalne oświadczenie, że akceptuje on fakt, że doktorant jest przede wszystkim doktorantem i praca nie może mu w tym przeszkadzać. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doinformowany Re: Ględzenie IP: *.ar.wroc.pl 27.01.07, 02:23 Nie zgodzę się zupełnie, że doktorant może dorabiać poza uczelnią..wymagana jest zgoda dziekana, bądź nawet rektora, co ma rzadko miejsce. Dokladniejsze szczegoly znajdziecie w ustawie o szkolnictwie wyzszym, ktora dokladnie stanowi, co wolno a co nie doktorantom... oni poza uczelnia nie moga nic... a zwlaszca pracowac na podstawie umowy o prace czy nawet zlecenie! Znam przypadki doktorantow, ktorzy oby tylko dorobic upokarzaja sie pracujac na czarna w barach i leja piwo studentom ktorych uczą!!! Rozejrzyjcie się i poszperajcie w w/w ustawie! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: Ględzenie IP: *.devs.futuro.pl 19.01.07, 08:02 nie każdy instytut i nie każda uczelnia zmusza pracowników do przebywania w miejscu pracy w godzinach poza zajęciami dydaktycznymi. na humanistycznych prowadzi sie niewiele zajęć (chyba max. 90 godzin rocznie, to bardzo mało) i nie ma obowiązku robienia czegokolwiek... a poziom doktoratów jest taki, że szkoda gadać. Jeśli ktoś w takiej sytuacji nie znajduje czasu na "dorabianie" to musi być niezłym nierobem... Odpowiedz Link Zgłoś
aiczka Re: Ględzenie 22.01.07, 20:27 Studia tzw. humanistyczne to tylko część możliwych kierunków. Gdzie indziej zdarzają się wymagania typu "praca naukowa codziennie i calodziennie". Odpowiedz Link Zgłoś
aiczka Re: Ględzenie 22.01.07, 20:12 Jest to niezgodne z ustawą, która pozwala narzucić doktoranowi zaledwie 90h do prowadzenia rocznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pyz Re: Ględzenie IP: *.eranet.pl 22.01.07, 21:46 > Stypendium doktoranckie na Politechnice Wrocławskiej wynosi dokładnie 1050zł (o > ile to stypendium masz, bo bycie doktorantem jeszcze tego nie gwarantuje). Ooo! Ale się szrpnęli! To stypendium jest wyższe o całe 6 zł o najniższego legalnego (ustawa o szk. wyższym mówi o minimum 60% minimalnej pensji asystenta, która wynosi 1740zł, co daje minimalne stypendium w wys. 1044zł). Co oznacza, że się szarpnęli, bo dopóki nie zwiałem z Alma Mater miałem... 1045zł. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sylwia Re: Ględzenie IP: 156.17.201.* 19.01.07, 10:12 Bzdura!!! Na jednej z wroclawskich uczelni wyglada to tak: miejsc stypendialnych jest 5 (wiadomo dla kogo), stypendium wynosi o ile dobrze pamietam z 500-600 zlotych, do zaliczenia 3 lat konieczne jest wyrobienie bodaj 150 godzin(powiedzmy od 120 do 180,ale nie pamietam juz dobrze) i oczywiscie jest to wpisane w program studiow, w zwiazku z czym uczelnia nie poczuwa sie do obowiazku placenia za ta,jakby nie bylo, prace. Jednym slowem godziny wyrobic trzeba, ale za free. Dla ludzi bez stypendium jest to nader trudne do zrobienia zwazywszy na fakt, ze z czegos trzeba sie utrzymac,a wiec pracowac. A i to stypendium jest...no sami widzicie jakie. Pozdrawiam bylych doktorantow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: Ględzenie IP: *.devs.futuro.pl 19.01.07, 10:19 na której uczelni? chyba na żadnej nie jest to już 500-600, ale dwa razy więcej godzin za to jest maksymalnie 90 rocznie. To tyle co nic. W takim wymiarze to można to już traktować jak konieczne przyuczenie do dydaktyki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sylwia Re: Ględzenie IP: 156.17.201.* 19.01.07, 11:39 Bardzo mnie interesuje,skąd to wiesz, bo z większości Twoich komentarzy widniejących tutaj wynika, że chyba niewiele masz wspólnego ze studiami doktoranckimi (wydaje mi się, że doktorant nie kwestionowałby sensu istnienia nauki). Może Ci się więc albo wydawać, ile doktoranci dostają kasy (jeśli w ogóle), albo znasz to z opowieści swoich, chcących poprawić swoją pozycję w oczach innych, kolegów. Uwierz mi bowiem, że właśnie tyle się dostaje, przynajmniej na pierwszym roku. Potem rzeczywiście z każdym rokiem stypendium wzrasta,ale o 1200, przynajmniej na mojej uczelni, w życiu nie słyszałam. To pierwsza sprawa. Druga sprawa to taka, że jeśli ktoś już te pieniądze dostaje (a i tak - spróbuj utrzymać się za 1200 :]), to takich osób jest 5. Co z pozostałymi? Aby się utrzymać muszą pracować,do tego dochodzą zajęcia, na które trzeba uczęszczać obowiązkowo i bynajmniej nie są to zajęcia popołudniowe oraz zajęcia dydaktyczne do prowadzenia, które też: mogą być prowadzone ze studentami zaocznymi,ale nie muszą-dzienne też kimś trzeba obsadzić. PO kilku zwolnieniach z pracy na zajęcia-to jedne, to drugie stajesz w obliczu wyboru: pracować czy dalej robić doktorat, z którego przez 4 lata raczej wiele mieć nie będziesz a i, jak to faktycznie w naszym kraju wygląda, społeczeństwo też mieć nie będzie. No ale o czym ja tu piszę. Przecież sam kwestionujesz sens pracy naukowej i produkcji doktorów. Tyle tylko, że problem sensu pracy naukowej nie jest tożsamy z problemem systemu, w jakim młodzi naukowcy muszą w Polsce tę pracę wykonywać. No dobra,jest tożsamy: przy takich uwarunkowaniach rzeczywiście czasem traci się poczucie sensu tego typu działalności. Ale nie pisz proszę, że niepotrzebni nam są naukowcy,bo troszeczkę się ośmieszasz. Potrzebna jest rychła i obszerna reperacja systemu, z którym młodym naukowcom przychodzi się zmierzyć w naszym kraju. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: Ględzenie IP: *.devs.futuro.pl 19.01.07, 15:22 aktualnie na pierwszym roku doktoranckich na UWr stypendium wynosi ponad 1 tys pln., pod koniec doktoranckich, dwa lata temu, dostawało się 1200. Wydaje mi się, że rok temu były podwyżki. to wszystko, co piszę, wiem z własnego doświadczenia. na jakiej uczelni dostaje się 500-600, bo zapomniałaś napisać? ja nie piszę, że niepotrzebni są nam naukowcy, tylko że niepotrzebni nam są tacy "naukowcy" jakich mamy. w szczególności niepotrzebne są nam do kompletnie niczego setki humanistów, którzy się potem do niczego nie nadają. jeśli uważasz, że studia doktoranckie to dla Ciebie dobra inwestycja - inwestuj czas i ciesz się, że to jest za darmo. Może kiedyś będziesz czerpać z tego korzyści. Tylko nie przekonasz mnie, że wszystkim, którzy chcą robić doktorat, powinno się zapewnić "utrzymanie na przyzwoitym poziomie", niezależnie od tego, czy ktokolwiek jeszcze, poza doktorantem, będzie miał pożytek z jego pracy. w każdym razie pozdrawiam i życzę powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
aiczka Re: Ględzenie 22.01.07, 20:20 Minimalne legalne stypendium jest narzucone ustawą. Oblicza się je na podstawie minimalnej pensji asystenta. Wynosi trochę powyżej 1000zl. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Ględzenie nasi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 09:51 Czy ty wiesz o czym mowisz? Na pewno nie jestes doktorantem. Granty otrzymuja naukowcy z dorobkiem , a nie naukowa mlodzież. Doktorantom na studiach dziennych regulamin nie zezwala na prace zarobkowa na etacie. Odpowiedz Link Zgłoś
aiczka Re: Ględzenie nasi 22.01.07, 20:25 Regulaminy studiów doktoranckich są różne. Grant otrzymać może nawet student, jest to jednak ewenement. Zazwyczaj zglaszają je starsi naukowcy. Zwiększa to szanse powodzenia (nazwisko, doświadczenie etc.) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doktorantka Re: Ględzenie IP: *.lanet.net.pl 24.01.07, 12:32 hmm...jestem na czwartym, ostatnim roku doktoratu. nie wiem skąd masz takie informacje na temat zarobków i formy zatrudnienia doktorantów. w praktyce wygląda to w ten sposób, że dostajemy ok. 1000zł/m-c. nie znam żadnego doktoranta na mojej uczelni (wrocław, mniejsza o nazwę uczelni), który byłby zatrudniony na stanowisku asystenta - nie ma więc mowy o żadnych etatach i dodatkach. jesteśmy więc stadium pośrednim - ani pracowanicy, ani studenci. mamy obowiązki obu tych grup, ale niestety profitów żadnej z nich. otrzymanie grantu to też nie jest prosta sprawa - ja otrzymałam dofinansowanie dopiero za czwartym podejściem. denerwuje mnie więc kiedy osoby niezorientowane w temacie wymądrzają się i wypisują bzdury o tym, jak to doktorantom dobrze się żyje. mimo wszystko chcę pozostać w polsce i pracować w szkolnictwie wyższym. ktoś musi bowiem zadbać o rozwój naukowy młodzieży, a co za tym idzie poprawę życia społeczeństwa. i nie uważam się absolutnie za "mamłoka". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Teraz są już w Szkocji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 09:42 Doktoranci pojada do Rumunii. Rynek pracy jest tam dla nas otwarty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Teraz są już w Rumunii,,, IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 09:43 Doktoranci pojada do Rumunii. Rynek pracy jest tam dla nas otwarty. Odpowiedz Link Zgłoś
tlatocetl2 Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac 18.01.07, 18:54 A jaki jest pożytek z doktorantów? Czy rzeczywiście są nam oni niezbędni? Ja, dla przykładu, ukończyłem z trudem siedem klas szkoły podstawowej, w życiu zaś radzę sobie doskonale. Nie czuję przy tym, abym odstawał intelektualnie od ogółu społeczeństwa. Faktem jest, że jego przytłaczająca większość to analfabeci pasąsy się obrazkami z "Faktu", ale nic to. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Autor. Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.07, 19:17 > A jaki jest pożytek z doktorantów? Czy rzeczywiście są nam oni niezbędni? No w zasadzie nie, bo równie dobrze można żyć w jaskiniach. Zastanawiałeś się, skąd się biorą rzeczy, które możesz kupić w sklepie? Musisz wiedzieć, że np. w takim cd-playerze siedzi dioda laserowa, która nie została wymyślona/zrobiona przez kowala. Lekarstwa, które pakujesz do otworu gębowego nie zostały opracowane, zbadane i wyprodukowane przez murarzy i dekarzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.devs.futuro.pl 18.01.07, 19:28 to jeszcze rzuć parę argumentów o pożytku z doktorantów filozofii, proszę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: pożytek IP: *.devs.futuro.pl 18.01.07, 19:37 mówi Ci coś skrót "pkb"? jeśli nie, to może trochę niejasne hasło "postęp wiedzy"? kształcenie mas filozofów kosztuje. czy społeczeństwo dostaje cokolwiek w zamian? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tepe Re: pożytek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.07, 19:47 Społeczeństwo dostaje filozofów :-) Porządnie wykształcony filozof może być niezłym dyrektorem, bo ma szerokie horyzonty i umiejętność abstrakcyjnego myślenia. Uwaga: porządnie... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: pożytek IP: *.devs.futuro.pl 18.01.07, 20:06 takich filozofów to już dzisiaj nie ma :) Odpowiedz Link Zgłoś
hayek_mises Re: pożytek 18.01.07, 20:23 USA ma najlepsze uniwersytety na świecie. Postęp wiedzy jest najwyższy. PKB nie najgorsze. Dziwne, że Amerykanie nie zastanawiają się nad sensownością szkolenia doktorów filozofii. Filozofia jest tam traktowana jako jeden z najbardziej prestiżowych kierunków. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: pożytek IP: *.devs.futuro.pl 18.01.07, 20:31 nie zamierzam dyskutować na temat potrzeby filozofii - w gruncie rzeczy jestem o niej głęboko przekonany - ale o potrzebie takiej filozofii jaką uprawia się w polsce i kompletnym braku pożytków płynących z mas kształconych (?) na naszych uniwersytetach filozofów i całej masy innych humanistów. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dark Re: pożytek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.07, 17:18 Jakie masz pozytki z uprawiania polskiej scislej fizyki lub chemii. Robi sie tutaj drugorzedna nauke ku samozadowoleniu profesorow. Cały postep w tych dziedzinach odbywa się raczej na zachodzie. W polsce nawet nie ma dobrej pracy dla absolwentow tego rodzaju studiow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: prawie doktoroant Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: 82.160.155.* 18.01.07, 19:40 Gość portalu: Autor. napisał(a): > No w zasadzie nie, bo równie dobrze można żyć w jaskiniach. Zastanawiałeś się, > skąd się biorą rzeczy, które możesz kupić w sklepie? Musisz wiedzieć, że np. w > takim cd-playerze siedzi dioda laserowa, która nie została wymyślona/zrobiona > przez kowala. Lekarstwa, które pakujesz do otworu gębowego nie zostały > opracowane, zbadane i wyprodukowane przez murarzy i dekarzy. Ale jaja. Jeżeli jesteś rzeczywiście autorem tego tekstu, to gratuluje dobrego poczucia humoru i jednocześnie niezłego oderwania od rzeczywistości. Widzisz tak się składa, że chciałem robić doktorat na naszej kochanej PWr. Znalazłem sobie temat: opracowanie koncepcji i stworzenie zupełnie nowego produktu, który jeżeli dobrze wyjdzie może być niezłym przełomem jeżeli chodzi o pewne zastosowania w sieci telefonii komórkowej. Poszedłem z tym na PWr i wiesz co usłyszałem: "No wie Pan ten Pana temat to jest czysto komercyjny, to nie może być tak że doktorat to ma od razu klienta i komercyjne zastosowanie, bo widzi Pan doktorat to musi rozwijać dziedzinę nauki. Z takim tematem nie ma Pan szans.". Mam ich głęboko w ... Teraz ten sam temat realizuję w prywatnej, zagranicznej firmie. I nagle się wszystko da, ostatnio szef (z zachodniego kraju) powiedział mi, że tym tematem zainteresowała się uczelnia u niego w kraju i zaproponował, że ułatwi mi zrobienie doktoratu tam (czytaj: wyśle do pracy w centrali, w kraju skąd pochodzi firma). Bo tam można pracować dla gospodarki a u nas trzeba "rozwijać dziedzinę nauki". Jakby komuś jeszcze mało było albo myślał, że przesadzam to proponuję przeczytać ten tekst, żeby się dowiedzieć dlaczego w Polsce kariera naukowa nie ma najmniejszego sensu i trzeba jak najszybciej uciekać do przemysłu: www.pi.gov.pl/default.aspx?docId=2334&newsId=767 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tepe Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.07, 19:56 Przeczytałem (prawie cały...). Bardzo dobry tekst. Dziwne, autor tyle lat działał w Polsce i nie zauważył, że tzw. nauka polska (w znaczeniu organizacyjnym, instytucjonalnym) jest chora i nienormalna? WIelu ludzi, jak umie, wyciąga pieniądze, często marnowane (o tym autor pisze). Bardzo wielu ludzi pracuje na 2-3-4-5-6-7 etatach. Którzy gorsi? Ani jedni ani drudzy nie są zainteresowani zmianami, bo wyschnie źródło dochodów. A to oni decydują najczęściej. Kółkó się zamyka Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: tepe Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.07, 19:57 Acha, bo jest i druga nauka. Z prawdziwymi uczonymi. Robiących prawdziwą naukę. To ci, którzy robią kariery po wyjeździe. Nie wiem ilu ich jest. Chyba na pewnym poziomie niewielu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasiek uk Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.resnet.cranfield.ac.uk 01.02.07, 15:34 Zgadzam sie z panem całkowicie. Nauki nie mozna uprawiać dla samej nauki:). Strata pieniędzy. Liczy sie tylko zastosowanie. Z doświadczenia doktoratu na zachodniej uczelni technicznej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Mikołaj Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.wro.vectranet.pl 18.01.07, 22:58 > No w zasadzie nie, bo równie dobrze można żyć w jaskiniach. Zastanawiałeś się, > skąd się biorą rzeczy, które możesz kupić w sklepie? Musisz wiedzieć, że np. w > takim cd-playerze siedzi dioda laserowa, która nie została wymyślona/zrobiona > przez kowala. Lekarstwa, które pakujesz do otworu gębowego nie zostały > opracowane, zbadane i wyprodukowane przez murarzy i dekarzy. Zasadniczo jest to prawda ale na małą skalę. Większość doktorantów nie robi nauki, tylko orbi karierę, a to nie to samo. Piszą pseudonaukowe prace o wpływie powierzchni zieleni miejskiej na długość miesiączki u kobiet po 35 roku życia (obrazowo, to oczywiście ironia, jakby ktoś nie załapał). Chwalą się dziesiątkami publikacji. Publikacji w pismach, których poza ich kolegami z macierzystych instytutów nikt nie czyta i o nich nawet nie wie. Stanisław Lem nazywał takich "naukawcami". Odpowiedz Link Zgłoś
gloydius Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac 22.01.07, 10:32 Mikołaj, ten tekst o wpływie zielini miejskiej to niestety nie ironia... Bardzo przypomina kilka tematów z Katedry Antropologii UWr... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.07, 13:48 Oczywiscie. Mowienie o nikomu niepotrzebnych darmozjadach doktorantach przywodzi na myśl poglady liberalow rownowazne pogladom proletariatu z czasow komuny. Jesli ktos traktuje gospodarke jako rynek do pekulacji gieldowych nie zrozumie znaczenia inwestycji w badania podstawowe. Obecnie role prymitywnych demagogow przyjeli polscy liberalowie, dla ktorych najwazniejsza jest beztroska konsumpcja za jałmuzne plynace z unii. Odpowiedz Link Zgłoś
hayek_mises Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac 18.01.07, 19:21 W życiu radzisz sobie doskonale korzystając z tego co wymyślą naukowcy :) Zapewne nie odstajesz intelektualnie od ogółu społeczeństwa. Ale to nie ogół społeczeństwa pcha świat do przodu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.devs.futuro.pl 18.01.07, 19:30 to oczywiście polska nauka, polscy doktoranci pchają świat do przodu :))))) polecam lekturę przeglądu uniwersyteckiego, w celu zapoznania się z tematami doktoratów bronionych na UWr. Szczególnie polecam tematy humanistyczne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.07, 17:28 Pamietaj o podstawowej zasadzie: tematy prac doktorskich zatwierdzaja promotorzy i rady wydziałów. Nie obwiniaj za ten stan rzeczy doktorantow. Jakakolwiek oryginalna mysl nie przebije się przez sito zacofanych i konserwatywnych pogladow naszej kadry naukowej, niezaleznie od dyscypliny. Nic nie zwojujesz rozsadnego dzielac nauke na kierunki scisle i niescisle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pyz Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: 213.135.35.* 22.01.07, 12:27 > A jaki jest pożytek z doktorantów? Czy rzeczywiście są nam oni niezbędni? Hmmm, no cóż. Otóż, przynajmniej w doświadczalnej fizyce, a podejrzewam, że we wszystkich naukach przyrodniczych doktoranci są tymi, którzy de facto naukę w Polsce rozwijają. Czy myślisz, że wszystkie osiągnięcia polskiej nauki to zostały zrobione przez profesorów? Otóż nie. Profesor NIE SIEDZI w laboratorium po nocach z sobót na niedziele. Nie traci wzroku opracowując długimi godzinami setki widm, nie robi całej masy innych rzeczy. Oczywiście, jako szef grupy, to ON potem dostaje nagrody itd. Ale całą mrówczą pracę, która do tych nagród prowadzi wykonują doktoranci, asystenci i adjunkci. Z czego doktoranci są najtańsi w utrzymaniu. Tak jest wszędzie. Jeżeli myślisz, że te wszystkie państwa dookoła przyjmują rzesze Polaków do robienia doktoratu (za zupełnie nie takie pieniądze jak w Polsce) w imię "inwestowania w młode umysły" to się grubo mylisz. Oni po prostu potrzebują rąk do pracy. Sam siedzę w tej chwili w polsce tylko dlatego, że gdy po roku na fizyce UW znudziło mi się harówka za 1045 zł i dobre słowo "frajer" (bo stypendium doktoranckie w żadnym razie nie może być, zdaniem profesorów traktowane, jak zapłata za pracę, tylko jak pomoc biedakom), znalazłem znacznie lepsze miejsce, gdzie robię doktorat i zarabiam ponad dwa razy tyle. A miałem propozycje z zagranicy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Sanchali Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.07, 19:18 ja tam chciałabym zostać na doktoracie, ale nie wezmą mnie, bo do tej pory za dużo przyjmowali i pewnie w ogóle nie będzie naboru kiedy skończę studia... materialnie nie jest dobrze być historykiem... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Student Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniach IP: *.e-wro.net.pl 18.01.07, 21:05 Panowie profesorowie.Poziom badań jakie często prowadzicie zniechęca nas i niestety niczego nie uczy. To jest często parodia z nauki. To są katedry wzajemnej adoracji nie zainteresowane nauką tylko wygodnym i spokojnym trwaniem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jot Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.01.07, 07:45 To co chłopcy? Nie uczymy się? Proponuję zacząć od szkoły podstawowej. Nauka w Polsces się nie opłaci i w ogóle jej nie ma. W Irlandii ciągle potrzebują sprzątaczy ulic. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mała mi potrzebni IP: *.um.wroc.pl 19.01.07, 08:49 doktoranci są potrzebni m.in. po to by zastąpić odchodzących na emerytury pracowników naukowych uczelni. Studia doktoranckie i praca naukowa to nie tylko wynajdowanie koła ale również kształcenie studentów. Nie wiem jak to się stało że wielu zabierającym głos do głowy to nie wpadło. Ważne uważam jest, by rząd bardziej zadbał o doktorantów bo to, co jest teraz, to często selekcja negatywna. Na uczelni zostają karierowicze wykorzystujący cudze pomysły albo betony o ciasnych choryzontach którym nie chce się szukać pracy albo nie udaje się jej znaleźć. Wiem to z autopsji, jestem doktorantką i wiem jakie soczyste sztuki o szokujących poglądach kształcą się na przyszłych wykładowców. Ręce opadają. Niestety bardzo niewielu młodych doktorantów to dobry materiał na przekazywanie wiedzy potomnym. Jeśli potomnym wiedzę przekażą debile (co często obserwuje się już teraz) to można się domyślic że nie będzie różowo i biada naszym dzieciom! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: potrzebni IP: *.devs.futuro.pl 19.01.07, 08:59 ok, ale nie wmówisz mi, że większa ilość pieniędzy cokolwiek zmieni, jeśli chodzi o poziom naszych młodych "naukowców". uniwersytety i politechniki to firmy państwowe i zasady naboru i przydziału są takie jak w firmach państwowych z bardzo odległych czasów - kompetencje i pomysły to mało liczące się kryterium oceny kandydata. oportunizm zaś jak najbardziej warto przejawiać. w aktualnej sytuacji, mam wrażenie, że nauka polska jest wręcz zbyt hojnie finansowana. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: potrzebni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 10:04 Kto ma przeprowadzić reforme uczelni? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: potrzebni IP: *.devs.futuro.pl 20.01.07, 10:58 górnicy nie przeprowadzą reformy górnictwa, hutnicy hutnictwa, rolnicy rolnictwa, ani naukowcy - ani młodzi ani starzy - nauki. Do tego potrzebny jest zimny ekonomista i menager. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: potrzebni IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 15:07 Mam nadzieje tylko ze nie nowy Balcerowicz. Bo spowoduje ,ze staniemy na systemie finasowania nauki rodem z XIX wieku lub czasu wielkiego kryzysu w USA. Czyli wypracujemy nastepny bubel wielkiej reformacji. Odpowiedz Link Zgłoś
gloydius Re: potrzebni 22.01.07, 10:44 > ok, ale nie wmówisz mi, że większa ilość pieniędzy cokolwiek zmieni, trochę zmieni... Bo prowadzenie badań (takich na dobrym poziomie - nawet w Polsce się takie trafiają) wymaga czasu - na czytanie prac kolegów po fachu, na doświadczenia, na myślenie co wynika z doświadczeń i jak się to ma do tego, co na ten temat już wiadomo etc. A jeżeli miotasz się między doktoratem a okazjami do dorobienia do stypendium, to później efektem jest kilkaset stron paranaukowego bełkotu i doktor, który nie widzi różnicy między średnią a medianą... Inna sprawa - niezależna, to reforma systemu nauki i detronizacja świętych krów po habilitacji. Jak masz wyniki - zostajesz, jak nie - papa, ale trzeba dawać szansę, żeby te wyniki były. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pyz Re: potrzebni IP: 213.135.35.* 22.01.07, 14:30 > Inna sprawa - niezależna, to reforma systemu nauki i detronizacja świętych krów > po habilitacji. Tak zupełnie BTW, to trochę dużo się mówi o zniesieniu w Polsce habilitacji. Sam uważam, że habilitacja to tylko zbędny tytuł, który trzeba zrobić głównie po to, by móc popaść w błogi letarg "teraz to niech doktoranci pracują, a ja czekam na tytuł belwederski". Jednak uważam, że głównym problemem w strukturze ścieżki kariery naukowej jest nie tylko sama habilitacja, ale przede wszystkim ten belwederski tytuł. Niestety, narzekanie na jakość doktorantów, czy młodych doktorów (a ponoć bez habilitacji to tylko niedouczeni doktorzy zostaną...) to tylko seria półprawd powtarzanych wyłącznie po to, aby uzasadnić spychanie ich do roli "młodzieży co się uczy" (bo, jak się uczą, to dlaczego im płacić), a w rzeczywistości to ryba psuje się od głowy. Doktoranci nie jeżdżą na konferencje, które nie są zupełnie związane z ich badaniami, tylko po to, żeby zamiast na sesje to w góry chodzić. A profesorów jest takich całkiem spory procent. Odpowiedz Link Zgłoś
gloydius Re: potrzebni 22.01.07, 15:14 Zgadza się. Model kariey jest do przebudowy, podobnie jak finansowanie uczelni i badań. Obecnie biurokracja zżera do 30% funduszy. Znikają nie wiadomo gdzie. Co do konferencji, na które nie jeżdżą doktoranci, to jest pół prawdy. Część doktorantów ma głęboko gdzieś konferencje itp. Bo po co jeździć i się stresować. Część chce i czasami jeździ, tyle, że udział w konferencjach kosztuje. Wiele z nich jest w dalekich zakątkach - Australia, Afryka, USA, Brazylia, a część w Europie. Wpisowe to 100-400 Euro (dla studentów), do tego dojazd, zakwaterowanie, wyżywienie. Nie mamy pieniędzy na takie luksusy - ze stypendium się nie zaoszczędzi, a profesorowie informują delikwentów, że, cytuję: Pan ma robić doktorat, a nie jeździć po Świecie. Mnie się udało, trochę fuksem, trochę nie, na kilka kongresów wyrwać i dużo sie tam nauczyłem. Okolice tez zwiedziłem ale już po konferencji. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pyz Re: potrzebni IP: *.eranet.pl 22.01.07, 19:14 Z tymi konferencjami to mnie chyba zupełnie nie zrozumiałeś. Może się nieprecyzyjnie wyraziłem. Otóż chodziło właśnie o to, że profesorowie bywa, że doktoranci, mówiąc wprost, jeżeli na jakieś konferencje jadą, to dlatego, że jest to ważne dla ich pracy. Natomiast, w przeciwieństwie do profesorów, NIE JEŻDŻĄ sobie na wakacje za grantowe pieniądze pod przykrywką konferencji. Ostatni znany mi taki przypadek wydarzył się w maju 2005. Profesor pojawiał się tylko na obiadach i bankietach. Organizatorzy przez calutkie pięć dni konferencji usiłowali się z nim skontaktować z uprzejmą prośbą, że może odebrałby artykuł do proceedigsów, do zrecenzowania. Zresztą może i dobrze, biorąc pod uwagę jego związek z tematem konferencji (a więc i tematem tego, co miał recenzować). Ech, chyba każdy przynajmniej raz musi się zderzyć z takim recenzentem... A był to bardzo szanowany profesor, z naprawdę bardzo szanowanej uczelni. A zwiedzanie po konferencji jest o tyle zupełnie inną sprawą, że nie znam ani jednego przypadku, w którym takie zwiedzanie nie odbywało się na własny koszt. Zazwyczaj nawet powrót musieli sobie doktoranci sami sfinansować, więc wydział tylko na tym wyszedł na plus. Choć sam nigdy nie zostawałem zwiedzać... Odpowiedz Link Zgłoś
kokoszkam Re: potrzebni 19.01.07, 09:57 Wprawdzie nie spotkalam sie (na mojej uczelni i na szczescie!) z takimi przypadkami,jakie opisujesz jako "betony o ciasnych choryzontach" , ale skoro jestes doktorantką, to, wybacz,ale musze poprawic : Horyzonty !!! . nawet specjalizacja w scislych naukach nie zwalnia od poprawnej ortografii :-) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mala mi Re: potrzebni IP: *.um.wroc.pl 19.01.07, 10:45 hehe to literówka rzecz jasna, zdarza się jak się szybko pisze i nie patrzy co się napisało. jesli chodzi o koszty to rzeczywiście ładuje się pieniądze czesto nie tam gdzie trzeba i jesli chodzi o system finansowania to uważam, że studia powinny byc płatne przy jednoczesnej szansie na wysokie stypendium naukowe (głównie po to, by nie finansować studiów wiecznym studentom i osobom które intelektualnie nie kwalifikują się do wykształcenia wyższego). Przy takim rozwiązaniu osoby, które chcą się kształcić, kończą studia w terminie i osiągają co najmniej "dobre" wyniki w nauce, dostałyby nagrodę za to w postaci zwrotu kosztów czesnego bądź umorzenia kredytu. (O ile wiem podobne rozwiązanie zastosowano we Francji). Wracam do pracy bo trzeba pracować by się utrzymać na studiach dokt. ... Odpowiedz Link Zgłoś
aiczka Re: potrzebni 22.01.07, 20:39 Wydaje mi się, że system studiów bezplatnych studiów dziennych, na które dostają się najlepsi kandydaci mniej więcej odpowiada przyznawaniu stypendium pokrywającego czesne. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Coraz ... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 09:57 Rabbi nie doradzaj lepszym od siebie. Poleć swojemu B... jakas pracę na budowie, bo stracił sunekure w NBP.Doskwiera mu coraz bardziej brak politycznej protekcji. O nauce nie pisz na forum, bo nie masz pojecia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jot do assura. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.01.07, 10:05 Zamknij się idioto. Tu jest poważna dyskusja więc zjeżdżaj z tematu i nie zaśmiecaj wątka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: do jot IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 10:21 Czym rózni sie dyskusja prawdziwa od nieprawdziwej? Tym wlasnie ze wypowiada sie w niej Rabbi nie majacy pojecia o nauce. Zamiast chlonąc wiedze z gazetowych sloganów GW przeczytaj najpierw ze zrozumieniem kilka powaznych ksiazek. Jesli beda problemy z odkodowaniem tresci moge pomoc na moich wykladach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: do jot IP: *.devs.futuro.pl 20.01.07, 11:01 jeju... no to podaj namiary na te swoje wykłady, bo mnie zżera ciekawość Twoich metod odkodowywania tekstów i w ogóle mam głód wiedzy. kolejny genialny humanista sie znalazł... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: monika Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniach IP: *.europe.hp.net 19.01.07, 09:57 Staram sie zrobic doktorat na wroclawskiej AE. Tutaj przez minimum pierwsze trzy semestry doktorantom w ogole i z zasady nie przysluguje stypendium. Zeby moc sie utrzymac, musze pracowac gdzies indziej na etat. Jak pogodzic to z wymogami uczelni, ktora co kawalek informuje nas o tym, jaką łaska nas obdarzyla pozwalajac na studiowanie, chodzenie na obowiazkowe wyklady i prowadzenie zajec. Profesorowie wydaja sie nieswiadomi tego, ze trzeba gdzies mieszkac i cos jesc. Jestem spoza Wroclawia i utrzymuje sie sama, za chwile wywala mnie z pracy za urywanie sie i bieganie na zajecia na uczelnie... Ostatnio dowiedzialam sie, ze mam prowadzic sekretariat, bo odchodzi sekretarka katedry. Chyba jednak zrezygnuje ze studiow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: doktorant :] Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.07, 11:02 Jestem doktorantem na PWr, stypendium nie pobieram ale niezły hajs zarabiam pracując. Perspektywy mam bardzo dobre więc na Uczelni nie planuję zostać... :] tylko ciężko pogodzić pracę i naukę ale da się to zrobić. To nieprawda że mamlasy zostają tylko w Polsce. Jeśli ktoś jest dobry to sobie poradzi, a perspektywa 10000 PLN na miesiąc netto jest jak najbardziej realna. Swoją droga jeśli takie pieniądze jak do tej pory będą na naukę przeznaczane to nie wróżę dobrze Polsce... :] pozdro Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 10:02 Przykro mi. Takie sa konsekwencje rzadow nieukow i idiotow w Polsce ( półanalfabetów i niedoszlych magistrow wszystkich Polakow ). Niedlugo doktoranci wyemigruja do Rumunii po prace sezonowe. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.07, 19:03 Hehe, Monika, czyzby Katedra Finansow? ;-) A tak a propos, aby cokolwiek wniesc do dyskusji: uczelnie potrzebuja doktorantow po to, by miec DARMOWA SILE ROBOCZA. Ze wzgledu na parszywa sytuacje finansowa jest to dla osrodokw naukowych ratunek. Bo doktoranci ustawa zostali zobowiazani do swiadczenia nieodplatnej pracy w postaci zajec ze studentami. Tylko po to uczelnie potrzebuja dokotrantow. Nastepcy odchodzacych profesorow? Zapomnijcie, profesorowie beda sie trzymac swoich szklanek z kawa parzona jeszcze przez trzysta lat. Mlodzi, prezni naukowcy, ktorzy pociagna polska nauke do przodu? Moze na poczatku tak, poki sie nie zniecheca i nie stwierdza, ze milosc do nauki miloscia do nauki, radosc z badan i miedzynarodowych kontaktow to jedno, ale pozostanie na uczelni moze w dluzszej perspektywie doprowadzic tylko do jednego - zdrewnienia mozgu. Odpowiedz Link Zgłoś
aiczka Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac 22.01.07, 20:41 Również do wykonywania praktycznej pracy naukowej -pomiary, obliczenia, pisanie publikacji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pyz Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.eranet.pl 22.01.07, 21:37 Obawiam się, że mocno zaprotestuję. O ile całkowicie zgadzam się z tym: > A tak a propos, aby cokolwiek wniesc do dyskusji: uczelnie potrzebuja > doktorantow po to, by miec DARMOWA SILE ROBOCZA. , to niestety kompletnie nie zgadzam się z tym: > Bo doktoranci ustawa > zostali zobowiazani do swiadczenia nieodplatnej pracy w postaci zajec ze > studentami. Tylko po to uczelnie potrzebuja dokotrantow. A konkretnie z ostatnim zdaniem. Otóż nie! W żadnym razie NIE TYLKO do prowadzenia zajęć. Śmiem nawet twierdzić, że w wielu dziedzinach nie jest to nawet GŁÓWNY powód. A to dlatego, że uczelnie jednak CHCĄ mieć wyniki naukowe. A tak się dziwnie składa, że doktoranci są główną siłą dostarczającą tych wyników. Głównie dzięki nim uczelnia i „grono” ma JAKIEKOLWIEK publikacje. Takie wypowiedzi mi się nie podobają o tyle, że na przykład na UW są wydziały, które zmniejszają doktorantom pensum dydaktyczne po to, aby mieć pretekst do ograniczania liczby stypendiów. Oczywiście nikt nie rezygnuje przy tym z wymagań typu „praca naukowa codziennie, całodziennie”, czy „Doktoranci mogą, za zgoda kierownika Studium Doktoranckiego, podejmować prace zarobkowa, o ile nie koliduje to z ich zajęciami wynikajacymi z programu studiów doktoranckich” (zwracam uwagę na fakt, że zgoda kierownika jest wymagana bez względu na to, czy doktoranta stypendium, czy nie). A skoro „codziennie i całodziennie”, to czas zyskany na mniejszym pensum dydaktycznym jest wręcz z nawiązką zajęty nowymi obowiązkami. A siła robocza coraz tańsza. Dlatego bardzo Cię proszę. Nie powtarzaj, zwłaszcza tak kategorycznie, że cały pożytek z doktorantów dla uczelni to tylko ta nieszczęsna dydaktyka, bo to nieprawda i powoduje kolejne pogorszenie warunków. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ania Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.07, 00:11 Obawiam się, że mocno zaprotestuję. O ile całkowicie zgadzam się z tym: > A tak a propos, aby cokolwiek wniesc do dyskusji: uczelnie potrzebuja > doktorantow po to, by miec DARMOWA SILE ROBOCZA. , to niestety kompletnie nie zgadzam się z tym: > Bo doktoranci ustawa > zostali zobowiazani do swiadczenia nieodplatnej pracy w postaci zajec ze > studentami. Tylko po to uczelnie potrzebuja dokotrantow. >A konkretnie z ostatnim zdaniem. >Otóż nie! W żadnym razie NIE TYLKO do prowadzenia zajęć. Śmiem nawet twierdzić, >że w wielu dziedzinach nie jest to nawet GŁÓWNY powód. >A to dlatego, że uczelnie jednak CHCĄ mieć wyniki naukowe. Pyz, wiem, ze nie tylko, ale niestety na AE z kazdym miesiacem utwierdzam sie w przekonaniu, ze PRZEDE WSZYSTKIM po to. Poza tym chciec miec wyniki naukowe to jedno, a moc je uzyskiwac to drugie. Na niektorych katedrach przeciazenie jest takie, ze ludzie (wszyscy, statystycznie, razem z doktorantami) maja srednio po 100 nadgodzin w semestrze. Zatrudnic ludzi nie mozna, bo nie ma zgody (odgornie) na jakiekolwiek zwiekszenie ilosci etatow. Pieniedzy na placenie tez za bardzo nie ma (albo raczej bardzo bardzo nie ma). No i efekt jest jaki jest. Planujemy, by zbadac cos ciekawego, przygotowac nowatorski projekt europejski, moze miedzynarodowy, moze finansowany z UE...a konczymy na przepytywaniu setek studentow, ktorych jest po prostu za duzo, by oprocz pracy z nimi robic jeszcze DOBRA prace naukowa..... Chcialyby uczelnie miec wyniki naukowe, wiem...Tylko mlodym trzeba by jeszcze zapewnic warunki do pracy badawczej...Bo to, co jest w tej chwili to jedna wielka orka na ugorze......i jeszcze lapanie zajec na prywatnych uczelniach, bo jesli sie da, to trzeba korzystac, bo jak pociag odjedzie, to drugi raz mozliwosci godziwego zarobku nie bedzie....I takie rozmienianie sie na drobne....Szczytem marzen doktoranta na AE jest otrzymanie stypendium doktoranckiego 1000 zl. Bo uczelnia nie ma kasy i utrudnia jak moze wydawanie tego, co jeszcze kilka lat temu bylo regula....A zreszta...o sprawach, ktore sa tak bardzo hopeless nie ma co pisac, bo tylko sie czlowiek doluje... > >Dlatego bardzo Cię proszę. Nie powtarzaj, zwłaszcza tak kategorycznie, że cały >pożytek z doktorantów dla uczelni to tylko ta nieszczęsna dydaktyka, bo to >nieprawda i powoduje kolejne pogorszenie warunków Nie zrozumiales mnie ;-) Pozytek z doktorantow oczywiscie jest ;-) W koncu to mlodzi, ambitni ludzie, ktorzy w wiekszosci rzeczywiscie sa pasjonatami nauki ;- ) Ale nadal twierdze, ze w obecnej chwili uczelnie (ok, mowie za swoja uczelnie- Akademia Ekonomiczna) wykorzystuje doktorantow glownie do orki pt. jak najwiecej darmowych zajec ze studentami Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jola Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.07, 20:10 Monika, bardzo chcialabym sie z Toba skontaktowac w sprawie wroclawskiej AE. odezwij sie prosze. jola_ok@wp.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Masiania Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.kolornet.pl 24.01.07, 19:24 Witam, czytam czytam , i nie to ze oczom nie wierze (bo jestem nieci w temacie), ale dziwie sie. mocno. Powiedzcie, czy czlowiek ktory robi doktorat, czy aby napewno musi byc na studiach doktoranckich? Czy nie moze sam nawiazac wspolprace z profesorem (odpowiednim), robic doktorat i gdzies tam dorabiac? czy tez idzie sie na studia doktoranckie tylko po to by miec te tysiac zlotych? (bo w cywilu nawet tyle sie nie zarobi?!) Pytanie po co robi ten doktorat? zaby robic kariere naukowa? zeby miec tys zlotych? czy dlatego ze naprawde to go kręci? jak to jest szanowni doktoranci? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde4 Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.devs.futuro.pl 24.01.07, 19:33 na studia doktoranckie idzie się po to, żeby a) dostać może stypendium b) mieć ulgowe przejazdy w komunikacji miejskiej, c) nie płacić za otwarcie przewodu doktorskiego i jego zamknięcie. Szczególnie o tym ostatnim, a kosztuje to naprawdę sporo, zapominają ci, którzy tak narzekają na swój ciężki los. Funduje się im to bez zwracania uwagi na wartość pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Masiania Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.kolornet.pl 24.01.07, 19:51 nie tak znowu duzo, bo pewnie w jakies 10 tys mozna sie ulozyc. A jezeli uczelni bedzie zalezalo na tym mlodym gniewnym to i sama uchwala rady wydzialu zniesie te oplate. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pyz Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.eranet.pl 25.01.07, 23:37 > c) nie płacić za otwarcie przewodu > doktorskiego i jego zamknięcie. Szczególnie o tym ostatnim, a kosztuje to > naprawdę sporo, zapominają ci, którzy tak narzekają na swój ciężki los. Funduje > się im to bez zwracania uwagi na wartość pracy. Ty chyba żartujesz! Te opłaty nie mają nic wspólnego z kosztami przeprowadzenia tego przewodu (te koszty są bliskie zeru). I są one na kierunkach tylko tak modnych, jak prawo, czy ekonomia, a i tam częściowo po to, żeby zmusić ludzi do robienia doktoratów na studiach doktoranckich. Wiesz ile by było doktoratów na takiej fizyce, gdyby ktoś wpadł na takie opłaty? Zero! Wszystkie zostałyby pobronione we Francji, Niemczech, czy UK, gdzie też brakuje fizykow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pyz Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.eranet.pl 25.01.07, 23:28 Odpowiem Ci z pozycji doktoranta nie filozofii, historii, czy ekonomii, gdzie doktorat się de facto „pisze”,tylko z pozycji fizyka doświadczalnika, czyli kogoś, kto doktorat ROBI. "Powiedzcie, czy czlowiek ktory robi doktorat, czy aby napewno musi byc na studiach doktoranckich? Czy nie moze sam nawiazac wspolprace z profesorem (odpowiednim), robic doktorat i gdzies tam dorabiac?" To zależy. Jeżeli robienie doktoratu to inwestycja w samego siebie polegająca na czytaniu książek i pisania doktoratu na ich podstawie też nie widzę powodu. Jeżeli chodzi natomiast o nauki przyrodnicze, gdzie po prostu KONIECZNA jest odpowiednia liczba osób, którzy będą pracować w laboratoriach i opracowywać wyniki to tam jedynym sposobem aby rozpocząć karierę są studia doktoranckie. Po pierwsze dlatego, że aby rozpocząć karierę, trzeba po studiach zacząć pracować naukowo. Normalnie, „codziennie, całodziennie”. Czyli nie ma mowy o eksternistycznych. Zostają asystentury albo studium doktoranckie. Tylko, że przy polskim klinie podatkowym placówki wolą studia doktoranckie, bo doktorantom można płacić NETTO zamiast BRUTTO. W doświadczalnych kierunkach nikogo nie interesuje człowiek, który sam se doktorat napisał, bo całe te studia nie po to uczelnia prowadzi, aby produkować doktorów, tylko WYŁĄCZNIE po to, aby mieć ludzi do pracy na stałe, którzy nie będą asystentami, więc będą tańsi w utrzymaniu. Oczywiście możesz powiedzieć, że nikt się nam nie każe na to godzić, ale tu właśnie leży problem. Problem taki, że przestajemy się godzić i się wynosimy. I o tym chyba jest ten artykuł, nie? " czy tez idzie sie na studia doktoranckie tylko po to by miec te tysiac zlotych? (bo w cywilu nawet tyle sie nie zarobi?!)" Powiem Ci jak to działa w mojej dziedzinie. Jedną z zauważanych patologii polskiego rynku pracy naukowej jest to, że większość ludzi pracuje nad doktoratem w tej samej grupie badawczej, co nad magisterium. A wiesz dlaczego? Dlatego, że grupom badawczym tak bardzo brakuje rąk do pracy, że usiłują rekrutować na doktorat większość magistrantów jakich mają. I rewelacyjnych, i dobrych, i średnich. Większość ludzi, którzy się na to godzą robi to, bo dostała propozycję takiej CIEKAWEJ pracy, a nie mają rozeznania. I problem polega na tym, że traktowanie się natychmiast po rozpoczęciu doktoratu zmienia diametralnie na gorsze. Więc plują sobie w brodę, jak już jest za późno. Ten mechanizm oczywiście powoduje, że doktorantów jest więcej na dużych uczelniach, które mają dużo studentów i to też jest zauważany fakt. Mniejsze placówki mają z młodymi pracownikami problem już od dawna. Usiłują konkurować z dużymi uczelniami płacami (ja dostałem ponad dwa razy więcej w nowej placówce, niż na UW i nikt mi teraz nie robi łaski). Stąd wniosek, że „rynek pracy doktorantów” cierpi na niedosyt ludzi do pracy, a nie przesyt (to też jest zresztą fakt dość powszechnie już obserwowany w całej Europie). Natomiast tak niskie płace (a ostatnio nawet dyskusje, czy W OGÓLE płacić) na dużych uczelniach to po prostu rodzaj zmowy cenowej. Co więcej Państwo, ostatnimi swoimi rozporządzeniami usiłuje ograniczyć konkurencję na tym rynku, m. in. wprowadzając ograniczenie z góry na wysokość stypendium *), choć właściwie nie wiem dlaczego Polacy wogóle się mieszają do ograniczania płac naukowcom, skoro to nie oni głównie na nią płacą ;) Podsumowując proponuję nie wrzucać wszystkich doktorantów do jednego wora. Są tacy, dla których samo zrobienie doktoratu będzie wystarczającą nagrodą za pracę. Ale są i tacy, dla których praca włożona w rozwijanie nauki jest tak duża, że powinni dostawać z to pensję i to taką, żeby CHCIELI dla niej pracować. Jak się to panom profesorom nie podoba to bez łaski. MY doktoranci znajdziemy chętnych, którzy nam zapłacą. I nie mówię tego gołosłownie, bo świadczę swoim własnym przykładem. *) rozporządzenia te były zresztą konsultowane najpierw z mnóstwem organizacji, choćby tak „bezpośrednio zainteresowanymi”, jak związki zawodowe, dopiero na końcu z przedstawicielami doktorantów. I jak się tym ostatnim nie podobało, to można już było powiedzieć, że taka treść była już skonsultowana z taaaaaką liczbą różnych placówek. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: wojere Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniach IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.07, 11:19 Jestem doktorantem na AE we Wrocławiu, pierwszy rok, nie dostaję stypendium doktoranckiego (1050zł) i nie będę w przyszłości, nie będzie cały mój rocznik go dostawał. Będzie za to stypendium za wyniki w nauce, które ma sięgać około, jeśli ma być wypłacane wszystkim ... śr. 200 zł, o ile w ogóle zacznie być wypłacane, bo od października nic nie wiadomo. Uczelnia jest zadłużona. AE uczy m.in. zarządzania finansami a sama co robi? JAK W TAKIEJ SYTUACJI POLSKA MA BYĆ KONKURENCYJNA, JEŚLI NIE STAWIA SIĘ NA ROZWÓJ NAUKI? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.devs.futuro.pl 19.01.07, 11:28 Nie chciałbym być złośliwy, ale nikt nie każe Ci tego robić, nie wierzę tez w to, że robisz to dla dobra ojczyzny, dobra ogółu, świata itp. i że Twoja praca jest tyle warta ile na nią wyda budżet państwa. Czy ktoś każe Ci zapłacić za otwarcie przewodu? czy zapłacisz za recenzje i za obronę? Nie, a mimo to zostałeś przyjęty i masz prawo studiować, być może nawet ktoś da Ci pieniądze za "dobre wyniki w nauce". Doceń to, zamiast marudzić. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jot Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.01.07, 10:23 "O zieleni można nieskończenie" - pisał Tuwim. O nieprawościach w nauce i o trudnej sytuacji doktorantów można również rozprawiać bez końca. Tak to już jest, iż wszyscy w Polsce uważają się za skrzywdzonych i niedocenionych. Więc narzekamy bez sensu i opamiętania. A wnioski z moich doświadczeń (przynajmniej z ostatnich kilkunastu lat) są takie: każdy, kto w nauce chce coś zrobić i ma odpowiednie kwalifikacje - wychodzi na swoje. Nie znam miejsca, gdzie reguły awansu i kariery byłyby tak przejrzyste i niezawodne, jak na uczelniach. Ci nieliczni doktorzy, którym się chce pracować i naprawde coś umieją dochodzą w krótkim czasie do wynagrodzeń w wysokości 10 tys. zł. i więcej. I nie przypominajcie mi siatek płac z pensjami adiunktów, bo znam je na pamięć. Problem w tym, że nie zawsze dodatkowe zaangażowania pozostają w zgodzie z potrzebami badawczymi. Ale to już inna sprawa. Nie w tym rzecz bowiem, że nauka jest rajem a uczelnie szczęśliwymi wyspami. Zło tam obecne trzeba jednak racjonalnie eliminować i nie zniechęcać sie już na wejściu. To jest zadanie dla doktorantów (tych najlepszych, bo tylko oni się liczą) - za kilka lat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 10:32 Jot - w jakim kraju zyjesz. Pomyliles Polskę z sytuacja doktorantow w USA. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.devs.futuro.pl 20.01.07, 11:14 drogi intelektualisto, ja nie mogę sobie poradzić bez Twojego kursu odkodowania tekstów, może powiesz mi zatem wprost, co konkretnie masz na mysli, tzn. do jakiego argumentu Jot i w jaki sposób się odniosłeś w swoim poście? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 14:43 Przeczytaj posty Rabii jota o sielance polskich doktorantow w postkomunistycznych uczelniach. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kde44 Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.devs.futuro.pl 20.01.07, 11:12 > trudnej sytuacji doktorantów można również rozprawiać bez końca. Tak to już > jest, iż wszyscy w Polsce uważają się za skrzywdzonych i niedocenionych. nie jest tak, że wszyscy. Tylko ci, którzy mają przesadnie roszczeniowe nastawienie do świata. a mam wrażenie, że jeśli chodzi o "młodych genialnych naukowców" (zreszta nie tylko młodych), to jest to b. popularna postawa. z niezrozumiałych dla mnie powodów, uważają, ze za swoja pracę, niezależnie od zapotrzebowania na nią, powinni otrzymywać "godziwe zarobki". Bo chćą pisać doktorat i w ten sposób przyczyniają się do rozwoju nauki... > Problem w tym, że nie zawsze dodatkowe zaangażowania pozostają w zgodzie z > potrzebami badawczymi. Ale to już inna sprawa. ale moim zdaniem to jest rzecz fundamentalna. nie można narzekać, że nie dostaje się 2 tys. pln za pracę nad rozprawą, która wyląduje w archiwum a w najlepszym przypadku przeczyta ją dwóch recenzentów i promotor. Raczej należy zastanawiać się nad tym, ile realizacja takiego hobby kosztuje całe społeczeństwo. Zazdroszczę optymizmu przebijającego przez Twoj post, nie podzielam go. Mam wrażenie, że ew. pragnienie zmiany status quo maleje wraz z przejsciem na etat (b. czesto dozywotni po doktoracie!). Nie wiem, jak wyglada sprawa na uczelniach technicznych, ale na uwr,a w szczególności na humanistycznych kierunkach, w cenie jest tylko oportunizm. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.07, 14:53 Mowisz tak jak pokrecony polski liberał, ktory nie rozumie ,ze Polska to nie zamożne USA.Jestesmy w Europie i obowiazuja w naszej wspanialej unii odmienne standardy. Niestety tutaj nie przywiazuja do tego problemu nalezytej uwagi. Wystarzczy ,ze mamy papierowa kadre naukowa, ktora nie umie wyksztalcic nawet jednego Noblisty. Nauka to nie jest sprawa prywatnego biznesu. Niestety, państwo musi inwestować w naukę. Wyksztalcenie naukowca swiatowego formatu to żmudna i droga INWESTYCJA. NIE DA SIE IMPORTOWAC POSTEPU CYWILIZACYJNEGO BEZ WLASNYCH OSIAGNIEĆ. TAKI KRAJ SKAZANY JEST NA ZAGLADĘ. Jak chcecie wdrazac strategie lisbońska bez normalnego zaplecza? To sa truizmy ktore nalezy stale przypominać naszym liberalom. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.07, 12:05 Oportunizm jest w cenie we wszystkich dziedzinach zycia III RP. Podobnie jak za czasow PRL. Dlatego kontynuujemy obrana drogę cywilizacyjnego zacofanai kraju. Tworcze kadry musza uciekac na zachod za chlebem. Bo tutaj w cenie jest rolnik, prawnicza sunekura i mierny prezes, protegowani polityków. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Masiania do kde44 IP: *.kolornet.pl 24.01.07, 19:33 masz racje, z tym ze ten oportunizm jest taki sam czy to politechnika, czy uniwersytet, akademia itp. jak kraj długi i szeroki :-/ ps. popieram wszystkie twoje wypowiedzi w tym watku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jola Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.07, 20:08 bardzo chcialabym sie z Toba skontaktowac w sprawie tych studiow doktoranckich na AE we Wroclawiu. moj mail: jola_ok@wp.pl prosze o kontakt Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: 777 Re: Coraz mniej doktorantów na polskich uczelniac IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.01.07, 13:39 W sumie nic specjalnie dziwnego. Doktorat może być drogą do dużego sukcesu, jeżeli trafi się na promotora: a) zajmującego się sensownymi badaniami i dynamicznego b) takiego, z którym da się wypracować jakiś modus vivendi c) mającego kontakty z ośrodkami zagranicznymi. Wtedy otwarta jest droga do postdoców, karier tu czy tam i wszystkich innych fruktów. Może być też drogą do porażki - kiedy po dwu-trzech latach widać, że całe przedsięwzięcie się rozłazi, wyniki są o kant potłuc, co promotora zdaje się specjalnie nie martwić, bo on i tak tych parę publikacji upiekł i swoje osiągnął. I potem taki doktor na rynku pracy (jeżeli promotor nie załatwi mu etatu na uczelni) staje się towarem mało pożądanym - stary, w zasadzie bez doświadczenia, z jakimś dziwacznym tytułem na dokładkę. Problem w tym, że rozróżnienie takich promotorów nie jest wcale proste i nie jest tak, że do dobrych idą najlepsi, a to miernych miernoty. To w pewnej mierze kwestia szczęścia i dobór losowy. I może dlatego coraz mniej ludzi dlatego ryzykuje? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Masiania do 777 IP: *.kolornet.pl 24.01.07, 19:40 moze jeszcze dodamy do takiego promotora, zeby nie byl chciwy i zachlanny, a w ogole to zeby byl porzadny czlowiek ;) a jezeli chodzi o rozwiazanie problemu znalezienia promotora to wystarczy zdaje sie popatrzec na jego dorobek naukowy, z jakich tematow bronili sie jego doktoranci (zeby nie bylo o zieleni :)), oraz czym aktualnie ci jego doktoranci sie zajmuja. To nie jest takie trudne. Odpowiedz Link Zgłoś
kklement Doktoranci są potrzebni. A profesorzy ? 22.01.07, 16:32 Wystarczy posłuchać trochę opowieści o większości klinik na Akademii Medycznej ( czasem w co pikatniejszych przypadkach opowieści te trafiają nawet do pras, jak było w przypadku Kliniki Gastroenterologii Dziecięcej czy Kliniki Ginekologii i Położnictwa na Chałubińskiego ), żeby odkryć, że pytanie zawarte w tytule mojego postu ma w Polsce sens. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pyz Re: Doktoranci są potrzebni. A profesorzy ? IP: 213.135.35.* 22.01.07, 17:20 Potrzebni są jedni i drudzy! Pierwsi, aby pracować, a drudzy, żeby za tę pracę dostawać pensję. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: assur Re: Doktoranci są potrzebni. A profesorzy ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.07, 17:50 Tylko tytuł - profesor kontraktowy. Jesli stanie w miejscu - konczymy zabawę. Nie marnujmy miejsc dla konformistów i swietych krow. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pyz Re: Doktoranci są potrzebni. A profesorzy ? IP: *.eranet.pl 22.01.07, 18:49 > Tylko tytuł - profesor kontraktowy. Chodzi właśnie o to, że "profesor" to nie powinien być ŻADEN tytuł. To powinno być tylko stanowisko. Zamiast "wykładowca". A tytuł żaden. Po prostu żaden. Po prostu STOPIEŃ doktora i koniec. Tytułować to można papieża. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sęk Re: Doktoranci są potrzebni. A profesorzy ? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.01.07, 07:57 Bolą was ci profesorowie jak wrzody na d... Chciałoby się duszyczkom do raju? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Masiania Pyz moze i masz racje IP: *.kolornet.pl 24.01.07, 19:48 ale znajac srodowiska uczelnianie, taka akcja jest nie do przeprowadzenia. Zalozmy, ze powstaje ustawa o zniesieniu tytulow naukowych. Wyobrazasz jak taka holota uczelniana nagle zrowna sie z naprawde z wybitnymi profesorami (nawet jakby ich bylo tylko dwoch takich wybitnych na calej uczelni!)Przyjdzie ci taki cieć, co w zyciu nie napisal zadnej publikacji, no chyba ze o zieleni :) i bedzie rzadzil! Swoi swoim rozdzadzą kierowanie instytutami, katedrami i samodzielnymi jednostkami, beda rzadzic az sie bedzie kurzylo! a taki prof, co naprawde ma pomysly i tylko potrzebuje do ich realizacji ludzi, nie dostanie ani grosza! bo niby kto bedzie dzielil te pieniadze? Grant jaqk przyjdzie to 90 proc zabierze uczelnia, mozna co najwyzej taki grant wpisac sobie w cv, ale grosza z tego nie dostaniesz do kieszeni, juz nie mowiac o jakims sprzęcie itp. aa szkoda gadac. Slynna zasada Pareto 80/20,nawet wybiórcza zdaje sie o tym niedawno pisala, sprawdza sie wszedzie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: pwoz inny punkt widzenia IP: *.as.kn.pl 26.01.07, 00:08 witam wszystkich bioracych udzial w dyskusji. Patrze na to wszystko w inny sposob. Pewnie dlatego ze poza tym ze przeszedlem przez okres bycia doktorantem obecnie pracujac od 3 lat na uczelni mam tez wlasna firme i godne zarobki. Jednak musze powiedziec tak: faktycznie zarobki doktoranta sa nie wielkie, okolo 1000zł a nie zadne tam 2600. Jednak idac na studia doktorancie decydujemy sie na to nie po to aby zarabiac...bo zarabiac oznacza wydawac czyli korzystac z pieniedzy. Idziemy tam po to aby czas zajmowac czytaniem literatury naukowej i robiąc badania czyli nie mamy czasu na zakupy w Tesco. Fak ze pieniadze sie przydadza na np zakup mieszkania..ale nawet pracujac za 5 tys zarabiamy za malo za taki "polski" luksus. Majac spory zasob wiedzy mozemy opracowac dobry projekt badan i uzyskac srodki z nawet naszego ministerstwa czyli KBN-u i to sa calkiem spore srodki, sam uzyskalem Grant na sume 180 000zł na 2 lata. Mam tam calkiem spora sume na wynagrodzenia ale wole ja przeznaczyc na badania...nie interesuje mnie kupowanie modnych ubran czy actimela...mysle ze problem polega na czyms innym...zbyt duzy jest wplyw reklam na dusze i pozniej cialo mlodego czlowieka ktory chce odrazu wszystko kupic, sam mam obecnie 31 lat od 3 lat pracuje, za 2000zł na reke, ale uwazam ze nie to jest najwazniejsze...pamietajmy o jednym "najbardziej wiarygodny jest artysta glodny...syty artysta nie ma nic do powiedzenia chce picia i jedzenie...." Wiec nie sprowadzajmy rozmowy tylko i wylacznie na sciezke pieniedzy...doktorant to ktos ponad to...przynajmniej powinien...a tu nie widze takch postow..to smutne czyzby tu byli sami konsumenci...? chetnych zapraszam do dyskusji takze indywidualnej na mail: pwoz@kn.pl Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: true-fla Re: inny punkt widzenia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.01.07, 16:47 inna sprawa, że niektórzy mają jeszcze rodzinę na utrzymaniu... ja nie zostanę nigdy na uczelni, chociaż tak mi to zasugerowano, gdyż nie chcę decydować czy mam kupić dziecku buty na zimę czy wydać to na badania... Tu nie chodzi o konsumpcyjny stosunek do życia, tu chodzi o zwyczajny szacunek dla nauki. Czy faktycznie cenimy ją na 1200 brutto? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pwoz Re: inny punkt widzenia IP: *.as.kn.pl 31.01.07, 23:32 faktycznie ze powinno sie oplacac znacznie lepiej osoby pracujace w nauce. To nie podlega dysskusji ale jak wszyscy wiemy to sie nie zmieni nagle. Majac tego swiadomosc trzeba wybrac...albo dzieci...albo doktorat. Tak to juz u nas jest. Poprostu trzeba zaplanowac rodzine w momencie gdy sie jest juz po doktoracie i sie gdzies pracuje. A te 4 lata zostawic sobie na zrobienie pracy. Nie da sie pogodzic jednego i drugiego..ze wzgledow czasowych. Odpowiedz Link Zgłoś
sylwek_s Re: inny punkt widzenia 01.02.07, 18:13 Witam, postaram sie zwiezle: 1000zl - wynajmen mieszkania(800 - mieszkanie czy nora???) - jedzenie(200) - dezodorant, zeby nie smierdziec mojemu profesorowi.... upppps nie mam! Jestem na doktoracie w Belgii - tutaj nie musze sie martwic, ze mnie nie stac na jedzenie: BA! raz w miesiacu z kolegami nawet idziemy sobie do restauracji... a to, ze mnie nie stac na dobrzy sprzet audio, nowy samochod i wlasne mieszkanie... to nic: ja kocham swoja prace! kiedys moze sobie odbije, ale jak rano odpalam komputer to az mi sie cieplo robi :-) pzdr! s. Odpowiedz Link Zgłoś
anna.hlasko Pieniądze to nie wszystko 29.01.07, 19:23 Wszystko rozumiem. Ale a co z nauką?, a ideą?, a ideą nauki? Pisałam doktorat utrzymywana przez rodziców, dorabiając korepetycjami itp. Na dodatek mój kierunek nie był wystrzałowy (ekonomicznie), teraz pracuje w Szczecinie i Poznaniu (na 1.5 etatu) na akademickich poborach. Oczywiście narzekam (min. kultury i sztuki płaci lepiej w muzeach niż min. nauki na uniwerkach), ale nie zamieniłabym się na wikeszą kase i gorsza prace. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: asia2706 Re: Pieniądze to nie wszystko IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.01.07, 21:07 "utrzymywana przez rodziców" hehe ile Ty miałaś lat żeby Cie rodzice utrzymywali ???? No jak takiej "starej babie" ;) rodzice na doktoracie pieniążki dawali to łatwo napisac potem "pieniadze to nie wszystko". Wiesz idee ideami, ale jak harujsze od rana do wieczora prawie 7 dni w tygodniu i masz z tego 1100 zł podczas gdy twoich znajomych stac na super wakacje nie przemeczajac sie to szlag trafia i traci sie ten młodzieńczy idealizm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jolka w dwójce Re: Pieniądze to nie wszystko ??? hehehehehehehe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.01.07, 06:45 Co po tytule, gdy pusto w szkatule. Odpowiedz Link Zgłoś
anna.hlasko Pieniądze to nie wszystko c.d 31.01.07, 16:52 24 lata mialam, gdy skonczylam studia, 27. gdy obroniam doktorat (do tego czasu rodzice dawali mi połowę pieniędzy potrzebnych na utrzymanie. Taki wybór i mój i ich), w tym roku mam kolokwium habilitacyjne. 1300 zł to jest to na co moge liczyc miesięcznie plus ok 300-700 zł dodatkowo. A gdy moi znajomi jada na wakację,to zycze im dobrej zabawy. I nie mam z tego powodu złego samopoczucia. Jeszcze a propos utzrymywania na studiach dokt., myslę, że uczciwiej jest brac od starych trochę dłużej niż liczyć np. na dobre zamążpójście, albo tak po prostu rezygnowac z pasji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Masiania Re: Pieniądze to nie wszystko c.d IP: *.kolornet.pl 31.01.07, 19:01 To gratuluję! Wiesz co robisz! I masz pasję z pewnością, której tak brakuje większości w naszym społeczeństwie. A to ze zrobiłas doktorat z ekonomii w wieku 27 lat ( i nie osiadlas na laurach, a robisz habilitacje - czyli caly czas sie rozwijasz), to swiadczy ze jestes tyranem pracy! szczerze zyczę powodzenia! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: starycynik Re: Pieniądze to nie wszystko c.d IP: *.dhcp.uno.edu 31.01.07, 21:27 Jednoczesnie pracujesz w Szczecinie i w Poznianiu? To moze lepiej bylo pisac doktorat z fizyki relatywistycznej, eksperymentalny dowod o mozliwosci pobytu jednago ciala w dwuch miejscach juz masz, teraz dolac troche wody i Nobel gotowy, naprawde marnujesz sie na tej ekonomii. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Masiania Re: Pieniądze to nie wszystko c.d IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.02.07, 16:17 to sie nazywa teleportacja, atomy juz teleportują, niedługo kolej na ludzi :) Odpowiedz Link Zgłoś
kokoszkam Re: Pieniądze to nie wszystko c.d 01.02.07, 16:28 O rany... zanim zaczniecie sie dziwować , niedowierzać i ironizowac , przeczytajcie uważnie : "teraz pracuje w Szczecinie i Poznaniu (na 1.5 etatu) na akademickich poborach" - naprawde trudno sobie wyobrazic, ze np. poniedz.-sroda Anna prowadzi zajecia np. w Poznaniu, a czw-pt. w Szczecinie??, albo w tygodniu Szczecin, weekendy zaoczni w Poznaniu ? proste,nie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: starycynik Re: Pieniądze to nie wszystko c.d IP: *.dhcp.uno.edu 01.02.07, 16:54 Nie, nie takie proste. Etat to 40 godzin tygodniowo pracy, a trzy bumelki to dyscyplinarka. Wyobraz sobie gornika co pracuje w Bytomiu i na pol etatu w Polkowicach. Odpowiedz Link Zgłoś
kokoszkam Re: Pieniądze to nie wszystko c.d 02.02.07, 08:43 No wiec spiesze z szerszym wyjasnieniem : Etat pracownika naukowo-dydaktycznego (ew.wykladowcy) to okreslone pensum (znaczy sie ilosc godzin, ktore musi przepracowac w roku prowadzac zajecia (i praktyki)) oraz praca wlasna-naukowo-badawcza. To,jak sobie te godziny rozlozy w ciagu semestru/roku, to jego sprawa (choc nie od niego calkiem zalezna). Przypomina mi sie "Dzien swira" i tekst Kondrata, mniej wiecej mowiacego :co wy myslicie, ze jak ktos k...wa nie zapier... na 6 rano do fabryki, to znaczy ze nie pracuje ?! - czy coz w ten desen :) Odpowiedz Link Zgłoś
sylwek_s Polska to nie kraj dla wyksztalciuchow 01.02.07, 18:07 Witam! skoczylem pwr.wroc.pl i chcialem robic doktorat. Na pwr moglem miec DUZO dydaktyki, malo sprzetu na badania, brak finansow na prawie wszystko (probowaliscie kiedys zapronumerowac czasopismo???? kupic program do symualcji czegos tam????) i co najgorsze nieplatny conajmniej pierwszy rok. To co zrobilem? Robie doktorat na lepszej uczelni, u profesora z czolowki swiatowej (chociaz moj promotor mgr tez byl niczego sobie), wspolpracuje z przemyslem w najnowzszych technologiach w mojej branzy i dostaje tyle pieniedzy, ze mieszkam, jem, jezdze na wycieczki, mam paroletni (nie paronasto) samochod i nawet troche odkladam. Do tego dydaktyki 10h na semestr i 4 studentow na projekcie. A czym sie roznie od czlowieka, ktory skonczyl pwr - niczym. Teraz postawcie sie w mojej roli - co wybieracie? I na koniec mala zlosliwosc - Polska to nie kraj dla wyksztalciuchow. Pzdr, na razie nie wracam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rumbur Nie dla wykształciuchów, nie... IP: *.bredband.comhem.se 02.02.07, 09:17 Potwierdzam. Polska to wbrew pozorom, radiu i telewizji kraj ludzi nie tyle niewykształconych co głupich. Tak głupich, czym można nazwać totalny brak porozumienia, chaos, łapówkarstwo, debilną administrację. Nawet jak się już najdzie ktoś kto myśli 20 lat do przodu to go zgnębią, zniszczą i podepczą. Niewdzięcznicy ze wsi. A na dodatek liberum veto rulez! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Niestety Re: Nie dla wykształciuchów, nie... IP: *.kolornet.pl 06.02.07, 22:05 Niestety, ale to prawda.........dotyczy kazdej dziedziny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: rumbur Teraz są też w Szwecji IP: *.bredband.comhem.se 02.02.07, 09:13 Mam cztery razy więcej i promotora który siedzi przez cały dzień obok w pokoju ;) Do końca doktoratu będę miał 5-6 publikacji. A w Polsce? Bóg profesor? Śmiech! Odpowiedz Link Zgłoś