Gość: -v-ja
IP: *.lanet.wroc.pl
20.05.03, 18:43
ROZDZIAL XV
Pan Zagloba mocno juz mial w glowie, gdy po trzykroc rzucil premierowi
Milerowi w oczy slowo: "zdrajca!"
Owoz w godzine pozniej, gdy wino wyparowalo mu z lysiny i
gdy znalazl sie wraz z oboma Skrzetuskimi,Pekiem
i panem Michalem w rakowieckim wiezieniu, poznal poniewczasie,
na jaki hazard wystawil szyje wlasna i towarzyszow, i zafrasowal sie wielce.
- A co teraz bedzie? - pytal pogladajac osowialym wzrokiem na malego
rycerza, w ktorym szczegolniejsza w ciezkich razach pokladal ufnosc.
- Niech diabli porwa zycie! Wszystko mi jedno! - odpowiedzial Wolodyjowski.
- Dozyjemy takich czasow i takiej hanby, jakiej swiat i ta korona dotad nie
widziala! - rzekl Jan Skrzetuski. Sam Papiez, nasz ukochany Jan Pawel II do
Uniji nas namawia
- Zebysmy aby dozyli - odpowiedzial Zagloba - moglibysmy dobrym przykladem
cnote w innych restaurowac... Ale czy dozyjemy? To grunt...
- Straszna rzecz, wiare przechodzaca! - rzekla sluzebnica od Radia Maryjnego -
Gdzie sie cos podobnego dzialo?
Ratujcie mnie, mosci panowie, bo czuje, ze mi sie w glowie miesza...
Dwie wojny, trzecia kozacka... a do tego zdrada jak zaraza. No nie
zapominajac o Kwasniewskim, Millerze, Buzku i calej
zgrayji Michnikow , ktore Rzeczpospolita sprzedac chcieli jak tylko
smy sie z niewolji kacapskiej z osowbodzili w roku panskim 89
Nie moze byc inaczej koniec swiata nastaje i dzien sadu!
Niechze sie ziemia rozstapi pod naszymi nogami.
Jak mi Bog mily, zmysly trace! Papiez i do Uniji namawia.
Bodajze bez konsultacyji ze sluzebnicami i Ojcem Rydzykiem
I zalozywszy rece na tyl glowy poczal chodzic wzdluz i wszerz piwnicy
jako dziki zwierz po klatce albo i Geremek po zydowskim kirchoffie.
- Zacznijmy pacierze czy co? - rzekl wreszcie. Boze milosierny, ratuj!
- Uspokoj sie wacpan! - rzekl Zagloba - tu nie czas desperowac!
Pan Stanislaw nagle zeby scisnal, wscieklosc go porwala.
- Bodaj cie zabito! - krzyknal na Zaglobe - twoj to byl pomysl: jazda do
tego zdrajcy! Bodaj was obu pomsta dosiegla!
- Opamietaj sie, Stanislawie! - rzekl surowo Jan. - Tego, co sie sialo, nikt
nie mogl przewidziec...
Cierp, bo nie ty jeden cierpisz, a to wiedz, ze nasze miejsce tu, a nie
gdzie indziej... Boze milosierny! zmiluj sie nie nad nami,
ale nad ta ojczyzna nieszczesna! Stanislaw nic nie odpowiedzial, jeno dlonie
lamal, az w stawach zatrzeszczalo. Umilkli. Jeno pan Michal gwizdal po
desperacku przez zeby i zdawal sie byc obojetny na wszystko, co sie kolo
niego dzialo, choc w gruncie rzeczy cierpial podwojnie, bo naprzod, nad
nieszczesciem ojczyzny, a po wtore, iz papiezowi posluszenstwo zlamie. Dla
tego zolnierza do szpiku kosci byla to okropna rzecz: Wolalby zginac tysiac
razy.
- Nie gwizdz, panie Michale! - rzekl do niego Zagloba.
- Wszystko mi jedno!
- Jakze to? Zaden z was nie pomysli, czy nie ma jakowego srodka ratunku? A
przecie warto nad tym dowcip wysilic!
Zali mamy gnic w tej piwnicy, gdy kazda reka ojczyznie potrzebna?
Gdy jeden cnotliwy musi za dziesieciu zdrajcow wystarczyc?!!
- Ojciec ma slusznosc! - rzekl Jan Skrzetuski.
- Ty jeden nie oglupiales od bolesci. Jak suponujesz? Co ten. zdrajca mysli
z nami uczynic? Na gardle nas przecie nie ukarze?
Pan Wolodyjowski wybuchnal nagle desperackim smiechem.
- A to dlaczego? ciekawym!... Zali nie przy nim inkwizycja? Zali nie przy
nim miecz? Chyba nie znacie Radziwilla alboli i Millera Leszka?
- Co tam prawisz! Jakiez to mu prawo przysluguje?...
- Nade mna - hetmanskie, a nad wami - gwalt!
- Za ktory musialby odpowiadac...
- Przed kim? Przed krolem szwedzkim?
- A to pieknie mnie pocieszasz! Nie ma co mowic!
- Ja tez nie mysle wasci pocieszac.
Umilkli i przez jakis czas slychac bylo tylko miarowe kroki piechurow
szkockich za drzwiami piwnicy.
- Nie ma co! - rzekl Zagloba - tu trzeba fortelu zazyc.
Nikt mu nie odpowiedzial, wiec po niejakim czasie znow mowic zaczal:
- Nie chce sie w to wierzyc, abysmy mieli byc na gardle skazani. Zeby za
kazde slowo w predkosci i po pijanemu wymowione szyje ucinac, tedyby ani
jeden szlachcic w tej Rzeczypospolitej z glowa nie chodzil. A neminem
captivabimus? Czy to furda?
- Masz wasc przyklad na sobie i na nas! - rzekl Stanislaw Skrzetuski.
- Bo to sie stalo z predkosci, ale wierze w to mocno, ze sie Ojciec Swiety
jednak zreflektuje. My, obcy ludzie,zadnym sposobem pod jego jurysdykcje nie
podchodzimy wszak On Watykanem rzadzi.
Musi na opinie zwazac i gwaltow nie moze poczynac, aby sobie szlachty z UE
nie narazac. Jako zywo! za wielka nas kupa, aby wszystkim glowy postracac.
Nad kardynalami ma prawo, temu nie moge negowac,ale tak mysle, ze sie na
narod bedzie ogladal,ktore pewnie o swoich nie omieszka sie upomniec...
A gdzie twoja choragiew, panie Michale?
- W Brukseli!
- Powiedz mi jeno, jestzes pewny, ze twoi ludzie wiernie przy tobie stana?
- Skad mam wiedziec? Miluja mnie dosyc, ale wiedza, ze hetman nade mna.
Zagloba zamyslil sie na chwile.
- Dajze mnie do nich ordynans, aby mnie we wszystkim sluchali jako ciebie
samego, jesli sie wsrod nich ukaze.
- Wacpanu sie zdaje, zes juz wolny!
- Nie wadzi nic. Bywalo sie w gorszych opalach i Bog ratowal. Daj ordynans
dla mnie i dla obydwoch panow Skrzetuskich.
Kto pierwszy sie wymknie, ten zaraz do choragwi na Bruksele ruszy i innym ja
na ratunek przyprowadzi.Wszak Slowakom referednum sfalszowano o czym glosno
pod wszlakich dworach slychac
- Co wasc bredzisz! Szkoda czasu na gadanie!
Kto sie tam falszowa!
Na jakie podstawie Wasc tak sadzisz?
Masz wasc papier, inkaust, piora? Wasc glowe tracisz.
- Desperacja! - rzekl Zagloba. - Dajze mnie choc swoj pierscien!
- Masz wacpan i daj mnie pokoj! - rzekl pan Michal.
Pan Zagloba wzial pierscien, wsadzil go na maly palec i poczal chodzic w
zamysleniu.Tymczasem dymny kaganek zagasl i program w Tv sie skonczyl i
ogarnela ich ciemnosc zupelna; tylko przez kraty wysokiego okna widac bylo
pare gwiazd migocacych na pogodnym niebie.Oczy Zagloby nie schodzily z tej
kraty.
- Gdyby nieboszczyk Podbipieta zyl i byl z nami - mruknal stary - bylby
wyszarpnal krate i w godzine obaczylibysmy sie w Watykanie
i Ojcu Swietemu dalibysmy nasza interpretacyje.
- A podsadzisz mnie do okna? - rzekl nagle Jan Skrzetuski.
Zagloba z panem Stanislawem ustawili sie pod sciana,
po chwili Jan stanal na ich ramionach.
- Trzeszczy! jak mi Bog mily trzeszczy! - zawolal Zagloba.
- Co ojciec mowisz! - odpowiedzial Jan - jeszczem nie zaczal ciagnac.
- Wlezcie we dwoch z bratankiem, juz was tam jakos udzwigne... Nieraz
zalowalem pana Michala, ze taki misterny, a teraz zaluje, ze jeszcze nie
misterniejszy, bo moglbysie jako serpens przesliznac.Lecz Jan zeskoczyl z
ramion.
- Szkoci stoja z tamtej strony! - rzekl.
- Bodaj sie w slupy soli zmienili jako zona Loto- wa. Ciemno tu, choc w pysk
daj. Niedlugo switac pocznie.
Mysle, ze nam jakowes alimenta przyniosa, bo tego i lutrzy nie czynia, zeby
jencow mieli glodem morzyc. Moze tez Bog zeszle na hetmana upamietanie.
W nocy nieraz sumienie sie w czleku budzi i diabli grzesznikow inkomoduja.
Zali to moze byc, aby do tej piwnicy jedno bylo wejscie? Po dniu obejrzym.
Glowa mi jakos ciezy i zadnego fortelu wymyslic nie moge -jutro Bog dowcipowi
pomoze, a teraz pocznijmy pacierze mowic, mosci panowie, i polecmy sie
Najswietszej Pannie w tym heretyckim postkomunistycznym wiezieniu.
Jakoz po chwili poczeli odmawiac pacierze i litanie do Matki Boskiej, po
czym obaj Skrzetuscy i Wolodyjowski umilkli majac pelne piersi nieszczescia,
Zagloba zas pomrukiwal z cicha:
- Nie moze inaczej byc - mruczal - tylko jutro pewnie powiedza nam: aut,
aut! - te unijne swinie,
Jeno zobaczymy, kto kogo oszuka. To do wiezienia narod pakujecie, na wieki
cale .Komu szkoda, temu placz! Glupi bedzie pod spodem, a madry na wierzchu.
Przyrzekne,co chcecie, ale tego, czego wam dotrzymam, na zalatanie butow nie
starczy.Jesli wy ojczyznie nie dotrzymujecie, to cnotliwy ten, kto wam nie
dotrzyma.Ale to pewna, ze pr