Dodaj do ulubionych

II niezależna recenzja - Mary Stuart

IP: 10.40.68.* 14.04.03, 09:49
Monologi Haliny.


Jedno zdanie dla tych, którzy nie lubą długich recenzji: spektakl dozwolony
tylko dla fanatyków talentu Haliny Skoczyńskiej, poza tym lepiej iść na
spacer.



Przede wszystkim wielki podziw dla kreacji aktorskiej Haliny Skoczyńskiej,
która po raz kolejny udowadnia, że gra pierwsze skrzypce w zespole Teatru
Polskiego a może i nawet wszystkich wrocławskich teatrów razem wziętych. Tak
intensywnie zagranej postaci dawno w teatrze nie widziałem. Dwie ostatnie
godziny z życia Mary Stuart są jak te kilka sekund w obliczu śmierci, kiedy
to całe życie staje nam przed oczami. To czas jaki dzieli samobójcę od upadku
i rozbicia się o betonową ziemię, w której zostanie pogrzebany. Halina
Skoczyńska jest na scenie absolutna. Wszystkie jej gesty są przesiąknięte
prawdą, zawierają w sobie esencję doskonałego aktorstwa. Jej Mary Stuart to
kłębowisko szaleństwa, resztek człowieczeństwa i przeraźliwego strachu przed
śmiercią. Aktorka zbliża się do cienkiej granicy, jaka dzieli grę od
rzeczywistości. Nagina teatralną umowność do granic wytrzymałości. Poprzez
ograniczone pole ruchu, którym jest mini scena, czyli podest na którym ma
zostać ścięta, intensywność jej środków aktorskich ulega komasacji.
Skoczyńska wytwarza w swoim magicznym kwadracie spektakl w spektaklu
przyćmiewając swoją osobowością resztę aktorów.
Co zatem sprawia, że przy tak wybitnej kreacji aktorskiej spektakl jest
niedobry, nudny i patetyczny? Spróbuję to opisać w punktach.

PO PIERWSZE
Nuda scenograficzna. Tak wielka machina jaką jest teatr została tutaj
całkowicie zaniedbana. Ani grama ciekawych rozwiązań oświetleniowych, o które
przestrzeń sceny na świebodzkim aż się prosi. Na scenie nic się nie dzieje!
Aktorzy wchodzą a właściwie zwalają się w jedno miejsce i tyle. Ogromna
przestrzeń pozostaje niewykorzystana.

PO DRUGIE
Zaniedbania reżyserskie. Wszystkie postaci, oprócz Mary Steward są zagrane
niepoprawnie, z najgorszą teatralną manierą. Wina leży tutaj po stronie
reżysera, który prawdopodobnie tak bardzo skupił się na pracy z Haliną
Skoczyńską, że zapomniał o postaciach drugoplanowych. I niestety okazało się,
że aktorzy pozwalają sobie na wszystko to co najgorsze w ich zawodzie.
Nienaturalne mówienie, patetyczne zachowania, brak podparcie psychologicznego
postaci, marne zakrywanie swojej niepewności chwytami rodem z teatru
amatorskiego. W rezultacie oglądamy zamaszyste ruchy, wygłaszanie a nie
mówienie kwestii, niepotrzebne i kompletnie nieuzasadnione emocje i jeszcze
wiele innych złych zachowań, których plewieniem powinien zająć się reżyser.
To przecież jemu najbardziej powinien ufać aktor i to reżyser powinien mówić:
NIE! Zagraj to inaczej!

PO TRZECIE
Brak pomysłu reżyserskiego. Na wszystko trzeba znaleźć jakiś sposób. W tym
spektaklu wyraźnie czuło się brak pomysłu. To tak, jakby tekst został
reżyserowi narzucony pod przymusem. I ani go obchodził ani nie opowiadał o
sprawach go interesujących. Coś tutaj zostało zrobione na siłę. Jest to
wyraźnie wyczuwalne w wielu niepotrzebnych scenach tego przedstawienia. Na
scenie dzieje się czasami dużo i o wiele za dużo. Sceny drugoplanowe rażą
nieudolnością i brakiem reżyserii. Praca nad nimi skończyła się chyba
słowami: jakoś to będzie. I niestety czuje się tę niepewność, to zagubienie
aktorów, którzy nie wiedząc o co chodzi grają w złym kierunku.



PO CZWARTE
Zakończenie. Jest chyba najlepszym przykładem na bezsilność reżysera i
nijakość inspiracji jakie przyniósł mu tekst. Spektakl kończy się patetycznie
teatralnym zawieszeniem w najgorszym stylu z minionej epoki. To naprawdę
wstyd, żeby młody reżyser tak mocno odpuścił w tylu momentach tego dramatu,
mając do dyspozycji doskonały zespół aktorski.


NO I NA KONIEC
Wychodząc myślałem sobie o jednym. Czy Halina Skoczyńska jest tak dobrą
aktorką, że sama zbudowała swoją Mary i pokazała ją nam w najlepszym z
możliwych wykonań? Jak duży w jej kreację był wkład reżysera, którego niemoc
czuje się w całym spektaklu. Podziw dla pani Haliny Skoczyńskiej,
rozczarowanie dla Remigiusza Brzyka.
To tyle. A tak w ogóle to czasami warto się zastanowić nad tym jakie teksty
bierze się na warsztat i czy aby nie ma innych, bardziej atrakcyjnych i
mówiących więcej o rzeczywistości nas otaczjącej.
Obserwuj wątek
    • Gość: eyeofthebeholder Re: II niezależna recenzja - Mary Stuart IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 14.04.03, 16:34
      Czy to na podstawie "Death of Mary, Queen of Scots /
      Exploding Penguin on TV Set"?
    • Gość: Coucou Re: II niezależna recenzja - Mary Stuart IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 25.04.03, 21:23
      Monologi karakana...są:
      a)nudne
      b)nadęte
      c)komiczne

      Uwaga! wszystkie odpowiedzi są poprawne, ale wygrać nie można nic... Proszę
      więc Wielce Wielmożnego Poszukiwacza Prawdy I Pogromcę Pułki, żeby, zamiast
      wymyślać żałosne ozdobniki dla swojej eruducji, skupił się na oglądanych
      spektaklach! Ja nie zgadzam się z ów Młodym (?!) Gniewnym wobec ostatnich dwu
      przedstawień o Stuartach, ale pal to licho!
      Dla ciekawskich: polecam pórównanie obu recenzji - wygrać znów nie można nic,
      lecz zabawa murowana, bo autorska nieporadność w oczy kole. A karakanowi
      zamiast studiować przez 17 lat (czyli to już raczej nie Młody) muzykę trzeba
      było pochylić się nieco nad interpunkcją...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka